Dzisiejsza Uroczystość Narodzenia Jana Chrzciciela to bardzo wymowne święto. Ten prorok stoi na pograniczu dwóch Testamentów. Jest ostatnim głosem zapowiedzi zbawczego dzieła Boga i wprowadza Jezusa – Wcielone Słowo w etap realizacji tego zbawczego dzieła. Nie było to łatwe zadanie. Opłacił to swoim życiem. Był świadkiem wskazującym na Bożego Baranka. Mówił o sobie, o swoim „umniejszaniu się” i o Baranku, który uzyskał swoją przedziwną wielkość przez oddanie swego życia jako Baranek Paschalny ratujący i zbawiający grzeszników. Ludzi „zniewolonych” swoim pojęciem wielkości. Do niego najpierw odnoszą się słowa Izajasza Proroka –chociaż w pełni będą wyrażały misję Jezusa Chrystusa.

«Tyś sługą moim, w tobie się rozsławię».

Prorok przeżywa różne etapy. Także zawahania i jakby wątpliwości. To jest ludzkie. Także Jezus coś z tego doświadczył w Ogrodzie Oliwnym. Wyrażają to słowa Izajasza:

Ja zaś mówiłem: «Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą.

Bóg jednak nie odstępuje od swego zbawczego planu. To On przejmuje nad prorokiem swoją władzę i od niego „oczekuje” czegoś więcej, niż to, co może się wydawać maksymalnie możliwym. Coś, co przekracza ludzkie możliwości, „dotychczasowe ustalenia” czy wyobrażenia.

A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. I rzekł mi: «To zbyt mało, iż jesteś Mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

Jest to jakby postawienie proroka wobec zadania, które całkowicie przekracza jego możliwości, które jednak staje się możliwe ze względu na działanie Boga i poddania się proroka temu działaniu aż do śmierci. Nawet oddanie życia jest czymś, co nie jest wystarczające, jeśli brakłoby poddania się Bożemu planowi. Dopiero wtedy rozbłyskuje światło i dopiero wtedy Boże zbawienia dociera do krańców ludzkiego działania i ludzkiej nędzy.

Mamy tutaj do czynienia z tym, o czym mówi św. Paweł w 1 Kor 13,1-3. Nie wystarczy „wydać siebie” i działać – nawet dokonywać wielkich rzeczy. Trzeba poddać się działaniu Tego, który jedynie jest Panem. Wtedy każde działanie Jemu podporządkowane stanie się świadectwem wielkości Jedynego Boga i prawdą o słudze, który ma moc przeżywania swojej służebnej małości. W tym jednak tkwi jego wielkość jako sługi jedynego Pana.

Bp ZbK

 

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

34 komentarze

  1. „Nie wystarczy „wydać siebie” i działać – nawet dokonywać wielkich rzeczy. Trzeba poddać się działaniu Tego, który jedynie jest Panem. Wtedy każde działanie Jemu podporządkowane stanie się świadectwem wielkości Jedynego Boga i prawdą o słudze, który ma moc przeżywania swojej służebnej małości. W tym jednak tkwi jego wielkość jako sługi jedynego Pana”/Bp ZbK/.
    Natura ludzka złożona jest z dwóch odmiennych realności; ducha,duszę i ciała. Wszystkie akty typowo ludzkie są zawsze aktami osoby, która jest podmiotem dysponującym całą jej naturę. Jeśli człowiek skupia się na aktach czysto duchowych to uaktywnia mózg i odwrotnie. Jeśli skupia się wyłącznie na aktach cielesnych to może angażować do tego duszę i ducha bo wszystkie jego akty są aktami osoby. Natura: duch,dusza i ciało jest zasadą poprzez którą człowiek działa. Działanie człowieka jest następstwem bytu duchowo-materialnego. Ma charakter duchowo-cielesny. Miliardy komórek połączone miliardami synops tworzą materialną strukturę mózgu, który dostarcza energii do transportowania treści ludzkiego intelektu, aktów pamięci czy też aktów wolnej woli jako władz ducha.
    Ta neuronalna energia nie jest jej treścią bo informacja pochodzi z zewnątrz mózgu czy materii ludzkiego ciała. Transportowana informacja pochodzi z ducha i duszy człowieka jako centrum. Także wtedy gdy impulsy pochodzą z zewnątrz osoby ludzkiej i niejako dotykają najpierw jej jestestwa to na swój sposób uczestniczy w tym kontakcie z rzeczywistością zjednoczony ze swoim ciałem duch i dusza ludzka, które odczytują intelektualnie, świadomościowo, czy wolitywnie transportowane przez system neuronalny treści. Duchowe kierownictwo oznacza zatem przepływ informacji a nie samą energię. Świadomość ludzka jest funkcją ducha człowieka tak jak energia jest właściwością ludzkiego ciała, włącznie z mózgiem. Potrzeba ich obydwojga aby mógł zaistnieć najprostszy akt działania osobowego. Tak to ja w sobie na skróty to widzę.
    Pozdrawiam
    janusz

