Pochówek Dzieci Utraconych (111024)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dzisiaj, 24 października, w katedrze clebrowałem wraz z licznymi Kapłanami i przy licznym udziale Wiernych Eucharystię polecając Bogu utracone Dzieci oraz przedkładając Bogu bolesne doświadczenie Rodziców tychże Dzieci.

Jest już szersza informacja o tym na naszej stronie diecezjalnej.

Tutaj zachęcam do ewentualnych wypowiedzi i świadectw. Wydaje się bowiem, że potrzebujemy większej troski o wzrast naszej świadomomości w podejściu do tej prawdy i rzeczywistości utraconego dziecka a tym samym do szacunku wobec człowieka i jego życia w szerokim tego słowa znaczeniu.

Zapraszam

Bp ZbK

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

31 komentarzy

  1. Zgodnie z tradycyjną nauką Kościoła dziecko nieochrzczone nie może pójść do Nieba. Dzieci poronione przebywają w specjalnym stanie (tzw. limbus), w którym są po swojemu szczęśliwe, ale nie oglądając jednak Boga.
    Wg medycyny liczba poronień samoistnych w pierwszych dniach ciąży jest duża nawet do 40% zarodków. Teraz przyjęło się w Kościele uważać, że człowiek jest od poczęcia, czyli zygota to też człowiek i osoba. Św. Tomasz przyjmował, że nie od poczęcia tylko od momentu ukształtowania ciała (3-4 tydzień ciąży) można mówić o duszy ludzkiej. Jak to jest?

    #1 Włodzimierz
  2. #1 Włodzimierz,
    na stronie: http://www.poronienie.pl/teologia_los1.html
    przeczytałam:
    „… należałoby uznać, że dzieci umierające bez Chrztu zostają uwolnione od grzechu pierworodnego za pośrednictwem pragnienia Chrztu, zawartego w akcie wiary Kościoła, wyrażonego w jego modlitwie wstawienniczej o zbawienie wszystkich. Ponieważ każdy sakrament dokonuje się w wierze Kościoła, który go sprawuje z mandatu Chrystusa, także sakrament Chrztu dzieci jest sprawowany w tej wierze i dlatego nie widać rozumnych podstaw dla wyłączenia dzieci nieochrzczonych z powszechnej zbawczej woli Boga, która obejmuje niechrześcijan dorosłych, o których mówi Sobór Watykański II w LG n. 16. Skoro zbawcza łaska Chrystusa obejmuje wszystkich, którzy „bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, […] mogą osiągnąć wieczne zbawienie i Opatrzność Boża nie odmawia koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują, nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie” (tamże), to tym bardziej weryfikuje się to w odniesieniu do niewinnego dziecka”.
    Tam również są wypunktowane od strony teologicznej słabe punkty limbus puerorum.

    Katechizm uczy:
    362 Osoba ludzka, stworzona na obraz Boży, jest RÓWNOCZEŚNIE istotą cielesną i duchową. Opis biblijny wyraża tę rzeczywistość językiem symbolicznym, gdy stwierdza, że „Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2, 7).

    RÓWNOCZEŚNIE czyli od poczęcia. Tutaj św. Tomasz się mylił.
    Pozdrawiam 🙂

    #2 julia
  3. Nie wiadomo, czy się mylił. To , że „osoba ludzka, jest RÓWNOCZEŚNIE istotą cielesną i duchową” podkreśla tylko jedność cielesno-duchową. „Równocześnie” znaczy tu tyle co „zarazem”. Akwinata przyjmował to samo i zastanawiał się, kiedy można mówić o ciele LUDZKIM, czyli takim, którego dusza LUDZKA mogła być FORMĄ.
    Dziś mamy tyle nowych danych o strukturach i dynamizmie dziedziczenia i rozrodu, że teologia powinna rzecz podjąć na nowo. Tak mi się zdaje.

