Co nie wystarczy ? (25 Ndz B – 180923)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dzisiejsza Ewangelia (25 Niedziela B) ujmuje pewien moment z działalności publicznej Jezusa: Jezus wraz z uczniami przechodził (podróżował) przez Galileę. Nie chciał, aby ktoś o tym wiedział.

Ta jego wędrówka przez Galileę miała bowiem specyficzny cel. Zmierzał do Jerozolimy. Tam miało się spełnić, co było celem Jego przyjścia na ziemię i bycia wśród ludzi dla zbawienia ludzi.

Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im:
Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.
Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie.
Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.

Uczniowie byli z Nim. Byli już prze pewien czas. Widzieli cuda, których dokonywał. Słuchali Jego słów. W jakiejś mierze dzielili z Nim swoje życie i wiązali je z Nim. Byli blisko. A jednak nie rozumieli a nawet bali się dopytywać.

Czy wystarczy być blisko … ?

Sama bliskość zewnętrzna, fizyczna nie wystarczy. Nie wystarczy jakież słuchanie i jakieś widzenie. Nie wystarczy też swoista religijność czy pobożność, w której człowiek sam chce osiągnąć swój cel i odwołuje się do pomocy Pana Boga, lecz chce, aby było tak, jak on chce. Tak myślał Piotr pod Cezareą Filipową. Tak myśleli synowie Zebedeusza Jan i Jakub oraz ich matka. Tak myślał Judasz. Po prostu tak bywa. Człowiek chce wykorzystać moc większego od siebie a także nawet samego Boga do spełnienia swoich planów i oczekiwań.

Do Jerozolimy – po co? Dla spełnienia tego, co wystarczy

Jezus zaś idzie do Jerozolimy, do wydania siebie za człowieka, za grzesznika. Idzie, by dokonać swoistego przewrotu. Dokona tego przewrotu wprowadzenia Boga na absolutnie pierwsze miejsce, kiedy zostanie ukrzyżowany, odrzucony, po ludzku przekreślony i opuszczony przez wszystkich.

Wtedy na sobie okaże, że Ojciec Go nie opuścił. Zostanie wskrzeszony z grobu i otworzy drogę przebaczenia. Otworzy drogę przemiany. Będzie to droga, na której człowiek będzie się mógł stawać prawdziwie człowiekiem przed Bogiem i przed swoim bliźnim. Nie będzie pretendował do tego, żeby być większy, pierwszy, bardziej uznany a tym samym poniżający innych, wykluczający innych.

Jezus otworzy człowiekowi drogę powrotu do prawdy o sobie i do prawdy o Bogu i o drugim człowieku. By wprowadzić człowieka w jedność i komunię. Otworzyć w nim samym drogę jedności i komunii. Ostatecznie to jest prawdziwym życiem. Życiem z wiary, życiem oddającym cześć i chwałę Jedynemu Bogu przez Jezusa Chrystusa w mocy Ducha Świętego. W tym zasadza się i wyraża chrześcijaństwo. To wystarczy. Jeśli zaś tego braknie, to choćby innych rzeczy było dużo, a nawet bardzo dużo, to jednak nie wystarczy.

Bp ZbK

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

36 komentarzy

  1. Czy sama wiara wystarczy ? Czy wystarczy bym nie pretendował do bycia kimś więcej niż jestem. Czy wystarczy mi wiary do bycia poniżonym, wykluczonym? Jaka ma być to wiara by wystarczyła mi do przyjęcia prawdy o sobie, o Stwórcy, o innych? Moja wiara potrzebuje łaski uświęcającej. Bynajmniej u mnie nie da rady iść do osobistego Jeruzalem bez łaski uświęcającej. Droga mojej wiary doprowadza mnie do Syna Bożego zrodzonego przez Ojca w wieczności. Doprowadza mnie również do Ducha Świętego tchniętego w wieczności przez Ojca i Syna. Łaska uświęcająca jest dla mnie źródłem nowego życia. Czy ma to być moja wiara czy wiara Kościoła?
    janusz

    #1 baran katolicki
  2. #1 „Czy wystarczy bym nie pretendował do bycia kimś więcej niż jestem”
    Naćpałeś się ?/to deptak do piekła/

