Sposób działania Pana ( Ndz B 2012)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Pierwsze czytanie 11 Niedzieli zwykłej roku B daje nam okazję poznania sposobu działania Pana i pewnego wniknięcia w Jego zamysł. Prorok Ezechiel, jak to często było w zwyczaju u proroków, posługuje się jednym z obrazów wziętych z życia które go otacza. Konkretnie z przyrody. Czyni to w sposób prowokujący i pobudzający do refleksji. W grę wchodzi wierzchołek wysokiego cedru. Ten cedr przedstawia naturalny piękny wzrost. Cedr jest drzewem szlachetnym, mającym piękny i imponujący wzgląd. Jest drzewem wyrażającym piękno i potęgę.

W proroctwie jest mowa o wysokim cedrze i jego wierzchołku. Wierzchołek jest tym, co wskazuje na kierunek wzrostu i rozwoju. W tekście hebrajskim jest to termin określający głowę. Z tego wierzchołka Bóg weźmie pęd i posadzi go na górze wysokiej i wyniosłej.

 

Wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę,
z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej.
Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę.

I wszystkie drzewa polne poznają, że Ja jestem Pan,
 który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa,
który sprawia, że drzewo zielone usycha, który zieloność daje drzewu suchemu.
Ja, Pan, rzekłem i to uczynię (Ez 17,22-24).

 

W proroctwie jest mowa o wysokim cedrze i jego wierzchołku. Wierzchołek jest tym, co wskazuje na kierunek wzrostu i rozwoju. W tekście hebrajskim jest to termin określający głowę. Z tego wierzchołka Bóg weźmie pęd i posadzi go na górze wysokiej i wyniosłej.

 

1. Dwie wielkości

Mamy z jednej strony wysoki cedr i jego wierzchołek a z drugiej wyniosłą i wysoką górę, która jest określona przymiotnikiem izraelska.

Cedr, jak to już wyżej wspomniałem, jest drzewem o wielkich wartościach gospodarczych ale także symbolicznych. Tak jest nie tylko w w historii biblijnej ale także ogólnie w starożytności Już w eposie o Gilgameszu jest nazwany drzewem świętym. Drewno cedrowe zostało użyte do budowy świątyni przez Salomona. Zgromadził je już Dawid. Cedr, zwany „chwałą Libanu” wskazywał na takie przymioty jak trwałość, a nawet nieśmiertelność. Był symbolem piękna, mądrości i sprawiedliwości a także dobrobytu i sukcesu. Jego zapach był wykorzystywany do umilenia przestrzeni ludzkiego przebywania.

Kiedy Bóg mówi o tym, iż Izraelici nie zbudowali mu domu, określa go właśnie jako dom cedrowy (zob. 2 Sm 7,7). W Psalmach odniesieni do cedrów Libanu służy do wyrażenia potęgi Boga, który łamie cedry (Ps 28,5).

Z wierzchołka takiego oto cedru Bóg bierze wierzchołek – gałązkę z wierzchołka. Oznacza to cząstkę jakby najbardziej reprezentatywną jego wyniosłości i chwały. Zostaje ona ułamana, oderwana z jej naturalnego środowiska i wszystkiego, co stanowiło o jej dotychczasowej wyniosłej tożsamości.

Druga wielkość to wyniosła i wysoka góra. Jest ona określona jako góra Izraelowi. W tym odniesieniu do Izraela zostaje zmodyfikowana i i ukierunkowana. Nie jest to wyniosłość jakby naturalna i wynikająca z samej siebie. Jest to wyniosłość, która przeżyła swoje uniżenie. Trzeba tutaj pamiętać o zmaganiu, jakie przeżył patriarcha Jakub z Aniołem Bożym. Z tego zmagania wyszedł zwycięski, ale nie jako Jakub (a więc oparty o swoje własne siły, zdolności, przebiegłość itp.), lecz jako Izrael, a więc mocny Bogiem i oparty o Boga jako źródło i fundament swojej nowej tożsamości. W miejsce Jakuba (z Jakuba) został powołany i niejako „zaistniał” ktoś nowy – Izrael.

2. Dzieło Boga

Na wysoką i wyniosłą górę – ale o o imieniu „Izrael” zostanie „przesadzony” pęd z wyniosłego wierzchołka cedru. Jest oczywiste, że ta transplantacja  nie dokonuje się w sposób naturalny i nie jest owocem dążenia „wierzchołka”, który sam z siebie będzie zawsze miał tendencję wzrostu ku górze. Oto zostaje przez Boga oderwany i przeniesiony jako mały, mający zaczynać „swoje nowe” życie od początku. To byłoby jeszcze do zrozumienia. Tak bowiem leśnik i ogrodnik czasem czyni, że bierze z pędów rośliny i je sadzi jako mające stać się samodzielnymi (chociaż chyba rzadko czyni tak biorąc pęd z wierzchołka).

Oryginalność tego „przesadzenia”, o którym mowa w dzisiejszym czytaniu,  polega na tym , że pęd zostaje zabrany ze swego naturalnego środowiska wzrostu, i zostaje przesadzony do środowiska „góry Izraela”, tzn. gdzie panuje inna dynamika wzrostu. Wzrost, jaki odbywa się na tej górze, nie jest wzrostem „naturalny”, lecz przez zmagania się i przez uniżenie.

Jest to wzrost, w procesie którego „wzrastający” będzie przeżywał zmaganie podobne do tego, jakie przeżył Jakub, który „stał się” Izraelem. Musi więc doświadczyć, że to nie jego własna siła go wynosi i czyni wzniosłym, lecz  jest Ktoś inny, kto tego dokonuje. Dokonuje wszystkiego na inny sposób, niż tylko naturalne tendencje. On poniża i wywyższa. Sprawia, że zielone usycha a suche uzyskuje zieloność …

Wtedy wszystkie drzewa polne (a więc zwykle, w odróżnieniu od cedru), poznają że Bóg jest Panem

 

3. Zostaliśmy uczynienie jako współrosnący z Nim (Rz 6,5)

Na koniec tego rozważania odnoszę do tekstu św. Pawła z Listu do Rzymian: „Jeżeli razem z Chrystusem zostaliśmy uczynieni jako rosnący razem z Nim na podobieństwo Jego śmierci, to też będziemy z Nim zjednoczeni w Jego zmartwychwstaniu” (Rz 6,5). Przekład BT mówi o zjednoczeniu. Obraz użyty przez św. Pawła to „wzrastanie razem” (przymiotnik „symphytos”) na podobieństwo pnącej się rośliny po pniu większej (drzewa). Zaskakujący jest jednak kierunek – śmierć, kierunek w dół.

W Jezusie, tym „wyniosłym drzewie” cedrowym stało się to wówczas, gdy został poniżony aż do krzyża. W zmartwychwstaniu, objawią moc nowego życia właśnie „na górze Izraela”. To stało się w Nim, aby stawało się w nas, w drzewach zwykłych, drzewach polnych. Oby w nas to się stawało. Obyśmy pozwalali na odcinanie „naszych wierzchołków” i na transplantowanie ich na wyniosłą górę mocy Boga.

Pan to wypowiedział i Pan to uczynił. Cudem jest w oczach naszych.

Jesteśmy tego świadkami.

Wszystkie drzewa polne winny to poznać. W tym celu głosi się Ewangelię o Uniżonym i Wywyższonym, Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym.

