Przeżywamy Niedzielę Palmową. Wspominamy to wydarzenie, kiedy Jezus na kilka dni przed Mękę, świadom tego, co Go czeka, wszedł do Jerozolimy. Odbyło się to w uroczystej, świątecznej procesji. Jezusa witano jako Króla. Był to spontaniczny odzew ludu i uczniów Jezusa na wszystko, co o Nim wiedziano i słyszano. Był to odruch wdzięczności i uznania wobec tego wszystkiego, co uczynił. Zapewne nie wszyscy rozumieli sens tego, co czynili; a jeszcze mniej zdawali sobie sprawę z tego, do czego to prowadzi. Był to bowiem inny król, niż ludzkie oczekiwania. Zmienią się także głosy i okrzyki. Jednak wówczas, podczas uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy wołano z radością i przekonaniem:  

Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach (Łk 19,38). 

 

To właśnie te słowa wskazują na istotę królowania Jezusa. On przychodzi w imię Pańskie, w imię Boga. On przychodzi z mocą Boga. Nie jest królem dla siebie, by panować nad innymi dla jakiegokolwiek własnego celu, lecz jest królem dla człowieka, by go wyprowadzać z zagubienia, z ciemności własnego egoizmu, z niewoli siebie. To ten król przynosi pokój z niebios i wprowadza człowieka w chwałę, do jakiej od początku został stworzony i przeznaczony.

 

1. Jezus jechał na osiołku a lud słał swe płaszcze na drodze

Ten gest wjazdu Jezusa do Jerozolimy na oślęciu, na którym jeszcez niekt nie siedział, spełnia zapowiedziane proroctwo: Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy (Za 9,9). Zwróćmy uwagę na przymioty, jakie temu Królowi są przypisane: sprawiedliwy, zwycięski, pokorny.

Możemy tak to zebrać: człowiek, który zagubił się w sobie samym przez grzech i postawił siebie samego w centrum swego myślenia i działania, potrzebuje wyzwolenia, potrzebuje zwycięstwa nad sobą. Po grzechu człowiek okazał się ani sprawiedliwy, ani pokorny, ani zwycięski. Jego klęska czy przegrana polegała i polega na tym, że to on jest panem swego życia i on ma poznania dobra i zła. Dlatego właśnie oto przychodzi król sprawiedliwy i pokorny – JEZUS. On dokona zwycięstwa właśnie przez to, że przyjmie inne postawy, niż te, jakie zazwyczaj przyjmuje człowiek, wobec tego, co stanie przed Nim jako przeciwne, i to aż do krzyża. Wielu z tych co dziś wołają Hosanna, będzie wołać: na krzyż z Nim. To jednak nie odciągnie Jezusa od prawdy i drogi, jaką podją dla zabwienia człowieka. Właśnie ta Jego droga, droga do krzyża, będzie drogą zbawienia dla człowieka.  Jest to dla nas wszystkich objawienie i zaproszenie, by wejść na tę drogę.

 

2. Sprawiedliwy

Sprawiedliwość Jezusa polega na tym, że nie szuka niczego dla siebie, lecz jest całkowicie oddany Bogu Ojcu i czyni Jego Wolę. On jest obrazem Boga niewidzialnego (Kol 1,15) i tym samym chce ten przymiot przywrócić człowiekowi, aby każdy z nas na nowo mógł być obrazem Boga. To jest sprawiedliwość całej prawdy o stworzeniu. W tym się zasadza też sprawiedliwe działanie, w którym człowiek nie szuka siebie samego i swoich korzyści, lecz potrafi żyć w jedności z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Sprawiedliwość ta wynika z usprawiedliwienia człowieka w Bogu. W przypadku Jezusa tym usprawiedliwieniem, czyli uzasadnieniem życia, było i jest Jego synostwo. Dla nas, właśnie dzięki Jezusowie, który przyszedł z powodu naszego zagubienia, aby nam wskazać drogę do Ojca, otwiera się droga usprawiedliwienia w prawdzie. Jezus jest tym, który wskazuje jak możemy uzyskać to usprawiedliwienie i żyć w tej sprawiedliwości.

