Być świętym (7 Ndz A – 170219)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Zaskakujące i w pewnym sensie przerażające wezwanie: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty, mówi Pan”.

Może rodzić się zastrzeżenie. Pan Bóg może to powiedzieć, ale jak ja mam to uczynić. A może lepiej i właściwej: Jaka jest droga, aby to się stało? Abym ja na tej drodze mógł siebie odnaleźć i być szczęśliwym?

Pan Bóg podaje Mojżeszowi drogę, na której ta propozycja życiowa może się spełnić. Podaje cały szereg wskazań i przykazań. Znamy dekalog. W liturgii dzisiejszej niedzieli nie zostaje przedstawiony cały dekalog i wszystkie inne wymagania. Czytamy i słyszymy jeden z fragmentów, który można a nawet trzeba uznać za bardzo znamienny. Stanowi on jeden z najbardziej charakterystycznych wyrazów czy przejawów świętości Boga udzielanej człowiekowi.

Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan! (Kpł 9,17n).

Tak Bóg mówi i to poleca człowiekowi. Czy jest to jednak możliwe. Jako chrześcijanie możemy powiedzieć, że Bóg nie tylko tak poleca, ale sam tak uczynił wobec ludzkości i wobec każdego człowieka w swoim Synu Jezusie Chrystusie. On to okazał się doskonałą miłością Ojca, kiedy wydany w ręce ludzi i skazany na śmierć, przebaczył ludziom. Usprawiedliwił ludzi, aby nie musieli kierować się swoimi impulsami i pożądaniami. Także poczuciem zemsty i nienawiści. Dał wierzącym w Niego dar Ducha Świętego, który ich jednoczy przez przebaczenie i uzdolnienie do ofiarnej miłości, która nie szuka siebie i niczego nikomu nie zazdrości ani nikogo nie ma w nienawiści.

Tam, gdzie mocą Chrystusa w relacje międzyludzkie wkracza przebaczająca miłość i gdzie mocą Ducha Świętego zostaje pokonana nienawiść, tam staje się świątynia Boga. Tam kształtuje się postawa pokory wobec drugiego człowieka ze względu na to, że Bóg – Syn Boży uniżył siebie i to aż do śmierci krzyżowej. Tam kształtuje się wiara w działanie Boga i zaufanie Jemu, a każde serce wierzącego wyzbywa się chęci dominacji i chełpienia się przed ludźmi. Wszędzie tam, jest jeden Pan i tworzy się Jego Ciało, Świątynia Boga i mieszkanie Ducha Świętego. Aby tak było i tak się działo, potrzebujemy inicjacji. Potrzebujemy wdrożenia w uaktualnianie czy w uruchomienie i pobudzenie do działania (do skuteczności) tego, co już w sobie nosimy z mocy i daru chrztu świętego.

Taka świętość jest dostępna dla każdego. Nie dajmy się odwieść przez jakieś uwagi czy osądy, że to nie dla nas, że to nieżyciowe. Tak bowiem podpowiada świat. W tym kierunku kręci zły duch i ośmiesza to, co jest najbardziej prawdziwe. Nie dajmy się zwodzić. Po prostu bądźmy świętymi, bo Bóg jest święty. Pozwólmy, by On z nas tworzył soją świątynię. On nam proponuje drogę życia, która jest realnie święta, bo najbardziej prawdziwa i najbardziej odpowiadająca człowiekowi.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Czy jest możliwa większa sprawiedliwość ?

Słyszymy dziś słowa Pana Jezusa: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 5,20).

