Świadectwo biegacza-świadectwo Boga a więc dotknięcie Toskanii

Dotknąć Toskanii – każdy, kto tu był mógłby dopisać swoje doświadczenia, swój zachwyt. Domostwa przycupnięte na wzgórzach , prowadzące przybysza za rękę cyprysowe aleje , surowe poletka oliwnych gajów sąsiadujące z zapowiadającymi już obfitość zbiorów krzaczkami sangiovese i vernacci, senne w gorące dni miasteczka, budzące się do życia wieczorami knajpki z prostymi miejscowymi potrawami i bezpretensjonalnym winem w karafkach – są to perełki zdobiące czas naszej toskańskiej przygody.
Dla biegacza nieoswojonego z bieganiem po górkach jest to też trudne wyzwanie. Ponad 200 metrowe przewyższenia , wąskie drogi bez pobocza z mnóstwem zakrętów, mocne nasłonecznienie – cóż nakładam buty i w trasę!
Najbliższa miejscowość : San Gimignano trasa na 2 godziny była warta wysiłku! Trochę przeszkadzałem kierowcom, więcej jaszczurkom wygrzewającym się na rozgrzanym południowym słońcem asfalcie. Po drodze krótki odpoczynek w klimatycznych zabudowaniach niewielkiego klasztoru wspólnoty monastycznej Bose i w nagrodę wspaniały punkt widokowy na to średniowieczne miasteczko. Znając swobodny stosunek Włochów do godzin otwarcia , terminów itd. dopytałem przy okazji o godzinę wieczornej mszy w miasteczku. Pytanie okazało się trafione, gdyż zamiast regularnej mszy na 18,00 zaplanowana była uroczysta liturgia na 21,15. Upewniwszy się dwukrotnie ( pora przecież późna) zawinąłem się na pierwszym rondku i kończąc trasę marszobiegiem dotarłem z powrotem do miejsca kwaterunku.
Dotykanie toskańskiej ziemi fizycznie, stopami biegacza w niedzielne południe okazało się jedynie wstępem, kruchą zapowiedzią wieczornych wydarzeń.
Dwunastowieczna kolegiata Santa Maria Assunta przywitała nas otwartymi bocznymi drzwiami . Eucharystia po włosku, ale bardzo zrozumiała, również dzięki pomocy telefonu z tekstami czytań. Po Komunii lekkie zamieszanie, na biało ubrane dzieci pierwszokomunijne sprawnie utworzyły procesję i wychodzimy z Najświętszym Sakramentem na wąskie uliczki średniowiecznego San Gimignano!
I znów Człowiek dotyka toskańskiej ziemi. I znów łączy się Niebo z ziemią, Zmartwychwstały opuszcza „bezpieczne mury” kościoła, które na chwilę pękają i w dłoniach księdza staruszka pokazuje się światu jako kruszyna chleba. Jest to moment, gdy czas się zatrzymuje, Jego obecność rozwiązuje dialektyczne spory o przygodność ludzkiego istnienia, o przepaść między Absolutem a skończonym światem, którego jesteśmy cząstkami, uzasadnia, usprawiedliwia każdą człowieczą ułomność i nadaje mu braterską godność. Jest nas w procesji spora grupa, mijamy niewielu gapowiczów, których dźwięki kroczącej na czele procesji orkiestry strażackiej zwabiły na trasę przemarszu. Liturgię kończymy w kościele Sant Agostino z pięknymi freskami z życia patrona.
Dziękujemy Panu Bogu za cierpliwość dla przyjaciół, którzy na nas czekali i za wielki łyk umocnienie naszej wiary i nadziei na trudne chwile!

Siła biegacza – gotowość na przyjęcie Boga IV Niedziela Adwentu

Nie ukrywam, że sezon zimowo-świąteczny  jest dla mnie ( a i chyba dla wielu innych biegaczy) twardym orzechem do zgryzienia. Słońce wstaje późno, zachodzi wcześnie, na dworze dżdżysto chłodno, nieprzyjemnie, obowiązki domowe w rozbudowanej wersji przedświątecznych porządków , prezenty, gorączka w pracy…  jednym słowem pretekstów do niebiegania co nie miara. A człowiek słabą istotą jest. Jednak perspektywa walki z pierwszymi oznakami zmęczenia gdzieś w okolicach dwudziestego któregoś kilometra pierwszego wiosennego maratonu nie pozwala na  długo zapaść biegaczowi w zimowy letarg. Zwłaszcza , że  w zanadrzu trzymamy wartościową alternatywę tak niedocenianą przez wielu z nas.