    #1 baran katolicki
  2. #1 Januszu,
    Ciekawa sprawa…
    Jak zatem wolitywnie transportowane przez system neuronalny treści, pobudzane impulsami pochodzącymi z zewnątrz osoby ludzkiej , dotykając mojego jestestwa które je intelektualnie i świadomościowo odczytuje mają się do stawiania mnie przed drugim człowiekiem jako sługi jedynego Pana?

    #2 grzegorz
  3. #1
    By duchowo prowadzić kogokolwiek samemu trzeba być duchowym /duchowy jest zawsze etyczny/.
    Suche informacje nie potrzebują żadnego kierownika bo spokojnie można je zdobyć z czasopism czy książek.

    #3 Ka
  4. #2
    Nie odczytuje się takiej osoby jako służącej dla spraw Bożych.
    Uwidacznia się jej własny interes wynikający nie z ducha, ale z wykonywanego zawodu.

    #4 Ka
  5. #2 Grzegorz.
    Zauważ, że tym Panem Bogiem jest Duch Przenajświętszy. Nawet w Jezusie Chrystusie jest Duchem Przenajświętszym z duchowym ciałem człowieka. Bo tylko takie ciało jest adekwatne do wieczności. Grzegorz dość jasno opisałem laikowi budowę człowieka. Jeśli chcesz uczciwie pomóc drugiemu człowiekowi musisz zdawać sobie sprawę jak sam działasz i jak ten konkretny człowiek, z którym chcesz nawiązać kontakt osobowy działa/żyje/. Działanie to życie. O jakie działanie tu chodzi?
    Szekspir powie, myślę więc jestem. To za mało. Bo samo myślenie nie jest istotą człowieczego jestestwa. Człowiek w Chrystusie nie tylko myśli lecz wie, że myśli. O tą samoświadomość myślenia chodzi w relacjach osobowych. Pomijam tu relacje bezosobowe, oparte jedynie na zmysłowości/uczuciu/ i cielesności/materialność/.
    Jeśli chcesz być prawdziwym człowiekiem w kontakcie z innym człowiekiem, musisz widzieć najpierw swoim duchem ducha drugiego człowieka. Tylko nasz człowieczy duch jest relacyjny względem Stwórcy i innych stworzeń osobowych.
    Z mojego doświadczenia wiem jak trudno dotrzeć z Chrystusem do pospolitych zjadaczy chleba, którym wystarczy teraźniejszość. Mów im o wieczności, o duchu a sam zobaczysz jaki problem z nami ma Stwórca/Przenajświętszy Duch/.
    Pozdrawiam
    janusz

    #5 baran katolicki
  6. #1
    Tak to ja w sobie na skroty to widzę ?

    Myślę, Januszu, że Ty przede wszystkim nie widzisz /nie chcesz widziec/ prawdy o sobie.
    Wg mnie szukasz wiedzy, która wpedza Cię w pychę .

