Czytanie z księgi Proroka Izajasza, jakie dzisiaj do nas dociera, otwiera przed nami perspektywę.  Z jednej strony mamy przesłanie, które przypomina o słusznym gniewie Boga, jaki uwidacznia się w różnych wydarzeniach, które dotykają człowieka. Z drugiej strony mamy przesłanie o bliskości Boga jako Ojca. Co więcej, z ludzkiego serca wypływa pragnienie, aby On nas uzdalniał do wołania do Niego. Za tym stoi przekonanie, że jedynie w Bogu jest dla nas ratunek.

Ta prawda – z jednej strony tak oczywista – staje sią nam bliska wtedy, gdy widzimy i uznajemy, że pobłądziliśmy, że nasz sposób myślenia, decydowania i działania nie doprowadził nas do prawdziwego szczęścia i pokoju. Doświadczamy, że znaleźliśmy się na przysłowiowym bocznym torze naszego życia. To, co nam wydawało się dobrem dokonywanym prze nas, okazuje się nierzadko pomyłką i bezsensem. Wyraża to obraz „skrwawionej szmaty”, czyli tego, co jest znakiem i obrazem niemożności życia. I to jest druga strona prawdy o nas.

A jednak Bóg jest z nami i przychodzi do nas. Przychodzi w swoim Słowie i Sakramentach tak jak kiedyś chodził jak Syn Boży między ludźmi po ziemi palestyńskiej. Jest obecny w tym swoim zawsze aktualnym przychodzeniu tu i teraz, by kiedyś przyjść na końcu czasów w sposób definitywny i przyjąć nas do siebie – jako swoich.

To właśnie wiara, do której mamy dostęp przez Jezusa Chrystusa, pozwala nam stale wracać do tej prawdy, że mamy Ojca, że mamy Jezusa Brata, że mamy moc Ducha Świętego, który stale woła a naszym wnętrzu i pobudza nasze wnętrze, byśmy wołali: Abba, Ojcze (zob. Rz 8,15.26-28; Ga 4,6).

Obyśmy umieli odczytywać wszystkie wydarzenia, także te trudne, niezrozumiałe i bolesna, jako wezwanie do odkrywania prawdy, że jako glina i proch jesteśmy powołani i uzdalniani do tego, by odkrywać Ojcostwo Boga i przeżywać właściwie nasze dziecięctwo.

Przeżywamy bolesne wydarzenie, jakie miało miejsce minionej nocy w Piechowicach, gdzie w pożarze zginęło troje dzieci. Ufamy, że Bóg da nam wszystkim pocieszenie i zdolność do właściwego rozeznania w odczytywaniu wydarzeń jako znaków, przez które On nas pociąga ku sobie. Nie ulegamy bowiem przytłoczeniu przez bolesne fakty, lecz przeżywając te doświadczenia polecamy się miłującemu Bogu, byśmy mogli żyć nadzieją i odkrywać coraz to pełniej sens naszego życia. Takie słowa skierowałem na ręce miejscowego Księdza Proboszcza. W takim też duchu polecam w modlitwie zmarłe dzieci oraz wszystkich, których to tragiczne doświadczenie dotknęło.

Bp ZbK

Oto mamy Uroczystość Króla. Święto piękne i atrakcyjne – oddawanie czci Królowi, który jest Panem wszystkiego.

To święto nie jest jednak łatwy świętem. Jest ono wprost trudne i angażujące. To święto stawia nas wobec rzeczywistości, która jest całkowicie inna od naszych ludzkich wyobrażeń i oczekiwań. Stawia przed nami wyzwanie poddania się Królowaniu, które tak bardzo odbiega od naszych pojęć królowania, od naszych zwyczajów i naszej wizji życia. Wprowadza nas w inne królowanie, ale też domaga się zostawiania tych naszych wyobrażeń i przyzwyczajeń o królowaniu tu i teraz i to według naszych koncepcji.

