Na 24. niedzielę w roku B mamy bardzo wymowne i mocne Słowo. Izajasz przekazuje słowa Sługi Pańskiego, który ma świadomość, że Pan Bóg otworzył Mu ucho. On, Sługa na to przyzwolił. Owocem tego otwarcia ucha jest przyjęcie przez Sługę postawy stałości wobec przeciwności i nie wycofanie się z sytuacji krzywdy, niesprawiedliwości a nawet przemocy. Tak to przedstawia Trzecia Pieśń o Słudze Pańskim (Iz 50,4-9).

Jezus, Syn Boży a jednocześnie Człowiek, który wszedł w sytuację i w postawę Sługi, urzeczywistnił zapowiadane przez proroka słowa. Uczynił to w całej pełni. Oczywiście w czasie Jego ziemskiego życia ta Jego prawda nie była od razu poznawalna. To był proces odkrywania tej prawdy o tożsamości Mesjasza – Sługi Pańskiego. Dokonywało się to nie drogą prostej informacji, gdyż ta prawda przekraczała wszystkie „normalne” sposoby poznania i wszelkie kategorie poznawcze. Mogło to się dokonać na zasadzie prób, w które były wliczone „pomyłki” i błędy oraz odkrycia i nawrócenia.

Wyznanie i pomyłka Piotra

Tak było też z Piotrem Apostołem. Musiał doświadczyć tego, że ta prawda rozpoznania Mesjasza została mu udostępniona (św. Mateusz powie wprost: «nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec niebieski» Mt 16,17). Z drugiej strony prze okazji tego wyznania, które niewątpliwie nie rozumiał właściwie i nie wiedział, co to oznacza, musiał przeżyć niesamowitą porażkę. Musiał usłyszeć przy tej okazji bardzo upokarzające go słowa z ust Jezusa: «Zejdź Mi z oczu (dosłownie: idź za Mnie; przejdź za Mnie), szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku». Można to rozwinąć: „Odejdź z pozycji, którą sobie uzurpujesz próbując Mnie pouczać”, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku”. Chcesz być przewodnikiem, a nie wiesz o co chodzi. Piotr musiał tego doświadczyć, że to ni on jest „panem sytuacji”, lecz to Jezus – Mesjasz jest tym, kto zna drogę i realizuje Boży plan.

Nie wiemy, na ile Piotr w owej chwili zrozumiał słowa Jezusa. Ewangelista Marek daje do zrozumienia, że Jezus tę prawdę o sobie potwierdził, gdy przywołał tłum i uczniów i mówił o pójściu za Nim i braniu swego krzyża.

Moment zwrotny

Piotr zrozumiał tę tajemnicę Mesjasza dopiero wtedy, gdy to jego pozorne przekonanie o znajomości Mesjasza, doprowadziło go do prawdziwego i bardzo sromotnego upadku na dziedzińcu arcykapłana. Mimo swego przekonania i wyznania oraz deklaracji swojej wierności i gotowości pójścia za Jezusem i to nawet do więzienia czy na śmierć (zob. Łk 22,33) okazał się jako ten, który „od siebie” w obliczu zagrożenia powiedział a nawet przysięgał mówiąc: „nie znam tego człowieka” (zob. Mt 26,72nn).

Ostateczne rozpoznanie i wyznanie Jezusa jako Mesjasza dokonuje się wtedy, kiedy On – w jakiejś mierze przez nas odrzucony – zostaje przez nas, przeze mnie przyjęty. Dokonuje się to wtedy, kiedy uznaję, że Go nie rozumiałem, że myślałem że Go rozumiem i że gotów jestem Jemu dochować wierności. On w swoim miłosierdziu i dobroci wobec mnie pozwolił mi jednak doświadczać takiego czy innego upadku i nie odrzucił mnie w doświadczeniu mojego upadku. Nawet wtedy, gdy w jakiż sposób powiedziałem: „nie znam Go”.

Gdy uznaję tę prawdę o sobie i – zwracając się do Tego Mesjasza – wyznaję Go, wówczas zaczyna we mnie pracować i dochodzić do głosu „mesjańska” prawda, dzięki której pozwalam objąć się Jego przebaczeniu. Nie jestem już żadnym bohaterem, lecz pokornym wyznawcą uznającym swój błąd i potrzebującym przebaczenia. Wtedy – niejako z osobistego doświadczenia – mogę wyznawać Jego wielkoduszną, nieodwołalną i zawsze wierną miłość. To doświadczenie tej przebaczającej miłości czyni mnie prawdziwym wyznawcą mesjańskości Jezusa, gdyż najpierw wprowadza mnie w mesjańską prawdę życia.

Niech nasze życie będzie udziałem w mesjaństwie Jezusa, w Jego namaszczeniu. Niech nasze życie będzie chrześcijańskie, czyli namaszczone Duchem Świętym, który działa pośród naszych błędów i pomyłek – ucząc nas powstawać i wyznawać.