    #6 Klara
  7. Ad #1
    Januszu, wydaje mi się ,że jest to tekst przepisany
    z jakiegoś żródła

    #7 niezapominajka
  8. #6 Klara.
    Widzę w Tobie basę.
    Nadajecie identycznie.
    Jeśli znasz prawdę o mnie to napisz mi jaka ona JEST.
    Czekam z miłością cierpliwą.
    janusz

    #8 baran katolicki
  9. #3 Krystyna/ka/.
    Tu nie chodzi o kierownictwo, które jest na zewnątrz osoby konkretnego człowieka.
    Kierownikiem duchowym człowieka jest przede wszystkim jego osobowy duch. Proszę nie mylić tego osobowego kierownictwa z kierownictwem duchowym innego człowieka. Jest w każdym z nas duch/właściciel firmy, której na imię CZŁOWIEK/.
    Chodzi samoświadomość człowieka. Chodzi by nie dać się odczłowieczyć.
    Pozdrawiam
    janusz

    #9 baran katolicki
  10. #7 niezapominajko.
    Co Ci nie pasuje w tym tekście?
    Źródło tych słów jest we mnie.
    janusz

    #10 baran katolicki
  11. #9
    Tylko jak wyprowadzić to co złe w duchu człowieczym jest?
    Autorytet może,o ile autorytet sam nagromadzeniem trudno już usuwalnych grzechów obarczony nie jest.

    Wracając do #5
    „Z mojego doświadczenia wiem jak trudno dotrzeć z Chrystusem do pospolitych zjadaczy chleba…”
    Będzie łatwiej jak oprócz Chrystusa, w człowieku zauważysz człowieka, który różny jest. I ma prawo być różny.

    #11 Ka
  12. Nie rozumiem, jak w praktyce mam się poddać działaniu jedynego Pana a równocześnie każde działanie Jemu podporządkowywać… ??
    Kto tu działa?

    #12 Miriam
  13. Ad #12 Miriam
    Stale praktykować Pwt 6,4nn; tzn. wsłuchiwać się bez uprzedzeń i bez „własnych” planów i projekcji a także bez przypisywania czegokolwiek sobie itd. itp.
    A więc: słuchanie Słowa i gotowość stałego wchodzenia w nawrócenie. Resztę zrobi właśnie Duch Święty. To jest działanie Boga. On jest nade mną. Namaścił mnie, posłał mnie itd.
    Jak to jest w praktyce, trzeba uczyć się doświadczać tego – czasem w radości czasem w cierpieniu. To musi być doświadczenie każdego z nas osobiste. O tym można uczyć się, ale trzeba to przeżywać. Nierzadko trzeba wiele przecierpieć i tak wchodzić do „chwały” (zob. Łk 24,26nn).
    Pozdrawiam
    Bp ZbK

    #13 bp Zbigniew Kiernikowski
  14. # 8
    Prawdę o Tobie /o mnie/ zna tylko Pan Bóg,więc Jego pytaj .On też odpowiada przez ludzi. Skoro parę osób mówi Ci to samo to warto sie zastanowić …no i uderzyć w piersi.

    Pozdrawiam z miłością

    #14 Klara
  15. #11 Krystyna/ka/.
    Duch człowieczy jest poza zasięgiem złego ducha. Zło kaleczy duszę ludzką lecz nie ma dostępu do człowieczego ducha. Duch człowieczy nie zna czasu, nie zna przeszkód, nie zna okoliczności. Mój duch i Twój duch mogą nawiązać relację osobową mimo nie znajomości fizycznej czy zmysłowej/psychicznej/.
    Dla ducha to żadna trudność. Dusza ludzka jest jak gąbka, która nasiąka tym co się dzieje na zewnątrz niej i w niej. Nasiąka materializmem i duchowością na tyle na ile jej rozum ukierunkowany jest PRAWDĘ. Prawda logiczna, to nic innego jak zadomowienie w poznawanej rzeczywistości w moim osobistym rozumie.
    Wtedy to poznana rzeczywistość istnieje we mnie.
    Żyć PRAWDĄ to znaczy nigdy, przenigdy z mojego rozumu nie usunąć prawdy jako Prawdy. Nigdy nie ustawić mój rozum na kłamstwo i fałsz. Autorytet to też człowiek z nieskalanym duchem. Można z nim obcować poza jego świadomością materialną i zmysłową. Tyle człowieka w człowieku ile ducha ma.
    Pozdrawiam
    janusz

