Nie wiemy, czy bezpośrednio kierował się Piotr, gdy do Jezusa powiedział: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!»

Prawdą jest, że uczniowie w pierwszej chwili myśleli, że ten Jezus kroczący po wodzie to zjawa. Przelękli się. Na słowa Jezusa: «Odwagi. Nie bójcie się. To Ja jestem» zapewne uspokoili się. To jednak nie starczyło Piotrowi. Uczynił więc swoiste wyzwanie. Miało ono być też pewnym sprawdzianem. Jak się jednak okazało nie tylko sprawdzianem tożsamości Jezusa, ale bardzie wiary i tożsamości samego Piotra i uczniów.

Chodzenie Jezusa po wodzie to znak Jego wszechmocy nad żywiołem. Nad wszystkim. Ostatecznie także nad mocami śmierci. W słowach Piotra skierowanych do Jezusa chodzącego po wodzie możemy widzieć pewną chęć sprawdzenia, czy ten kroczący po wodzie to Jezus. Możemy jednak widzieć my dzisiaj także coś głębszego. Czy ten zjawiający się Jezus to wszechmocy Zbawiciel, który może dać moc kroczenia po śmiercionośnym żywiole. Jezus powiedział Piotrowi: «Przyjdź». Piotr doświadczył, że można kroczyć po tej wodzie, ale doświadczył też załamani i lęku. Zaczął tonąć. W tej sytuacji nie było już możliwości powrotu do łodzie, do „pierwotnego stanu” sprzed wyjścia z łodzi. Pozostały tylko dwie możliwości: zatonięcie, albo ratunek ze strony Tego, który jedynie miał taką moc. Piotr musiał niejako „zostawić” wszystkie swoje kalkulacje, swoje zdolności, moce i umiejętności. Pozostawał tylko to proste: «Panie, ratuj mnie!»

Gdyby Jezus pozwolił Piotrowi dojść do siebie bez doświadczenia tonięcia, Piotr mógłby uznać, że co prawda kroczył po wodzie dzięki Jezusowi, ale mógłby pojmować to jako poznanie cudownej mocy Jezusa, która ma na to pozwoliła. Nie poznałby tej „głębszej” czy większej prawdy, że to on potrzebuje doświadczenia tonięcia i niemocy. Dopiero z takiej pozycji stało się możliwe, by poznał Jezusa jako Zbawiciela.

Nie wystarczą nam wydarzenia i cuda, które miałyby chronić nas przed wydarzeniami negatywnymi, czy trudnymi. Nie wystarczy to, że czasem – dzięki mocy Boga – możemy w jakiejś mierze kroczyć „po powierzchni” przeciwności. Aby poznać głęboki i jedyny w swoim rodzaju związek z Chrystusem jako Zbawicielem potrzebujemy także momentów „zarywania się” naszej egzystencji. Prawda, że są to momenty trudne. Momenty, których zazwyczaj chcielibyśmy uniknąć. Są to jednak momenty konieczne i kiedy je właściwie przeżywamy, mamy okazję poznawać i uznawać Jezusa jako absolutnego Zbawcę. Prowadzi On nas nie tylko do tego, aby dawać nam doświadczenie zachowania tego życia, lecz jest dla nas i ratuje nas z naszych „utonięć”. Ratuje nas przez doświadczenie umierania. Jest to umieranie naszej koncepcji życia, nawet tego cudownego chodzenia po wodzie, by doświadczyć jedynego ratunku, który dokonuje się wtedy, gdy już nie mamy wiele do powiedzenia i możemy tylko wołać. «Panie, ratuj!»

Bp ZbK

Dlaczego Przemienienie Pańskie? (170806)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Historię zbawienia, którą Bóg prowadzi ze swoim ludem, tworzą różne momenty. Składają się na to momenty odkrycia, światła, ale także ciemności zwątpienia, momenty walk i zmagania oraz momenty pokoju, dobrobytu i przeżywania wszystkiego w poczucie sprawiedliwości. Cała historia zbawienia zmierzać jednak musiała do ostatecznej konfrontacji z tym wszystkim, co było i stale jest konsekwencją grzechu, a więc śmierci. Jest to ostatecznie zmaganie się na śmierć i życia, o to b być albo nie być.

