Rozmnożenie chleba – Ewangelia (18 Ndz A 2011)

Ewangelia 18 Niedzieli roku A opowiada o pierwszym rozmnożeniu chleba (Mt 14,13-21). Miało ono miejsce na zachodnim brzegu Jeziora Galilejskiego. Drugie rozmnożenie, o którym mówią tylko Mt i Mk, miało natomiast miejsce najprawdopodobniej na północno wschodnim wybrzeżu. Opowiadanie o pierwszym rozmnożeniu ma odniesienia do sytuacji Izraela, czyli dwunastu pokoleń – dwanaście koszów ułomków, podczas gdy drugie jest widziane jako odniesione do sytuacji pogan – siedem koszów ułomków (Mt 15,37; Mk 8,8).

Okoliczności, w jakich dokonuje się rozmnożenie chleba, są związane ze słuchaniem nauczania Jezusa i z Jego odruchem litości wobec tłumów, które Go szukały, za Nim szły i oczekiwały od Niego uzdrowień. Wobec nadchodzącego wieczoru powstawała kwestia rozpuszczenia tłumów – tak to widzieli uczniowie. Jezus im odpowiedział:. 

«Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»
Odpowiedzieli Mu:
«Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb».
On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj! »
Mt 14,16-18). 

Każdy cud dokonany prze Jezusa ma oprócz swego historycznego wymiaru także znaczenie ponadczasowe. Ten pierwszy wymiar to wydarzenie, które stało się i którego świadkami i beneficjentami byli ówcześni ludzi: uczniowie i tłumy. Drugi wymiar to znaczenie, które odnosi się do wszystkich czytających i słuchających opowiadania o tamtych wydarzeniach. Wydarzenia dokonane przez Jezusa mają znaczenie zawsze aktualne wobec wszystkich, którzy słuchają Jego słowa.  

1. Pięć chlebów i dwie ryby

Ewangelista zaznacza, że miejsce, gdzie się znajdowali było pustkowiem. Zapewne nie była to pustynia. Niemniej jednak było to miejsce, na którym nie było możliwe uzyskanie pożywienia. Nie można w tym nie widzieć aluzji do sytuacji na pustyni, gdy lud nie miał nic do jedzenia i gdy otrzymał w sposób cudowny mannę. Wtedy to lud doświadczył, że nie samym chlebem żyje człowiek, ale tym wszystkim, co pochodzi z ust Bożych (Pwt 8,3). Znaczenie tego jest takie, że człowiek nie może utrzymać swego życia dzięki swojemu wysiłkowi, a więc zapracowanemu pożywieniu, lecz potrzebuje daru łaski Boga. Właśnie manna – z jednej strony jako zastępujący chleb jest znakiem pokarmu, na który człowiek normalnie musi pracować, a z drugiej jako dar z nieba jest znakiem łaski Pana Boga.

W Ewangelii jest mowa o pięciu chlebach i dwóch rybach. Ojcowie Kościoła odnoszą te pięć chlebów do pięciu ksiąg Prawa Mojżeszowego, czyli do Pięcioksięgu. Natomiast dwie ryby do Proroków Starego Przymierza i Jana Chrzciciela. Jezus polecił przynieść sobie te pięć chlebów i te dwie ryby. Polecił usiać ludziom. Następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby , spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków.

Tak wygląda relacja z dokonanego przez Jezusa cudu. Jednak to wydarzenie ma także znaczenie, które wykracza poza tę sferę nakarmienia ludzi chlebami. Jezus jest tym, który biorąc w swoje ręce owe pięć chlebów i dwie ryby, wziął w swoje ręce – można powiedzieć w swoją władzę – całe Prawo (pięcioksiąg) i Proroków łącznie z Janem Chrzcicielem. W Nim wszystko się wypełniło. On wszystko wypełnił. 

2. Przemiana życia

Można porównać życie człowieka pod Prawem do owego bycia na pustkowiu i do tej sytuacji niewystarczalności, jaką stanowiły owe chleby i ryby. Nie jest to wystarczające, ale jest do dyspozycji człowieka.

Jezus jest tym, który nadaje owym chlebom i rybom jakby nowy wymiar i nowe znaczenie. On jest tym, który w tej sytuacji odnosi człowieka do nieba. Stamtąd przychodzi właściwy pokarm – to znaczy to wszystko, co pochodzi z ust Bożych. On odmawia błogosławieństwo, które według tradycji żydowskiej było wypowiadane nad wszystkim, z czego człowiek korzystał ze świadomością swego odniesienia do Boga jako Stwórcy i Dawcy wszelkich darów, a nade wszystko samego życia. Jezus łamie chleby i rozdaje. Każde rozdawać.

W tym geście łamania i rozdawania jest zawarta głęboka prawda. Człowiek bowiem zazwyczaj dąży do tego, żeby utrzymać w swojej władzy to, co posiada. Utrzymać to dla siebie. Często też i na różne sposoby podpiera się swoimi racjami. Tak bywało też interpretowane przez uczonych w Piśmie samo Prawo. Jest to naturalna tendencja człowieka i przede wszystkim człowieka, który swoją relację do Boga opiera o Prawo, by zachować siebie.

3. Gotowość łamania i rozdzielania

Ten gest łamania i rozdawania pięciu chlebów, które – jak o tym mówili Ojcowie Kościoła (np. Hilary z Poitiers) – oznaczały przepisy Prawa Pięcioksięgu, wskazuje na to, co możemy nazwać interpretowaniem tych przepisów na rzecz człowieka. Jednak nie dla jego obrony siebie, lecz dla uzdolnienia go do tego, by właśnie wydawał siebie drugim. By pojmował swoje życie jako życie nie dla siebie.

Tam, gdzie to się rozumie, to nawet to niewiele, które ktoś ma w posiadaniu, staje się materią do rozmnożenia i nasycenia. Przy tym należy jednak pamiętać, że ten cud rozmnożenia to nie jest tylko cud dokonany na zewnątrz. Może go dokonać ten, kto sam w sobie ma zdolność wydania siebie. Takim był Jezus. On wydał samego siebie zgodne z Prawem i pod Prawem. Umarł z powodu grzechów ludzi potraktowany jako grzesznik, ale tym samym nasycił ludzi Bożą sprawiedliwością, która nie jest według Prawa, lecz według łaski objawionej w Ewangelii. Tajemnicę swego wydania Jezus zostawił w Eucharystii. Rozmnożenie chleba jest typem i zapowiedzią ustanowienia Eucharystii, a więc „Chleba łaski”, który uzdalnia do wydawania siebie i tym samym do rozmnażania tego, co jest czy wydaje się jako „niewiele”, a co może nasycić wielu.  

