Daj mi pić! (3. Ndz WlkP – 170319)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu jest tradycyjnie związana z pierwszym skrutynium katechumenów przygotowujących się do przyjęcia Chrztu podczas najbliżej Wigilii Paschalne. Czytamy wówczas ewangelią o Samarytance (J 4,5-42). Przesłanie tej ewangelii, szczególnie przyjmowane w kontekście skrutynium katechumenalnego, dotyczy pytania o sens i źródło życia i prowadzi do spotkania z Jezusem i uznania oraz wyznania, że On jest Prorokiem, Mesjaszem i że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.

Cała scena rozpoczyna się od prowokującego wyzwania czy raczej prośby, którą Jezus kieruje do Samarytanki: «Daj mi pić!»

Samarytanka odpowiada Jezusowi ze zdziwieniem:

«Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?»

Moglibyśmy przełożyć to na kolokwialne powiedzenie: Czego mnie się czepiasz, skoro wiesz, kim ty jesteś i kim ja jestem. Dlaczego mnie zagadujesz. Ty masz swój świat. Ja mam swój świat i każdy w tym swoim świcie próbuje sobie radzić, jak potrafi. Każdy też ma swoją religijność i oddaje Bogu cześć, jak potrafi.

I tak można by snuć to przedstawianie oddzielnych światów.

Jednak Jezus wie, że potrzebne jest zaczepienie tej niewiasty (jak Ewangelista potem powie wprost, że Jego uczniowie po powrocie z miasta dziwili się, że rozmawiał z kobietą).

A jednak było potrzebne to „zaczepienie” Samarytanki przez Jezusa. To spotkanie z Jezusem stało się okazją do odkrycia prawdy o jej życiu. On w świetle słów Jezusa zrozumiała, kim ona jest i poznała kim On jest.

Wezwanie, jakie Jezus skierował do samarytanki: Daj mi pić! Jest jednocześnie bowiem pytaniem, czy masz w sobie życie, czy masz w sobie źródło życia. Dalej, czy jesteś człowiekiem, który żyje z mocy Boga i jest na Jego obraz i podobieństwo. Czy jest dzieckiem Boga. Czy też odwrotnie jest kimś, kto ma wielu baalów, bożków i stale musi przychodzić do studni i czerpać, by zabezpieczać sobie życie.

Fakt, że przy okazji tego wezwania (prośby) Jezusa Samarytanka uświadomiła sobie, że to życie, które ma i które podtrzymuje nie jest pełnym życiem, dał jej okazję do poznania Tego, który jest Życiem i który daje życie.

Gdybyśmy mogli zapytać Samarytankę już po tym całym wydarzeniu, czy jest szczęśliwa, że Jezus ją zaczepił i postawią w trudnej sytuacji, jej odpowiedź nie mogłaby być inna, że właśnie to „zaczepienie” przez Jezusa dało totalną nowość jej życiu. Jej życie otrzymało nowe źródło, nowe tchnienie, nową moc. Wszystko to stało się niezależne od jej dotychczasowych zabiegów o życie, o wodę. Zostawiła nawet swój „zwyczajny” dzban, z którym „codziennie” chodziła, by czerpać wodę.

Pozwólmy zaczepiać się Jezusowi.

Nie oddalajmy i nie odrzucajmy Jego „czepiania” się naszego życia. Nawet jeśli czasem te Jego „zaczepki” są nam niewygodne i nie zawsze nam pasują

On wie, że nie mamy w sobie źródła życia. Ale pyta o to, byśmy zostali wyprowadzenie z fałszywych naszych przekonań i poznali Jego moc i łaskę.

Bp ZbK

W drugą Niedzielę Wielkiego Postu czytamy tradycyjnie Ewangelię o Przemienieniu Jezusa na wysokiej górze. Tak jest każdego roku w zmieniających się cyklach. Tradycyjnie przyjmuje się, że była to góra Tabor. Niektórzy jednak uważają, że było to na jednym ze zboczy góry Hermon. Niezależnie od tego, jaka to była góra, ważne jest to, że Jezus wziął wybranych uczniów w górę. Zaprowadził ich na górę? Uniósł ich w górę? Dał im doświadczenie bycia w górze ?

