Dziś przed południem odbyło się w Starostwie spotkanie z przedstawicielami miejscowych władz oraz instytucji wychowawczych i oświatowych. Wygłosiłem prelekcję na temat: „Kim jesteś, człowieku?”. Przedmiotem tej prelekcji było biblijne spojrzenie na człowieka i okazja do tego, by przyglądać się niektórym aspektom naszego życia indywidualnego i społecznego. Ta problematyka jest zawsze aktualna i w każdym pokoleniu potrzebuje pewnego przypomnienia i klucza umożliwiającego odniesienie tych treści do życia.

Wywiązała sią interesująca dyskusja. Wydaje się, że będziemy kontynuować tego rodzaju spotkania.

Pozdrawiam uczestników i zapraszam do dalszej wymiany zdań i opinii

Bp ZbK

 

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

8 komentarzy

  1. Pytanie „kim jesteś, człowieku” jest pytaniem o pamięć człowieka.
    Pamięć jako władza człowieczego ducha, która najpierw pamięta o Bogu, potem pamięta o człowieku i o każdym stworzeniu.
    Pamięta o najmniejszym pyle tego świata stworzonego przez Absolutny Rozum Boga Przenajświętszego.
    Pytanie „kim jesteś, człowieku” jest pytaniem o wolną wolę człowieka. To w wolności człowieczego ducha możemy nawiązać relację z Przenajświętszym Duchem Boga Stwórcy.
    Pytanie „kim jesteś, człowieku” jest zapytaniem o człowieczy rozum, który otwiera ludzkiego ducha na wieczność. Taka otwartość, taka nowoczesność to katolicka wiara. Chodzi o otwartość duchową. O duchowe przylgnięcie do Ducha Świętego.
    janusz

    #1 baran katolicki
  2. Słowo na piątek: Prawda
    Apostoł Paweł napisał: Nadejdą takie czasy, kiedy ludzie nie będą znosić prawdziwej nauki, ale zgodnie ze swymi zachciankami zaczną dobierać sobie nauczycieli, których słowa będą dla nich miłe. Odwrócą się od prawdy, dając posłuch mitom.
    2 Tym 4,3-4

    #2 Jurek
  3. #2 Jurek.
    Żyć to znaczy poznawać prawdę o Bogu i o człowieku. Dla mnie żyć to poznawać prawdę o sobie. W duchu człowieczym tak bardzo porażonym duchowo grzechem pierworodnym nie zostawił mnie Ojciec/Stwórca/ samu sobie. Dał mi łaskę uświęcającą w osobie Jezusa Chrystusa. Grzech pierworodny dla „protestantów” jest unicestwieniem człowieczego ducha.
    Dla mnie grzech pierworodny poraził duchowo moja duszę. Ucierpiał na tym w znacznym stopniu mój duch i moje materialne ciało. Moja rzeczywistość doczesna i duchowa w znacznym stopniu jest niepełnosprawna. Jak taka niepełnosprawność człowiecza wygląda wie każdy kto choć o drobinę miał odwagę zetknąć się z niepełnosprawnością cielesną. Duchowa spastyka robi swoje. Duchowa spastyka napina nas mimo własnej woli.
    Potrzebujemy natychmiast katolickiej rehabilitacji bo inaczej obudzimy się w świecie potępionych duchów. Mówiąc o rehabilitacji mam na myśli łaskę uświęcającą, która jest nam katolikom koniecznie do zbawienia potrzebna. Zobacz, Ksiądz Biskup poruszył wspaniały temat ale trafił na ludzi porażonych duchowo/niepełnosprawnych katolików/.
    janusz

    #3 baran katolicki
  4. …”Gdy wala się fundamenty,
    cóż może zdziałać sprawiedliwy?

    Pan w świętym swoim przybytku,
    Pan ma tron swój w niebiosach.
    Oczy Jego patrzą,
    Jego wzrok bada synów ludzkich.
    Pan bada sprawiedliwego i występnego,”…

    z Psalmu 11(10),3-5a

    #4 niezapominajka
  5. „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa”/1 Tes 5, 23/. Co ma na myśli św. Paweł pisząc „duch wasz”?
    janusz

    #5 baran katolicki
  6. #3 Janusz,
    Ksiądz Biskup dobrze trafił. To właśnie my niesprawni potrzebujemy aby do nas trafiła i trafiała Ewangelia.
    Tzw. dobrzy katolicy; wiesz, co zrobili z Biskupem…

    #6 grzegorz
  7. #6 Grzegorz.
    W katolicyzmie nie chodzi o bycie dobrym lecz o bycie prawdziwym. Celem ducha człowieczego nie jest poznawanie swojej dobroci, swojego piękna, swojej prawdy lecz celem stworzonego ducha jest poznawanie/przylgnięcie/ Przenajświętszej PRAWDY, DOBRA i PIĘKNA człowieczego OJCA./Stwórca/.
    Grzegorz, moja mowa jest nie z tego piętra/poziom/ i wiem, że cały problem naszego katolicyzmu polega na zajściu na samo dno człowieka. Tam jest śmierć i tam jest Jezus Chrystus. Nie sztuka chodzić po wodzie. Celem chodzenia po wodzie jest doświadczenie własnej niemocy/tonięcie/.
    Dopiero na dnie samego siebie otworzą Ci się duchowe oczy Twojego ducha i zobaczysz na własne oczy CHRYSTUSA, który już od dwóch tysięcy lat daje się dotykać/spożywać/ w IHS.
    janusz

    #7 baran katolicki
  8. ad.#7.
    Co się stało Biskupowi w Złotoryi?
    Czy tam spotkał dobrych katolików?
    janusz

    #8 baran katolicki

Dodaj Komentarz






css.php