Wskazuje każdemu z nas drogę do Jerozolimy, gdzie objawi się prawda o człowieku i o Bogu. Będzie to doświadczenie krzyża, ale ono doprowadzi do nowego życia w zmartwychwstaniu.  Bóg bowiem stworzył nas do życia, a śmierć weszła przez zawiść diabła. Tylko znalezienie się na drodze, na której możemy wyrzekać się naszych zabezpieczeń, a znajdować oparcie w Bogu, może nas doprowadzić do udziału w królowaniu Tego, który przychodzi w imię Pańskie. To dzięki Niemu nauczymy się też przychodzić w imię Pańskie – wyzbywając się naszych pretensji, naszych roszczeń – tzn. tego wszystkiego, przez co chcielibyśmy królować po swojemu.  Jest to propozycja drogi życia.

 

3. Pokorny – w  prawdzie

W tym świąteczny i wychwalającym Jezusa orszaku Jezus jest pokorny. Tak jak przyjmuje teraz  owacje: Hosanna i Błogosławiony, tak przyjmie za kilka dni skierowane przeciw Niemu okrzyki: na krzyż z Nim. Pokora bowiem to umiejętność odnalezienie się w każdej sytuacji jako wolny o siebie i prawdziwy w stosunku do innych. Zarówno wtedy, gdy są nastawieni przyjaźnie czy wręcz pochlebczo, jak i wtedy kiedy są nastawieni wrogo. Pokora rodzi się z prawdy odniesienia człowieka do Boga i prowadzi do odniesienia w prawdzie do drugiego człowieka.

Jezus przedstawił nam wszystkim siebie w prawdzie i pokorze zarówno w czasie uroczystego wjazdu do Jerozolimy jak i w czasie Jego drogi z krzyżem, która prowadziła go poza mury miasta na ukrzyżowanie.

To objawienie prawdy Człowieka Jezusa jest dla każdego z nas szansą, by wchodzić w prawdę naszego życia. Ta Prawda woła do każdego z nas. Tej prawdzie nie można zamknąć ust. Tą prawdą nie można manipulować. Ta prawda będzie się objawiać mimo tego, że niektórzy będą chcieli ją wyeliminować, jak faryzeusze chcieli, aby Jezus nakazał, by umilkło to wołania na Jego cześć. Ta prawda będzie się objawiać, gdy będą podsycali i namawiali, aby tłum wołał przeciwko niej, jak to było z podburzonym ludem, który wołał przeciwko Jezusowi: na krzyż z Nim.

Wchodzimy w czas Wielkiego Tygodnia. Niechaj te dni, przeżywanie liturgii i nasza osobista refleksja nad wydarzeniami pasyjnymi pozwolą nam bardzie odkrywać prawdę o sobie i być w prawdzie wobec wszystkiego, co w naszym życiu się dzieje i wobec wszystkich, z którymi się spotkamy i żyjemy w naszych wspólnotach rodzinnych, w sąsiedztwie, w pracy, w parafii.

Niechaj nic nie przytłumi w nas tej prawdy. Niechaj ta prawda woła w nas: Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie. A kiedy się zdarzy, że będzie też coś, o będzie przypominało krzyk wznoszony przeciw Jezusowi: na krzyż z Nim, nie jest On mi potrzebny itp., niech dojdzie do mnie prawda nawrócenia właśnie dzięki spojrzeniu na postawę Jezusa. Niechaj we mnie nie nastąpi jakieś stłumienie tej prawdy o tym, że czasem coś negatywnego rodzi się w moim sercu. Gdy to zobczę, niechaj zwycięży prawda nawrócenia. Jest to stale dawana mi szansa.

 Będą patrzeć na tego którego przebili – tak długo, aż zobaczą, że On im przebacza. Ta prawda nie może umilknąć!

Jest to czas nawrócenia!

Bp ZbK

Be Sociable, Share!

Rss Komentarze

34 komentarze

  1. Jest to czas nawrócenia!

    Bp ZbK

    Ta Prawda nie była mi tak naprawdę znana mimo przeżytego półwiecza w pozornej gorliwości religijnej. Zdumiewa mnie cierpliwość i dobroć Boga, że tak długo czekał na mnie. A ja, celebrująca własny krzyż, nieudolnie podnosiłam się, by zdążać jedynie do uwolnienia się od niego.
    Dzisiaj mogę sobie odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego nie słyszałam SLOWA? Bo żyłam w niechęci do osoby, która wg mnie była winna mojego krzyża. A jak wyglądało moje przebaczenie? Było to tłumienie uczuć w imię miłości własnej.
    Często chciałam umierać /fizycznie/ mówiąc: Panie Boże, jak nie chcesz mnie uwolnić od tej osoby, to zabierz mnie.
    Czy może być bardziej żałosna religijność? Boże wybacz, bo nie wiedziałam, co czynię .

    Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie

    #1 Tereska
  2. Księże Biskupie,
    mam pytanie. Obchodzę pierwsze piątki miesiąca. W kwietniu przypada on w Wielki Piątek. W porze odprawiania liturgii Wielkopiątkowej muszę być w pracy i nie mam możliwości przyjęcia Komunii Św. wynagradzającej. Czy w związku z tym muszę od nowa zaczynać obchodzenie pierwszych piątków? Nie chciałabym przerywać tej praktyki.

    #2 Karolina
  3. …”Każdy z nas jest swoistym arcydziełem w rękach Boga”. Ktoś, kto tak mówi, musi być prawdziwym artystą.
    A może wszyscy jesteśmy Chrystusami, tylko o tym nie wiemy?
    Tylko Jezus Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego i dlatego chcę, bym poznał swoją bezcenną wartość…
    Pozdrawiam…janusz f.

    #3 baran katolicki
  4. “Pokora bowiem to umiejętność odnalezienie się w każdej sytuacji jako wolny o siebie i prawdziwy w stosunku do innych. Zarówno wtedy, gdy są nastawieni przyjaźnie czy wręcz pochlebczo, jak i wtedy kiedy są nastawieni wrogo.”
    O bardzo potrzebuję pokory. Pacjenci czasami tak mi kadzą…
    Jakie na to lekarstwo?
    “Pokora rodzi się z prawdy odniesienia człowieka do Boga i prowadzi do odniesienia w prawdzie do drugiego człowieka.”
    Ale muszę wyznać szczerze, że najbardziej o moją pokorę dba Pan Bóg poprzez różne wydarzenia życia.
    Bo prawdzie “nie można zamknąć ust”, ani nią manipulować. Ona zawsze się objawia.

    #4 basa
  5. A mi przypomniał się osiołek z zeszłorocznych rozważań:” Istotnie Pan potrzebował tego osiołka”
    I “Jezus zaś, aby to pojednanie przekazywać dalej potrzebuje ludzi. Tych ludzi, którzy sami związani niewolą grzechu, dadzą się odwiązać. Dadzą się poprowadzić…”
    Gdy myślę o tym roku, o tym, co się wydarzyło, gdy widzę, rzeczy, które robię, a nawet mi się nie śniło, abym była w stanie to robić, czuję się trochę takim osiołkiem, który dał się odwiązać i daje się prowadzić.
    Nic nieznaczącym osiołkiem, który tylko służy Panu w ten sposób, że dał się dosiąść i poprowadzić…
    Niech będzie we mnie jak najwięcej tego osiołka…

    #5 basa
  6. Arcydziełem jest każdy człowiek, który kocha:)….napisał do mnie mój PRZYJACIEL dlatego Jezus CHRYSTUS jest Najpiękniejszym z Synów Ludzkich – jest niedoscignionym ARCYDZIEŁEM a my możemy próbować być choć odrobinę do Niego podobni :-).

    #6 Kasia
  7. …człowiek, który kocha, to prawdziwy CHRYSTUS /ktoś, kto nie żyje dla siebie/.
    To dziwne, ale w naszym domu Piotr /najbardziej ukrzyżowany fizycznie/ przerasta nas swoją miłością. To własnie on zawstydza mnie swoją bezsilnością. To własnie on rozwesela nas wszystkich.
    To dziwne, choć dla laików jest tylko pikasowskim buchomazem, to dla mnie prawdziwym arcydziełem sztuki /Chrystusem/, który zaprasza mnie na krzyż. Prowadzi do mojej Jerozolimy, by we mnie umierać i zmartwychwstawać do prawdziwej miłości…
    janusz f.

    #7 baran katolicki
  8. #.2. Karolina
    A myślisz że P.Bóg to księgowy, który skrupulatnie “zalicza” w zeszycie wszystkie “ma”, “winien”, “był”, “nie był” –> ?