4. Zebrali dwanaście koszów ułomków

Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało zebrali dwanaście pełnych koszy ułomków. Jest to znak obfitości. Nie tylko starczyło, ale jeszcze zostało. Zostało, aby być nadal i dalej rozdawane. Dwanaście koszy odnosi się do dwunastu pokoleń Izraela i jest znakiem Ewangelii lub ewangelizacji, czyli niesienia Dobrej Nowiny. Do tego czasu, te pokolenia żyły z Prawa i według Prawa. Teraz przychodzi czas Ewangelii, a więc obfitości wynikającej z podania się Prawu w imię Jezusa, który wydał samego siebie i żyje jako obdarzając swoim życiem wierzących w Niego.

Ci, którzy karmią się Eucharystią i wchodzą w logikę rozmnożonego chleba, a więc życia, które pod Prawem daje się łamać, a jednocześnie mocą Jezusa staje się życiem, które karmi życie innych, są świadkami mocy Ewangelii w sobie i wokół siebie.

Potrzebne jest nam słuchanie Jezusa i chodzenie za Nim. Potrzebne jest nam doświadczenie pustkowia i niewystarczalności. Potrzebne jest nam zwrócenie się do Jezusa ze świadomością naszej niewystarczalności. Potrzebne jest nam posłuszeństwo wiary, by przynosić do Niego to co mamy, a co – według naszych „obliczeń” i kalkulacji a także naszego ludzkiego doświadczenia - nie jest wystarczające. To moc Jezusa, który „patrzy w niebo”,  a nie jest wpatrzony w obliczanie własnej korzyści i który potrafi w każdej sytuacji wypowiadać błogosławieństwo skierowane do Boga, który jest Dawcą wszystkiego, czego trzeba człowiekowi, sprawi, że można będzie to „niewiele” łamać i rozdzielać.

Wtedy dokonuje się cud rozmnożenia chleba i rozmnożenia życia. Jako uczniowie Jezusa jesteśmy powołaniu do udziału w tym cudzie Ewangelii życia, która dokonuje się przez nasze wolne poddanie się Prawu. Spełniają się wówczas wszystkie Proroctwa i obietnice wyrażające wierność Boga wobec człowieka.

Bp ZbK

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

52 Komentarzy

  1. Zirytował mnie kiedyś jeden biblista z lubuskiego ks. Andrzej, którego zresztą pozdrawiam, jak napisał list z Paradyża od rektora do wiernych. Ze wszystkich słów jedno zdanie poruszyło mnie najbardziej: „Człowiek jest drogą Kościoła” – było to 15 lat temu: zawsze myślałem, że to Jezus jest Drogą, Prawda i Życiem. Nie będę tego komentował i opisywał drogi mojej przemiany, spójrzmy tylko na brata Alberta jak stał się chlebem dla ludzi – nigdy tej świętości nie dorównam.. wiesz Panie jaki jestem ułomny i wiesz jak się staram….

    #1 pawelpiotr
  2. ad #1 pawelpiotr

    Człowiek drogą Kościoła —> Nauczanie papieskie w tej kwestii, szczególnie w minionym stuleciu, stuleciu humanizmu, a jeszcze bardziej w ostatnich dziesięcioleciach, jest niezwykle bogate. Jan Paweł II, wielki obrońca praw człowieka, podejmując obszernie to zagadnienie w encyklice Centesimus Annus, podkreślił, iż człowiek, na którym Kościół skupia swą uwagę, nie jest osobą „abstrakcyjną”, lecz rzeczywistą, „konkretną” i „historyczną”: dotyczy to każdego człowieka, jako że każdy człowiek zawarty został w tajemnicy odkupienia i poprzez tę tajemnicę Chrystus związał się z nim na zawsze. W tym samym Dokumencie, odnosząc się do pierwszej Encykliki programowej swego pontyfikatu Redemptor hominis, mówił, że „Chrystus jest podstawową drogą Kościoła… i drogą każdego człowieka. Na tej drodze, która prowadzi od Chrystusa do człowieka, na drodze na której Chrystus jednoczy się z człowiekiem, Kościoła nikt nie może zatrzymać” (Jan Paweł II, Redemptor hominis, III, 13). Dodawał następnie: „To jest wymaganie doczesnego i wiecznego dobra człowieka. Kościół, ze względu na Chrystusa, jednoczy się z każdym człowiekiem i z uwagi na tę tajemnicę która stanowi życie samego Kościoła, nie może pozostać niewrażliwy wobec tego wszystkiego co służy dobru człowieka, podobnie jak nie może pozostać obojętnym wobec tego, co mu zagraża” (Redemptor hominis,3,13).

    Człowiek jest zatem pierwszą drogą, jaką Kościół musi pokonać w wypełnianiu swojej misji, drogą wyznaczoną przez samego Chrystusa, która niezmiennie przechodzi przez tajemnicę wcielenia i odkupienia. Jan Paweł II, świadomy tej wielkiej tajemnicy, wielokrotnie kładł nacisk na „centralne miejsce człowieka w społeczeństwie”.
    –> kard. Tarcisio Bertone

    Pozdrawiam

    #2 morszczuk
  3. ….., a jeszcze jedno jak patrze na posługę sługi Bożego Bp. Wilhelma Pluty, on chyba powinien stać się patronem wszystkich biskupów, jaka tam jest troska o świętość udzielania sakramentów, o to co kapłani myślą – on musiał ich znać wszystkich , o powierzony mu lud Boży, modlę się o Jego beatyfikację, o rychły cud aby uwydatnił on piękno Mesjańskiej misji Jezusa, przyznam się, że byłem krótko w nowicjacie SJ, zabrałem z sobą zdjęcie bp. Wilhelma Pluty, bo fascynuje mnie ta Jego ojcowska troska – patrzyli na mnie jak na wariata, drodzy Jezuici są inni święci nie tylko Ignacy i Jego towarzysze , nie zmniejszając Jego świętości – taka mała dygresja. Zachęcam wszystkich kapłanów, jeżeli mi wolno do wpatrzenia się w Jego posługę !!!!

