W 16 Niedzielę roku A słyszymy kolejne przypowieści Jezusa. Są to nadal przypowieści wzięte z życia rolniczego. Przypowieści o ziarnie i o siewcy. Najpierw jest to przypowieść o dobrym zasiewie. W ten dobry zasiew włączył się jednak ktoś ze złym nasieniem. Roztropny i dalekomyślny czy dalekowzroczny gospodarz pozwala jednak obojgu róść aż do żniwa. Jest to obraz świata.

Z Bożego zasiewu wszystko jest dobre. Bóg stworzył wszystko dobrym. Stworzył człowieka dobrym i dla dobra. Przez zawiść diabła weszło zło. To złe nasienie to skutek podstępu szatana, któremu udało się zwieźć człowieka. Wpoić mu sposób pojmowania życia niezależny od Boga. To bowiem wyrażało sięgnięcie po owoc poznania dobra i zła (zob. Rdz 3). Było to złudne postawienie człowieka w centrum wszystkiego. Było to owo złe nasienie, które nie może przynieść dobrego owocu.

Historia ludzkości jest naznaczona tą koegzystencją dobra i zła. Dobrego zasiewu i fałszywego. Tak żyjemy i wzrastamy wszyscy aż do czasu żniwa. Każdy z nas w swoim życiu ma okazję dostrzegać owoce jednego i drugiego. Póki jesteśmy na tym świecie możemy opowiadać sią za jednym lub drugim. Każdy jednak musi czynić to sam za siebie. Tego nie może zrobić ktoś inny. Może pomagać, ale nie może zastąpić w działaniu. Gospodarz nie pozwolił, aby jego słudzy zrobili porządek. Mają koegzystować jedno obok drugiego. Jest to wielkie wyzwanie

Nawiązując do drugiej przypowieści, czyli tej o maleńkim ziarnku gorczycy, możemy powiedzieć, że ten dobry zasiew może być mały i może nawet niepozorny, ale prawdziwy. Sam fakt tego dobrego nasienia i jego wewnętrzna moc, która naturalnie ma odniesienie do Boga Stwórcy, gwarantuje plony. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion.

Kilka tygodni temu mieliśmy okazję (wspólnota Seminarium) być na pielgrzymce w Ziemi Świętej. W Betanii podziwialiśmy krzew, a właściwie drzewo tamtejszej gorczycy i jego nasion. Był to właśnie czas dojrzewania tej rośliny. Nasiona zgromadzone w małym, woreczku wielkości niewiele większej znanego u nas ziarnka pieprzu (przed zmieleniem), a więc średnicy około 2-3 mm. A w tym woreczku wiele ziarenek. Kiedy ten woreczek zostaje starty na dłoni, poszczególne ziarenka wyglądają jak małe pyłki. Po prostu odrobiny. Z tego pyłku wyrasta krzew, drzewo o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii. .

Taka jest moc sianego Słowa. Trzeba je siać. Trzeba to robić niezależnie od okoliczności. Niezależnie też od świadomości, że jest „nieprzyjaciel” który wsiewa w ludzkie serca swoje złe nasienie.

W tych dniach w tym sianiu biorą szczególny udział ci, którzy podjęli wędrowanie w ramach doświadczenia Drogi Neokatechumenalnej. Po konwiwencji w Puławach zostali rozesłani w różne strony Polski i pobliskich sąsiednich krajów. Do naszej Diecezji też przybyło kilkunastu wędrujących po dwóch i głoszących Dobrą Nowinę. Pozdrawiam ich i wyrażam radość z ich obecności na terenie naszej Diecezji. Zapewniam o mojej modlitwie i błogosławię.

Pozdrawiam  Was pozdrawiam serdecznie i ucieszę się, jeśli dotrzecie także do mnie.

Bp ZbK

Poznanie tajemnicy (15. Ndz A – 170716)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jezus na pytanie uczniów: Dlaczego przemawia do ludu w przypowieściach, odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Następnie wypowiedział słowa, które mogą wydawać się wielką niesprawiedliwością: Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma.