    #2 Ka
  3. Słuchałam niedawno takie nauczanie, które dla mnie jest niejako powiązane z tym wpisem Ks.Bp.
    „Ewagriusz z Pontu, udał się na pustynię, aby tam odkrywać Pana Boga. spotkać się z Nim i kształtować swoje serce w myśl Bożego Ducha.
    Kiedy mówił o ojcostwie duchowym, to używał ciekawego porównania. Mówi, że ojciec duchowy, to jest człowiek, który jest jak lekarz. A lekarz,choć używa ostrych narzędzi, choć podchodzi do osoby chorej z nożem, to przecież nigdy nie gniewa się na chorego, nie gniewa się na swego pacjenta za to że ten jest chory. Ale podchodzi do niego z tym ostrym narzędziem w sposób czuły, delikatny. Podobnie mówi Ewagriusz, że jak lekarz, my mamy być.
    Spotykamy się z różnymi ludźmi w naszym życiu. Nieraz spotykamy w naszym życiu osoby, które bardzo się pogubiły, pogmatwały swoje ścieżki życia, żyją daleko od Pana Boga, w grzechu. Jaka zazwyczaj jest nasza reakcja, gdy spotykamy osobę, której ścieżki życia się poplątały?
    Czasami jest to zdumienie, czasami oburzenie, jak On mógł tak zrobić? Jak Ona może tak żyć? Kto to widział? Niejednokrotnie gdy spotykamy się z takimi osobami, to zamiast być lekarzami, stajemy się sędziami, wydajemy na takiego człowieka wyrok potępienia.
    Tymczasem Ewagriusz przypomina nam, lekarz nie gniewa się na swego pacjenta za to, że ten jest chory. Ale żeby to uleczyć podchodzi do Niego z miłością, cierpliwością, życzliwością.
    Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale Ci co się źle mają. Jezus przychodzi do Mateusza. Nie zaczyna od tego, żeby powytykiwać mu wszystkie błędy i pokazać całą Jego podłość. Ale mówi proste słowa „Pójdź za Mną” Przez swoją cierpliwość i otwartość do drugiego człowieka, przez swoja miłość, Jezus staje się dla Mateusza inspiracją. Inspiracją do tego, że Mateusz porzuca swoją grzeszną drogę życia, a zaczyna żyć święcie. Dał się przemienić dlatego, że zamiast z osądem, spotkał się z miłością, cierpliwością, inspiracją. Chrystus atał się dla Niego inspiracją.
    Kochani, my czasami bardzo chcemy nawrócić i dlatego próbujemy wykorzystać do tego różne metody. Czasami są to metody zastraszania piekłem, potępieniem. Robimy to z dobrego serca, ale dla ilu ludzi staliśmy się inspiracją, natchnieniem do nawrócenia”. ( o.Marcin Szwarc OMI )

    #3 Mirosława
  4. #2
    Krystyno, czy bycie człowiekiem takim jakim zostałem pomyślany w odwiecznej myśli Stwórcy to aż takie przestępstwo? Nie naćpałem się lecz jestem upojony Duchem Świętym, który wraz z Bogiem Ojcem i Bogiem Synem jest moim Stwórcą. Jeśli nie rozumiesz tego co piszę to po prostu pytaj uczciwie. Czy Tobie wystarczy sama wiara do bycia poniewieraną, pogardzaną, wyśmianą, okradzioną z godności bycia człowiekiem, mordowaną w imię nowoczesnego humanizmu. Czy ci wystarczy to, co pisze Ksiądz Biskup?
    janusz

    #4 baran katolicki
  5. #3
    Mirosława, czy Ty masz potrzebę nawracać grzeszników? Czy znasz grzechy cudze. Ewagriusz z Pontu był beznamiętny. Apatia to ósmy z grzechów głównych. Zobacz jakie są grzechy cudze Grzechy cudze:
    1. Namawiać kogoś do grzechu.
    2. Nakazywać grzech.
    3. Zezwalać na grzech.
    4. Pobudzać do grzechu.
    5. Pochwalać grzech drugiego.
    6. Milczeć, gdy ktoś grzeszy.
    7. Nie karać za grzech.
    8. Pomagać do grzechu.
    9. Usprawiedliwiać czyjś grzech.
    Czy ktoś dzisiaj jeszcze spowiada się z tych grzechów?
    janusz

    #5 baran katolicki
  6. #3 Mirko,
    ja nie straszyłam piekłem ale mówiłam o Niebie , o Jezusie Miłosiernym miedzy innymi treściami.
    Mówiłam to, co chciałabym usłyszeć na łożu śmierci jako pocieszenie i nadzieję… 🙂

