Paraklet (6. Ndz Wlkn 170521)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Zbliżamy się do Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. W Ewangelii czytanej dzisiaj (J 14,15-21) Jezus mówi o tym, co stanie się po Jego odejściu z tej ziemi, czyli po Jego Wniebowstąpieniu. Jego odejście nie będzie zerwaniem z tym wszystkim czego On dokonał. Będzie natomiast okazją do tego, aby dzieło Boga Ojca dokonane w Jego Synu, Jezusie Chrystusie było prowadzone jako objawienie się pełni Trójcy Przenajświętszej. To zostanie wyrażone w Zesłaniu Ducha Świętego na Kościół. Ta pełnia objawienia będzie urzeczywistnianiem w świecie zamysłu Boga. Będzie darem, dzięki któremu ludzie wierzący w Jezusa, jako Syna Boga Ojca, będą poznawać Boga jako Ojca dzięki mocy i światłu Ducha Świętego. Znamienne są słowa Jezusa zapisane we fragmencie ewangelii,  który dziś czytamy :

Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie.

Kim więc jest ten Paraklet, Duch Prawdy? Jest to Duch, który niejako wchodzi w miejsce odchodzącego Jezusa i ma swoiste „zadanie” doprowadzić dzieło odkupienia dokonane w Jezusie Chrystusie do końca, do pełni. Jest to Duch, którego świat przyjąć nie może, a którego znają uczniowie Jezusa i są z Nim w bliskiej relacji. On przebywa w nich.

Samo słowo „Paraklet” w swoim pierwotnym znaczeniu wskazuje na kogoś, kto jest przyzwany do pomocy, kto wstawia się i jako „adwokat” (czyli kto do tego powołany) bierze w obronę kogoś, kto tej pomocy potrzebuje.

W jaki sposób obiecany Duch Święty ma spełniać tę swoją misję? Dlaczego świat Go nie zna i nie może przyjąć?

To, co teraz tutaj powiem, jest zapewne ujęciem jednostronnym, ale bardzo istotnym. Misją Parakleta jest bronić uczniów Jezusa, wierzących w Jezusa, aby nie ulegali mentalności świata. Nie dali się wciągnąć w mentalność świata, za którą stoi „książę / władca tego świata” (J 12,31; 14,30; 16, 11; por. Ap 11,9-14). Konsekwentnie więc świat ma taką mentalność, która nie jest kompatybilna z mentalnością Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Jezusa posłusznego Ojcu dla dokonania przez krzyż dzieła wyrywania człowieka z mentalności świata.

Przed nami, jako uczniami Jezusa stoi każdego dnia i w każdej sytuacji wybór. Czy wracać do mentalności świata i bronić się narzędziami i sposobami, jakie stosuje świat? Krótko mówiąc bronić się przed logiką krzyża, jak to świat (czasem także religijny) podpowiada, czy też oprzeć się na tym Paraklecie, który przychodzi z pomocą w tym celu, aby uczyć uczniów Jezusa (ochrzczonych) przyjmowania krzyża w imię Jezusa.

Jakiej pomocy oczekuję? Skąd oczekuję pomocy? Co ma się we mnie dokonywać, jeśli przyjmuję pomoc ze strony Parakleta, którego daje Ojciec na prośbę Jezusa, by Jego zbawcze dzieło nadal dokonywało się w świecie? By dokonywało się także we mnie?

Bp ZbK

Poznanie Ojca przez Syna (5. Ndz Wlkn 170514)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W dzisiejszej Ewangelii (J 14,1-12) słyszymy słowa Jezusa, które w pierwszej chwili mogą wydawać nam się niezrozumiałe. Są wypowiedziane jakby z dwóch perspektyw. Najpierw uczniowie słyszą jakby pewien wyrzut: Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ta wypowiedź musi prowadzić do wniosku, że jakoby Jezus tym samym stwierdzał, że nie znają Jezusa i w konsekwencji nie znają też Ojca.

W dalszej części wypowiedzi Jezus mówi jednak: Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Co znaczy więc owo „teraz”. Od kiedy uczniowie znają Ojca dzięki Synowi?

Na prośbę Filipa: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Jezus odpowiada: Kto Mnie widzi, widzi także Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?