    #3 pawelpiotr
  4. Mam takie pytanie, bo niektórzy określają siebie jako wierzący ale niepraktykujący, ja zawsze tego nie rozumiałem jak można być wierzącym niepraktykującym? Albo jesteś wierzącym albo nie, tu trzeba jasno się określić. „Bądź zimny albo gorący” – mówi Pismo.
    Możecie mi to wyjaśnić?
    Jak ktoś wierzy w Boga ale nie korzysta z sakramentów, to jaka to może być wiara. Czy w Boga, czy w coś innego (jakieś bóstwo).

    #4 chani
  5. # Jest powiedzenie ,że wierzący a niepraktykujący to ktoś taki , jak żyjący a niejędzący.

    #5 Tereska
  6. W piatek podczas adoracji czytalem w Kairos, ze w Australi 26% przyznaje sie do kakatolicyzmu z tego tylko 20 % uczeszcza na msze sw w niedziele wiec z 23 mln Australijczykow 22 mln – 95% nie przyjmuje Ciala i Krwi Pana Jezusa, to jest tragedia.
    A wczesniej rozmawialem z klerykiem Scepanem z Chrowacji i zastanawialem sie glosno, czemu Bog to co zrobil z Szawlem, nie robi z innymi moze lepszymi ludzmi np „dobrymi” ludzmi np buddystami. Tlumaczylem to jak zwykle, ze Bog widzial w Nim potencjal 13 –tego wrecz niezachwianego Apostola.

    W nocy przeczytalem:
    „…To jest miłość, ktora chcę w was wszystkich, za tych, którzy was nienawidzą …. Gdybyscie tylko wiedzieli, jak ta miłość, ktora dajemy tym, którzy są naszymi wrogami nieugiętymi -nie do wrocenia -czyni cuda! Bezpośrednio pod względem, ze sama z siebie, jaka była miłość Szczepna dla Szawla, miłość, która uzyskała dla niego spotkanie ze Mną na drodze do Damaszku, lub pośrednio.

    Teraz w nocy dostajac odpowiedz na to pytanie pomyslalem, ze jednak Panu Jezusowi trzeba zadac konkretne pytanie nie ogolne i dlaczego ma to byc wlasnie konkretne pytanie, wtedy (…wejde w komunie wtedy nie bede narzucal mojego sposobu zycia – bp ZK) nigdy nie jestesmy w sytuacji bez wyjscia resetowanie wprowadzenie w tajemnicy Ewangelii JEZUSA CHRYSTUSA, to nie jest ludzkie dzialanie… Jezus stanal przed Krzyzem tj jego Pascha, abysmy zrozumieli ze tj dla nas] wtedy wlasnie pamietajac dokladne pytanie zrozumiemy latwiej Slowa Boze jako odpowiedz

    Bog jest bardzo Dobry. On daje wiecej niz oczekujemy. Rzecz w tym, ze najpierw mi chodzilo (nawet nie chodzilo, bo z tym zyje bardzo dlugo i nie znam odpowiedzi) o odpowiedz, dlaczego np. zwalil Szawla z konia, a co z innymi nawet nieprzesladowcami, do piekla? Obydwie sprawy sie jakos rozjasnily, a wlasciwie nawet trzy…
    „Ojcze odpusc im bo nie wiedza co czynia”
    „«Panie, nie poczytaj im tego grzechu!» Po tych słowach skonał.” DZ Ap 7 60

    #6 Jurek
  7. Są wierzący i niepraktykujący i są podobno praktykujący i niewierzący. Kto jest przekonany, że wierzy w Boga a nie „korzysta” z sakramentów, to wierzy sobie po swojemu. Kto „korzysta” z sakramentów i wykonuje inne praktyki religijne, a nie poddaje się w swoim życiu prawdzie Ewangelii i nauce Kościoła, bo pojmuje sakramenty po swojemu, tzn. żeby je zaliczyć, to też nie wiadomo, czy wierzy. Jedni i drudzy potrzebują pomocy od Kościoła.

    #7 Witka2
  8. Naszym powołaniem jest ,byśmy wraz z Jezusem byli chlebem łamanym za życie świata ./Benedykt XVI/

    Czy jestem takim chlebem?
    Czy potrafię swoim świadectwem „karmić bliżnich”?

    Może mi się czasem zdarzy , ale generalnie myślę wiecej o sobie lub o swoich najblizszych.

    Oj, potrzebuję jeszcze wiele chodzić za Jezusem , aby On swoją mocą uzdolnił mnie do „bycia chlebem” dla innych.

    #8 Tereska
  9. ad # 4
    Ktoś jest wierzący, a nie praktykujący? Dla mnie to żadna wiara, a przynajmniej nie bycie chrześcijaninem wyznania rzymsko-katolickiego ;]
    Raczej jest to wiara w siebie, w swoje siły.
    Myślenie typu: Bóg owszem stworzył świat, ale nie ingeruje w jego działania (przez Kościół; w sakramentach chociażby). Trochę uderza to o deizm.
    Bóg jednak przecież to co stworzył nie traktuje jak realizacje swojego kaprysu, ale jako zobowiązanie. I bardzo mocno troszczy się o nas.

    Lubię poczytać te dyskusje, szczególnie wypowiedzi niektórych, od których mogę się uczyć :)
    Dzięki, pax

    #9 Monika
  10. Zebrali 12 koszy ułomków,czyli Jezus obdarza nadmiarem.Potrzeba jedynie WIARY.Wierny będzie syty,z nadmiarem /do obdzielenia innych/.

    #10 Ka
  11. #4 Chani,myślę że Witka #6 – ma rację.Wszyscy /oprócz świętych/potrzebujemy pomocy.