    #6 niezapominajka
  7. Wzięło mnie na wieczorne przemyślenia tego , co przeczytałam na tej stronie…i …

    -Żyć świadomie wobec siebie i swoich braków,
    -Mieć świadomość braków bliżnich i…
    nie potępiać siebie i innych z powodu tych braków…braki ,to nie grzechy…
    -Kochać codzienność, traktując ją jako swoistą przygodę daną od samego Boga /Trójcy Świętej/.
    -Braki nie powinny być przeszkodą w radowaniu się życiem tym i wiecznym jeśli mamy tego świadomość…
    -Kochać dane nam życie i ludzi, którzy są przy nas i z radością doświadczać Miłości Bożej, Która wypełnia wszystko, są to wody Jego łaski…
    Dziękuję Panu Bogu za wszystkie historie mojego życia 🙂 😉

    #7 niezapominajka
  8. „Jezus otworzy człowiekowi drogę powrotu do prawdy o sobie i do prawdy o Bogu i o drugim człowieku…” –
    Ks.Bp. Ewagiusz z Pontu dzieli się swoim życiem duchowym.
    Mówi tak,kiedy zaczynasz swój dzień,zaczynaj od zwyczajnych codziennych czynności.Ale te czynności mamy odczytywać nie tylko w świetle naszych codziennych praktyk,ale też poprzez pryzmat tych czynności dalej na życie duchowe.
    Mówi tu o ubieraniu się.
    1.Krótki kaptur który zakładało się na głowę –
    Czy tak jak twoją głowę ubrałeś w ten kaptur,czy jesteś ubrany w łaskę Bożą?Czy żyjesz w łasce uświęcającej?Czy żyjesz w przyjaźni z Panem Bogiem?
    Łaska uświęcająca chroni nas przed wpływem złego ducha.Zupełnie jak ten kaptur chroni nas przed niebezpieczeństwem promieni słońca.Moja głowa potrzebuje ozdoby,ale czy oprócz tego zająłem się swoją wolą i rozumem?Czy pozwalam złemu duchowi mieć przystęp do moich myśli,do mojego rozumu,mojej woli,nie żyjąc w przyjaźni z Panem Bogiem?
    2.Odsłonięte ręce –
    Twoje ręce sa na widoku.Masz być człowiekiem,który żyje w prawdzie przed innymi ludźmi.Nie masz być człowiekiem,który ukrywa coś niegodziwego w sobie.Ludzie patrząc na ciebie,twoje życie,mają widzieć człowieka autentycznego i autentycznie żyjącego z Panem Bogiem.Masz żyć w prawdzie,dlatego masz odsłonięte ręce.Twoje ręce mają służyć.
    Panie Boże dałeś mi nowy dzień.Dałeś wszystkie dary i talenty,właśnie po to,żebym ja w codzienności też je wykorzystywał dla dobra swojego ,ale też innych ludzi.Nie zostaliśmy powołani do bezczynności i do lenistwa,ale zostaliśmy zaproszeni do służby,do bycia dla drugiego człowieka.
    3.Przepaska na szyi –
    Trzymała strój.Przypomnienie wiary.Mam rano zapytać siebie,kiedy robię znak krzyża,jaka jest moja wiara?Jak wierzę w Jezusa Chrystusa,jak ufam?
    4.Pas na biodrach –
    Oznaka czystości.Ja chcę być czysty,niewinny w podejściu do drugiego człowieka,a w praktyce,w czystości,najważniejsze są myśli.Jeśli panujemy nad myślami,będziemy panowali nad wzrokiem,nad czynami.Nie patrzeć z pożądliwością,która jest egoizmem,ale chcę patrzeć na drugiego człowieka z miłością,która jest poświęceniem,ofiarą,służbą.
    5.Płaszcz –
    Chrystus jest Barankiem Bożym,który gładzi grzechy świata,ale gładzi przez swoją śmierć.Wydał się za nasze grzechy tak samo jak w Starym Testamencie był kozioł,na którego nakładano grzechy i wypuszczano na pustynię jako ofiarę dla Azazela.Tak Chrystus,Baranek Boży,bierze na siebie grzech świata.Ten płaszcz ma przypominać,że twoje życie jest też związane z krzyżem Chrystusa,że jesteś tym,za którego Chrystus oddał swoje życie,abyś ty mógł żyć.Ale też jest związane z cierpieniem.Podobnie jak Chrystus cierpiał,tak i my,w naszym życiu przez drogę krzyżową przechodzimy.
    6.Laska –
    Opierał się na niej człowiek.
    Ja chcę się na Tobie opierać,nie na swojej mądrości,przebiegłości,ale chcę się opierać na Tobie i na Twoim Słowie.
    Przez codzienne czynności mnich przygotowywał swe serce,żeby to w nim wzrastało królestwo niebieskie.
    Może warto zapytać siebie,co ja robię rano,kiedy wykonuję codzienne czynności,banalne czynności.Ale w tych czynnościach można odkrywać obecność Pana Boga.
    Pan Jezus kiedy szedł i głosił Ewangelię,to On mówił do życia,pokazywał codzienne czynności.On mówił,zobaczcie na pole,kłosy,ptaki.
    Królestwo Boże nie jest daleko,ono jest bliskie,ono jest w naszej codzienności.Ważne żebyśmy otworzyli oczy na tę prawdę Boga,który jest obok nas.Amen.
    (Korzystałam z nagrania wideo z o.Marcinem Szwarcem OMI).
    Zadaję sobie wiele pytań w życiu,szukam odpowiedzi,to nauczanie jest też dla mnie pewną wskazówką ,jak mogę żyć.