    Co do zbawienia dzieci nieochrzczonych można by to przyjąć, ale jest to wyraźna EWOLUCJA Tradycji i to DYNAMICZNA ewolucja.

    #3 Włodzimierz
  4. Włodzimierzu,
    Jest rzeczywiście tak jak piszesz.Rozpowszechnienie poglądów o magiczno-rytualnym charakterze Chrztu Świętego doprowadziło do traktowania dzieci nieochrzczonych ( lub szerzej ludzi nieochrzczonych) arbitralnie poza zbawieniem. Czujesz na pewno, że już samo nasze wypowiadanie się o czyimś zbawieniu jest delikatnie mówiąc nadużyciem.Gdybyś uczestniczył w przygotowaniach katechumenów do chrztu, zobaczyłbyś, że nie chodzi tu tylko o jakiś ryt, ale jest to proces dojrzewania w wierze. I kluczem , czy też momentem zwrotnym jest tu doświadczenie darmowości przebaczenia w takich czy innych okolicznościach ich życia. Przyjęcia ich takimi, jakimi są,często odrzucanymi przez innych.Jednym słowem doświadczania miłości. Tu pojawia się dla nich nowe życie – życie z przebaczenia. Katechumeni są przyjmowani do wspólnoty ochrzczonych w pewnych wymiarach jeszcze przed tym wydarzeniem.Chrzest dzieci,ma sens wtedy , gdy mogą doświadczać takiej miłości od swoich rodziców, chrzestnych ,środowiska w którym żyją. Czy jest to dostępne , w jakiej mierze i od którego momentu życia człowieka – kto wie? Jednak patrząc na sam akt poczęcia – juz tu jest szansa na okazywanie miłości do pojawiającego się dziecka. Trzeba by mówić o koncepcji lub antykoncepcji wobec życia a jest to nowy temat.

    #4 grzegorz
  5. Chyba do wszystkiego trzeba dojrzeć .
    Mimo wielu poronień w mojej rodzinie/mojego ,corki , siostr/ nie przeżywałam tego tak jak aktualnie przeżywam martwą ciążę mojej chrzestnej córki.Dziś wlaśnie to 2-ne malenstwo zostanie „wyłeżeczkowane” lub sztucznie urodzone.
    Basa , wytłumacz mi to jako lekarz – co się stanie z tym płodem.
    Dla mnie to jest już człowiek i żadne argumenty / przepraszam ale nawet Św. Tomasza/ mnie od tego nie odwiodą .
    Bardzo trudno mi było podjąć rozmowę z młodymi rodzicami,ktorzy z radością czekali na potomstwo , ale dzieki Bogu zrozumieli.

    #5 Tereska
  6. ….łyżeczkowane…czyli po trochu??

    #6 Tereska
  7. #6 Teresko!
    Napisz do mnie
    basa2@op.pl

    #7 basa
  8. Na temat zbawienia dzieci nienarodzonych była mowa w audycji „Rozmowy o życiu” tydzień temu.
    Link aby jej posłuchać http://archiwum.radiopodlasie.pl/?p=11825

    #8 basa
  9. #3 Włodzimierz,
    nie trzymaj się kurczowo św. Tomasza.
    Dziś na pytanie o początek życia odpowiada biologia, nie filozofia, jak mówi w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” (nr 41/2011) dr Tadeusz Wasilewski.
    I dalej:
    „Zadajmy jej (tj. biologii) pytanie o początek życia w ogóle. Odpowie: „W chwili połączenia gamet płciowych pojawia się nowe życie”. Bo plemnik jest żywy, komórka jajowa jest żywa.”
    A tekst Księgi Rodzaju wyraźnie wskazuje, że człowiek stał się istotą żywą (zaczął żyć) po tchnieniu weń duszy.
    Dla mnie jest to bardzo jasne.
    Podobnie rzecz się ma ze zbawieniem nieochrzczonych w ogóle, w szczególnie dzieci.
    Zgadzam się z rozumowaniem i wnioskami cytowanego artykułu.