Bp ZbK

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

57 komentarzy

  1. „On w swoim miłosierdziu i dobroci wobec mnie pozwolił mi jednak doświadczać takiego czy innego upadku i nie odrzucił mnie w doświadczeniu mojego upadku.”
    Znając i doświadczając już mojej słabości, tak bardzo pocieszające są te słowa, a jeszcze bardziej doświadczenie miłosierdzia, gdy Bóg podnosi mnie z moich upadków.
    I ze zła potrafi wyprowadzić dobro. 🙂
    Jak dobry jest Bóg. 🙂

    #1 basa
  2. Na pytanie co to jest wiara i co to znaczy wierzyć Katolik odpowie: wierzyć to znaczy uznać za prawdę to co Pan Bóg objawił i przez swój Kościół do wierzenia przekazał.
    Wiara po katolicku jest przeświadczeniem umysłu, który w wolności /dobrowolnie/ uznaje za prawdę to co Bóg objawił Kościołowi świętemu.
    Nie rozumiem doświadczenia wiary. Na czym by miało ono polegać? Na przeczuciu, uczuciu. Jakimi zmysłami doświadczyć Mesjasza w swoim życiu. Czy można go zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, posmakować, powąchać?
    „…doświadczenie tej przebaczającej miłości czyni mnie prawdziwym wyznawcą mesjańskości Jezusa, gdyż najpierw wprowadza mnie w mesjańską prawdę życia” /Bp ZbK/.
    Czy źródłem wiary jest doświadczenie religijne?
    janusz

    #2 baran katolicki
  3. Ja osobiście to poznałem przez Słowo Boże które jest zawarte w Piśmie świętym.
    Czytając słowa z Pisma świętego przekonało mnie i umocniło że jest zawarta całkowita prawda prowadząca do zbawienia.
    Wyznać Mesjasza przed drugim człowiekiem to muszę nauczyć się dawać z siebie miłość drugiemu człowiekowi.
    Jezus powiedział: kto trwa we mnie a w nim ten przynosi owoc obfity.
    Po owocach was poznają że jestem uczniem i wyznawcą Jezusa Chrystusa.

    #3 Józef
  4. #3
    Ja nie wiem z czego i dlaczego poznałam.
    Zgodnie z tym co na ten temat myślę,to odpowiedziałabym – poznałam z własnej duszy.
    Noo,Duszy /uśmiech/.
    Naprawdę innej odpowiedzi nie znajduję.

    #4 Ka
  5. #3 Józef. Czy „sola scriptura” wystarczy Twojej „sola fideli”? janusz

    #5 baran katolicki
  6. #4 Krystyna. Każda dusza człowieka ma swojego ducha. Tylko tam dusza człowieka wierzącego spotyka się ze swoim Stwórcą. Materialne ciało ze swoimi zmysłami doświadcza tego co doświadczyła dusza w duchu swoim. Doświadczenie zewnętrzne jest afirmacją duchową człowieczego ducha. janusz

    #6 baran katolicki
  7. Ja rozumiem doświadczenie wiary, jako przeżycie jakiegoś wydarzenia, które można wytłumaczyć tylko interwencją Boga. Jak na przykład pojawienie się Izaaka w życiu Abrahama. Chłopiec z krwi i kości narodzony z niepłodnego łona. Jakiś konkret, fakt. Nie przeczucia czy uczucia czy fantazja…

    #7 Karina
  8. #2 baran katolicki
    “…Nie rozumiem doświadczenia wiary. Na czym by miało ono polegać? Na przeczuciu, uczuciu. Jakimi zmysłami doświadczyć Mesjasza w swoim życiu. Czy można go zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, posmakować, powąchać?..”
    Słowo na sobotę: Wiara
    Apostoł Paweł napisał do wierzących w Jezusa: Dopóki tkwimy w ciele, jesteśmy oddaleni od Pana. W swoim postępowaniu kierujemy się jednak wiarą, a nie wiedzą i trwając w tej wierze wolelibyśmy raczej opuścić mieszkanie naszego ciała i zamieszkać u Pana.
     2 Kor 5,6-8 
     

    #8 Jurek
  9. „Doświadczenie przebaczającej miłości”
    Poznanie Pana , Pana mojego życia , Pana życia , które pochodzi jedynie od Niego.
    Obejmuje ono obszar pomiędzy mną a moim dzieckiem,moja żoną , innymi ludźmi, których Bóg stawia mi do dyspozycji na co dzień.
    Jestem pewny Januszu, że jest On obecny w podobnych okolicznościach również u Was w rodzinie.
    Nie ma innej Mocy niż On abyśmy my tak różni od siebie tworzyli trwały związek.
    Rozmawiałem dziś przy warzywniaku z dziewczyną , której jedna z córek zgromadziła w sobie wiele różnych chorób; porusza się na wózku a większość czynności życiowych wykonują za nią rodzice.
    Gdy rozmawialiśmy o naszych córkach, które dają nam dodatkowo do wiwatu z racji opóźnionego wprawdzie ale burzliwego w tej chwili okresu dojrzewania – uśmiechaliśmy się, bo obecność Jezusa Chrystusa w takich właśnie okolicznościach jest w naszych rodzinach skarbem , który z pokorą przyjmujemy.

    #9 grzegorz
  10. # 5 Janusz.
    Odpowiem tak:
    ” sola scriptura ” – kierowanie się tylko Pismem Swiętym co niektórzy tak uważali.
    ” sola fideli ” – kierowali się tylko wiarą co niektórzy tak uważali.
    Uważam że jedno i drugie myślenie jest złe ponieważ jest to rozdwojenie do poznania prawdy.
    Pismo święte nie może być oparte bez wiary.
    Wiara nie może być oparta bez Pisma Swiętego bo jest to żywe Słowo Boże które przenika wszystkie serca.
    Czyli Pisma święte i wiara człowieka jest to spójność bez rozdzielenia.