Odwołując się zaś do proroka Izajasza stwierdzi, że spełnia się to proroctwo, gdyż ludzie patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją.

Co to znaczy? Do czego to zmierza?

Jest to znak, że tajemnic królestwa niebieskiego, czyli życia we wspólnocie z Jezusem według Woli Ojca oraz w świetle i mocy Ducha Świętego, nie można do końca wyjaśnić słowami. Są one, a właściwie – lepiej powiedziawszy – stają się on udziałem, tych, którzy pójdą za Jezusem i wejdą na Jego drogę. Którzy odkryją Jezusa jako Drogę. Tym samym wejdą w tajemnicę. Będzie to Jego tajemnica, która się urzeczywistni wtedy, gdy Jezus zgodzi się na to, aby zostać pozbawionym wszystkiego. Zostanie odrzucony, wzgardzony, ukrzyżowany i trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Tajemnica Zmartwychwstania jest jednak zakryta przed każdym tak długo, dopóki nie zgodzi się na to, co ją poprzedza, czyli na jakieś doświadczenie męki, odrzucenia, cierpienia a także umierania. Tę tajemnicę Jezus stopniowo przybliża swoim uczniom. Oni nie wszystko rozumieją, ale Go poznają, jako Tego, który zna Tajemnicę i dlatego o niej mówi. Widzą Jego konsekwentne kroczenie ku tej Tajemnicy. Oni co prawda tego do końca nie rozumieją, ale chcą iść za Nim. Ostatecznie poznają siebie wobec tej Jego Tajemnicy – tajemnicy Jego królestwa wtedy, gdy wobec Jego krzyża się rozproszą. To da im właściwy punkt wyjścia do tego, by w nawróceniu przylgnąć do Niego. Ich postawa będzie wtedy nacechowana pokorą i otwartością na tajemnicę, która rozbłyśnie w dniu Zmartwychwstania i Zesłania Ducha Świętego. Wtedy dopiero okaże się, że ziarno padło i nadal pada na glebę żyzną.

Jesteśmy zaproszeni do tego, aby przechodzić od słuchania przypowieści do przyjmowania tajemnicy. Oznacza to stałą gotowość życia w otwartości na Słowo Jezusa, nawet jeśli ono czasem pada na skaliste czy przy drodze lub między ciernie. Oznacza to, właściwe postrzeganie naszych sytuacji. Szczególnie tych, w których wychodzi na jaw prawda, że coś się nie sprawdza zgodnie z nauką Jezusa. Bóg przez Jezusa stale daje nam to ziarno słowa. Znamienne, że w przypowieści Jezusa na cztery sytuacje, tylko jedna, ostatnia okazała się płodna i owocna. Nie poddawajmy się więc zniechęceniu, lecz doceniajmy dar i wezwania do życia w nawracaniu się.

Bp ZbK

Na początku stworzenia Bóg tchnął w nozdrza Adama ducha życia i stał się człowiek istotą żyjącą (Rdz 2,7). Człowiek został więc powołana do tego, aby żyć tym duchem życia pochodzącym od Boga. Wyrazem tego związku z Bogiem, Dawcą życia było zachowanie ograniczenia wyrażonego w zakazie korzystania z owocu drzewa poznania dobra i zła. Był to jedyny wyraz a właściwie gwarancja łączności człowieka jako rozumnego stworzenia z Bogiem. To był wyraz poddania się Bogu i pozostawania w kręgu Bożej życiodajności.

Człowiek przekroczył ten zakaz. Sięgnąwszy po owoc z drzewa poznania dobra i zła wyraził to, że chce żyć niezależnie od Boga. Wyraził to, że chce być tym, kto sam stanowi o tym, co jest dobre a co jest złe dla niego. Zdawałoby się, że jest to swoista autopromocja człowieka. Zdawało się, że człowiek sobie sam poradzi.