Oczywistym jest to, że śmierć jest zjawiskiem i faktem negatywnym. Jest negacją życia. W to włącza się wszystko, co stanowi cierpienie, co jest doświadczeniem krzywdy i niesprawiedliwości itp. W to włącza się przede wszystkim nasze oszukanie co do samego życia. Patrząc po ludzku oczekiwalibyśmy zbawienia, które polega na ratowaniu tego naszego życia. Tak jest u nas wszystkich i każdego z nas osobno, jakkolwiek różnie to pojmujemy w szczegółach. Zapewne każdy z nas odnajduje się w tym inaczej i działa trochę inaczej. Niemniej wszyscy chcielibyśmy utrzymać to, co jakoś mamy, co jest nasze i z czym jesteśmy zaznajomieni, co stanowi dla nas pewną gwarancję egzystencji.

Tymczasem właśnie w tym tkwi nasz błąd. Takie myślenie i takie pojmowanie życia to nie jest prawdziwe życie. Właśnie w tym jesteśmy oszukani i nadal pod jakimś względem wystawieni na dalsze zwodzenie przez kusiciela, który nas trzyma w niewoli tego „własnego poznania dobra i zła”. Jak długo w tym tkwimy, doświadczamy, że mimo naszego wysiłku nie jesteśmy w stanie zbudować prawdziwego pokoju i szczęścia ani prawdziwej wspólnoty życia z bliźnimi. Świadczą o tym wszelkiego rodzaju spory i antagonizmy, rozbite małżeństwa, podejmowane procesy przeciwko drugiemu człowiekowi i wszelkiego rodzaju wojny. Świadczy o tym zamęt, jaki powstaje między ludźmi, którzy nie mogą się dogadać co do tego, co stanowi prawdziwe dobro dla człowieka a co jest złem. Widzimy wszelkiego rodzaju aberracje i nadużycia wolności. Wielu walczy o „demokrację”, ale każdy (każda grupa) pojmuje ją po swojemu. Nie liczy się prawda, lecz własny pogląd narzucany innymi i własny interes niejednokrotnie wbrew innym czy ze szkodą dla innych członków społeczności.

Jezus, jako Wcielone Słowo Boga, jako Ten, kto przyszedł objawić ludziom Boga jako Ojca czyli Tego, kto daje życie, nie mógł tego inaczej uczynić jak przez to, że przyzwolił na ta, by ludzki grzech i wynikająca stąd niesprawiedliwość spadły na Niego. Przyjął śmierć i to śmierć niesprawiedliwą na krzyżu. Tego nie da się w żaden sposób zakwalifikować w ludzkie pojęcia i kategorie. Śmierć dobrowolna Nieśmiertelnego ze względu na tych, którzy są śmiertelni, którzy tkwią w oszukaniu i niszczą siebie nawzajem.

Ze względu na to, co miało się z Nim stać na krzyżu, zanim to nastąpiło, dawał dowody swego miłości i dobroci względem wszystkich napotkanych. Wybranym zaś wskazywał na konieczność wypełnienia się proroctw, które mówiły, że trzeba przejść przez śmierć, by dojść do pełni nowego życia. Wspominana dzisiaj tajemnica Przemienienia wpisuje się w to przygotowanie uczniów do tego, że jedynie Jego droga, droga krzyża ku zmartwychwstaniu, jest prawdziwą drogą życia. Uczniowie co prawda tego nie zrozumieją, dopóki sami nie przeżyją swego rozproszenia wobec krzyża i w nawróceniu nie uznają, że właśnie tak jest i że warto słuchać Syna, w którym Bóg Ojciec ma upodobanie, a który wydaje samego siebie.

Liturgia oznajmia, że to Przemienienie stało się, aby uczniowie zostali przygotowani na przeżywanie tajemnicy krzyża i nie ulegli zgorszeniu z tego powodu, czyli nie zwątpili, że jedynie ta droga Syna Człowieczego jest prawdziwą drogą. Prawda, że się rozproszą. Ważniejszą jednak jest dla nas prawda, że się nawrócą i będą o tym rozpowiadali. Będą to ogłaszali całemu światu. Będą to czynili w miarę poznawania prawdy o Zmartwychwstałym, który nie tylko się przemienił na ich oczach, ale który przemienia ich życie. Przemienia nasze życie. Należymy do tej wspólnoty uczniów.