Bp ZbK

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

80 komentarzy

  1. …”Jest to wzrost, w procesie którego „wzrastający” będzie przeżywał zmaganie podobne do tego, jakie przeżył Jakub, który „stał się” Izraelem. Musi więc doświadczyć, że to nie jego własna siła go wynosi i czyni wzniosłym, lecz jest Ktoś inny, kto tego dokonuje. Dokonuje wszystkiego na inny sposób, niż tylko naturalne tendencje. On poniża i wywyższa. Sprawia, że zielone usycha a suche uzyskuje zieloność …

    Wtedy wszystkie drzewa polne (a więc zwykle, w odróżnieniu od cedru), poznają że Bóg jest Panem ”

    O Panie, chroń ich i umacniaj Twoją Mocą, by jak najwiecej suchych drzew zazieleniło się, tam gdzie Oni pełnią posługiwanie na Twej Górze Izraela.

    #1 nawracajaca się
  2. Jezus w czasie swoje drogi krzyżowej do płaczących niewiast powiedział: „Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?” [Łk 23,31], jeśli Jezus – to zielone drzewo choć czynił dobrze, został tak brutalnie potraktowany, to co się stanie z nami?

    #2 chani
  3. z MAILA:
    ” Czy czasami nie przyzwyczaiłem się do moich niewoli, zniewoleń, jest mi z nimi dobrze i dlatego specjalnie nie tęsknię za wolnością, o nią się nie staram, o nią nie zabiegam? Co bardziej aktualnie przypomina moje życie, czy uschnięte drzewo, drzewo bez życia, czy drzewo pełne owoców i zieleni? Czy ludzie z zewnątrz obserwując moje życie, jego stały rozwój mogą podziwiać obecnego i działającego z mocą w nim Pana Boga? Czy chwalą Pana, za to co widzą, czy tylko mnie? Czy jestem dla innych jak drzewo dla istot skrzydlatych, miejscem schronienia, życiowego oparcia, poczucia bezpieczeństwa? Czy dziękuję Panu za tych, ze strony których sam tego doświadczam? Czy sam tego codziennie szukam w Jezusie Chrystusie? Jak często można mnie spotkać ukrytego w „cieniu” Najświętszego Sakramentu, zanurzonego w pokornej adoracji?” – właśnie czy ja czasami nie przyzwyczaiłem się do tego grzechu i nie chcę nakładać tej zbroi, którą mi Bóg daje?
    Powiem Wam, że do czasu kiedy zapłakałem nad tym grzechem, to trwało 7 lat. Ja myślałem, że mi się uda jak zapłakałem na nim, ale jakoś najdłużej wytrzymałem 3 tygodnie bez masturbacji.
    ——–
    Czy jestem dla innych oparciem? Tym drzewem pod, którym można się schować? – No nie wiem, raczej ja potrzebuje oparcia, schronienia. Dobrze, że moją Głową jest Chrystus, bo inaczej… no nie wiem.

    #3 chani
  4. Nie jest łatwo pozwalać na odcinanie”moich wierzchołków”-uniżanie się ,zmaganie.
    Zaczynam się tego uczyć poprzez Słowo,które mnie umacnia i daje nadzieję ..”JA PAN,RZEKŁEM I TO UCZYNIĘ”.
    Czy nie jest to wspaniała obietnica ?PEWNOŚĆ

    Warto zaufać Słowu i nic nie czynić własnym wysiłkiem.Przekonuję się o tym coraz częściej.

    #4 Tereska
  5. #3 Chani
    O tej płaszczyźnie ludzkiego życia tak mówi pewien doświadczony kierownik duchowy – podaję Ci zaledwie fragment jego wypowiedzi, wydaje mi się, że bardzo trafnej :
    „Ta praktyka duchowej walki polega na patrzeniu na Boga. Aby przechodzić mężnie nad tym, co trapi człowieka w dziedzinie seksualnej potrzebna jest pokora, uznanie się za człowieka zranionego, który jednak nie leczy się sam, ale może być uleczony przez Tego, który nie przyszedł do zdrowych, ale do tych, którzy się źle mają (Mt 9,12).
    Kiedy bowiem analizujemy głęboko nasze życie to szybko możemy sobie uświadomić, że grzech pierworodny nie jest starożytnym mitem, ale rzeczywistością, której codziennie dotykamy we wszystkich naszych zranieniach.
    Akceptacja swojego zranienia w dziedzinie seksualnej jest tym trudniejsza, iż najmniejsza nawet ułomność w tej delikatnej dziedzinie ludzkiego życia bardziej ‚obnaża’ i ‚upokarza’ człowieka niż jakakolwiek inna słabość.
    W każdej słabości, którą człowiek usiłuje pokonać z całą szczerością i ofiarnością, Bóg okazuje się WIĘKSZY od ludzkiego serca, które oskarża człowieka, przypominając mu o swym zranieniu (1 J 3,20)
    W Jezusie Chrystusie odnajdujemy pełne uzdrowienie naszych ran i jednocześnie najdoskonalszy wzór czystego serca, które zdolne jest oglądać Boga”.
    Chani, ale pomoc ludzka też jest Boża, dana od Boga 🙂

    #5 Miriam
  6. „Zostaliśmy uczynieni jako współrosnący z Nim (Rz 6,5)”
    To jest najwieksza radość i nadzieja dla polnych drzew. To również moja radość i nadzieja. 🙂

    #6 niezapominajka
  7. Refren dzisiejszego psalmu responsoryjnego brzmi:
    „Wysłuchaj, Panie, głośnych jęków moich.” i tak sobie pomyślałem, że ja bardzo jęczę 🙂
    Więc Panie, wysłuchaj tych moich jęków 🙂

    #7 chani
  8. Wynik jasny – Bóg wszystko może.

    #8 Ka
  9. #5 Miriam
    „pomoc ludzka też jest Boża, dana od Boga” – wiem o tym i dlatego Bóg mi daje/dał taką pomoc, tylko jedno mnie martwi w związku z tym grzechem, ale może o tym nie na blogu. 🙂
    Pozdrawiam

    #9 chani
  10. #7 chani
    Chani, nie jęcz, tylko proś o uwolnienie i korzystaj z pomocy specjalistów, bo człowiek dla drugiego jest dany też przez Pana Boga – to
    zawsze coś niż nic od tych, którzy spróbują
    pomóc.
    Dlaczego do tej pory z tego nie korzystałeś?

    #10 niezapominajka
  11. #9 Chani
    Pozdrawiam 🙂

    #11 Miriam
  12. chani
    Może to Słowo Boże Ci pomoże, gdy będzie cię kusiło, aby to zrobić.
    Gdy Kain chciał zabić Abla, Pan Bóg przestrzegał Go słowami:
    „Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować”. (Rdz 4, 6-7)
    Masz wolną wolę. Nie musisz tego robić. 🙂
    Gdy przyjdzie pokusa, przypomnij sobie, że masz wybór. Przypomnij sobie te słowa. Odwołaj się do Pana, a On ci pomoże.

    #12 basa
  13. #10 niezapominajka
    Ale ja nie z tego powodu jęczę, z czegoś innego ale to jest bardziej skomplikowane. Sam na początku nie mogłem e to uwierzyć co usłyszałem i pewnie dlatego jęczałem.