Mówię tu o ćwiczeniach siły biegowej. Zgadzam się z wieloma głosami specjalistów, że bardzo dobrym rozwiązaniem są ćwiczenia w terenie: skipy, podbiegi i inne. Przeprowadzane na zewnątrz dają niezbędna podbudowę do przyzwyczajenie mięśni do kilkugodzinnych wysiłków biegowych w czasie startów.

Dlaczego jednak rezygnować z ćwiczeń w domu? Jeśli z różnych powodów ( zdrowotnych, braku czasu, niechęci do biegania w błocie) nie wychodzimy na zewnątrz, jest to dobry czas do wykonania 40 min. treningu w domu. Można go wcisnąć przed kolacją lub późnym obiadem, pomiędzy innymi zajęciami domowymi, jest stosunkowo krótki. Co jest w nim najważniejsze? – regularność, dokładność , dbałość o bezpieczeństwo, kompletność ćwiczeń. Tych ostatnich elementów dobrze nauczyć się pod okiem wykwalifikowanego trenera – można go spotkać na każdej praktycznie siłowni. Chociaż najważniejszymi dla biegacza  grupami mięśni są mięśnie nóg, pośladków, brzucha bardzo korzystne jest regularne rozruszanie pozostałych partii , które to zadanie doskonale spełnia trening obwodowy. Dwa – trzy takie treningi w tygodniu to solidna podbudowa do sezonu startowego.

Sfera ducha nie jest wyobcowana z potrzeby przygotowania, kształtowania a my chrześcijanie mówimy wprowadzania w plan jaki Pan Bóg przewidział na nasze życie, na nasze relacje z bliźnimi, na nasz stosunek do dóbr tego świata jak i nadziei na to, co wydarzy się po śmierci.

Spodobało się Bogu prowadzić historię życia każdego z nas wśród wydarzeń przeszłych, wśród historii Narodu Wybranego – Izraela. Dzisiejsze czytania spinają pewną klamrą dwa wydarzenia tej historii, wydarzenia które stanowią zapowiedź i jej wypełnienie.Jest to historia króla Dawida i historia Króla Jezusa Chrystusa.

Historia Dawida jest dość rozległa , warta jednak przeczytania-do czego zachęcam. Jest to też historia odkrywania obecności Boga w świecie, zadziwiających sposobów tej obecności. Nie jest to odkrywanie intelektualne , nie przede wszystkim intelektualne, ale prowadzenie przez konkretne okoliczności  życiowe. Powołanie Dawida, jego potyczki z nieprzyjaciółmi oraz tymi ,którzy powinni mu sprzyjać, Boża opieka w walce o tron, to wszystko prowadziło do  pytania jak Bóg ma utrwalić swoją obecność wśród Izraela.

Jak Bóg ma utrwalić Swoją obecność w mojej rodzinie, w mojej pracy, wśród nas, którzy na co dzień mamy okazję się spotykać, wspólnie cieszyć, również kłócić, obrażać, czasem krzywdzić.

Dawid w poczuciu wdzięczności za Bożą opiekę uznał za stosowne uhonorować, uczcić Boga budując Mu odpowiednie, godne miejsce obecności: wspaniałą, zbudowaną z drogocennego cedru świątynię. Wydaje się to takie naturalne, ludzkie – Pan ( Arka Przymierza ) w Swojej świątyni wybudowanej przez Lud w podzięce za wielkie dzieła, które On temu ludowi uczynił.

Wydaje się też naturalne dla nas , aby adorować Boga w kościele, w nabożeństwach ,  w liturgiach.

Nie o takiej jednak obecności Nasz Pan mówił przez Proroków, nie tak miała się wypełnić zapowiedź Nowej Ziemi, Ziemi Obiecanej, świata żyjącego w pokoju, pokoju między narodami, w społecznościach, w rodzinach.

We fragmencie z 2Sm czytamy:

Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom  Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo.  On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki”

 

Dawidowi został odebrany przywilej budowy Świątyni, otrzymał jednak znacznie więcej. Otrzymał obietnicę domu, królestwa , które zbuduje Bóg sięgając do wnętrza człowieka. Tam bowiem przyszło zniewolenie, tam zagnieździło się oszustwo szatana, tam tkwi źródło problemów ,które tak trudno rozwiązywać, z którymi tak trudno żyć.

Cud przyjęcia przez Maryję błogosławieństwa, cud tak konkretnej obecności Boga , jaką jest Jego Syn , to początek drogi  naszego zbawienia, to ręka Pana wyciągnięta do każdego z nas , dostępna Mnie i Tobie w kondycji  takiej ,w jakiej jesteśmy, często trudnej, czasem pokręconej,  może bez wyjścia.

Jest to obecność nie gdzieś na wysokościach, ale codzienna, między nami  w zwykłych ludzkich sytuacjach i problemach.