    #8 Mirosława
  9. #4
    „Czy Tobie wystarczy sama wiara do bycia poniewieraną, pogardzaną, wyśmianą, okradzioną z godności bycia człowiekiem, mordowaną w imię nowoczesnego humanizmu”
    Tak. Mnie wystarczą ramy, w których rodząc się zaistniałam. Nie przeszkadza ani nie ogranicza mnie mój rodowód w poznawaniu sedna u tych co to poniewierają, pogardzają, wyśmiewają, okradzają i mordują wcale nie z humanitarnych /czy kościelnych/ pobudek ale prostackiej żeby nie powiedzieć chamskiej /w działaniach/ żądzy.
    A Ks. Biskupa rozumiem. Naucza uczciwie, zgodnie z tym, do czego przed Bogiem się zobowiązał.

    #9 Ka
  10. #4
    Aaa.
    I jeszcze jedno. Nic nie umniejsza mojej godności. Ją się ma lub nie ma, choćby ktoś piruety by ją zdobyć /lub w drugim zdeptać/ kręcił.

    #10 Ka
  11. #8 Mirosława.
    Katolicką prawdą o człowieku jest to, że każdy człowiek jest substancją samą w sobie. To znaczy, że istnieje sam w sobie.
    Człowiek to substancja duchowo cielesna, która nie istnieje w żadnym innym bycie. Istnieje sam w sobie.
    Człowiek nie jest dla Boga przypadłością. Bóg dla człowieka nie jest substancją. To bardzo ważne by choć trochę pojąć Ewagiusza z Pontu.
    Pozdrawiam
    janusz

    #11 baran katolicki
  12. #8
    Mirko, dzięki za Twój wpis 🙂 🙂 🙂

    #12 niezapominajka
  13. #3 niezapominajka
    Daleko mi do oceniania Twojego postępowania 🙂
    Nie wiem jak to jest u Ciebie, ale dla mnie bezradność jest jednym z najtrudniejszych do zniesienia stanów emocjonalnych.Jako ucieczkę od niego, często wybierałam poczucie krzywdy, albo poczucie winy. Była to złudna kontrola. Konsekwencją tego było obsesyjne roztrząsanie przeszłości, w której ciągle coś mogłoby wydarzyć się inaczej. Bałam się akceptacji faktu, że na wiele sytuacji we własnym życiu nie miałam żadnego wpływu.
    Kierujemy własnym życiem, ale nie jest to kontrola absolutna.
    Umieć działać, kiedy to potrzebne, ale i umieć odpuścić, żeby osiągnąć spokój. Odnaleźć „metodę dla siebie” i z tym żyć.
    Pozdrawiam.

    #13 Mirosława
  14. #13
    Tą metodą /na siebie/jest właśnie „umieć odpuścić”.