    #15 baran katolicki
  16. #12
    Miriam pokochaj swój duchowy rozum i nie trać duchowej pamięci by być wolą w duchu.
    Twój Stwórca/Pan/ jest Przenajświętszym Duchem. Nie ma w Nim zmysłowej materii. Nie ma w Nim czasu. Wystarczy swoim duchem zjednoczyć się w wolności woli z duchem drugiego człowieka.
    Resztę zrobi Duch Święty.
    Pozdrawiam
    janusz

    #16 baran katolicki
  17. #15
    „Można z nim obcować poza jego świadomością materialną i zmysłową”.
    Chcesz przekroczyć nieprzekraczalne, wejść w niebezpieczne rewiry. Coś jak nadczłowiek.
    NIE JA. Mnie do obcowania z człowiekiem potrzebny jest człowiek z pełną świadomością w nim. Nadludzie mnie nie interesują.

    #17 Ka
  18. #5 baran katolicki
    Duzo niescislosci.
    ‚Cogito ergo sum (łac. „Myślę, więc jestem”) – zdanie będące konkluzją wywodu, w którym René Descartes (Kartezjusz) poszukuje niepowątpiewalnych podstaw wiedzy. Fakt myślenia jest niepodważalny, a w konsekwencji pewne jest istnienie podmiotu myślącego. Na tym fakcie Kartezjusz opiera możliwość istnienia wiedzy pewnej.’

    #18 Jurek
  19. #13 Ks. Biskup
    Bardzo dziękuję za wyjaśnienie 🙂
    Pozdrawiam

    #19 Miriam
  20. #16 Janusz
    Jak dobrze, że Bóg jest Duchem!
    Może przenikać wszystkie tajniki serca…
    Jest wszechobecny.
    Zna mnie jak nikt inny.
    To wielka pociecha, wie, czego mi brakuje.
    Wierzę, że da to, czego mi potrzeba.
    Także przez drugiego człowieka.
    Pozdrawiam

    #20 Miriam
  21. #17 Krystyna/ka/.
    Świadomość jest nie do uchwycenia przez mózg człowieka, który nie tylko myśli ale wie, że myśli. Katolicyzm widzi najpierw człowieka a potem z osobowego człowieka tworzy wspólnotę. Bez jakościowo dobrej jednostki nie zbudujemy prawdziwy, dobry i piękny „ład” społeczny.
    Krystyno, tu nie chodzi o fantastycznych „nadludzi” lecz o tych, którzy są zepchnięci do „podludzia”. Warto zainteresować się tymi, którzy zostali zredukowani/oszukani/ do bycia stadem świń, pędzącym przez pastuchów/najemników/ ku przepaści/samozagłada/.
    Tak jest chcę i to bardzo przekroczyć próg własnej nadziei. https://www.rodaknet.com/rp_sw_papiez_jpII_przekroczyc_prog_nadziei.pdf
    Pozdrawiam
    janusz

    #21 baran katolicki
  22. #18 Jurek,
    Janusz potraktował to wyznanie trochę zbyt dramatycznie 🙂

    #22 grzegorz
  23. #18 Jurek.
    Pokaż gdzie widzisz te „nieścisłości”?
    Wiedza pewna dla Katolika to dogmaty.
    Nie cała rzeczywistość człowieka została zdogmatyzowana. Jest ogromny obszar niezdogmatyzowany to znaczy wymagający dyskusji, refleksji, badań, itd.
    Natomiast to co zostało objawione Kościołowi Katolickiemu jako wiedza pewna to właśnie jest treścią zdogmatyzowaną/nietykalna/.
    Pozdrawiam
    janusz

