Dziś, 31 stycznia w Jaworze odbyła się prelekcja w ramach cyklu „wiara i życie”. Spotkanie odbyło się w miejscowym Muzeum. Mówiłem na temat potrzeby inicjacji chrześcijańskiej w całym naszym duszpasterstwie i stylu chrześcijańskiego życia. Trzeba przyznać, że najczęściej wprowadzenie w chrześcijaństwo nie jest wystarczające to znaczy nie jest wystarczająco pogłębione.

Chodzi najpierw i przede wszystkim o pełniejsze zrozumienie samego przesłania Ewangelii rozumianej na tle historii zbawienia Starego Testamentu. Dalej chodzi o pełniejsze rozumienie natury i działania sakramentów. Z tego wynika rozumienie życia chrześcijańskiego w wymiarze indywidualnym a następnie w wymiarze społecznym.

Po prelekcji wywiązała się interesująca dyskusja. Jeśli ktoś z obecnych na prelekcji zajrzy na tę stronę i zechce się podzielić swoimi wrażeniami czy postawić pytania pozwalające dalej prowadzić rozpoczęte dyskusję, będzie to – jak myślę z pożytkiem dla nas wszystkich.

Dziękuję wszystkim Osobom a w szczególności Panu Dyrektorowi Muzeum za umożliwienie tego spotkania.

Bp ZbK

Nowa nauka z mocą (4. Ndz B – 180128)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jezus wszedł do synagogi i nauczał. Było to w szabat blisko dwa tysiące lat temu w Kafarnaum. Podobnie też wchodzi dzisiaj i przez wszystkie pokolenia w nasze ludzkie kręgi i zgromadzenia a także w życie osobiste każdego, kto słucha. Wchodzi ze swoją prawdą i ze swoją nauką. Przychodzi, by pomagać człowiekowi rozumieć jego życie i leczyć to życie z różnego rodzaju paraliży czy różnych życiowych uwikłań.

Zdumienie w synagodze

Wówczas w synagodze zdumiewali się Jego nauką. Co było powodem tego zdumienia? Czym Jezus wywoływał to zdumienie u swoich współczesnych w synagodze?

Ewangelista mówi o tym krótko:

Uczył bowiem jak ten, kto ma władzę,
a nie jak uczeni w Piśmie.

Na czym polegała ta władza? W czym ona się wyrażała?

Zapewne było wiele różnych przejawów. Ewangelista przedstawia bezpośredni jeden przejaw tej władzy i skuteczności nauczania Jezusa. Jest nim uzdrowienie człowieka opętanego czyli uzależnionego od ducha nieczystego. Ten człowiek był też w synagodze. Zapewne przyszedł kierowany czy to zwyczajem, czy serca potrzebą. Nie wiemy, czy odczuwał tę zależność od złego i nieczystego ducha przed spotkaniem z Jezusem, czy też nie. Mogła być bowiem by pewna symbioza i pewna koegzystencja. Mógł ten człowiek w oczach ludzi i w swoim przekonaniu jakoś dobrze żyć ulegając podszeptom tego nieczystego ducha, którym był opanowany.

Suchanie nauki Jezusa, a właściwie to słuchanie głoszonej przez Jezusa Ewangelii, wywołało w tym człowieku gwałtowną reakcję:

Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku?
Przyszedłeś nas zgubić.
Wiem, kto jesteś: Święty Boga
.

Moc Jezusa

Co pochodziło od Jezusa i  co tak dotknęło tego człowieka opanowanego przez ducha nieczystego? Dlaczego w nauce Jezusa widział zagrożenie dla siebie?

Najkrócej ujmując możemy to tak sformułować: Jezus głosił naukę, Ewangelię i za tym stało Jego życie. Mówił to, co było treścią Jego życia. Treścią zaś tej nauki i życia Jezus było całkowite wydanie siebie dla dobra człowieka. Była bezinteresowność służby człowiekowi, by człowieka wprowadzać w tę bezinteresowność. Duch nieczysty natomiast to duch, który ukierunkowuje człowiek na niego samego, na szukanie własnego dobra, na ocenianie wszystkiego z własnego punktu widzenia, na robienie wszystkiego co sam zechce bez kierowania się jakimkolwiek odniesieniem do drugiego i przede wszystkim bez odniesienia do Boga.

Jezus nie tylko tego uczył, ale sam szedł w tym kierunku. Szedł drogą, która zmierzało do Jerozolimy, do krzyża do zmartwychwstania i udzielenia człowiekowi Ducha Świętego. W tym tkwiła i zasadzał się Jego władza nad wszystkim, a w szczególności nad duchami nieczystymi.

Dziś moc Jezusa dla mnie

Dziś ten sam Jezus w naszych zgromadzeniach w kościele i w każdym spotkaniu z Jego słowem, ze słowem Jego Ewangelii naucza tego samego. Naucza już nie tylko jako ten, kto – jak wówczas – dopiero zmierza do Jerozolimy, ale jako ten, który okazał już w pełni swoją władzę. A więc jako ten, który umarł i zmartwychwstał. Jako ten, który przebaczył winnym Jego ukrzyżowania i dał Ducha Świętego, byśmy w Jego imię i Jego mocą żyli w przebaczeniu.