Obecność aktywna, dokładnie tak, jak odpowiadała Maryja:

 

„Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” 

 

Owego stawania się według Słowa uczymy się słuchając jako uczniowie Jej Syna, celebrujemy  w sakramentach aby potem żyć nimi w pokoju.

Jest to obietnica już zrealizowana, dostępna każdemu, kto zdecyduje wzorem Maryi na swoje osobiste zgadzam się , fiat.

Zimowe ścieżki biegaczy i nowe drogi chrześcijan-II Niedziela Adwentu

Moja historia z bieganiem rozpoczęła się w okolicznościach i czasie podobnym do obecnego. Przedświąteczne przygotowania, planowanie Wigilii, planowanie dni świątecznych, prezentów.

Ja 45 latek, wzrost 171, waga 87, zadyszka na trzecim półpiętrze, żona  obserwująca od wielu lat fizyczną a co za tym idzie i mentalną równię pochyłą, jednym słowem wymarzone okoliczności do podjęcia stosownych decyzji.

Nieświadomy swojego losu, w zawsze licznym u nas gronie przy stole wigilijnym , cieszyłem się wraz z innymi  z  rozdawanych i rozpakowywanych  jeden po drugim prezentów.

Pomiędzy tymi przeznaczonymi dla mnie znalazła się biała koperta ze sztywnym czekoladowo-białym kartonikiem w środku. Logo  „Klonowa  Spa” zapowiadało jakieś przyjemności, jednak zaciekawione spojrzenie Agnieszki kazało mi dokładniej spojrzeć na zawartość  karnetu: SIŁOWNIA 30 dni open.  Owszem przewijały się mi przed oczami obrazy ćwiczących tzw. aeroby  z białym ręcznikiem na ramionach filmowych  celebrytów lub prężących mięśnie super fighterów typu  Jean-Claude Van Damme. Ale ja i siłownia?

Jednak idąc za wpojoną mi przez babcię Monikę zasadą  że „ lepiej odchorować niż ma się zmarnować” wkroczyłem w świat bieżni, sztangielek, maszyn z ciężarkami, zarządzanym w tym czasie przez Pana Janka – trenera ,  o budowie zdradzającej  zawodniczą przeszłość ciężarowca.

Miesiąc ów minął w rytmie:  10 min. bieżnia, 50 min. trening obwodowy i tak 3 x w tygodniu. Pierwszy raz od czasu studenckich treningów judo tragicznie bolące zakwasy informowały mnie o wieloletnich zaniedbaniach w aktywności fizycznej. Raz chwyconej szansy jednak nie zmarnowałem.  W następujących po sobie miesiącach mój organizm z przyjemnością podejmował kolejne wysiłki, odwdzięczając mi się stabilizacją ciśnienia, drastycznym polepszeniem sprawności ruchowej, no i  kilka kg w dół…

Jednak wszystko to  co uważałem za  tak istotną życiową zmianę w świecie mojej fizis okazało się jedynie prologiem, wstępem, zapowiedzią tego co miało nastąpić później. Rozpoczęło się od niewinnego pytania mojego brata ( którego z tego miejsca z wdzięcznością pozdrawiam) jak mi się biega na bieżni. Normalnie, 1-2 razy w tygodniu włączam  tempo i 30 min. spokojnej przebieżki. Jego drugie pytanie odebrałem ze zdziwieniem: A nie lepiej tak biegać na dworze? Był październik, chmurzaste +5° i bieganie na dworze? Tam jest zimno i mokro! Może   jeszcze latem  ale nie teraz…

Wyjście na zewnątrz było oknem na świat , przełomem w myśleniu o sobie samym, organizmie, możliwościach rozwojowych czterdziestolatka. Okazało się biletem do odkrywania nieznanego do tej pory świata w którym ziemia, powietrze, deszcz, wiatr, śnieg, mróz czy słońce stają się składnikami treningu, przyjaciółmi , towarzyszami  w trakcie wszystkich tych godzin truchtania ,po różnorodnych ścieżkach  w wielu zakątkach świata.

O takim przełomie, o zmianie która wprowadza człowieka w inny nieznany  do tej pory świat mamy okazję słyszeć w dzisiejszym fragmencie z Ewangelii wg św. Marka. Odniósł  się on najpierw do  proroctwa Izajasza:

„Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki.”

Słowa te zostały wypowiedziane do Ludu Izraela, który od wielu lat żył na wygnaniu, wśród obcego narodu, odcięty od ziemi, która była Obietnicą Boga. Do Ludu któremu ta Obietnica wydawała się być wyczerpana.

