Jerozolima tronem Pana (180728)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W czytaniach liturgicznych piątku 16 tygodnia jest nam podany fragment z proroctwa Jeremiasza. W tym fragmencie czytamy: Jerozolima będzie nazwane tronem Pana.

Obietnica – nowość

Ta obietnica jest związana z powrotem albo lepiej i właściwiej z nawróceniem. Zarysowana jest wizja powrotu — nawrócenie niektórych spośród ludu, którzy poddadzą się prowadzeniu przez pasterzy według serca Pana. Doznają oni rozmnożenia i rozrostu.

Tym, co będzie cechowało ten nowy lud, będzie doświadczenie nowości w przeżywaniu swojej relacji z Bogiem. Już nie będzie wyrażało tego sformułowanie:  „Arka Przymierza Pana” i nie będą też odwoływać się do niej – chociaż to była jedna z najświętszych „rzeczy” w świątynnym Debir czyli w Świętym Świętych i ona dotychczas (do czasu wygnania) stanowiła znak wierności Boga wobec jego ludu.

Teraz zostaje zapowiedziany inny znak i inna rzeczywistość: „Jerozolima będzie tronem Pana”. Wydaje się na pierwszy rzut oka takie jakby oczywiste. Jerozolima jest centrum historii zbawienia. Łatwo myśli się w kategoriach panowania politycznego, społecznego. Na podobieństwo wszystkich innych stolic i tronów.

Jeremiaszowe stwierdzenie otrzymuje jednak jeszcze głębszy sens, gdy spojrzymy na nie w kluczu wydarzenia zbawczego Jezusa Chrystusa. Fakt bycia tronem Boga przez to wybrane miasto urzeczywistnił się wtedy, gdy stanie się – jak to formułuje Autor Apokalipsy – to, że w tym wielkim mieście ukrzyżowano Pana tych, którzy zostali pobici, ale którzy po trzech dniach otrzymają ducha życia (zob. Ap 11,8-12 w kontekście całego „drugiego biada”).

Jak to możemy odnosić dzisiaj do nas?

Gdy patrzymy na organizację naszego życia społecznego a w szczególności patrzymy na zabiegi jakie dokonują się w kluczu politycznym widzimy, jak wiele chce się uporządkować stosując wszelkiego rodzaju schematy, który poszczególne grupy traktują jako niemal uświęcone. Za nimi stoi określona ideologia. Można to zestawić i porównać z odwoływaniem się biblijnego Izraela do Arki Przymierza, do Świątyni Pańskiej. To funkcjonuje zawsze do pewnych granic i w pewnym wymiarze.

Podobnie jest w innych dziedzinach życia. W szczególności to ujawnia się w życiu małżeńskim i rodzinnym – czyli w tej najbardziej podstawowej komórce życia społecznego. Odwołujemy się do różnych wartości, tradycji a także swobód i i wywalczonych przestrzeni według własnego planu i zamiaru. Tego rodzaju ludzkie działania (oparte tylko czy przede wszystkim na ludzkich przesłankach) dochodzą zazwyczaj do pewnego kresu, którego nie są w stanie pokonać.  Nierzadko też przewidziane i organizowane „zbawcze” plany czy wprost wizja (propozycje) szczęścia własnego, rodziny czy jakiejkolwiek społeczności okazują się nie tylko niewystarczające, ale czasem wprost stają się pułapką. Ulegają zaburzeniu czy zniszczeniu raniąc przy tym swoich pomysłodawców czy „budowniczych”.

Czego więc brakuje?

Najkrócej mówiąc odkrywania roli, jaką odgrywa czy powinien odgrywać „tron Pana w Jerozolimie”. Naturalnie chodzi o „Nową Jerozolimę” – miasto pokoju, który daje Chrystus.

Ten tron to nie ludzka stabilizacja i osiągnięcie jakiegoś spokoju przez równowagę sią czy podporządkowania innych. Ten tron, to przyjmowanie przeciwności, niesprawiedliwości, zranień i krzywd i okazywanie przebaczenia. Otrzymywanie i dawanie ducha życia z tego tronu, jakim jest krzyż Jezusa Chrystusa.