To było na osobności. Już przez sam fakt wybrania trzech uczniów i przez to zabranie ich ze sobą przez Jezusa stanowiło to więc pewne wyrwanie z normalnego i zwyczajnego biegu wydarzeń. Na dodatek to przemienienie. Zobaczyli Go jako całkowicie innego. Nadto z osobami, które mogą być uważane za najbardziej reprezentatywne w całej historii narodu wybranego: Mojżesz i Eliasz; a więc Prawo i Prorocy.

Wreszcie jakby ukoronowanie całego wydarzenia – głos z obłoku: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Apostołowie zlękli się. Nie pojmowali wydarzenia, chociaż je przeżyli jako wybrani przez Jezusa.

Jezus mówi do niech, aby się nie lękali – nawet jeśli to wszystko w danej chwili ich całkowicie przerastało i przerażało. Skoro to się wydarzyło, to wydarzyło się w określonym celu. Skoro tego nie rozumieją w tej chwili, to też dlatego, że rozumienie tego nie zależy od ich rozumu i inteligencji, ale będzie im dane w stosownym czasie. Tym samym też Jezus daje im do zrozumienia, że to, czego w tej chwili nie pojmują, ma wielkie znaczenie. Nie jest w ich kompetencjach. Nie będzie to owocem ludzkiego dociekania. Zostanie im objawione, kiedy oni przeżyją swoje przemienienie wobec tego, o spotka Jezusa, gdy zostanie wydany w ręce ludzi i ukrzyżowany.

Gdy nadejdzie ten czas, wtedy oni – uciekając przed tym wydarzeniem i opuszczając Jezusa – będą mieć sposobność poznania samych siebie. Wtedy im się objawi to, kim oni są i kim Jest Ten, który wcześniej przez chwilę przemienił się przed nimi na górze, który jednak nie stawił oporu, by wejść w całkowite poniżenie i śmierć krzyżową. Po Jego zmartwychwstaniu – po zmartwychwstaniu Syna Człowieczego dokona się ich przemiana. Będą mogli świadczyć o wydarzeniu Jego przemienienia na górze, o Jego poniżeniu i Jego zmartwychwstaniu. Będą też mogli świadczyć o swojej przemianie w myśleniu i działaniu

Bp ZbK

Pogrzeb Bpa Tadeusza Rybaka (170310-11)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dzisiaj, 10 marca 2017, rozpoczynamy uroczystości pogrzebowe śp. Bpa Tadeusza Rybaka, pierwszego biskupa legnickiego. Modlitwa z okazji pogrzebu i same ceremonie pogrzebowe przenoszą nas w szczególny wymiar ludzkiego życia. Sam moment pogrzebu bywa nazywany jako ostatnia posługa czy pożegnanie. Tak jest, gdy patrzymy w kluczu ziemskiej historii. Jednak moment śmierci i pogrzebu nie jest tylko zamknięciem tego ziemskiego etapu ludzkiego życia. Jest także progiem i bramą prowadząco do nowego wymiaru życia. Dlatego też liturgia chrześcijańska jest przeniknięta nadzieją i ożywiona obietnicą życia, które zostaje przemienione i otrzymuje swoje definitywne osadzenie w Bogu.

Żegnamy Biskupa Tadeusza. On też żegna się z nami. Wyraził to w swoim testamencie. Pozwalam sobie na to by niejako udzielić mu w ten sposób głosu. W szczególności dziękuje on wszystkim swoim Współpracownikom, z którymi tworzył podwaliny tej nowej Diecezji. Ogarnia wdzięcznością tych, którzy go wspomagali w modlitwie i okazywali mu życzliwość. Jest jego pragnieniem wyrazić też to, jakie miał nastawienie w swojej posłudze pasterskiej. Robił wszystko, żeby służyć każdemu człowiekowi przez niesienie Ewangelii i posługę sakramentów. Zależało mu na tym, aby samemu jak najwięcej korzystać z Misterium Paschalnego i jak najwięcej ludzi wprowadzić w tę Tajemnicę. Kierował się wolą sprawowania swej posługi na rzecz i dla dobra człowieka. Ma też jednak świadomość, że nie wszystko mu sią udawało tak, jak zamierzał i jak tego chciał. Zdaje sobie również sprawę z tego, że w niejednym przypadku mógł komuś wyrządzić przykrość. Prosi więc o wybaczenie ze strony tych, których mógł skrzywdzić. Sam ze swej strony wybacza wszystkim, by schodzić z tego świata w pełnym pojednaniu.