Te słowa Jezusa mogą być zrozumiałe wtedy, gdy przyjmiemy, że św. Jan pisze je z perspektywy dokonanego już dzieła zbawczego, czyli śmierci i zmartwychwstania Jezusa. To „teraz” jest niejako niezależne od chronologii, lecz wskazuje na doświadczenie ucznia, który już poznał Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Jezusa, który wypełnił zamysł Ojca.

Najkrócej możemy ująć owoc tego, co stanowi nowość tego spojrzenia, w następujący sposób: Syn najbardziej i najpełniej wskazuje na swoją synowską relację z Ojcem i tym samym objawia Ojca wtedy, kiedy jest gotów oddawać swoje życie. Może to czynić, dlatego że wie (ma w sobie pewność), że Ojciec nie zostawi Go w więzach i ciemnościach śmierci (zob. Dz 2,31).

Objawienie Ojca dokonuje się przez Syna, który wobec Ojca jest posłuszny do tego, stopnia, że – by objawić Ojcostwo Ojca – jest gotów oddawać swoje życie. Ta prawda i to objawienie dotyczy także nas. Jako wyznawca Jezusa stajemy się synami, dziećmi Ojca, w miarę tego, jak dojrzewa w nas gotowość posłuszeństwa aż do śmierci.

W jednym targumów komentujących składanie Izaaka w ofierze przez Abrahama, Izaak jest przedstawiony jako wołający do swego ojca: Zwiąż mnie ojciec, abym nie wierzgał (nie kopał); by nasza ofiara nie okazała się skalaną (niewłaściwą). Wtedy to aniołowie z nieba przyglądając się tej scenie w pełni podziwu obwieszczają: Przyjdźcie zobaczcie cudowną rzecz na ziemi (parafrazuję): Ojciec składa w ofierze syna a syn wyciąga szyję w gotowości bycia ofiarą, gdyż wie, że ojciec także w taki sposób mu daje życie; daje mu nowe życie.

Jezus wypełnił to (przyzwolił, aby to wszystko w Nim się stało) i przez to objawił się jako nowe życie; doświadczył daru życia od Ojca w przeżywaniu śmierci – przechodzeniu przez śmierć. Sprawił to i przeżył to dla nas, by nam objawić Ojca, jako tego, który także nam daje życie.

Bp ZbK.

Znać głos Pasterza (4. NdzWlkn 170507)

by bp Zbigniew Kiernikowski

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus przedstawia się jako Dobry Pasterz, jako Brama owiec. Tym, co jest wyrazem komunikacji między Pasterzem a owcami jest Jego głos. Owce znają ten głos i słuchają głosu Pasterza; On zaś je prowadzi, staje na ich czele, a one postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą bo nie znają głosu obcych.

Co to znaczy znać głos Pasterza. Jaki to jest głos. W czym on się przejawia i jak rozbrzmiewa. Gdzie i kiedy można go słyszeć.

Głos Pasterza – Jezusa to jest głos Boga wyrażony w ludzkim ciele i ludzkim języku. Oczywiście można odwoływać si do wielu momentów działalność Jezusa. Do tego, co działo się w czasie, gdy On ludzkimi stopami chodził po ziemi i do tego, co dzieje się przez blisko dwa tysiące lat życia Kościoła.

Gdy zechcemy scharakteryzować ten głos i ująć go w pewne ramy czy kategorie, to najlepiej wskazać na dwa bieguny, które obejmują wszystko. Dwie sytuacje jakby skrajne, w których zawiera się wszystko co ludzkie, a jest przeżyte przez Jezusa jako Syna Bożego, który po to przyszedł do ludzi, aby być Pasterzem prowadzącym ludzi z błędnych i fałszywych „pastwisk” do prawdziwej owczarni.

Jako te sytuacje skrajne, które obejmują wszystko i stanowią ramy Głosu Boga możemy uznać i rozpoznać najpierw wołanie Jezusa: Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, bo te rzeczy zakryłeś przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (zob. Mt 11,25nn i Łk 10,21n). A drugim krańcem jest wołanie Jezusa na krzyżu słowami Psalmu 22: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił (Mt 27,46).

Jaka jest owa rozpoznawalna prawda zawarty w tych słowach i w tym głosie Pasterza? Co jest tym, co możemy rozpoznać jako właściwy komunikat dla naszego życia?