    #11 Ka
  12. Czytając dzisiejszy komentarz, przypomniała mi się moja rozmowa z chani, Tereską i julią.
    Chani nazwał nas 3 siostrami, a potem każda z nas zauważyła w sobie jakiś niedobór.
    Ja – „Miłości we mnie chyba zbyt mało.”
    Tereska – „że brakuje mi 100 % ufności”
    julia – „Żebym tak ją miała wielkości ziarnka gorczycy…” (wiarę)
    I właściwie teraz należałoby przytoczyć cały punkt 3 komentarza Ks. Biskupa :), który dał mi nadzieję. Ale ograniczę się do 2 zdań:
    „Tam, gdzie to się rozumie, to nawet to niewiele, które ktoś ma w posiadaniu, staje się materią do rozmnożenia i nasycenia.”
    i
    „Rozmnożenie chleba jest typem i zapowiedzią ustanowienia Eucharystii, a więc „Chleba łaski”, który uzdalnia do wydawania siebie i tym samym do rozmnażania tego, co jest czy wydaje się jako „niewiele”, a co może nasycić wielu.”
    Mam nadzieję, że Pan Bóg zechce ten cud rozmnożenia czynić w naszym życiu i nasze niewiele, nasyci wielu. :)

    #12 basa
  13. Czytając fragment o mannie, zauważyłam, że sytuacja była w obu przypadkach odwrotna.
    Izraelici szemrali przeciwko Panu Bogu, że są głodni. Wtedy Pan Bóg dał im mannę. Jak tłumaczy to Mojżesz, Pan Bóg dał odczuć głód, aby pokazać, „że nie samym chlebem żyje człowiek, ale wszystkim, co pochodzi z ust Pana”.
    W Ewangelii ludzie przyszli słuchać Pana Jezusa i nie odchodzili mimo, że byli głodni. Nie spodziewali się też, że zostaną nakarmieni.
    Pierwsza sytuacja prowadziła do słuchania Słowa Bożego, druga ze słuchania Go wynikała.

    #13 basa
  14. dzielić sie nawet tym czego mamy niewie ale jak reagować na ,,posłańców,, potrzebujących tj tych ktorzy proszą o wsparcie dla…. ciężko chorego dziecka, na operację itp a jest ich grom… i rzadko budzą zaufanie… jak w takich sytuacjach postąpić????

    #14 Ba
  15. Widzę siebie, swoje życie jako jedna wielka „klasma”-ułomek,którego nie spożyto z nadmiaru, albo co bardzie prawdopodobne zakalec ze mnie.
    Ważne to, że w Kościele jest miejsce dla takich /popaprańców/ jak ja.
    Może i o to chodzi, by odnaleźć się w koszu ułomków, i cierpliwie czekac na prawdziwie głodnego. Ponoc „klasma” to Eucharystia.
    Pozdrawiam
    janusz f.

    #15 baran katolicki
  16. Ad #15 baran katolicki
    Tak, „to klasma” oznacza ułomek, od czasownika „klao” – łamać.
    Przy łamaniu chleba Jezus dał się rozpoznać uczniom w Emaus (Łk 24,35). Zbieranie się na „łamaniu chleba”, to celebrowanie Eucharystii (Dz 2,42; 20,7).
    Jeden z aspektów doniosłości i „drogocenności” tego gestu i tej rzeczywistości jest właśnie to, że daje się łamać. Nie jest ani zbyt twardy i sztywny, jak jakaś sztaba mocnego metalu, do tego stopnia, że nie daje się złamać i podzielić – a więc nie może być w komunii z innymi. Nie jest też tak elastyczny jak rozciągająca się guma, która nie daje się (łatwo) złamać i podzielić, bo jest jakby pozbawiona swojej konsytencji (stałości). Można też powiedzieć – odnosząc do relacji międzyludzkich – nie ma swojej twarzy, jest jakby nikim i na niczym mu nie zależy i tym samym nic nie wnosi w życie drugiego (trzeba tu być bardzo ostrożnym).
    Oczywiście te obrazy (porównania) to tylko obrazy ilustrujące.
    Z całości wynika jednak doniosłość „kruchości”, w której udziela się człowiekowi sam Bóg.
    W tym świetle można i trzeba docenić swoją kruchość. Nie powinna ona prowadzić do braku czy umniejszenia poczucia swojej wartości i godności. Wprost przeciwnie, po tej linii realizuje się prawda o eucharystycznym wymiarze życia chrześcijan.
    Pozdrawiam
    Bp ZbK

    #16 bp Zbigniew Kiernikowski
  17. #15 janusz proszę zrób ciut, ciut miejsca w tym koszu ja też z tej pozycji co Ty czekam na kogoś kto zechce ,,sięgnąć,, po mnie…

    #17 Ba
  18. „Przemień mnie w siebie, bym jak Ty stał się chlebem
    Przemień mnie w siebie, bym jak Ty stał się chlebem
    Pobłogosław mnie, połam, rozdaj łaknącym braciom
    Pobłogosław mnie, połam, rozdaj łaknącym braciom

    A ułomki chleba, które zostaną
    A ułomki chleba, które zostaną
    Rozdaj tym, którzy nie wierzą w swój głód
    Rozdaj tym, którzy nie wierzą w swój głód”
    Cytat pochodzi z piosenki grupy WMU – „Chlebie najcichszy”

    #18 chani
  19. #14 Ba
    Można też pomodlić się za proszących i wrzucić ofiarę Sw. Antoniemu ,ktory bedzie wiedział w jaki sposob i komu pomóc .
    /tak mi kiedys doradzono/

    #19 Tereska
  20. #14 Ba
    Moim zdaniem ufać Panu Bogu, że natchnie ciebie, komu i jak pomóc. :)
    Ja ostatnio miałam takie zdarzenie:
    Nasze Caritas diecezjalne zwróciło się z prośbą, aby wspomóc pewną akcję.
    Postanowiłam wpłacić pewną kwotę, ale potem zmniejszyłam ją o połowę. Pomyślałam, że na ten cel tyle powinno wystarczyć.
    Jakże się zdziwiłam, gdy po kilku tygodniach otrzymałam z Caritas maila z podziękowaniem za moją hojność! List pełen radości.
    Zdziwiona sprawdziłam przelew. Okazało się, że pomyliłam się o 1 zero. :)
    Pan Bóg jest bardzo dobry i hojny. :)
    Zamienił moje skąpstwo w hojność. I sprawił mi tym ogromną radość. :)
    I widocznie chciał, aby wspomogła akurat to dzieło a nie inne.

    #20 sknerus
  21. Każdy z nas jest częścią pewnej całości, która pochodzi od Pana. Wg mnie trzeba dzielić się tym, co posiadamy, ofiarować innym poniekąd cząstkę siebie, a zwróci się nam to ze zdwojoną siłą. Bierzmy przykład z Pana Jezusa, który ofiarował się innym.