Pamiętamy o tym, że faryzeusze i uczeni w Piśmie byli – jak można by powiedzieć współczesnym językiem – rekordzistami w zachowaniu przepisów Prawa zarówno pisanego jak i ustnego. Może więc powstać pytanie: Czy to możliwe, aby ktoś wykazał się większą zdolności zachowania i wykonania przepisów Prawa. To mogłoby być rozumiane tak, jak gdyby ktoś chciał pokonać w biegu na 100 metrów aktualnego rekordzistę świata. Zresztą tak można porównywać się w różnych dyscyplinach. Czy można pokonać aktualnego mistrza? Kto tego może dokonać i być nowym rekordzistą w jakiejś dziedzinie? Udaje się to od czasu do czasu tym, którzy ustanawiają nowe rekordy i zdobywają kolejne medale. Ale zawsze to będą tylko jednostki.

Czy o to Jezusowie chodziło, abyśmy „pokonali” faryzeuszów w dziedzinie sprawiedliwości czyli w zachowaniu Prawa?

Nie jesteśmy w stanie przywołać słów wypowiedzianych przez Jezusa w języku aramejskim. Mamy je zapisane przez Ewangelistę Mateusza w języku greckim. Ewangelista stosuje słowo (czasownik), który nie tyle wyraża wzmocnienie intensywności czy ilości czegoś, lecz wskazuje na zaistnienie takiej sytuacji (także obfitość czy intensywności), że zmienia się kategoria oceny czy obieg. Kończy się pewna jakość czegoś i wchodzi na jej miejsce nowa jakość. Następuje przelanie czegoś, przekroczenie jakiejś granicy i przejście w nowy sposób działania.

Możemy więc rozumieć to słowo Jezusa w następujący sposób: Jeśli wasza sprawiedliwość, czyli wasz sposób podejścia do Prawa (ogólnie mówiąc do wypełniana Woli i zamysłu Boga) nie będzie innej jakości, niż ta, którą praktykują faryzeusze i uczeni w Piśmie . . .

O co więc chodzi?

Proponuję rozumieć te słowa Jezusa w następujący sposób: Uczeń Jezusa zamiast zabiegać o wypełnianie wielu przykazań i tak budować swoją sprawiedliwość, by zdobywać jakieś uznanie u Boga i u ludzi, uzna siebie za grzesznika, który nie wypełnia wielu przepisów, ale – dzięki temu, że przystąpił do Jezusa i uwierzy w Jego ogłoszenie (błogosławieństwa – zob. 5,1nn), pozwoli na to, aby być doświadczonym przez niedostatek, przez niesprawiedliwość. Pozwoli na zabranie szaty i może odda także płaszcza. Przyjmie policzek i może nastawi drugi. Nie będzie się prawował, zabiegając o swoje i potępiając drugiego. Nie zaatakuje drugiego jako wroga, lecz okaże mu miłość i będzie mu dobrze czynił.

Tego rodzaju sprawiedliwości nie da się „wypracować” tylko przez pełnienie (niektórych) dobrych czynów. To rodzaju sprawiedliwość jest darem od Boga dla tych, którzy mają odwagą i pokorę przystąpienia do Jezusa i pójścia za Nim. Jest to sprawiedliwość nie dla wykazania własnej sprawiedliwości, lecz sprawiedliwość pochodzącej z mocy Boga, który usprawiedliwia grzesznika i czyni go zdolnym do dzieł, jakie przynależą naturze Boga objawionej w Jezusie Chrystusie. Jest to sprawiedliwość z zupełnie innej kategorii i z zupełnie innego źródła, niż moc i mentalność człowieka a także to wszystko, co człowiek uważa za swoje prawa, swoją godność i swoje obowiązki.

Bp ZbK

 

Obwieszczenie (5 Ndz A 170204)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Usłyszymy dziś słowa obwieszczenia. W jesteście solą ziemi! Wy jesteście światłością świata!

Nie są to imperatywy, lecz obwieszczające stwierdzenia.

Do kogą są one skierowane?

O kim one mówią?

Kogo one i komu przedstawiają?

Są to pytania pozornie proste i łatwe.

Nie zawsze jednak tak jest.