Otaczamy modlitwą śp. Bpa Tadeusza i prosimy Boga, byśmy wszyscy potrafili trwać w jedności Kościoły płynącej z Ewangelii. Dziękuję wszystkim, którzy przy okazji śmierci Bpa Tadeusza na różny sposób wyrażali swoje przywiązanie do Kościoła i jego Pasterzy

Bp ZbK

W pierwszą Niedzielę Wielkiego Postu słyszymy kolejno w latach A B C ewangelie o kuszeniu Jezusa na pustyni (na górze kuszenia) według poszczególnych ewangelii synoptycznych. Ewangelista Marek nie opowiada nam szczegółowo żadnego kuszenia Jezusa ze strony diabła. Natomiast w wydaniu Mateusza i Łukasza mamy przedstawione trzy sceny, chociaż różnią się one co do kolejności. To kuszenie Jezusa miało miejsce zaraz po teofanii nad Jordanem, kiedy to Jezus został przedstawiony jako Mesjasz i Syn Boży. Stało si to przez ukazane niebo otwarte, przez zstąpienie na Jezusa Ducha Świętego w postaci Gołębicy i przez głos Boga Ojca poświadczający, że Jezus to Syn umiłowany Ojca.

Scena kuszenia dokonuje – choć to może brzmieć paradoksalnie – z inspiracji Ducha Świętego. Ewangelista Mateusz powie wprost: „Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła” (Mt 4,1).

Odbyły się trzy „ataki” diabła skierowane przeciwko Jezusowi. Jakie to były jednak ataki? Czy to były ataki? Przecież, patrząc po ludzku musimy stwierdzić, że diabeł przychodził do Jezusa ze swoistą pomocą. Wyraźnie to widać przynajmniej w dwóch jego podejściach do Jezusa – pokusa chleba i rzucenia się ze szczytu świątyni. Były to podpowiedzi, jak uniknąć cierpienia i jak zyskać poklask i stać się przywódcą ludu.

Jak się zachował Jezus wobec tych propozycji diabła? Nie walczył z nim wprost i nie kontratakował go, lecz po prostu nie skorzystał z jego atrakcyjnych podpowiedzi.

Kiedy diabeł „zobaczył”, że Jezus nie poszedł na żaden kompromis, diabeł „musiał” odejść. Nie miał wyjścia. Musiał odstąpić od Jezusa i Go opuścić. Jezus miał bowiem swój plan dzieła, do jakiego został posłany przez Ojca. Jezus wiedział, że jakakolwiek próba „ulepszania” tego planu, byłyby zwycięstwem diabła. i nie skorzysta z żadnego

To odnosi się także do nas. To jest przesłanie, które płynie ku nam na początku Wielkiego Postu. Nie potrzebujemy walczyć z diabłem, Nawet nie powinniśmy tego robić. On chce nas wciągnąć w zakres jego działania. Nie powinniśmy wchodzić w jego system działania. Jedyny sposób zwycięstwa nad nim to nie walka z nim, lecz odrzucenie jego propozycji. Prawdziwe zwycięstwo to dokonuje się wtedy, gdy nie skorzystamy z jego „ulepszających” podpowiedzi. To okazanie mu, że jesteśmy dobrze zakotwiczeni w planie Bożym i że jest nam w tym dobrze, nawet jeśli trudno i czasem nie wszystko jest w danej chwili i w danej sytuacji łatwe do zrozumienia.

Gdy diabeł to wyczuje i zobaczy wtedy stanie się to, co stało się w przypadku Jezusa:

Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu.

Trzymajmy się Jezusa i wpatrujmy się w Niego. Tylko przez Niego płynie ku nam prawdziwa moc życia od Ojca.

Bp ZbK

Modlitwa w intencji Bpa Tadeusza Rybaka

by bp Zbigniew Kiernikowski

Proszę o modlitwę w intencji Księdza Biskupa Tadeusza Rybaka – pierwszego Biskupa Diecezji legnickiej. To na jego barki przed 25 laty spadło zadanie tworzenie nowej diecezji. Nie oznaczało to, co prawda, rozpoczynania wszystkiego od podstaw. Kościół bowiem żył i działał na tej ziemi wcześniej i cieszył się już bogatym doświadczeniem. Zorganizowanie nowej diecezji wiązało się jednak z koniecznością stawienia czoła całkowicie nowym wyzwaniom. Te wyzwania potęgowały się i otrzymywały szczególny koloryt ze względu na to, że Legnica była jeszcze w dużej zależności od wojsk sowieckich i dawnych układów politycznych. To wszystko wymagało podejścia pełnego wiary i odwagi.

