Prośba (180807)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Ponieważ w komentarzach ostatnio jest coraz to więcej podawanych różnych linków i materiałów „youtube” przypominam, że zasadniczo takich materiałów nie wpuszczam – tylko wyjątkowo po sprawdzeniu, że dany „materiał” jakoś odpowiada myśli przewodniej mojego blogu. Nie wpuszczam też zazwyczaj przesyłanych długich materiałów kopiowanych z różnych stron „medialnych” itp.

Jeśli więc ktoś przesyła jakiś link, to bardzo proszę, aby sam się do tego ustosunkował i napisał, dlaczego to przesyła. A więc także, aby zaznaczył, z czym się zgadza czy też się nie zgadza. To wszystko w tym celu, aby można było właściwiej się odnosić do poruszanych kwestii i czynić to w sposób bardziej personalny, a nie traktować tego blogu, jako przysłowiowego kosza, do którego można wszystko wrzucać.

Bardzo proszę wszystkich Blogowiczów o wyrozumiałość i za to bardzo dziękuję.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Chleb z nieba – 18. Ndz B (180805)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Wydarzenie z manną i z przepiórkami, o których mowa w liturgii 18 Niedzieli B , miało miejsce na pustyni. Było to krótko po wyzwoleńczym wyjściu z Egiptu i po cudowny przejściu przez Morze Czerwone.

Wobec trudności, z jakimi spotkali się Izraelici na pustyni lud zaczął szemrać przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi wspominając swoje zabezpieczenia życiowe jakie mieli w Egipcie. Nie byli już pomni faktu wyzwolenia z niewoli i doświadczenia cudownego działania Boga w ich życiu. Chcieli, być „tu i teraz” nasyceni.

Wówczas Bóg dał im pokarm z nieba. Był to znak, że będzie nad nimi czuwał w ich zwykłych potrzebach. Ten pokarm z nieba oznaczał jednakże także fakt potrzeby wzrastania w świadomości, że ich życie zależy od Boga, jako jedynego Pana i Sprawcy wszystkiego.

Dlatego jest wprost powiedziane: „Lud będzie wychodził i każdego dnia będzie zbierał według potrzeby dziennej. Chcę ich także doświadczyć, czy pójdą za moimi rozkazami czy też nie”. Można powiedzieć, że korzystanie z tego chleba z nieba było obwarowane posłuszeństwem. Nie było to zabezpieczenie trwałe w sensie zgromadzenia „materiału” zabezpieczającego egzystencję, lecz wiązanie ludzi (wybranego Narodu) z Bogiem, który ich prowadzi i który wiąże się z tym Ludem po to, by ich prowadzić.

Sens tego pokarmu jest więc taki: Jego walor nie polega na tym, że go mamy, lecz że przez otrzymywanie tego pokarmu poznajemy Pana, który nas karmi odpowiednio w każdym czasie.

Zawartość tego pokarmu (jego „materia” czy jego „substancja”) może być różna w zależności od okoliczności i sytuacji potrzebującego. Dawca natomiast jest zawsze ten sam. On wie, czego potrzebujemy.

Ostatecznie tym pokarmem, jak powie i jak sprawi sam Jezus, jest Jego Ciało za nas wydane. Jest to Jego osobisty dar z siebie sprawiany mocą Ojca. Jest to pokarm nie dla zabezpieczenia naszej ludzkiej egzystencji według naszych oczekiwań, ale pokarm, który wprowadza nas przyjmujących w zjednoczenie i ścisłą więź z Tym, który siebie daje.

Bp ZbK

Jerozolima tronem Pana (180728)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W czytaniach liturgicznych piątku 16 tygodnia jest nam podany fragment z proroctwa Jeremiasza. W tym fragmencie czytamy: Jerozolima będzie nazwane tronem Pana.

Obietnica – nowość

Ta obietnica jest związana z powrotem albo lepiej i właściwiej z nawróceniem. Zarysowana jest wizja powrotu — nawrócenie niektórych spośród ludu, którzy poddadzą się prowadzeniu przez pasterzy według serca Pana. Doznają oni rozmnożenia i rozrostu.