    #13 chani
  14. Pomóżcie mi wyjaśnić pewną rzecz.Człowiek był w łasce uświęcającej i zgrzeszył.Zgrzeszył bo zabrakło łaski, dlaczego zabrakło? Bóg cofną? Owszem Jego, więc Swoje wziął, ale przecież grzech rani Boga.To dla mnie jakieś błędne koło.Wszystko przecież co dobre od Boga pochodzi.Jeszcze jedno mnie ciekawi, w jaki sposób Bóg cierpi za nasze grzechy? Jako Bóg jest w pełni szczęśliwy i nie może odczuwać cierpienia, nawet najmniejszego smutku. Proszę o wyjaśnienie. Z góry dziękuję. Z Bogiem.

    #14 marcin
  15. Wiesz co, ka?
    Ten barometr chyba się zaciął 🙂
    Takie mam ciśnienie, że aż mi serce płonie i to nie tylko z temperatury 🙂

    #15 chani
  16. „…jest Ktoś inny, kto tego dokonuje. Dokonuje wszystkiego na inny sposób, niż tylko naturalne tendencje”.
    Pan sam wszystkiego dokona. W inny sposób niż to sobie wyobrażałam i planowałam.
    I zaskakuje mnie ten kierunek wzrostu „razem z Nim”. Odwrotny niż naturalny.
    I po raz kolejny Bóg łamie moją ludzką logikę, a zaszczepia swoją – w dół, w uniżenie, by objawić moc nowego życia. Cudem to jest.

    #16 Miriam
  17. 1. usłyszeć o wyniosłej górze izraelskiej, na której wzrost dokonuje się przez zmaganie i uniżenie,
    2. zobaczyć, jak odcięty wierzchołek posadzony na tej górze mocy Boga wzrasta kierując się w dół,
    3. znaleźć w tym widoku pociechę dla siebie,
    4. dać się transplantować – pozwolić na obcięcie swojego wierzchołka i posadzenie na tej dziwnej górze,
    5. przekonać się, że to naprawdę jest WZROST, choć nie naturalny,
    6. dzielić się tym doświadczeniem z innymi…
    Pozdrawiam 🙂

    #17 julia
  18. A wiesz, że ten fragment miałem ostatnio na swoim blogu? Ale dziękuję za niego? 🙂

    #18 chani
  19. #16 julia
    ad.6
    nisko upaść / nie tylko przez grzech /, być na dnie i odczuwać moc Bożą, która wywyższa. Doświadczenia np. Hioba, Dawida, są niesamowite!!!
    Na ile każdy z nas, ja, jestem wierna Bogu w Trójcy Świętej, w różnych sytuacjach?!!

    Pozdrawiam 🙂

    #19 nawracająca się
  20. Proszę wyjaśnijcie mi pewną rzecz, w jaki sposób grzech może ranić Boga skoro Bóg jest w pełni szczęśliwy? oraz jeżeli zgrzeszyliśmy to nie mieliśmy łaski( traktuję ją tu jako przyjmowanie dobra) i dlaczego jej nie było? zabrakło jej?Bóg cofną? czy my jej nie przyjęliśmy?a jeżeli jej nie przyjęliśmy to dlaczego? znowu to samo, brak łaski?
    przecież bez łaski Bożej nic dobrego uczynić nie możemy.Z góry dziękuję. Z Bogiem

    #20 marcin
  21. Oczywiście wpis #17 dotyczył #12 basa

    #21 chani
  22. #19 Marcinie,
    spróbuję Ci odpowiedzieć.
    1. myślę, jak Ty, że nasz grzech nie może ranić Boga
    2. dlaczego grzeszymy?…
    Nie będę pisać o łasce Bożej, ale o strukturze każdego grzechu
    widocznej w biblijnym opisie grzechu pierworodnego:
    * pojawia się pokusa kusiciela, która powoduje powstanie zamętu w człowieku
    (czy rzeczywiście Bóg powiedział, że nie możecie jeść owoców zw wszystkich drzew tego ogrodu?),
    * w wyniku zamętu pojawia się w człowieku przekonanie, że Bogu nie można zaufać, że Bóg kłamie
    (nie umrzemy – choć Bóg mówił „umrzecie!”),
    * chęć człowieka do decydowania, co jest dobre, a co złe, niezależnie od Boga, niezależnie od prawdy
    (a jednak… owoce tego drzewa są rozkoszą dla oczu i nadają się do zdobycia wiedzy),
    * popełnienie grzechu, które jest skutkiem przekonania, że człowiek sam wie – i w konsekwencji sam decyduje – co jest dobre, a co złe (dla niego, w tej chwili).
    Pozdrawiam 🙂

    #22 julia
  23. Wspomnienie św. Alojzego Gonzagi, zakonnika
    Już jako siedmiolatek widział nędzę świata i tęsknił za Bogiem. Kiedy miał lat 9, ślubował dozgonną czystość. Spotykając się z zepsuciem i beztroską własnego środowiska, postanowił je kontestować modlitwą i pokutą.

    Młodzi ludzie coraz szybciej tracą niewinność. Obniża się wiek inicjacji seksualnej. Im szybciej zaczynają tzw. dorosłe życie, tym dłużej zostają dziećmi. Boją się zobowiązań, odpowiedzialności, boją się decyzji o małżeństwie. Życie na próbę, miłość na próbę. Wielu nigdy nie dojrzewa.

    św. Alojzy Gonzaga (1568-1591) też wcześnie zaczynał. Jego życie to kompletne przegięcie, tyle że w drugą stronę. Już jako siedmiolatek widział nędzę świata i tęsknił za Bogiem. Kiedy miał lat 9, ślubował dozgonną czystość. Spotykając się z zepsuciem i beztroską własnego środowiska, postanowił je kontestować modlitwą i pokutą. Jako 23-letni nowicjusz jezuicki umiera, niosąc pomoc zadżumionym.

    #23 Jurek
  24. #18 chani
    Nie czytałam tych słów na twoim blogu.
    Ale skoro Pan Bóg daje ci je po raz kolejny, to coś w tym jest.
    Może chce ci zwrócić uwagę, abyś to ty panował nad swoim grzechem, a nie on tzn grzech nad tobą?

    #24 basa
  25. #12 basa.”Bóg zna bowiem oszukanie, w jakim znalazł się człowiek po grzechu, który stale leży u wrót i czyha, i mimo iż człowiek wie, że powinien nad nim panować, nie jest w stanie tego do końca uczynić. Panować bowiem nad grzechem to ostatecznie znaczy wziąć na siebie jego konsekwencje, czyli pozwolić, żeby – obrazowo mówiąc – ten grzech z jego źródłem i skutkami został zabity, aby został mu położony kres przez przebaczenie. To może uczynić tylko Nowy Abel. Dlatego Pan Bóg bierze w obronę Kaina, aby nikt nie próbował pomścić jego grzechu na własną rękę. To sam Bóg dokona pomsty w nowym Ablu – Jezusie Chrystusie….Chrześcijaństwo to stałe głoszenie uwolnienia Kaina przez krew, przez śmierć, wołanie bardziej doniosłe niż Abla. To właśnie Duch Syna, Duch Jezusa dany chrześcijaninowi potwierdza w nim jego synostwo Boże i uzdalnia go do wołania: „Abba, Ojcze!”. Szczególnie wtedy, kiedy w swoim życiu, w swoich relacjach z drugimi doświadcza na sobie działania Kaina, jego wołanie: „Abba, Ojcze!” nie jest tylko dla niego, ale także dla dobra Kaina”. janusz