Proponuje uznanie Króla, który uczy postaw, od których zazwyczaj jesteśmy skłonni uciekać i zaprasza do wejścia do Jego Królestwa. On będąc Bogiem Wszechmocnym stał się prostym ubogim, wyśmianym, odrzuconym. Przyjął krzywdy i niesprawiedliwość. W swoim uniżeniu został doprowadzony do śmierci krzyżowej.

Kiedy zmartwychwstał nie wprowadził porządku, który oznaczałby dochodzenie własnej sprawiedliwości i ustanowienie porządku, w którym już takie rzeczy nie byłyby możliwe. Nie. On przebaczył oprawcom a swoim uczniom polecił, aby Go w Jego uniżeniu naśladowali i podobnie jak On przebaczali.

Przyjął On ten sposób bycia i życia przed dwoma tysiącami lat. Przyjął i pozostawił Go wszystkim nam jako zawsze aktualny i możliwy do spełnienia. Ta Jego prawda i to Jego polecenie nie zostały nikomu narzucone, lecz obwieszczone jako sposób szczęścia i błogosławieństwa życiowego. Wiedział, że nie wszyscy to pojmą.

Wiedział, że z tego Jego Królestwa ludzie zrobią najróżniejsze dziwne pomysły i rozwiązania. Jednak powierzył to swoje Królowanie nam ludziom, abyśmy wśród naszych pomyłek i błędów a także wśród naszych nieporozumień a czasem nawet różnych wzajemnych walk i sporów toczonych (niby) w Jego imię, stale doświadczali i uznawali, że tylko ten Jego sposób Królowania jest jedynie prawdziwy. W Jego Królestwie jest dla nas miejsce. Wejście doń jest jednak przez drzwi, które są dostępne dla mających postawę sługi a nie pana.

Po to On objawił się jako Król przyjmując postawę Sługi.

Bp ZbK

Talenty i Dar (33. Ndz A – 171119)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Czytana dzisiaj przypowieść o talentach daje nam wiele do myślenia. Ewangelista Mateusz umieszcza ją w swojej Ewangelii jako ostatnią z przypowieści Jezusa. Sytuuje się ona w ramach treści, które są nazywane mową eschatologiczną Jezusa. Zamyka tę część następująca bezpośrednio po wspomnianej przypowieści prorocka mowa o Sądzie Ostatecznym. Po tym już mamy narrację Męki Jezusa.

Takie usytuowanie tej przypowieści wskazuje na jej doniosłość – szczególnie rozumianą w kluczu rozliczenia, o którym jest wprost mowa w przypowieści. Pan obdarował swoje sługi talentami, swoim majątkiem. My, patrząc z punktu widzenia całego zbawczego wydarzenia, możemy i musimy powiedzieć, że obdarował ich swoją tajemnicą. To znaczy swoją nauką, swoim doświadczeniem życia, swoim sposobem patrzenia na wszystko, co wokół się dzieje oraz także na to, co miało sią stać z Jezusem jako Panem wtedy, gdy wejdzie w Mękę, dozna śmierci a potem zmartwychwstanie.

Słudzy, uczniowie – każdy według swych zdolności – otrzymali udział w tym wydarzeniu. To prawda, że nie wszystko zrozumieli. Prawdą jest, że, gdy ich Pan i Nauczyciel, do którego się przyznawali i za którym szli, został zdradzony, osądzony i ukrzyżowany, oni dotknięci strachem i zwątpieniem, rozproszyli się. Prawdą jest jednak, że gdy Pan zmartwychwstał, otrzymali Ducha Świętego, dzięki któremu powierzona im Tajemnica mogła przynosić owoc świadectwa.