Te słowa obwieszczenia trzeba widzieć w łączności z poprzedzającymi je makaryzmami (błogosławieństwami) , które słyszeliśmy w ubiegłą niedzielę. Odnosiły si one do tych, którzy przystąpili do Jezusa i przyjęli prawdę, zawartą w tych makaryzmach. To ci, którzy nie odwrócili się od Jezusa, lecz przyjęli to, co On sam ogłaszał i co przeżywał. Nie odeszli od Jezusa, lecz poszli za Nim doświadczając stopniowo prawdy tego, co Jezus wyraził w tych makaryzmach i w całym Kazaniu na Górze.

To oni są solą ziemi i światłością świata.

Te słowa Jezusa są skierowany do wszystkich i przedstawiają tych, którzy idą za Jezusem i przyjmują Jego naukę i stale wchodzą na Jego drogę i na tej drodze się utrzymują. Czasem za wielką cenę a nierzadko za wszelką cenę a nawet za cenę życia.

Jest to przywilejem i jednocześnie zadaniem uczniów Jezusa, tych którzy przystępują do Niego, by to obwieszczenie docierało do jak najszerszych kręgów ludzi.

Nie chodzi tylko o oficjalnych przedstawicieli Jezusa, nie chodzi tylko o Apostołów (do Kazania na Górze u Mt nie ma bowiem jeszcze mowy o ustanowieniu Dwunastu). Odnosi się to do wszystkich przystępujących do Jezusa.

Ważne, by nasze przystępowanie było w kluczu makaryzmów (błogosławieństw), czyli oświecenia naszego życia i pełnej akceptacji tego, co jest treścią tych błogosławieństw, a nie jakichkolwiek zadań, wymogów, projektów, oczekiwań itp.

Bp ZbK

Jednym z określeń człowieka jest to, że jest on powołany do szczęścia i że to szczęście potrafi przeżywać oraz tym szczęściem potrafi się dzielić. I to jest też jego szczęściem.

Dążymy wszyscy do szczęścia. Tak jest z każdym z nas, niezależnie od tego, jak każdy to szczęście pojmuje. Po części nam się to udaje. Nie jest jednak tak zawsze Bywa też, że z tego powodu stają się nieszczęścia. Niejednokrotnie bowiem następuje rozbieżność między tymi, którzy w pewnym momencie inaczej widzą swoje szczęcie. Bywa tak również nawet między tymi, którzy złączyli się przyrzeczeniem albo na inny sposób „biegli” przez życie razem, obiecując sobie budowanie wspólnego szczęścia. Inna wizja szczęścia przeprowadzona przez kogoś z brakiem właściwego odniesienia do drugiego, może być przyczyną rozejścia się i nieszczęścia. Mamy w konsekwencji kryzysy, afery, protesty, wojny.

Ewangelia (Błogosławieństwa), którą słyszymy w czwartą niedzielę roku A, obwieszcza szczęście, które jest niezniszczalne. Może trzeba raczej powiedzieć obwieszcza sposób dochodzenia do szczęścia, którego nikt i nic nie zdoła zabrać. To szczęście nie jest jednak „jakąś masą” do zdobycia ani nawet „stanem”, który człowiek mógłby w sobie wypracować. To szczęście realizuje się przez przejście przez doświadczenie czy stan, które w oczach ludzkich wcale nie wygląda na szczęście i raczej bywa przez człowieka odrzucane albo pomijane.

O jakie więc szczęście chodzi? Jest ono związane z Osobą, która przywołuje do siebie. Jest to Jezus zasiadający na Górze Błogosławieństw. Jest to Jezus, który zawisł na krzyżu na Górze Kalwarii. Jest to Jezus, który wstąpił do nieba i od Ojca zesłał Ducha Świętego.