Mając na uwadze cały kontekst społeczny i polityczny Bp Tadeusz stanął wobec zadania organizowania życia kościelnego na tej ziemi. Do zasadniczych zadań należało także umiejętne wykorzystanie wszystkich struktur i organizacji kościelnych, które istniały na tym terenie już przed reorganizacją archidiecezji wrocławskiej. Konieczne było jednak powołanie całego szeregu nowych struktur administracyjnych czy instytucji wykonawczych oraz podejmowanie decyzji personalnych. Tylko dobra organizacja oraz zaangażowanie osób, którym zostały powierzone konkretne zadania, a także wiara ludu Bożego całej diecezji mogły stworzyć dobre podwaliny nowej diecezji. To było niezbędne, aby mogła ona dobrze wypełniać swoją misję jako jeden z kościołów lokalnych na mapie Kościoła powszechnego i Kościoła w Polsce, a także realizować wszystkie swoje zadania wobec wiernych żyjących na tej dolnośląskiej ziemi. Jako trzeci biskup legnicki z uznaniem patrzę na to wszystko, co dokonało się na tym terenie w ciągu minionych dwudziestu pięciu lat. Szczególnie na to, co zostało zrealizowane w trzynastu latach posługi pierwszego biskupa legnickiego Tadeusza Rybaka. Wtedy bowiem kształtowały się podstawy istnienia i działania naszej diecezji. Teraz On potrzebuje naszej modlitwy i duchowego wsparcia.

Dziękuję wszystkim, którzy w tę modlitwę się włączają

Bp ZbK

 

W Ewangelii czytanej w 8 Niedzielę roku A słyszymy kolejny fragment Kazania na Górze. Jest to mowa programowa Jezusa. Zarysowuje On w niej obraz życia ucznia, którego spotkała łaska usłyszenia słowa Jezusa i który ma odwagę przystąpić do Jezusa i trwać przy Nim. Jezus obwieszcza podstawową prawdę:

 „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6,24).

Tę prawdę Jezus rozpracowuje dalej, albo raczej trzeba powiedzieć niejako przymierza do każdego z nas, którzy mamy jakieś pojęcie o tym, że za Nim idziemy, czy do Niego przystępujemy. Daje nam okazję niejako zestawienia się z liliami polnymi i ptakami podniebnymi.

Słowem, które dominuje określenie stosunku do Jezusa i do Boa jako Ojca jest imperatyw: nie martwcie się. W poprzednim przekładzie było: „nie troszczcie się zbytnio”. Dobrze, że mamy nowy przekład. Oddaje on lepiej przesłanie tekstu oryginalnego. Właściwie można wyrazić to jeszcze bardziej dobitnie: “Nie zamartwiajcie się”.

Chodzi o taki stosunek do dóbr materialnych, który nie pozwoli na zajęcie w sercu i myśleniu człowieka miejsca należnego Bogu. To miejsce należne Bogu w życiu człowieka jest potrzebne nie Bogu, lecz człowiekowi. Miejsce należne Bogu w życiu człowieka to – obrazowo mówiąc – podobne do miejsca należnego silnikowi w samochodzie. On jest tym, który gwarantuje przetwarzanie wszystkiego na siłę i moc życia. On gwarantuje moc życia. Chodzi więc o to, by Bóg miał w naszym życiu należne, to znaczy pierwsze i jedyne albo wręcz wyłączne miejsce.

Jeśli człowiek zacznie się zamartwiać i szukać zabezpieczenia tej mocy w czymś innym poza Bogiem, to tak jakby odrzucał moc Boga. Jeśli zacznie się zamartwiać tym co i jak robić, by sobie zabezpieczyć życia, to zagubi swoją relację z Bogiem, od którego całe życie pochodzi.

Naturalnie człowiek potrzebuje tego wszystkiego, co jest konieczne do życia. Ale o tym też wie Stwórca i Odkupiciel. Uczeń Jezusa będzie się więc normalnie troszczył o to, co jest mu potrzebne. Będzie to robił z poddaniem się prowadzeniu Boga. Nie będzie się zamartwiał tym co i jak to robić, bo wie i wierzy, że Ma Ojca, który Go prowadzi.