On jest z nami i wskazuje po pierwsze na to, że wszelkie pocieszenie, wszelkie błogosławieństwo, wszelka prawdziwa pomyślność życia pochodzi od Ojca i może być przyjęta w prostocie i pokorze serca. A po drugie, że prawdą i „losem” człowiek po grzechu jest przeżycia chwili „opuszczenia”. Jest doświadczenie jakby zawieszenia, pustki i bezsensu – tak odbieranego przez człowieka, ale będącego jednocześnie wyrazem pochylenia się boga nad człowiekiem. Jezus to przeżył. Nie pozostał w ciemności tego doświadczenia opuszczenia i śmierci. Został wskrzeszony. Żyje, jako Pasterz wskazujący, że człowiek musi coś z tego doświadczenia sam przeżyć, aby spotkać Boga – Ojca, Dawcę życia.

Te dwa aspekty głosu Pasterza obejmują całe Jego działanie i pasterzowanie. On jest z nami i objawia nam prawdę życia. Wskazuje na Boga jako swego i naszego Ojca. Obyśmy byli wyczuleni na Jego głos i poznawali ten głos. Obyśmy nie dawali się zwodzić innym głosom, głosom innych pasterzy (zob. Pnp 1,7).

Bp ZbK

Mamy dzisiaj (3. Niedziela Wielkanocna roku A) Ewangelię obwieszczającą przedziwny sposób obecności Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa w naszym życiu. On, jako Zmartwychwstały, a więc jako ten, kto ma za sobą doświadczenie krzyża i śmierci, jest inny od naszych oczekiwań i wyobrażeń. Dlatego – nawet jeśli jest „widziany” – nie zawsze jest rozpoznawalny. My z Niego i w Nim widzimy to czego my oczekujemy i czego się spodziewamy według nastego doświadczenia. Ma nie mamy „przeżytego” dobrze i do końca doświadczenia krzyża i śmierci.

Jesteśmy w drodze życia, gdzie i kiedy zazwyczaj staramy się to doświadczenie ominąć. Nie mamy mocy, by w nie wchodzić. Nosimy na sobie znamię grzechu, który nas zwodzi i podpowiada, żeby wszystko było według naszego poznania dobra i zła.

Tymczasem jest inaczej. Człowiek po grzechu musiał i musi doświadczyć śmierci i umierania, i cierpienia. To jest jedyna droga powrotu do właściwych relacji z Bogiem i z bliźnimi. To jednak jawi się jako trudne, jako przeszkoda, jako niespełnienie się.

Z tego też powodu uczniowie jakby żalili się przed Nierozpoznanym Jezusem: myśmy się spodziewali …. Właśnie to nasze „spodziewanie się” zamyka nam oczy na pełnię wydarzeń, które mogą być i de facto są zaskakujące.

On tłumaczył uczniom, tłumaczy też stale nam, że Mesjasz miał to wszystko wycierpieć i tak wejść do swojej chwały. On wyjaśnia i pociąga nas swoim wyjaśnianiem i swoją Osobą. My– mimo że On jest obok i idzie z nami wskazując naprawdę, którą jest On sam –  często i długo Go nie rozpoznajemy.

Na szczęście bywa to, że nadchodzi moment, w którym chcemy Go jakoś zatrzymać a On pozwala nam się poznać. Dzieje się to przy łamaniu Chleba.

Potrzeba nam właśnie tej chwili „łamania”. Łamania chleba a także łamania naszej egzystencji, naszych oczekiwań, naszych planów i zamiarów. Naszych uprzedzeń i zatwardziałości serca.

Eucharystia to szczególny moment poznawania Obecności Nierozpoznanego Jezusa przy łamaniu. Może w tym być pomocna mała książeczka zatytułowana: „Co znaczy być człowiekiem Eucharystii?”, która ukazuje się w tych dniach wydana przez Inicjatywę Ewangelizacyjną „Idźmy na szczyty”. Podobnie też „Ciało i Krew Pana”, która ukazała się ponad rok temu w tym samym wydawnictwie.