Jesteśmy narodem, w którym przeważająca większość jest ochrzczona. Jednocześnie widać w bardzo wielu dziedzinach naszego życia społecznego, politycznego, zawodowego i rodzinnego, jak brakuje nam wystarczającej świadomości i woli zbliżania się do tego tronu łaski. Zabiegamy o wiele zachowań religijnych, natomiast nie zawsze troszczymy się o ten specyficzny wymiar naszego życia, jaki wypływa z Chrztu. Potrzebujemy wszyscy nawracania się – to znaczy odkrywania i akceptowania tego, co jest owocem chrztu i co daje moc życia w jedności i pokoju, który jest darem. Jest Nową Jerozolimą, gdzie jest jedyny tron Pana, tron łaski i przebaczenia.

Bp ZbK

Wtorek III Tyg Wlknoc (180417)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Czytamy dzisiaj w liturgii fragment Dziejów Apostolskich. Przedstawia męczeństwo diakona św. Szczepana. WE sposób dobitny przedstawił przełożonym ludu historię zbawienia przygotowaną w wydarzeniach Starego Testamentu i spełnioną w Jezusie Chrystusie. Nie mogli się oprzeć wymowie jego świadectwa.

A Szczepan, pełen Ducha Świętego, patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa,
stojącego po prawicy Boga. I rzekł: «Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga».

A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem.
Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem.
Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!»

A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie licz im tego grzechu!» Po tych słowach skonał.

Szaweł zaś zgadzał się na zabicie Szczepana

 

Kroplą, która przeważyła było zapewne obwieszczenie, jakie wypowiedział, że widzi uwielbionego Syna Człowieczego, Jezusa Chrystusa stojącego po prawicy Boga. Było to właściwie obwieszczenie Ewangelii: Dobrej Nowiny, że ten Jezus, którego ukrzyżowali, jest Bogiem, który zbawia. Jest Synem Bożym, który wypełnił wszystkie obietnice. Oznaczało to, że mieli szansę, ale także swoisty „obowiązek” – jako wyznawcy Boga obietnic – uznać Jezusa jako Pana i Boga, w którym obietnice się spełniły. Oznaczałoby to zmianę perspektywy ich życia. To jednak nie wchodziło w grę.

A więc niesamowita reakcji z ich strony. Krzyk i zatkanie uszu. Atak na świadka i podjęcie kroków, by go zlikwidować. Kamienowanie poza miastem.

Gdy brak właściwych argumentów, pozostaje krzyk, zatkanie uszu, agresja i przemoc. Zlikwidowanie tego, co przeciwne, nawet jeśli to jest obwieszczenie, które może być obwieszczeniem Dobrej Nowiny ukazującej spełnienie tego, czego oczekiwano. Czego sami oczekiwali, ale oczekiwali na swój sposób. W ten sposób sprzeniewierzyli się temu, co było zapowiedziane. Zaparli się tego, do czego zostali powołani jako lud mający być świadkiem wierności Boga, który spełnia obietnice.

Obyśmy nie zatykali sobie uszu na objawianie się obietnic Bożych. Obyśmy nie przekrzykiwali głosu świadków Boga.

Bp ZbK

W dniu Pięćdziesiątnicy Piotr mówił do Żydów:

«Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością,
że tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem».

Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» – zapytali Piotra i pozostałych apostołów.
«Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie w darze Ducha Świętego.
Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła».

Tak jak wówczas Piotr wołał do zgromadzonego w Jerozolimie „domu Izraela”, tak też potrzebne jest dzisiaj wołanie w Kościele i do Kościoła. Zgromadzony wówczas w Jerozolimie „dom Izraela” to także Żydzi i prozelici oraz również „bojący się Boga”. To zgromadzenie pochodzące z diaspory, z rozproszenia. Przyszli na święta „tradycyjnej” Paschy i Świąt Pięćdziesiątnicy, kiedy świętowano nadanie Izraelowi Prawa, które konstytuowało go ludem Bożym. Ale oto stało się coś nowego. Coś, co zaskoczyło. Coś. co wykraczało poza ramy dotychczasowego świętowania. Coś, co wypełniało nowym duchem, co spełniało obietnice.