    #10 Józef
  11. #8 Jurek. W podanym przez Ciebie cytacie jest mowa o widzeniu a nie o wiedzy. Ja nie stawiam w opozycji wiarę do wiedzy/nauki/. Dla mnie są to dwa kanały poznania Prawdy Objawionej w Jezusie Chrystusie. Dusza moja zagląda na zewnątrz siebie poznając zmysłowy/materialny/ świat. Uczy się w ten sposób poznania Stwórcy przez to co materialne. Dusza moja z takiego widzenia naukowo doświadcza/przeżywa/istnienie Stwórcy. Drugim kanałem poznawania Prawdy jest wiara rozumiana jako wewnętrzne patrzenie na to co duchowe/transcendentne/.
    Oto ulubiony hymn, który powala mnie na kolana za każdym razem gdy w nim uczestniczę.
    „Przed tak wielkim Sakramentem
    Upadajmy wszyscy wraz,
    Niech przed Nowym Testamentem
    Starych praw ustąpi czas.
    Co dla zmysłów niepojęte,
    Niech dopełni wiara w nas.
    Bogu Ojcu i Synowi
    Hołd po wszystkie nieśmy dni.
    niech podaje wiek wiekowi
    Hymn triumfu, dzięki, czci.
    A równemu im Duchowi
    Niechaj wieczna chwała brzmi.
    Amen”.
    Jest tam: „Co dla zmysłów nie pojęte nich dopełni wiara w nas”. Wiara i wiedza spotykają się w mojej duszy i tam dochodzi do rzeczywistego doświadczenia/poznania/ Prawdy Objawionej. Nauka i wiara to doczesna materia i wieczny duch w mojej duszy.
    janusz

    #11 baran katolicki
  12. #9.Grzegorz.
    Ten obszar pomiędzy człowiekiem a człowiekiem ma moc zbliżenia gdy jest wypełniony łaską uświęcającą bynajmniej w jednej duszy. Nie da rady gdy być dla siebie bez tej Mocy z wysoka. Mocy tej nabieram w każdorazowej adoracji IHS. Tam dochodzi do konkretnego spotkania tego co materialne i tego co duchowe w mojej duszy.
    Adorować Piotra w jego cielesności ma sens jedynie w kluczu IHS. Tam najbardziej uczę się cielesności własnej i innych. Tam też dochodzi we mnie przedziwna przemiana tego co zmysłowe na to co duchowe. To naprawdę ma sens. Znali to nasi ojcowie. Taka jest boska i święta wiara katolicka. Warto zakochać się w IHS gdzie najpełniej możemy doświadczyć Mesjasza już tutaj w doczesności. On tam jest fizycznie i duchowo. Czeka na każdą duszę w przenajświętszej ciszy.
    Proszę zaprowadzić tam Michalinę i pozwolić jej duszy zobaczyć Niewidzialnego twarzą w twarz.
    janusz

    #12 baran katolicki
  13. #10 Józef.
    W takim razie jak sobie radzisz ze świętym Depozytem Wiary,z świętą Tradycją i z Urzędem Nauczycielskim Kościoła. Pytam bo w boskiej i świętej wierze katolickiej mamy dwa źródła tego samego Objawienia. Z świętej Tradycji Kościoła katolickiego mamy Biblię święta taką jaką mamy dzisiaj.
    Z świętej Tradycji naszych ojców w wierze mamy dzisiejsze Credo. To, że do Biblii należy podejść z wiarą jest oczywiste. Problem zaczyna się gdy zapytam o jaką wiarę chodzi. Czy ma to być wiara osobista/doświadczenie osobiste/ Boga? Czy też ma to być osobista wiara w to co uwierzył nasz Kościół?
    janusz

    #13 baran katolicki
  14. Dostałam propozycję pracy przy opiece 68 letniej kobiety chorej na raka w ostatnim już stadium.
    Opiekować się miałam na oddziale onkologii.
    Jest to zatwardziała ateistka, której chciałam przekazać wiarę w Miłosiernego Jezusa Chrystusa- czułam taką potrzebę by dać jej pocieszenie…
    Zaczęłm od zaproponowania czytania książki. Podałam do wyboru dwie: „Księża na Księżyc i co dalej?”oraz
    „Porozmawiajmy spokojnie o starości” autorstwa Ks. Pawlukiewicza Piotra.
    Pani wybrała tą drugą lekturę.
    Zaczęłam czytać wstęp i pod koniec pani przerwała ,że treści jej nie odpowiadają. Ok.
    Powiedziałam kilka słów na temat by nie bać się trudnych tematów, które mogą przynieść pokój serca.Zaczęła płakać. Dałam spokój tego dnia.
    Spotkało to sie z niezadowoleniem rodziny pani.
    Następnego dnia , pani zachwyciła się pięknym słońcem , a ja na to że to dzieło Boże i powiedziałam jej cztery zwrotki „Godzinek”.
    Pani zaczęła płakać i powiedziała „Mój tato to śpiewał” Kilka słów na ten temat powiedziałam taktownych i ciepłych.
    Następnego dnia , nowa pacjentka w sali podjęła temat Boga. Pociągnęła temat mówiąc o Jezusie Miłosiernym,Czyśćcu , złym i dobrym Łotrze , zbawiennym żalu i łzach zbawiennych dla duszy.
    Oczywiście tematy wynikały z prowadzonej rozmowy z paniami…
    Czułam , że to będzie ostatni dzień mojej posługi. Oczywiście rodzina podziękowała mi mówiąc,że wprowadzam niepokój u chorej pani.
    Powiem wam, że nie żałuje ani jednej chwili i wypowiedzianych słów w czasie pobytu w szpitalu u tej przerażonej odchodzeniem z tego świata pani…
    Bardzo jest mi jej żal i mam nadzieje,że posiane ziarno zakiełkuje w jej duszy …

    #14 niezapominajka
  15. Ostatnio mam kilka spotkań z ludżmi małej wiary lub ateistami. Twarde skorupy i karki…przed uznaniem Stwórcy Nieba i Ziemi i wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych…
    Rozmawiam o Bogu tam gdzie mogę i oczywiście kto tego chce i podejmuje temat…

    #15 niezapominajka
  16. #12 Januszu,
    Może niejasno się wyraziłem.
    Córka decyduje jak chce i nie jest manekinem, abym mógł ją zaprowadzać wg mojej woli.
    Dlatego potrzebna jest przebaczająca miłość między nami. To jest moje świadectwo Ewangelii i odpowiedzialność jako ojca wobec mojego dziecka tak, jak Ojca Niebieskiego wobec mnie.
    Najświętszy Sakrament działa w naszych wnętrzach tak, jak jesteśmy posłani w Eucharystii – ” Idźcie w pokoju Chrystusa” co oznacza- idźcie z Nim Eucharystycznym w świat. Jesteśmy posłani aby On przez nas czynił innych swoimi uczniami. To jest adoracja IHS.