Bp ZbK

Słowo i pojęcie skarb jest człowiekowi bliskie zarówno w sensie naturalnym jak i przenośnym. Posiadamy mniejsze czy większe skarby – albo to, co takim uważamy. Niejednokrotnie określamy nasze wzajemne ludzkie relacje mówiąc do bliskiej osoby, że jest skarbem – przynajmniej dla nas. Często jest to tylko w konkretnej chwili ze konkretnych powodów. Tym słowem określamy także pewne cechy, dary czy umiejętności. Tak też możemy pojmować wszystkie dary mądrości, o które prosił i które otrzymał Salomon.

W Ewangelii Jezus mówi o skarbie ukrytym w roli; mówi o skarbie którym jest drogocenna perła, dla które, ktoś sprzedaje wszystko i ją nabywa; mówi o sieci zarzuconej w morze, która służy do wyławiania różnych ryb, które są następne przebierane stosownie do ich użyteczności – czy są dobre czy złe.

Możemy tak oto zebrać przesłanie tych przypowieści. Jest skarb obiektywny. Jest on w zasięgu ręki, czyli dostępny dla człowieka. Aby go posiąść i mieć, jednak nie wystarczy tylko wyciągać rękę. Nie jest on bowiem tak ukazany jako coś, co leży przed człowiekiem i człowiek może z niego korzystać do woli i według swego uznania bez zaangażowania się, bez uczynienia pewnych kroków i podjęcia decyzji.

Aby go uzyskać ukryty skarb, trzeba po znalezieniu go „ukryć i nabyć rolę”. Dominuje w tym założenie, żeby w międzyczasie nikt nie „wydobył” tego skarbu z tej roli; że w momencie nabycia roli, ten skarb nadal jest tam ukryty i jest tym samym skarbem. Tą rolą jest nasze życie, historia naszego życia.

Trzeba, jak w przypadku drogocennej perły, sprzedać wszystko, co się ma i niejako kosztem dotychczasowego swego posiadania nabyć ją. Jest to ryzykowne. W pewnym sensie jest to bardzo daleko idące ryzyko. Sprzedać wszystko i postawić na jedno. Trzeba mieć głębokie przekonanie (wiarę), że jest to dobra zamiana i dobry interes.

Wreszcie, jak w przypadku sieci zarzuconej w morze, trzeba się napracować i umieć podejmować decyzje w rozdzielaniu tego, co jest dobre, co służy i odrzuceniu tego, co jest złe.

Królestwo niebieskie jest skarbem, który jest w zasięgu naszego zdobywania. Żeby jednak mogło dochodzić do udziału w nim, trzeba zawierzenia komuś, kto wie jak nabywać rolę, aby skarb w niej był i stawał sią „naszym”. Żeby nikt nam nie odebrał tego, co jest ukrytym, ale realnym skarbem w naszym życiu. Trzeba ryzykować zostawiając wiele a czasem nawet wszystko. Trzeba wreszcie mieć mądrość, umiejętność rozeznania co jest naprawdę dobre a co złe; co służy a co szkodzi.

Tym, kto uczy nas rozumieć te przypowieści i przesłanie, jakie z nich wynika jest Jezus. On nabył rolę – historię ludzkości i historię każdego z nas. On zaryzykował wszystko. On swojej równości z Bogiem Ojcem nie uznał za „nieodzowny” skarb swego życia (zob. Flp 2,6), lecz zaangażował się w nabycie tego ludzkiego skarbu – człowieka. On uczy nas rozróżniać, co jest dobre a co złe; co służy, a co przeszkadza, by każdy z nas mógł odkrywać skarb w swoim życiu. By każdy z nas stawał się skarbem. By był dobrem, które służy innym – tak jak dobre ryby służą ludziom na pokarm. On sam jest naszym Pokarmem.

Pozdrawiam

Bp ZbK

W 16 Niedzielę roku A słyszymy kolejne przypowieści Jezusa. Są to nadal przypowieści wzięte z życia rolniczego. Przypowieści o ziarnie i o siewcy. Najpierw jest to przypowieść o dobrym zasiewie. W ten dobry zasiew włączył się jednak ktoś ze złym nasieniem. Roztropny i dalekomyślny czy dalekowzroczny gospodarz pozwala jednak obojgu róść aż do żniwa. Jest to obraz świata.

Z Bożego zasiewu wszystko jest dobre. Bóg stworzył wszystko dobrym. Stworzył człowieka dobrym i dla dobra. Przez zawiść diabła weszło zło. To złe nasienie to skutek podstępu szatana, któremu udało się zwieźć człowieka. Wpoić mu sposób pojmowania życia niezależny od Boga. To bowiem wyrażało sięgnięcie po owoc poznania dobra i zła (zob. Rdz 3). Było to złudne postawienie człowieka w centrum wszystkiego. Było to owo złe nasienie, które nie może przynieść dobrego owocu.