To właśnie o to owocowanie, o to przynoszenie owocu powierzonych talentów chodzi. Chociaż nie wszyscy z tego daru właściwie skorzystają przez wpuszczenie w obieg tego, co otrzymali. Będą także tacy, jak ten, który ukrył, zakopał otrzymany dar. Nie miał bowiem zaufania do swego Pana i nie miał wiary w to, że otrzymany dar może się rozrastać właśnie przez to, że zostanie wpuszczany w obieg. Końcowe rozliczenie przy powrocie Pana ukazało właściwy i pełny wymiar owocu czy zysku otrzymanego daru. Jest nim wejście do radości Pana, albo wyrzucenie na zewnątrz, w ciemności.

Jako chrześcijanie, uczniowie i słudzy Jezusa jesteśmy obdarowani wszelkiego rodzaju darami. Tymi naturalnymi i przede wszystkim darem Ducha Świętego, którego otrzymaliśmy i stale otrzymujemy w Sakramentach. Znajdujemy się w konkretnym czasie i konkretnym miejscu. W naszych rodzinach i naszych mniejszych czy większych społecznościach, w naszej Ojczyźnie. Jesteśmy też świadkami, ile jest zamieszania i zamętu w odczytywaniu tego, co dzieje się w naszej Ojczyźnie.

Widzimy też, jak wiele talentów zdaje się być wykorzystanych niewłaściwie i tendencyjnie. Dzieje się tak, bo wielu z nas nie podporządkowuje otrzymanych talentów temu jednemu talentowi, tej Tajemnicy w którą jako ochrzczeni zostali wprowadzeni, a którą niejako zostawiają na boku czy wprost zakopują lub odrzucają. Widzimy, jak źle pod tym względem dzieje się w Europie i jak są atakowane wartości chrześcijańskie i jak próbuje się szkodzić naszemu społeczeństwu.

Wobec tych wszystkich działań konieczne jest, aby każdy z nas – niezależnie od tego na jakim jest stanowisku i jakie stoją przed nim zadania – troszczył się o dobre gospodarowanie otrzymanymi darami, a przede wszystkim wchodził w logikę tego największego daru, jakim jest znajomość Tajemnicy Jezusa Chrystusa. Tylko On może nas prowadzić w prawdzie. Tylko w Nim jest ratunek.

Bp ZbK

Mamy dzisiaj słowo wprowadzające nas w relację do Mądrości Boga oraz Ewangelię o pannach roztropnych i nierozsądnych, albo dosadniej: mądrych i głupich.

Gdy mowa jest o Mądrości jest ona przedstawiona jako wspaniała, zawierająca wszystko i właściwie jedyna. Towarzyszy ona człowiekowi w sposób uprzedzający pod warunkiem, że człowiek jej szuka. Można to rozumieć jako pewne prowokowanie człowieka do tego, by jej szukał. Naturalnie to zakłada, że to szukanie jej jest szczere. To szukanie dokonuje się z powodu niej samej i dla nie samej. Jednakże ten, kto jej szuka i ją znajduje, odkrywa, że ona jest dla niego, dla jego dobra. Poznaje, że jej wartość jest ponad wszystko. Kto jej szuka zostaje niejako opanowany przez nią i sam staje się przeniknięty tą mądrością. Ona jest w nim. Po prostu ona kształtuje jego życie a on dzięki niej uczy się kosztować w pełni życia, które stale przed nim otwiera się w nowych barwach i nowej perspektywie.