    #16 grzegorz
  17. # 13 Janusz.
    Dla mnie oczywiste ma być wiara osobista / doświadczenie osobiste / całkowite przekonanie w moim sercu.
    W to co uwierzył nasz Kościół nie mam zamiaru zmieniać ani z tym Kościołem walczyć i przekonywać do mego przekonania.

    #17 Józef
  18. #16.
    Grzegorz, jak Twoja córka ma zasmakować w Przenajświętszym Sakramencie skoro sam ja tam nie zaprowadzisz? Zobacz na Abrahama jak wychowywał Izaaka. Wspólna ofiara ojca i syna domagała się posłuszeństwa wiary. Abraham wiedział więcej od Izaaka a Izaak ufał ojcu bezgranicznie.
    Grzegorzu, czy choć raz byłeś na godzinnej adoracji z ukochaną córką w kaplicy wieczystej adoracji? Chodzi o to czy ona widziała Cię na kolanach przed Najświętszym Sakramentem? Proszę nie bać się takiego doświadczenia i zaprowadzić Michalinę na osobistą audiencję u Przenajświętszego Króla.
    Zmysłowe ciało może nic nie pojmie ale dusza Michaliny spotka się twarzą w twarz ze swoim Stwórcą. Mogę Ci zaświadczyć, że Piotr sam na sam z Przenajświętszym sakramentem daje sobie o wiele lepiej radę niż ja sam. Święta cisza i realna/cielesna/ obecność naszego Pana/Jezus Chrystus/ ma moc ukoić i napoić każdą duszę spragnioną prawdy.
    janusz

    #18 baran katolicki
  19. #18 Janusz
    Normalnie piszesz do nas tak, jakby to tylko ty z nasz wszystkich adorował Jezusa w Najświętszym Sakramencie…

    #19 basa
  20. #18 Januszu,
    Abraham wprowadzał syna w doświadczenie wiary, w doświadczenie sięgające , przybliżające się , otwierające na Ofiarę złożoną przez Syna Bożego na Krzyżu gdy czas się wypełnił.
    „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał [go] i ucieszył się» J 8,56
    Dla Abrahama ofiara na górze Moria oparta była na wierze ukształtowanej w jego powołaniu.
    Dla Izaaka było to doświadczenie prowadzące do wiary dzięki świadectwu jego ojca Abrahama.
    Tak też rozumiem moje powołanie w stosunku do moich dzieci.
    Nie realizuje się ono przede wszystkim na klęczniku w kościele ( chociaż to też może mieć swoją rolę) ale gdy ja „klękam” przed Misią wtedy, gdy ona zabałagani wobec mnie.
    Jest to doświadczenie umywania nóg, służenia nawet gdy sprzeciwia się to ludzkiej sprawiedliwości. Pan Bóg daje nam czasami taką łaskę i są to błogosławione chwile.

    #20 grzegorz
  21. #18 Januszu,
    Piszesz:
    Święta cisza i realna/cielesna/ obecność naszego Pana/Jezus Chrystus/ ma moc ukoić i napoić każdą duszę spragnioną prawdy.
    Pierwszym momentem, gdy Jezus odkrył prawdę o Sobie i o mnie był wieczór, gdy łamał z uczniami chleb i podniósł Kielich z winem.
    Nie wiem, czy aż tak pragniesz tej prawdy jak zapowiada psalmista:
    „Bo w ręku Pana jest kielich,
    który się pieni winem, pełnym przypraw.
    I On z niego nalewa: aż do mętów wypiją,
    pić będą wszyscy niegodziwi na ziemi”Ps 75,9
    Nam się należy picie mętów jako wypełnienie Starego Przymierza i rozpoznawanie Mesjasza, który taki ( choć nienależny Mu) kielich wziął do ręki, a chwilę później wziął na siebie na Krzyżu.
    Jest to też Kielich podnoszony na Eucharystii jako znak Nowego Przymierza – życia nie z własnych zasług i własnej ścieżki życia, ale z Tego, który daje życie jako Sługa, pijący męty za innego, niegodziwego – za mnie.
    Przeżywamy teraz trudne momenty prawdy , dyskusji o księżach pedofilach – naszych braciach i o wrogu Kościoła , który oskarża. Jest to okazja do wypełniania się znaku kielicha w dyskusjach i naszych postawach przy okazji trudnych rozmów o filmie i rzeczywistości Kościoła.