Historia ludzkości jest naznaczona tą koegzystencją dobra i zła. Dobrego zasiewu i fałszywego. Tak żyjemy i wzrastamy wszyscy aż do czasu żniwa. Każdy z nas w swoim życiu ma okazję dostrzegać owoce jednego i drugiego. Póki jesteśmy na tym świecie możemy opowiadać sią za jednym lub drugim. Każdy jednak musi czynić to sam za siebie. Tego nie może zrobić ktoś inny. Może pomagać, ale nie może zastąpić w działaniu. Gospodarz nie pozwolił, aby jego słudzy zrobili porządek. Mają koegzystować jedno obok drugiego. Jest to wielkie wyzwanie

Nawiązując do drugiej przypowieści, czyli tej o maleńkim ziarnku gorczycy, możemy powiedzieć, że ten dobry zasiew może być mały i może nawet niepozorny, ale prawdziwy. Sam fakt tego dobrego nasienia i jego wewnętrzna moc, która naturalnie ma odniesienie do Boga Stwórcy, gwarantuje plony. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion.

Kilka tygodni temu mieliśmy okazję (wspólnota Seminarium) być na pielgrzymce w Ziemi Świętej. W Betanii podziwialiśmy krzew, a właściwie drzewo tamtejszej gorczycy i jego nasion. Był to właśnie czas dojrzewania tej rośliny. Nasiona zgromadzone w małym, woreczku wielkości niewiele większej znanego u nas ziarnka pieprzu (przed zmieleniem), a więc średnicy około 2-3 mm. A w tym woreczku wiele ziarenek. Kiedy ten woreczek zostaje starty na dłoni, poszczególne ziarenka wyglądają jak małe pyłki. Po prostu odrobiny. Z tego pyłku wyrasta krzew, drzewo o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii. .

Taka jest moc sianego Słowa. Trzeba je siać. Trzeba to robić niezależnie od okoliczności. Niezależnie też od świadomości, że jest „nieprzyjaciel” który wsiewa w ludzkie serca swoje złe nasienie.

W tych dniach w tym sianiu biorą szczególny udział ci, którzy podjęli wędrowanie w ramach doświadczenia Drogi Neokatechumenalnej. Po konwiwencji w Puławach zostali rozesłani w różne strony Polski i pobliskich sąsiednich krajów. Do naszej Diecezji też przybyło kilkunastu wędrujących po dwóch i głoszących Dobrą Nowinę. Pozdrawiam ich i wyrażam radość z ich obecności na terenie naszej Diecezji. Zapewniam o mojej modlitwie i błogosławię.

Pozdrawiam  Was pozdrawiam serdecznie i ucieszę się, jeśli dotrzecie także do mnie.

Bp ZbK

Poznanie tajemnicy (15. Ndz A – 170716)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jezus na pytanie uczniów: Dlaczego przemawia do ludu w przypowieściach, odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Następnie wypowiedział słowa, które mogą wydawać się wielką niesprawiedliwością: Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma.

Odwołując się zaś do proroka Izajasza stwierdzi, że spełnia się to proroctwo, gdyż ludzie patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją.

Co to znaczy? Do czego to zmierza?

Jest to znak, że tajemnic królestwa niebieskiego, czyli życia we wspólnocie z Jezusem według Woli Ojca oraz w świetle i mocy Ducha Świętego, nie można do końca wyjaśnić słowami. Są one, a właściwie – lepiej powiedziawszy – stają się on udziałem, tych, którzy pójdą za Jezusem i wejdą na Jego drogę. Którzy odkryją Jezusa jako Drogę. Tym samym wejdą w tajemnicę. Będzie to Jego tajemnica, która się urzeczywistni wtedy, gdy Jezus zgodzi się na to, aby zostać pozbawionym wszystkiego. Zostanie odrzucony, wzgardzony, ukrzyżowany i trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Tajemnica Zmartwychwstania jest jednak zakryta przed każdym tak długo, dopóki nie zgodzi się na to, co ją poprzedza, czyli na jakieś doświadczenie męki, odrzucenia, cierpienia a także umierania. Tę tajemnicę Jezus stopniowo przybliża swoim uczniom. Oni nie wszystko rozumieją, ale Go poznają, jako Tego, który zna Tajemnicę i dlatego o niej mówi. Widzą Jego konsekwentne kroczenie ku tej Tajemnicy. Oni co prawda tego do końca nie rozumieją, ale chcą iść za Nim. Ostatecznie poznają siebie wobec tej Jego Tajemnicy – tajemnicy Jego królestwa wtedy, gdy wobec Jego krzyża się rozproszą. To da im właściwy punkt wyjścia do tego, by w nawróceniu przylgnąć do Niego. Ich postawa będzie wtedy nacechowana pokorą i otwartością na tajemnicę, która rozbłyśnie w dniu Zmartwychwstania i Zesłania Ducha Świętego. Wtedy dopiero okaże się, że ziarno padło i nadal pada na glebę żyzną.