Tymczasem otworzyły mu się oczy i poznał, że jest nagi. To znaczy, że jest pozbawiony właściwej mocy życia. Okazało się, że jest śmiertelny i że spełni się to ostrzeżenie dane przez Boga: Jeżeli spożyjesz z tego drzewa, czyli jeżeli będziesz chciał żyć po swojemu niezależnie od Boga Stwórcy, niechybnie umrzesz (zob. Rdz 2,17). I tak się stało. I tak jest. Już nie wystarcza człowiekowi do życia ten „początkowy duch życia, to znaczy tego – jak moglibyśmy powiedzieć – naturalnego życia. Trzeba innego ducha. Trzeba nowego daru. Trzeba daru nowego życia.

Ten „nowy duch” nie może być już duchem działającym na płaszczyźnie zachowania tego śmiertelnego życia. On musi podjąć sytuację człowieka śmiertelnego. On musi dotrzeć do człowieka tam, gdzie człowiek doświadcza kresu czy impasu swego „oszukanego” czy „pomylonego” życia. śmierci. Konieczne jest więc, aby ten „nowy duch” spotkał człowieka w jego śmiertelności, w jego śmierci, w jego kryzysie. W jego ograniczoności i właśnie tam i wtedy obdarzył go nowym życiem. .

Czym więc jest i jak działa ten „nowy duch”? Jest to Duch Jezusa Chrystusa. Jest to Duch, który objawia się w Jezusie Chrystusie. Jest to Duch Ojca, który daje życie tam, gdzie człowiek śmiertelny (skutek grzechu) doświadcza śmierci. Jest to Duch Boga Ojca, który wskrzesza z martwych. To On daje nową perspektywę życia, która ukazuje moc przechodzenia prze śmierć. Nie tylko tę, która jest ostatnim momentem życia na ziemi, ale także wszystkie inne rodzaje śmierci i umierania. To znaczy przeżywania własnej śmiertelności i ograniczoności.

Dzięki temu Duchowi, Duchowi Boga, Duchowi Jezusa Chrystusa, Duchowi Świętemu mamy inne, niż tylko „zachowawcze”, podejście do wszystkiego, co w naszym życiu się dzieje. Jako wierzący, uczniowie Jezusa Chrystusa dajmy się prowadzić temu Duchowi.

Bp ZbK

Wydarzenia, jakie rozegrały się pod Synajem podczas wędrówki Izraelitów z ziemi egipskiej, domu niewoli do ziemi obiecanej, rzutują na całe życie narodu wybranego. To wtedy powstają podwalin pod świadomość nowej tożsamości narodu, który wybrał sobie Pan. Dokonało się to w szczególnych okolicznościach . Widzieli wielkie dzieła Pana. Było to ich doświadczeniem. Fragment dzisiejszego czytania z księgi Wyjścia ujmuje to w pięknym obrazie wyrażonym w słowach samego Boga: „niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”.

Izraelici byli jednak nadal stale wystawieni na wszelkie próby i daleka była jeszcze przed nimi wędrówka. Wtedy to Pan Bóg zawiera z nimi przymierze. Jest to Jego inicjatywa. Wybiera ten naród, by był szczególną Jego własnością pośród wszystkich narodów. Chociaż jest to inicjatyw i – jakby można to powiedzieć – podanie tym wybranym programu życia innego niż dotychczasowe, dzieje się to jednak nie tylko ze względu na nich, lecz ze względu na całą ludzkość i w ogóle ze względu na całe stworzenie.

Tak wynika z dalszego sprecyzowania tego Bożego zamysłu: „Do Mnie bowiem należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym”. Stąd jasno wynika, że ten szczególny wybór i to szczególne powołanie nie są tylko dla niech, lecz są nieodzownie złączone z misją wobec wszystkich i wszystkiego, co istnieje. Królestwo kapłanów i lud święty, które są szczególną własnością Pana, są w świecie i w całej historii po to, aby wszyscy inni mogli poznawać obecność i działanie Boga. Co więcej: aby wszyscy mogli poznawać i doświadczać Jego łaski i zamysłu przygarniania każdego człowieka. Jest to wyłączna własność Boga, która staje się Jego wyłącznym narzędziem, znakiem i – jak to ujmie Sobór Watykański II – sakramentem jedności i narzędziem zbawienia przemawiającym i działającym wobec wszystkich.