Obyśmy umieli właściwie troszczyć się o wszystko pod przewodnictwem Jezusa, a więc o królestwo Boga i Jego sprawiedliwość, a nigdy nie ulegli zamartwianiu się o swoje życie.

Bp ZbK

Być świętym (7. Ndz A 170219)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Zaskakujące i w pewnym sensie przerażające wezwanie: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty, mówi Pan”.

Może rodzić się zastrzeżenie. Pan Bóg może to powiedzieć, ale jak ja mam to uczynić. A może lepiej i właściwej: Jaka jest droga, aby to się stało? Abym ja na tej drodze mógł siebie odnaleźć i być szczęśliwym?

Pan Bóg podaje Mojżeszowi drogę, na której ta propozycja życiowa może się spełnić. Podaje cały szereg wskazań i przykazań. Znamy dekalog. W liturgii dzisiejszej niedzieli nie zostaje przedstawiony cały dekalog i wszystkie inne wymagania. Czytamy i słyszymy jeden z fragmentów, który można a nawet trzeba uznać za bardzo znamienny. Stanowi on jeden z najbardziej charakterystycznych wyrazów czy przejawów świętości Boga udzielanej człowiekowi.

Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan! (Kpł 9,17n).

Tak Bóg mówi i to poleca człowiekowi. Czy jest to jednak możliwe. Jako chrześcijanie możemy powiedzieć, że Bóg nie tylko tak poleca, ale sam tak uczynił wobec ludzkości i wobec każdego człowieka w swoim Synu Jezusie Chrystusie. On to okazał się doskonałą miłością Ojca, kiedy wydany w ręce ludzi i skazany na śmierć, przebaczył ludziom. Usprawiedliwił ludzi, aby nie musieli kierować się swoimi impulsami i pożądaniami. Także poczuciem zemsty i nienawiści. Dał wierzącym w Niego dar Ducha Świętego, który ich jednoczy przez przebaczenie i uzdolnienie do ofiarnej miłości, która nie szuka siebie i niczego nikomu nie zazdrości ani nikogo nie ma w nienawiści.

Tam, gdzie mocą Chrystusa w relacje międzyludzkie wkracza przebaczająca miłość i gdzie mocą Ducha Świętego zostaje pokonana nienawiść, tam staje się świątynia Boga. Tam kształtuje się postawa pokory wobec drugiego człowieka ze względu na to, że Bóg – Syn Boży uniżył siebie i to aż do śmierci krzyżowej. Tam kształtuje się wiara w działanie Boga i zaufanie Jemu, a każde serce wierzącego wyzbywa się chęci dominacji i chełpienia się przed ludźmi. Wszędzie tam, jest jeden Pan i tworzy się Jego Ciało, Świątynia Boga i mieszkanie Ducha Świętego. Aby tak było i tak się działo, potrzebujemy inicjacji. Potrzebujemy wdrożenia w uaktualnianie czy w uruchomienie i pobudzenie do działania (do skuteczności) tego, co już w sobie nosimy z mocy i daru chrztu świętego.

Taka świętość jest dostępna dla każdego. Nie dajmy się odwieść przez jakieś uwagi czy osądy, że to nie dla nas, że to nieżyciowe. Tak bowiem podpowiada świat. W tym kierunku kręci zły duch i ośmiesza to, co jest najbardziej prawdziwe. Nie dajmy się zwodzić. Po prostu bądźmy świętymi, bo Bóg jest święty. Pozwólmy, by On z nas tworzył soją świątynię. On nam proponuje drogę życia, która jest realnie święta, bo najbardziej prawdziwa i najbardziej odpowiadająca człowiekowi.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Czy jest możliwa większa sprawiedliwość ?

Słyszymy dziś słowa Pana Jezusa: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 5,20).

Pamiętamy o tym, że faryzeusze i uczeni w Piśmie byli – jak można by powiedzieć współczesnym językiem – rekordzistami w zachowaniu przepisów Prawa zarówno pisanego jak i ustnego. Może więc powstać pytanie: Czy to możliwe, aby ktoś wykazał się większą zdolności zachowania i wykonania przepisów Prawa. To mogłoby być rozumiane tak, jak gdyby ktoś chciał pokonać w biegu na 100 metrów aktualnego rekordzistę świata. Zresztą tak można porównywać się w różnych dyscyplinach. Czy można pokonać aktualnego mistrza? Kto tego może dokonać i być nowym rekordzistą w jakiejś dziedzinie? Udaje się to od czasu do czasu tym, którzy ustanawiają nowe rekordy i zdobywają kolejne medale. Ale zawsze to będą tylko jednostki.