To Jego moc i władza także dziś, podobnie jak przed dwoma tysiącami lat, uzdrawia uzależnionych id ducha nieczystego. Każdej chwili iw każdej sytuacji możemy z tej jego władzy. Kiedy na to się decydujemy, by Go słuchać, może powstać w nas wołanie czy jakaś forma sprzeciwu bądź nawet buntu: Czego chcesz ode mnie, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś mnie zgubić. Podajesz mi inne rozwiązania życiowe, niże te, które ja uważam dla siebie jako dobre i najbardziej korzystne. Wiem, kim jesteś, Ty Święty Boga. Ale ja chcę żyć po swojemu. I to czasem nawet bardzo po swojemu.

Obyśmy w takich momentach naszego życia, momentach zwątpienia, sprzeciwu czy buntu mogli usłyszeć mocne słowo Jezusa: Milcz, wyjdź. Obym widział, że te słowa są skierowane do mojego starego człowieka. Obym nie bronił tego mojego starego człowieka, lecz nawet za cenę pewnego miotania się czy szarpaniny życiowej, zgodził się na to, by władza i moc Jezusa okazały się w mnie skuteczne.

Bp ZbK

W sprawie “Amoris Laetitia” (180121)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Julio, Grzegorzu, Januszu, Niezapominajko i Inni!

(niniejszy wpis jest próbą odpowiedzi i wyjaśnień na postawione pytania w komentarzach do poprzedniego wpisu)

Dziękuję za udział w tej wymianie zdań. Widać, jak problem jest istny. Dotyka bowiem życia i podejścia do tego szczególnego momentu czy aspektu życia jakim jest małżeństwo i nasz udział w sakramencie Eucharystii. Gdy mówię nasz, mamy na myśli nie tylko zebranie poszczególnych osób, ale także wspólnotę, która właśnie dzięki Eucharystii (także właściwemu podejściu do niej i przeżywaniu jej) tworzy się, odnawia, komunikuje życie itd. Jest to po prostu ważne.

Trudo jest mi ustosunkowywań się do wszystkich aspektów tej kwestii, o jakiej tutaj mówimy. Musimy pamiętać o tam, że są prawdy naszej wiary, które nie podlegają zmianom.

Żeby wejść bardziej w konkrety rozwijającej się dyskusji, to uważam, że Grzegorz bardzo dobrze ustawił problem na początku, czy w przeważającej części swego komentarza #95. To wskazuje na potrzebę kształtowania postawy chrześcijańskiej, ducha chrześcijańskiego (ducha Jezusa Chrystusa w człowieku). Wiemy, jakie są braki na tym polu. Tych braków nie da się ani uzupełnić, ani pokonać przez jurydyczne podejście, a więc pozwalanie czy zabranianie. Potrzebne jest dojrzewanie człowieka (ludzi, a w tym przypadku żyjących w jakimś konflikcie z normami kościelnymi i duchem Ewangelii) do rozumienia Tajemnicy Jezusa Chrystusa, która jest dla człowieka, by go zbawiać, a więc przemieniać, a nie „zadowolić” go czy zaspokoić jego oczekiwania nawet poprawne i szlachetne.

Potrzeba konkretnej wspólnoty wierzących, która potrafi tak pomagać potrzebującym przemiany (bo sama stale przeżywa tę przemian jako dar i łaskę), żeby oni zostali wprowadzeni w Tajemnicę życia z Chrystusem. To jest procesem. Ten proces trwa i będzie trwał do końca czasów. Tego procesu dojrzewania czy dorastania do „jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (zob. szerszy kontekst Ef 4,11-14).

Problem jest właściwej oceny „momentów” czy etapów, na których konkretni ludzie (a także grupy, czy społeczności) się znajdują. I dalej powstające w związku z tym pytanie: jaki pokarm dawać ludziom na tych „etapach” (sytuacjach, kiedy w swoim życiu nie są zgodni z Ewangelią czy tradycją Kościoła). Czy dobrze jest podać im Eucharystię, to znaczy udostępnić wchodzenie w komunię, podczas, gdy w nich może być właśnie problem z tą gotowości na właściwe przeżywania komunii – rozumianej jako jedność czy zjednoczenie z duchem czy w duchu Jezusa Chrystusa. To zasadniczo (zazwyczaj) nie dokona się bez kerygmatu, bez gotowości nawrócenia, bez zgody na to, że ktoś poprowadzi (będzie towarzyszył – o czym mówi papież Franciszek, szczególnie w VIII rozdziale AL). To towarzyszenie winno mieć coś z katechumenatu, czyli uczenia słuchania głosu Boga i głosu Kościoła – albo raczej głosu Boga w Kościele.

Przytaczasz, Grzegorzu, pod koniec twego komentarza #95 słowa Papieża Franciszka „Będzie się tak działo, aż Duch nie doprowadzi nas do całej prawdy (por. J 16, 13), to znaczy, kiedy wprowadzi nas w pełni w tajemnicę Chrystusa i będziemy mogli widzieć wszystko Jego spojrzeniem” (AL. 3). Tak to jest prawda. Pozostaje jednak stale pytanie, jak to już wyżej wspomniałem, jak pomagać na poszczególnych etapach? Co jest najsłuszniejszym i najskuteczniejszym sposobem pomagania czy towarzyszenia? Czym karmić? Czy jest dobrym rozwiązaniem karmienie Eucharystią, jeśli brak gotowości do właściwej jedności z Tajemnicą Chrystusa? Czy udzielnie Komunii świętej posłuży budowaniu tej jedności? Czy to „załatwi” sprawę? Takie i tyle podobnych pytań będzie powstawało.