Tym, co będzie cechowało ten nowy lud, będzie doświadczenie nowości w przeżywaniu swojej relacji z Bogiem. Już nie będzie wyrażało tego sformułowanie:  „Arka Przymierza Pana” i nie będą też odwoływać się do niej – chociaż to była jedna z najświętszych „rzeczy” w świątynnym Debir czyli w Świętym Świętych i ona dotychczas (do czasu wygnania) stanowiła znak wierności Boga wobec jego ludu.

Teraz zostaje zapowiedziany inny znak i inna rzeczywistość: „Jerozolima będzie tronem Pana”. Wydaje się na pierwszy rzut oka takie jakby oczywiste. Jerozolima jest centrum historii zbawienia. Łatwo myśli się w kategoriach panowania politycznego, społecznego. Na podobieństwo wszystkich innych stolic i tronów.

Jeremiaszowe stwierdzenie otrzymuje jednak jeszcze głębszy sens, gdy spojrzymy na nie w kluczu wydarzenia zbawczego Jezusa Chrystusa. Fakt bycia tronem Boga przez to wybrane miasto urzeczywistnił się wtedy, gdy stanie się – jak to formułuje Autor Apokalipsy – to, że w tym wielkim mieście ukrzyżowano Pana tych, którzy zostali pobici, ale którzy po trzech dniach otrzymają ducha życia (zob. Ap 11,8-12 w kontekście całego „drugiego biada”).

Jak to możemy odnosić dzisiaj do nas?

Gdy patrzymy na organizację naszego życia społecznego a w szczególności patrzymy na zabiegi jakie dokonują się w kluczu politycznym widzimy, jak wiele chce się uporządkować stosując wszelkiego rodzaju schematy, który poszczególne grupy traktują jako niemal uświęcone. Za nimi stoi określona ideologia. Można to zestawić i porównać z odwoływaniem się biblijnego Izraela do Arki Przymierza, do Świątyni Pańskiej. To funkcjonuje zawsze do pewnych granic i w pewnym wymiarze.

Podobnie jest w innych dziedzinach życia. W szczególności to ujawnia się w życiu małżeńskim i rodzinnym – czyli w tej najbardziej podstawowej komórce życia społecznego. Odwołujemy się do różnych wartości, tradycji a także swobód i i wywalczonych przestrzeni według własnego planu i zamiaru. Tego rodzaju ludzkie działania (oparte tylko czy przede wszystkim na ludzkich przesłankach) dochodzą zazwyczaj do pewnego kresu, którego nie są w stanie pokonać.  Nierzadko też przewidziane i organizowane „zbawcze” plany czy wprost wizja (propozycje) szczęścia własnego, rodziny czy jakiejkolwiek społeczności okazują się nie tylko niewystarczające, ale czasem wprost stają się pułapką. Ulegają zaburzeniu czy zniszczeniu raniąc przy tym swoich pomysłodawców czy „budowniczych”.

Czego więc brakuje?

Najkrócej mówiąc odkrywania roli, jaką odgrywa czy powinien odgrywać „tron Pana w Jerozolimie”. Naturalnie chodzi o „Nową Jerozolimę” – miasto pokoju, który daje Chrystus.

Ten tron to nie ludzka stabilizacja i osiągnięcie jakiegoś spokoju przez równowagę sią czy podporządkowania innych. Ten tron, to przyjmowanie przeciwności, niesprawiedliwości, zranień i krzywd i okazywanie przebaczenia. Otrzymywanie i dawanie ducha życia z tego tronu, jakim jest krzyż Jezusa Chrystusa.