    #21 grzegorz
  22. #20 Grzegorz.
    Na czym by to „zabałaganienie” wobec Ciebie polegało.
    Czy możesz podać konkretny przykład?
    I jeszcze jedno bardzo ważne pytanie, a raczej odpowiedź na nie.
    Czy Twoja Misia jest jest substancją czy przypadłością dla Ciebie?
    Pozdrów od nas Michalinę
    janusz

    #22 baran katolicki
  23. #19 Basiu, jeśli nie pojmujesz mnie to pytaj.
    Celem Twojej wiary jest wieczysta adoracja Przenajświętszego Sakramentu w doczesności.
    Brakuje Ci podstaw filozofii.
    To chciałem przekazać Grzegorzowi.
    Adres znasz.
    janusz

    #23 baran katolicki
  24. #18 Januszu,
    Piszesz:” Święta cisza i realna/cielesna/ obecność naszego Pana/Jezus Chrystus/ ma moc ukoić i napoić każdą duszę spragnioną prawdy.”
    Prawda , która stoi do dyspozycji w Najświętszym sakramencie, pokazała się światu pewnego wieczoru, kiedy to Jezus w obecności swoich uczniów połamał chleb i rozdał go, wziął w ręce kielich tak jak zapowiadał psalmista:
    „Bo w ręku Pana jest kielich,
    który się pieni winem, pełnym przypraw.
    I On z niego nalewa: aż do mętów wypiją,
    pić będą wszyscy niegodziwi na ziemi” Ps 75,9
    Wypił jako sprawiedliwy to, co Prawo przeznaczało niegodziwcowi , wypił męty , nasze męty do dna – a chwilę potem na Krzyżu – abym ja, niegodziwy na tej ziemi tak widział swoje umieranie dla drugiego , wypełniene Prawa na mnie, abym nie szukał fałszywie świętości w sobie .
    Być może u Ciebie picie cudzych męt odbywa się w ciszy, ja często protestuję, czasem nawet dość głośno i energicznie. Wracan jednak do znaku Krzyża na zakończenie Eucharystii aby wiedziec do czego jestem posłany i chylę moje łyse czoło 🙂
    Warto brać ten Kielich w swoje dłonie zwłaszcza gdy aktualnie trwa niesłychana nagonka na Kościół skierowana z powodu naszych braci – księży pedofili. Nie ma innej racji jednania jak Kielich Nowego Przymierza.

    #24 grzegorz
  25. basa grzegorz
    Wydaje mi się że Janusz wszedł za mocno w religijność katolicką co ciężko mu teraz się z tego wyzwolić.
    Bez pomocy Pana nie będzie wstanie z tego wyjść.
    Sam tego doświadczyłem,żeby nie Pan Bóg zginął bym marnie.
    Teraz czuje taką wolność w swoim sercu i życiu bo nie stawiam swego życia na religii.

    #25 Józef
  26. #25 Józef. Poprzedni post do Ciebie nie dotarł z nieznanych mi powodów. Tu na blogu Księdza Biskupa ciężko dialogować jak dla mnie. Cierpliwości brak mojej duszy. Rwie się jak dziecko by poznać i zasmakować wszystko co widzi, co słyszy, jak myśli i wierzy. Józefie jestem do dyspozycji na poczcie mailowej barankatolicki@wp.pl Tam możemy bezpośrednio nawiązać kontakt realny i uczciwie się poznać. Zdaję sobie sprawę, że tu publicznie wszystko nie przejdzie dlatego proszę o bardziej realną relację z Tobą. Religijność katolicka jest jak najbardziej trafnym określeniem wiary katolickiej. Katolik wierzący jest bardzo religijny w swojej podmiotowości. Jaki problem widzisz między religijnym Katolikiem a wierzącym Katolikiem? janusz

    #26 baran katolicki
  27. #23 Janusz
    Tak, brakuje mi podstaw filozofii.
    Ale czy jest mi to potrzebne, aby wierzyć? Aby żyć wiarą? Aby pozwolić, aby to Bóg działał w moim życiu?
    Czy filozofia jest mi potrzebna w mojej relacji z Bogiem?

    #27 basa
  28. #24 Grzegorz.
    To prawda. Trzeci kielich Swojego HOLOKAUSTU przełknął tuż przed cielesnym zgonem. To ewangelijne „Pragnę” Ukrzyżowanego Pana Jezusa jest krzyżową kropką nad moim i Twoim żywotem. Stwórca wciąż pragnie naszego zmiłowania. Tak jak tam w historycznej dali na Golgocie tak i dzisiaj w IHS On ciągle pragnie Ciebie i mnie. Pragnie nas nie dla Siebie lecz dla nas samych. My My do szczęścia nie jesteśmy potrzebni. On jest naszym szczęściem, jest szczęściem dla każdego człowieka. Przenajświętszy Sakrament to nie jest tylko rzeczywistość duchowa. Jest to realna, materialna, cielesna, zmysłowa/rozumna/ postać Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego i uwielbionego pośród nas. Przenajświętszy Sakrament jest substancjalnie/podmiotowo/ Jezusem Chrystusem, który pod postacią chleba jest ten sam i taki sam jaki był i będzie. Czas i materia pojąć tego nie potrafią. Grzegorzu, katolicyzm zbudowany jest na klasycznej filozofii gdzie człowiek dusza człowieka jest samoistna. Sama może działać z siebie. Budzić człowieka we współczesnym człowieku nie sposób bez podstaw filozofii. Jak mamy cokolwiek pojąć z naszej wiary kiedy jesteśmy analfabetami filozofii klasycznej. Szukamy nowości, tworzymy nowoczesność po swojemu i na ślepo. Czy tego pragnął Chrystus? Na jaką wiarę On czeka gdy przyjdzie w chwale?
    janusz

    #28 baran katolicki
  29. # 25 Józef
    Dla mnie najgorsze jest to, że Janusz wciąż uważa swoje rozumienie wiary za jedynie słuszne. I próbuje je nam wszystkim narzucić.
    Chce być naszym mistrzem i nauczycielem.
    A mi brak pokory, więc nie mogę tego zcierpieć. 🙂
    Ale sobie tak czasami myślę, że Pan Bóg specjalnie dał mi Janusza, aby mi pokazywać wciąż od nowa, jak bardzo mi tej pokory brakuje. 🙂

    #29 basa
  30. Grzegorz,
    cudze męty nie smakują mi absolutnie. Nawet męty/grzechy/ mojej żony/ są dla mnie trudne do przełknięcia. I moje nerwy nie wytrzymują smrodu otoczenia. Jedynym ratunkiem dla mnie po każdym zaczadzeniu jest błogosławiona/święta/ godzina w kaplicy wieczystej adoracji. Tam się wyciszam patrząc na Niego i widząc jak On patrzy na mnie. Nie ma Grzegorzu nic lepszego dla mnie jak bycie tam blisko fizycznie i duchowo.
    janusz

    #30 baran katolicki
  31. #22 Janusz,
    Przykro mi; nie chcę publicznie o tym pisać, to nie jest miejsce.
    Jeśli chodzi o Św.Tomasza z Akwinu, muszę o tym pomyśleć. Mam trudność z przekładem jego filozofii na moje życie.