Każdego człowieka, który jest gotów do Niego przystąpić i Go słuchać, Jezus wprowadza w szczęśliwość, która nie jest zależna od okoliczności. Co więcej Jego wołanie, Jego obwieszczenie prawdy, uzdalnia człowieka do tego, by przechodził przez to wszystko, co normalnie człowiek przeżywa jako ubóstwo, przeciwności, cierpienie, odrzucenie, niesprawiedliwość. Uzdalnia do tego, by pełnić miłosierdzie, wprowadzać pokój, być cichym, znieść głód i pragnienie.

Doświadczenie szczęśliwości płynie z bliskości z tym Jezusem, który – wtedy, gdy to mówił – był gotów to wszystko przeżyć. Dziś słyszymy te same Jego słowa jako potwierdzone przez całe Jego życie. Słyszymy je i otrzymujemy jako już w Nim wypełnione. Zapraszają one każdego z nas do tego, by przystępować do Niego.

On, Jezus, Bóg-Człowiek jest taki. Stał się takim, byśmy nie utknęli w naszych połowicznych i złudnych szczęściach. Byśmy nie byli niewolnikami naszych projekcji szczęścia, lecz stali się uczestnikami prawdziwego szczęścia, jakie daje nam On.

Bp ZbK

Przygotowując się do przeżywania jutrzejszej Niedzieli (3 w roku) zwróciłem uwagę na zestawienie pytań retorycznych, które Apostoł stawia Koryntianom w związku z zaistniałymi wśród nich podziałami. «Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa» (1Kor 1,12).

Wobec tego stawia te pytania:

  • Czyż Chrystus jest podzielony?
  • Czyż Paweł został za was ukrzyżowany?
  • Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? (1Kor 1,13)

Te trzy rzeczywistość, jakie Paweł przywołuje, mianowicie: podziały, ukrzyżowanie i chrzest są ze sobą związane. Są jednak związane w bardzo swoisty sposób. Możne je zestawię w takie oto twierdzenie:

Możliwe jest trwanie w jedności bez podziałów. Jest to możliwe, dlatego że Chrystus został ukrzyżowany i dlatego, że wy przyjęliście chrzest.

Podziały rodzą się z tego, że każdy szuka swego. Ma swoje odniesienie, dzięki któremu jest ważny i odkrywa swoją tożsamość, poczucie godności itp. Stąd podziały i brak jedności.

Trzeba więc prawd o ukrzyżowaniu, aby te podziały straciły na znaczeniu. Straciły rację bytu. Trzeba wszczepienia w Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Chrystusa, czyli trzeba Chrztu konkretnych osób, aby ta prawda Jezusa Chrystusa mogła znaleźć zastosowanie w społeczności.

Na koniec – w nawiązaniu do tytułu, jaki dałem dla tego wpisu – można to tak podsumować:

Nie podzielony, bo ukrzyżowany; bo ochrzczony.

Myślimy o Kościele, o wspólnocie, o wszystkich relacjach, jakie są między ochrzczonymi.

Jak to wygląda w praktyce? To zależy także od tego, jak ja przeżywam mój chrzest. Bo Chrystus został ukrzyżowany i zmartwychwstał. Jest to nieodwołalna prawda. Czy ona się staje to i teraz, to zależy od nas ochrzczonych; to zależy także ode mnie. Jeśli jako ochrzczony rozumiem i akceptuję powołanie do jedności (uznaję jedność za ważną), to muszę godzić się też na jakieś krzyżowanie siebie, moich koncepcji, moich planów, mojego spoglądania na innych tylko przez własny pryzmat itp.

Jest to szczególnie ważne ze względu na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Sługa Pański (2 Ndz A – 170115)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dzisiaj słowo sługa nie znajduje często miejsca w naszej mowie. Po prostu omijamy je. Niemniej jednak korzystamy z posług wykonywanych przez ludzi. Zazwyczaj nazywamy ich w używanym przez nas języku wszelkiego rodzaju terminami zastępczymi.

Kiedy jednak korzystamy z posługi drugiego człowieka postawionego dla wykonywania określonych zadań, jesteśmy zadowoleni, gdy on dobrze wykona swoją pracę a my z tej posługi jesteśmy zadowoleni.