Marek powtarza je również do nas, przeżywających te wszystkie wydarzenia, które nas gnębią, nie dają spokoju, wobec których jesteśmy w jakiś sposób bezradni. Zapowiedź wyjścia z problemów, kłótni, dołków uczuciowych , finansowych czy towarzyskich – można w to uwierzyć  ale chyba nie w kościele, czytając napisane dwa tysiące z hakiem lat teksty! Gdyby to była wygrana w totka, zniknięcie z horyzontu złośliwego sąsiada czy powrót do normalności  zadufanego w sobie dzieciaka – to jest jakiś konkret!

Marek jednak, nie patrząc na nasze niezrozumienie idzie dalej. Ustami dziwaka z pustyni Jana obwieszcza sposób w jaki to się stanie:

„Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.”

Oznacza to całkowitą zmianę perspektywy, drogę inną niż dotychczasowa, inną niż podpowiadała do tej pory intuicja. Zmiana ta dotyczyć będzie nie okoliczności zewnętrznych ale wnętrza człowieka. Działającym nie będzie już człowiek, ale będzie Bóg-Jego trzecia Osoba.

Słuchali tego prześladowani i mordowani chrześcijanie rzymscy, słuchamy tego my żyjący w XXI w. Oni napełniani tym Duchem godzili się cierpieć i umierać w imię Jezusa  rozpoznając, że jest to w ich czasie i okolicznościach zamysł Boga prowadzący ich do życia.

My  , na ile zgadzamy się być napełniani  tym samym Duchem  , w okolicznościach w jakich my żyjemy dajemy się Jemu prowadzić wiedząc, że wiąże się to jak pisze św. Piotr  z  pewnymi zaburzeniami, perturbacjami, jakimś gwałtem  , posypaniem się planów, czasem zdrowia itd:

„Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią.”

To są okoliczności prostowania ścieżek naszego życia, może choroba, może brak pracy, może porzucenie przez dzieci lub rodziców. Takie dni Pańskie są potrzebne , aby skorzystać z rozwiązania nowego, trwałego, jak dalej pisze Apostoł:

„Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość.”

Rozpoznawanie  przyjścia Syna Bożego na świat,to moja zgoda na nowość Ewangelii, na zmianę moich planów, na wyjście w świat z gotowością uznania innych za bliźnich, za braci, synów Jednego Ojca  pozwala na okazanie Bożej sprawiedliwości już tu , w tym życiu a ostatecznie w dniu Jego powtórnego przyjścia na świat. Korzystajmy z adwentowego czasu rekolekcji, sakramentów , liturgii, który wprowadza w zrozumienie, przeżywanie i świętowanie obecności Boga wśród nas.

 

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – a więc specyficzne królowanie biegaczy

Termin „królowanie” nie jest obcy amatorom biegania. Nie na próżno mówimy o lekkoatletyce – królowa sportu , a biegi są jej bardzo ważnym działem.

To wyróżnienie wynika poniekąd z charakteru konkurencji lekkoatletycznych. Większość z nich opiera się na naturalnym ruchu wykonywanym podczas codziennych aktywności człowieka na przestrzeni tysięcy lat.

Dlatego, mimo olbrzymiego postępu cywilizacyjnego , technicznego, farmakologicznego mającego znaczny wpływ na kształt zawodniczego uprawiania lekkoatletyki, amatorzy biegania, chodu, skakania, rzutów mogą z powodzeniem obyć się bez drogiego, specjalistycznego sprzętu, uprawiać te aktywności inwestując niewielkie pieniądze, a treningi odbywać za darmo korzystając z powszechnie dostępnych chodników, ścieżek, tras lub zwykłych dróg terenowych lub leśnych.

Biegaczom czy chodziarzom nie mającym ambicji osiągania pierwszej dziesiątki na mecie, wystarczą  jedynie  buty i proste ubranie sportowe a do treningu w domu zestaw zwykłych hantli.

O ile w sporcie zawodowym królowanie oznacza zazwyczaj dominację jakiegoś zawodnika na konkretnych dystansach, jego rekordy, tytuły itp. to w przypadku amatorów sprawa ma się zupełnie inaczej.

Celem zawodowca jest bowiem bezwzględnie zwycięstwo, bycie najlepszym, miejsce na podium, celem amatora jest po prostu uprawianie danej dyscypliny.

Oczywiście w przypadku amatora stawiane są również cele startowe, zakładane polepszanie wyników itd, ma to jednak głównie funkcję wspierają, motywującą do regularnego ruchu, zdrowego wysiłku, utrzymania organizmu w dobrej kondycji. Doskonałą ilustracją tego zjawiska jest sposób nagradzania. U zawodowców nagrody, medale , puchary otrzymują zwycięzcy; w biegach ulicznych medal otrzymuje każdy z uczestników.

Czy więc amatorzy biegania uprawiając biegi masowe wymykają się poza zaszczytny obszar królowania ?