    #23 baran katolicki
  24. #5 Januszu,
    Piszesz: „Z mojego doświadczenia wiem jak trudno dotrzeć z Chrystusem do pospolitych zjadaczy chleba”
    Ja również mam pokusy, aby tak myśleć.
    Jednak mam przekonanie, moje rozumienie, czy też refleksja nad własnym myśleniem, samoświadomość myślenia a za tym działania jest na pewno potrzebna i ma swoja rolę, jednak niewiele mi pomoże w do bycia posłanym dla Ewangelii.
    Do tego potrzeba jak ze swadą głosi Franciszek zaprzyjaźnienia, intymnej relacji, czułości Boga Ojca. Są to słowa ze słownika małżonków nie filozofów.
    Termin „sługa” nie opisuje więc pozycji (czy też opozycji) egzystencji człowieka wobec Boga, a bliskość, akceptację, zażyłość drugiego, takiego jakim jest: Boga jako stwórcy i przyczyny rzeczy, człowieka jako Stworzenia w jego drodze do Komunii.
    Taka postawa nie jest wymaganiem wobec drugiego, aby przyjął dogmaty czy prawdy wiary, ale jest towarzyszeniem działaniu Ducha Świętego, oddając bliźniemu z siebie to co potrzeba: czas, wysiłek, czasem kasę…

    #24 grzegorz
  25. #24
    Grzegorz, powiedz nam jakim jesteś towarzyszem dla złodzieja, mordercy, cudzołożnika, bluźniercy, itd.
    Co to znaczy w swadzie Franciszka „towarzyszyć” trupowi/grzesznik/.
    Relacja osobowa jest możliwa tylko i wyłącznie pomiędzy podmiotowymi duchami.
    To nic, że jesteśmy/człowiek/ mikroskopijni w duchu/porażeni grzechem pierworodnym/.
    Grzegorz, od dwudziestu jeden lat mam to na co dzień podane jak na tacy w realu Piotra. To mocne doświadczenie, które uczy moją duszę jak żyć i kim jestem. Uczy nie bać się śmierci materialnej. Niejako pokochać śmierć ciała by móc żyć na wieki w Chrystusie.
    Piszesz o towarzyszeniu działaniu Ducha Świętego.
    Być przyjacielem grzesznika? Zaprzyjaźnić się z szatanem?
    Pozdrawiam
    janusz

    #25 baran katolicki
  26. #25 Januszu,
    Przy codziennym wieczornym pacierzu,przy każdym rachunku sumienia stwierdzam, uznaję,odnajduję w swoim postępowaniu coś ze złodzieja, mordercy, cudzołożnika, bluźniercy. Czasem dość duże „coś”.
    I takiemu właśnie Grzegorzowi na co dzień towarzyszę. Takiego Grzegorza kocham.
    Jezus wskazuje:” Kochaj bliźniego jak siebie samego”.
    Dlatego mam odwagę towarzyszyć również innemu złodziejowi, mordercy , cudzołożnikowi, bluźniercy, na ile on zechce.
    A często – uwierz mi chce – bo inni go odrzucają.
    Jestem przyjacielem wielu grzeszników.

    #26 grzegorz
  27. #26 Grzegorz.
    Nie mogę Cię uchwycić.
    Kim według Ciebie jest „grzesznik”? Czy katolik, który wyspowiada się z grzechów ciężkich nadal jest grzesznikiem? Twoje towarzyszenie swojemu grzechowi na czym realnie polega i dokąd Cię zaprowadza? „Na ile on zechce”. Jest generalnie tak, że złodziej nie chce przestać kraść, morderca zabijać, cudzołożnik zdradzać, oszczerca oczerniać, bluźnierca bluźnić, itd. Co wtedy z Franciszkowym „towarzyszeniem”?
    Pozdrawiam
    janusz

    #27 baran katolicki
  28. #26 Grzegorz.
    „Jestem przyjacielem wielu grzeszników”.
    Na czym konkretnie ta przyjaźń polega?
    Przyjaźń to jakiś poziom relacji osobowej/duchowej/.
    Jak udaje Ci się nawiązać kontakt osobowy z duchowym trupem?
    janusz

    #28 baran katolicki
  29. #28
    Zapewne człowieczeństwo w nim.
    I tam gdzie Ty widzisz trupa on widzi głębie – człowieka.

