W 28. Niedzielę zostaje nam podany przed oczy obraz uczty. Więcej: zostajemy zaproszeni, by mieć udział w uczcie przygotowanej przez Pana.

Zgromadzenie

Dokonuje się to w zgromadzeniu liturgicznym, gdy słuchamy słowa i korzystamy z zaproszenia. Dajemy się wprowadzać do sali weselnej. Dokonuje się to przez spożywanie tego, co Pan przygotował. Dokonuje się to przez wspólnotę, jak tworzy się wśród zaproszonych, którzy stają się ludem Pana.

Zaproszenie dokonuje się przez słowo. To zaproszenie jest ukierunkowane na to, aby zostało przyjęte. Przyjęcie zaproszenia oznacza gotowość zostawienia tego, w czym człowiek zazwyczaj tkwi i czym jest zajęty. Jest to odpowiedź, która domaga się jakiegoś wyrzeczenia się siebie. Jest to odejście od „swojego” (cokolwiek by to nie było) i wejście we wspólnotę z tym, kto zaprasza. Cieszenie się i radowanie tym, co zapraszający proponuje i obdarza. W przypowieści Jezusa słyszymy, że zaproszeni nie chcieli przyjść, wymawiali się i w ten sposób zlekceważyli zaproszenia i zlekceważyli zapraszającego.

Wobec takiej postawy zaroszonych Jezus mówi o poszerzeniu zaproszenia i o swoistej zmianie sposobu realizacji tego zaproszenia. Tak jakby celem stało się zapełnienie sali weselnej. Polecił zapraszać wszystkich, których posłańcy spotkają. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych aż sala się zapełniła biesiadnikami.

Potrzeba szaty weselnej

Jednakże stało się coś zaskakującego. Król, jako gospodarz uczty, dostrzegł kogoś kto nie miał szaty godowej. O co chodziło? Niektórzy byli przecież zaproszeni czy nawet wprost sprowadzeni z drogi, z różnych sytuacji życiowych. Nie mogło więc chodzić o zewnętrzny strój. Albo trzeba uznać, jak to bywało, że wchodzący do sali weselnej mieli możliwość przybrania szaty, która była znakiem uczestniczenia w tej uczcie w sposób całkowity i zgodny z duchem jej gospodarza. Czytaj więcej…

Różne spojrzenia (27. Ndz A – 171008)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Przypowieść ewangelijna dzisiejszej (27. Niedzieli roku A) jest bardzo poruszająca. Jezus opowiada tę przypowieść pod koniec swojej publicznej działalności. Jest świadom tego, że nadchodzi czas pewnej rekapitulacji Jego nauczania i tego swoistego zamknięcia Jego ziemskiej działalności. Daje więc arcykapłanom i starszym ludu okazję do wyrażenia opinii. Często bywało, że Jezus wciągał swoich interlokutorów do wyrażenia opinii lub też sam przez nich pytany stawiał ich przed koniecznością dania odpowiedzi.

Bardzo często dochodziło do tego, że interlokutorzy Jezusa wydawali swoje opinii i sądy, które były swoistym demaskowaniem i krytyczną oceną ich własnej postawy – chociaż nie zdawali sobie z tego sprawy. Myśleli bowiem tylko w kategoriach ludzkich, a Jezusowi chodziło o inny klucz spojrzenia na wydarzenia. Tak też dzieje się w przypowieści z dzisiejszej Ewangelii. Nieświadomi tego, do czego zmierzało działanie Jezusa, wydali na siebie samych wyrok skazujący. Bowiem wypowiedziane prze nich słowa «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze» odnosiły się do nich.

Jezus nie idzie jednak po linii ich wypowiedzi. Nie potwierdza wypowiedzianego przez nich wyroku „samo-skazania” się na należną – według nich karę – nieuczciwym rolnikom. Nie korzysta z okazji, aby im – jako przywódcom ludu – powiedzieć, że to właśnie oni takimi są, że to właśnie oni w przyszłości odrzucą i zabiją Go jako Syna Gospodarza winnicy. Tak się de facto stanie. Tego mogli się też pośrednio domyślać, ale na to nie było ich stać, bo byli przekonani o swoich racjach i swojej poprawności odczytywania Woli Boga.

Jezus obwieszcza jednakże prawdę, która idzie dalej. Obwieszcza, że to odrzucenie, ten odrzucony Kamień będzie okazją nowej budowy, nowej winnicy, nowego ludu.