Nie można przyjąć koncepcji jakiegoś relatywizmu. Papież czyni kroki w kierunku przełamania zbyt jurydycznego spojrzenia na wiele kwestii w Kościele. Jak nasze wspólnoty i my sami jesteśmy do tego przygotowani?

Julio, przytaczasz słowa Papieża, że „nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium” i pytasz: „Czy to znaczy, że to, co jest grzechem w Polsce– nie jest grzechem w Holandii czy Argentynie? I idąc dalej – czy Papież Franciszek w twierdzeniu, że można udzielać Komunii świętej rozwiedzionym będącym w ponownych związkach bez zachowania przez nich czystości myli się, czy nie?”

Pytania są przez Ciebie słusznie i precyzyjnie postawione. Myślę, że odpowiedź na tak postawione pytania będzie wymagała jeszcze wielu kroków i dopowiedzeń. Na dziś powiem tylko, że określenie grzechu (jeśli rozumiemy jego istotę) nie zależy od granic terytorialnych. Rozeznawanie i uznawanie grzechu może natomiast jakoś zależeć od szeregu czynników związanych z kulturą itp.

Co do drugiej części pytania to powiem krótko w następujący sposób: Ja nie wiem, czy Papież w tej kwestii się myli czy nie. Rozumiem (przynajmniej po części – jak mi się wydaje) jego zamiar czy intencje – jak to już wyżej trochę powiedziałem (towarzyszenie). Problemem natomiast pozostanie to, jak te jego intencje będą rozumiane, jak wdrażane. Czy zostanie to zredukowane do pojęcia „pozwolenia” czy to będzie rozumiane jako wezwanie do prawdziwej rzetelnej formacji – mam na myśl to, co wyżej wspomniałem o formacji katechumenalnej w jak najszerszym i prawdziwym tego słowa znaczeniu, czyli prowadzeniem do wiary wyrażającej „zanurzenie” w Tajemnicy Jezusa Chrystusa.

Proszę przyjąć te moje słowa wyjaśnienia czy odpowiedzi na postawione pytania, jako próbę uzewnętrznia mojego zastanawiania się nad poruszonymi sprawami. Mam nadzieję, że będziemy nadal o tych kwestiach rozmawiać i szukać pełniejszego rozumienia. Do tego zachęcam.

Umieszczam tę wypowiedź jako komentarz, ale jednocześnie jako nowy wpis. Będzie nam „technicznie” łatwiej się do tego odnosić.

Bp ZbK

Czas jest krótki (3. Ndz B – 180121)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Przesłanie dzisiejszej niedzieli jest dla nas ludzi 21 wieku bardzo na czasie. Zdaje się bowiem, że człowiek współczesny oparty o swoją wiedzę i o soje osiągnięcia na wielu polach życia społecznego, medycznego, technicznego itp. utwierdza siebie (zapewne w przeważającej części nie w pełni świadomie) w przekonaniu, że jest, że będzie i że wszystko ma być jemu poddane jako komuś koto ma niezależną i w pewnym sensie absolutną władzę. Jest po prostu panem i sprawy mają się toczyć tak, jak przewidzi on sam, wybrane przez niego gremia jego reprezentantów parlamentarnych, jak to przewidują prawa fizyki czy ustalenia międzynarodowe.

Widzimy jednak, że nie zawsze tak jest. Nie zawsze głosowania są przewidywalne. Huragany i orkany oraz gwałtowne zmiany pogody, nawet jeśli przewidziane z jakimś uprzednim czasem, zaskakują i stawiają człowieka w pozycji bezradności. Problemy migracyjne nie dadzą się rozwiązać przy pomocy jakiegoś algorytmu służącemu przewidzianemu systemowi rozdzielnictwa. podziałowi. Nie wszystkie lekarstwa i terapie są w stanie utrzymać zdrowie i oczekiwaną efektywność życiową. Tak można wyliczać wiele aspektów naszego życia. Co więcej: nie wszystkie modlitwy zostają wysłuchane tak, aby to co się dzieje, było po nasze ludzkie myśli.

A więc jest jeszcze coś, czego my sami nie jesteśmy w stanie ani pojąć, ani opanować, ani uprzedzić, ani zaradzić!

Jest kres. Chronos, czyli bieg czasu ma swój kres. Wcześniejszy czy późniejszy, ale konkretny i nieodwołalny kres. Możemy próbować go przesuwać, czy robić tego wrażenie i pozory. Jednak on jest i niechybnie nastąpi i następuje.

Wobec tego pytanie: Czy starać się o to, by go przesuwać w jakąś przyszłość i łudzić siebie tam, jakby on nie miał nastąpić i można byłoby go uniknąć, czy też próbować stawiać czoła temu kresowi, by g przeżyć jak najpełniej – nawet ze zgodą na to, że ta konfrontacja może przyjść wcześniej niż wypadałoby czy należałoby jej oczekiwać?