    #29 Ka
  30. #27 Januszu,
    Tak katolik , który wyspowiada się ze swoich grzechów jest dalej jak najbardziej grzesznikiem.
    Moje towarzyszenie grzechowi polega realnie na tym, że z takim sobą na co dzień żyję.Prowadzi mnie ono do życia w nawracaniu się.
    Twoja teza, o złodziejach, mordercach, cudzołożnikach itp. jakoby nie mieli woli zaprzestania tych występków jest w wysokim stopniu ryzykowna i nie jest moim zdaniem spójna z rzeczywistością.
    Wielu bowiem z nas grzeszników spowiada się z ze swoich przewin, żałuje ich, wyraża wolę poprawy.
    Ci, którzy oficjalnie uznają swoje przestępstwa za poprawny styl życia jest wg mnie garstka i są to raczej przypadki chorobowe – to należy leczyć.
    Pisze Paweł:
    „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę.” Rz.7,19
    a warto też spojrzeć na cały rozdział 7 tego listu.
    Jeszcze na koniec jedna uwaga:
    Używając słów morderca, złodziej, cudzołożnik, bluźnierca łatwo jest wykluczać siebie z tego katalogu. Nikogo przecież nie zabiłem, nie zdradziłem żony, nie dokonałem żadnej kradzieży w sklepie, w banku itd.
    Nic bardziej mylnego!
    Nakładamy białe rękawiczki (jak to często powtarza Ksiądz Biskup) i wchodzimy we wszystkie te układy subtelnie, z pozoru łagodnie i niewinnie! Niby nie zabijamy imigranta, ale wykluczamy go z naszego otoczenia. Nie okradamy klienta, ale tak układamy plan marketingu, aby zapłacił więcej a nie mniej. I tak dalej…

    #30 grzegorz
  31. #28 Januszu
    Moja a właściwie nasza ( jesteśmy przecież z żoną jednym Ciałem) przyjaźń z jak piszesz- „duchowymi trupami” polega na tym, że z nimi jesteśmy, rozmawiamy, cieszymy się wspólnie ze zwykłych i niezwykłych okoliczności na imieninach, wyjazdach, spotkaniach. Jesteśmy również dla nich wtedy, gdy czegoś potrzebują : załatwić lekarza, odwiedzić rodziców, zrobić przeprowadzkę; różnie jest.
    Nie żądamy nic w zamian a często dostajemy – Bóg jest prawdziwym Ojcem!

    #31 grzegorz
  32. #30 Grzegorz.
    „Tak katolik , który wyspowiada się ze swoich grzechów jest dalej jak najbardziej grzesznikiem”. „Ta zniewaga krwi wymaga”. Grzegorz to nie jest po katolicku. Protestanci za Lutrem tak ufają ale nie nam katolikom w tym kierunku zmierzać. Mamy swój szlak ku wieczności wytyczony krwią Chrystusa w wielu świętych. Grzesznik jest przeciwieństwem Świętego. Czy to tak trudno pojąć? Dzisiaj zmodernizowany katolicyzm proponuje nam „świętego grzesznika”. Co to za nowa jakość w oczach stwórcy.
    Grzegorz czym lub kim dla Ciebie/dla was/jest ŁASKA UŚWIĘCAJĄCA/? Dla mnie/dla nas/ to CHRYSTUS/. Dla mnie po uczciwym Sakramencie/relacja osobowa/ Pokuty i Pojednania nie JESTEM grzesznikiem lecz ŚWIĘTYM w duchu swoim przed obliczem Boga Najwyższego. JESTEM tym kim mam być. Po Spowiedzi Świętej w katolicyzmie JESTEM ŚWIĘTY w duchu swoim wobec PRAWDY objawionej w Chrystusie Jezusie. JESTEM odkupiony i zbawiony. Łaska uświęcająca daje ŻYCIE WIECZNE „duchowemu trupowi”.
    Grzegorz, „Twoja teza, o złodziejach, mordercach, cudzołożnikach itp. jakoby nie mieli woli zaprzestania tych występków jest w wysokim stopniu ryzykowna i nie jest moim zdaniem spójna z rzeczywistością”. To nie jest tylko teza ale rzeczywistość w której przyszło mi żyć. Władza ma w swojej „dupie” moje sumienie/moje człowieczeństwo/.
    Grzegorz, „Ci, którzy oficjalnie uznają swoje przestępstwa za poprawny styl życia jest wg mnie garstka i są to raczej przypadki chorobowe – to należy leczyć”. Gdyby to była garstka chorobowa to by CZŁOWIEK we współczesnym kosmosie był PANEM a nie dziadem. Grzegorz,” Używając słów morderca, złodziej, cudzołożnik, bluźnierca łatwo jest wykluczać siebie z tego katalogu. Nikogo przecież nie zabiłem, nie zdradziłem żony, nie dokonałem żadnej kradzieży w sklepie, w banku itd.
    Nic bardziej mylnego!” Można zabić a ZABIĆ. Można ukraść a UKRAŚĆ. Można zdradzić a ZDRADZIĆ.
    Grzegorz,”„Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę.” Rz.7,19.
    W duchu swoim Święty Paweł to zobaczył i dlatego wystąpił w zawodach by bieg ukończyć/zachować się jak trzeba/.
    Białe rękawiczki zakładają właśnie wilki w owczej skórze. Owieczki i baranki to mała trzódka Chrystusa. Nie mamy potrzeby się maskować. Jesteśmy sobą. Jesteśmy tacy jakimi nas chce mieć Stwórca. Zabijają nas w białych rękawiczkach z uśmiechem na ustach.
    Pozdrawiam
    janusz