Stale pozostaje pytanie, na które każdy z nas musi szukać osobistej odpowiedzi, czy jako należący do ludu wybranego – myślę przede wszystkim o Kościele – jestem skoncentrowany przede wszystkim na sobie, na swoim szczęściu i na swoim zbawieniu, czy też tak należę do Pana, że pozwalam Mu się używać do wszystkiego, by się okazywało, że Jemu zależy na wszystkich, że On jest Panem wszystkiego, że Jego Ewangelia jest dla oświecania i uzdrawiania życia każdego człowieka

Od odpowiedzi na to pytanie zależy mój udział w misji Kościoła – to potwierdza lub zaprzecza temu, czy jestem szczególną własnością Tego, który wszystko „zaplanował” i wszystko suwerennie prowadzi.

Bp ZbK

 

Dziś Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Święto Kościoła. Wprowadzenie wierzących w Chrystusa w Jego Tajemnicę. W tajemnicę przeżywania mocy i pojmowania Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana.

Jezus w ostatnich godzinach swego życia przed Męką tak oto zapewnia uczniów:

Pocieszyciel, Duch Święty,
którego Ojciec pośle w moim imieniu,
On was wszystkiego nauczy
i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem
(J 14,26).

W tych słowach Jezus zawarł zapowiedź daru, który miał spełniać ową misję zachowania więzi między uczniami i Jezusem oraz podtrzymywania pamięci o Jego dziele.

Co wówczas miał oznaczać ten dar dla Apostołów? Co oznaczał przez wieki historii Kościoła?

Co ten Dar Ducha Świętego, który ma przypominać i uczyć spraw Jezusa, oznacza dla nas dzisiaj, w XXI wieku? Co oznacza, czego nas uczy i o czym nam przypomina w czasie, gdy nasza pamięć i nasza zdolność pojmowania jest tak bardzo zajęta kreowanym przez nas postępem i promocją człowieka, co często wiąże się z wykluczaniem Boga z ludzkiego życia.

Co oznacza ten dar dla nas, ludzi epoki osiągnięć i zdobyczy, którym niejednokrotnie i pod wieloma względami wydaje się, że są samowystarczalni, wolni i od nikogo niezależni? Takimi zazwyczaj chcemy być, bo najchętniej tak sobie wyobrażamy ludzkie szczęście. Czynimy to tak dalece, że sami stajemy się niewolnikami tej nakreślonej przez nas wizji szczęścia.

Wielu ludzi, pociągniętych taką wizją szczęścia i będących – jakby się zdawało – u szczytu swoich osiągnięć, nierzadko się załamuje, kiedy spotykają ich przeciwności. Dzieje się tak dlatego, że w swoim myśleniu / mentalności tak są przepełnieni sobą, że nie są w stanie przyjąć daru, który zmieniłby ich sposób myślenia i działania, ich sposób życia.

Jako uczniowie Jezusa każdego dnia i w każdej sytuacji stajemy przed wyborem: czy wracać do mentalności świata i bronić się narzędziami i sposobami, jakie stosuje świat; bronić się przed logiką krzyża, jak to świat (czasem także religijny) podpowiada, czy też oprzeć się właśnie na tym Paraklecie, który przychodzi z pomocą, aby uczyć uczniów Jezusa (tych, którzy przyjęli chrzest) przyjmowania krzyża w imię Jezusa, by mogli doświadczać mocy zmartwychwstania.

Każdy z nas wierzących winien sobie stawiać pytania i szukać na nie właściwej odpowiedzi. Oto przykładowe pytania:

Jakiej pomocy oczekuję? Skąd jej oczekuję?

Co ma się we mnie dokonywać, gdy przyjmuję pomoc ze strony Parakleta, którego daje Ojciec na prośbę Jezusa, by Jego zbawcze dzieło nadal dokonywało się w świecie, by dokonywało się także we mnie? Jak będą się kształtowały relacje z moimi bliźnimi, jeśli pozwolę prowadzić się przez Ducha Świętego?