    #31 grzegorz
  32. #28 Józefie,
    Niepotrzebnie przeciwstawiasz wiarę katolicką Panu Bogu.
    Wiara katolicka wypływa właśnie ze spotkania z Bogiem i konsekwencji tego spotkania.
    Trzeba tu być bardzo ostrożnym, bo poczucie wolności w swoim sercu o którym piszesz nie wystarczy. Pol Pot w swojej wewnętrznej wolności pomordował 5 mln. swoich rodaków.
    Wolność dziecka Bożego to nie jest wolność wyalienowana z rzeczywistości Ewangelii.Dotyczy ona tego wszystkiego, co wypływa z posłuszeństwa Ojcu , zwłaszcza w okolicznościach Krzyża.
    Można dyskutować czy do takiego spotkania doszło, i czy dana osoba jest otoczona troską wspólnoty żyjącej w tym Duchu. Jeśli tak jest wtedy wiara jest katolicka , a każda inna jest fałszywa, jeśli nie – jest tu jakieś zagubienie.

    #32 grzegorz
  33. #30 Januszu,
    Mi też „nie smakują” i mam duże trudności z ich piciem. Ty uciekasz przed tym do kościoła , ja mam też swoje sposoby.Jest jednak to ucieczka przed wypełnianiem obwieszczenia o ” startej pięcie starego człowieka” które musi się odbyć , bo mentalność szatana aby żyć jak Bóg , ale bez Boga jest niemożliwa do utrzymania.
    Przyjęcie konsekwencji grzechu w postaci śmierci najpierw w Chrystusie, potem we mnie czy w Tobie aby objawiło się inne życie, życie przebaczeniem, w pokoju to jest treść stojąca za znakiem Kielicha.
    Dużą pomocą było i jest dla mnie wyjaśnianie przez Ks. Biskupa roli i znaczenia Kielicha w clebracji Eucharystii i w ogóle przenoszenie tych treści w chrześcijańskie życie.
    Przeczytaj.

    #33 grzegorz
  34. #28 Januszu,
    Katolicyzm nie może być zbudowany na filozofii klasycznej ani żadnej innej, bo filozofia jako nauka jest dość trudna i nie jest dostępna wszystkim a katolicki oznacza powszechny.
    Filozofowie mogą jednakże pomagać , być pomostem między rozumem a wiarą, zawsze jednak z pozycji sługi a nie wytykania niewiedzy.

    #34 grzegorz
  35. Zbyt obszerny temat powstał do rozważania tego wszystkiego co nikt nikogo nie przekona do swego poznania.
    Niech każdy z nas żyje tak jak sam uważa bo takie ma przekonanie w swoim sercu.

    #35 Józef
  36. #35 Józef
    Zastanawiam się ,czy w #25 pisząc o religijności katolickiej masz na myśli pobożność?
    Pamiętam wypowiedź Ks Bp.„Można być człowiekiem religijnym i jednocześnie niewierzącym”.
    Nie stawiasz swego życia na religii,czy religijności?
    Niedawno usłyszałam takie zdanie „Mądrzy ciągle się uczą,głupcy najczęściej wszystko umieją”-Apolinary Despinoix.
    Dla mnie to,co wiedziałam wczoraj,jest za mało dziś.
    Słuchałam w radiu rozważania do niedzielnej Ewangelii.Prowadzący wyjaśniał werset Ew.Mk 9,38-41.
    Mówił,że nie każda osoba odnajduje się w ewangelizacji wspólnotowej,woli samodzielnie.Jezus tego nie zabrania,ale są trzy warunki,by taka osoba mogła owocnie ewangelizować:robi to w imię Jezusa,jest w jedności z Kościołem,jest człowiekiem prawym.
    Jedność w różnorodności,rozumiem jako wzajemne uzupełnianie się.
    Pozdrawiam.