    #25 baran katolicki
  26. Marku,Krzysztofie,Miriam,i inni. W chrześcijaństwie nie tyle chodzi o nie grzeszenie co o doświadczanie nieustannego przebaczenia. Tylko w Bożym przebaczeniu jest początek nowego życia w którym nie ma grzechu. Nic nie pomoże walka,opór i zmaganie bez zanurzenia się w Bożym miłosierdziu. Bóg w Jezusie kocha nas tak samo przed grzechem, w czasie grzechu i po grzechu. Pozdrawiam janusz

    #26 baran katolicki
  27. #19 Marcinie,
    każdy człowiek ma w o l n ą w o l ę
    i z niej korzysta w różny sposób. Łaska od Boga jest zawsze ale można ją przyjąć lub nie.
    W cierpieniu można złorzeczyć lub być pokornym , a jeśli grzech jest dopuszczony , to dla chrześcijanina jest niesamowite wyzwanie,
    by k o r z y s t a ć z daru Łaski Bożej
    Tak to rozumiem i pozdrawiam 🙂

    #27 nawracająca się
  28. „Anioł Jakuba” zwyciężył w walce ze mną,
    a Bóg ściął wierzchołek mojej…,mojego…,moje…
    Jest nadzieja…

    #28 mirpat
  29. #25 baran katolicki
    „W chrześcijaństwie nie tyle chodzi o nie grzeszenie co o doświadczanie nieustannego przebaczenia.”
    A więc co?
    W chrześcijaństwie chodzi o to, aby grzeszyć?
    Bo Pan Bóg i tak wybaczy?

    #29 basa
  30. A jednak Pan Jezus nie powiedział do jawnogrzesznicy: Wiem, że jesteś słaba. Na pewno Ci się nie uda nie grzeszyć. Wiem to. Więc nawet nie staraj się żyć bez grzechu.
    Lecz powiedział: ” I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd nie grzesz więcej”
    Wymagał od niej niemożliwego?

    #30 basa
  31. #25 Janusz

    Ale również nie chodzi o to aby się nie starać, nie walczyć i ulegać przy pierwszym lepszym impulsie jak to proponujesz Krzysztofowi.
    Tym,że Bóg jest miłosierny bez względu na to jakimi jesteśmy i co robimy, nie możemy usprawiedliwiać naszej bierności w walce z grzechem.

    A grzeszyć w tym celu, aby dostąpić przebaczenia,to szatański pomysł.

    #31 Marek
  32. Czy zdarzyło wam się zgrzeszyć tak zupełnie świadomie, wręcz planowo?
    Ja chciałam tak zrobić.
    Wiedziałam, że coś jest złe. I wydawało mi się, że muszę tak postąpić, że nie mogę inaczej.
    Właśnie w ten sposób szatan trzymał mnie w swojej niewoli.
    Najgorszy okres w moim życiu. Czułam, jak to postanowienie oddziela mnie od Boga. Czułam, że nie mogę wejść z Nim w relację, że jestem nie w porządku. Gdybym na prawdę Go kochała, nie zrobiłabym tego. Wpadlam w pułapkę. Nie mogłam liczyć na to, że Pan Bóg mi wybaczy, bo to byłoby w moim odczuciu ” 1. Grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego.”. Nie mogłam wierzyć, że nie wybaczy, bo to znaczyłoby: „2. Rozpaczać albo wątpić o łasce Bożej.”
    Pamiętam, że nie mogłam iść do spowiedzi, bo nie spełniałam warunków : mocne postanowienie poprawy. I cierpiałam nie mogąc przystąpić do Komunii Świętej.
    Wciąż myślałam, że muszę tak postąpić, jak planowałam. I modliłam się do Pana Boga o pomoc.
    Pan Bóg mi pomógł.
    A jak?
    Pokazał, że mam wybór. Wcale nie muszę postępować tak, jak myślałam, że muszę. To było wielkie i radosne odkrycie: Nie muszę tego robić!!!!
    Ale wybór był mój.
    Mogłam nadal się bać i ukrywać jeden grzech następnymi, bronić się sama.
    Mogłam przyjąć konsekwencje grzechu na siebie i więcej już nie grzeszyć.
    Mówię sobie, że popełniałam ten grzech przez wiele miesięcy (tzn przygotowywałam się do tego), aby go w końcu nie popełnić.
    Dzięki pomocy Pana Boga, który pokazał mi, że mam wybór.

    #32 basa
  33. „Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, iż tym bardziej surowy czeka nas sąd. Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia. Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi.”
    (Jak 3:1-10)
    Opanować język, nałożyć sobie na niego wędzidło. Kiedy opanujemy język, będziemy też panować nad całym ciałem. Powiem Wam, że ja w szkole dużo przeklinałem, a teraz prawie wcale, czasami w gniewie mi się takie coś przydarzy,ale rzadko się gniewam. Moim życiem rządzi pokój Chrystusowy, który pozwala mi opanować język. Muszę też założyć wędzidło na oczy, żeby nie patrzeć pożądliwie na pannę, ale to jest takie trudne.
    Językiem potrafimy dużo robić; tu się modlimy do Boga, a za niedługo potrafimy obmawiać, plotkować…
    Grzech języka potrafi zbezcześcić całe ciało.
    —————-
    Taka refleksja mnie też naszła: Imię Boże jest święte, powinniśmy je wymawiać w czasie modlitwy, rozmowy, pokusy, ale jakoś Imię Jezus wymawia się bez celu, a przecież Bóg mówi: “Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy.” [Wyj 20,7]. Ciekawe dlaczego nie wzywamy imienia świętych na przykład jesteśmy w sklepie i słyszymy „O Jezu…” – w taki sposób też bezcześcimy imię Boże.
    Jesteśmy właśnie kulturalni to zamiast przeklinać, używamy imienia Bożego.
    Jest jedna kwestia: Chyba, że ktoś rozmawia z Jezusem nawet w sklepie?
    Język jest tą iskrą, która błyskała z popielnika na Wojtusia 🙂
    Trzeba przeczekać aż ta iskra zgaśnie. 🙂
    Pozdrawiam

    #33 chani
  34. #25 baran katolicki
    Januszu, ja z Tobą się nie zgodzę. W chrześcijaństwie jest tak, że powinniśmy powstrzymać się od grzechu. Jak będziemy ciągle liczyć na nieustanne przebaczenie, to popadniemy w grzech przeciw Duchowi Świętemu. A wiesz, że on jest niewybaczalny?

    #34 chani
  35. Czy Pan Bóg chce, abym zgrzeszyła?
    Moim zdaniem nie.
    Dlaczego pozwala mi zgrzeszyć?
    Ponieważ szanuje moją wolność. Pozwala mi zrobić po swojemu, abym mogła zobaczyć, że to jest złe i wrócić do Niego – czyli nawrócić się.
    Jeśli do Niego się nie zwrócę, to nie doznam przebaczenia.
    Kiedyś zawiniłam przeciwko jednej osobie. Potem długo nie miałam z nią kontaktu. Dowiedziałam się, że ona wyjeżdża za granicę. Pomyślałam, jeśli teraz jej nie przeproszę, to już nigdy. To zmobilizowało mnie, aby ją aktywnie odszukać i przeprosić. I wtedy okazało się, że ona już dawno mi wybaczyła i nawet nie pamiętała zdarzenia.
    Gdybym jej nie przeprosiła, nie doznałabym jej przebaczenia, mimo że ona dawno mi wybaczyła.
    Myślę, ze tak samo, aby poznać przebaczenie Boga, trzeba się do Niego zwrócić, nawrócić.
    Odrzucajac Go nawet się nie wie, że On wybacza.