Gospodarz winnicy wg przypowieści mówił sobie: „uszanują mojego syna”. Bóg Ojciec posyłając swego Syna do świata „wiedział”, że Jego Syna nie uszanują.

Rolnicy z przypowieści patrząc na syna mówili sobie: „zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Ci z nas, którzy już od wieków, patrzymy na Syna, którego Bóg Ojciec posłał do winnicy tej ziemi i który został zabity, możemy tylko przyjąć dziedzictwo przez nasze nawrócenie, przez uznanie właśnie tego, że On, odrzucony i zabity, obdarza nas życiem, Obdarza nas udziałem w dobrach nowej winnicy. On jest prawdziwym Rolnikiem tej winnicy, jaką jest lud Boży, jakim jest też cały świat.

Nastąpił zbawczy przewrót w historii zbawienia. Zaplanowany od samego początku (zaraz po grzechu człowieka Rdz 3,15) i spełniony w Jezusie Chrystusie. Stajemy się dziedzicami nie przez nasze zdobywanie czegokolwiek czy przez jakąkolwiek uzurpacje bądź egoistyczne gospodarowanie, lecz przez łaskę: przez przebaczenie, przez odkrywanie dobra, jakie płynie z dzielenia się i komunii dzięki uznaniu Jedynego Gospodarza winnicy i Jedynego prawdziwego Rolnika tej winnicy, który dał swoje życie, abyśmy w Nim mieli nowe życie.

Bp ZbK

Deklaracje czy fakty (26. Ndz A 171001)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Ewangelia dzisiejszej Niedzieli stawia nas wprost przed sprawą rozumienia naszego ludzkiego stosunku do Woli Pana Boga. W prostej przypowieści o dwóch synach, którzy otrzymali polecenie pójścia do pracy w winnicy, Jezus daje okazję arcykapłanom i starszym ludu do sformułowania właściwej odpowiedzi.

Odpowiedzieli właściwie. Ten z dwóch synów wypełnił wolę ojca, który faktycznie wykonał do końca polecenie. Nic nie szkodzi, że najpierw wyraził swoją niechęć. To było jego „objawienie” siebie wobec ojca. Takim był. Jednak nie pozostał takim. Opamiętał się i przemógł się. Mimo tych trudności czy niepoprawności, jakie były w nim, ostatecznie spełnią wolę ojca.

Tak nie stało się z tym, który od początku deklarował swoją gotowość wypełnienia polecenia ojca. Nie znał on wystarczająco siebie, chociaż prawdopodobnie był związany z ojcem i zależało mu na tym związku. Dlatego od razu odpowiedział twierdząco na polecenie ojca. Jednakże inne powody i racje, które były w nim, spowodowały, że nie wykonał polecenia ojca.

Z tej przypowieści i ze słów, w jakich Jezus dokonuje aplikacji tej przypowieści mówiąc o celnikach i nierządnicach wynika, że nie liczą się dobre słowa i deklaracje, nawet pobożne intencje. Chodzi o realne kroki i decyzje, jakie powinny się dokonać w człowieku, aby był w jedności harmonii z zamysłem Bożym.

W naszych czasach człowiek tak często pozostaje na płaszczyźnie deklaracji i tak mocno zabiega o wizerunek o to co skrótowo nazywamy PR. Wiele układów jest budowanych na umowach, które nie są dotrzymywane i zostają rozwiązywane przez kryzysy czy upadłości. Jest składanych wiele obietnic, które po czasie propagandowej kampanii idą w zapomnienie.

Na ile jesteśmy tego świadomi to tym bardziej potrzeba dzisiaj opamiętania i właściwej oceny siebie. Lepiej zobaczyć soje mankamenty i niedociągnięcia i w konsekwencji podejmować decyzje korygujące. Warto to czy nić nawet wtedy, gdy wychodzi na jaw duży błąd czy niepoprawność. Jest wówczas szansa, że można naprawiać i realnie spełniać to, co należy do naszych ludzkich i chrześcijańskich obowiązków.