    #36 Mirosława
  37. Ten sam Bóg a jednak widziany inaczej w świetle Ewangelii o Jezusie Chrystusie. Dawid i jego „kościelna karawana” jest napędzana naturalną religijnością ludu, który daje się gromadzić w dużej mierze z leku przed śmiercią.
    Proszę zauważyć jaki los spotykał tych z poza karawany. Skazani byli na śmierć.
    Karawana jaką prowadził Dawid jest katolickim marzeniem Kościoła wielu dzisiejszych pasterzy. Gdzieś pod religijną skórą naszej katolickości tęsknimy za takim Bogiem/Kościołem/, który polepszy nam życie.
    Mamy tą żydowską kalkulację „starego” Izraela: co ja z tego będę miał? Ile muszę stracić by potem zyskać? Ciekawe jakim Piotrem by był Dawid dla Nazarejczyka/Jezus Chrystus/? Czy byłby dobrym Papieżem dzisiaj.
    Sam widzę po sobie jak bardzo brakuje mi wiary Kościoła, bez której nie ma mowy o jakimkolwiek umieraniu dla siebie a życiu dla innych. Bez dojrzałej wiary Kościoła jestem skazany na religijną kalkulację i „dojenie” innych dla własnej korzyści. Bez wiary Kościoła jestem skazany na własne siły by przeżyć. Bo przecież w oczach najbliższych panuje zasada „jak sobie posłałeś tak się wyśpisz”.
    Biblijny Dawid miał łatwiej niż dzisiaj Franciszek, bo nie widział w świetle księżyca całej Prawdy. Drogą nie był zmartwychwstały Chrystus a do Życie wystarczyła religijność.
    „ Co Kościół dzisiaj oferuje światu i w jaki sposób to robi”. Temu światu na zewnątrz mnie oferuje tylko umieranie, tracenie siebie. Temu światu wewnątrz mnie zmartwychwstanie/nowe narodzenie/. Oferuje Paschę Jezusa Chrystusa.”
    Co mamy robić my, każdy z nas, by karawana była doświadczeniem „ścieżek Pana” i by kroczyła poznaną (objawioną) drogą Pana?”
    Najlepsza pomoc to nie przeszkadzać Duchowi Świętemu i dać się prowadzić w nie znane.
    Proszę pamiętać, że „stary człowiek” żyje na zewnątrz grzesznika a „nowy rodzi się w jego wnętrzu.

    #37 dawid
  38. #35 Józefie
    Nikomu tak źle nie życzę!
    Życzę natomiast odkrywania zamysłu Boga wobec każdego z nas , bo jesteśmy cenni w Jego oczach.
    To jest działanie Słowa, które tak cenisz a stoi ono często w opozycji do tego co sami uważamy.

    #38 grzegorz
  39. #34 Grzegorz.
    Bez znajomości alfabetu nie możesz poprawnie/uczciwie/ czytać. Nie oszukujmy się. Alfabetem zdrowego chrześcijaństwa a tym bardziej katolicyzmu są pojęcia używane przez klasyków. Filozof przed Chrystusem to nauczyciel, który docierał do prawdy swoim rozumem. Pan Jezus, Paweł a po nich święci Ojcowie Kościoła rozumem posługiwali się pojęciami klasycznymi. Co się stało i komu przeszkadzała filozofia by z niej zrezygnować. Zobacz tu na blogu Księdza Biskupa jak bardzo się nie rozumiemy. Dlaczego, bo mówimy każdy w innym języku. Być może to tylko ja jestem obcy pośród Was. Grzegorz, katolicyzm nie jest substancja dla Katolika. Katolicyzm jak i Kościół katolicki nie jest bytem sam w sobie. Katolicyzm jest Twoja i moją przypadłością. To katolicyzm jest dla nas a nie my dla niego. Katolicyzm to świętych obcowanie. Katolicyzm to zdrowa relacja między nami. Katolicyzm to Ty i Ja w Chrystusie. Odczytać święty i boski katolicyzm bez dorobku klasyków nie da rady. Grzegorzu, jak myślisz dlaczego współczesny Katolik jest analfabetą swojej wiary? Jest analfabetą w swoim Kościele? Komu zależy byśmy byli tępi i nierozumni? Katolicyzm budowany na filozofii klasycznej rozumiem, że jest pisany czy też przekazywany nam w pojęciach klasyków. Moim zdanie zdrowej filozofii należy uczyć już od przedszkola.
    janusz

    #39 baran katolicki
  40. #35 Józef.
    Nie można opierać się na przekonaniu jakie jest w sercu. Serce dzisiaj rozumiane musi poczuć, zobaczyć, powąchać, doświadczyć, itd. To serce zmysłowe/cielesne/. Chodzi o to by nasza zmysłowość kierowana była rozumem wspomaganym łaską uświęcającą. Wiara to przekonanie rozumnego/duchowego/ serca. Napisz jak rozumiesz swoje serc?
    janusz

    #40 baran katolicki
  41. #29
    Basiu, nie bądź aż taką pesymistką. Nic Wam nie narzucam coby nie było katolickie. W katolicyzmie nie może każdy sobie rzepkę skrobać po swojemu.
    janusz

    #41 baran katolicki
  42. #39 Januszu,
    Nie rozumiemy się, gdy właśnie odnosimy się każdy do „swojej” filozofii. Jest to zamysł Boga, bo nie jest możliwe, aby filozofia ( ludzkie pojmowanie świata) mogło być tym co nas łączy:
    „(Ludzie) rzekli: «Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi».
    A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: «Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić.Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!»
    W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta.”Rdz 11,4-8
    Tym znakiem , w którym zostaliśmy zebrani z rozproszenia jest Krzyż , a tym który to czyni jest Duch Święty.

    #42 grzegorz
  43. #38
    Obawiam się, że gdybyśmy w innych uwarunkowaniach religijnych się narodzili, nasza przypadłość mogłaby być zupełnie odmienna.

    #43 Ka
  44. #38 Januszu
    To, że ktoś jest analfabetą wiary , nic nie przeszkadza aby ją wyznawać.
    Nie jest ona bowiem skutkiem naszego budowania, choćby na jak najbardziej choćby słusznych systemach naukowych, ale jest odpowiedzią na przyjęte do wnętrza Słowo.
    Nie oznacza to, aby lekceważyć naukę; ten kto jest do niej uzdolniony niech ją poznaje i rozwija.
    Wiara, pozwoli mu później rozpoznawać, dlaczego wybrać klasykę grecką a nie oświeceniową i gdzie szatan zastawia swoje pułapki.

    #44 grzegorz
  45. #40 Janusz
    Nic innego jak katolicyzm na TWOJĄ modłę.
    Tak jak TY go widzisz i TY rozumiesz. Katolicyzm po twojemu. Pierwszy tą rzepkę skrobiesz. 🙂
    Janusz, nie tędy droga.
    Nic tego. Nie zrobisz mnie na swój obraz i podobieństwo. To by było bałwochwalstwo.