    #35 basa
  36. Dobra. Znowu za dużo napisałam.
    Zgadzam się z Markiem #30. On napisał krótko, to co aj probowałam napisać tyloma słowami.
    Dziekuję ci Marku. 🙂

    #36 basa
  37. „Zabiegajcie najpierw o królestwo Boże” – tak właśnie najpierw mamy zabiegać się o królestwo niebieskie, a inne sprawy będą nam dane prze Króla tego królestwa. On jest Chojny w dawaniu. Ten świat mówi co innego: tu jest twoje królestwo i tu gromadź sobie skarby”.
    „gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje.” – a gdzie jest moje serce? Czego pragnie? Największym skarbem jest właśnie Miłość Boża.
    „Raduj się w Panu, a On spełni pragnienie twego serca? – czy ja się raduje w Bogu? Jakie jest moje pragnienie?
    „Światłem ciała jest oko” – oko jest drugim po języku organem, który może zrobić dużo zła – cudzołóstwo, pornografia… – tak więc musimy nałożyć na oko wędzidło.

    #37 chani
  38. #33,chani,
    wyjaśnij jaśniej, co sugerujesz tym postem, bo ja mam mieszane uczucia. Moja intuicja podpowiada, że znowu szukasz usprawiedliwienia dla siebie, toku myślenia i pewnych zachowań.
    Iskierka może być powodem pożaru lub rozniecenia ogniska.
    pozdrawiając liczę na rozjaśnienie

    #38 nawracająca się
  39. #32 basa
    Z ciekawością Cię „słucham”!
    Pozdrawiam 🙂

    #39 niezapominajka
  40. #28 basa. Barbaro, chodzi o doświadczenie mocy przyjmowania na siebie skutków grzechu – nie tylko swoich, ale także innych ludzi. Tam gdzie jest walka z grzechem, zmaganie, napięcie itp., tam nie zaistniało jeszcze nowe narodzenie z Ducha Świętego. Krótko mówiąc Chrystus, który w nas ma się narodzić nie umie, nie potrafi grzeszyć. Ot i cała mądrość usłyszanej we mnie Ewangelii. janusz

    #40 baran katolicki
  41. Baso
    Kiedyś , popełniając jakiś grzech, usprawiedliwiałam swoje zachowanie tym, że przecież nikogo nie krzywdzę wchodząc np. w romanse i inne słabości. Dopiero, kiedy znalazłam się / dzięki Ci Panie Boże, za ten Dar /w sytuacjach gdzie musiałam określić swoją wiarę, czy niewiarę w Boga Ojca bardzo serio,dostąpiłam w sposób bardzo drastyczny, wiary w Jedynego Syna Bożego Jezusa Chrystusa…
    Teraz proszę Ducha Świętego o prowadzenie i Jego Światło…, o Dar przyjmowania krzyża bez buntowania się, o Dar nawracania sie ku Prawdzie
    Bożej Miłości… każdego dnia…
    Tą drogą pragnę podziękować wszystkim Bożym Kapłanom za przekaz wiary, moim dziadkom i rodzicom, za wychowanie katolickie,mojemu mężowi za cierpliwość i dzieciom za dobre serca, ludziom, których spotykałam za możliwość „wchodzenia” w różne wydarzenia, gdzie byłam tylko słuchaczką i obserwatorką, za wspaniałych Braci w wierze,za blogowiczów i stale- za Ksiedza Biskupa Siedleckiej Diecezji – Gospodarza tego bloga 🙂 🙂 🙂

    #41 anka
  42. #31,Marek. Proszę jeszcze raz próbować na spokojnie odczytać mój post, który Ci zaśmierdział.”Jeśli tak to moja rada rób to szybko. Chodzi o czas. Nie pozwól by szatan trzymał Cię godzinami w pętach pokusy. Daj się pokonać we własnych oczach. Zobacz,że przegrałeś w walce ze samym sobą. Jedynym ratunkiem jest Duch Jezusa Chrystusa, który jest na odpuszczenie Twoich grzechów”. Odniosłem się do konkretnego grzechu. Miałem na myśli samogwałt, który ma to do siebie, że niekiedy godzinami trzyma na seksualnym głodzie. Nie wiem jakie jest Twoje doświadczenie na tym polu. Źródłem masturbacji jest brak doświadczenia prawdziwej miłości. Nie wiem czy wież ale już niemowlaki mają odruchy samogwałtu. Oczywiście to czyn nieświadomy ale pokazuje ludzką ułomność. Masturbacja świadczy o niedojrzałości emocjonalnej człowieka. Nie należy ją wysuwać na pierwszy plan w katalogu własnych grzechów. Masturbacja jest owocem, skutkiem dziecięcego egoizmu. Miłość jako branie a nie dawanie. Niewiara w to, że więcej radości jest w dawaniu a niżeli w braniu. Masturbacja jest też w pewnym sensie „anonimową miłością”. Krzysztof, na pewno z czasem odnajdzie jedyny ratunek w Chrystusie, który dla nas pozwolił się uczynić najgorszym „koniobijcem” grzechem. Pozdrawiam janusz

    #42 baran katolicki
  43. Jakieś mam dziwne naloty radości serca 🙂

    #43 chani
  44. #40 Janusz
    Ja jednak wierzę w wolną wolę.
    Pan Bóg szanuje moją wolność i pozwala mi wybierać.
    Także w poście Anki #40 to widać. Pan Bóg doprowadził do sytuacji bezbramkowej i powiedział wybieraj.
    Albo nadal będziesz grzeszyła i samousprawiedliwiała się. Albo uwierz mi, a ja cię z tego wyprowadzę.

    #44 basa
  45. Przy czym mam świadomość następstw grzechu pierworodnego i tego, że jestem tylko słabym i grzesznym człowiekiem.
    Jednak wydaje mi się ( może się mylę), że aby Duch Święty mógł we mnie działać, aby z Niego mógł się we mnie narodzić nowy człowiek, który nie będzie potrafił grzeszyć, to najpierw ja muszę się do Niego zwrócić, mieć w sobie tą chęć, aby nie grzeszyć i świadomie unikać grzechu.
    I znowu powołam się na ankę – prosić Go o pomoc, o siłę na każdy dzień.

    #45 basa
  46. Dla mnie to jest trudny temat.
    Każdy z nas chyba porusza inny aspekt grzechu.
    Każdy z nas ma inne doświadczenie.
    Pan Bóg każdego z nas traktuje inaczej, indywidualnie, tak, aby konkretnie tego człowieka przyprowadzić do siebie.
    Tu chyba najbardziej chodzi o nawrócenie, codzienne nawracanie się, czyli zwracanie do Pana Boga. A wtedy On będzie pomagał i prowadził. Dawał siłę do pokonywania starego człowieka w sobie.
    Może fajnie by było tak jednorazowo się nawrócić, ale we mnie to proces.
    Najpierw było epistrepho (http://blogs.radiopodlasie.pl/bp/?p=89)
    poprzez matamelomai (http://blogs.radiopodlasie.pl/bp/?p=97)
    do mataneo (http://blogs.radiopodlasie.pl/bp/?p=90)

    #46 basa
  47. #42 baran katolicki
    Czy mógłbyś jaśniej i prościej wytłumaczyć w czym się nie zgadzasz ze mną ? W którym miejscu źle zrozumiałem Ciebie ?
    Co powinien zrobić człowiek, który odczuwa napięcie seksualne i jest na „głodzie” ?