    #8 morszczuk
  9. To co Ksiądz Biskup pisze o pokorze bardzo mocno zależy od Boga, mój udział to to czy mi zależy na takiej pokorze czy nie, jeśli zależy mi na serio to będę wołała nieustannie. A kiedy mi zależy? Kiedy mam serdecznie dość swojej pychy, to znaczy: …”pretensji, swoich roszczeń – tzn. tego wszystkiego, przez co chciałabym królować po swojemu”. Coraz mocniej pragnę być „wolna od siebie i prawdziwa w stosunku do innych.” Strasznie męczy mnie ciągła nieakceptacja tego co nie idzie według moich planów, według mojej wizji szczęścia. Wydaje mi się, że moja choroba nowotwór złośliwy odstrasza innych od pójścia za Bogiem. Kiedy mieliśmy zapraszać na katechezy mówiąc swoje świadectwo na mszach św. w niedzielę byłam bardzo kuszona aby nie iść do kościoła, zwłaszcza, że ja miałam zapraszać na mszy św. na którą przychodzi młodzież akademicka. Myślałam sobie: „kiedy ci młodzi ludzie zdrowi, piękni usłyszą, że taka jest droga tego który idzie za Chrystusem, że idąc tą drogą wchodzi się w krzyż, to na pewno ich to nie zachęci do pójścia nią, mimo, że mnie ten krzyż nie niszczy”. Nie chciałam wejść do domu Ojca jak ten starszy syn z przypowieści o synu marnotrawnym. Bóg jednak dawał mi słowo z psalmu: „ci co we łzach sieją żąć będą w radości”, no i poszłam. Także w pracy szybko coś tam pod nosem powiedziałam o katechezach tak naprawdę nie chcąc nikogo zapraszać i jeden z kolegów, który jest niewierzący zapytał: a czym nas zachęcisz, żebyśmy poszli, odpowiedziałam mu: jeśli widzicie co Bóg robi ze mną to może tym, a jeśli nie to niczym, a on na to: „to ja przyjdę”. Zaczęłam wtedy kombinować, żeby może poszedł do innej parafii, bo głupio mówić komuś o sprawach tak głęboko egzystencjonalnych z kim na co dzień się widuję, pracuje, dowcipkuje itd… ale on się uparł i przychodzi , a ja znów kombinuję po swojemu: „pewnie ucieknie jak będzie liturgia pokutna”. Męczy mnie to strasznie, bo niczego nie mogę tak naprawdę oddać Chrystusowi, przeszkadzam Bogu w realizacji Jego planów, mam swoje wizje katechez swojego życia, porównuję się z innymi i zazdroszczę im, jestem bogiem dla siebie i chcę królować po swojemu i tak naprawdę to właśnie to mnie niszczy nie choroba. Ona mi tylko pomaga być w swojej rzeczywistości. Dziś bardzo mi zależy na pokorze, wołam o nią każdego dnia, ale muszę zaakceptować też to, że Bóg da mi ją kiedy zechce.
    Serdecznie wszystkich pozdrawiam prosząc o pomoc w modlitwie

    #9 lipka
  10. Droga Lipko ,dziekuję Ci za świadectwo ,często myślę o Twoim zmaganiu sie z chorobą i zazdroszczę Ci takiego zaufania,
    Jak dobrze pamiętam -czy Twoje imię to Anna?
    Obiecuję ci modlitwę i proszę też o modlitwę za moją córkę Annę ,która straciła wiarę w obliczu swojej choroby i pogmatwanego życia.
    Oby Chrystus Zmartwychwstały ożywił nas wszystkich do nowego życia.
    Tego życzę nam wszystkim

    Pokoj Tobie

    #10 Tereska
  11. #9 Aniu, kiedyś przyznałaś się, że to twoje imię, więc chyba mogę Cię tak nazywać?
    Aniu, myślę, że nieświadomie stałaś się narzędziem Pana Boga. Myślę, że Twoja elokwencja i najmocniejsze argumenty nie zachęciłyby tego kolegi, aby poszedł. Pracujesz z nim tyle lat(?) i do tej pory nie poszedł. Twoje zniecierpliwienie i nawet może pewnego rodzaju zniechęcanie Go, paradoksalnie zachęciły Go, aby poszedł. Okazałaś się bardzo skuteczna. Tak działa Pan Bóg. Po swojemu. Ciesz się z tego.