Podobnie dzisiaj i zresztą w każdym pokoleniu. Trzeba, abyśmy obchodzili, świętowali, celebrowali wszystko to, co jest owocem „tradycji” a jednocześnie było otwarci na stałą nowość. Dzisiaj, i każdego dnia potrzebne jest wołanie „Niech cały Kościół – także ci którzy żyją w rozproszeniu duchowym, a czasem w zamęcie i błądzeniu moralnym—niech wie z całą pewnością, że tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście (i w pewnym sensie stale krzyżujemy), Bóg uczynił Panem i Mesjaszem.

Tylko uznanie tej prawdy i szczere nawrócenie może nas prawdziwie (w prawdzie) i rzeczywiście (skutecznie) jednoczyć. Tylko uznanie tej prawdy i poddanie się mocy tej tajemnic y przez każdego z nas tworzy Kościół, Ciało Chrystusa. Co się stało wówczas? Tego dnia przyłączyło się około trzech tysięcy … Jak jest dzisiaj … ?

Jak ja przeżywam tę prawdę w moim „rozproszeniu” duchowym i moich zwątpieniach?

Potrzebujemy przeżywania tej prawdy każdego dnia. Wszyscy. Zarówno ci, którzy są w Kościele trzymając się jego nauczania jak i ci, którzy aktualnie są w jakimś rozproszeniu i zagubieniu.

Bp ZbK

Czas milczenia i niemocy – Grób (180331)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Wielka Sobota to czas milczenia, w którym Kościół przeżywa nieobecność i niedziałanie swego Pana. Jest to zatem czas bardzo szczególny, bo naturą Boga jest właśnie obecność i działanie. Wyraża to między innymi Jego imię, którym przedstawił się Mojżeszowi na pustyni: jestem, który jestem. Pamiętamy to wydarzenie, gdy Mojżesz zauważył krzew, który płonął, ale się nie spalał (zob. Wj 3,1nn).

Mojżesz wcześniej doświadczył już swojej kruchości, bo chcąc ratować swoich rodaków przed Egipcjanami, zrobił to na własną rękę. Myślał, że może to uczynić swoją mocą, to znaczy przemocą; zabił Egipcjanina i musiał uciec, aby ochronić własne życie. Nosił więc w sobie doświadczenie niepowodzenia, nieudanego działania. I teraz na pustkowiu, gdzie pasł owce swego teścia, objawił mu się w ogniu Bóg i powiedział: jestem, który jestem. W tym imieniu Boga nie chodzi tylko o samą obecność, ale o bycie po to, żeby działać, żeby sprawiać istnienie. Można interpretować to imię objawiającego się człowiekowi Boga jako: ja jestem, abyś także ty był, abyś ty żył. Bóg mówi to do człowieka, któremu się w życiu nie udało, że On jest dla niego. Komunikuje to obrazem krzewu, który płonie, ale się nie spala.

To, co wyraża imię Boga, najpełniej realizuje się wtedy, gdy człowiek uznaje swoją niemoc, bezsilność, brak swej władzy nad życiem, gdy doświadcza zamknięcia w grobie. Wielka Sobota pokazuje nam, jak dalece sam Bóg w Jezusie Chrystusie zaakceptował bezsilność. Objawia nam tego Boga, który w Jezusie Chrystusie działał: okazywał władzę nad złymi duchami i dokonywał cudów, ale który został powieszony na krzyżu i złożony do grobu i którego miało nie być. W swoim ukrzyżowanym Synu Bóg niejako został pozbawiony mocy, Jego moc została jakby zawieszona. Straże i pieczęcie miały gwarantować, że grób jest znakiem końca, że Bóg przegrał.