    To być może łaska, że nie mam wątpliwości, jak Ty…
    Pozdrawiam 🙂

    #9 julia
  10. Bóg zapłać za pamięć i modlitwę. Do poronienia doszło w 26 tygodniu ciąży. Gdy wody zaczęły odchodzić, na łonie nakreśliłem znak krzyża wypowiadając słowa Chrztu, nadając imię Kasia. Liczę na ważność sakramentu. Wszystkie rozstania z żyjącymi i nienarodzonymi są jednakowo bolesne. Uwierzcie,że tak jest wszyscy, którzy popieracie aborcję.

    #10 lemi58
  11. Zważywszy na moje przeżycia i doświadczenia uważam, że sakrament Chrztu powinniśmy rozdzielać w obfitości. Tak czynił Jan Chrzciciel, Apostołowie. Ten dar otrzymaliśmy od Ojca bez warunków wstępnych. Wtedy nie będziemy zastanawiali się w jakim stanie znajdują się dusze ludzi nieochrzczonych po śmierci.

    #11 lemi58
  12. Czytałam w internecie w dziennych wiadomościach że nauka poszła tak daleko i odkryła pierwiastek Boski w atomie. Jest to widoczne światło dające się zauważyć w dużych ułamkach sekundy. Nie wiem dlaczego Kościół o tym nie mówi.

    #12 niezapominajka
  13. Przeczytałam co napisałam uważnie już po wysłaniu wpisu i zastanawiam się / w tej chwili umknęło to mojej wiedzy/ jak odnoszą to do poczętego życia.
    Może ktoś z was wie więcej na ten temat.

    #13 niezapominajka
  14. Lemi58
    Czy 58 to twój wiek?
    Bardzo dobrze rozumiem Twój ból z powodu utraty dziecka. Ja mam takie mocne przekonanie, że Dobry Bóg sprawi, że będziemy mogli spotkać się ze swoimi dziećmi nienarodzonymi, w Niebie.pozdrawiam

    #14 niezapominajka
  15. #11 lemi58
    samo przyjęcie chrztu nie gwarantuje Nieba.
    Kościół naucza, że ostateczne rzeczy człowieka (ochrzczonego) to śmierć, sąd Boży, Niebo albo Piekło.

    Jan Chrzciciel nie udzielał sakramentu chrztu, on wzywał do nawrócenia i chrzcił wodą na znak nawrócenia tych, którzy do niego przychodzili.

    Natomiast w Katechizmie Kościoła katolickiego w punkcie 1257 czytam:
    „Chrzest jest konieczny do zbawienia dla tych, KTÓRYM BYŁA GŁOSZONA Ewangelia
    i którzy MIELI MOŻLIWOŚĆ PROSZENIA o ten sakrament”
    Odsyła też w tym miejscu do Ewangelii wg św. Marka:
    „I rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i GŁOŚCIE Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto UWIERZY i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16,15-16).
    Apostołowie kierowali się poleceniami Pana Jezusa, najpierw głosili, potem udzielali chrztu tym, którzy uwierzyli.

    Nasz Pasterz, bp Zbigniew, wypowiedział się na temat udzielania sakramentów w dokumencie:
    http://www.dobry.sacro.pl/userfiles/203/File/Texty/BPKiernikowski_wskazania_ws_sak.pdf
    Czytam tam m.in.:
    1. Sakramenty są dla ludzi przygotowanych do ich przyjęcia, a przede wszystkim
    wykazujących stosowną do swego wieku i stanu wiarę. Przyjęcie sakramentów bez
    odpowiedniej wiary niesie ze sobą niebezpieczeństwo magicznego ich pojmowania i
    takiego też korzystania z nich.