Żadną miarą! Nasze królowanie ma jedynie inny , zaryzykuję tezę bardziej wartościowy charakter. O ile bowiem zawodowcy, trenują w zamkniętych sportowych obiektach, specjalnych ośrodkach, korzystają z wyspecjalizowanych gabinetów odnowy biologicznej a ich występy gromadzą kibiców na stadionowych krzesełkach lub domowych kanapach, to my królujemy w terenach otwartych, na deptakach, wśród spacerowiczów lub przechodniów, dotykamy ich swoją aktywnością, zawstydzamy , mobilizujemy nie tylko do kibicowania, ale przede wszystkim do przyłączenia się , do naśladowania , do ruchu.

Wczesno-poranne lub późno-wieczorne biegania dają kibicom  jasny przekaz: mam również swoją pracę, rodzinę , obowiązki, ale szukam tej jednej lub półtorej godzinki aby wskoczyć w biegowe ciuchy i wykonać swój plan na dzisiaj.

Mając ten obraz przed oczami łatwiej jest też rozumieć co dzisiejsze czytania wnoszą w moje rozumienie królowania Chrystusowego  .

Łatwo jest postrzegać , rozumieć Boga jako tego, który zasiada gdzieś na wyżynach, w Niebie ,  poza czy też  ponad naszą ziemską rzeczywistością.

Jest to jednak tylko jedna strona medalu. Zamysł Boga dotyczący człowieka, Jego plan aby rzucić koło ratunkowe nam, którzy nie radzimy sobie w zrozumieniu naszego miejsca w świecie, w relacjach z innymi ludźmi, w realizacji planów i marzeń, w konfrontacji z chorobą czy śmiercią wiąże się z Jego zejściem z podium, opuszczeniem  Wysokości , wiąże się z zejściem do kondycji człowieka  i poddanie sie wszelkim konsekwencjiom tej kondycji, łącznie ze śmiercią.

Zapowiedź tych zdarzeń  mamy juz w 3 rozdziale Księgi Rodzaju (warto przeczytać Rdz.3,15) i  nazywamy to Protoewangelią.

Do opisu grzechu pierwszych ludzi i jego konsekwencji nawiązuje również Paweł w czytanym fragmencie listu do Koryntian:

 „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni,”

Aby to było możliwe Syn Boży przyszedł na świat jako człowiek, żył wśród nas, głosił Ewangelię o zbawieniu czego konsekwencją była Jego okrutna śmierć, jednak powstał z martwych i pozostawił nam taką drogę, jako drogę do życia.

Wcielenie Boga , które  bezpośrednio poprzedziło początek królowania Jezusa pokazuje już kierunek myślenia o charakterze, sposobie tego królowania.

Bóg zapowiadał je przez proroków a dzis do nas ustami Ezechiela:

„Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne.”

Dzięki temu, że Syn Boży stał się jednym z nas, owo szukanie, piecza, przegląd aż wreszcie uwalnianie nas z rozproszenia , ciemności i zagubienia odbywa się  teraz i tutaj, w domu, w pracy, w sklepie, wszędzie tam , gdzie postawią nas okoliczności życiowe .

Niektóre z tych  okoliczności są szczególne, uprzywilejowane , bardziej odpowiednie niż inne do tego , aby mogło w nich zaistnieć królowanie Jezusa:

„Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.”

Jak ważne są te słowa, jak istotne są te obrazy przedstawione przez Jezusa: głód, pragnienie, niedostatek, choroba, więzienie-skutek popełnionych przestępstw, że powtórzone są w przypowieści aż czterokrotnie.

Zaskakujące są  opisane wyżej miejsca skąd roztacza się królowanie Jezusa-Królestwo Boga, inne niż podpowiada intuicja, omijane normalnie szerokim łukiem.

Nie bójmy się tych okoliczności, są to bowiem te właściwe ścieżki o których śpiewamy w psalmie responsoryjnym. Ścieżki na których możemy pomoc wyświadczyć , możemy pomoc uzyskać, ale przede wszystkim poznawać żywego Zbawiciela który przeszedł to wszystko czego się boimy: głód, pragnienie, wykluczenie, więzienie a na końcu śmierć i ŻYJE.

Tak jak biegacze napełniają ulice nadzieją na lepszą sprawność, zdrowie, motywację do pracy i aktywności , tak chrześcijanie napełniają serca złamanych życiem braci i sióstr  obecnością Jezusa która nadaje sens zarówno życiu i śmierci,  niedostatkom i zamożności gdyż wypełnia nas wzajemną miłością podstawowym brakiem naszej ludzkiej egzystencji.