    #11 basa
  12. “Męczy mnie to strasznie, bo niczego nie mogę tak naprawdę oddać Chrystusowi”
    Ja też nie mogę nic oddać Chrystusowi.
    W tym roku w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że moje postanowienia wielkopostne nic mnie nie kosztują. To straszne. Zaczęłam zaraz wymyślać jakieś nowe, które by mnie kosztowały.
    I nagle uświadomiłam sobie, że najbardziej mnie boli (kosztuje) to, że one mnie nic nie kosztują. I pomyślałam sobie, że może więc Bóg chce, abym Mu ofiarowała właśnie to “nic”. I to właśnie jest dla mnie trudne. To “nic”. Wytrwać przy “nic”

    #12 basa
  13. P.S. I jeszcze tego samego dnia Pan Bóg udowodnił mi, że to wymyślone wcześniej postanowienie, z którego zrezygnowałam dla tego “nic”, też by mnie nic nie kosztowało, chociaż wcześniej wydawało się trudne.

    #13 basa
  14. Proszę Ks. Biskupa, czy nie dałoby się katechez paschalnych umieścić także na blogu?
    Tak jak np audycji z KRP?

    #14 basa
  15. #9 lipko!
    Tak się strasznie cieszę, że się odzywasz!!! Myślałem o Tobie, a tu jeszcze takie świadectwo 🙂 . Z drugiej strony mam takie nieprzeparte wrażenie, że te nasze głupie plany są potrzebne. Bez nich może by mi się wydawało że idę zgodnie z wolą Pana, a tu bęc! Przekombinowuję i po paluchach 🙂 . Jak to uczy pokory. Dziękuję Ci Boże!

    #15 Zbyszek
  16. „człowiek nie szuka siebie samego i swoich korzyści, lecz potrafi żyć w jedności z Bogiem i z drugim człowiekiem”
    Czy my w tym życiu jesteśmy w stanie osiągnąć taką doskonałość? Czy raczej dążymy do niej, ale po drodze wciąż się gubimy?
    Św. Paweł mówi (jeśli go dobrze zrozumiałem), że gdy wstąpi w nas Duch Święty żyjemy Miłością i jesteśmy bez grzechu. Ale czy to nie są raczej chwile takiej doskonałości (jej bliskości), gdy potrafimy – bez skargi a z radością – odłożyć swoje chciejstwa i służyć drugiemu? Ale po chwili to mija i znów wypełnienie prośby bliźniego pełne jest pomruków i bólu zaciskanych zębów.

    #16 Zbyszek
  17. “W życiu wszystko trzeba przeżyć dzień za dniem,
    tylko wiara daje siłę by nie poddać się,
    padam tylko po to aby znów móc wstać,
    by iść za Słowem które mi nie daje w miejscu stać.
    Z pokorą przyjąć każde wydarzenie
    czy to sukces czy niepowodzenie
    finałem tej rozgrywki jest zbawienie…” (Mirek MIRU Kirczuk)
    Pozdrawiam 🙂

    #17 julia
  18. …lipka i basa, czyż nie po nasze grzechy przychodzi Chrystus. Jakże to, nie macie grzechów? Jezus niczego wiecej nie potrzebuje. Zadowala Go tylko nasza zgoda na zabranie naszych grzechów.
    Przychodzi jedynie po naszą śmierć, a w zamian płaci Swoim życiem. Za pychę płaci pokorą. Za nienawiść ofiaruje miłość. Za naszego ducha daje Swojego Ducha.
    Jezus Chrystus nie może nikomu na siłę zabrać grzechów. Najbardziej kosztowne dla mnie są moje grzechy i dlatego tak trudno jest mi je oddać Chrystusowi. Powiecie może, że znowu mi odbiło z tymi grzechami, ale tam gdzie rośnie poczucie grzechu, tam również otwiera się człowiek na łaskę /Chrystusa/…
    janusz f.

    #18 baran katolicki
  19. Ad #2 Karolina
    Pan Jezus przewidział sprawy kalendarza – także liturgicznego.
    W dobrym kierunku odpowiedział/a Ci Morszczuk #8.
    Nadto należy przede wszystkim pamiętać, że Pan Jezus ustanowił Eucharystię nie po to, byśmy zaliczali (cokolwiek i w jakiejkolwiek formie), lecz byśmy Nią, tj. z Niej żyli – nie tylko w określone piątki, ale zawsze, tzn. także wtedy, kiedy nie możemy Jej każdego dnia przyjąć.
    Bp ZbK.