    #21 Sylwia
  22. Rozmawiałem z Panem Bogiem pół dzisiejszej nocy stawiając sobie Ewangelie przed oczy. Słowa Pana Jezusa nie dawały mi spokoju . „Zdejm sandały ziemia na której stoisz jest święta” – te słowa towarzyszą mi nie od dzisiaj w życiu. Pierwszy raz poważnie na nie zwróciłem uwagę będąc 13 lat temu w seminarium duchownym, gdzie spędziłem 2 lata. Ks. prof. Jan, który uczył mnie filozofii – powiedział mi je odnosząc się do rozmowy filozoficznej. Okres seminarium chyba dla każdego księdza, to jak droga do Emaus, gdzie podczas rożnych konferencji, na modlitwie, podczas dni skupienia, wielu spotkań i rozmów, porównałbym to do górskiego potoku (te wszystkie słowa , modlitwy nauki i rozważania) obmywamy się w nim. A jak już jesteśmy obmyci potrzebujemy jednego – Jezus pochyla się nad nami i umywa nam stopy, uczy że kto by chciał stać się największy niech będzie sługą wszystkich i wtedy poznajemy naszego Pana na łamaniu chleba – umocnieni idziemy w świat. Pozdrawiam wszystkich braci księży – wielu niestety odeszło – modlę się za nich aby powrócili – każda chwila życia jest nam dana i zadana – i o tym chce napisać. Rozmawiałem z Władkiem moim czeczeńskim wspólnikiem podczas weekendu, opowiedział on mi historię: „Muła (duchowny islamski) jechał samochodem i miał wypadek, w którym zginął – zabrali go do mordu (kostnicy) celem wykonania sekcji zwłok, gdy dowiedzieli się o tym jego synowie wysadzili kostnice w powietrze.” Pytam się dlaczego oni to zrobili: „jak to dlaczego, ciało muły jest święte nie można go ciąć”
    Taka refleksja mi się nasunęła: co gorsze zachodni imperializm czy wschodni fundamentalizm. I słowa bł. Jana Pawła II odnośnie wzajemnych relacji: grzech niszczy, niekiedy bezpowrotnie. Po co pchać się butami w ich życie, czy nie lepiej byłoby rozmawiać , prowadzić dialog – jak sługa Boży kard. Stefan Wyszyński z komunistami. Zanim jednak z kimś poprowadzimy dialog trzeba go poznać. Ta wojna zniszczyła może i bezpowrotnie możliwość poznania. Pracowałem długo w Policji i było mi dane rozstrzygać różne spory codziennie po kilkanaście np. kobieta mówi mi że się z nerwów posikała bo mąż zjadł jej wątróbkę, a nie ma prawa bo mieszkają pod jednym dachem w separacji. Trzeba było zawsze wysłuchać obie strony i zachęcić do naprawienia szkody, jak się oczywiście dało: ale niekiedy wystarczyło zwykłe: przepraszam. Jak my dziś odbudujemy te relacje z naszymi braćmi muzułmanami, może głód w rogu Afryki jest nam dany od Boga, żeby wynagrodzić za nasze grzechy, tam jest wielu muzułmanów? Odnośnie użycia broni i konfliktu zbrojnego, zapytałem o to będąc w Warszawie zmarłego tragicznie w katastrofie Smoleńskiej ks. Andrzeja Kwaśnika – kapelana Policji. Odpowiedział mi, „moje życie jest dane od Boga i jest największą wartością, muszę je bronić gdy ktoś jemu zagraża” Czy jeżeli kilku terrorystów z organizacji Bin Ladena weszło z butami w nasze życie, jest to dostateczny powód żeby wydać wojnę prewencyjną dwóm państwom? Pamiętam te wołanie bł. Jana Pawła II – nigdy więcej wojny, wydarzenia w Norwegii pokazują jak bardzo zmienia się nasze myślenie ……

    #22 pawelpiotr
  23. Zaczytywałem się kiedyś w pismach niemieckiego filozofa Dietrich von Hildebrand, wszystkim katolikom, którzy plują na Rosję, polecam jego książki i powiem: Ignorancja jest przeszkodą na drodze do cnoty, jest przeszkodą habitualną. Przez ignorancję nie mamy możliwości odpowiedniej percepcji, a co za tym idzie oceniania i działania. Zanim ktoś zbuduje jakikolwiek sąd niech się porządnie zastanowi, czy mamy odpowiednie dane do ich formułowania i wypowiadania. Możemy bezpowrotnie pozbawić się możliwości dialogu z Rosją , i sami mamy winę wypowiadając nieprawdziwe sądy. Jedyne słuszne są tylko uwagi, że nie mamy możliwości dostępu do wraku, w celu jego przebadania i oryginałów czarnych skrzynek, ale czy zmieni to osąd, że była to katastrofa, na którą złożyło się wiele czynników zewnętrznych i zawiniło wiele osób. Rosję trzeba nam kochać nawet jak jest zakłamana i współpracować z nią na każdej płaszczyźnie – takie jest moje zdanie

    #23 pawelpiotr
  24. Ok.

    #24 Maruda
  25. Chciałam dodać pewne spostrzeżenia do tematu wierzący i nie praktykujący i praktykujący i niewierzący.
    Przykro mi to stwierdzić, ale to powiedzenie nie jest tylko martwym stwierdzeniem, ale jest głęboko zakorzenione w myślach ludzi. Rozmawiając z moją przyjaciółką dowiedziałam się o jej poglądach na temat wyznawania wiary. Powiedziała: „Bóg jest wszędzie, modląc się nawet w szczerym polu usłyszy mnie i zrozumie. To że nie chodzę co niedzielę do Kościoła nie oznacza że jestem ateistką”. Zgadzam się z Jej stwierdzeniem.
    Nie można potępiać ludzi, którzy nie chodzą do Kościoła, bo nie znaczy to, że nie wierzą w Boga.
    Ale ich poglądy świadczą o głębokim niezrozumieniu Pisma Swiętego. Bo jeśli masz przyjaciela i bardzo go kochasz to na pewno pragniesz spotkania z nim, nawet jeśli to będzie Cie kosztowało wiele wyrzeczeń. Tak samo jest z chodzeniem do Kościoła, to spotkanie z przyjacielem za którym tęskniliśmy i pragniemy spotkania z nim.
    Gorzej sprawy mają się z ludzmi, którzy udają bogobojnych, chodza co niedzielę do Kościoła, ale tak naprawdę robią to, na pokaz dla ludzi.
    I nie piszę tego bez znajomości przykładów. Na przykład co można powiedzieć o osobie, która w niedziele idzie do Kościoła, przystępuje do Komunii, a po mszy sprzedaje piwo w swoim sklepie. Czy to jest normalne?
    I gdzie tu logika?
    Ja naprawdę zadaje sobie to pytanie i nie moge wyjść z podziwu, jak można tak postępować.
    Dlatego nie potępiam ludzi, którzy nie chodzą do Kościoła, ale wierzą po swojemu.
    Lepiej jest żyć w ten sposób, niż robić coś na pokaz, takie obnoszenie się z wiarą jest dla mnie najlepszym przykładem jej braku.