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani, co więcej, jesteśmy do tego uzdolnieni przez Ewangelię, żeby wiedzieć, że czas jest krótki – jak powiedział św. Paweł. Jonasz mówił Niniwitom o czterdziestu dniach. Jezus zaś obwieszczał, że bliskie jest królestwo Boże. I wzywał: Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Wierzcie, że może być inaczej, niż wam się wydaje.

Dla nas wierzących wszystkie kryzysy mają także wymowę pozytywną. Są okazją i wezwaniem zwrócenia się do Tego, który wszedł w nasze ograniczone życie i obwieszczał kres i sam przeżył ten kres na krzyżu. W zmartwychwstaniu okazał się jednak Tym, który nie ma kresu. Dla którego kres czasu (krzyża i śmierci) zmienia się w wieczność (życie poza mocą śmierci). Trzeba jednak wiary a nie tylko patrzenia na nasze ludzkie możliwości. Trzeba docenienia właśnie tego, że jest kres i skorzystania z tego kresu właśnie dzięki prawdzie i mocy Ewangelii. Jeśli to stracimy z oczu, jesteśmy jako chrześcijanie solą, która utraciła swój smak (zob. Mt 5,13).

Panie, Boże Wszechmocy i Ojcze naszego Pana Jezusa Chrystusa, nie dozwól nam oderwać się od Prawdy objawionej w Twoim Synu, który przeżył kres życia na krzyżu i jako zmartwychwstały żyje i króluje na wieki wieków.

Bp ZbK

Uroczystość Trzech Króli to jedno z najstarszych Świąt chrześcijaństwa. Objawienie, Teofania. Bóg objawił się ludziom i dla ludzi. Objawił się, by nieść im życie, prawdę, by ich to znaczy nas prowadzić przez życie.

Obejmowało oryginalnie trzy a właściwie cztery wydarzenia, cztery motywy:

  • Narodzenie Pana Jezusa;
  • Pokłon trzech Króli / Mędrców;
  • Chrzest Jezusa w Jordanie;
  • Gody w Kanie Galilejskiej.

Dziś świętujemy przede wszystkim Trzech Króli (Mędrców).

Jaka jest myśl przewodnia, jaki główny motyw?

Była ciemność – przyszło światło.

Groziła śmierć – przyszło życie.

W Kanie Galilejskiej podczas wesela okazało się, że brakło wina, czyli sensu i radości życia. Wtedy przyszedł, objawił się i zadziałał Ten, który potrafił to zmienić. przemienić: wodę w wino, brak w pełnię, smutek w radość.

Człowiek żył pod władzą śmierci, w swoistej niewoli „obrony” siebie – przyszło Życie; przyszedł Pan życia, który wszedł w naszą śmiertelność, by umrzeć i objawić, że ON i życie, które On daje, jest mocniejsze od śmierci.

Dlaczego świętujemy to Objawienia Pańskie?

Podczas gdy każdy z nas zazwyczaj szuka swojej gwiazdy, swojego sposobu na życie, swojej pomyślności itd., to Święto, tzn. Tajemnica tego Święta objawia nam, że trzeba i że można oderwać wzrok od swego celu, od swojej gwiazdy, od swojej pomyślności i zwrócić się ku Temu, który jest Światłem, który jest Pomyślnością, który wypełnia życie do końca, bo przeprowadza je przez wszystkie doświadczenia braku i śmierci.

Dziś, po Liturgii Eucharystii weźmiemy udział w Orszaku. Ta zewnętrzna manifestacja wyraża różne aspekty tradycji i naszej pobożności czy też religijności. Naszego przywiązania do tego, co jest nasze w świetle naszego doświadczenia religijnego i patriotycznego.

Jest to jednak i przede wszystkim wyraz gotowości naszego pójścia za Chrystusem i do Chrystusa, ku Chrystusowi.

Nie chcemy rozwiązań, które proponują wszelkiego rodzaju „herody”.

Będziemy zakładać na głowy – szczególnie dzieci, ale nie tylko – korony, na podobieństwo, czy dla przywołania pochodu Królów i Mędrców, ale czynimy to z gotowością zdejmowania każdej naszej korony, przed jedynym Królem, przed Dziecięciem; przed Tym, który dał się ukrzyżować i zmartwychwstał, by dać nam Ducha Świętego, byśmy byli prawdziwym Jego Królestwem,

Nie chcemy, by panował nad nami duch tego świata, a więc duch interesu, przebiegłości wszelkiego rodzaju koniunktur życiowych, lecz Duch Jezusa Chrystusa, Jego Światło, Jego Prawda, Jego Miłość; Jego przebaczenie, Jego sposób życia – zgodny z Dekalogiem i z Ewangelią.

Bp ZbK

Bóg jest wieczny, ale stał się w czasie jako Wcielone Słowo. Wypełnił czas. Wtedy zmieniła się jakość czasu. Bóg nieśmiertelny, stał się ograniczony w miejscu i w czasie i wystawił siebie na śmierć, by objawić nowe życie w zmartwychwstaniu. By przekazać ludziom w darze Ducha Świętego na przebaczenie i pojednanie.