Te prawdy mają szczególne zastosowania, gdy chodzi o rzeczywistość naszej wiary i życia płynącego z wiary. To właśnie wiara pozwala nam się nawracać i dzięki temu prawdziwie pełnić wolę Boga, a nie pozostawać tylko na płaszczyźnie pobożnych deklaracji czy powierzchownych i w gruncie rzeczy mało wiążących zobowiązań. Przedziwne to przesłanie. Przedziwna to logika. Już Ezechiel ukazywał, jak trudno jest tym, którzy uważają się za sprawiedliwych przyjąć słuszność postępowania Pana Boga (I czytanie z tej niedzieli).

Bp ZbK

Liturgia pomaga nam lepiej rozumieć siebie i żyć według zamysłu Boga. Bywa, że żywimy w sobie takie uczucia, o których mówi dzisiejsze pierwsze czytanie z księgi Mądrości Syracha. Są nimi złość i gniew, szukanie zemsty i brak przebaczenia. Mędrzec mówi, że są to obrzydliwości, których trzyma się grzesznik, a które nie podobają się Bogu. To one niszczą człowieka, niszczą relacje w społecznościach, w rodzinach.

Skąd to pochodzi? Pochodzi z grzechu.

Co z tym robić? Jak z tym żyć? Pokazuje Ewangelia; Uzdalnia do tego Jezus Chrystus.

Obwieszczenie – Ewangelia

Bóg nie zostawił nas samym sobie. Bóg do nas przychodzi w Osobie Jezusa Chrystusa, i wchodzi w to nasze życie. Stał się jednym z nas. Przyjął na siebie te wszystkie ludzkie nieprawości, krzywdy, niesprawiedliwość, odrzucenie. Został ukrzyżowany, ale został uczyniony Panem wszystkiego jako wyniesiony na Prawic Boga Ojca. Obwiesił to nam dzisiaj na nowo św. Paweł:

Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.  

Stają więc przed nami dwie drogi życia. Dwie koncepcje życia.

Jedna, w której człowiek chce być panem siebie i wszystkiego, co wokół niego. Z tego powodu rodzą się wszystkie nieporozumienia i konflikty z drugim człowiekiem, kiedy ten okazuje się inny, niewygodny. Stoi na przeszkodzie realizacji wydumanego szczęścia, projektów życiowych itp.

Druga droga życiowa, drugi sposób życia to uznanie że jest jeden absolutny Pan i że my do niego należymy; że ja do nie go należę. W konse­kwencji słucham Go i przyjmuję Jego prowadzenie, by spotykać się z drugim człowiekiem, moim bliźnim i razem z nim być na obraz i podobieństwo Boga przez miłość, akceptację siebie, a kiedy trzeba przez przebaczenie. Czytaj więcej…

Kim On jest ? (21. Ndz A – 170827)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jezus dokonał wielu cudów na oczach uczniów, wiele im oznajmił tajemnic. Już długo z nimi przebywał i wiele rozmawiał. Oni łączyli z Nim różne nadzieje. Były to niewątpliwie nadzieje narodowe i zapewne także osobiste. Albowiem, jak cały wybrany naród, oczekiwali Mesjasza. Jednak nie wszystko, co Jezus mówił i czynił, pokrywało się z tymi oczekiwaniami, jakie nosili w sobie i jakie nosiły różne grupy społeczne i religijne. Prorockie słowa nie były wystarczająco i jasno rozumiane. Bywały one przytłumiane właśnie przez interesowne oczekiwania.

Oczekiwania ludzkie są zazwyczaj kształtowane przez pragnienia i potrzeby, jakich człowiek doświadcza. To one niejako narzucają człowiekowi jego sposób pojmowania własnego życia i organizowania życia społecznego. Dominującym czynnikiem jest wola zaradzania odczuwanym bezpośrednio potrzebom. Łatwo do głosu dochodzą takie, które mają większe przebicie i uznanie ludzkie. Czasem dokonuje się to z pominięciem prawdy i sprawiedliwości. Wyłaniają się interesy partykularne i w związku z tym różnego rodzaju konflikty. Wtedy też nie zawsze człowiek jest gotów słuchać głosu proroków.

Dlatego przychodzi Mesjasz, czyli Pomazanie. Namaszczony. Maszijah, Christos. Namaszczony Duchem Świętym. Uzdolniony do tego, aby a Nim spełniała się wola Boga. Posłany po to, aby też innych namaszczać, to znaczy uzdalniać do przyjmowania Woli Pana Boga jako Ojca. Jest on inny w stosunku do wszystkich oczekiwań.