Otwieramy się na działanie Ducha Świętego Parakleta, by trwać przy Jezusie, Synu Bożym, Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym i odnajdywać siebie w zamyśle Boga Ojca i odnajdywać siebie w jedności z bliźnimi. Odnajdywać siebie jako Kościół, jako Ciało Chrystusa, w którym trwa i dokonuje się nadal Tajemnica Umierania i Zmartwychwstania.

Bp ZbK

 

Dzisiejsza Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego otwiera przed nami zupełnie nową perspektywę. Rzuca światło nieba na nasze ziemskie życie. W tym wszystkim nie chodzi tylko czy nawet nie tyle o to, by zmieniały sią okoliczności naszego życia, lecz byśmy my będąc w tych warunkach, w jakich jesteśmy, otrzymywali nowe świtało i nową moc dla naszego życia. Najpierw tak długo, jak to będzie nam dane tutaj na ziemi, a potem w tych okolicznościach, jakie Bóg przewidział i ustanowił.

Jezus, po swoim Zmartwychwstaniu a przed Wniebowstąpieniem, polecił Apostołom nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Zapowiedział, że zostaną ochrzczeni Duchem Świętym.

Oni jednak tego jeszcze nie rozumieli. Nie rozumieli tego, czym jest Obietnica. Mieli swoje oczekiwania i swoje wizje życia. Dlatego też pytali: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?

Tak my wszyscy patrzymy na nasze życie i tworzymy nasze projekty i oczekiwania z naszego punktu widzenia i według naszego poznania dobra i zła. Tym samym sięgamy do tego, co stanowi istotę grzechu (zob. Rdz 2,16n3). Jest nam trudno oczekiwać w sposób czysty, możemy powiedzieć: w sposób „niepokalany” spełnienia się obietnicy. Ma mamy swoje oczekiwania. Tylko Maryja, Dziewica z Nazaretu mogła to uczynić w sposób doskonały, niepokalany.

Taka nasza postawa nie burzy jednak planu Boga, który dał obietnicę i prowadzi z każdym z nas swoją historię tak, by w tych naszych skalanych oczekiwaniach i pomyłkowych (grzesznych) działaniach dokonywać swojego dzieła naszej przemiany, czyli naszego nawracania się i przylegania do Bożego poznania.

Obietnica, jaką potwierdza i realizuje Jezus, to nie „odbudowanie królestwa” według naszych oczekiwać i naszego sposobu działania, lecz wprowadzanie nasz w sposób widzenia Boga Ojca. Tego może dokonać w nas, w każdym człowieku tylko Duch Święty, którego Ojciec daje przez syna. Ten Duch wyprowadza nas z naszej skażonej grzechem ziemskiej (tylko ludzkiej) „mądrości” (przebiegłości i troski o siebie), a czyni nas świadkami Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

To jest spełniania się obietnicy Boga ojca w naszym ludzkim, śmiertelnym życiu. Uczymy się tego, by mieć coraz to mniej ludzkich oczekiwań i projekcji życiowych, a przyjmujemy działanie Boga i stajemy się Jego świadkami.

Niechaj w każdym z nas dokonuje się coraz więcej odchodzenia od własnego „poznania dobra i zła” a spełnia się jak najwięcej z Mądrości i Mocy Ducha Świętego – stosownie do Obietnicy.

Bp ZbK

 

Paraklet (6. Ndz Wlkn 170521)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Zbliżamy się do Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. W Ewangelii czytanej dzisiaj (J 14,15-21) Jezus mówi o tym, co stanie się po Jego odejściu z tej ziemi, czyli po Jego Wniebowstąpieniu. Jego odejście nie będzie zerwaniem z tym wszystkim czego On dokonał. Będzie natomiast okazją do tego, aby dzieło Boga Ojca dokonane w Jego Synu, Jezusie Chrystusie było prowadzone jako objawienie się pełni Trójcy Przenajświętszej. To zostanie wyrażone w Zesłaniu Ducha Świętego na Kościół. Ta pełnia objawienia będzie urzeczywistnianiem w świecie zamysłu Boga. Będzie darem, dzięki któremu ludzie wierzący w Jezusa, jako Syna Boga Ojca, będą poznawać Boga jako Ojca dzięki mocy i światłu Ducha Świętego. Znamienne są słowa Jezusa zapisane we fragmencie ewangelii,  który dziś czytamy :

Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie.