Pracowitość biegacza i nadzieja chrześcijanina – XXXIII niedziela zwykła

Wieńczące sezon wrześniowe i październikowe biegi za nami, zalecany rokroczny urlop biegowy przemknął jak biegacz przez metę, niesiony zazdrosnymi spojrzeniami kibicujących dziewczyn ( chłopaków) , pora więc układać treningi na marcowo-kwietniowe otwarcia sezonu.

Nie ma chyba lepszej  mobilizacji biegowej na sezon jesienno-zimowy 2017/2018 niż przygotowane na XXXIII niedzielę zwykłą  zestawienie czytań biblijnych.

Pochwała pracowitości , odpowiedzialności, zapobiegliwości , wrażliwości i pozytywnego myślenia przebijające ze słuchanego fragmentu z Księgi Przysłów to dobry zestaw startowy na trudne chłodne i deszczowe dni listopada czy grudnia.

Warto przy tej okazji sięgnąć do pełnej treści „Poematu o dzielnej niewieście”, a frazy: wstaje gdy jeszcze jest noc , przepasuje mocą swe biodra, umacnia swoje ramiona, już widzi pożytek z swej pracy są bardzo bliskie każdemu z nas , są codzienną mobilizacją i zmaganiem z własnym lenistwem czy wygodnictwem.

Fragment z Ewangelii wg Mateusza porusza poważniejsze struny w duszy biegacza. Pierwszym bowiem skojarzeniem z talentami o których mówi Jezus są nasze predyspozycje. Dostajemy tu trochę marchewki, trochę kija:

  • z nagrodą wychodzą ci, którzy podjęli wyzwanie, ryzyko, wyszli na zewnątrz z działaniem, wykonali swoją pracę, uzyskali pewna wartość dodaną, czy to w wynikach startowych jak u biegaczy, czy w  pracy jako rozwój  w zakresie swej odpowiedzialności, czy w domu  gdzie efekty pracy są nieocenione,
  • z karą wychodzi ten, kto czy z obawy, czy lenistwa, czy jakiejś innej inercji spoczął na laurach i  defensywnie zaszył się w swoim gniazdku  hołdując urzędniczej zasadzie, że lepiej nie zrobić nic, niż ryzykować  popełnienie  jakiegoś  błędu , jak z dialogu Barei : „…Panie ja do końca roku roboty nie biorę!”

Podsumowując , wskazane powyżej cnoty bezdyskusyjnie są pożyteczne i wartościowe w życiu codziennym.

Ten prosty i jasny przekaz kryje jednak za sobą treść mocniejszą , o wiele potężniejszą moc niż zwykłe pochwały pracowitości i przezorności  oraz  nagany lenistwa i gnuśności.

Najpierw rozważmy cóż to za talenty , a właściwie talent tak przedziwny, że nie może pozostać zakopany. Ten który go otrzymał jest niejako  „przymuszony” naturą tego skarbu aby go upublicznić, puścić w obieg.

Wskazówką niech będzie fragment słuchanego dziś 1 Listu św.Pawła do Tesaloniczan:

„Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności.”

Być synem  oznacza mieć w sobie , w genach to co otrzymaliśmy po rodzicach, po ojcu. Być synem światłości oznacza mieć w sobie zamysł otrzymany od Boga Ojca, Jego obraz, być na Jego podobieństwo.

To jest talent podstawowy, jedyny w swoim rodzaju , skarb nie założony na naszych siłach, chęciach, wysiłku czy indywidualnych predyspozycjach. Skarb zasadniczo przypisany każdemu w równym stopniu, który otrzymujemy do dyspozycji za darmo.

Zarówno autor Poematu z Księgi Przysłów , jak również Jezus w swej przypowieści przypisuje mu wartość najwyższą z możliwych: perły, duże ilości złota…

Jest to tez skarb niewyczerpywalny, gdyż jego źródłem jest Bóg, nasz stwórca.

Tym skarbem jest więc moje i Twoje życie. Życie nie zakopane we własnym sosiku, nie w domowych pieleszach, nie we własnym gniazdku, chociaż i takie chwile też są czasami potrzebne. Jest to życie skierowane dla drugiego. Najpierw dla żony, dzieci, rodziny, potem sąsiadów współpracowników , klientów ,petentów, słowem wszystkich , których spotykamy w naszych różnorakich aktywnościach. Intuicyjnie wydaje się to trudne,ryzykowne, czasem nie do przeskoczenia, różne są bowiem intencje napotykanych osób, czasami nieprzyjazne a nawet wrogie. Najczęściej wiązać się to będzie z uszczupleniem własnych zasobów.

Doświadczenie utraty czegoś co uznajesz za cenne: zdrowia, pozycji w towarzystwie, majątku, oczekiwanych korzyści jest Twoim dniem Pańskim już teraz w tym życiu. Jest dane po to, abyś mógł w te sytuacje wchodzić nie swoimi siłami, ale Ewangelią Jezusa, do Niego przyklejony,że możesz tracić i żyć tak jak On.