Centralną myślą czy raczej sprawą tej pełni czasu jest pojednanie. Wprowadzenie, ustanowienie pokoju. Dla spełnienia tego dzieła Jezus w swoim ciele przyjął śmierć i przez krzyż pojednał ludzi. Uczynił jedno z tego, co było rozdzielone. Przebaczając przygarnął oddalonych i obcych. Otworzył możliwość życia we wspólnocie ducha.

Tę tajemnicę jednania i życia we wspólnocie zostawił Kościołowi w swoim Słowie i w Sakramentach. Przeżywanie tego jednania i tej wspólnoty są możliwe tylko tam i wtedy, gdy śmiertelny człowiek – przyjmując Ewangelię – zaakceptuje śmierć, zaakceptuje swoje umieranie. Dzięki temu przyjściu i Wcieleniu Jezusa nasze doczesne przemijanie i nasza śmiertelność uzyskują nowe znaczenie. Mogą służyć budowaniu jedności.

Pokój jest darem, owocem pojednania, które daje Bóg Ojciec w swoim Synu Jezusie, mocą Ducha Świętego – a które my, człowiek – przyjmujemy i pozwalamy się przeprowadzać przez umieranie do nowego życia.

To jest klucz chrześcijańskiego życia. To jest perspektywa dziejów, jakie dokonują się przez posługę życia i umierania oraz nowego życia w wierzących. Dokonuje się, lub się nie dokonuje. Chrześcijanie to rozumieją i przeżywają, albo nie rozumieją i – ulegając duchowi tego świata – walczą między sobą i ze światem; tworzą podziały i żyją w niezgodzie i konfliktach. Przestają wtedy być świadkami. Tracą smak, jak Jezus mówi o soli (zob. Mt 5,13)

Nic tak bowiem nie łączy ludzi jak właściwie przeżywana religia, w szczególności chrześcijaństwo. I odwrotnie: nic tak nie dzieli, jak złe pojmowanie i przeżywanie religijności. Jakiekolwiek religijności, gdy staje się ona fanatyczna i powoduje polaryzację. Grozi to także nam, chrześcijanom, gdy nie rozumiemy i nie przyjmujemy do końca Ewangelii i tego, kim jest Książę Pokoju i kim jest Królowa Pokoju – Święta Boża Rodzicielka.

W tym, roku – 2018 – będziemy w naszym kraju przeżywać m.in. 100. rocznicę odzyskania niepodległości po 123 latach wskutek rozbiorów. Wiemy, jaką rolę odegrała w przetrwaniu polskości odegrała wiara Polaków. Jaką też rolę odegrał Kościół, gdy był z narodem i wspomagał autentyczne zmagania o pokój o sprawiedliwość, o niezależność i suwerenność. Łączył Polaków pod różnymi zaborami

Patrząc na wydarzenia aktualne w naszym kraju zdajemy sobie strawę, że dochodzi 30 lat od rozpoczętego zagospodarowania nowej sytuacji po czasach prawie pół wieku trwającego narzuconego reżimu.

Dzisiaj musimy pytać się wszyscy, jak to zagospodarowujemy. Do czego zmierzamy. Trzeba prawdy. Trzeba uznania błędów. Trzeba logiki jednania w imię Jezusa Chrystusa, Księcia Pokoju i Królowej Pokoju. Nie może to być robione w kluczu jakiejkolwiek partykularnej interesowności, lecz tylko w imię tej pełni czasu, jaka stała się w Jezusie i czego owocem jest Pojednanie w Prawdzie.

Widzimy, ile – po poprzednich czasach i próbach „rekonstrukcji” wolności i solidarności – zostało ran, ile niezrozumienia, ile krzywd. Także widać, jak wiele jest oporu i uporu, ile wątpliwych przekonań i nieuzasadnionych oczekiwań; jakie zabiegi w celu obrony „nabytych” (nie zawsze uczciwie) praw i nierozliczonych powinności, które były powodem nieprawości i niesprawiedliwości. Można by tak dalej wiele wyliczać.

Co robić. Trzeba wspomagać wysiłki, zmierzające do leczenia, do jednania, do prawdy i sprawiedliwości. Trzeba przemyśleń i gotowości wchodzenia w nawrócenie. Trzeba modlitwy i wsłuchiwania się w przesłanie jedynej Prawdy – Jezusa, Księcia Pokoju i Matki – Królowej Pokoju. Trzeba gotowości nas, ludzi ochrzczonych, do urzeczywistniania w sobie i w naszym narodzie ducha chrześcijańskiego.

Niech ten rozpoczęty rok będzie dochodzeniem do „pełni czasu” w życiu każdego z nas oraz w życiu Kościoła i naszego Narodu.

Bp ZbK

Niedziela w oktawie Bożego Narodzenia jest dniem poświęconym Świętej Rodzinie. Jest okazją do szczególnej modlitwy i refleksji nad rodziną. Od rodziny bowiem zależy w bardzo dużej mierze – jeśli nie przede wszystkim – to, jakimi jesteśmy ludźmi i jak będzie kształtować się ludzka przyszłość.

Dzisiaj ze względu na różne ideologie a chyba także praktyczne interesy pewnych grup mających wpływ na sprawowanie władzy, łatwo a nawet z poklaskiem kwestionuje się rolę i doniosłość klasycznej rodziny, szczególnie tej w wydaniu chrześcijańskim, zgodny z Bożą wizją człowieka, jaką odczytujemy z Biblii i wynosimy z tradycji.