Jeśli te nasze myśli o mądrości zestawimy z przypowieścią z dzisiejszej Ewangelii o pannach roztropnych i nierozsądnych, i od razu pomyślimy o tym, że oblubieńcem jest Jezus Chrystusa, to możemy zaproponować takie spojrzenie. Roztropne wzięły ze sobą naczynia z oliwą. Oznacza to, że wzięły ze sobą całą rzeczywistość swego życia z gotowością, aby to ich życie zostało przeniknięte mocą Oblubieńca. Miały ze sobą całą „materię” swego życia i wyczekiwały, aby Oblubieniec – Jego Mądrość – przeniknęła to całe ich życie, by mogły w ten sposób wejść na ody weselne. Panny nierozsądne, głupie, naiwne (gr. morai) miły zaś tylko to, co w danej chwili świeciło, były niejako powierzchowne, nie były nastawione na to, aby dać się poznać i przeniknąć w prawdzie swego życia. Tego też nie mogły uzyskać od panien roztropnych. A kiedy zaś „nabyły” ową oliwę od innych, nie była ona ich prawdą. Stąd nie mogły wejść z tą „inną” prawdą do Sali weselnej. Dlatego też usłyszały od Pana młodego: „Nie znam was”.

Możemy do tego dodać interpretację rozszerzającą. Na salę weselną mogą wejść tylko ci, którzy biorą ze sobą całą swoją prawdą życia. Na tych godach weselnych dokonuje się spotkanie Pana młodego, Oblubieńca z całą prawdą zaproszonych. Czujność to nie tylko oczekiwanie na otwarcie, ale troską o to, żeby zabrać wszystko, co może stanowić „materię” potrzebną do spotkania, do przemiany, jaka ma się dokonać w spotkaniu z Oblubieńcem. Nikt nikogo nie zastąpi; nie można liczyć na to, że od kogoś innego otrzymam to, co jest potrzebne do spotkania z Panem młodym. Muszę być czujny, że stawać z całą swoją prawdą, gotowy na przemieniające spotkanie.

Bp ZbK

Złudna atrakcja grzechu polega na przedstawieniu człowiekowi czegoś, co w danej chwili i w sytuacji, w jakiej się znajduje, może wydawać się korzystne i dobre. A właściwe nie tylko może się wydawać, ale po prostu wydaje się. Co więcej staje się bliskie i w pewnym sensie Jest jakby na wyciągnięciu ręki, chociaż obwarowane mniej czy bardziej uświadomioną przez człowieka prawdą (poznaniem), że jest to coś niewłaściwego.

W ten sposób człowiek zwiedziony przez grzech zmierza do tego, by afirmować siebie niezależnie od Boga i nierzadko wbrew czy przeciw drugiemu człowiekowi. Chce „wyrosnąć” po swojemu. Ta tendencji i wszelkie działanie tego typu niszczy relacje między ludźmi. Do tego dochodzi, jak to Jezus powiedział o ówczesnych faryzeuszach, wszelkiego rodzaju eksponowanie swojej ważności i wyższości. To grozi także nam dzisiaj. Łatwo to dzieje sią właśnie na polu religijnym.

Dlatego przesłanie Ewangelii wskazuje na prostotę i prawdę relacji bez żadnego udawania i wywyższania się. Jezus wprost obwieszcza „jesteście braćmi”. A prorok Malachiasz już na ponad 5 wieków przed Chrystusem wołał: Czyż nie mamy wszyscy jednego Ojca? Czyż nie stworzył nas jeden Bóg? Dlaczego oszukujemy jeden drugiego, znieważając przymierze naszych przodków?

Łatwo możemy ulegać pokusie budowania samych siebie. Zarówno indywidualnie jak i grupowo, a nawet całymi społecznościami, które chcą zapanować nad innymi w imię swoich praw, upodobań, korzyści. Gubi się prawda i zdrowe relacje, a człowiek zostaje nakręcony przez ideologie i tendencje sprzyjające pewnej określonej grupie czy pewnej koncepcji życiowej. Dzieje się to właśnie przez oderwanie człowieka od Boga. Przez odrywanie człowieka od niezmiennych zasad, jakie są w Bogu i które On objawia człowiekowi. Wtedy bardzo szybko w miejsce Boga i Jego praw moralnych wkraczają ludzkie przepisy, które niejednokrotnie graniczą z absurdalnymi pociągnięciami.