Jezus jako Mesjasz zmierza do tego, by przebywanie z Nim Jego uczniów prowadziło do rozumienia tego, co to znaczy być „namszczonym” Duchem Świętym. By uczyli się tego namaszczenia. By stawać się „christianoi”, czyli pomazańcami Bożymi.

Pod Cezareą Filipową Piotr wyznał słowami, że Jezus jest Mesjaszem. Jednak w momencie próby Piotr i podobnie pozostali uczniowie zaprzeczą temu, co on teraz wyznał ustami.

Piotr wypowiedział to wyznanie powodowany objawieniem z nieba. Lecz nie zrozumiał czy nie przyswoił sobie tego przesłania. On i pozostali uczniowie uciekną od swego Mistrza – Mesjasza, gdy On będzie przeżywał jakby pierwszą część swego namaszczenia, mianowicie krzyż.

Później, już niejako wdrożeni przez dotychczasowy kontakt z Jezusem będą przeżywali nawrócenie. Szczególnie to będzie widoczne we łzach Piotra (Mt 26,75). Spotkają też Zmartwychwstałego Pana, który im udzieli swego Ducha. Jako nawracający się będą gromadzić się w Wieczerniku w oczekiwaniu na namaszczenie tymże Duchem Świętym w dzień Pięćdziesiątnicy. Tak też się stanie. Dzięki temu Duchowi – już jako namaszczeni – nie będą już uciekać przed przeciwnościami, lecz będą świadczyć o Jezusie i będą nawet gotowi oddać swe życie z powodu Ewangelii. Z powodu Mesjasza, którego poznali, w którego zwątpili i zaparli się, ale którego ostatecznie na nowo uznali. Uznali jako Jedynego Pana.

Jest stale przed nami pytanie Jezusa: A wy za kogo Mnie uważacie? Albo wprost skierowane osobiście do każdego z nas chrześcijan: A ty za kogo Mnie uważasz? Jest to pytanie stale aktualnym. Jeśli szczerze odpowiadamy, będziemy lepiej rozumieli także nasze ludzkie upadki i będziemy bardziej zdolni do przeżywania naszego nawrócenia. Jezus – Mesjasz nie jest dla naszego potępienia, lecz dla ratowania nas z naszych upadków i niewierności. W szczerym dialogu z Jezusem i wyznawaniu, że On jest Mesjaszem Synem Bożym, możemy coraz to pełniej przeżywać nasze namaszczenie nie tylko w momentach podniosłych, kiedy wyznajemy naszą wierność, ale także wtedy, kiedy odkrywamy i uznajemy nasze upadki, nasze załamania. Take jest chrześcijaństwo – życie namszczonych (christianoi) idących za Mesjaszem.

Bp ZbK

Kobieta kananejska wołała do Jezusa: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha». Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.

Nie odezwał się. Jakby zignorował. Taki był pierwszy etap tego wydarzenia, które zostanie uwieńczone cudem uzdrowienia córki owej kobiety kananejskiej. Nie stało się to jednak od razu. Droga do otrzymania tej łaski prowadziła przez różne momenty, które musiała przeżyć kobieta zwracająca się ze swoją prośbą do Jezusa. Nie było to łatwe. Wymagało to z jej strony stałości pozostawania w postawie proszącej.

Ona, powodowana ciężarem swej sytuacji, wołała niezależnie od reakcji uczniów i oświadczenia Jezusa, że jest posłany do owiec, które poginęły z domu Izraela.

Świadomość potrzeby pomocy dla swej córki pozwoliła jej przyjąć nawet to, co było dla niej niewątpliwym upokorzeniem, gdy usłyszała słowa Jezusa: «Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». Uznała to i z tej pozycji uniżenia potrafiła uzasadniać swoją prośbę. Dokonał sią cud.

Z historii tej kobiety płynie dla nas nauka. Nie powinniśmy, a nawet nie mamy prawa oczekiwać, że na wszystkie nasze prośby należy nam się odpowiedź według naszych oczekiwań. Czasem trzeba czekać. Wytrwale czekać i się przypominać. Jednocześnie – i chyba to jest bardzo ważne – coraz to bardziej niejako wrastać w prawdę, o swojej rzeczywistej kondycji życiowej. Często jest to wyrażane podczas pielgrzymek: „prawidłem życiowym pielgrzyma jest wzrastanie w świadomości, że mu się nic nie należy”.