    3. W przypadkach, kiedy z prośbą o udzielenie sakramentu przychodzą osoby, które
    nie spełniają i nie akceptują nauczania Kościoła, należy je wezwać do rewizji swoich
    przekonań, oferując wszelką pomoc w zrozumieniu i doprowadzeniu do uznania nauki
    Kościoła. Jeśli nie ma otwartości na tę pomoc, trzeba takim osobom uświadomić, że to
    nie Kościół odmawia im sakramentów, lecz oni nie spełniają koniecznych warunków do
    ich godnego i właściwego przyjęcia.
    Pozdrawiam 🙂

    #15 julia
  16. Pamiętam, jak śp. o.Alfred Cholewiński tłumaczył, że dzieci utracone idą prosto do Nieba, tak samo ludzie chorzy i niepełnosprawni umysłowo, dla ich cierpienia, cierpienia niewinnych.
    A z tego co wiem, to uważam, że Chrzest ma dla nas znaczenie właśnie tu, na ziemi, byśmy w jego mocy przeżywali nasze ziemskie dni i doświadczali Królestwa Niebieskiego już tutaj, na ziemi.

    #16 AnnaK
  17. Kilkanaście lat temu byłam na pogrzebie małego Pawełka, którego mama poroniła i z wielkimi staraniami od szpitala dostała jego ciało.
    To był czas porannych laudesów, przed pracą i wtedy, po modlitwie o 7 rano, o wschodzie słońca modliliśmy się za tego chłopczyka. Bardzo to przeżyłam, czułam, że jesteśmy z nim i odprowadzamy go do Ojca, chociaż on nawet nie oglądał słońca…
    Myślałam też o tym, że to maleństwo potrzebuje wspólnoty i naszej modliwy za niego.
    Pozdrawiam

    #17 AnnaK
  18. No Grzegorzu, ruszyłeś mnie. Rozumiem już dlaczego lefebryści nie znoszą neokatechumenatu.

    #18 Włodzimierz
  19. Kochani,
    ja z mężem uczestniczyłam 24 października w Eucharystii koncelebrowanej pod przewodnictwem naszego Biskupa Zbigniewa w intencji dzieci utraconych i ich rodziców.Bardzo chciałam uczestniczyc w tej Eucharystii. Poroniłam dwójkę dzieci (w wieku 7 tyg. ciąży), jedno 8 lat temu, drugie w marcu tego roku. To wydarzenie sprzed 2 dni, czyli Eucharystia i pochówek na cmentarzu były dla mnie jak duchowy balsam. Miałam możliwość pożegnia moich dzieci, przeżycia tego na nowo w duchu wiary, naprawde prawdziwej, że one są u Ojca i czekają na nas (na mnie, męża i dwoje naszych dzieci, którym Bóg pozwolił się urodzić i cieszyć się nimi).
    Po pochówku, nadaliśmy z mężem im imiona (Jaś-od Jan lub Janina i Ola – od Aleksander lub Aleksandra). Wieczorem powiedzieliśmy o tym naszym dzieciom: córeczce 4-letniej, która jest z tego powodu przeszczęśliwa i synkowi 7-letniemu, który z powagą to przyjął i powiedział, „szkoda, że umarli”.
    Ja też mam w sercu pokój, radość, wiarę i nadzieję.
    Jeśli ktoś z Was drodzy bracia i siostry utracił dziecko, naprawde polecam taką Eucharystię i pochówek.
    z Bogiem.
    Marzena

    #19 mama
  20. #18 Włodzimierz
    Grzegorz nie pisze o neokatechumenacie, ale o katuchemenacie czyli przygotowaniu do chrztu.