Jesteśmy obserwatorami a po części także współuczestnikami destrukcji, jaka dzieje się w Europie coraz to bardziej poddawanej procesowi „odchrześcijanienia” czyli dechrystianizacji. Najskuteczniejszym sposobem stawiania czoła temu procesowi jest pogłębianie naszej świadomości chrześcijańskiej płynącej z Ewangelii. Chodzi właśnie o odwoływanie się do jednego Ojca, który najpełniej objawił się Ojcem w wydaniu na śmierć swego Syna za tych, którzy pogubili sią w życiu jako grzesznicy. Potrzebujemy nawrócenia. To znaczy odwracania się od jakkolwiek pojętej naszej wielkości i niezależności i zwracania się do Boga Ojca przez Syna na drodze przyjmowania prawdy – czasem trudnej a niejednokrotnie bolesnej prawdy o naszej grzeszności, czyli o naszym stanie zagubienia się i trwania w ułudzie naszych racji, praw, przywilejów itp.

Nagląca jest potrzeba wracania do prostoty korzystania z Ewangelii pozwalającej nam odkrywać jedno jedynie prawdziwe odniesienie życiowe do Boga jako Ojca – objawione w Synu, który wydał się za nas w nasze ręce i stał się ostatnim i sługą wszystkich.

O takiego ducha i o umiejętność przyjmowania takiej postawy prosimy Boga Wszechmogącego uznając siebie za siostry i braci potrzebujących stałego nawracania się.

Bp ZbK

Będziesz miłował (30. Ndz A – 171029)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Faryzeusze stawiają Jezusowi pytanie, na które niewątpliwie znali i musieli znać odpowiedź. Stawiają je, tak jak poprzednie i tak jak stawiali saduceusze wraz z Herodianami, po to, aby Jezusa pochwycić na słowie i wciągać Go w ich logikę kazuistyczną. Odpowiedź na pytania o to, co najważniejsze jest zawarta w modlitwie, jaką każdy wierzący Izraelita codziennie wypowiadał. Jest ona zaczerpnięta z Księgi Powtórzonego Prawa. Każdy dorastający Izraelita o tym wiedział i do tego zmierzał, aby w nim ta prawda się spełniała.

Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym.

Będziesz miłował Pana, Boga twojego,
z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił (Pwt 6,4-5).

Z tego wynika także miłość bliźniego. W innym przypadku, usprawiedliwiając siebie, pytali, kto jest moim bliźnim i wtedy Jezus opowiedział przypowieść o miłosiernym samarytaninie.

Co to znaczy miłować Boga i w konsekwencji także bliźniego.

Oznacza to, uznawać jedynego Boga. Tak właśnie rozpoczyna się wspomniana modlitwa. Tak też Jezus odpowiada na pytanie jednego z uczonych w Piśmie – wg tego, co pisze w swojej ewangelii św. Marek (Mk 12,29). Taka była prawdopodobnie oryginalna odpowiedź Jezusa na pytanie faryzeuszy.

Tylko bowiem wtedy, gdy ktoś jest gotów uznawać jedyność Boga, jest w stanie kochać Go całym sercem, całą duszą i ze wszystkich sił. Oznacza to praktycznie mieć jasno ustawioną koncepcję życia, który nie pochodzi od człowieka i nie jest uzależniona od innych czynników, które mogą wpływać na sposób myślenia, decydowania i działania człowieka. Człowiek ma tylko jedno odniesienie, do Boga, o który wie i którego poznaje, że jest On całkowicie dla człowieka, dla jego dobra. Okazało si to w pełni w tym, że Bóg dał swego Syna w ręce ludzi i dla zbawienia ludzi. To Jet miłość Boga ukierunkowana na człowieka i dla człowieka. Ten kto tę miłość poznaje, będzie miłował Boga, bo nie widzi dla siebie innego źródła życia i prawdziwego dobra.