Życzę doświadczania odkrywania sensu “łamania”, by stawała się bliska Obecność Tego, którego sami do końca nie możemy rozpoznać, bo ciążą nam nasze oczekiwania itp.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Zaskoczenie (Ndz Wlkn – 170416)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Fakt, który jest nam obwieszczony w Wielką Noc jest zaskoczeniem. Zaskoczył wówczas osoby bliskie Jezusowie. Zaskakuje także dzisiaj nas. Powinien nas zaskakiwać i to stale.

Tam gdzie przeżywam prawdę, że jest śmierć. Dociera ona do mnie w niektórych momentach. Wówczas zazwyczaj myślimy o końcu. To właśnie w takim kontekście, gdy prawda o śmierci ciśnie się niejako na pierwszy plan i nierzadko powoduje rezygnację, dokonuje się zaskakujące obwieszczenie o zmartwychwstałym Panu. Jest to zaskoczenie. Zdumienie, że coś takiego się stało. Zostały rozerwane kajdany ograniczające moje myślenie i doświadczenie.

Arcykapłani chcieli uprzedzić i zneutralizować to ewentualne zaskoczenie, prze przygotowane ograniczenie. Uprosili Piłata, by dał straże, by strzegli grobu Jezusa, ale była to próba „strzeżenia” swojej prawdy. Nic nie miało się zmienić w ich myśleniu. Nic nie ma się zmienić w tym co my wiemy, o czym decydujemy, na czym polega nasza władza i nasze zarządzanie nad przyszłości.

Tak ma być jak ja chcę. Dotyczy to czasem moich relacji w rodzinie, w pracy itp. Ma być tak, jak ja przewiduję. Wykluczam zaskoczenie. A gdyby coś z tego się stało, to i tak mamy środki, aby przekonywać o naszych racjach i naszym sposobie pojmowania prawdy. Arcykapłani byli w stanie dać sporo pieniędzy strażnikom, żeby rozpowiadali „ustanowioną przez nich prawdę”. Tak się rozeszła ta pogłoska.

Jezus przez fakt zmartwychwstaną zaskoczył uczniów, zaskoczył kobiety, zaskoczył strażników, zaskoczył arcykapłanów. Stale zaskakuje. Nie jest to bowiem prawda, którą można sobie wydedukować i jakoś wcześniej ustalić. Trzeba dać się zaskoczyć, że może być inaczej, niż ja przewidują i wyobrażam sobie. Trzeba nam nauczyć się wchodzić w nieprzewidywalność ludzką. Fakt zmartwychwstania zmienia wszystko i stale nas zaskakuje w naszych konkretnych sytuacjach.

Ogólnie jesteśmy ludźmi wierzącymi. Przekonani, że znamy Boga. Wyznajemy wiarę w kościele recytując Credo czy odmawiając je na modlitwie. Wyznajemy wiarę w jednego Boga. W konkretnych jednak sytuacjach nie zawsze chcemy dać się zaskoczyć i przyzwolić, żeby fakt zmartwychwstania Jezusa stawał sią i był niejako naszym

Tak dzieje się, albo się nie dzieje, kiedy wyciągam rękę do nieprzyjaciela. Może być odrzucona. A może stać się cud przemiany i zmartwychwstania. Może wydaje mi się, że podjęte kroki ku rozwodowi czy życie w rozłamie małżeństwa to już „uzyskane” przeze mnie rozwiązanie. Nie może być inaczej. Niejednokrotnie człowiek wykreśla z horyzontu swego myślenia pojednanie czy nawrócenie i zmiana myślenia.

Bardzo często „ciąży” ludziom mylenia, że nie może być inaczej, niż sami postanowili i że muszą – czasem za wszelką cenę – bronić swojej prawdy. Nie dopuszczają myśli, że może zaistnieć nowość, może zafunkcjonować gest pojednania, który uleczy zastarzałe sprawy i zmieni relacje. Jeśli w posłuszeństwie Ewangelii uczynię gesty i kroki wynikające z tej Dobrej Nowiny, które mi obwieszcza ową logikę zaskoczenia, mogę ja też zostać zaskoczony i może we mnie dokonać się coś, co mnie zaskoczy i wprowadzi w zdumienie na miarę nowego stworzenia. Będzie to stworzenia relacji nowego typu, wzbudzenia nowego sposobu widzenia, przetarcia oczu, które może zaszły mgłą własnych przekonań itp.