Czy o to Jezusowie chodziło, abyśmy „pokonali” faryzeuszów w dziedzinie sprawiedliwości czyli w zachowaniu Prawa?

Nie jesteśmy w stanie przywołać słów wypowiedzianych przez Jezusa w języku aramejskim. Mamy je zapisane przez Ewangelistę Mateusza w języku greckim. Ewangelista stosuje słowo (czasownik), który nie tyle wyraża wzmocnienie intensywności czy ilości czegoś, lecz wskazuje na zaistnienie takiej sytuacji (także obfitość czy intensywności), że zmienia się kategoria oceny czy obieg. Kończy się pewna jakość czegoś i wchodzi na jej miejsce nowa jakość. Następuje przelanie czegoś, przekroczenie jakiejś granicy i przejście w nowy sposób działania.

Możemy więc rozumieć to słowo Jezusa w następujący sposób: Jeśli wasza sprawiedliwość, czyli wasz sposób podejścia do Prawa (ogólnie mówiąc do wypełniana Woli i zamysłu Boga) nie będzie innej jakości, niż ta, którą praktykują faryzeusze i uczeni w Piśmie . . .

O co więc chodzi?

Proponuję rozumieć te słowa Jezusa w następujący sposób: Uczeń Jezusa zamiast zabiegać o wypełnianie wielu przykazań i tak budować swoją sprawiedliwość, by zdobywać jakieś uznanie u Boga i u ludzi, uzna siebie za grzesznika, który nie wypełnia wielu przepisów, ale – dzięki temu, że przystąpił do Jezusa i uwierzy w Jego ogłoszenie (błogosławieństwa – zob. 5,1nn), pozwoli na to, aby być doświadczonym przez niedostatek, przez niesprawiedliwość. Pozwoli na zabranie szaty i może odda także płaszcza. Przyjmie policzek i może nastawi drugi. Nie będzie się prawował, zabiegając o swoje i potępiając drugiego. Nie zaatakuje drugiego jako wroga, lecz okaże mu miłość i będzie mu dobrze czynił.

Tego rodzaju sprawiedliwości nie da się „wypracować” tylko przez pełnienie (niektórych) dobrych czynów. To rodzaju sprawiedliwość jest darem od Boga dla tych, którzy mają odwagą i pokorę przystąpienia do Jezusa i pójścia za Nim. Jest to sprawiedliwość nie dla wykazania własnej sprawiedliwości, lecz sprawiedliwość pochodzącej z mocy Boga, który usprawiedliwia grzesznika i czyni go zdolnym do dzieł, jakie przynależą naturze Boga objawionej w Jezusie Chrystusie. Jest to sprawiedliwość z zupełnie innej kategorii i z zupełnie innego źródła, niż moc i mentalność człowieka a także to wszystko, co człowiek uważa za swoje prawa, swoją godność i swoje obowiązki.

Bp ZbK

 

Obwieszczenie (5. Ndz A 170204)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Usłyszymy dziś słowa obwieszczenia. W jesteście solą ziemi! Wy jesteście światłością świata!

Nie są to imperatywy, lecz obwieszczające stwierdzenia.

Do kogą są one skierowane?

O kim one mówią?

Kogo one i komu przedstawiają?

Są to pytania pozornie proste i łatwe.

Nie zawsze jednak tak jest.

Te słowa obwieszczenia trzeba widzieć w łączności z poprzedzającymi je makaryzmami (błogosławieństwami) , które słyszeliśmy w ubiegłą niedzielę. Odnosiły si one do tych, którzy przystąpili do Jezusa i przyjęli prawdę, zawartą w tych makaryzmach. To ci, którzy nie odwrócili się od Jezusa, lecz przyjęli to, co On sam ogłaszał i co przeżywał. Nie odeszli od Jezusa, lecz poszli za Nim doświadczając stopniowo prawdy tego, co Jezus wyraził w tych makaryzmach i w całym Kazaniu na Górze.

To oni są solą ziemi i światłością świata.