Tak korzystamy z posługi sprzedawcy, lekarza, tego, kto obsługuje stację benzynową czy prowadzi zakład usługowy taki jak fryzjerstwo czy krawiectwo. Oczekujemy też słusznie, aby wybrani przez nas delegaci do obsługi spraw państwowych i narodowych też dobrze wykonywali swoje zadania jako posłowie, zarządcy w różnych wymiarach władzy. Każda służba ma swoje zadanie i jest niejako uzasadniona przez potrzeby zadań, jakie przed nią są stawiane.

W dzisiejszej liturgii jest mowa o Słudze Pańskim (Słudze Jahwe). Czytany dziś w liturgii fragment Drugiej Pieśni o Słudze Jahwe wskazuje na jeden z istotnych momentów tej posługi (Iz 49,3-6). Precyzuje to zadanie czytana Ewangelia, która wyraża bezpośrednie wskazanie na zadanie tego Sługi Pańskiego. Usłyszeliśmy bowiem, jak Jan Chrzciciel wskazując na Jezusa powiedział: Oto Baranek Boży, który gładzi (bierze na siebie) grzech świata.

Wśród różnych posług, jakie są potrzebne człowiekowi i całej ludzkości oto jawi się ta szczególna. Jest nią „zajęcie” się tym, co stanowi grzech świata. Zajęcie się tym, co człowiek wyprodukował i co stale produkuje przez swój grzech. Skutkiem grzechu jest to, że człowiek idąc za swoim poznanie dobra i zła, traci wspólnotę i jedność z drugim człowiekiem. Następuje prędzej czy później jakiś „konflikt interesu”. Dlatego ludzkość potrzebowała Sługi, który by tę niepoprawność i źródło wszystkich konfliktów uprzątnął. Nie było możliwe, aby to odłożył gdzieś na bok, do jakiegoś składowiska czy śmietnika. Wobec tego wziął to na siebie.

Przyjął hańbę, odrzucenie, wzgardę, krzyż i śmierć.

Wielu oczekiwało i oczekuje innego Sługi, innego Mesjasza. Takiego, który porządkowałby świat i okoliczności według upodobania każdego, kto się wypowiada i wychodzi na pierwszy plan. Każdego kto ma władzę, środki, media, pieniądze itp.

On jednak jako Sługa wszystkich, podjął sią niesienia tego wszystkiego, co Jego bracia, my ludzi odrzucają. Przepełniony Duchem Świętym jedna nas przez to, że nas wzywa i nas uzdalnia do tego, abyśmy też brali na siebie skutki grzechu. Abyśmy przebaczali, wchodzili w jedność z bliźnimi nawet za cenę pewnej straty osobistej czy poniesienia krzywdy i niesprawiedliwości. Abyśmy przepełnieni Jego synowskim Duchem potrafili też być sługami bliźnich w imię i mocą Boga Ojca.

Świat ma dziś zbyt wielu „panów” (takich, którzy chcą być panami) a brak albo przynajmniej niedostatek prawdziwych sług.

Dzisiejsza liturgia wzywa nas. Dzisiejsza liturgia daje nam propozycję i obietnicę prawdziwego wypełnienia się naszego życia jako dzieci Bożych przez uzdolnienie do służenia.

Bp ZbK

Dziś Uroczystość Chrztu Pańskiego. Okazja do refleksji nad prawdą Chrztu w życiu Jezusa i w życiu naszym.

W życiu Jezusa zamyka etap życia ukrytego i stoi u początku publicznej działalności Jezusa. Ukazał się wtedy światu jako Mesjasz namaszczony Duchem Świętym.

Chrzest jest zawsze pewnym progiem, pewnym przełomem. Jest granicą dwóch rzeczywistości czy dwóch sposobów życia.