Jesteśmy zaproszeni do tego, aby przechodzić od słuchania przypowieści do przyjmowania tajemnicy. Oznacza to stałą gotowość życia w otwartości na Słowo Jezusa, nawet jeśli ono czasem pada na skaliste czy przy drodze lub między ciernie. Oznacza to, właściwe postrzeganie naszych sytuacji. Szczególnie tych, w których wychodzi na jaw prawda, że coś się nie sprawdza zgodnie z nauką Jezusa. Bóg przez Jezusa stale daje nam to ziarno słowa. Znamienne, że w przypowieści Jezusa na cztery sytuacje, tylko jedna, ostatnia okazała się płodna i owocna. Nie poddawajmy się więc zniechęceniu, lecz doceniajmy dar i wezwania do życia w nawracaniu się.

Bp ZbK

Na początku stworzenia Bóg tchnął w nozdrza Adama ducha życia i stał się człowiek istotą żyjącą (Rdz 2,7). Człowiek został więc powołana do tego, aby żyć tym duchem życia pochodzącym od Boga. Wyrazem tego związku z Bogiem, Dawcą życia było zachowanie ograniczenia wyrażonego w zakazie korzystania z owocu drzewa poznania dobra i zła. Był to jedyny wyraz a właściwie gwarancja łączności człowieka jako rozumnego stworzenia z Bogiem. To był wyraz poddania się Bogu i pozostawania w kręgu Bożej życiodajności.

Człowiek przekroczył ten zakaz. Sięgnąwszy po owoc z drzewa poznania dobra i zła wyraził to, że chce żyć niezależnie od Boga. Wyraził to, że chce być tym, kto sam stanowi o tym, co jest dobre a co jest złe dla niego. Zdawałoby się, że jest to swoista autopromocja człowieka. Zdawało się, że człowiek sobie sam poradzi.

Tymczasem otworzyły mu się oczy i poznał, że jest nagi. To znaczy, że jest pozbawiony właściwej mocy życia. Okazało się, że jest śmiertelny i że spełni się to ostrzeżenie dane przez Boga: Jeżeli spożyjesz z tego drzewa, czyli jeżeli będziesz chciał żyć po swojemu niezależnie od Boga Stwórcy, niechybnie umrzesz (zob. Rdz 2,17). I tak się stało. I tak jest. Już nie wystarcza człowiekowi do życia ten „początkowy duch życia, to znaczy tego – jak moglibyśmy powiedzieć – naturalnego życia. Trzeba innego ducha. Trzeba nowego daru. Trzeba daru nowego życia.

Ten „nowy duch” nie może być już duchem działającym na płaszczyźnie zachowania tego śmiertelnego życia. On musi podjąć sytuację człowieka śmiertelnego. On musi dotrzeć do człowieka tam, gdzie człowiek doświadcza kresu czy impasu swego „oszukanego” czy „pomylonego” życia. śmierci. Konieczne jest więc, aby ten „nowy duch” spotkał człowieka w jego śmiertelności, w jego śmierci, w jego kryzysie. W jego ograniczoności i właśnie tam i wtedy obdarzył go nowym życiem. .

Czym więc jest i jak działa ten „nowy duch”? Jest to Duch Jezusa Chrystusa. Jest to Duch, który objawia się w Jezusie Chrystusie. Jest to Duch Ojca, który daje życie tam, gdzie człowiek śmiertelny (skutek grzechu) doświadcza śmierci. Jest to Duch Boga Ojca, który wskrzesza z martwych. To On daje nową perspektywę życia, która ukazuje moc przechodzenia prze śmierć. Nie tylko tę, która jest ostatnim momentem życia na ziemi, ale także wszystkie inne rodzaje śmierci i umierania. To znaczy przeżywania własnej śmiertelności i ograniczoności.