W takim kontekście możemy sobie uświadomić naszą niemoc. Kościół wyraża to doświadczenie w ten sposób, że tego dnia nie sprawuje Eucharystii. W Liturgii godzin natomiast podkreśla, że to jest czas milczenia, czas doświadczenia tego, że nie ma mocy. I dopiero na tle tej niemocy, tego tracenia, tej akceptacji przekreślenia w oczach ludzkich i złożenia do grobu objawi się nowe działanie Boga.

Jego nowość polega na tym, że nie jest to działanie w obronie siebie, ale propozycja nowego życia – opartego na innej mocy, na mocy Boga. Jest to działanie, które zostało doświadczone przez krzyż, przez odrzucenie, przez śmierć, aby w umieraniu komunikować życie, które już nie zna niszczącej mocy śmierci, bo przeszło przez nią zwycięsko i dalej tak przez nią przechodzi. To działanie Boga wobec grobu Jezusa – i naszego grobu – stwarza życie w tym, kto akceptuje logikę Boga objawioną w Jezusie Chrystusie.

Żeby dobrze przeżyć liturgię paschalną, trzeba najpierw uznać naszą niemoc i wejść w doświadczenia krzyża i grobu. Trzeba świadomości tego, że mimo moich najlepszych chęci okazuje się, że jest wiele rzeczy w moim życiu, które mi się nie udały i dlatego przychodzę do grobu Tego, komu w oczach ludzkich wszystko się nie udało, który skończył na krzyżu. Przychodzę jednak z nadzieją, bo On obiecał, że powstanie z martwych.

Wielka Sobota jest trwaniem w ciszy u grobu Jezusa Chrystusa, który będąc mocny, stał się słaby. Ten czas jest niejako smakowaniem w niemocy – Jezusa i naszej. Jest trwaniem w oczekiwaniu na moc. (z książki „Od Paschy do Paschy)

Wszystkim Blogowiczom składam serdeczne życzenia dobrego to znaczy owocnego przeżywania Paschy dzisiejszej Nocy i każdej wyzywającej czy trudnej sytuacji. Niechaj to będzie zawsze Przejście Zwycięskiego Pana, Boga, który jest dla nas by nas prowadzić do pełni życia. Maryja Matka Baranka Paschalnego niechaj nas uczy pełnej otwartości na to przedziwne działanie mocy Boga.

Bp ZbK

Oto krótka refleksja nawiązująca do Czwartkowej Mszy św., w czasie której biskup poświęca oleje do sprawowania sakramentów: Olej Katechumenów, Olej Krzyżma i Olej Chorych.

Druga część modlitwy konsekracyjnej wypowiadanej przez biskupa podczas Liturgii Mszy św. z poświęceniem Krzyżma, któremu w ciszy towarzyszą koncelebrujący kapłani (od tego momentu z gestem wyciągniętych rąk), ma charakter prośby, by olej został uświęcony Bożym błogosławieństwem, by go przeniknęła moc Ducha Świętego za współdziałaniem potęgi Chrystusa.

Po nawiązaniu do nazwy krzyżma i tego, czemu służyło namaszczenie olejem w dziejach Starego Testamentu, w tej części modlitwy zostaje wyrażona prośba, by poświęcone krzyżmo stało się „sakramentalnym znakiem pełnego zbawienia i życia dla tych, którzy mają się odnowić przez obmycie wodą chrztu świętego. „Niech wszyscy ochrzczeni przeniknięci świętym namaszczeniem i uwolnieni od grzechu pierworodnego staną się Twoją świątynią i wydają woń niewinnego życia”.

Sens tej modlitwy i niejako jej zawartość ukazuje się w pełni, gdy pamiętamy o treści pierwszej jej części, a zwłaszcza o namaszczeniu olejem radości Wybranego, najpiękniejszego z synów ludzkich, który podzielił los człowieczy, schodząc niejako do otchłani ludzkiej egzystencji. Pozwolił siebie tak dalece uczynić jedno z tymi, którzy czuli się odrzuceni, że sam stał się przedmiotem szyderstwa i wzgardy, był odepchnięty przez ludzi jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa (zob. Iz 53,1-2). Lecz On właśnie wtedy był i jest narzędziem – sakramentem przygarniania ludzi, takich ludzi do Boga, do Ojca.