    #47 Marek
  48. #31 basa. Barbaro, jesteś i pozostaniesz do końca swoich dni nie w porządku do Pana Boga/Jezus Chrystus/. Nie kochasz Go i ciągle szukasz siebie. Przepraszam za mocne słowo ale to jest prawda o każdym z nas.To nie my kochamy Pana Boga lecz On kocha nas.
    Dlaczego chcesz pokochać Boga w Jezusie?
    Dlaczego chcesz nie grzeszyc?
    Powiedz mi.
    Dlaczego chcesz /pragniesz/ sama się zaspokoic?
    Barbaro, proszę zmierzyć się z duchem Księdza Biskupa ZK z artykułu „Odreligijnianie Chrześcijaństwa”.
    Pozdrawiam
    janusz

    #48 baran katolicki
  49. #37 nawracająca się
    Ja nie szukam usprawiedliwienia dla siebie, ja tylko napisałem co mi do głowy przyszło z danego fragmentu.
    I jak nie chcesz to już nie będę pisał 🙂

    #49 chani
  50. #42 baran katolicki
    Ja już odnalazłem jedyny ratunek w Chrystusie.
    I skończmy ten temat, wiem, że ja zacząłem, ale skończmy.
    Jeszcze jestem na pustyni i tak jak Izraelici idę do Ziemi Obiecanej. Krążyłem w kółko po tej pustyni i nie wiedziałem dlaczego. Skupiłem się na tym grzechu masturbacji, ale największym moim grzechem było szemranie, brak ufności wobec Boga.
    Izraelici przez swoje szemranie szli 40 lat aż umrze stare pokolenie. Ja też tak szemrałem, że cztery razy dłużej krążę po pustyni aż w końcu teraz zrozumiałem mój brak ufności do Boga, że jestem człowiekiem, który ma małą wiarę w Boga bo to, że Bóg istnieje wiedziałem od dawna.
    Pustynia jest łaską – na tej pustyni Bóg potrafi tak doświadczyć człowieka, że już nie wie jaki jest 🙂
    Teraz widzę, że umarło we mnie stare pokolenie – pokolenie szemrające.

    #50 chani
  51. Wiara w Boga to nie jest taka prosta sprawa jak się nam wydaje. Modlimy się, czytamy Pismo, i co? Czy wierzymy Bogu?
    Sam po sobie wiem, że można modlić się, czytać Pismo, zapewniać, że się nie opuści Boga, a w gruncie rzeczy nie wierzyć Bogu, nie wierzyć Jego Słowom, nie ufać Mu. Czytałem o cudach Jezusa i wiedziałem, że każdą chorobę może wyleczyć, a jednak…. byłem zbyt sceptyczny.
    Wiara jest łaską, jest darem od Boga i teraz wszystko staje się dla mnie jasne. Bez tej łaski błądziłem zanim przyszło ocalenie.

    #51 chani
  52. CD: #48
    I można się zapytać: Dlaczego nie wpadłem w nałóg alkoholizmu, palenia papierosów, czy narkomani?
    Właśnie, jako młody człowiek (28 lat Bóg mi dał) wcale nie ciągną mnie papierosy. W dzieciństwie raz spróbowałem i więcej już nie. Dlaczego? Może podasz choć jeden powód.
    O żebyś wiedziała to co ja wiem…
    Tu na blogu nie będę pisał.

    #52 chani
  53. #48 Zająć się najcięższą z dostępnych pracą fizyczną.Im cięższa tym szybciej mu „głód” przejdzie.

    #53 Ka
  54. #49 chani
    ależ pisz, pisz 🙂

    #54 nawracajaca się
  55. #48 Janusz
    Właśnie , że kocham Boga.
    Kocham Go moją zwykłą ludzką miłością, która nie jest tak doskonała jak Jego miłość.
    Ponieważ kocham Go, to nie chcę grzeszyć!
    Chcę być dla Niego najbardziej jak tylko potrafię.
    Ale jestem tylko człowiekiem… I wiem, że wciąż od nowa muszę się mierzyć ze swoim grzechem.
    Jednak wiem, że On mnie kocha, taką jaka jestem.
    I właśnie dlatego nie chcę grzeszyć.

    #55 basa
  56. I jeszcze:
    Odnośnie tekstów Ks. Biskupa.
    Jestem na blogu już bardzo długo i zauważyłam,że nieraz te same słowa Ks. Biskupa są odbierane zupełnie inaczej przez różne osoby.
    Skąd wiesz, że Twój odbiór jest najlepszy? 🙂

    #56 basa
  57. Przypomniał mi się jeszcze List św. Pawła do Rzymian. On tam bardzo dużo napisał na temat, o którym rozmawiamy. Może warto to sobie przypomnieć – Rz 5,12-8,39 ?
    Ja tylko przytoczę jeden krótki fragmencik:
    „Jaki stąd wniosek? Czy mamy dalej grzeszyć dlatego, że nie jesteśmy już poddani Prawu, lecz łasce? Żadną miarą!”

    #57 basa
  58. Chciałbym wtrącić swoje zdanie na temat grzechu.Moim zdaniem rzeczywiście walka z grzechem nie stanowi centrum celu Naszego życia-jest nim Bóg.Ja się nie dziwię, że grzeszę-jestem człowiekiem,ale ja nie chcę grzeszyć. Tu jest różnica.Człowiek sam nie pokona swojego grzechu, jak upada widzi,że Bóg Go nadal kocha.Doświadcza Miłości i pragnie odwzajemnić okazaną Miłość.Ma już tak zaprogramowane,że chce na tak wielkie okazane dobro zrekompensować się.(Potem zauważa,że nie jest też i do tego zdolny,ale upadając wciąż doświadcza Go na nowo.)Chce też kochać.Trzeba żeby pokochał opuszczać siebie,żeby przełamał granice cierpienia przez miłość.(Bo dlaczego człowiek grzeszy?-Nie chce cierpieć.)Najpierw Bóg daje się poznać-tak aby człowiek został zraniony tą Miłością(może też przez ciągłe upadki z których powstaje i chce żyć na prawdę z Bogiem)Potem wyprowadza człowieka na pustynie-aby przekonać jak jest słaby i mały, że bez Niego nic uczynić nie możesz.Tutaj obchodzi Cię tylko Bóg.Cytując( z Pieśni nad pieśniami) oraz z wczoraj z Jerycha Ks.Bp. można tu użyć wyrażenia:,,Jestem chora z miłości”Przechodząc przez pustynie nie obierzesz z powrotem drogi grzechu.Życzę radości w Panu,w nadziei przecież już jesteśmy zbawieni.Pozdrawiam Ks.Bp.Wczoraj zobaczyłem,że jest to człowiek szukający drugiego człowieka.P.S. Niestety nie było okazji (z mojego powodu) do dłuższej rozmowy a szkoda.