    #45 basa
  46. Moja odpowiedz jest taka :
    Być religijnym to powinno się przestrzegać zasad religii katolickiej.
    Być wierzącym to wchodzę w Słowo Boże i daje się temu Słowu prowadzić w życiu pomijając zasady religii katolickiej.
    Janusz moje serce jest tam gdzie sam tego doświadczyłem,poczułem że Słowo Boże jest mi bliskie do przeżycia duchowego.
    Mam pytanie do was.
    Pewien człowiek pełnił funkcję organisty w kościele katolickim i po tylu latach grania poznał Słowo Boże i zrozumiał że zasady religii katolickiej nie są zgodne z Słowem Bożym więc odszedł od tej posługi.
    Czy może powrócić do starych obyczajów w posłudze grania nie zważając na Słowo Boże które otrzymał z łaski od Pana Boga ?.

    #46 Józef
  47. #46
    Oczywiście że może Józefie, traktując swą czynność wyłącznie jako środek zaspakajający potrzeby ekonomiczne. W głębi jednak zawsze będzie wierny Słowu które nie tylko dotknął ale przyjął.

    #47 Ka
  48. #46 Józefie,
    Wygląda jednak, że się pogubił, bo Słowo prowadzi do wiary katolickiej. Posłuchał jakiegoś fałszerza, co się zdarza.
    #46 Ka, funkcja organisty, to nie tylko gra i śpiew, ale przede wszystkim taki dobór utworów, aby ich charakter i teksty odpowiadały/harmonizowały z tekstami i przesłaniem konkretnej celebracji liturgicznej oraz rodzajowi zgromadzenia.
    Jest to bardzo trudne, czy wręcz niemożliwe aby bez otwartości na Ducha Świętego mógłby to prawidłowo zrobić.

    #48 grzegorz
  49. Ka
    Tu nie chodzi o pieniądze ani o autorytet że drugi po księdzu.
    Skoro Słowo Boże przyjął to powinien być wierny temu Słowu co daje ludziom świadectwo o prawdziwej ewangelii.
    grzegorz
    Mam tu wątpliwości do twego zdania.
    Słowo Boże prowadzi do przemiany,nawrócenia,nowo narodzenia a nie do wiary katolickiej.
    Organista ten by sobie poradził z dobraniem odpowiednich utworów do konkretnej celebry liturgicznej.Ma duże doświadczenie liturgiczne i duży zasób materiałów z odpowiednimi pieśniami do każdej ceremonii.
    Właśnie o tego Ducha świętego chodzi aby każdy organista go miał.
    Powiem temu organiście niech te swoje nuty do kosza wyrzuci i nawet nie myśli o powrocie do posługi organistego w Kościele Katolickim.
    Będzie dobre dla niego i wszystkich ludzi bo do starych rzeczy się nie wraca jak umiera stary człowiek a rodzi się nowy.
    I tak zakończę tę dyskusję na temat organisty.
    Pan jest większy od sługi ” Chwała Panu „.

    #49 Józef
  50. #47 Ka
    W psalmie 146 słyszymy:
    „Chcę chwalić Pana, jak długo żyć będę;
    chcę śpiewać Bogu mojemu, póki będę istniał” Ps 146,2 jest użyty czasownik śpiewać lub grać ( mogą za nim stać obydwie czynności). Jego hebrajski rdzeń odnosi się również do czynności , gdy rolnik po skoszeniu zboża oddziela ziarno od plew , to co nadaje się do jedzenia, od tego, co jest do wyrzucenia (może Ks. Biskup poda hebrajską pisownię).
    Jest to również zadanie organisty, aby „wyłuskiwać” te utwory i teksty muzyczne, które nas „karmią” podczas liturgii, od tych, które są bezwartościowe pod tym kątem.

    #50 grzegorz
  51. #46
    Józefie, komu odpowiadasz?
    Pisz konkretnie na jaki post odpowiadasz.
    janusz

    #51 baran katolicki
  52. #48
    Grzegorzu, kto konkretnie się pogubił?
    Organista czy ja?
    janusz

    #52 baran katolicki
  53. #49
    Rozumiem Józefie.
    I podoba mi się Twój tekst.

    #53 Ka
  54. #52 Januszu,
    Miałem na myśli organistę sorki za niezręczność 🙂

    #54 grzegorz
  55. #49 Józefie,
    Słowo prowadzi do wiary i tworzy z wierzących jeden,święty powszechny i apostolski Kościół – Ciało, gdzie Jezus Chrystus jest Głową.
    Słowo ma moc jednoczenia tak, że my różni jesteśmy w Nim Jedno.
    Jeśli doradzasz organiście oddzielenie się od Kościoła, wchodzisz w mentalność obcą Bogu, mentalność nieprzyjaźni i wrogości, rozdzielenia a nie jednoczenia. Jest to mentalność szatana.
    Organiście trzeba pomóc w nawróceniu do Boga we wspólnocie – Kościele.

    #55 grzegorz
  56. Grzegorz
    Ten organista nie odchodzi od Kościoła Katolickiego.
    Tu chodzi o posługę grania przewodniczenia śpiewu w Kościele.
    A to jest odpowiedzialność przed Panem Bogiem jakim jest przewodnikiem dla ludzi i do ludzi.
    Ksiądz i organista tak powinni poprowadzić ludzi w Kościele żeby ludzie poczuli obecność Ducha Swiętego.

    #56 Józef
  57. #48 grzegorz
    Well said Grzegorzu.

    #57 Jurek

Dodaj Komentarz






css.php