Jesteśmy narodem, w którym przeważająca większość jest ochrzczona. Jednocześnie widać w bardzo wielu dziedzinach naszego życia społecznego, politycznego, zawodowego i rodzinnego, jak brakuje nam wystarczającej świadomości i woli zbliżania się do tego tronu łaski. Zabiegamy o wiele zachowań religijnych, natomiast nie zawsze troszczymy się o ten specyficzny wymiar naszego życia, jaki wypływa z Chrztu. Potrzebujemy wszyscy nawracania się – to znaczy odkrywania i akceptowania tego, co jest owocem chrztu i co daje moc życia w jedności i pokoju, który jest darem. Jest Nową Jerozolimą, gdzie jest jedyny tron Pana, tron łaski i przebaczenia.

Bp ZbK

Ziemia Święta – 3 (180712)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Zakończyliśmy nasze pielgrzymowanie po wybranych miejscach Ziemi Świętej. Ostatni dzień był pod znakiem czy motywem Jezusa w Galilei. Szczególnym momentem było odwiedzenie Cezarei Filipowej (Banias) i źródeł Jordanu. To właśnie na tamtejszym terenie tak bardzo oddanym w czasach Jezusa kultowi pogańskiego bożka „Pan” i ludzkich spekulacji oraz hołdowaniu człowiekowi przez układy i zależności, Jezus stawia swoim uczniom pytanie o Jego tożsamość. Najpierw co ludzie o Ni mówią i za kogo Go uważają. Następnie to pytanie kieruje do Apostołów. A wy za kogo Mnie uważacie?

Jest to jeden z momentów w relacjach Jezusa z uczniami, które stopniowo ujawniają tożsamość Jezusa. Nie było to łatwe i w pewnym sensie wiele dokonywało się drogą błędów i poprawek (nawróceń), dzięki którym i przez które Jezus przygotowywał uczniów, aby ostatecznie nie ulegli zgorszeniu krzyża. Właściwie przygotowywał ich na to, że kiedy w pierwszej chwili Jego „próby” ulegną zgorszeniu i rozproszą się, umieli skorzystać z tej „zdolności” (nabytej umiejętności) nawracania się. Najlepszym przykładem tego jest właśnie Piotr.

To, co stało się z Piotrem i w Piotrze pod Cezareą Filipową jest znamiennym przykładem a właściwie paradygmatem wchodzenia w jedność i komunię z Jezusem jako Synem Bożym i Synem Człowieczym. Najpierw wyznał, co mu zostało objawione, a po chwili powiedział, co wiedział od siebie.

Prawda, że Jezusa Jest Mesjaszem Synem Boga żywego. To było objawienie w którym uczestniczył Piotr. Gdy jednak Jezus powiedział, co to dla Niego konkretnie oznacza, że mianowicie pójdzie do Jerozolimy i zostanie wydany w ręce ludzi, zostanie ukrzyżowany i zmartwychwstanie, w Piotrze doszła do głosu jego ludzka natura, która w tej danej chwili nie rozumiała i nie mogła zaakceptować całej prawdy o Jezusie jako Mesjaszu.

Jezus go zgromił, ale nie odrzucił. Dał mu okazję do „poprawki”. To był wstęp do tego, co Piotr miał przeżyć na dziedzińcu Arcykapłana podczas procesu Jezusa przed Sanhedrynem. Wtedy stały się też prawdą słowa Jezusa wypowiedziane wcześniej do Piotra o jego zaparciu się swego Mistrza. Kiedy Jezus to mówił, Piotr nie chciał przyjąć odkrywanej przed nim prawdy. Po wydarzeniu na dziedzińcu, ukonkretniły się te słowa Jezusa. I chociaż było to bardzo bolesne – Piotr bowiem gorzko zapłakał – to jednak to było uzdrawianie Piotra jako tego. Który miał si stać skałą, na której Jezus buduje swój Kościół. Piotr stał się skałą przez swoje nawrócenie i w swoim nawróceniu. To było niejako drugą częścią (koniecznym elementem składowym) wyznania Piotra.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Ziemia Święta – 2 (180609)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dzisiaj, w poniedziałek 9 lipca, w Nazarecie, w kościele pw. św. Józefa zatrzymaliśmy się dłużej przy podziemnych wykopaliskach w szczególności przy baptysterium (lub żydowską mikwą) z początku ery chrześcijańskiej. Jest to rodzaj basenu o głębokości około 2 metrów. Na którego dnie znajduje się rodzaj misy a obok niej bazaltowy czarny kamień (lapis niger). W dół prowadzi siedem stopni wyłożonych mozaiką w kolorze białym i ozdobionych czarnym ornamentem mozaikowym. Jest siedem tych stopni. Na dnie tego basenu są mozaikowo zarysowane prostokątne przestrzenie, które mogą wskazywać na etapy zbliżania się do misy chrzcielnej (czy innych rytualnych obmyć).