Jest to Jego światło, abyśmy mając takie doświadczenia, dokładnie wiedzieli,

„…  że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej…”

Gwarantem pomnożenia skarbu, gwarancją poszerzenia perspektywy  życia ponad nasze obawy i lęki jest Bóg i On prowadzi nas, którzy w to uwierzyliśmy, uczy krok po kroku puszczać w obieg nasze życie zgodnie ze  słowami Psalmu :

„ Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana                                                                      i chodzi Jego drogami.                                                                                             Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,                                                   szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie”

Ambicja człowieka i oferta Boga – a więc wartość nie z tej ziemi. ( XI Ndz.Zw.)

Biegacz jest stworzeniem ambitnym.

Brzmi to w ustach autora lekko nieskromnie, gdyż cecha ta uznawana jest za przymiot i dotyczy statystycznie raczej mniejszej części społeczeństwa. Jest to jednak prawda i jeśli poszukujemy wspólnego mianownika społeczności biegowej to nie łączy nas przecież wykształcenie, pozycja zawodowa, zamożność czy tym bardziej wyniki biegowe.

Każdy z nas stoi więc w swoim własnym miejscu świata ale w którymś momencie  życia uznał, że należy i warto z tego miejsca się ruszyć. Nie tylko uznał ale też podjął odpowiednie działanie.

Nie jest łatwo postawić sobie cel biegowy. Wiąże się to z wyjściem na zewnątrz, konfrontacją z warunkami atmosferycznymi, z wysiłkiem , często bólem,  z niewygodą, zerwaniem z jakimiś przyzwyczajeniami  itd.

Chociaż cele są zróżnicowane , dla każdego biegacza inne, niemniej jednak są zawsze ambitne, gdyż stawiają poprzeczkę wyżej niż miejsce w którym biegacz aktualnie jest.

Posługujemy się w ekonomii pojęciem wartości dodanej. Oznacza ona uzyskanie czegoś dodatkowo, czego wcześniej nie mieliśmy, czy to czegoś nowego, czy też powiększenia tego co już mamy. Mogą to być wartości materialne jak i niematerialne np. nowe technologie, wiedza itp. Chcemy oczywiście, aby na wskutek naszego działania wartość dodana była jak największa. W przypadku biegacza może to być korekta wagi ciała, dobry czas na finiszu czy też polepszenie ogólnej sprawności ciała.

Czytany w XI niedzielę zwykłą fragment 2 Księgi Samuela stawia przed nami postać króla Dawida. Jest to niewątpliwie dobra okazja do uzupełnienia swojej wiedzy i sięgnięcia do historii pierwszych królów Izraela opisanej w 1 i 2 Księdze Samuela. Lektura nie będzie nudna , w niektórych momentach ciekawa  a nawet szokująca.

Izraelczycy posiadali organizację plemienną, nie mieli władzy centralnej a czynnikiem jednoczącym było Przymierze Boga komunikowane przez wybranych przez Niego proroków i sędziów.

Opowiadania z Ksiąg Samuela są  w pewnym sensie historią poszukiwania przez lud Izraela wartości dodanej , uzyskania czegoś nowego, co postawiłoby tą społeczność na wyższym stopniu  rozwoju, pozwoliłoby osiągnąć poziom cywilizacyjny zbliżony do tego, który prezentowały rozwinięte społeczności z którymi Izrael walczył o swoje miejsce na ziemi . Jest to historia poszukiwania źródła władzy ,mocy, siły, poszukiwania sposobu panowania w świecie, królowania wśród innych. Czy nie dotyczy to również każdego z nas?

Wybór pierwszego króla w Izraelu – Saula to opowieść o pierwszeństwie, panowaniu  człowieka nad Bogiem. Historia drugiego –  Dawida to początek opowieści o zadziwiającym królowaniu Boga w człowieku.

Dawid jest bowiem wyróżniony przez Boga, zwyciężający przeciwników , otoczony szacunkiem poddanych , opływający we wszelkie luksusy człowiekiem. Jest wzorem władcy, który odważnie i skutecznie walczy z najeźdźcami, jest wspaniałomyślny w stosunku do swych wewnętrznych wrogów , jest królem błogosławiącym Boga wobec swojego ludu.

W czytanym dziś fragmencie spotykamy króla Dawida w szczególnym , przełomowym można powiedzieć fragmencie jego życia. Mimo , iż posiada zdawało by się wszystko co potrzebne jest do szczęścia, sięga po to, co nie jest dla niego, decyduje się być panem własnego losu. Prowadzi to do perfidnej zbrodni i stawia wielkiego bojącego się Boga władcę w gronie przestępców.