    #20 basa
  21. Co się dzieje z płodami /z aborcji/ w Chinach -szok
    Można poczytać na http://www.Katolik-Barbarzyncy XXI wieku

    #21 Tereska
  22. #5 Teresko
    „Basa , wytłumacz mi to jako lekarz – co się stanie z tym płodem.”
    Ponieważ nie napisałaś poza blogiem odpowiadam:
    Jestem lekarzem rodzinnym i nie pracuję w szpitalu. Na ten temat mogę powiedzieć tylko tyle, ile usłyszałam w audycji.
    Czyli, jeżeli rodzice chcą, to taki płód jest im wydawany łącznie z zaświadczeniem, dobrze nie pamiętam nazwy – o urodzeniu martwego dziecka. Na podstawie tego zaświadczenia rodzice mogą przeprowadzić procedury zwiazane z pochówkiem.
    Jeśli rodzice nie odbiorą go, to wtedy pochówkiem zajmuje się gmina.
    Z tego, co powiedziano w audycji, jeśli szpital sam nie zaproponuje wydania martwego płodu, rodzice mają prawo zażądać, aby to wykonał.
    Nie wiem, czy o to Ci chodziło?

    #22 basa
  23. Dziekuję Basa
    Moi znajomi chcieli pochować płod i wynikły przy tym wielkie problemy.Należało zachować wszystkie procedury jak przy każdym pogrzebie.
    Nigdy natomiast nie słyszalam o pochówku płodów przez gminy.

    #23 Tereska
  24. Nie trzymać się sztywno św. Tomasza? OK. Tomasz nie zawsze jest konsekwentny. I taki jest w kwestii zbawiania nieochrzczonych.
    Zbawienie to jest jak wiadomo oglądanie Boga, „wizja uszczęśliwiająca”. Rzecz przekraczająca naturę a limbus to nic innego jak stan „naturalnej szczęśliwości”.
    Akwinata twierdzi, że pragnienie zbawienia jest tożsame z naturalnym pragnieniem szczęścia, które nie może być przez samą naturę spełnione na skutek grzechu pierworodnego. Grzech pierworodny oznacza u Tomasza tylko brak pierwotnej sprawiedliwości-łaski (a nie tzw. zepsucie natury, które jest dopiero konsekwencją grzechu).
    Inaczej mówiąc, łaska jest „naturalnym” wyposażeniem natury. Z tego by wynikało, że limbus jest w ogóle niemożliwy.

    Nie martwmy się zresztą. Św. Augustyn twierdzi, a Doktor to wielki, że wszyscy pójdziemy do Piekła, chyba że Bogu spodoba się inaczej.

    #24 Włodzimierz
  25. #23 Tereska
    W studio była przedstawicielka gminy i to ona mówiła o tych procedurach. W Siedlcach tak jest. Ale to nie musi być rozgłaszane.

    #25 basa
  26. #23 Tereska
    „Należało zachować wszystkie procedury jak przy każdym pogrzebie.”
    Bo to też taki sam człowiek jak inny. 🙂
    Dlaczego miałby więc być inaczej traktowany?

    #26 basa
  27. No , chyba coś tu powinno być uproszczone.
    Pomysł z gminą to chyba dobry pomysł, tylko czy jest to wszędzie przestrzegane .

    Ja doskonale rozumiem, że jest to taki sam człowiek.
    Ale wyobraź sobie – przykład: mąż zbiera płod, który zona poroniła w wannie i organizuje pogrzeb.

    #27 Tereska
  28. cd.
    autentyczny przykład
    Zebrany płód wziął do woreczka i chciał pochować gdzieś na cmentarzu.
    Sprawa o malo co nie oparła się o prokuratora.

    #28 Tereska
  29. Ad #27, #28 Tereska
    No przestań już wreszcie mówić płód – to jest człowiek. Kiedy tak mówisz, nie traktujesz go jak człowieka i wszystko co piszesz jest straszne.

    #29 AnnaK
  30. Przepraszam , ale taka jest prawda

    ps.często to , co egzystencjalne jest straszne

    #30 Tereska
  31. Ad #30 Tereska
    Prawda jest, że jest człowiekiem. Słowo, którego się trzymasz wprowadzono, by go odczłowieczyć i móc bezkarnie zabijać.

    #31 AnnaK

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php
Improve Your Life, Go The myEASY Way™