    #19 bp Zbigniew Kiernikowski
  20. Ad #14 basa
    Dobrze byłoby zwracać się z tą prośbą do KRP czy do naszego serwisu internetowego.

    Myślę, że to będzie!
    Bp ZbK

    #20 bp Zbigniew Kiernikowski
  21. Zbyszku,
    U mnie często pierwszą reakcja na prośbę jest niechęć. Dopiero potrzeba chwili i pewnej walki z sobą, aby znikło to nastawienie. Ale też zdarza się, że od początku jestem zdecydowany na TAK. Muszę jednak to wcześniej przepracować.

    #21 grzegorz
  22. Piekna jest w Wielki Piątek Liturgia Męki Pańskiej a zwłaszcza adoracja Krzyża.
    Jest ona u nas trochę długa i dzieki temu będę miał czas na przypominanie sobie, do jakich krzyży będę miał odwagę w życiu przystepować.

    #22 grzegorz
  23. Dziękuję Ks. Biskupowi

    #23 basa
  24. Już się cieszę na katechezy paschalne. Mam nadzieję, że będą. Dziekuję Basa za pomysł.
    pozdrawiam

    #24 Tereska
  25. #2 Karolina
    A ja rozumiem rozterki Karoliny…
    Ona nie doświadczyła jeszcze “przewrotu kopernikańskiego” i ma w pamięci to, co od lat słyszała.
    Karolino, w związku z Twoją sytuacją przyjmij Komunię św. w Wigilię Paschalną. Pan Jezus na pewno przyjmie ją jako pierwszopiątkową. Ale nie kończ na tym praktyki spowiedzi, tylko nadal korzystaj z tego sakramentu, by się nawracać.
    Pozdrawiam Cię 🙂

    #25 julia
  26. #26 basa
  27. Słucham tych katechez.Sa bardzo przydatne w głebszym przygotowawiem w przezywanie Triduum Paschalnego

    #27 m grzesznik
  28. # Januszu, dziękuję za wyklad, ale skąd wiesz, że my nie oddajemy Bogu swoich grzechów?
    Ale, czy ty czasami nie chciałbyś Mu podarować także czegoś pozytywnego? Ja chciałabym.
    I wtedy okazuje się,że jestem bankrutem. Nie mam nic.

    #28 basa
  29. P.S. Ale mogę być osiołkiem…
    Który sam związany niewolą grzechu, da się odwiązać i poprowadzić.

    #29 basa
  30. “Wyzbyć sie naszych pretensji,naszych roszczeń”,to program na całe moje życie.Ilekroć przygladam sie swojemu życiu,to zawsze znajduję coś,co chciałabym osiągnać i to ze wzgledu na siebie,na królowanie po mojemu,czuje sie predysponowana do takiego królowania.W mniejszym lub wiekszym stopniu chciałabym mieć władzę,zwłaszcza sądownicza i wykonawczą.W różnym stopniu denerwuje mnie to,że sprawy nie idą po mojej myśli i po raz kolejny przekonuję się,że Pan Jezus ma inny plan w stosunku do grzeszników.W tym wszystkim,po pewnym czasie zauważam,że ja równiez do nich należę.

    #30 Barbara
  31. “Czyż można umilknąć?”
    Wspaniałe jest to, że prawda I S T N I E J E, nawet jeśli jest manipulowana i kłamstwo triumfuje.

    #31 AnnaK
  32. #4 Co z tego że pacjenci “kadzą”?
    Ludzie chcą być mili więc ogólnie wszędzie i wszystkim “kadzą”.
    Wartość siebie przecież doskonale znamy.
    Nie rozepchnie pychy nikt, jak jej tam nie ma.

    #32 Ka
  33. …basa,
    …kocham Cię…
    janusz f.

    #33 baran katolicki
  34. #33
    Hehe, co za wyznanie … .
    Chyba miło Basie tak przed Świętami. Taakimi świętami. Baaso, baranek nie “kadzi” 🙂

    #34 Ka

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php