A jednak, jak wykazują wszelkiego rodzaju poważne badania a także odczucie ludzi prostych – prostolinijnych – i prawdziwie zanurzonych w życiu, a w szczególności jak to wynika z oczekiwań dzieci, rodzina jest jak najbardziej godnym szacunku i dowartościowania oraz koniecznie potrzebnym elementem życia społecznego.

Co musi stać się w rodzinie, a właściwie w każdym członku rodziny, by była ona naturalnym środowiskiem do poczynania, rodzenia, wzrastania i kształtowania nowego życia?

Można wskazywać na wiele elementów potrzebnych do tego. Będą one na różny sposób wartościowane i doceniane. Liturgia dzisiejsza wskazuje na coś bardzo istotnego. Oczywiście słowa, o których tutaj mowa, odnosiły się do Maryi, Józefa i małego Dziecięcia. Jednak te słowa i ukryta w nich myśl (koncepcja życia) w jakiś sposób odnoszą się do każdego, kto rodzi się i wzrasta w rodzinie chrześcijańskiej. Są to słowa wypowiedziane prze Symeona, skierowane przede wszystkim do Maryi i mówiące o Jezusie:

Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu,
i na znak, któremu sprzeciwiać się będą
– a Twoją duszę miecz przeniknie
– aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.

Przedstawienie Jezusa w świątyni i podobnie nasz chrzest to stawienie się do dyspozycji, by w człowieku spełniał się Boży plan. Każde narodziny i każde wejście człowieka w Boży zamysł, co właśnie unaocznia owo ofiarowanie w świątyni i co czyni chrzest, to rozpoczęcie urzeczywistniania się zbawczego planu.

To urzeczywistnianie musi przejść prze doświadczenie upadku i powstania. Upadku tego, co pochodzi z grzechu, co jest właściwością starego (poddanego grzechowi) człowieka i powstanie nowego. To jest sprawa przemian, nawrócenia, zmiany mentalności, przyjęcie krzyża jako narzędzia zbawienia itd. Dlatego nie obędzie się to bez owego przeszycia duszy (życia) mieczem boleści. Potrzebne i wręcz konieczne jest to wszystko, by wyszły na jaw zamysły serc ludzkich (starego człowieka) i objawił się sposób życia w jedności i pokoju, jakie jest możliwe u ludzi przenikniętych darem zbawienia.

Właśnie w rodzinie, gdzie przeniknięty wiarą ojciec i podobnie matka nie próbują „mieć” dziecka dla siebie, lecz je ofiarują i przyjmują trudny proces przemiany, może dokonywać się tworzenie środowiska, w którym dziecko wzrasta i uczy się żyć w wolności. Przede wszystkim w wolności od siebie (swoich planów, grzechów) i w wolności od niewolniczej czy służalczej zależności, by być na obraz (wg oczekiwań) rodziców, lecz staje się wolnym dzieckiem Boga, w którym spełnia się Boży plan życia.

Bp ZbK

Była ciemność. Człowiek chcąc być jak Bóg, pogrążył się w ciemności. Stracił łączność z Bogiem. Jego życie straciło właściwy cel i sens. Chodził za bożkami, za idolami.

Jednym z przykładów takiego zagubionego życia w wymiarze społecznym był czas monarchii Izraela. Mnożyły się niesprawiedliwość społeczna i bałwochwalstwo. Tym samym uleganie wpływom obcych narodów.

W takiej sytuacji Bóg posyłał proroków, ale ludzi ich nie słuchali. Nastąpiło wygnanie babilońskie – wielkie poniżenie, jakiego doświadczył Naród Wybrany. Do tej sytuacji odnoszą się wprost słowa Izajasza, które czytamy. Są to słowa pełne nadziei, że jest światło, jest wyzwolenie. Bo Dziecię się narodziło, bo Syn został nam dany…

Bóg bowiem nie zostawił człowieka. Nie zostawił samemu sobie Narodu Wybranego. Podobnie nie zostawia nas dzisiaj. Ale to człowiek łatwo odchodzi od Boga. Ustanawia prawa i sposoby / style życia bez Boga i poza Bogiem. To odchodzenie od Boga wprowadziło w życie człowieka zamęt i człowiek wpada w niewolę siebie. Gubi się i traci orientację życiową.

Dzisiaj, także dzisiaj – jeśli nie będziemy trzymać się podstawowej konstytucji naszego chrześcijańskiego życia, jakim jest Dekalog oświecony Ewangelią i jeśli nie będziemy z tej konstytucji wyprowadzać naszych praw i ustaw (także chrześcijańskiej konstytucji życia społecznego), też nam grozi rozbicie i grożą podziały. Grozi brak jedności i zależność od obcych czynników i wpływów. Trzeba nam oparcia się na prawdzie o Bogu i patrzenia na człowieka w świetle Bożej prawdy. Szukania własnej tożsamości w głębi serca człowieka odnoszącego się do Boga. W konsekwencji będzie to dobrem dla każdego człowieka.