Te słowa Jezusa są skierowany do wszystkich i przedstawiają tych, którzy idą za Jezusem i przyjmują Jego naukę i stale wchodzą na Jego drogę i na tej drodze się utrzymują. Czasem za wielką cenę a nierzadko za wszelką cenę a nawet za cenę życia.

Jest to przywilejem i jednocześnie zadaniem uczniów Jezusa, tych którzy przystępują do Niego, by to obwieszczenie docierało do jak najszerszych kręgów ludzi.

Nie chodzi tylko o oficjalnych przedstawicieli Jezusa, nie chodzi tylko o Apostołów (do Kazania na Górze u Mt nie ma bowiem jeszcze mowy o ustanowieniu Dwunastu). Odnosi się to do wszystkich przystępujących do Jezusa.

Ważne, by nasze przystępowanie było w kluczu makaryzmów (błogosławieństw), czyli oświecenia naszego życia i pełnej akceptacji tego, co jest treścią tych błogosławieństw, a nie jakichkolwiek zadań, wymogów, projektów, oczekiwań itp.

Bp ZbK

Jednym z określeń człowieka jest to, że jest on powołany do szczęścia i że to szczęście potrafi przeżywać oraz tym szczęściem potrafi się dzielić. I to jest też jego szczęściem.

Dążymy wszyscy do szczęścia. Tak jest z każdym z nas, niezależnie od tego, jak każdy to szczęście pojmuje. Po części nam się to udaje. Nie jest jednak tak zawsze Bywa też, że z tego powodu stają się nieszczęścia. Niejednokrotnie bowiem następuje rozbieżność między tymi, którzy w pewnym momencie inaczej widzą swoje szczęcie. Bywa tak również nawet między tymi, którzy złączyli się przyrzeczeniem albo na inny sposób „biegli” przez życie razem, obiecując sobie budowanie wspólnego szczęścia. Inna wizja szczęścia przeprowadzona przez kogoś z brakiem właściwego odniesienia do drugiego, może być przyczyną rozejścia się i nieszczęścia. Mamy w konsekwencji kryzysy, afery, protesty, wojny.

Ewangelia (Błogosławieństwa), którą słyszymy w czwartą niedzielę roku A, obwieszcza szczęście, które jest niezniszczalne. Może trzeba raczej powiedzieć obwieszcza sposób dochodzenia do szczęścia, którego nikt i nic nie zdoła zabrać. To szczęście nie jest jednak „jakąś masą” do zdobycia ani nawet „stanem”, który człowiek mógłby w sobie wypracować. To szczęście realizuje się przez przejście przez doświadczenie czy stan, które w oczach ludzkich wcale nie wygląda na szczęście i raczej bywa przez człowieka odrzucane albo pomijane.

O jakie więc szczęście chodzi? Jest ono związane z Osobą, która przywołuje do siebie. Jest to Jezus zasiadający na Górze Błogosławieństw. Jest to Jezus, który zawisł na krzyżu na Górze Kalwarii. Jest to Jezus, który wstąpił do nieba i od Ojca zesłał Ducha Świętego.

Każdego człowieka, który jest gotów do Niego przystąpić i Go słuchać, Jezus wprowadza w szczęśliwość, która nie jest zależna od okoliczności. Co więcej Jego wołanie, Jego obwieszczenie prawdy, uzdalnia człowieka do tego, by przechodził przez to wszystko, co normalnie człowiek przeżywa jako ubóstwo, przeciwności, cierpienie, odrzucenie, niesprawiedliwość. Uzdalnia do tego, by pełnić miłosierdzie, wprowadzać pokój, być cichym, znieść głód i pragnienie.

Doświadczenie szczęśliwości płynie z bliskości z tym Jezusem, który – wtedy, gdy to mówił – był gotów to wszystko przeżyć. Dziś słyszymy te same Jego słowa jako potwierdzone przez całe Jego życie. Słyszymy je i otrzymujemy jako już w Nim wypełnione. Zapraszają one każdego z nas do tego, by przystępować do Niego.

On, Jezus, Bóg-Człowiek jest taki. Stał się takim, byśmy nie utknęli w naszych połowicznych i złudnych szczęściach. Byśmy nie byli niewolnikami naszych projekcji szczęścia, lecz stali się uczestnikami prawdziwego szczęścia, jakie daje nam On.

Bp ZbK

Następna strona »

css.php