Dzięki temu Duchowi, Duchowi Boga, Duchowi Jezusa Chrystusa, Duchowi Świętemu mamy inne, niż tylko „zachowawcze”, podejście do wszystkiego, co w naszym życiu się dzieje. Jako wierzący, uczniowie Jezusa Chrystusa dajmy się prowadzić temu Duchowi.

Bp ZbK

Wydarzenia, jakie rozegrały się pod Synajem podczas wędrówki Izraelitów z ziemi egipskiej, domu niewoli do ziemi obiecanej, rzutują na całe życie narodu wybranego. To wtedy powstają podwalin pod świadomość nowej tożsamości narodu, który wybrał sobie Pan. Dokonało się to w szczególnych okolicznościach . Widzieli wielkie dzieła Pana. Było to ich doświadczeniem. Fragment dzisiejszego czytania z księgi Wyjścia ujmuje to w pięknym obrazie wyrażonym w słowach samego Boga: „niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”.

Izraelici byli jednak nadal stale wystawieni na wszelkie próby i daleka była jeszcze przed nimi wędrówka. Wtedy to Pan Bóg zawiera z nimi przymierze. Jest to Jego inicjatywa. Wybiera ten naród, by był szczególną Jego własnością pośród wszystkich narodów. Chociaż jest to inicjatyw i – jakby można to powiedzieć – podanie tym wybranym programu życia innego niż dotychczasowe, dzieje się to jednak nie tylko ze względu na nich, lecz ze względu na całą ludzkość i w ogóle ze względu na całe stworzenie.

Tak wynika z dalszego sprecyzowania tego Bożego zamysłu: „Do Mnie bowiem należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym”. Stąd jasno wynika, że ten szczególny wybór i to szczególne powołanie nie są tylko dla niech, lecz są nieodzownie złączone z misją wobec wszystkich i wszystkiego, co istnieje. Królestwo kapłanów i lud święty, które są szczególną własnością Pana, są w świecie i w całej historii po to, aby wszyscy inni mogli poznawać obecność i działanie Boga. Co więcej: aby wszyscy mogli poznawać i doświadczać Jego łaski i zamysłu przygarniania każdego człowieka. Jest to wyłączna własność Boga, która staje się Jego wyłącznym narzędziem, znakiem i – jak to ujmie Sobór Watykański II – sakramentem jedności i narzędziem zbawienia przemawiającym i działającym wobec wszystkich.

Stale pozostaje pytanie, na które każdy z nas musi szukać osobistej odpowiedzi, czy jako należący do ludu wybranego – myślę przede wszystkim o Kościele – jestem skoncentrowany przede wszystkim na sobie, na swoim szczęściu i na swoim zbawieniu, czy też tak należę do Pana, że pozwalam Mu się używać do wszystkiego, by się okazywało, że Jemu zależy na wszystkich, że On jest Panem wszystkiego, że Jego Ewangelia jest dla oświecania i uzdrawiania życia każdego człowieka

Od odpowiedzi na to pytanie zależy mój udział w misji Kościoła – to potwierdza lub zaprzecza temu, czy jestem szczególną własnością Tego, który wszystko „zaplanował” i wszystko suwerennie prowadzi.

Bp ZbK

 

Dziś Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Święto Kościoła. Wprowadzenie wierzących w Chrystusa w Jego Tajemnicę. W tajemnicę przeżywania mocy i pojmowania Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana.

Jezus w ostatnich godzinach swego życia przed Męką tak oto zapewnia uczniów:

Pocieszyciel, Duch Święty,
którego Ojciec pośle w moim imieniu,
On was wszystkiego nauczy
i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem
(J 14,26).

W tych słowach Jezus zawarł zapowiedź daru, który miał spełniać ową misję zachowania więzi między uczniami i Jezusem oraz podtrzymywania pamięci o Jego dziele.

Co wówczas miał oznaczać ten dar dla Apostołów? Co oznaczał przez wieki historii Kościoła?

Co ten Dar Ducha Świętego, który ma przypominać i uczyć spraw Jezusa, oznacza dla nas dzisiaj, w XXI wieku? Co oznacza, czego nas uczy i o czym nam przypomina w czasie, gdy nasza pamięć i nasza zdolność pojmowania jest tak bardzo zajęta kreowanym przez nas postępem i promocją człowieka, co często wiąże się z wykluczaniem Boga z ludzkiego życia.