Następnie w modlitwie zostaje wyrażona prośba, by ta sama moc przeniknęła ten olej i uczyniła go sakramentalnym znakiem, czyli nośnikiem i skutecznym narzędziem spełniania się zbawienia i uzdalniania ludzi do życia tą mocą, która objawiła się w Wybranym Pomazańcu. Naturalnie chodzi o ludzi grzeszników, którzy sami z siebie nie są w stanie przyjąć prawdy o sobie, by przez krzyż i śmierć – jako konsekwencje grzechu (zob. Rdz 2,17) móc wrócić do Boga. Ten fakt niemocy, jak długo nie zostanie pokonany przez przygarnięcie, przez moc uniżonej i pokornej sprawiedliwości Boga, determinuje życie człowieka. Dopiero zbawcze dzieło spełnione w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, owego namaszczonego (zob. Łk 4,18nn.), który podzielił los ludzi, otwiera przed wierzącym w Niego człowiekiem możliwość korzystania z Jego mocy w sakramentach.

Życzę Wszystkim dobrego czasu refleksji i głębokiego przeżywania Triduum Paschalnego

Bp ZbK

Środa Wielkiego Tygodnia (180328)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy relację Ewangelisty Mateusza o drastycznym momencie, jakim było wyjawienie zdrajcy przez Jezusa.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami.
A gdy jedli, rzekł: „Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi”.

Zasmuceni tym bardzo, zaczęli pytać jeden przez drugiego:
„Chyba nie ja, Panie?”.

On zaś odpowiedział: „Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi.
Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane;
lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany.
Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził”.

Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: „Czy nie ja, Rabbi?”. Mówi mu: „Tak jest, ty”.

 

Tragedia Judasza polegała na tym, że Jezus nie poszedł po tej jego myśli. Judasz się przeliczył i przeżył dramat. Ujawniło się tu rozdzielenie koncepcji Boga i koncepcji człowieka.

Jeśli ktoś przychodzi do Pana Boga z własną koncepcją, Pan Bóg do czasu go akceptuje, tak jak Jezus zaakceptował Judasza. Daje mu czas na ocknięcie się, na nawrócenie. Judasz prawdopodobnie nie był w stanie tego uczynić. Do końca próbował, kusił Pana Boga, a więc czynił to, co szatan. Święty Łukasz mówi, że szatan wszedł w serce Judasza. Kuszenie Boga to podstępne działanie, by w sposób cudowny zainterweniował On tam, gdzie człowiek chce.

„Nie będziesz wystawiał na próbę Pana Boga swego” (Mt 4,7). Judasz kusił Jezusa do końca, próbował Go zwieść, a gdy widział, że to się nie udaje, zawiedziony oraz pełen zwątpienia i rozpaczy targnął się na swoje życie. Nie pozwolił na zaistnienie w sobie koncepcji Boga. On wiedział swoje. W nim grzech pierworodny doszedł do zenitu. Została zaatakowana „pięta”, czyli niejako słabość Boga, ale zarazem dokonało się starcie głowy węża – szatana. Wówczas, mocą Boga, to wydarzenie stało się objawieniem i punktem zwrotnym dla tych, którzy uwierzą i pozwolą na zamianę swej koncepcji życiowej.

Bp ZbK

Wtorek Wielkiego Tygodnia (180327)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dzisiejsza ewangelia daje nam wgląd w ostatnie godziny życia Jezusa. Jego swoiste przedstawienie się jako Syna Człowieczego podczas wieczerzy po wyjawieniu zdrajcy Judasza i po jego wyjściu z wieczernika. Wtedy to Jezus powiedział:

 

„Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony.
Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym,
i to zaraz Go chwałą otoczy.

Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. B
ędziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i wam teraz mówię,
dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”.

Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?”.

Odpowiedział mu Jezus:
„Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”.

Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą?
Życie moje oddam za Ciebie”.