W większości zostaliśmy ochrzczeni w wieku niemowlęcym. Rodzicie zdecydowali. Ale każdy z nas dorasta – winien dorastać , aby chrzest uczynić swoim. Oznacza to przejście do nowego sposobu patrzenia na życie. Warto dziś stawiać sobie pytania, czy we mnie to dorastanie do prawdy chrztu się dokonało lub czy stale się dokonuje. Dalej: czy trwam w tym przechodzeniu przez bramę / próg  z jednego rodzaju mentalności do innego. Z tej światowej do ewangelijnej. Jeśli zaś widzę, że niewiele z tego jest w moim życiu, to warto zastanowię cię nad tym, co robić, abym pełniej rozumiał rolę i znaczenie chrztu w moim życiu

Liturgia Godzin dnia dzisiejszego – Jutrznia – daje nam piękny i bardzo wymowny tekst:

Lecz nie w Jordanie szukamy obmycia,
ale w krynicy paschalnej kąpieli,
Bo w niej zawarta jest moc odkupienia,
Przez Krew Jezusa.  

 

Chrzest Jezusa odbył się jeden raz, ale dzięki temu otrzymaliśmy klucz do rozwiązywania wszystkich sytuacji grzesznych. Zostajemy ochrzczeni jeden raz, ale tajemnica trwa w nas całe życie. Co najwyżej czasem z niej nie korzystamy. Odkładamy jako coś, co nie pasuje do życia i na co dzień nie służy. A szkoda. Wielka szkoda.

Jeśli przywołamy w nasz świadomości Chrzest Jezusa i będziemy myśleli o fakcie naszego chrztu, to wówczas może się dziać podobnie, jak wtedy nad Jordanem:

  • Otwarło się niebo – będziemy inaczej widzieć wszystko co jest w nas i wokół nas
  • Jezus ujrzał Ducha Bożego zstępującego na Niego. Możemy mieć doświadczenie mocy i światła Ducha Świętego i pozwolić się Jemu prowadzić.
  • Jezus usłyszał głos Ojca: Ten jest mój Syn umiłowany, w który mam upodobanie. Ten głos Boga odnosi się także do każdego kto usłyszał Ewangelię. Potencjalnie jest głosem, który chce dotrzeć do wszystkich. Ważne jest, by ci, którzy go usłyszą uwierzyli i poczuli się umiłowanymi dziećmi Boga.

Jezus otrzymał to dla nas i przyjął to wszystko w naszym imieniu. On nam podaje to, kiedy otrzymujemy chrzest, albo kiedy wracamy w naszej świadomości i w naszym życiu do chrztu.

Pozdrawiam ochrzczonych świadomych tego daru i tych, którzy ten dar mają do odkrycia

Bp ZbK

Objawienie Pańskie (170106)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dziś przed nami piękny obraz przybycia mędrców, króli i władców narodów z darami. Przybyli z darami, by pokłonić się Panu. Uznali bowiem w Nim Mądrość i Światłość. Prowadziła ich Gwiazda!

Przedziwna to Mądrość, która objawiła się w odrzuconym przez społeczność Dziecięciu. Później prześladowanym i ukrzyżowanym Mesjaszu.

Uznanie tej Mądrości przez Mędrców ze Wschodu a później przez tych, którzy uwierzyli w prawdę o Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, stanowi przewrót w relacjach międzyludzkich i kształtowaniu życia społecznego.

Gest pokłonu czyli uniżenia koronowanych głów przed Dziecięciem i przed prawdą o Ukrzyżowanym otwiera przed ludźmi nowy sposób postrzegania życia w stosunku do tego, co zazwyczaj zdaje się dominować w życiu społecznym. Naturalnie nie wszyscy to uznają to, co zostało objawione. Znajdzie się zawsze jakiś Herod, jakiś Judasz, Kajfasz, Piłat. Może trzeba też powiedzieć, że w każdym z nas może się znaleźć coś z tego, co było w tych wymienionych osobach. Jako wierzący, nawet jeśli odkrywamy coś z tego “niechlubnego”, co zostało wyżej wspomniane, to wiemy właśnie dzięki wierze i uległości, że moc Chrystusa zarówno jako Dziecięcia jak i Ukrzyżowanego, zawsze jest ukierunkowana na zwycięstwo. Zależy od każdego z nas, czy to właśnie we mnie dokona się to zwycięstwo.