Mesjasz, którego wszyscy oczekiwali, kiedy się objawił w swoim słowie i w swoich czynach, nikomu nie pasował. Został więc ukrzyżowany, żeby Jego historia się zamknęła. Żeby nie zaskakiwał, żeby nie był już więcej niewygodny i objawiający prawdę inną niż ta tylko ludzka. A wszystkich zaskoczył. w swoim zmartwychwstaniu. Zaskoczył uczniów w okazanym i przebaczeniu. Więcej: dał im swego Ducha, aby był w nich jako racja i moc nowości. Aby oni zaskakiwali ludzi przez głoszenie Dobrej Nowiny. Aby objawiali, że może być inaczej, niż tylko ludzkie przewidywania, ludzkie lęki, aspiracje i oczekiwania. Pozwalajmy się zaskakiwać Zmartwychwstałemu.

Chrystus jest naszą Paschą.

Bp ZbK

Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie
Taka proklamacja towarzyszyła Jezusowi podczas Jego uroczystego wjazdu do Jerozolimy. Są to słowa z Psalmu 118,26. Jezus przyjął to wołanie ludu jako znak uznania. Jednocześnie wiedział, że to wołanie nie jest jeszcze dojrzałe. Ten lud wołał niewątpliwie szczerze. To była pewna manifestacja wiary w Mesjasza. Jednak ta wiara nie była jeszcze uformowana przez to, co Mesjasz ze sobą niósł i z czym przyszedł do ludzi. Było to wołanie, w którym ujawniało się przekonanie, że Jezus jest tym, który przychodzi, aby dokonać Bożego działa. To było słuszne. Pojmowanie jednak tego działa nie było właściwe i poprawne.

W Psalmie te słowa są wypowiedziane w kontekście obwieszczenia „dnia, który Pan uczynił”. Chodzi więc w tym przesłaniu o działo Boga. Dzieło Boga uczynione według zamysłu Boga. Dzieło, które nie będzie dotyczyło zewnętrznych warunków i okoliczności życia człowieka, lecz będzie dotyczyło samego człowieka. Wówczas oczekiwano najbardziej wyzwolenia spod panowania rzymskiego. Ta okupacja była upokorzeniem dla narodu wybranego. Bali się też o wolność religijną, o świątynię, o to, że mogą być narzucane zwyczaje pogańskie. To wszystko stanowiło realne ograniczenie i zagrożenie narodu i były słuszne obawy i oczekiwania zmiany. Nie o to jednak chodziło w dziele Jezusa.

Prawda Jezusa miała okazać się dopiero w Jerozolimie. I to nie w tryumfalnym Jego wjeździe do miasta, lecz w tym, co się stanie z Jezusem w tym mieście w kilka dni po Jego tak tryumfalnym wjeździe.

To już w Jerozolimie, już po tryumfalnym wjeździe o w obliczu nadchodzących wydarzeń, podczas których Jezus zostanie odrzucony i ostatecznie ukrzyżowany, okaże się kto Go uzna jako przychodzącego w imię Pańskie.
To w Jerozolimie przed pojmaniem Jezus powie:

«Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani!
Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście.
Oto wasz dom zostanie wam pusty.
Albowiem powiadam wam:
Nie ujrzycie Mnie odtąd, aż powiecie:
Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie» (Mt 23,37-39).

Będzie to czas próby. Będzie to czas pytania, czy ten odrzucony, ubiczowany, cierniem ukoronowany, niosący krzyż jest tym, który przybywa w Imię Pańskie. Będzie to pytanie czy Ten, który nie broni się przed niesprawiedliwym wyrokiem jest właśnie tym, który przybywa w imię Pańskie. Będzie to czas zdania sobie sprawy z tego, że Ten, kto przychodzi w imię Pańskie, nie przychodzi po to, by ludziom (którzy Go uznają) pomagać realizować swoje plany, lecz by, wprowadzać ich w plan i zamysł Boga. By wprowadzać ich w wypełnianie się w nich działa Pańskiego, czyli przywrócenia człowieka do takiej relacji z Bogiem, że jako uczeń Jezusa, będzie nosił na sobie obraz Boga, tak jak to uczynił właśnie Jezus.