Kim więc jest ten Paraklet, Duch Prawdy? Jest to Duch, który niejako wchodzi w miejsce odchodzącego Jezusa i ma swoiste „zadanie” doprowadzić dzieło odkupienia dokonane w Jezusie Chrystusie do końca, do pełni. Jest to Duch, którego świat przyjąć nie może, a którego znają uczniowie Jezusa i są z Nim w bliskiej relacji. On przebywa w nich.

Samo słowo „Paraklet” w swoim pierwotnym znaczeniu wskazuje na kogoś, kto jest przyzwany do pomocy, kto wstawia się i jako „adwokat” (czyli kto do tego powołany) bierze w obronę kogoś, kto tej pomocy potrzebuje.

W jaki sposób obiecany Duch Święty ma spełniać tę swoją misję? Dlaczego świat Go nie zna i nie może przyjąć?

To, co teraz tutaj powiem, jest zapewne ujęciem jednostronnym, ale bardzo istotnym. Misją Parakleta jest bronić uczniów Jezusa, wierzących w Jezusa, aby nie ulegali mentalności świata. Nie dali się wciągnąć w mentalność świata, za którą stoi „książę / władca tego świata” (J 12,31; 14,30; 16, 11; por. Ap 11,9-14). Konsekwentnie więc świat ma taką mentalność, która nie jest kompatybilna z mentalnością Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Jezusa posłusznego Ojcu dla dokonania przez krzyż dzieła wyrywania człowieka z mentalności świata.

Przed nami, jako uczniami Jezusa stoi każdego dnia i w każdej sytuacji wybór. Czy wracać do mentalności świata i bronić się narzędziami i sposobami, jakie stosuje świat? Krótko mówiąc bronić się przed logiką krzyża, jak to świat (czasem także religijny) podpowiada, czy też oprzeć się na tym Paraklecie, który przychodzi z pomocą w tym celu, aby uczyć uczniów Jezusa (ochrzczonych) przyjmowania krzyża w imię Jezusa.

Jakiej pomocy oczekuję? Skąd oczekuję pomocy? Co ma się we mnie dokonywać, jeśli przyjmuję pomoc ze strony Parakleta, którego daje Ojciec na prośbę Jezusa, by Jego zbawcze dzieło nadal dokonywało się w świecie? By dokonywało się także we mnie?

Bp ZbK

Poznanie Ojca przez Syna (5. Ndz Wlkn 170514)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W dzisiejszej Ewangelii (J 14,1-12) słyszymy słowa Jezusa, które w pierwszej chwili mogą wydawać nam się niezrozumiałe. Są wypowiedziane jakby z dwóch perspektyw. Najpierw uczniowie słyszą jakby pewien wyrzut: Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ta wypowiedź musi prowadzić do wniosku, że jakoby Jezus tym samym stwierdzał, że nie znają Jezusa i w konsekwencji nie znają też Ojca.

W dalszej części wypowiedzi Jezus mówi jednak: Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Co znaczy więc owo „teraz”. Od kiedy uczniowie znają Ojca dzięki Synowi?

Na prośbę Filipa: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Jezus odpowiada: Kto Mnie widzi, widzi także Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?

Te słowa Jezusa mogą być zrozumiałe wtedy, gdy przyjmiemy, że św. Jan pisze je z perspektywy dokonanego już dzieła zbawczego, czyli śmierci i zmartwychwstania Jezusa. To „teraz” jest niejako niezależne od chronologii, lecz wskazuje na doświadczenie ucznia, który już poznał Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Jezusa, który wypełnił zamysł Ojca.