Można do tego dodać wskazując na wymowną konsekwencję:

w miarę tego, jak wzrastam w postawie, że nic mi się należy i pozostaję w gotowości przyjęcia tego, co mi zostanie dane, staję się coraz to bardziej dostosowany do tego, by wszystko przyjmować jako łaskę i dar. W tym „wszystko” zawiera si nie tylko to, co mi się wydaje po mojej myśli, ale także to co wykracza poza nią czy w jakiś sposób jest obok niej.

Kiedy wejdziemy w tę logikę, wiele rzeczy w naszym życiu upraszcza się. Przede wszystkim zostają uzdrawiane nasze relacje z bliźnimi i nasze spojrzenie na wydarzenia, które nas dotykają.

Kiedy to się będzie działo w naszym wnętrzu, wówczas może stawać się cud przemiany rzeczywistości w nas samych i wokół nas. Znamienne jest, że Jezus mów do niej: «O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!». Nasze „chcenie” będzie też coraz bardziej zbliżało się do tego, jaki jest zamysł Boży.

Bp ZbK

Nie wiemy, czy bezpośrednio kierował się Piotr, gdy do Jezusa powiedział: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!»

Prawdą jest, że uczniowie w pierwszej chwili myśleli, że ten Jezus kroczący po wodzie to zjawa. Przelękli się. Na słowa Jezusa: «Odwagi. Nie bójcie się. To Ja jestem» zapewne uspokoili się. To jednak nie starczyło Piotrowi. Uczynił więc swoiste wyzwanie. Miało ono być też pewnym sprawdzianem. Jak się jednak okazało nie tylko sprawdzianem tożsamości Jezusa, ale bardzie wiary i tożsamości samego Piotra i uczniów.

Chodzenie Jezusa po wodzie to znak Jego wszechmocy nad żywiołem. Nad wszystkim. Ostatecznie także nad mocami śmierci. W słowach Piotra skierowanych do Jezusa chodzącego po wodzie możemy widzieć pewną chęć sprawdzenia, czy ten kroczący po wodzie to Jezus. Możemy jednak widzieć my dzisiaj także coś głębszego. Czy ten zjawiający się Jezus to wszechmocy Zbawiciel, który może dać moc kroczenia po śmiercionośnym żywiole. Jezus powiedział Piotrowi: «Przyjdź». Piotr doświadczył, że można kroczyć po tej wodzie, ale doświadczył też załamani i lęku. Zaczął tonąć. W tej sytuacji nie było już możliwości powrotu do łodzie, do „pierwotnego stanu” sprzed wyjścia z łodzi. Pozostały tylko dwie możliwości: zatonięcie, albo ratunek ze strony Tego, który jedynie miał taką moc. Piotr musiał niejako „zostawić” wszystkie swoje kalkulacje, swoje zdolności, moce i umiejętności. Pozostawał tylko to proste: «Panie, ratuj mnie!»

Gdyby Jezus pozwolił Piotrowi dojść do siebie bez doświadczenia tonięcia, Piotr mógłby uznać, że co prawda kroczył po wodzie dzięki Jezusowi, ale mógłby pojmować to jako poznanie cudownej mocy Jezusa, która ma na to pozwoliła. Nie poznałby tej „głębszej” czy większej prawdy, że to on potrzebuje doświadczenia tonięcia i niemocy. Dopiero z takiej pozycji stało się możliwe, by poznał Jezusa jako Zbawiciela.

Nie wystarczą nam wydarzenia i cuda, które miałyby chronić nas przed wydarzeniami negatywnymi, czy trudnymi. Nie wystarczy to, że czasem – dzięki mocy Boga – możemy w jakiejś mierze kroczyć „po powierzchni” przeciwności. Aby poznać głęboki i jedyny w swoim rodzaju związek z Chrystusem jako Zbawicielem potrzebujemy także momentów „zarywania się” naszej egzystencji. Prawda, że są to momenty trudne. Momenty, których zazwyczaj chcielibyśmy uniknąć. Są to jednak momenty konieczne i kiedy je właściwie przeżywamy, mamy okazję poznawać i uznawać Jezusa jako absolutnego Zbawcę. Prowadzi On nas nie tylko do tego, aby dawać nam doświadczenie zachowania tego życia, lecz jest dla nas i ratuje nas z naszych „utonięć”. Ratuje nas przez doświadczenie umierania. Jest to umieranie naszej koncepcji życia, nawet tego cudownego chodzenia po wodzie, by doświadczyć jedynego ratunku, który dokonuje się wtedy, gdy już nie mamy wiele do powiedzenia i możemy tylko wołać. «Panie, ratuj!»