Odpowiedział Jezus: „Życie swoje oddasz za Mnie?
Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci:
Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz”.

 

Jezus otworzył nowy sposób patrzenia. Przyjął przeciwności, do których należała też zdrada, dokonana przez jednego z wybranych uczniów. To wydarzenie – po ludzku negatywne i skierowane przeciwko Jezusowi – stało się okazją do objawienia Jego (także jako człowieka) związku z Ojcem. Wyrażają go słowa Jezusa: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy”.

Jezus używa czułych słów, zwraca się do uczniów: „Dzieci”, a jednocześnie mówi, że już tylko krótko będzie z nimi i że to, co Go wkrótce ma spotkać, jest dalekie do nich: „Dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”. Rzeczywistość, w którą Jezus wchodził pozostawała wówczas zakryta przez Jego uczniami. Dotyczyło to również Piotra, który zapewniał, że jest gotów nie tylko pójść za Jezusem, ale nawet życie za Niego oddać. Tak bardzo mylił się, uważając, że ma podobne do Jezusowego spojrzenie na bieg wydarzeń. Dlatego Jezus zareagował na jego błędne myślenie, obnażył jego szczytne zapewnienia i zapowiedział, że się Go wyprze. Tak rzeczywiście się stało, bo Piotr – dopóki nie upadł – patrzył i myślał po swojemu. Dopiero później, po zaparciu się Jezusa i po nawróceniu, będzie mógł widzieć i oceniać wydarzenia zgodnie z Jezusowym sposobem patrzenia. Wtedy też – ostatecznie przez męczeństwo – Bóg zostanie w nim otoczony chwałą, to znaczy Piotr odda chwałę Bogu i to będzie też jego chwałą.

Musimy pamiętać o tym, że nie wszędzie tam – i nie zawsze gdy – nam się wydaje, że służymy Bogu i że oddajemy Jemu chwałę, tak rzeczywiście się dzieje. Oddajemy Mu chwałę tam i wtedy, gdy na wzór Syna Człowieczego wchodzimy w „godzinę” spełniania się Bożej Woli i Bożego Zamysłu. Nie oznacza to naszej pewności i nie polega to na przeprowadzeniu naszej woli – nawet w najlepszych intencjach, czy pod najlepszymi pozorami. Polega to na naszym nawracaniu się do Jezusa, gdy go widzimy, że On jest wydawany (kontemplujemy Go jako tego, który pozwolił się wydać) i gdy usłyszymy jakieś „piania koguta”˛(odniesienie do jakiegoś faktu czy wydarzenia), o którym usłyszeliśmy w jakimś Jego Słowie, które to piania .

Pozdrawiam

Bp ZbK

Wielki Poniedziałek (180326)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Podczas uczty w Betanii dokonał się symboliczny gest odnoszący się do mającej nastąpić wkrótce Jego „mesjańskiej” śmierci. Miał się okazać Pomazańcem, Mesjaszem przez to co wycierpi na krzyżu i jak Bóg Ojciec wyprowadzi Go z Grobu, by był Panem i Mesjaszem wobec wszystkich ludzi i całego stworzenia. Był to największy czyn miłości ze strony Boga wobec ludzkości, wobec każdego człowieka, do którego dotrze ta wiadomość – Ewangelia.

 

Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła.
A dom napełnił się wonią olejku.

Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać:
„Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?”.
Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych,
ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano.

Na to Jezus powiedział:
„Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu.
Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”.

 

Czyn miłości względem bliźniego jest związany z umiejętnością uchwycenia stosownego momentu i odczytania potrzeby. Maria rozpoznała ten właściwy czas w życiu Jezusa: nie mogąc ratować Go od spisku, zdrady i śmierci, przygotowywała Go do ostatecznego wypełnienia się na Nim planu Boga. Pozwalając na namaszczenie oraz interpretując je w taki właśnie sposób, Jezus akceptuje publicznie wobec uczniów swój pogrzeb.