Oby nasze wołanie w tę Palmową Uroczystość i podczas całego Triduum Paschalnego było prawdziwe. Oby tak było w całym naszym życiu.
Bp ZbK

„Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł . . .” Takie oto słowa kieruje do Jezusa najpierw Marta a następnie wypowiada je także Maria. Dzieje się to wtedy, gdy Jezus przybył do ich domu, ze względu na Łazarza. Najpierw słyszał o jego chorobie, a następnie dowiedział się o jego śmierci.

Marta i Maria czekały na Niego. Powiadomiły Go w odpowiednim czasie. On jednak – jak to wynika z ich słów – nie przybył w odpowiednim czasie. Stąd te słowa, które zawierają w sobie coś z wymówki czy są wyrazem jakiegoś żalu. Oczekiwania były inne. Stało się inaczej. Brat Łazarz już nie żyje. Pozostaje płacz i żal. Chociaż nie jest to rozczarowanie.

Marta wyraża jednak swoje zaufanie wobec Jezusa i i wypowiada słowa, które odnoszą tę sytuację do Boga przez Jezusa: „Wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Jest to wyraz gotowości i przyzwolenia na wszystkie wydarzenia, jakie za pośrednictwem Jezusa mogą się stawać. Rzeczywiście, to co, stało się z Łazarze, przekroczyło oczekiwania Marii, Marty i wszystkich, którzy z nimi byli. Co więcej, ten cud wskrzeszenia Łazarza jest znakiem i zapowiedzią zmartwychwstania. I to nie tylko tego zmartwychwstania, którego oczekujemy na końcu czasów, lecz tego, co może się stawać z nami, kiedy uwierzymy i posłucham głosu Jezusa: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!». To wyjście na zewnątrz, to znak i obraz opuszczenia starego życia (życia starego człowieka) i gotowość wchodzenia w nowe (zob. Rz 6,4-7).

Niejednokrotnie przeżywamy chwile, w których nie spełniają się nasze plany i mówimy albo myślimy: Gdzie jest Pan Bóg? Panie, gdybyś tu był, nie stałoby się to czy tamto! Jaki ma sens w moim życiu takie czy inne wydarzenie? Dlaczego mnie akurat to spotyka. Itp.

To jest wyraz naszej małej wiary oraz wyraz pewnej dominacji naszego planowania i myślenia o przyszłości. Ewangelia dzisiejszej Niedzieli chce nas z tego naszego “zapętlenia się” w sobie samych wyprowadzić. To dokonuje się przez przeprowadzenie nas przez doświadczenie konieczności śmierci i doświadczenie tego, że nasze “choroby” i nasze “umieranie” są nam potrzebne, abyśmy mogli doświadczyć nowości życia.

Obyśmy umieli poznawać i uczyć się tego, że te wydarzenia, które są dotykaniem naszej śmiertelności, nie są ostatecznie dla objawienia się i dla dominacji śmierci, lecz na objawienia się chwały Bożej w naszym życiu. Wprowadzają nas w świat i w krąg wydarzeń, który nie jest nam znany, a który może przed nami otworzyć perspektywy nowego życia. Tego życia, kóre wiąże nas coraz to bardziej z Bogiem, a „odwiązuje nas” (zbawia nas) od dominacji naszego patrzenia na życie i na wszystko.

Przeżywajmy tak te dni kończącego się Wielkiego Postu i przygotowania na Święta Paschalne, kiedy rozbłyśnie blask nowości życia.

Bp ZbK

Czwarta Niedziela Wielkiego Postu jest niedzielą drugiego skrutynium katechumenów. Czytamy w niej Ewangelię o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Urodził się niewidomym i nie było mu dane poznać otaczającego go świata drogą tego zmysłu, który jest tak ważny w życiu człowieka.

Jednakże ten fakt uzdrowienia, jaki Jezus dokonuje nad tym człowiekiem, jest tylko obrazem do tego, by zwrócić uwagę ludzi, którzy widzą, ale widzą tylko po swojemu. Wymowne są bowiem słowa Jezusa, jakie wypowiada po dokonaniu tego cudu: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi».