Najkrócej możemy ująć owoc tego, co stanowi nowość tego spojrzenia, w następujący sposób: Syn najbardziej i najpełniej wskazuje na swoją synowską relację z Ojcem i tym samym objawia Ojca wtedy, kiedy jest gotów oddawać swoje życie. Może to czynić, dlatego że wie (ma w sobie pewność), że Ojciec nie zostawi Go w więzach i ciemnościach śmierci (zob. Dz 2,31).

Objawienie Ojca dokonuje się przez Syna, który wobec Ojca jest posłuszny do tego, stopnia, że – by objawić Ojcostwo Ojca – jest gotów oddawać swoje życie. Ta prawda i to objawienie dotyczy także nas. Jako wyznawca Jezusa stajemy się synami, dziećmi Ojca, w miarę tego, jak dojrzewa w nas gotowość posłuszeństwa aż do śmierci.

W jednym targumów komentujących składanie Izaaka w ofierze przez Abrahama, Izaak jest przedstawiony jako wołający do swego ojca: Zwiąż mnie ojciec, abym nie wierzgał (nie kopał); by nasza ofiara nie okazała się skalaną (niewłaściwą). Wtedy to aniołowie z nieba przyglądając się tej scenie w pełni podziwu obwieszczają: Przyjdźcie zobaczcie cudowną rzecz na ziemi (parafrazuję): Ojciec składa w ofierze syna a syn wyciąga szyję w gotowości bycia ofiarą, gdyż wie, że ojciec także w taki sposób mu daje życie; daje mu nowe życie.

Jezus wypełnił to (przyzwolił, aby to wszystko w Nim się stało) i przez to objawił się jako nowe życie; doświadczył daru życia od Ojca w przeżywaniu śmierci – przechodzeniu przez śmierć. Sprawił to i przeżył to dla nas, by nam objawić Ojca, jako tego, który także nam daje życie.

Bp ZbK.

Znać głos Pasterza (4. NdzWlkn 170507)

by bp Zbigniew Kiernikowski

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus przedstawia się jako Dobry Pasterz, jako Brama owiec. Tym, co jest wyrazem komunikacji między Pasterzem a owcami jest Jego głos. Owce znają ten głos i słuchają głosu Pasterza; On zaś je prowadzi, staje na ich czele, a one postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą bo nie znają głosu obcych.

Co to znaczy znać głos Pasterza. Jaki to jest głos. W czym on się przejawia i jak rozbrzmiewa. Gdzie i kiedy można go słyszeć.

Głos Pasterza – Jezusa to jest głos Boga wyrażony w ludzkim ciele i ludzkim języku. Oczywiście można odwoływać si do wielu momentów działalność Jezusa. Do tego, co działo się w czasie, gdy On ludzkimi stopami chodził po ziemi i do tego, co dzieje się przez blisko dwa tysiące lat życia Kościoła.

Gdy zechcemy scharakteryzować ten głos i ująć go w pewne ramy czy kategorie, to najlepiej wskazać na dwa bieguny, które obejmują wszystko. Dwie sytuacje jakby skrajne, w których zawiera się wszystko co ludzkie, a jest przeżyte przez Jezusa jako Syna Bożego, który po to przyszedł do ludzi, aby być Pasterzem prowadzącym ludzi z błędnych i fałszywych „pastwisk” do prawdziwej owczarni.

Jako te sytuacje skrajne, które obejmują wszystko i stanowią ramy Głosu Boga możemy uznać i rozpoznać najpierw wołanie Jezusa: Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, bo te rzeczy zakryłeś przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (zob. Mt 11,25nn i Łk 10,21n). A drugim krańcem jest wołanie Jezusa na krzyżu słowami Psalmu 22: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił (Mt 27,46).

Jaka jest owa rozpoznawalna prawda zawarty w tych słowach i w tym głosie Pasterza? Co jest tym, co możemy rozpoznać jako właściwy komunikat dla naszego życia?