Co oznacza ten dar dla nas, ludzi epoki osiągnięć i zdobyczy, którym niejednokrotnie i pod wieloma względami wydaje się, że są samowystarczalni, wolni i od nikogo niezależni? Takimi zazwyczaj chcemy być, bo najchętniej tak sobie wyobrażamy ludzkie szczęście. Czynimy to tak dalece, że sami stajemy się niewolnikami tej nakreślonej przez nas wizji szczęścia.

Wielu ludzi, pociągniętych taką wizją szczęścia i będących – jakby się zdawało – u szczytu swoich osiągnięć, nierzadko się załamuje, kiedy spotykają ich przeciwności. Dzieje się tak dlatego, że w swoim myśleniu / mentalności tak są przepełnieni sobą, że nie są w stanie przyjąć daru, który zmieniłby ich sposób myślenia i działania, ich sposób życia.

Jako uczniowie Jezusa każdego dnia i w każdej sytuacji stajemy przed wyborem: czy wracać do mentalności świata i bronić się narzędziami i sposobami, jakie stosuje świat; bronić się przed logiką krzyża, jak to świat (czasem także religijny) podpowiada, czy też oprzeć się właśnie na tym Paraklecie, który przychodzi z pomocą, aby uczyć uczniów Jezusa (tych, którzy przyjęli chrzest) przyjmowania krzyża w imię Jezusa, by mogli doświadczać mocy zmartwychwstania.

Każdy z nas wierzących winien sobie stawiać pytania i szukać na nie właściwej odpowiedzi. Oto przykładowe pytania:

Jakiej pomocy oczekuję? Skąd jej oczekuję?

Co ma się we mnie dokonywać, gdy przyjmuję pomoc ze strony Parakleta, którego daje Ojciec na prośbę Jezusa, by Jego zbawcze dzieło nadal dokonywało się w świecie, by dokonywało się także we mnie? Jak będą się kształtowały relacje z moimi bliźnimi, jeśli pozwolę prowadzić się przez Ducha Świętego?

Otwieramy się na działanie Ducha Świętego Parakleta, by trwać przy Jezusie, Synu Bożym, Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym i odnajdywać siebie w zamyśle Boga Ojca i odnajdywać siebie w jedności z bliźnimi. Odnajdywać siebie jako Kościół, jako Ciało Chrystusa, w którym trwa i dokonuje się nadal Tajemnica Umierania i Zmartwychwstania.

Bp ZbK

 

Dzisiejsza Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego otwiera przed nami zupełnie nową perspektywę. Rzuca światło nieba na nasze ziemskie życie. W tym wszystkim nie chodzi tylko czy nawet nie tyle o to, by zmieniały sią okoliczności naszego życia, lecz byśmy my będąc w tych warunkach, w jakich jesteśmy, otrzymywali nowe świtało i nową moc dla naszego życia. Najpierw tak długo, jak to będzie nam dane tutaj na ziemi, a potem w tych okolicznościach, jakie Bóg przewidział i ustanowił.

Jezus, po swoim Zmartwychwstaniu a przed Wniebowstąpieniem, polecił Apostołom nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Zapowiedział, że zostaną ochrzczeni Duchem Świętym.

Oni jednak tego jeszcze nie rozumieli. Nie rozumieli tego, czym jest Obietnica. Mieli swoje oczekiwania i swoje wizje życia. Dlatego też pytali: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?

Tak my wszyscy patrzymy na nasze życie i tworzymy nasze projekty i oczekiwania z naszego punktu widzenia i według naszego poznania dobra i zła. Tym samym sięgamy do tego, co stanowi istotę grzechu (zob. Rdz 2,16n3). Jest nam trudno oczekiwać w sposób czysty, możemy powiedzieć: w sposób „niepokalany” spełnienia się obietnicy. Ma mamy swoje oczekiwania. Tylko Maryja, Dziewica z Nazaretu mogła to uczynić w sposób doskonały, niepokalany.

Taka nasza postawa nie burzy jednak planu Boga, który dał obietnicę i prowadzi z każdym z nas swoją historię tak, by w tych naszych skalanych oczekiwaniach i pomyłkowych (grzesznych) działaniach dokonywać swojego dzieła naszej przemiany, czyli naszego nawracania się i przylegania do Bożego poznania.