Jako baptysterium bardzo dobrze wyraża i ilustruje proces „schodzenia” katechumena do źródła chrzcielnego, by po otrzymaniu chrztu mógł stanąć na tej bazaltowej skale, jako na fundamencie symbolizującym Chrystusa. Przywołać tutaj należy nauczanie św. Pawła w Liście do Rzymian (6 rozdział).

Chrześcijanin jako ochrzczony, czyli zanurzony w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa nie będzie się starał w swoim życiu utrzymywać „na powierzchni” przechodnich doświadczeń często determinowany tym wszystkim, co może „grozi” i powoduje w człowieku lęk przed jakimś „zarwaniem się” jego życia, lecz będzie miał świadomość oparcia na Chrystusie–Skale, który daje moc życia także w sytuacjach, które wydają się pozbawione czy pozbawiające życia (por. 1Kor 10,1-4).

Ten archeologiczny relikt pozwala nam o wiele lepiej rozumieć tajemnicą Chrztu jako zanurzenia w Chrystusie Jezusie i oparcia na Nim całego życia. A przecież o to chodzi.

Pozdrawiam

Bp Zbk

Ziemia Święta (180605)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jestem od kilku dni w Ziemi Świętej z grupą w przeważającej większości złożoną w z członków Domowego Kościoła, ale także innych osób – w tym również księży. Próbujemy zgłębiać niektóre aspekty przesłania biblijnego zwracając uwagę na kontekst historyczny wcielania się Słowa Bożego w historię ludzkości oraz odniesienie do aktualnej sytuacji człowieka. Naturalnie nie chodzi o jakiegoś człowieka, lecz o tego konkretnego, który dzisiaj wchodzi w relację ze Słowem Bożym .

Wczoraj (środa) przeżywaliśmy tajemnic Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jak to zazwyczaj jest rozpoczęliśmy Eucharystią w kościele Ojców Franciszkanów zwanym „In flagelatione”, czyli biczowana Jezusa. Przeszliśmy Drogę krzyżową rozważając poszczególne stacje w kluczu: „trzeba, aby to się stało” (zob. Mt 16,21; Mk 8,31; Łk 24,26 i inne podobne teksty) oraz prośby do Ducha Świętego, aby „oddalił od nas nieprzyjaciela” (z hymnu do Ducha Świętego) – mając na myśli tego złego ducha, który robi wszystko, by odciągnąć ucznia Jezusa od rozumienia potrzeby krzyża w jego życiu. Ten nieprzyjaciel przemawiał też do Jezusa słowami ludzi stojących pod krzyżem i przechodzących obok, a w szczególności uczonych w Piśmie i arcykapłanów, którzy mówili „Zejdź z krzyża . . .” (Mt 27,40-42 i paral.)

Dzisiaj (czwartek, 5 lipca) celebrowaliśmy Eucharystię w Bazylice Grobu pańskiego, w kaplicy Najświętszego Sakramentu, która jest pod opieką Ojców Franciszkanów (Costodia della Terra Santa). Nawiedzenie Golgoty i pustego Grobu jest bardzo wymowne i pozwala nam zupełne inaczej spojrzeć na nasze codzienne krzyże oraz rozpoznawać w nich pierwociny spełniania się nadziei zmartwychwstania. Jest to tajemnica, do której każdy z nas, jeśli chce w nią wejść, musi w jakiś sposób pokonywać samego siebie i pozwalać na otwierane oczu przez Słowo.