    #14 Ka
  15. #9
    Krystyno, i ja uważam nauczanie Księdza Biskupa za uczciwe to znaczy poprawne kościelnie. Problem zaczyna się jak Ksiądz Biskup pojmuje Kościół święty. Czy on dla nas samoistną/samoświadomą/ substancją? Kim my jako wierni/ochrzczeni/ tego Kościoła jesteśmy w wierze? Dzisiaj mało kto w Kościele Katolickim ma odwagę ukazać Kościół jako relacyjna przypadłość człowieka. Kościół nie jest sam w sobie samoistnym podmiotem. Jest naszą przypadłością. To nie my mamy służyć Kościołowi świętemu lecz Kościół nasz nam ma usługiwać. Myślę, że kto może pojąć to co piszę to pojmie. Krystyno, super kobieta jest w twoim myśleniu.
    Pozdrawiam
    janusz

    #15 baran katolicki
  16. Wystarczy mieć :
    serce dziecka w stosunku do Boga
    serce matki w stosunku do blizniego
    serce surowego sędziego w stosunku do siebie
    /zasłyszane/
    Wg mnie mówi wiele,właściwie wszystko .

    #16 Klara
  17. # 11 baran katolicki
    Ewagiusz z Pontu używa tu metafor (porównań).
    Co tu dla Ciebie jest trudne do pojęcia? -:)

    #17 Mirosława
  18. #5 baran katolicki
    Z portalu Mateusz:
    „Starożytna apatheia – wolność od namiętności – nie pokrywa się z tym, co dziś rozumiemy przez słowo „apatia”.
    Nie oznacza ona wyparcia uczuć, ale tak kierowania nimi, by nie doprowadziły do moralnego schorzenia w postaci pathos, czyli głębokiego i nieuporządkowanego afektu. Synonimem apathei jest czystość serca…”

    #18 Mirosława
  19. #15
    Taa. Super kobieta. Nic mi z tej „super kobiety”. Niemniej dziękuję.

    #19 Ka
  20. #16 Klara.
    Samo serce człowiekowi nie wystarczy do szczęścia/zbawienia/. Serce człowieka potrzebuje pomocy łaski uświęcającej. Być może dla Ciebie „serce” człowieka to serce rozumne. Napisz jak pojmujesz swoje serce? Co to takiego jest „serce”.
    janusz

    #20 baran katolicki
  21. #18 Mirosława.
    Czystość serca jest ok. wtedy gdy to serce jest rozumne/duchowe/. Serce jawi mi się jako całe życie człowieka. Czy serce Twoje to Twoja dusza?
    janusz

    #21 baran katolicki
  22. #19 Krystyna.
    Kobietą być to zaszczyt a Ty jesteś kobietą myślącą/rozumną/. Nie boisz się filozofować i jak widzę dobrze Ci to idzie. Co myślisz o filozoficznych fundamentach swojej wiary?
    janusz

    #22 baran katolicki
  23. #22
    Nic. Nic nie myślę. Tak naprawdę to nie znam się na filozofii, podobnie zresztą jak i na teologii. Od tego fachowcy są, nie ja.

    #23 Ka
  24. #22
    Ksiądz nie pozwolił w odpowiednim czasie /nic rozwinąć/.

    #24 Ka
  25. #22
    Krystyno, nie zwalaj wszystko na księdza. Ksiądz to tylko zawód powołanego na świętego kapłana. Ksiądz to urzędnik/przypadłość/. Kapłan to osobowa substancja konkretnego człowieka. Warto odróżniać księdza od kapłana. To nie są substancje tożsame.
    janusz

    #25 baran katolicki
  26. #25
    Nic nie zwalam.To był „święty” /jak piszesz to może i tak jest/ kapłan, ojciec. Nieomylny jak lubiał podkreślać. Obarczony tylko wyjątkową nienawiścią w stronę dzieci /no chyba że tatuś dziecka pogroził mu ostro paluchem – widziałam/. W dodatku grzecznych, wychowanych dzieci.
    To ja już wolę zwykłego, szarego księdza. Przynajmniej ta „substancja” nie uderza w sposób okrutny na zewnątrz i jemu do głowy. I macek do pomocy sobie z interesownych świeckich nie robi.

    #26 Ka
  27. #25
    Przykro mi baranku, ale nie byłam tępym co nic nie dostrzega dzieciakiem. Poznawałam /7-8 lat miałam/ przez przedstawiciela Kościół i nijak mi się z Bogiem /ta substancja jak piszesz/ nie zgadzała.

    #27 Ka
  28. #25
    Różne doświadczenia i różni ludzie. Ot i całe sedno. Draniowi i „substancja” nie pomoże. Takie moje zdanie.