Każdy z nas wierzących potrzebuje światła Objawienia i odkrywania siebie w tym świetle. Uznania potrzeby i możliwości stałego nawracania się wobec Prawdy Mesjasza. Trzeba abyśmy byli gotowi pozwalać się „pozbawiać” czy wyzwalać z tego wszystkiego, czym są tylko nasze oczekiwania, projekcje, plan itp. Trzeba, byśmy uczyli się, że potrzebne jest każdemu z nas wyzwalanie (się) z postaw Heroda i podobnych jemu. Byśmy nie trzymali się kurczowo swojej pozycji Heroda (choćby w najmniejszym wydaniu).

Trzeba nam postaw podobnych do Mędrców, którzy przyszli, by pokłonić się Mesjaszowi, jako temu, od którego pochodzi światło i moc życia. Potrzebujemy pokory, by odkrywać i przyjmować prawdę, że przychodzące do nas światło Objawienia jest tak bardzo inne od naszych wyobrażeń i oczekiwań.

Wobec tej prawdy Objawienia mogą się rodzić dwa typy postaw. Z jednej strony to może nas zaskakiwać i przenikać strachem  – jak Heroda, jakoby Bóg chciał zawładnąć dla siebie naszym życiem i nas sobie podporządkować wbrew naszej woli. W konsekwencji to będzie prowadzić do błędnych, niesprawiedliwych i okrutnych decyzji, mających swe źródło w nasze woli “obrony” siebie przed Bogiem. Z drugiej strony możemy to trudne Objawienie rozumieć jako dawaną nam szansą na uznanie Bożej prawdy w naszym życiu. To Objawienie chce we wszystkim uprzedzać nasze działanie, byśmy umieli korzystać z łaski nowego pojmowania życia pod władzą Boga, jako stworzeni na Jego obraz i podobieństwo i jako Dzieci Boże w Chrystusie Jezusie.

Bp ZbK

Dzisiaj, 4 stycznia odbyło się w domu biskupim spotkanie Rady Katolików Świeciech przy Biskupie Legnickiem z przedstawicielami Parlamentarzystów z naszego terenu.

Rozmawialiśmy o sprawach, które są oznakami pewnego kryzysu w naszej społeczności. Rozmawialiśmy o tym, co w jakiś sposób zmierza do powodowania paraliżu normalnej pracy na rzecz dobra społeczności. Trzeba mieć świadomość, że sprawa jest złożona. Ujmując jednak wszystko W sposób krótki i zapewne trochę uproszczony, trzeba powiedzieć, że powodem wielu ataków jest poczucie zagrożenia utraty dotychczasowej pozycji i sytuacji związanych ze sprawowaniem władzy. Jak to widać, w dużej mierze ukierunkowanej na „zachowawczość” tego stanu, jak to było. Jest to skutkiem zmiany, jaka dokonała się po ostatnich wyborach..

Naturalnie trzeba we wszystkim zachować wiele spokoju i trzymać linię prawdy oraz dobra większości społeczności a nie tylko pewnej grupy (elit) uprzywilejowanych z różnych powodów.

Z punktu widzenia chrześcijańskiego trzeba na to spoglądać jako na znak i przejaw kryzysu chrześcijańskich postaw. Nie ulega bowiem wątpliwości, że większość osób „zaangażowanych” we wspomniane wydarzenia, to osoby ochrzczone. Powstaje więc pytanie, co wynika z tego faktu, że takimi są. Co wnosi w dzisiejsze społeczeństwo fakt bycia ochrzczonym? Czego są świadomi ochrzczeni, którzy angażują się w różne akcje? Dalej, co można i trzeba robić, żeby były promowane autentyczne postawy, a takich sytuacji, jak wspominane, było jak najmniej?