Na zakończenie dzisiejszego dnia byliśmy jeszcze w Ein Karen – w kościele upamiętniającym Nawiedzenie św. Elżbiety przez Najświętszą Maryję Pannę oraz w kościele Narodzenia św. Jana Chrzciciela.

W nawiedzanych miejscach celebrujemy Liturgię Godzin. Czynimy to jak najbardziej uroczyście, bo żyjemy świadomością, że właśnie w liturgii związanej z danym miejscem najbardziej przemawia do naszego wnętrza każde z tych miejsc. Przesłanie jest osadzone w historycznym kontekście i dociera do nas w naszej sytuacji życiowej, by tworzyć z niej świadomie przeżywaną historię zbawienia.

Polecam na tych miejscach Wszystkich Diecezjan i Blogowiczów. Serdecznie też pozdrawiam

Bp ZbK

Ewangelia dzisiejszej uroczystości prowokuje nas i daje nam okazja, abyśmy my odkrywali naszą tożsamość – kim jesteśmy. Nie jest to jednak takie proste, by każdy z nas powiedział o sobie to, co wie, albo to, co chciałaby, aby było prawdą o nim samym.

Chodzi o odkrycie siebie przed Bogiem i rozumienie siebie w świetle Boga, jako obraz Boga. Jezus nie pytał uczniów i Piotra: Kim oni są. Nie zapytał Piotra: Kim Ty, Piotrze, jesteś, ani pozostałych uczniów: Kim wy jesteście. To zresztą było Mu wiadome.

Pytał natomiast: Za kogo ludzie uważają Syna człowieczego?

Pytał: Wy z kogo Mnie uważacie? Czyli: Kim Ja, stojący przed wami i chodzący z wami Jezus, jestem. Kim jestem dla was?

Chciał, aby odkrywali swoją tożsamość w odniesieniu do Niego i wyznawali Kim on według nich i dla nich jest.

Było to w tym celu, aby oni odkrywali, że On jest Kimś, kto ma w sobie coś odmiennego od nich, a jednocześnie jest z nimi i dla nich. On jest Nowym Człowiekiem, otwiera nowy sposób życia

 

Piotr – jego poznanie

Piotr wyznał: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego».

Piotr wypowiedział to, co było mu dane z nieba. Jednak Piotr nie znał wtedy ani siebie ani nie rozumiał, co te słowa przez niego wyznawane oznaczają. To było mu dane z góry. Nie było to od niego. Mimo że Piotr to wyznał, to jednak nie miał on jeszcze tego w sobie, nie przyjął sercem i umysłem jako prawdę tego, co wyznał słowami.

Dlatego chwilę po tym jego wyznaniu zostanie mu dana okazja do konfrontacji i jakby jedna z lekcji zmierzających do tego, by poznał siebie. Stanie się to wtedy, gdy Jezus objawi, na czym polega Jego misja i co z Nim i przez Niego się stanie: w Jerozolimie zostanie wydany, ukrzyżowany i zmartwychwstanie. Wówczas to Piotr – kierowany niewątpliwie życzliwością wobec Jezusa – będzie starał się odciągnąć Jezusa od Jego planu, od Bożego Planu, od Tożsamości Syna Człowieczego, Mesjasza.

Usłyszał wtedy mocne słowa: Idź precz ode mnie, szatanie . . .

Będzie jeszcze kolejna lekcja.

Piotr, pewien siebie, będzie zapewniał Jezusa, który zapowiadał rozproszenie uczniów, że jest gotów pójść do więzienia i na śmierć – a więc nie tak jak inni. Był pewien siebie.

Otrzymał ostatnią lekcję na dziedzińcu arcykapłana, gdy wobec służących zaparł się Jezusa i zrozumiał swój błąd prze okazji piania koguta.

Wtedy to dokonała się jego droga nawrócenia i rzeczywiste stawania się i bycie opoką

 

Paweł – Ewangelia, która ratuje

Szaweł był prześladowcą Drogi, jaką szli uczniowie Jezusa. Był prześladowcą Kościoła.