    #58 marcin
  59. #46,basa
    Pięknie dzięki za podane linki. 🙂
    Polecam wszystkim!

    #59 nawracajaca się
  60. Baso, te rozważania Ksiedza Biskupa i wpisy, pochodzą z dawnych dat. Teraz dopiero miałam okazję do „zobaczenia ” siebie, w tym przeczytanym kontekście.
    …”Czasownik złożony metamelomai wskazuje więc na zmianę zainteresowania, zmianę odnoszenia się do czegoś, do dotychczasowej sytuacji czy układu relacji. Oznacza głównie uczucie żalu z powodu czegoś, co się nie udało, wyraz odczucia winy z powodu błędu czy grzechu i odnosi się raczej do przeszłości niż przyszłości. Nie oznacza koniecznie zwrócenia się człowieka ku Bogu czy ku dobru. Jest to w jakimś sensie zajęcie się troską o siebie, albo zajęcie się sobą „…
    …”Można ten termin metameletheis oddać w języku polskim (być może właściwiej niż BT) słowem „żałował”, czyli „żal mu się zrobiło”. Nie był to jednak żal nawrócenia, zwrócenia się do Jezusa, do Boga, lecz żal nad sobą samym, co prowadzi do desperacji. Pełny przekład mógłby więc brzmieć: „żal mu się zrobiło, (że się pomylił) wydając Sprawiedliwego”, tak to sam Judasz wypowie przed arcykapłanami.”…
    Zatem istnieje egoistyczny żal, żal nie prowadzący do nawrócenia.
    Jak to jest u mnie?
    żałuje /żal/ czegoś ze względu na :
    – utratę dobrych z kimś relacji – czasami jest to trudne do uchwycenia – „dlaczego”?!!
    – wszelkie moje grzechy w świetle Bożego Słowa,
    – widzenie swoich braków,
    – odczuwanie popełnianych błędów , śmieszności czy zdegustowania innych i chęć „wychodzenia” z nich – mam świadomość, że nie stanie się to moją mocą,
    – nieświadome nietakty, zranienia innych – w momentach, kiedy dane jest mi to „widzieć”
    – gdy nie mogę , a chciałabym…
    Czy to jest żal nad samym sobą?

    Jeżeli ktoś płacze z powodu jakiegokolwiek cierpienia, a na jego drodze stanie Boży prorok czy po prostu życzliwa osoba, może stać się cud nawracania się wzajemnego…tak myślę…

    #60 nawracajaca się
  61. Lk 18, ‚(9) Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: (10) Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. (11) Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. (12) Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. (13) Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. (14) Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.’
    A dzis:
    (Mt 7,1-5)Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.’

    #61 Jurek
  62. Pod wpływem wpisu Basy #55 postawiłam sobie pytanie – dlaczego uważam że kocham Boga?I natychmiast odpowiedziałam sobie – Bo kocham dobro,a Bóg jest tą doskonałością /dobra/,której czasami nawet w sposób niedoskonały /choć jestem wyrozumiała/brakuje człowiekowi.
    Siłowo „braku” się nie wypełni.Potrzeba przystanięcia,rozważań i nieco trudu by i dobro przyjąć i pojąć.Świat nie jest zły,tylko człowiek czasami jak drapieżny,wygłodniały wilk /z niezrozumiałą dla mnie przyjemnością/- krzywdzi /czy wilk krzywdzi ???/

    #62 Ka
  63. „Sposób działania Pana”

    Koniec. Tak dalej być nie może. Musi się coś zmienić. Nawet Pismo Święte było po mojej stronie. Potwierdzało moją decyzję – „Nie gromadźcie sobie… Tam jest twój skarb, gdzie jest serce twoje…” Nie miałam wątpliwości… cały jeden dzień…
    Bo już następnego dnia przeczytałam – „czemu widzisz drzazgę w oku brata, a nie widzisz belki w swoim oku?”. Olśnienie i … ulga. Po takiej interwencji Boga można przebaczyć bez utraty własnego honoru.

    Pozdrawiam 🙂

    #63 julia
  64. #50 Brawo Chani !
    #51 Najzwyczajniej – rozmawiać z Bogiem !
    #63 Honor.Czyż on na zewnątrz i na użytek innych?Olać taki honor /:D/

    #64 Ka
  65. #55 basa. Basiu, kochasz po ludzku/ moją, ludzką, zwykłą miłością/?
    Piękne to co powiadasz i baaardzo religijne doświadczenie.
    Z czasem zobaczysz, że to nie Ty kochasz, lecz to Chrystus kocha Ojca w Tobie. Ty Mu tylko odpowiadasz lub przeszkadzasz.
    Droga /wspólnota/, na której jesteś, zmusi Cię do nagiej prawdy o sobie.
    Proszę pamiętac, że mówimy o nie każdej (tzn. jakiejkolwiek) miłości, lecz o Miłości Chrystusowej. Tej miłości nie mamy w sobie, nie możemy jej się nauczyc ani też kupic za żadną cenę. Możenmy ją tylko przyjąć jako dar przez doświadczenie wiary, że Bóg nas kocha w swoim wydanym dla nas Synu!
    Pozdrawiam
    janusz

    #65 baran katolicki
  66. Bóg działa i będzie działać, tylko my tego nie zauważamy, wszystko chcemy zrobić po swojemu.
    ——
    Panie Boże, objaw swoją chwałę, niech wszyscy poznają, że jesteś Bogiem bliskim a nie dalekim, że jestem Bogiem Wszechmocnym, działającym cuda.
    Objaw swoją potęgę, niech wszyscy poznają, że jesteś ze mną, że się mną opiekujesz.

    #66 chani
  67. Taka refleksja:
    W Księdze Ozeasz pisze, że Bóg pragnie od nas miłosierdzia, miłości a nie żadnych ofiar, a św. Jan tak piszę: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy pełną ufność na dzień sądu, ponieważ tak, jak On jest [w niebie], i my jesteśmy na tym świecie. W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego.”
    (1 List Jana 4:7-21, Biblia Tysiąclecia).
    Więc w chrześcijaństwie bardziej chodzi o Miłość niż wszelkie ofiary.
    Powinniśmy się miłować, ale nie słowem, bo od słowa do czynu daleka droga, ale właśnie czynem. Jeśli miłujemy Boga a nie miłujemy bliźniego, mówimy źle na niego, to łamiemy szóste przykazanie: „nie zabijaj”, a jeśli to przykazie złamiemy to całe 10 przykazań złamaliśmy.
    Ktoś powie: „Czy to nie duże wymagania?” Może i duże, ale jeśli ktoś ma Ducha Bożego, ten będzie potrafił uśmiechać się do wszystkich ludzi.
    Prośmy więc o tego Ducha 🙂
    ———–
    Ciekawe co księża sobie o mnie myślą jak czasami w czasie Eucharystii uśmiecham się jak patrzą w moją stronę 🙂

    #67 chani
  68. CD #68:
    Powinniśmy w miarę możliwości patrzeć sobie w oczy, szczególnie to jest ważnie w narzeczeństwie, a później w małżeństwie. Oczy wszystko powiedzą o człowieku, jaki jest w wewnątrz.
    My właśnie unikamy kontaktu wzrokowego.
    Rok temu jak byłem na konwiwencji to jeden ksiądz pokazywał jak my przekazujemy sobie znak pokoju.
    Podczas przekazywania sobie tego znaku wcale nie patrzymy sobie w oczy, głowa lata na wszystkie strony.
    Ostatnio spotkała mnie miła niespodzianka w czasie tego znaku 🙂