Kto w tej prawdzie żyje, będzie też szukał dobra dla swego bliźniego. Jak Jezus to wyraził w przypowieści o samarytaninie – właśnie dla tego bliźniego, który jest w potrzebie. A w Kazaniu na Górze Jezus powie wprost, że tego rodzaju miłość ogarnia także nieprzyjaciół.

Uznawanie Jedynego Boga i wynikająca z tego miłość do Niego i do bliźniego, jest kluczem życia i wprawdzie i życia szczęśliwego.

Bp ZbK

W 28. Niedzielę zostaje nam podany przed oczy obraz uczty. Więcej: zostajemy zaproszeni, by mieć udział w uczcie przygotowanej przez Pana.

Zgromadzenie

Dokonuje się to w zgromadzeniu liturgicznym, gdy słuchamy słowa i korzystamy z zaproszenia. Dajemy się wprowadzać do sali weselnej. Dokonuje się to przez spożywanie tego, co Pan przygotował. Dokonuje się to przez wspólnotę, jak tworzy się wśród zaproszonych, którzy stają się ludem Pana.

Zaproszenie dokonuje się przez słowo. To zaproszenie jest ukierunkowane na to, aby zostało przyjęte. Przyjęcie zaproszenia oznacza gotowość zostawienia tego, w czym człowiek zazwyczaj tkwi i czym jest zajęty. Jest to odpowiedź, która domaga się jakiegoś wyrzeczenia się siebie. Jest to odejście od „swojego” (cokolwiek by to nie było) i wejście we wspólnotę z tym, kto zaprasza. Cieszenie się i radowanie tym, co zapraszający proponuje i obdarza. W przypowieści Jezusa słyszymy, że zaproszeni nie chcieli przyjść, wymawiali się i w ten sposób zlekceważyli zaproszenia i zlekceważyli zapraszającego.

Wobec takiej postawy zaroszonych Jezus mówi o poszerzeniu zaproszenia i o swoistej zmianie sposobu realizacji tego zaproszenia. Tak jakby celem stało się zapełnienie sali weselnej. Polecił zapraszać wszystkich, których posłańcy spotkają. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych aż sala się zapełniła biesiadnikami.

Potrzeba szaty weselnej

Jednakże stało się coś zaskakującego. Król, jako gospodarz uczty, dostrzegł kogoś kto nie miał szaty godowej. O co chodziło? Niektórzy byli przecież zaproszeni czy nawet wprost sprowadzeni z drogi, z różnych sytuacji życiowych. Nie mogło więc chodzić o zewnętrzny strój. Albo trzeba uznać, jak to bywało, że wchodzący do sali weselnej mieli możliwość przybrania szaty, która była znakiem uczestniczenia w tej uczcie w sposób całkowity i zgodny z duchem jej gospodarza. Czytaj więcej…

Różne spojrzenia (27. Ndz A – 171008)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Przypowieść ewangelijna dzisiejszej (27. Niedzieli roku A) jest bardzo poruszająca. Jezus opowiada tę przypowieść pod koniec swojej publicznej działalności. Jest świadom tego, że nadchodzi czas pewnej rekapitulacji Jego nauczania i tego swoistego zamknięcia Jego ziemskiej działalności. Daje więc arcykapłanom i starszym ludu okazję do wyrażenia opinii. Często bywało, że Jezus wciągał swoich interlokutorów do wyrażenia opinii lub też sam przez nich pytany stawiał ich przed koniecznością dania odpowiedzi.

Bardzo często dochodziło do tego, że interlokutorzy Jezusa wydawali swoje opinii i sądy, które były swoistym demaskowaniem i krytyczną oceną ich własnej postawy – chociaż nie zdawali sobie z tego sprawy. Myśleli bowiem tylko w kategoriach ludzkich, a Jezusowi chodziło o inny klucz spojrzenia na wydarzenia. Tak też dzieje się w przypowieści z dzisiejszej Ewangelii. Nieświadomi tego, do czego zmierzało działanie Jezusa, wydali na siebie samych wyrok skazujący. Bowiem wypowiedziane prze nich słowa «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze» odnosiły się do nich.