    #25 wioletta
  26. Zgadzam się jak najbardziej z powyższym komentarzem. Jest mnóstwo osób, które właśnie nawet przed księżmi udają jacy to oni nie są wierzący, ale gdzie jest ich wiara po wyjściu z kościoła. Ja nie jestem święta, ale jak już przestrzegać wiary w kościele, to stosować ją też w codziennym życiu. Przecież Pan Bóg jest wszędzie i widzi wszystko.

    #26 Sylwia
  27. #17,Ba;
    najważniejsze by dać się zebrać, by pozwolić się poskładać już nie po swojemu.
    Pozdrawiam Cię
    janusz f.

    #27 baran katolicki
  28. #16, Bp Zbigniew Kiernikowski,
    przełamać się w sobie i być komunią dla innych to prawdziwy cud, który jak na razie jest poza moim zasięgiem.
    Zawsze miałem i mam problem z afirmacją społeczną. Pewnie to skutek wewnętrznego poranienia.
    Pozdrawiam i życzę zdrowia
    janusz f.

    #28 baran katolicki
  29. Pawelpiotr, w dziedzinie polityki zagranicznej zgadzam się z tobą „w całej rozciągłości”. Jestem prawie pewny, że osoby będące u władzy nie mogą postępować inaczej, gdyż są zależne. Wystarczy sprawdzić kto był doradcą ś.p. Lecha Kaczyńskiego i kto jest doradcą Bronisława Komorowskiego.
    Problem wierzących i nie praktykujących zaczyna się w ich młodym wieku, gdy przynaglani przez rodziców chodzą do kościoła, lecz mało kontrolowani nie przystępują do spowiedzi (rodzice sporadycznie odwiedzają świątynię, itp.). Po pewnym czasie stwierdzają (zgodnie z prawdą), że takie uczestnictwo nie ma sensu. Przemiana jest możliwa, gdy sytuacja życiowa wymusi pojednanie z Bogiem i bliźnimi.

    #29 lemi58
  30. #25 wioletta
    Tu nasuwają się słowa Jezusa: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.”(Mt 6,1) Jezus nazwał Uczonych obłudnikami, bo widział ich postawę serca i to, że modlą się na pokaz, modląc się godzinami, żeby tylko ludzie widzieli.
    Szczególnie ci co chodzą do kościoła, powinni świecić przykładem i przyciągać innych do Chrystusa.
    Chrześcijanin nikogo nie powinien potępiać, jeśli już to sama ta osoba się potępia, bo nie wierzy i robi złe rzeczy.
    Ale są też takie osoby, które nie wierzą ale mają serce pełne miłości do innych ludzi, pomagają im. Czy takie osoby nie bardziej podobają się Bogu?

    #30 chani
  31. Z listu Sługi Bożego bp Wilhelma Pluty http://www.wilhelmpluta.pl/p_listy.html Chrystus światłością świata powiem to po swojemu, ksiądz bp zaczyna od tego, że w państwie dobrobytu stały trumny dwóch samobójców, jeden popełnił to samobójstwo bo szukał miłości i dobroci – i pewnie jej nie znalazł, a drugi popełnił to samobójstwo bo szukał prawdy.
    I obojętne czy jesteśmy w kościele czy poza nim, czy wychował nas kryminał, czy uformowało nas seminarium – zawsze szukamy Prawdy, Dobroci i Miłości a najpełniej możemy poprzez obmycie się w sakramentach wejść w komunię i dialog z Bogiem. Ktoś kiedyś mnie zapytał na tym forum czy myślisz, że nasz biskup zostanie papieżem? Któryś biskup zostanie papieżem, póki co mamy Benedykta XVI i codzienny krzyż do niesienia – ja mam do wychowania dwie córki, do prowadzenia firmę ks bp do prowadzenia całą diecezję – życie składa się z codziennych wyborów, a najpełniej można je odczytać w komunii z Jezusem. Ktoś fajnie napisał na tym forum o masonach, że odrzucili Boga i prawda jest relatywna. Bo rzeczywiście, gdy nasze decyzje i wybory nie przeglądniemy w świetle ewangelii to umiera w nas sumienie w naszym narodzie. Pięknie odczytał to św. Ignacy, że rozmawiając ze światem trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Na jakiej postawie ja mam się wypowiadać o katastrofie smoleńskiej – jak ja nie jestem żadnym ekspertem w tej sprawie. A jeżeli nawet eksperci coś przeoczyli i czegoś nie zbadali to już ich wina. Bo każdy to co robi powinien robić najlepiej jak potrafi. A prawda jest taka, że nawet nam nie wychodzą najprostsze codzienne czynności – ile razy dziecko do nas woła a my jesteśmy zajęci telewizorem, nieraz jesteśmy czymś zajęci i trzeba dziecko nauczyć szacunku żeby nam nie przeszkadzało- taki codzienny trud – każdy ma inny. A im wyżej ten trud inny i wymaga odpowiedniego przygotowania i zawsze wrażliwego sumienia – bo bez niego prawda staje się relatywna. Wszyscy jesteśmy pracownikami winnicy pańskiej i mamy powierzone zadania czy jesteś dyrektorem, biskupem, kolejarzem, czy śmieciarzem. Pewien przedsiębiorca zainwestował w firmę 400 tys zł i powierzył ją pracownikom Pracownicy w tym czasie robili sobie co chcieli nie przejmując się kompletnie tym co robią, po pewnym czasie zaczęli robić sobie prywatę w zakładzie, następnie wynosić urządzenia, a na końcu wpadli na genialny plan, że porwą dziecko przedsiębiorcy i zażądają od niego okupu. Skończyło się na tym, że wszyscy wylądowali w więzieniu, a firma upadła. Najlepiej doinwestowane państwo z takimi pracownikami i obywatelami padnie, A co zrobi z mami Chrystus jak przyjdzie?
    Czytałem kiedyś wprowadzenie o nauk prawniczych i było tam, że amerykanie myślą nad zmiana systemu penitencjarnego bo mają przeludnione więzienia i wprowadzili punktację – kiedy ktoś przekroczy daną ilość punktów idzie do odsiadki – jeżeli jest w tej dolnej granicy inne środki resocjalizacji są stosowane. U nas ze względów formalnych ten system nie mógł być zastosowany. czytając taka refleksja mi się nasunęła – ilość osób w więzieniach powinien być papierkiem lakmusowym kondycji państwa