Bp ZbK

Dlaczego Przemienienie Pańskie? (170806)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Historię zbawienia, którą Bóg prowadzi ze swoim ludem, tworzą różne momenty. Składają się na to momenty odkrycia, światła, ale także ciemności zwątpienia, momenty walk i zmagania oraz momenty pokoju, dobrobytu i przeżywania wszystkiego w poczucie sprawiedliwości. Cała historia zbawienia zmierzać jednak musiała do ostatecznej konfrontacji z tym wszystkim, co było i stale jest konsekwencją grzechu, a więc śmierci. Jest to ostatecznie zmaganie się na śmierć i życia, o to b być albo nie być.

Oczywistym jest to, że śmierć jest zjawiskiem i faktem negatywnym. Jest negacją życia. W to włącza się wszystko, co stanowi cierpienie, co jest doświadczeniem krzywdy i niesprawiedliwości itp. W to włącza się przede wszystkim nasze oszukanie co do samego życia. Patrząc po ludzku oczekiwalibyśmy zbawienia, które polega na ratowaniu tego naszego życia. Tak jest u nas wszystkich i każdego z nas osobno, jakkolwiek różnie to pojmujemy w szczegółach. Zapewne każdy z nas odnajduje się w tym inaczej i działa trochę inaczej. Niemniej wszyscy chcielibyśmy utrzymać to, co jakoś mamy, co jest nasze i z czym jesteśmy zaznajomieni, co stanowi dla nas pewną gwarancję egzystencji.

Tymczasem właśnie w tym tkwi nasz błąd. Takie myślenie i takie pojmowanie życia to nie jest prawdziwe życie. Właśnie w tym jesteśmy oszukani i nadal pod jakimś względem wystawieni na dalsze zwodzenie przez kusiciela, który nas trzyma w niewoli tego „własnego poznania dobra i zła”. Jak długo w tym tkwimy, doświadczamy, że mimo naszego wysiłku nie jesteśmy w stanie zbudować prawdziwego pokoju i szczęścia ani prawdziwej wspólnoty życia z bliźnimi. Świadczą o tym wszelkiego rodzaju spory i antagonizmy, rozbite małżeństwa, podejmowane procesy przeciwko drugiemu człowiekowi i wszelkiego rodzaju wojny. Świadczy o tym zamęt, jaki powstaje między ludźmi, którzy nie mogą się dogadać co do tego, co stanowi prawdziwe dobro dla człowieka a co jest złem. Widzimy wszelkiego rodzaju aberracje i nadużycia wolności. Wielu walczy o „demokrację”, ale każdy (każda grupa) pojmuje ją po swojemu. Nie liczy się prawda, lecz własny pogląd narzucany innymi i własny interes niejednokrotnie wbrew innym czy ze szkodą dla innych członków społeczności.

Jezus, jako Wcielone Słowo Boga, jako Ten, kto przyszedł objawić ludziom Boga jako Ojca czyli Tego, kto daje życie, nie mógł tego inaczej uczynić jak przez to, że przyzwolił na ta, by ludzki grzech i wynikająca stąd niesprawiedliwość spadły na Niego. Przyjął śmierć i to śmierć niesprawiedliwą na krzyżu. Tego nie da się w żaden sposób zakwalifikować w ludzkie pojęcia i kategorie. Śmierć dobrowolna Nieśmiertelnego ze względu na tych, którzy są śmiertelni, którzy tkwią w oszukaniu i niszczą siebie nawzajem.

Ze względu na to, co miało się z Nim stać na krzyżu, zanim to nastąpiło, dawał dowody swego miłości i dobroci względem wszystkich napotkanych. Wybranym zaś wskazywał na konieczność wypełnienia się proroctw, które mówiły, że trzeba przejść przez śmierć, by dojść do pełni nowego życia. Wspominana dzisiaj tajemnica Przemienienia wpisuje się w to przygotowanie uczniów do tego, że jedynie Jego droga, droga krzyża ku zmartwychwstaniu, jest prawdziwą drogą życia. Uczniowie co prawda tego nie zrozumieją, dopóki sami nie przeżyją swego rozproszenia wobec krzyża i w nawróceniu nie uznają, że właśnie tak jest i że warto słuchać Syna, w którym Bóg Ojciec ma upodobanie, a który wydaje samego siebie.

