„Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł . . .” Takie oto słowa kieruje do Jezusa najpierw Marta a następnie wypowiada je także Maria. Dzieje się to wtedy, gdy Jezus przybył do ich domu, ze względu na Łazarza. Najpierw słyszał o jego chorobie, a następnie dowiedział się o jego śmierci.

Marta i Maria czekały na Niego. Powiadomiły Go w odpowiednim czasie. On jednak – jak to wynika z ich słów – nie przybył w odpowiednim czasie. Stąd te słowa, które zawierają w sobie coś z wymówki czy są wyrazem jakiegoś żalu. Oczekiwania były inne. Stało się inaczej. Brat Łazarz już nie żyje. Pozostaje płacz i żal. Chociaż nie jest to rozczarowanie.

Marta wyraża jednak swoje zaufanie wobec Jezusa i i wypowiada słowa, które odnoszą tę sytuację do Boga przez Jezusa: „Wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Jest to wyraz gotowości i przyzwolenia na wszystkie wydarzenia, jakie za pośrednictwem Jezusa mogą się stawać. Rzeczywiście, to co, stało się z Łazarze, przekroczyło oczekiwania Marii, Marty i wszystkich, którzy z nimi byli. Co więcej, ten cud wskrzeszenia Łazarza jest znakiem i zapowiedzią zmartwychwstania. I to nie tylko tego zmartwychwstania, którego oczekujemy na końcu czasów, lecz tego, co może się stawać z nami, kiedy uwierzymy i posłucham głosu Jezusa: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!». To wyjście na zewnątrz, to znak i obraz opuszczenia starego życia (życia starego człowieka) i gotowość wchodzenia w nowe (zob. Rz 6,4-7).

Niejednokrotnie przeżywamy chwile, w których nie spełniają się nasze plany i mówimy albo myślimy: Gdzie jest Pan Bóg? Panie, gdybyś tu był, nie stałoby się to czy tamto! Jaki ma sens w moim życiu takie czy inne wydarzenie? Dlaczego mnie akurat to spotyka. Itp.

To jest wyraz naszej małej wiary oraz wyraz pewnej dominacji naszego planowania i myślenia o przyszłości. Ewangelia dzisiejszej Niedzieli chce nas z tego naszego “zapętlenia się” w sobie samych wyprowadzić. To dokonuje się przez przeprowadzenie nas przez doświadczenie konieczności śmierci i doświadczenie tego, że nasze “choroby” i nasze “umieranie” są nam potrzebne, abyśmy mogli doświadczyć nowości życia.

Obyśmy umieli poznawać i uczyć się tego, że te wydarzenia, które są dotykaniem naszej śmiertelności, nie są ostatecznie dla objawienia się i dla dominacji śmierci, lecz na objawienia się chwały Bożej w naszym życiu. Wprowadzają nas w świat i w krąg wydarzeń, który nie jest nam znany, a który może przed nami otworzyć perspektywy nowego życia. Tego życia, kóre wiąże nas coraz to bardziej z Bogiem, a „odwiązuje nas” (zbawia nas) od dominacji naszego patrzenia na życie i na wszystko.

Przeżywajmy tak te dni kończącego się Wielkiego Postu i przygotowania na Święta Paschalne, kiedy rozbłyśnie blask nowości życia.

Bp ZbK


css.php