On jest z nami i wskazuje po pierwsze na to, że wszelkie pocieszenie, wszelkie błogosławieństwo, wszelka prawdziwa pomyślność życia pochodzi od Ojca i może być przyjęta w prostocie i pokorze serca. A po drugie, że prawdą i „losem” człowiek po grzechu jest przeżycia chwili „opuszczenia”. Jest doświadczenie jakby zawieszenia, pustki i bezsensu – tak odbieranego przez człowieka, ale będącego jednocześnie wyrazem pochylenia się boga nad człowiekiem. Jezus to przeżył. Nie pozostał w ciemności tego doświadczenia opuszczenia i śmierci. Został wskrzeszony. Żyje, jako Pasterz wskazujący, że człowiek musi coś z tego doświadczenia sam przeżyć, aby spotkać Boga – Ojca, Dawcę życia.

Te dwa aspekty głosu Pasterza obejmują całe Jego działanie i pasterzowanie. On jest z nami i objawia nam prawdę życia. Wskazuje na Boga jako swego i naszego Ojca. Obyśmy byli wyczuleni na Jego głos i poznawali ten głos. Obyśmy nie dawali się zwodzić innym głosom, głosom innych pasterzy (zob. Pnp 1,7).

Bp ZbK

Mamy dzisiaj (3. Niedziela Wielkanocna roku A) Ewangelię obwieszczającą przedziwny sposób obecności Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa w naszym życiu. On, jako Zmartwychwstały, a więc jako ten, kto ma za sobą doświadczenie krzyża i śmierci, jest inny od naszych oczekiwań i wyobrażeń. Dlatego – nawet jeśli jest „widziany” – nie zawsze jest rozpoznawalny. My z Niego i w Nim widzimy to czego my oczekujemy i czego się spodziewamy według nastego doświadczenia. Ma nie mamy „przeżytego” dobrze i do końca doświadczenia krzyża i śmierci.

Jesteśmy w drodze życia, gdzie i kiedy zazwyczaj staramy się to doświadczenie ominąć. Nie mamy mocy, by w nie wchodzić. Nosimy na sobie znamię grzechu, który nas zwodzi i podpowiada, żeby wszystko było według naszego poznania dobra i zła.

Tymczasem jest inaczej. Człowiek po grzechu musiał i musi doświadczyć śmierci i umierania, i cierpienia. To jest jedyna droga powrotu do właściwych relacji z Bogiem i z bliźnimi. To jednak jawi się jako trudne, jako przeszkoda, jako niespełnienie się.

Z tego też powodu uczniowie jakby żalili się przed Nierozpoznanym Jezusem: myśmy się spodziewali …. Właśnie to nasze „spodziewanie się” zamyka nam oczy na pełnię wydarzeń, które mogą być i de facto są zaskakujące.

On tłumaczył uczniom, tłumaczy też stale nam, że Mesjasz miał to wszystko wycierpieć i tak wejść do swojej chwały. On wyjaśnia i pociąga nas swoim wyjaśnianiem i swoją Osobą. My– mimo że On jest obok i idzie z nami wskazując naprawdę, którą jest On sam –  często i długo Go nie rozpoznajemy.

Na szczęście bywa to, że nadchodzi moment, w którym chcemy Go jakoś zatrzymać a On pozwala nam się poznać. Dzieje się to przy łamaniu Chleba.

Potrzeba nam właśnie tej chwili „łamania”. Łamania chleba a także łamania naszej egzystencji, naszych oczekiwań, naszych planów i zamiarów. Naszych uprzedzeń i zatwardziałości serca.

Eucharystia to szczególny moment poznawania Obecności Nierozpoznanego Jezusa przy łamaniu. Może w tym być pomocna mała książeczka zatytułowana: „Co znaczy być człowiekiem Eucharystii?”, która ukazuje się w tych dniach wydana przez Inicjatywę Ewangelizacyjną „Idźmy na szczyty”. Podobnie też „Ciało i Krew Pana”, która ukazała się ponad rok temu w tym samym wydawnictwie.

Życzę doświadczania odkrywania sensu “łamania”, by stawała się bliska Obecność Tego, którego sami do końca nie możemy rozpoznać, bo ciążą nam nasze oczekiwania itp.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Następna strona »

css.php