Jezus nie idzie jednak po linii ich wypowiedzi. Nie potwierdza wypowiedzianego przez nich wyroku „samo-skazania” się na należną – według nich karę – nieuczciwym rolnikom. Nie korzysta z okazji, aby im – jako przywódcom ludu – powiedzieć, że to właśnie oni takimi są, że to właśnie oni w przyszłości odrzucą i zabiją Go jako Syna Gospodarza winnicy. Tak się de facto stanie. Tego mogli się też pośrednio domyślać, ale na to nie było ich stać, bo byli przekonani o swoich racjach i swojej poprawności odczytywania Woli Boga.

Jezus obwieszcza jednakże prawdę, która idzie dalej. Obwieszcza, że to odrzucenie, ten odrzucony Kamień będzie okazją nowej budowy, nowej winnicy, nowego ludu.

Gospodarz winnicy wg przypowieści mówił sobie: „uszanują mojego syna”. Bóg Ojciec posyłając swego Syna do świata „wiedział”, że Jego Syna nie uszanują.

Rolnicy z przypowieści patrząc na syna mówili sobie: „zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Ci z nas, którzy już od wieków, patrzymy na Syna, którego Bóg Ojciec posłał do winnicy tej ziemi i który został zabity, możemy tylko przyjąć dziedzictwo przez nasze nawrócenie, przez uznanie właśnie tego, że On, odrzucony i zabity, obdarza nas życiem, Obdarza nas udziałem w dobrach nowej winnicy. On jest prawdziwym Rolnikiem tej winnicy, jaką jest lud Boży, jakim jest też cały świat.

Nastąpił zbawczy przewrót w historii zbawienia. Zaplanowany od samego początku (zaraz po grzechu człowieka Rdz 3,15) i spełniony w Jezusie Chrystusie. Stajemy się dziedzicami nie przez nasze zdobywanie czegokolwiek czy przez jakąkolwiek uzurpacje bądź egoistyczne gospodarowanie, lecz przez łaskę: przez przebaczenie, przez odkrywanie dobra, jakie płynie z dzielenia się i komunii dzięki uznaniu Jedynego Gospodarza winnicy i Jedynego prawdziwego Rolnika tej winnicy, który dał swoje życie, abyśmy w Nim mieli nowe życie.

Bp ZbK

Deklaracje czy fakty (26. Ndz A 171001)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Ewangelia dzisiejszej Niedzieli stawia nas wprost przed sprawą rozumienia naszego ludzkiego stosunku do Woli Pana Boga. W prostej przypowieści o dwóch synach, którzy otrzymali polecenie pójścia do pracy w winnicy, Jezus daje okazję arcykapłanom i starszym ludu do sformułowania właściwej odpowiedzi.

Odpowiedzieli właściwie. Ten z dwóch synów wypełnił wolę ojca, który faktycznie wykonał do końca polecenie. Nic nie szkodzi, że najpierw wyraził swoją niechęć. To było jego „objawienie” siebie wobec ojca. Takim był. Jednak nie pozostał takim. Opamiętał się i przemógł się. Mimo tych trudności czy niepoprawności, jakie były w nim, ostatecznie spełnią wolę ojca.

Tak nie stało się z tym, który od początku deklarował swoją gotowość wypełnienia polecenia ojca. Nie znał on wystarczająco siebie, chociaż prawdopodobnie był związany z ojcem i zależało mu na tym związku. Dlatego od razu odpowiedział twierdząco na polecenie ojca. Jednakże inne powody i racje, które były w nim, spowodowały, że nie wykonał polecenia ojca.