    #31 pawelpiotr
  32. Współczuję wszystkim rządzącym, tak sobie myślę: zaspokoić potrzeby wszystkich w Polsce emerytów, rencistów, strefę budżetową, utrzymać palcówki, realizować zadania budżetowe, interweniować na rynku…. i wiele innych zadań i wszyscy wokół plują. A plują niemiłosiernie: nie wiem czy ktoś pamięta jak chyba w 2003 r. mieliśmy wydarzenia w Warszawie jak w Grecji – zniszczyli wtedy protestujący ministerstwo rolnictwa, stałem wtedy w kordonie policyjnym – wylądowała na nas metalowa ławka, obok kolega się palił, tłum wciągnął policjanta zdeptali go – uszkodzili kręgosłup.
    Po co wy politycy tak na siebie plujecie, który rząd jest w stanie wziąć tą odpowiedzialność na siebie i sprosta tym wszystkim zadaniom.
    Gdzie idea okrągłego stołu, dialogu.
    Nawet najlepsze pomysły na gospodarkę Państwom wymagają opracowania prawników i finansistów. Wiem coś o tym bo nieraz księgowa studzi moje zapały….. ile winy nasz rząd ponosi, winy za brak interwencji w sprawie kursu franka, może na franku tak tego nie widać, ale dane mi było rozmawiać z windykacją odnośnie leasingu i ucięliśmy sobie pogawędkę – współczuję wszystkim co wzięli leasing w jenach – kiedyś bardzo atrakcyjna tania oferta – nikt nie przetrwał.
    Dane mi też było rozmawiać z Polakami co żyją w Anglii – żaden nie chce tu wrócić, 2 funty niedopłaty z podatku urząd proponował spłacić na raty.
    Mam dobrego znajomego w Inspekcji Pracy i kiedyś z nim o tym rozmawiałem, mówi że coś jest nie tak, kierujemy wnioski o ukaranie na pracodawców którzy nie radzą sobie i ledwo co koniec z końcem wiążą, a nieuczciwa konkurencja szaleje. Zło niszczy człowieka.
    W ogrodzie oliwnym Piotr odcina ucho żołnierzowi – A Jezus pokazuje nie tak ma być między wami, nie da się niszczyć władzy. Dotyka żołnierza i go uzdrawia. Wiemy jaka była ta władza, że niewinnego wydała na śmierć. A jednak i na nią Chrystus rzuca swoje światło: od tej chwili nikt już nie kupi ustawy za kilka srebrników, celem władzy nie będzie gnębienie niewinnych, nie będzie zabijanie życia, nie będzie przyzwolenia na tolerowanie zła (Piłat), ale służba człowiekowi. Jaka jest nasza władza w świetle Chrystusa?
    Dołączyłbym do tego objawienia w Ewangelii te wszystkie objawienia, które uznał Kościół: i powiedział Słowa Maryi: dzieci nawrócicie się z waszych grzechów i módlcie się inaczej przebierze się miarka.
    Panie Ty wiesz, Ty wszystko wiesz, wiesz jak Cię miłuję. Wiesz jaki jestem grzeszny a jednak takiego do siebie przyciągasz

    #32 pawelpiotr
  33. Dziś czytając Pismo, trafiłem na słowa: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny. „(2Kor 12,7-10)
    Mam różne słabości ale jestem pewien, że gdyby nie one, to bym zapewne popadł w pychę. A tak to jestem mocny duchowo, choć słaby fizycznie.

    #33 chani
  34. #23 wioletta
    Gdy zrobisz swój rachunek sumienia, Twoje zdziwienie na temat sklepikarza w bulwersujący dla Ciebie sposób sprzedającego piwo, zamieni się szybko w zrozumienie.

    #34 grzegorz
  35. Problem nasz polega na tym (chyba),że robimy wszystko,aby przypodobać się ludziom.Chcemy być kimś i temu celowi poświęcamy bardzo dużo i sił,i czasu,i energii.I nie daj Boże,żeby ktoś nam dorównał.Czasami myślę że, nieświadomie,takie relacje próbujemy budować z Panem Bogiem.Chcąc zaskarbić Jego łaski,wybieramy służbę Bogu w taki sposób i w takiej formie,jaka jest dla nas najlepsza , najwygodniejsza,i oczywiście taką, która DAJE PROFITY.
    A Pan Bóg kocha każdego z nas ,bez względu na nasze słabości , grzechy i upadki,bez względu na nasz status majątkowy i społeczny.Jest w swej miłości hojny i bezinteresowny.

    „Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie” (Mr 12:41-44)
    Wszystko co czynimy dla Boga ,i dla drugiego człowieka ze szczerego serca,jest najważniejsze.
    Nasze czyny są ważne,ale ważniejsze są nasze intencje.