Ze słów Jezusa wynika więc, że można widzieć i właściwie nie widzieć. Takie widzenie albo takie przekonanie o widzeniu możemy nazwać widzeniem według siebie. Widzeniem tego, co chce się widzieć dla siebie. Jest to widzenie ograniczone i zacieśnione do własnego widnokręgu. Ten własny widnokrąg jest zazwyczaj określony własnym interesem i własnymi możliwościami. Jednak te, jakie dzisiaj ma człowiek, nie są oryginalnymi i nie stanowią zamysłu Boga w człowieku. Są kształtowane, a właściwie ograniczane przez to, co stało się w grzechu, gdy człowiek sięgnął po swoje poznanie dobra i zła. Od tego czasu człowiek widzi po swojemu, a nie według tego, co Bóg złoży w człowieku, gdy go stworzył na swj obraz i swoje podobieństwo. Wówczas to – tak możemy powiedzieć – Bóg dał człowiekowi także swój, Boży sposób widzenia. To jednak człowiek stracił, albo przynajmniej zostało to w nim zaburzone i zaciemnione. .

Słyszymy więc w dzisiejszej liturgii: nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce.

To przejrzenie a właściwie nowy sposób patrzenia dokonał się w Jezusie Chrystusie. On jest światłością świata. Okazuje się wobec świata tą światłością, gdy przyjmuje na siebie to wszystko, co było zniekształcone przez grzech i pozwala ludziom patrzeć na wszystko przez pryzmat swego wydarzenia zbawczego, jakim jest Jego Misterium Paschalne, a więc Męką, Śmierć i Zmartwychwstanie oraz dar Ducha Świętego. To właśnie Misterium zmienia punkt widzenia z tylko ludzkiego na Boży. Dokonuje się to w człowieku, który spotyka Jezusa i pozwoli się Jemu dotknąć przez Tajemnicę. Jezus splunął, uczynił błoto i pomazał oczy niewidomego. Stało się to w szabat. Stało się to po to, aby nastąpiło przejrzenie.

Obyśmy spotykali Jezusa we wszystkich zakamarkach naszej ślepoty.

Bp ZbK

Daj mi pić! (3. Ndz WlkP – 170319)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu jest tradycyjnie związana z pierwszym skrutynium katechumenów przygotowujących się do przyjęcia Chrztu podczas najbliżej Wigilii Paschalne. Czytamy wówczas ewangelią o Samarytance (J 4,5-42). Przesłanie tej ewangelii, szczególnie przyjmowane w kontekście skrutynium katechumenalnego, dotyczy pytania o sens i źródło życia i prowadzi do spotkania z Jezusem i uznania oraz wyznania, że On jest Prorokiem, Mesjaszem i że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.

Cała scena rozpoczyna się od prowokującego wyzwania czy raczej prośby, którą Jezus kieruje do Samarytanki: «Daj mi pić!»

Samarytanka odpowiada Jezusowi ze zdziwieniem:

«Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?»

Moglibyśmy przełożyć to na kolokwialne powiedzenie: Czego mnie się czepiasz, skoro wiesz, kim ty jesteś i kim ja jestem. Dlaczego mnie zagadujesz. Ty masz swój świat. Ja mam swój świat i każdy w tym swoim świcie próbuje sobie radzić, jak potrafi. Każdy też ma swoją religijność i oddaje Bogu cześć, jak potrafi.

I tak można by snuć to przedstawianie oddzielnych światów.

Jednak Jezus wie, że potrzebne jest zaczepienie tej niewiasty (jak Ewangelista potem powie wprost, że Jego uczniowie po powrocie z miasta dziwili się, że rozmawiał z kobietą).

A jednak było potrzebne to „zaczepienie” Samarytanki przez Jezusa. To spotkanie z Jezusem stało się okazją do odkrycia prawdy o jej życiu. On w świetle słów Jezusa zrozumiała, kim ona jest i poznała kim On jest.

Wezwanie, jakie Jezus skierował do samarytanki: Daj mi pić! Jest jednocześnie bowiem pytaniem, czy masz w sobie życie, czy masz w sobie źródło życia. Dalej, czy jesteś człowiekiem, który żyje z mocy Boga i jest na Jego obraz i podobieństwo. Czy jest dzieckiem Boga. Czy też odwrotnie jest kimś, kto ma wielu baalów, bożków i stale musi przychodzić do studni i czerpać, by zabezpieczać sobie życie.