    #68 chani
  69. #65 janusz
    Oczywiście, że kocham po ludzku, bo jestem człowiekiem. 🙂
    I moim zdaniem nie jest to religijne doświadczenie, ale bardzo ludzkie. 🙂
    I przecież napisałam, że kocham Boga dlatego, że On kocha mnie. To jest moja ludzka odpowiedź na Jego miłość.
    I nie porównuję mojej ludzkiej miłości do miłości Boga, bo Bogiem nie jestem.
    A nawet ta moja ludzka miłość jest Jego darem dla mnie. 🙂
    Ja tak to właśnie czuję. 🙂
    Serdecznie cię pozdrawiam
    Basia

    #69 basa
  70. I dziękuję Ci, że sprowokowałeś mnie do wykrzyczenia tutaj tej mojej miłości do Boga. 🙂
    Jestem skryta. Niełatwo mówię takie słowa…

    #70 basa
  71. #70 basa.
    My ludzie możemy tylko /a może aż/ dac się kochac Bogu. Istotą Boga /Chrystusa/ jest nie tyle byc kochanym co kochac.
    Dlatego uwierzyc /doświadczyc/ w to, że jestem kochany to nic innego, jak kochac drugiego człowieka bez wzajemności.
    Barbaro, więcej radości jest w dawaniu niżeli w braniu. Tak powiada Jezus Chrystus.
    My ludzie możemy jedynie pozwolic się kochac i tym samym uradowac Chrystusa. Basiu, nie potrafimy kochac aż po krzyż.
    Pozwólmy się kochac Chrystusowi i tyle.
    Janusz

    #71 baran katolicki
  72. #71 Janusz
    Janusz, cały czas piszę, że kocham Boga moją ludzką miłością.
    I nie porównuję mojej ludzkiej niedoskonałej miłości z doskonałą miłością Boga.
    Gdybym myślała, że potrafię kochać tak jak Bóg, sama siebie czyniłabym bogiem.
    Bo czy coś, co jest ograniczone ( człowiek) może być jednocześnie nieograniczone ( jak Bóg).
    A tak poza tym:
    Skąd wiesz, że dawanie nie sprawia mi więcej radości niż branie?
    Skąd wiesz, że nie pozwalam się kochać Chrystusowi?

    #72 basa
  73. Janusz przyponiał mi coś. 🙂
    Pierwszy raz to zdanie, że człowiek nie potrafi kochać usłyszałam na katechezach zwiastowania. Bardzo mnie te słowa wzburzyły.
    Jestem lekarzem. Widzę, jak niektórzy potrafią kochać (Januszu nawet po krzyż – rezygnując całkowicie z siebie dla swojego bliskiego chorego)
    Ja nie chcę oceniać ich miłości, ale widzę, że kochają.
    Tak się wzburzyłam, że już nie chciałam więcej iść na te katechezy.
    Ale Pan Bóg powiedział: Spokojnie. Będziesz chodziła. ( tak odebrałam myśli, które mi wtedy przyszły do głowy). Więc chodzę i ciągle słyszę to samo: Człowiek nie potrafi kochać. I ciagle w to nie wierzę.
    I tak zaczęłam się zastanawiać: Moją patronką jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Oczywiście mi do niej to jak kropli do oceanu. Ale ja zaczęłam się zastanawiać, czy gdyby Ona była we wspólnocie neokatechumenalnej to też by jej wmawiano, że nie potrafi kochać? A jakby jej to wmówiono? Gdyby w to uwierzyła? Co by było?
    Przecież była zupełnie takim samym człowiekiem, a człowiek wg Drogi nie potrafi kochać.
    Dlatego ja dodaję do tego zdania pewne wyjaśnienie i z tym już mogę się zgodzić:
    Człowiek nie potrafi kochać tak, jak kocha Bóg.
    Dla mnie to jest prawda.
    Nie potrafi kochać tak jak Bóg miłoscią nieograniczoną, gdyż jest tylko człowiekiem, bytem ograniczonym i taka też jest jego miłość.

    #73 basa
  74. Ale gdy człowiek zanurzy się całkowicie w miłości Boga, rozpuści się jak ta słona laleczka w oceanie, o której mówił kiedyś Ks. Biskup, wtedy go już nie ma, jest tylko miłość Boga. 🙂
    Chyba to chcesz mi powiedzieć Januszu?

    #74 basa
  75. #71 Janusz
    Januszu, tak jeszcze z przekory:
    A jak ma się do tego, co piszesz, przykazanie miłości?
    Albo polecenie Pana Jezusa „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem.”?

    #75 basa
  76. #73 Gdyby większość z nas potrafiła kochać nie byłoby wojen,zniszczeń,kłamstw i wszelakich innych obrzydliwości.

    #76 Ka
  77. #71 Janusz przekonał mnie ,że „uwierzyć /doświadczyć / ,że jestem kochany przez Boga , to nic innego , jak kochać drugiego człowieka bez wzajemności.
    Wg mnie tak kocha Bóg -każdego , nawet najwiekszego złoczyńcę /a takimi „bez wzajemności ” jesteśmy wszyscy/

    Dlatego nikt nie potrafi kochać „własną” miłością

    „Wytrwajcie w miłości mojej ” , można rozwinąć – nie waszej , bo wasza jest jak rosa na wietrze.

    #77 Tereska
  78. cd.
    Bóg stał się człowiekiem , aby nas ubóstwić – czyli pragnie nam udzielić swojej miłości, abyśmy potrafili kochać aż po krzyż .

    #78 Tereska
  79. Ad #73 basa
    Basiu, myślę, że trochę niefortunne jest stawianie tej sprawy jako „człowiek potrafi kochać”, albo nie. Lepiej jest konsekwentnie trzymać się tego tak, jak zaczęłaś mówić, czyli o sobie 🙂 . I wtedy patrzę, czy ja potrafię kochać tak, jak nowy człowiek z Kazania na Górze.
    Teraz jednak powiem coś o „człowieku”.
    Mówi się przecież, że każdy potrafi kochać do pewnego momentu, nawet ktoś, kto robi wiele zła i mówimy, że jest zły. Faktem jest ograniczoność człowieka, i dlatego to dobro, które w nas jest, w pewnym miejscu się kończy. Każdy ma swoją własną granicę. Ale najgorsze, że kiedy jej doświadczamy, nie możemy jej znieść, mamy strach i grzeszymy, zrywamy swój korzeń życia w Bogu i to już jest prawdziwa tragedia. Dlatego Jezus wszedł w śmierć i zmartwychwstał, z miłości do nas. Przyjmując Jego zbawienie mogę przekraczać siebie w miłości i nie grzeszyć, mogę dziękować Bogu za wszystko, za drugiego, oddając Mu wszystko… Wiem już, że choć w sobie widzę miserię, to moja miłość jest w Bogu i od Niego, także moje siły, moje życie.
    Pozdrawiam

    #79 AnnaK
  80. #79 Aniu
    ” każdy potrafi kochać do pewnego momentu” – przecież to miałam na myśli pisząc, że ludzka miłość jest ograniczona.
    „to moja miłość jest w Bogu i od Niego” też tak myślę. 🙂

    #80 basa

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php
Improve Your Life, Go The myEASY Way™