    #32 baran katolicki
  33. #29 Krystyna/ka/.
    Głębia człowieczeństwa to właśnie duch człowieczy. Wielcy Święci katoliccy powiadali, że w grzechu ciężkim duch człowieczy jest martwy/uśpiony/ dla wieczności.
    Dzisiaj sieje się nam zrelatywizowane człowieczeństw pozbawione głębi.
    Odczłowieczyć człowieka to skasować mu z pamięci wieczność/głębia/.
    Pozdrawiam
    janusz

    #33 baran katolicki
  34. #32 Janusz
    „12 Dzięki składam Temu, który mię przyoblekł mocą, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, że uznał mnie za godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi mnie, 13 ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ działałem z nieświadomością, w niewierze. 14 A nad miarę obfitą okazała się łaska naszego Pana wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie! 15 Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania5, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy.” 1Tm 1 ,12-15
    Zadziwiająca jest taka obecność Boga.
    Objawia się w miłosierdziu wobec nas, żyjących w skrzywieniu, skrzywieniu perspektywy życia.
    Jest to obecność stała w postaci Jego łaski. Łaski wobec mnie, Ciebie tej łaski stale potrzebujących.
    Posłuchaj, gdy Kościół mówi o nieprzerwanym strumieniu Łaski – bo nieprzerwana, stała jest nasza potrzeba Jej przyjmowania. Do mnie mocno przmawia tu dialog o uznaniu mojej winy podczas Eucharystii. Wypowiadamy go wszyscy, niezależnie czy przystępowałem do Sakramentu Pokuty i Pojednania przed chwilą, tydzień czy miesiąc temu.
    Paweł Apostoł tak mocno to widzi, że podkreśla obfitość łaski jaką otrzymuje najwyższą miarą swojego grzechu – uznając się pierwszym w szeregu grzeszników.
    Echem tego jest fragment Modlitwy Eucharystycznej gdy wypowiada ją biskup:
    „Jeżeli celebrujący kapłan jest biskupem, po słowach: razem z Twoim sługą, naszym papieżem N. dodaje: i ze mną, niegodnym sługą Twoim. Jeśli biskup celebruje poza swoją diecezją, po słowach: razem z Twoim sługą, naszym papieżem N., dodaje: z bratem moim N., biskupem Kościoła N., i ze mną, niegodnym sługą Twoim” ( OWMR 149)
    Jest sługą niegodnym, ale uświęcanym jak mówi Franciszek przez czułą, przebaczającą przyjaźń Boga.
    Rozumiem, że chciałbyś być wolny od grzechu w znaczeniu „być czysty”. Tymczasem wolność od grzechu oznacza moc przyjmowania jego skutków na siebie i przebaczania. Również w ostatecznej konsekwencji grzechu jaką jest śmierć. Tą moc niesie strumień łaski naszego Pana jak pisze św. Paweł.

    #34 grzegorz

Dodaj Komentarz






css.php