Fakt, że przy okazji tego wezwania (prośby) Jezusa Samarytanka uświadomiła sobie, że to życie, które ma i które podtrzymuje nie jest pełnym życiem, dał jej okazję do poznania Tego, który jest Życiem i który daje życie.

Gdybyśmy mogli zapytać Samarytankę już po tym całym wydarzeniu, czy jest szczęśliwa, że Jezus ją zaczepił i postawią w trudnej sytuacji, jej odpowiedź nie mogłaby być inna, że właśnie to „zaczepienie” przez Jezusa dało totalną nowość jej życiu. Jej życie otrzymało nowe źródło, nowe tchnienie, nową moc. Wszystko to stało się niezależne od jej dotychczasowych zabiegów o życie, o wodę. Zostawiła nawet swój „zwyczajny” dzban, z którym „codziennie” chodziła, by czerpać wodę.

Pozwólmy zaczepiać się Jezusowi.

Nie oddalajmy i nie odrzucajmy Jego „czepiania” się naszego życia. Nawet jeśli czasem te Jego „zaczepki” są nam niewygodne i nie zawsze nam pasują

On wie, że nie mamy w sobie źródła życia. Ale pyta o to, byśmy zostali wyprowadzenie z fałszywych naszych przekonań i poznali Jego moc i łaskę.

Bp ZbK

W drugą Niedzielę Wielkiego Postu czytamy tradycyjnie Ewangelię o Przemienieniu Jezusa na wysokiej górze. Tak jest każdego roku w zmieniających się cyklach. Tradycyjnie przyjmuje się, że była to góra Tabor. Niektórzy jednak uważają, że było to na jednym ze zboczy góry Hermon. Niezależnie od tego, jaka to była góra, ważne jest to, że Jezus wziął wybranych uczniów w górę. Zaprowadził ich na górę? Uniósł ich w górę? Dał im doświadczenie bycia w górze ?

To było na osobności. Już przez sam fakt wybrania trzech uczniów i przez to zabranie ich ze sobą przez Jezusa stanowiło to więc pewne wyrwanie z normalnego i zwyczajnego biegu wydarzeń. Na dodatek to przemienienie. Zobaczyli Go jako całkowicie innego. Nadto z osobami, które mogą być uważane za najbardziej reprezentatywne w całej historii narodu wybranego: Mojżesz i Eliasz; a więc Prawo i Prorocy.

Wreszcie jakby ukoronowanie całego wydarzenia – głos z obłoku: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Apostołowie zlękli się. Nie pojmowali wydarzenia, chociaż je przeżyli jako wybrani przez Jezusa.

Jezus mówi do niech, aby się nie lękali – nawet jeśli to wszystko w danej chwili ich całkowicie przerastało i przerażało. Skoro to się wydarzyło, to wydarzyło się w określonym celu. Skoro tego nie rozumieją w tej chwili, to też dlatego, że rozumienie tego nie zależy od ich rozumu i inteligencji, ale będzie im dane w stosownym czasie. Tym samym też Jezus daje im do zrozumienia, że to, czego w tej chwili nie pojmują, ma wielkie znaczenie. Nie jest w ich kompetencjach. Nie będzie to owocem ludzkiego dociekania. Zostanie im objawione, kiedy oni przeżyją swoje przemienienie wobec tego, o spotka Jezusa, gdy zostanie wydany w ręce ludzi i ukrzyżowany.

Gdy nadejdzie ten czas, wtedy oni – uciekając przed tym wydarzeniem i opuszczając Jezusa – będą mieć sposobność poznania samych siebie. Wtedy im się objawi to, kim oni są i kim Jest Ten, który wcześniej przez chwilę przemienił się przed nimi na górze, który jednak nie stawił oporu, by wejść w całkowite poniżenie i śmierć krzyżową. Po Jego zmartwychwstaniu – po zmartwychwstaniu Syna Człowieczego dokona się ich przemiana. Będą mogli świadczyć o wydarzeniu Jego przemienienia na górze, o Jego poniżeniu i Jego zmartwychwstaniu. Będą też mogli świadczyć o swojej przemianie w myśleniu i działaniu

Bp ZbK

Następna strona »

css.php