Te pytania są uzasadnione z tej racji, że zasadniczo uważa się Polskę za kraj chrześcijański. To jest w dużej mierze prawdą. Jednak wydarzenia, o których mówimy, wskazują także na inny wymiar czy inny wydźwięk rzeczywistość społecznej. Odpowiedź jest jedna. Trzeba zatroszczyć się o formację ewangelijną tych, którzy są ochrzczeni i chcą żyć zgodnie z tym, co chrzest oznacza. Z drugiej strony nie można narzucać chrześcijańskich prawideł życiowych tym, którzy wyznają inny światopogląd i inne przekonania. Chrześcijanie są powołani do tego, by dawać świadectwo postaw wynikających z żywej wiary.

Trzeba nam wszystkim dorastania do prawdy i uczciwości. Jest to zapewne długi proces. Wymaga od nas wszystkich postaw prawdy i uczciwości oraz zwykłego ludzkiego poszanowania drugiego człowieka.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Poruszyło nas i boleśnie dotknęło to, co wydarzyło się w Jeleniej Górze na kilka chwil przed upływem starego i rozpoczęciem Nowego Roku. W wypadku zginęły dwie osoby. Można powiedzieć: niewinnie i przypadkowo. To wydarzenie nie może zostawić nas obojętnych, niezależnie od tego kim jesteśmy i jak na to spoglądamy. Musi ono pobudzać nas do głębokiej refleksji nad kształtowaniem poczucia odpowiedzialności za nasze czyny a z drugiej strony otwierać nasze oczy na fakt kruchości naszego życia i prawdę o nieprzewidywalności tego, co w każdej chwili z nami może się wydarzyć.

Jest to też okazja, abyśmy jako wierzący odnawiali w naszym sercu oddanie się i zaufanie Bogu w każdej chwili i na każdą sytuację. Nie możemy dać się oderwać od nadziei i wiary, że Pan Bóg nas w tym wszystkim prowadzi nawet jeśli musimy przechodzić przez bolesne doświadczenia.

Prezydent Miasta i Rada Miasta zamówili Mszę św. w Parafii św. Erazma i Pankracego (godz. 18:00, 2 stycznia) . Jest to wymowny gest. Niechaj stanie się okazją do szczerej modlitwy za zmarłe Osoby i umocnienie więzi między mieszkańcami.

W związku z tą uroczystością na ręce Księdza Proboszcza, ks. Bogdana Żygadło skierowałem list, którym zapewniam o pamięci i modlitwie:

Legnica, 1 stycznia 2017 roku

Drogi Księże Bogdanie!

Na ręce Księdza Proboszcza przesyłam wyrazy współczucia dla Rodzin i całej jeleniogórskiej społeczności z Panem Prezydentem na czele z powodu tragicznego wydarzenie, w którym zginęły Maria Oziemska i Sara Haławin.

W modlitwie proszę o dar życia wiecznego dla Marii i Sary. Proszę też Pana Boga, aby wszystkim, których dotknęły skutki tego tragicznego wypadku, dał moc i światło w przeżywaniu bolesnej straty bliskich osób. Niechaj Pan Bóg da też właściwe pojmowanie tego bolesnego wydarzenia wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób będą zajmować się jego skutkami.

Wszystkim, którzy boleśnie przeżywają to wydarzenie z serca błogosławię.

Niechaj modlitwa nas jednoczy we współczuciu tym, którzy cierpią, i umacnia nas w dobrym oraz w gotowości kształtowania wzajemnych relacji w prawdzie i odpowiedzialności.

Bp ZbK

Następna strona »

css.php