Bóg przychodzi do człowieka, by jako człowiek żyć w poddaniu Woli Ojca i to aż do śmierci i to śmierci krzyżowej, niesprawiedliwej śmierci. Po to się rodzi. My świętujemy pamiątkę Jego narodzenia, aby to rozumieć, top przyjmować, tego się uczyć. Z nas ludzi zagubionych Bóg przez Jezusa Chrystusa czyni sobie Lud Wybrany stanowiący Jego własność; własność Boga. By ten Lud był świadkiem Bożego działania i Bożej prawdy w świecie.

Nie wolno nam o tym zapominać. Nie wolno nam się dać omamić przez różne ideologie i propozycje życia bez Boga czy poza Bogiem. Trzeba pogłębiać naszą świadomość tego, kim jesteśmy. Kościół bowiem to lud zmierzający ku Bogu, do Boga, bo doświadczył tego, czym jest błąd i grzech i dlatego chwyta się Bożego planu, Bożego Słowa, Bożych Sakramentów. Każdy jego członek, czyli każdy ochrzczony jest zakorzeniony w swojej życiowej historii, a jednak wie i doświadcza tego, że jest coś więcej, niż tylko ludzka praca i ludzkie rozwiązania; że jest Ktoś kto prowadzi, kto stał się bliskim, człowieka, by człowiek nie pozostał w swoim zagubieniu.

Jako Kościół jesteśmy wspólnotą ludzi, którzy w sobie niosą to Boże doświadczenie. Doświadczenie Bożego działania. Niesiemy je nie tylko dla siebie, ale także dla bliźnich, dla tych, którzy może dzisiaj są w ciemności, w jakimś zniewoleniu. Jako chrześcijanie, uczniowie Chrystusa jesteśmy powołani, by to światło nowego spojrzenia na życie nieść także innym. Jesteśmy światłem świata i solą ziemi.

Życzę, aby każdy z nas przyznając się do Jezusa, do tego Boga, który do nas przychodzi, jak najwięcej okazywał tej bliskości Boga i Jego łaski wobec każdego człowieka.

Bp ZbK

Zmiana perspektywy (4. Ndz Adw – 171224)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Proroctwo, które Bóg skierował przez proroka Natana do Dawida, jest proroctwem mesjańskim. Zapowiada dzieło Boga, które spełni się z przyjściem Mesjasza, potomka Dawida. To zapowiadające proroctwo ukazuje zmianę perspektywy religijnej. Jest przejściem od koncepcji religijnego działania człowieka na rzecz Boga do ukazania obietnicy, w której Bóg zobowiązuje się dokonać swego dzieła na rzecz człowieka i wciągnąć niejako człowieka w to swoje działanie.

Przez powołanie człowieka i uzdolnienie do tego, by był wykonawcą Bożego zamysłu Bóg czyni człowieka swoim sługą. To powołanie do tego, by być sługą Boga jest wyniesieniem człowieka. Tutaj można przytoczyć znane słowa wyrażające sytuację stworzenia poza Bogiem: „Lepiej być panem w piekle niż sługą w niebie” (słowa włożone przez Johna Miltona w usta diabła). Działanie Pana Boga i przyjmowanie tego działania ze strony człowieka jest właśnie odwrotnością wyżej wymienionego sformułowania.

Dzieło Boga, jakiego On dokonuje w człowieku przez Wcielenie swego Syna jest właśnie objawieniem i urzeczywistnieniem prawdy: lepiej być w niebie (także na ziemi) sługą Boga niż panem w piekle (czy gdziekolwiek). Gdy stworzenie chce być panem, jest skazane na to, że stale będzie odkrywać, że nim nie jest. Będzie stale skazane, żeby twierdzić nieprawdę o sobie wobec wszystkich.

Jeśli natomiast stworzenie przyjmie to stało się dziełem Boga, że Syn Boży stał się sługą, wtedy sługa będzie wynoszony do godności i stanu bycia dzieckiem Boga, dziedzicem o „beneficjentem” wszystkich obietnic i wszelkiego działania Pana Boga. W ten sposób Bóg daje temu, kto uznaje się za sługę udział w swoim dziele. A przez to wprowadza w tak bliską relację z Bogiem, którą wyrażają słowa przymierza zawarte w dzisiejszym, czytaniu: Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem.

 

Dawid, po dojściu do pewnej stabilizacji królestwa, któremu przewodził, zamierzał zbudować „dom” czyli świątynię dla Boga. Ten jego zamiar spotkał się z potwierdzeniem ze strony proroka Natana. Jednak nie tak miało być. Prorok Natan otrzymał w nocnym widzeniu przesłanie o innym zamiarze i zamyśle Boga.

Prorok Natan miał udać się z tym przesłaniem do Dawida: To sam Pan zbuduj tobie dom.

Proroctwo dotyczyło syna Dawida, czyli Salomona. Dotyczyło jednak także a właściwe docelowo potomka Dawida, czyli Jezusa. To On, Jezus z pokolenia Dawida, zbuduje dom dla Dawida i całego pokolenia. Będzie to dom, w którym będą mogli się odnaleźć wszyscy, którzy zechcą wkroczyć w ślady Dawida i stanowić przez wiarę jego potomstwo.

Jaki to ma być dom?