Liturgia oznajmia, że to Przemienienie stało się, aby uczniowie zostali przygotowani na przeżywanie tajemnicy krzyża i nie ulegli zgorszeniu z tego powodu, czyli nie zwątpili, że jedynie ta droga Syna Człowieczego jest prawdziwą drogą. Prawda, że się rozproszą. Ważniejszą jednak jest dla nas prawda, że się nawrócą i będą o tym rozpowiadali. Będą to ogłaszali całemu światu. Będą to czynili w miarę poznawania prawdy o Zmartwychwstałym, który nie tylko się przemienił na ich oczach, ale który przemienia ich życie. Przemienia nasze życie. Należymy do tej wspólnoty uczniów.

Bp ZbK

Słowo i pojęcie skarb jest człowiekowi bliskie zarówno w sensie naturalnym jak i przenośnym. Posiadamy mniejsze czy większe skarby – albo to, co takim uważamy. Niejednokrotnie określamy nasze wzajemne ludzkie relacje mówiąc do bliskiej osoby, że jest skarbem – przynajmniej dla nas. Często jest to tylko w konkretnej chwili ze konkretnych powodów. Tym słowem określamy także pewne cechy, dary czy umiejętności. Tak też możemy pojmować wszystkie dary mądrości, o które prosił i które otrzymał Salomon.

W Ewangelii Jezus mówi o skarbie ukrytym w roli; mówi o skarbie którym jest drogocenna perła, dla które, ktoś sprzedaje wszystko i ją nabywa; mówi o sieci zarzuconej w morze, która służy do wyławiania różnych ryb, które są następne przebierane stosownie do ich użyteczności – czy są dobre czy złe.

Możemy tak oto zebrać przesłanie tych przypowieści. Jest skarb obiektywny. Jest on w zasięgu ręki, czyli dostępny dla człowieka. Aby go posiąść i mieć, jednak nie wystarczy tylko wyciągać rękę. Nie jest on bowiem tak ukazany jako coś, co leży przed człowiekiem i człowiek może z niego korzystać do woli i według swego uznania bez zaangażowania się, bez uczynienia pewnych kroków i podjęcia decyzji.

Aby go uzyskać ukryty skarb, trzeba po znalezieniu go „ukryć i nabyć rolę”. Dominuje w tym założenie, żeby w międzyczasie nikt nie „wydobył” tego skarbu z tej roli; że w momencie nabycia roli, ten skarb nadal jest tam ukryty i jest tym samym skarbem. Tą rolą jest nasze życie, historia naszego życia.

Trzeba, jak w przypadku drogocennej perły, sprzedać wszystko, co się ma i niejako kosztem dotychczasowego swego posiadania nabyć ją. Jest to ryzykowne. W pewnym sensie jest to bardzo daleko idące ryzyko. Sprzedać wszystko i postawić na jedno. Trzeba mieć głębokie przekonanie (wiarę), że jest to dobra zamiana i dobry interes.

Wreszcie, jak w przypadku sieci zarzuconej w morze, trzeba się napracować i umieć podejmować decyzje w rozdzielaniu tego, co jest dobre, co służy i odrzuceniu tego, co jest złe.

Królestwo niebieskie jest skarbem, który jest w zasięgu naszego zdobywania. Żeby jednak mogło dochodzić do udziału w nim, trzeba zawierzenia komuś, kto wie jak nabywać rolę, aby skarb w niej był i stawał sią „naszym”. Żeby nikt nam nie odebrał tego, co jest ukrytym, ale realnym skarbem w naszym życiu. Trzeba ryzykować zostawiając wiele a czasem nawet wszystko. Trzeba wreszcie mieć mądrość, umiejętność rozeznania co jest naprawdę dobre a co złe; co służy a co szkodzi.