Obietnica, jaką potwierdza i realizuje Jezus, to nie „odbudowanie królestwa” według naszych oczekiwać i naszego sposobu działania, lecz wprowadzanie nasz w sposób widzenia Boga Ojca. Tego może dokonać w nas, w każdym człowieku tylko Duch Święty, którego Ojciec daje przez syna. Ten Duch wyprowadza nas z naszej skażonej grzechem ziemskiej (tylko ludzkiej) „mądrości” (przebiegłości i troski o siebie), a czyni nas świadkami Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

To jest spełniania się obietnicy Boga ojca w naszym ludzkim, śmiertelnym życiu. Uczymy się tego, by mieć coraz to mniej ludzkich oczekiwań i projekcji życiowych, a przyjmujemy działanie Boga i stajemy się Jego świadkami.

Niechaj w każdym z nas dokonuje się coraz więcej odchodzenia od własnego „poznania dobra i zła” a spełnia się jak najwięcej z Mądrości i Mocy Ducha Świętego – stosownie do Obietnicy.

Bp ZbK

 

Paraklet (6. Ndz Wlkn 170521)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Zbliżamy się do Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. W Ewangelii czytanej dzisiaj (J 14,15-21) Jezus mówi o tym, co stanie się po Jego odejściu z tej ziemi, czyli po Jego Wniebowstąpieniu. Jego odejście nie będzie zerwaniem z tym wszystkim czego On dokonał. Będzie natomiast okazją do tego, aby dzieło Boga Ojca dokonane w Jego Synu, Jezusie Chrystusie było prowadzone jako objawienie się pełni Trójcy Przenajświętszej. To zostanie wyrażone w Zesłaniu Ducha Świętego na Kościół. Ta pełnia objawienia będzie urzeczywistnianiem w świecie zamysłu Boga. Będzie darem, dzięki któremu ludzie wierzący w Jezusa, jako Syna Boga Ojca, będą poznawać Boga jako Ojca dzięki mocy i światłu Ducha Świętego. Znamienne są słowa Jezusa zapisane we fragmencie ewangelii,  który dziś czytamy :

Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie.

Kim więc jest ten Paraklet, Duch Prawdy? Jest to Duch, który niejako wchodzi w miejsce odchodzącego Jezusa i ma swoiste „zadanie” doprowadzić dzieło odkupienia dokonane w Jezusie Chrystusie do końca, do pełni. Jest to Duch, którego świat przyjąć nie może, a którego znają uczniowie Jezusa i są z Nim w bliskiej relacji. On przebywa w nich.

Samo słowo „Paraklet” w swoim pierwotnym znaczeniu wskazuje na kogoś, kto jest przyzwany do pomocy, kto wstawia się i jako „adwokat” (czyli kto do tego powołany) bierze w obronę kogoś, kto tej pomocy potrzebuje.

W jaki sposób obiecany Duch Święty ma spełniać tę swoją misję? Dlaczego świat Go nie zna i nie może przyjąć?

To, co teraz tutaj powiem, jest zapewne ujęciem jednostronnym, ale bardzo istotnym. Misją Parakleta jest bronić uczniów Jezusa, wierzących w Jezusa, aby nie ulegali mentalności świata. Nie dali się wciągnąć w mentalność świata, za którą stoi „książę / władca tego świata” (J 12,31; 14,30; 16, 11; por. Ap 11,9-14). Konsekwentnie więc świat ma taką mentalność, która nie jest kompatybilna z mentalnością Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Jezusa posłusznego Ojcu dla dokonania przez krzyż dzieła wyrywania człowieka z mentalności świata.

Przed nami, jako uczniami Jezusa stoi każdego dnia i w każdej sytuacji wybór. Czy wracać do mentalności świata i bronić się narzędziami i sposobami, jakie stosuje świat? Krótko mówiąc bronić się przed logiką krzyża, jak to świat (czasem także religijny) podpowiada, czy też oprzeć się na tym Paraklecie, który przychodzi z pomocą w tym celu, aby uczyć uczniów Jezusa (ochrzczonych) przyjmowania krzyża w imię Jezusa.

Jakiej pomocy oczekuję? Skąd oczekuję pomocy? Co ma się we mnie dokonywać, jeśli przyjmuję pomoc ze strony Parakleta, którego daje Ojciec na prośbę Jezusa, by Jego zbawcze dzieło nadal dokonywało się w świecie? By dokonywało się także we mnie?

Bp ZbK

Następna strona »

css.php