Będzie to dom złożony czy zbudowany z tych, którzy przyjmą o sobie prawdę, że sami z siebie nie są godni być „jak Bóg”, że są sługami. Są sługami, którzy odkrywają, że to Pan Bóg jest jedynym Panem i najlepiej jest być w postawie posłuszeństwa i uległości wobec Jego planu i zamysłu. To stało się w Jezusie Chrystusie, w Jego Misterium Paschalnym, kiedy wydał siebie jako „ostatni sługa” za tych, którzy zostali oszukani przez fałszywe „lepiej być panem niż sługą”. To duch Jezusa Chrystusa, potomka Dawida, buduje dom dla Pana. Jest nią wspólnota wierzących i przyjmujących działanie Boga. To są ci, którzy uznając się za sługi, dzięki łasce Boga, są gotowi poddawać się ojcostwu Boga, by być Jego dziećmi.

Dom Boga to wspólnota sług wynoszonych do godności dzieci Boga.

Po to dokonało się Boże Wcielenie i Boże Narodzenie. Z radością obchodzimy i świętujemy pamiątkę tego wydarzenia, by ono trwało w nas zawsze.

Bp ZbK

W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was (1Tes 5,18).

Tę zachętę słyszymy w trzecią Niedzielę Adwentu. Są to słowa z pierwszego Listu św. Pawła do Tesaloniczan, a więc z jednego z pierwszych Pism Nowego Testamentu. Zostały one wypowiedziane pod koniec Listu – w części pouczającej, gdzie Paweł daje konkretne wskazania co do postaw życiowych chrześcijan.

Te słowa mają wielką wagę, jeśli je bierzemy poważnie i konkretnie odnosimy do naszego życia. Dosłownie brzmią bardzo prosto: „We wszystkim składajcie dzięki!”. Naturalnie odnosi się to do każdego położenia i do każdej sytuacji. Odnosi się to także do każdego wydarzenia i każdej relacji z bliźnimi. Odnosi się to również do naszych wewnętrznych odczuć, doświadczeń, prób itp.

Zdajemy sobie sprawę i niejednokrotnie tego doświadczamy, że czasem trudno jest dziękować. Dziękowanie jest bowiem czymś dość oczywistym, kiedy sprawy biegną po naszej myśli i je oceniamy jako korzystne. Inaczej sprawa ma się, gdy tego nie dostrzegamy, albo wręcz doświadczamy czegoś, co jest nam przeciwne. Trudno jest wtedy zaszeregować i odnieść naszą sytuację do woli Pana Boga i Jemu dziękować. Czujemy się opuszczeni i niejednokrotnie próbujemy się z tej sytuacji na własną rękę wydostać. Nawet to nas nie dziwi, że tak myślimy i tak robimy. Gdzieś głęboko odczuwamy (albo próbujemy sobie to wmówić), że mamy do tego prawo, że tak trzeba się zatroszczyć o siebie. Tak jest i poniekąd nie powinno nas to dziwić.

Jednak słyszymy dziś jasne i jednoznaczne doprecyzowanie, które odnosi się do nas jako tych, którzy uwierzyli w Jezusa Chrystusa i za Nim idą. Uczą się Go jako Tego, który objawia Wolę Boga. Nie jest to więc już sprawa naszego „wolnego” (dokonanego po swojemu) wyboru, lecz odniesienie do Jezusa Chrystusa, który przed każdym z nas otworzył odpowiednią dla nas drogę. Jest to koncepcja życia, która nie idzie po linii „naszego poznania dobra i zła”, lecz odkrywa drogę, jaką On przemierzył. On, jako Jezus z Nazaretu, będąc Bogiem, ale też przeżywając wszelkie trudy i przeciwności. Tak uczynił, gdyż na tej drodze nie szukał swego. Bo wiedział, że szukanie swego to droga grzechu. Nie dał się skusić diabłowi na górze kuszenia ani wtedy, gdy z ust stojących pod krzyżem padały pozorne „dobre i korzystne” podpowiedzi: “Zejdź z krzyża, a uwierzymy”.

Dzięki Ewangelii obwieszczającej Jezusa Chrystusa jako ukrzyżowanego i zmartwychwstałego możemy wybierać drogę, którą poszedł Jezusa. Możemy na tę drogę wchodzić i z Nim razem przeżywać prawdę o sobie i o Nim. On, nawet wtedy, kiedy z głośnym wołaniem i płaczem zwracał się do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, w swoisty sposób składał Bogu Ojcu dziękczynienie w posłusznym przyjmowaniu Jego Woli. Został wysłuchany, kiedy przyjął do końca właśnie to położenie śmierci – i to śmierci niesprawiedliwej na krzyżu (zob. Hbr 5,7-9).

To pozostanie Syna Bożego na krzyżu do końca stało się Jego tajemnicą, którą zamknął i nam przekazał w Eucharystii, czyli w największym i przedziwnym dziękczynieniu i błogosławieniu Boga Ojca. To w posłuszeństwie Ewangelii i korzystając z Eucharystii możemy na co dzień przeżywać prawdę, że jest możliwe w każdym położeniu składać dziękczynienia. Jest to przejaw cudu i dzieła Boga w nas śmiertelnych i niedoskonałych ludziach – uczniach Jezusa.

Po to przygotowujemy się do Bożego Narodzenia i po to celebrujemy Paschę Jezusa i naszą..

Bp ZbK

« Poprzednia stronaNastępna strona »

css.php