W dzisiejszym czytaniu mówi: „W dobrych zawodach wystąpiłem . . . ”

Jakie to zawody, z czym się zmagał? Oczywiście jest wiele aspektów tego zmagania się Pawła. Jednym i to bardzo ważnym jest jego zmaganie się ze własną koncepcją widzenia Boga i służenia Bogu – po swojemu, aby odkryć, że to sam Bóg czyni go sługą według swego pomysłu. Dlatego musiał upaść pod bramą Damaszku. Dlatego doświadczał prześladowania, więzienia. Dlatego musiał się dokonać niejako jego „przegrana” w ciele, czyli w doczesności widzenia i pojmowania życia oraz służenia Bogu.

Szło to wszystko, jak to słyszymy w czytanym dzisiaj fragmencie jego listu do Tymoteusza, aż do gotowości przelania krwi. Doświadczył też, że wszyscy go opuścili, ale Pan stanął przy nim.

Kiedy Pan stanął przy Szawle?

Najpierw pod Damaszkiem, kiedy upadł, oślepł i został zaprowadzony do Ananiasza, by tego, kogo miał pozwolenie by prześladować i kogo chciał prześladować, pytać teraz o to, co ma robić. Wtedy Pan stanął przy nim. Szaweł przeżył wtedy swoją przemianę – nie po swojemu lecz wg zamysłu Pana Boga

Odtąd całe jego życie to głoszenie tej prawdy, to głoszenie Ewangelii. Sam powiedział: „Nie wstydzę się Ewangelii”. Oznacza to: „Wszystko, czego nie mogłem doświadczyć i czego nie mogłem osiągnąć służąc Bogu po swojemu, zostało mi dane za darmo w moim poniżeniu, w moim nawróceniu. Pan to sprawił, gdy moje siły i moje koncepcje okazały się niewystraczające”. Nie wstydzę się tego, że ja przeżyłem swoje bankructwo, ale Pan na tej mojej życiowej „ruinie” (na tej pomyłce i na tym moim nawracaniu się) zbudował swoje wielkie dzieło. Nie wstydzę się tego, że mnie – który uważałem się za dobrego, za tego, która uważał, że służy Bogu – a czynił to po swojemu, uratował i otworzył przede mną zupełnie inną drogę, niż ta, którą ja sobie wyobrażałem, o którą walczyłem itd.

Przed każdym z nas dzięki Ewangelii otwiera się możliwość nowego poznania siebie i nowej tożsamości

Bp ZbK

Dzisiejsza Uroczystość Narodzenia Jana Chrzciciela to bardzo wymowne święto. Ten prorok stoi na pograniczu dwóch Testamentów. Jest ostatnim głosem zapowiedzi zbawczego dzieła Boga i wprowadza Jezusa – Wcielone Słowo w etap realizacji tego zbawczego dzieła. Nie było to łatwe zadanie. Opłacił to swoim życiem. Był świadkiem wskazującym na Bożego Baranka. Mówił o sobie, o swoim „umniejszaniu się” i o Baranku, który uzyskał swoją przedziwną wielkość przez oddanie swego życia jako Baranek Paschalny ratujący i zbawiający grzeszników. Ludzi „zniewolonych” swoim pojęciem wielkości. Do niego najpierw odnoszą się słowa Izajasza Proroka –chociaż w pełni będą wyrażały misję Jezusa Chrystusa.

«Tyś sługą moim, w tobie się rozsławię».

Prorok przeżywa różne etapy. Także zawahania i jakby wątpliwości. To jest ludzkie. Także Jezus coś z tego doświadczył w Ogrodzie Oliwnym. Wyrażają to słowa Izajasza:

Ja zaś mówiłem: «Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą.

Bóg jednak nie odstępuje od swego zbawczego planu. To On przejmuje nad prorokiem swoją władzę i od niego „oczekuje” czegoś więcej, niż to, co może się wydawać maksymalnie możliwym. Coś, co przekracza ludzkie możliwości, „dotychczasowe ustalenia” czy wyobrażenia.