Na tym tle zostają pozbawione mocy wszelkie, pełne wyrachowania, zabiegi przeciwników Jezusa. To, co ma się stać, nie jest jakąś katastrofą spadającą znienacka na Jezusa, lecz realizacją planu Boga, który Jezus w pełni akceptuje i któremu się dobrowolnie poddaje.

Scena namaszczenia w Betanii otwiera perspektywę głębokiego problemu, który istnieje w człowieku. Wskazuje też, skąd płynie moc, by nie pozostać z boku Jezusa, szemrząc czy też spiskując przeciw Niemu lub zdradzając Go. Maria stanęła po stronie Jezusa, który tryumfalnie wjeżdża do Jerozolimy, by tam jako Pomazaniec Boży oddać swoje życie „za naród i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11,51n.).

Zgromadzeni rozproszonych w jedną wspólnotę przeżywającą komunię i jedność dzięki poznanej Ewangelii o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa i objawieniu Go jako Mesjasza to dzieło Miłości Boga.

Przygotowujemy się do przeżycia Triduum Paschalnego. Zapraszam na katechezy paschalne w Seminarium Duchownym w Legnicy dziś, juro i w środę o godz. 19:30.

Bp ZbK

Sobota 5. tygodnia Wlk Postu (180324)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Po wskrzeszeniu Łazarza wielu uwierzyło w Jezusa. Wiadomość o tym dotarła do odpowiedzialnych za lud arcykapłanów i faryzeuszów i wywołała ich reakcję.

Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Najwyższą Radę i rzekli:
„Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków?
Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”.
Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich:
„Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę,
że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”.

Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo,
że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród,
ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno.
Tego więc dnia postanowili Go zabić.

 

Cud wskrzeszenia Łazarza był faktem nie do zaprzeczenia także w oczach Najwyższych Władz Świątynnych. Temu też nie zaprzeczali. Chodziło o natomiast interpretację tego wydarzenia i ustosunkowanie się do wynikających z niego konsekwencji. Jeśli rzeczywiście był to cud dokonany przez Jezusa w imię (mocą) Boga, to zadaniem arcykapłanów było odczytanie tego faktu jako działania Bożego i wspomaganie ludu w rozpoznawaniu zamysłu Boga.

Tymczasem oni nie przyjęli postawy ludzi słuchających głosu Boga i szukających poznania Jego woli jako najwyższego dobra dla ludu. Ujęli natomiast problem inaczej: „Co my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni tak wiele znaków?”. Takie postawienie sprawy świadczy o tym, że nie było w nich pragnienia odczytania przesłania wynikającego ze znaków, które czynił Jezus, lecz wręcz determinacja podjęcia działań przeciwko Niemu. Inaczej mówiąc: dlaczego nic nie robimy wobec tego, że takie znaki się dzieją i że ludzie Jezusowi wierzą.

Tym samym to oni wzięli na siebie odpowiedzialność za dzieje narodu, niejako wyłączając go spod panowania Pana Boga. Uważali, że wiedzą lepiej, co dla narodu jest dobre, a co złe. Bardziej obawiali się inwazji Rzymian i utraty suwerenności narodu oraz swojej pozycji i określonej przez siebie koncepcji życia, niż możliwości przekroczenia woli i zamysłu Boga. Wybrali według własnego rozeznania, czyli działali w grzechu, powrócili do pierwszego grzechu, kiedy to człowiek sięgnął po owoc poznania dobra i zła.

Ten czyn w raju obrócił się przeciwko człowiekowi. Wskutek tego bowiem nie mógł on unieść swojej egzystencji. Odkrył swoją nagość i chciał się ukryć przed Bogiem. Stracił też poczucie jedności i komunii z bliźnim. Skazał się niejako na tworzenie grup i koalicji obronnych przed innymi i musiał znajdować winnych (kozła ofiarnego) w celu obrony siebie.