Tym, kto uczy nas rozumieć te przypowieści i przesłanie, jakie z nich wynika jest Jezus. On nabył rolę – historię ludzkości i historię każdego z nas. On zaryzykował wszystko. On swojej równości z Bogiem Ojcem nie uznał za „nieodzowny” skarb swego życia (zob. Flp 2,6), lecz zaangażował się w nabycie tego ludzkiego skarbu – człowieka. On uczy nas rozróżniać, co jest dobre a co złe; co służy, a co przeszkadza, by każdy z nas mógł odkrywać skarb w swoim życiu. By każdy z nas stawał się skarbem. By był dobrem, które służy innym – tak jak dobre ryby służą ludziom na pokarm. On sam jest naszym Pokarmem.

Pozdrawiam

Bp ZbK

W 16 Niedzielę roku A słyszymy kolejne przypowieści Jezusa. Są to nadal przypowieści wzięte z życia rolniczego. Przypowieści o ziarnie i o siewcy. Najpierw jest to przypowieść o dobrym zasiewie. W ten dobry zasiew włączył się jednak ktoś ze złym nasieniem. Roztropny i dalekomyślny czy dalekowzroczny gospodarz pozwala jednak obojgu róść aż do żniwa. Jest to obraz świata.

Z Bożego zasiewu wszystko jest dobre. Bóg stworzył wszystko dobrym. Stworzył człowieka dobrym i dla dobra. Przez zawiść diabła weszło zło. To złe nasienie to skutek podstępu szatana, któremu udało się zwieźć człowieka. Wpoić mu sposób pojmowania życia niezależny od Boga. To bowiem wyrażało sięgnięcie po owoc poznania dobra i zła (zob. Rdz 3). Było to złudne postawienie człowieka w centrum wszystkiego. Było to owo złe nasienie, które nie może przynieść dobrego owocu.

Historia ludzkości jest naznaczona tą koegzystencją dobra i zła. Dobrego zasiewu i fałszywego. Tak żyjemy i wzrastamy wszyscy aż do czasu żniwa. Każdy z nas w swoim życiu ma okazję dostrzegać owoce jednego i drugiego. Póki jesteśmy na tym świecie możemy opowiadać sią za jednym lub drugim. Każdy jednak musi czynić to sam za siebie. Tego nie może zrobić ktoś inny. Może pomagać, ale nie może zastąpić w działaniu. Gospodarz nie pozwolił, aby jego słudzy zrobili porządek. Mają koegzystować jedno obok drugiego. Jest to wielkie wyzwanie

Nawiązując do drugiej przypowieści, czyli tej o maleńkim ziarnku gorczycy, możemy powiedzieć, że ten dobry zasiew może być mały i może nawet niepozorny, ale prawdziwy. Sam fakt tego dobrego nasienia i jego wewnętrzna moc, która naturalnie ma odniesienie do Boga Stwórcy, gwarantuje plony. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion.

Kilka tygodni temu mieliśmy okazję (wspólnota Seminarium) być na pielgrzymce w Ziemi Świętej. W Betanii podziwialiśmy krzew, a właściwie drzewo tamtejszej gorczycy i jego nasion. Był to właśnie czas dojrzewania tej rośliny. Nasiona zgromadzone w małym, woreczku wielkości niewiele większej znanego u nas ziarnka pieprzu (przed zmieleniem), a więc średnicy około 2-3 mm. A w tym woreczku wiele ziarenek. Kiedy ten woreczek zostaje starty na dłoni, poszczególne ziarenka wyglądają jak małe pyłki. Po prostu odrobiny. Z tego pyłku wyrasta krzew, drzewo o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii. .

Taka jest moc sianego Słowa. Trzeba je siać. Trzeba to robić niezależnie od okoliczności. Niezależnie też od świadomości, że jest „nieprzyjaciel” który wsiewa w ludzkie serca swoje złe nasienie.

W tych dniach w tym sianiu biorą szczególny udział ci, którzy podjęli wędrowanie w ramach doświadczenia Drogi Neokatechumenalnej. Po konwiwencji w Puławach zostali rozesłani w różne strony Polski i pobliskich sąsiednich krajów. Do naszej Diecezji też przybyło kilkunastu wędrujących po dwóch i głoszących Dobrą Nowinę. Pozdrawiam ich i wyrażam radość z ich obecności na terenie naszej Diecezji. Zapewniam o mojej modlitwie i błogosławię.

Pozdrawiam  Was pozdrawiam serdecznie i ucieszę się, jeśli dotrzecie także do mnie.

Bp ZbK

Następna strona »

css.php