A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. I rzekł mi: «To zbyt mało, iż jesteś Mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

Jest to jakby postawienie proroka wobec zadania, które całkowicie przekracza jego możliwości, które jednak staje się możliwe ze względu na działanie Boga i poddania się proroka temu działaniu aż do śmierci. Nawet oddanie życia jest czymś, co nie jest wystarczające, jeśli brakłoby poddania się Bożemu planowi. Dopiero wtedy rozbłyskuje światło i dopiero wtedy Boże zbawienia dociera do krańców ludzkiego działania i ludzkiej nędzy.

Mamy tutaj do czynienia z tym, o czym mówi św. Paweł w 1 Kor 13,1-3. Nie wystarczy „wydać siebie” i działać – nawet dokonywać wielkich rzeczy. Trzeba poddać się działaniu Tego, który jedynie jest Panem. Wtedy każde działanie Jemu podporządkowane stanie się świadectwem wielkości Jedynego Boga i prawdą o słudze, który ma moc przeżywania swojej służebnej małości. W tym jednak tkwi jego wielkość jako sługi jedynego Pana.

Bp ZbK

 

Dzisiejsza Liturgia Słowa przedstawia przedziwny wzrost. Wierzchołek wysokiego i szlachetnego cedru ścięty i zasadzony na górze (Izraela) będzie przedziwnym fenomenem wzrostu i stanie się okazałym drzewem. Tak Prorok Ezechiel.

Jest to obraz ingerencji Boga wypowiedzianej przez prorocka, aby dać pociechę i perspektywę wzrostu innego, niż to sami ludzi (Izraelici) czynili. Jest to obraz tego, co po ludzku zostało poprowadzone niewłaściwie, a teraz Pan w swojej wszechmocy naprawia, prostuje. Przemieszcza, tak aby to to się okazało, że jest to wyłączne dzieło Boga – jedynego Pana wszystkiego.

Dlatego dalej Prorok wypowiada w imieniu Boga przepięknie słowa, które są też dla nas pocieszeniem i w pewnym sensie programem dla naszego życia.

 

I wszystkie drzewa na polu poznają,
że Ja jestem Pan, który poniża drzewo wysokie,
który drzewo niskie wywyższa,
który sprawia, że drzewo zielone usycha,
który zieloność daje drzewu suchemu.
Ja, Pan, rzekłem i to uczynię.

Jakże dzisiaj w tym naszym świecie, w którym mamy tyle tendencji wyniosłości ludzkiej i rodzących się z tego wszelkiego rodzaju konkurencji a nawet wojen, takie słowa są potrzebne i jakże one mogą ratować wiele ludzkich serc, umysłów i całych ludzkich historii.

Czasem trzeba owego „ścięcia” czy odłamania nowszego i najlepiej zapowiadającego się po ludzku wierzchołka (po hbr. głowa) i przesadzenia go w inną sytuacja, aby mógł być nie narzędziem i świadkiem swojej wielkości, lecz działania Pana Boga.

Potrzebna interwencja Boga

Trzeba doświadczenia zmiany. Doświadczenia innego planu niż ludzki, aby mógł się objawić plan Boży. Ten Boży plan może być na początku rozumiany i pojmowany jako po ludzku mały i nie wpisujący się w ludzkie oczekiwania. Jednak, jeśli jest dzieliłam Boga, okaże się wielkim, prawdziwym i dla człowieka pożytecznym. To jest właśnie to, co Jezus mów w przypowieści o ziarnku gorczycy. Jest ono najmniejsze. Jest tutaj mowa o tej gorczycy palestyńskiej (salwadora persica), której ziarenka są kilkanaście razy mniejsze od znanego nam ziarnka maku. Są praktycznie jak pyłek.

«Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu».

I nasza odpowiedź

Aby przepowiadanie słowa przynosiło skuteczność, musi to być autentyczne słowo. To ono choćby najmniejsze, ma w sobie mc stania się wielkim. Nasze błędne myślenie często polega na tym, że chcemy zaczynać od tego, co po ludzku wielkie, silne, pewne itp. Zazwyczaj zbyt mało ufamy mocy Boga zawartej w tym, co jest najmniejsze, ale jest autentyczne. Jest od Boga i jest narzędziem Jego działania.