    #28 Ka
  29. Ad 25
    Wydaje mi się, że definicja kapłana podana przez Janusza nie jest odpowiednia.
    Zainteresowanym proponuję, aby przeczytać art. 1536-1568 a najlepiej cały rozdział a Katechizmu Kościoła Katolickiego.
    Wydaje mi się, że określenie, że ksiądz to zawód też nie jest do końca słuszne, ale nie wiem.
    W KKK nie ma pojęcia ksiądz, a słowniki podają, że jest to określenie duchownego chrześcijańskiego.

    #29 basa
  30. Janusz i ja skupiliśmy się na kapłanach w Kościele, ale przecież słowo kapłan jest pojęciowo jeszcze szersze, bo dotyczy także innych religii.
    Według definicji kapłan to osoba, która spełnia w imieniu wspólnoty religijnej funkcje kultowe i rytualne.

    #30 basa
  31. #28
    Krystyno, draństwo jest przypadłością na substancji człowieka. Grzech jest tylko naroślą na substancji osobowej. Grzech jest poza istotą człowieka. Nie należy do naszej natury. Proszę zachęcać swoją duszę do wolności substancjalnej własnej i innych.
    janusz

    #31 baran katolicki
  32. #29
    Basiu, Krystynie nie podawałem definicji „kapłana”. Każdy kapłan jest księdzem ale nie każdy ksiądz jest kapłanem. Rzymskokatolicki kapłan nie zejdzie z własnego krzyża choćby. Jest substancjalnie „boski”.
    janusz

    #32 baran katolicki
  33. #31
    Jak myślę to trzeba wcześniej nauczyć się dawać wolność /substancjalną/ bliźnim /innym/. Dając ją innym uczymy się rozwoju swojej.

    #33 Ka
  34. #31 baran katolicki
    Świat najlepszy z możliwych

    Nowe światło wniosła myśl chrześcijańska. Św. Augustyn pisał po prostu, że zła nie ma. Zło dla niego jest brakiem dobra. Natura, stworzona przez Boga jako dobra, została zepsuta. Augustyn uważał, że zło jest zawsze zakorzenione w jakimś dobru, że je udaje, bo człowiek woli wybrać to, co uważa za dobre.

    Bóg stwarzając człowieka wolnym dopuszcza, że ten wybierze zło, bo tylko człowiek wolny potrafi prawdziwie kochać i tylko w wolności można czynić prawdziwe dobro.

    Bóg nie chciał świata automatów, który byłby czymś gorszym – jak kilka wieków później stwierdził Leibniz – żyjemy w najlepszym z możliwych światów.

    Św. Tomasz z Akwinu kontynuuje myśl Augustyna, stwierdzając dosadnie, że w Bogu nie ma nawet idei zła

    #34 Jurek
  35. Trzy rodzaje zła

    Bardziej systematycznie teodyceą zajął się wspomniany wyżej Gottfried Wilhelm Leibniz (który wprowadził hasło „teodycea”). Bazując na myśli św. Augustyna, rozróżnił zło:

    – fizyczne – ból, śmierć,
    – metafizyczne – niedoskonałość
    – moralne – grzech.

    Choćby mnie zabił – ufam

    W rozważaniach o doświadczanym złu i cierpieniu często ucieka się do Księgi Hioba. Co ciekawe, Hiob nie uprawiał żadnej teodycei. Spadło na niego dużo niezawinionych nieszczęść, a on błogosławi Boga: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione! (Hi 1, 20). Gdy spadają na niego kolejne nieszczęścia, na lamenty żony nakłaniającej do złorzeczenia Bogu odpowiada: Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy? (Hi 2, 10). On nie rozumie sensu i celu swojego niezawinionego cierpienia, ale potrafi powiedzieć: choćby mnie zabił wszechmocny – ufam (Hi 13,15). Doświadczając zła i cierpienia nie powinniśmy bluźnić Bogu, tylko się nawrócić i Mu błogosławić (Ap 16,9.11.21). Bo Bóg po prostu jest. Bóg jest dobry (Mk 10, 18). Jest nad nami, a Jego myśli i drogi nie są naszymi (Iz 55, 8). Jest Tajemnicą, której teraz w pełni nie poznamy, ale przyjdzie na to czas (1Kor 13, 12).

    #35 Jurek
  36. #35
    Tak jest Jurku ! Tak jest !

    #36 Ka

Dodaj Komentarz






css.php