Z tej przypowieści i ze słów, w jakich Jezus dokonuje aplikacji tej przypowieści mówiąc o celnikach i nierządnicach wynika, że nie liczą się dobre słowa i deklaracje, nawet pobożne intencje. Chodzi o realne kroki i decyzje, jakie powinny się dokonać w człowieku, aby był w jedności harmonii z zamysłem Bożym.

W naszych czasach człowiek tak często pozostaje na płaszczyźnie deklaracji i tak mocno zabiega o wizerunek o to co skrótowo nazywamy PR. Wiele układów jest budowanych na umowach, które nie są dotrzymywane i zostają rozwiązywane przez kryzysy czy upadłości. Jest składanych wiele obietnic, które po czasie propagandowej kampanii idą w zapomnienie.

Na ile jesteśmy tego świadomi to tym bardziej potrzeba dzisiaj opamiętania i właściwej oceny siebie. Lepiej zobaczyć soje mankamenty i niedociągnięcia i w konsekwencji podejmować decyzje korygujące. Warto to czy nić nawet wtedy, gdy wychodzi na jaw duży błąd czy niepoprawność. Jest wówczas szansa, że można naprawiać i realnie spełniać to, co należy do naszych ludzkich i chrześcijańskich obowiązków.

Te prawdy mają szczególne zastosowania, gdy chodzi o rzeczywistość naszej wiary i życia płynącego z wiary. To właśnie wiara pozwala nam się nawracać i dzięki temu prawdziwie pełnić wolę Boga, a nie pozostawać tylko na płaszczyźnie pobożnych deklaracji czy powierzchownych i w gruncie rzeczy mało wiążących zobowiązań. Przedziwne to przesłanie. Przedziwna to logika. Już Ezechiel ukazywał, jak trudno jest tym, którzy uważają się za sprawiedliwych przyjąć słuszność postępowania Pana Boga (I czytanie z tej niedzieli).

Bp ZbK

Liturgia pomaga nam lepiej rozumieć siebie i żyć według zamysłu Boga. Bywa, że żywimy w sobie takie uczucia, o których mówi dzisiejsze pierwsze czytanie z księgi Mądrości Syracha. Są nimi złość i gniew, szukanie zemsty i brak przebaczenia. Mędrzec mówi, że są to obrzydliwości, których trzyma się grzesznik, a które nie podobają się Bogu. To one niszczą człowieka, niszczą relacje w społecznościach, w rodzinach.

Skąd to pochodzi? Pochodzi z grzechu.

Co z tym robić? Jak z tym żyć? Pokazuje Ewangelia; Uzdalnia do tego Jezus Chrystus.

Obwieszczenie – Ewangelia

Bóg nie zostawił nas samym sobie. Bóg do nas przychodzi w Osobie Jezusa Chrystusa, i wchodzi w to nasze życie. Stał się jednym z nas. Przyjął na siebie te wszystkie ludzkie nieprawości, krzywdy, niesprawiedliwość, odrzucenie. Został ukrzyżowany, ale został uczyniony Panem wszystkiego jako wyniesiony na Prawic Boga Ojca. Obwiesił to nam dzisiaj na nowo św. Paweł:

Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.  

Stają więc przed nami dwie drogi życia. Dwie koncepcje życia.

Jedna, w której człowiek chce być panem siebie i wszystkiego, co wokół niego. Z tego powodu rodzą się wszystkie nieporozumienia i konflikty z drugim człowiekiem, kiedy ten okazuje się inny, niewygodny. Stoi na przeszkodzie realizacji wydumanego szczęścia, projektów życiowych itp.

Druga droga życiowa, drugi sposób życia to uznanie że jest jeden absolutny Pan i że my do niego należymy; że ja do nie go należę. W konse­kwencji słucham Go i przyjmuję Jego prowadzenie, by spotykać się z drugim człowiekiem, moim bliźnim i razem z nim być na obraz i podobieństwo Boga przez miłość, akceptację siebie, a kiedy trzeba przez przebaczenie. Czytaj więcej…

Następna strona »

css.php