Niechaj nam się otwierają oczy na Boże sprawy – choćby w oczach ludzkich najmniejsze.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Dzisiejszej Niedzieli w liturgii Słowa proklamuje św. Paweł:

Bracia: Mamy tego samego ducha wiary, według którego napisano:
«Uwierzyłem, dlatego przemówiłem»,
my także wierzymy i dlatego mówimy,
przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa,
z Jezusem przywróci życie także nam
i stawi nas przed sobą razem z wami.

Mamy tego samego ducha wiary. Kiedyś uwierzyliśmy. Była to wpierw wiara zaczątkowa. Ważne, że prawdziwa. Poszliśmy za tym głosem. Ta wiara rozwijała się, przemawiała. Bóg uzdalniał nas do przemawiania słowami i czynami. Wydarzeniami, jakie miały i mają miejsce w naszym życiu, których – czasem mimo naszych słabości i braków – jest sam Bóg.

Bóg szuka, pyta, wywołuje

To Bóg wszystko przygotował w historii ST i dokonał w powstaniu z martwych Jezusa Chrystusa. Tym samym niejako uwiarygodnił historię zbawienia w życiu każdego z nas wierzących. Tę historię, która nie jest wynikiem „naszego planowania” i tylko naszych działań, lecz jest owocem przedziwnego splotu naszej wiary w Tego, któremu uwierzyliśmy i wszystkich wydarzeń, jakie mają miejsce w naszym życiu – nie wyłączając także naszych grzechów, pomyłek, zwątpień.

To Bóg okazuje swoją przedziwną moc i przychylność wobec człowieka. Szuka człowieka po grzechu. Pyta: Adamie, człowieku, gdzie jesteś? Szuka go, aby po grzechu człowieka objawić mu swój plan zbawienia

Jaki plan?

Podstawowa jest obietnica, że głowa węża zostanie zmiażdżona. Mentalność grzechu zostanie pokonana na krzyżu Jezusa Chrystusa. Stanie się to wtedy, gdy– zgodnie z zapowiedzą z Księgi Rodzaju – Potomek Niewiasty zostanie ugodzony przez szatana w piętę. Oznacza Zostanie zmiażdżone, zniszczone Jego ziemskie życie. Będzie to krzyż i opieczętowany grób. Jednak to nie będzie zwycięstwo przeciwnika Bożego planu, lecz wprost realizacja tego Bożego planu zbawienia. Jest to Tajemnica. Jest to Objawienie. Jest to dzieło Boga na rzecz zagubionego człowieka.

To zbawcze działanie Pana Boga jest ze względu na nas, na człowieka. Tam gdzie ta prawda dociera i jest przyjmowania staje się czas łaski, jest Jubileusz – jak to obwieścił Jezus w Nazarecie na początku swojej działalności przytaczając słowa Proroka Izajasza.

Moja historia

W tej historii, jaką Bóg prowadzi z każdym z nas niejako „przedłużając” i zawsze uaktualniając to, co dokonało się w Jezusie Chrystusie, daje nam możliwość i wprowadza nas w odkrywanie Jego przychylności i Jego łaski. Jest to doświadczenie osobiste, ale wykraczające poza wymiar indywidualny. Jest to doświadczenie i dar tworzący z nas wspólnotę dziękczynienia.

ażeby łaska, obfitująca we wdzięczność wielu,
pomnażała się Bogu na chwałę

Udział w tej prawdzie i w tym działaniu Boga jest naszym stałym zwyciężaniem „głowy szatana”, czyli tej mentalności, która przez fałszywe obietnice zwodzi nas do hołdowania naszej niezależności i bezbożności, które są ślepą uliczką i prowadzą do ucieczki od siebie i od innych i ukrywania się.

Dajmy odnajdywać się Bogu, byśmy dobrze przeżywali siebie i oddawali Mu chwałę!

Bp ZbK

Następna strona »

css.php