Po wskrzeszeniu Łazarza, człowiek w osobie Najwyższego Kapłana Kajfasza zastosował tę prawdę do Boga obecnego w człowieku-Jezusie, uznając Go za winnego. Jezus zostanie „poświęcony” i umrze, zgodnie z proroctwem arcykapłana. Ta śmierć – również zgodnie z proroctwem – okaże się ratunkiem dla człowieka. Musiał bowiem ktoś umrzeć dla ratowania całego ludu; musiał umrzeć za naród, „i nie tylko za naród, ale aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”.

Tajemnica wydania Jezusa za naród trwa nadal. Także dzisiaj wśród nas i w naszym narodzie. Na miarę naszej wiary uczestniczymy w tej tajemnicy. Jezus także dzisiaj w swoich członkach, członkach swego Ciała, jest wydawany i cierpi dla ratowania ludu, czyli dla gromadzenia w jedno rozproszonych dzieci Bożych. Gdy bowiem zamiast wiary rodzi się w kimś wola obrony siebie. Dotyczy to także obrony własnej koncepcji narodu czy preferowanej formy kultu. Bywają one uznawane za świętości, których należy bronić czasem za wszelką cenę i to bez pytania, jaka jest Wola Pana Boga i dociekania jaki jest Jego zamysł. Wówczas zarówno w sercu człowieka, jak i w każdym „trybunale” władzy mogą powstawać decyzje wydania Jezusa na śmierć.

Bóg jednak, który jest źródłem życia, dopuszcza do śmierci sprawiedliwego dla dobra całej ludzkości – by rozproszone dzieci Boże gromadzić w jedno. W ten sposób proroctwo Najwyższego Kapłana stale się spełnia w historii konkretnych ludzi.

Jest to wielka tajemnica, do której stale musimy się nawracać przez przyleganie do Jezusa w Jego byciu wydanym na ofiarę, by jednoczyć to, co rozproszone.

Bp ZbK

Piątek 5 tygodnia Wlk Postu (180323)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W dalszej kontrowersji z Żydami wyszła sprawa czynów Jezusa. Jezus – jakby w swojej obronie czy dochodzeniu prawdy powiedział:

Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca.
Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? ?”.
Odpowiedzieli Mu Żydzi: „Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn,
ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga”.

 

W dalszej rozmowie Jezus mówi:

Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie.
Jeżeli jednak dokonuję,
to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom,
abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”.

 

Jezus zbliżał się do dokonania największego dzieła, jakim było Jego przyzwolenie na wydanie w ręce ludzi, aby z Nim uczynili to, co chcieli, czyli aby Go ukrzyżowali. To jest dzieło Syna, który pozwala sobie zabrać życie, bo wie, że Ojciec nie zostawi Go w śmierci i przywróci Go i razem z Nim tych co w Niego wierzą do nowego życia.

Gdy człowiek pojmuje i broni siebie dla siebie, używając nawet Bożych argumentów, wówczas zdradza w sobie obraz Boga. Nie chce bowiem być synem, nie chce być dzieckiem Boga, lecz panem, panem swego życia, panem życia innych ludzi, aż do gotowości ataku na drugiego, czego wyrazem w czytanym epizodzie jest wola pojmania Jezusa.

Także i tym razem Jezus – ponieważ nie nadeszła jeszcze Jego godzina – uszedł jednak z ich rąk. Nie jest to Jego ucieczka. Jezus bowiem świadomie idzie w kierunku wydania się w ręce ludzi. To będzie ostateczne dzieło, przez które da się poznać jako Syn Ojca i wszystkim zagubionym i błądzącym da możliwość powrotu do Ojca, by stali się dziećmi Boga. Dokona największego czynu – dzieła Boga Ojca, którym jest przyjęcie krzyża, by w śmiertelnym ciele objawić nieśmiertelność, czyli synostwo Boże darowane ludziom. W Nim spełnią się słowa: „Ja rzekłem: «Bogami jesteście!»”. Jest to możliwe przez Syna Bożego i w Nim, dlatego że On pozostaje oddany i poddany Ojcu i tego uczy tych, którzy wierzą w Niego.

Przez wiarę w tego Jezusa otrzymujemy moc stawania się dziećmi Boga (zob. J 1,11-13)

Bp ZbK

Następna strona »

css.php