    „Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16:7)

    Do normalnego rozwoju duchowego potrzebna jest i modlitwa osobista,i modlitwa wspólnotowa,oraz służba innym,słabym,potrzebującym.W naszej codzienności sprawdza się nasza wiara i nasza miłość.
    Pozdrawiam

    #35 Anna
  36. wrócę w tym miejscu do tematu znalezionego skarbu jakim jest wiara w Jezusa Chrystusa i wierności Jemu. Ludzie gonią za różnymi materialnymi „skarbami”, tymczasem, Ewangelia odkrywana przez Słowo Boże, daje skarb jedyny w swoim rodzaju, dla którego pragnę tracić siebie
    nawet za cenę życia doczesnego, pragnę ten skarb potrafić unieść w swym sercu i nie chować ale ukazywać Go innym.Jedynie Moc Boża może mnie uzdolnić do wierności i ciągłego zachwytu tym SKARBEM
    Pozdrawiam :) :) :)

    #36 niezapominajka
  37. Dziekuję Księdzu Biskupowi, za przybliżanie Królestwa Bożego, tego niesamowitego SKARBU- k a ż d e m u chętnemu , nawet najgorszemu grzesznikowi.
    Pozdrawiam promykami nadziei

    #37 niezapominajka
  38. #33chani
    „A tak to jestem mocny duchowo, choć słaby fizycznie.”
    Uważaj, bo zaraz Pan Bóg pokaże ci co innego.
    Ja sobie wczoraj pomyślałam: Juz 3 tygodnie nie ma pana organisty. Śpiewanie psalmu idzie mi wyjatkowo dobrze. I co ?
    Przez 3 tygodnie nie miałam najmniejszego problemu, a dzisiaj melodia psalmu wyparowała mi z głowy. Zrobił się mix wszytkich melodii.
    A ja właśnie skończyłam czytanie i mam zaśpiewać. :)
    Refren zaśpiewałam, jaki przyszedł mi właśnie do głowy, ale na pewno nie z tych, co ja śpiewam. A zwrotkę nie wiem, od jakiego psalmu. Ale chyba nikt nie zauważył mojej kompletnej improwizacji.
    Tak, Pan Bóg bardzo szybko reaguje na moją pychę. :)

    #38 basa
  39. P.S.
    To wszystko to dar. :)

    #39 basa
  40. „Wydarzenia dokonane przez Jezusa mają znaczenie zawsze aktualne wobec wszystkich, którzy słuchają Jego słowa”
    Spróbuję zobaczyć, czy rzeczywiście słucham Jego słowa…
    „Można porównać życie człowieka pod Prawem do owego bycia na pustkowiu i do tej sytuacji niewystarczalności, jaką stanowiły owe chleby i ryby. Nie jest to wystarczające, ale jest do dyspozycji człowieka.(…)
    Ten gest łamania i rozdawania pięciu chlebów (Prawa) (…)wskazuje na to, co możemy nazwać interpretowaniem tych przepisów na rzecz człowieka. Jednak nie dla jego obrony siebie (też człowieka)”
    Przyjęcie Ewangelii pozwala mi na życie, w którym odczuwam wiele braków (brak mi wiedzy, pewności siebie, wiary, zaufania do bliźnich, łatwości w nawiązywaniu kontaktów…), ale mam do dyspozycji Prawo i mogę je interpretować na rzecz człowieka. Ale nie po to, by bronić siebie – ukrywać się przed innymi, bronić siebie wykorzystując Prawo, udawać inną, niż jestem…
    Przyjmując Ewangelię nie boję się, że wyjdzie na jaw mój brak. Nie będę bronić dostepu do mojego braku wykorzystując Prawo. Będę Je „łamać w sobie”, by w ten sposób bronić (ratować, wyjaśniać na własnych brakach) człowieka obok…
    Pozdrawiam :)

    #40 julia
  41. #38 basa
    Mnie się zdaje, że moje zdanie nie było pychą, wręcz przeciwnie, to stwierdzenie człowieka, który polega tylko na Bogu.
    Zauważ słowa Pawła apostoła, które przytoczyłem: „Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny”. i jeszcze „Moc bowiem w słabości się doskonali.”

    #41 chani
  42. Bóg jako najlepszy Ojciec karci nas, ćwiczy, żebyśmy bardziej Mu ufali we wszystkich naszych sprawach

    #42 chani
  43. #41 chani :)
    To cieszę się.
    Jednak wiem z własnego doswadczenia, że niebezpiecznie jest myśleć o sobie, że jest się mocnym duchowo. Pan Bóg juz kilkakrotnie przytarł mi nosa w tym względzie.
    Jednak ja to nie ty. Ja mam skłonnosć do pychy i dlatego Pan Bóg wciąż mi to pokazuje, aby pomóc mi zachować pokorę. :) Jest dla mnie bardzo dobry.
    Ks. Biskup powiedział, ze pokora to prawda.
    Cieszę się, że Pan Bóg obdarowuje Ciebie i mocą ducha i pokorą. :)

    #43 basa
  44. Po tej mojej nauce pokory Pan Bóg obdarowuje mnie mocą, aby pięknie śpiewać psalm responsoryjny. :)

    #44 basa
  45. Ojciec Pio tak pisał o pokorze:
    „Pokora jest prawdą, a prawda jest pokorą.”

    #45 chani
  46. #43 basa
    Czasami sobie myślę „za dużo łaski, Panie Boże” :)
    Jeszce muszę uczyć się mniej narzekać, szczególnie na tą obietnicę Boga.
    Bóg mi ją dał i… milczy

    #46 chani
  47. To tak jak ci izraelici, którzy narzekali, gdy wywiadowcy poszli obejrzeć Ziemię Obiecaną i powiedzieli, że jest nie do zdobycia.
    Tak samo i ja, gdy Bóg mi pokazał moją Ziemię Obiecaną a ja zamiast czekać, to narzekałem, że ona jest nie do zdobycia, że ona jest zbyt ładna dla mnie. Chociaż teraz też narzekam, ale już mniej i chciałbym żeby już się ta obietnica spełniła i też za każdym razem mówię: nie moja, ale Twoja wola niech się spełni.

    #47 chani
  48. #46 chani
    Abraham też długo czekał na urodzenie się syna. :)
    Nawet sam próbował pomóc w spełnieniu obietnicy ( Izmael), ale przecież nie o to chodziło. :)
    Pan Bóg spełnia, to co obiecuje.
    Tylko, czy my potrafimy Jego obietnice poprawnie odczytywać?

    #48 basa
  49. #48 basa
    Masz rację, no cóż muszę… czekać

    #49 chani
  50. Jeszcze o pokorze:
    „Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę. Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. „(Jak 4,6-7) oraz „Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. ” (1P 5,6-7)

    #50 chani
  51. #50 chani
    No właśnie: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was.” :)

    #51 basa
  52. W psalmie 37 czytamy: „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” i rzeczywiście działa. Jak mało do szczęścia brakuje, wystarczy zaufać Bogu, nie tylko mieć Go na języku.

    #52 chani

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.



css.php