Jest to „śmierć”  Dawida jako przykładnego władcy, ale jest to również początek królowania Boga w jego wnętrzu.

Jest to  niezwykła Boża ekonomia, w której prawdziwa  wartość dodana ma szanse tworzyć się w człowieku właśnie w chwilach , które świat uznaje za przegrane, klęski, bankructwa. O ile uznam  swoją niemoc , niezdolność do władania życiem swoim i innych, na tyle mogę się otwierać na królowanie nie z mojej woli i zdolności ale życia z Boga.

Wartością dodaną jest bowiem dla nas nie to, co potrafimy uzyskać własnymi siłami i zdolnościami, ale na ile tracąc własną koncepcje życia będziemy otrzymywać z darmowej łaski kochającego Boga.

Publiczne uznanie przez króla Dawida swojej winy utworzyło w jego wnętrzu miejsce, aby zakiełkowało tam inne królestwo. Zgodnie z proroctwem Natana ,  Bóg wzbudził z Dawida potomka – Jezusa Chrystusa, który poddał się królowaniu człowieka  uzurpującego sobie być władcą świata aż do nieuchronnej takiego panowania konsekwencji , a więc do śmierci. Nasze bowiem królowanie , którego figurą jest historia Dawida prowadzi wcześniej czy później do błędu, pomyłki, krzywdy drugiego człowieka, najczęściej tego słabszego.

Śmierć Jezusa była niesprawiedliwa, ale nie była ostateczna. Poprzez Zmartwychwstanie dał każdemu kto w to uwierzy zdolność do królowania innego, z mocy Boga z Jego łaski , gdzie zamiast kary za winy, rodzi się przebaczenie.  Taki sens mają nasze ludzkie kryzysy.

Przyjmij więc łagodny uśmiech Boga , gdy jest Ci źle ,gdy nie wychodzi, gdy uznałeś się za nieudacznika, kiedy zapędziłeś się w kozi róg. Wtedy i ty przebaczysz  w imię Jezusa Chrystusa  tym , którzy  w jakiś sposób Cię skrzywdzili, poniżyli, potraktowali niesprawiedliwie aby mógł On budować w nas wszystkich największą wartość dodaną – Swoje  królestwo.

 

 

Kościół wspólnotą w Duchu Świętym- a więc pakiet startowy na Boży maraton ( III niedziela wielkanocna)

Sezon startowy otwarty!
Kwiecień jest najbardziej popularnym miesiącem inicjacji sezonu startowego biegaczy. Sprzyjająca temperatura, brak śniegu stanowią odpowiednie warunki do startu w biegach ulicznych. Niektórzy, po dobrze przepracowanej zimie rozpoczynają sezon mocnym maratońskim akcentem , inni łagodniej wchodząc w sezon biegną biegi krótsze: połówki lub dyszki.
Ja należąc do tej drugiej grupy pobiegłem kwietniowy warszawski PZU półmaratonik , jako sprawdzian wiosennej formy. Wynik 1.50 może bez rewelacji , ale lekko lepszy niż na jesieni i stosowny do niezbyt regularnego ( niestety) treningu zimowego.
Impreza OK , i jak zwykle z plusami i minusami.
Mocną stroną tego biegu były z pewnością niektóre fragmenty trasy: urokliwy Nowy Świat, Plac Teatralny z Policyjną Orkiestrą Dętą, Krakowskie Przedmieście i Miodowa orzeźwiająca bryza na Moście Gdańskim, zdziwione twarze mieszkańców starej Pragi, wspaniały cross przez Łazienki Królewskie i finisz jak biegowa defilada w Alejach Ujazdowskich. Do tego uśmiechające się do nas wiosenne słońce, jeszcze nie upalne, ale już wesołe i optymistyczne.
Słabo na tym tle wyglądała organizacja startu i mety, głównie ze względu na ogromną ciasnotę. Wielu z nas ( również i ja) nie mogło się dostać do swojej strefy startowej gdyż zablokowane były drogi dojścia. Również wydostanie się ze strefy mety musiało zająć ok.15 minut ze względu na ciasne wyjście. Trasa poprowadzona przez wąskie uliczki na Pradze i Powiślu nie sprzyjała przy tak dużej liczbie uczestników zachowaniu dobrego rytmu biegowego.
Trudno jednak narzekać. Decydując się na bieg z udziałem ponad 10 tyś. uczestników, trzeba brać trudności na klatę. Myślimy przecież o tym, że impreza biegowa to również manifestacja zdrowego stylu życia, propagowanie aktywności fizycznej, świadectwo o tym, że nie jest możliwe zamykanie się biegacza we własnym światku prywatnych treningów, ale naturalną ich konsekwencją jest pokazywanie innym, że można zmieniać życie na lepsze, nie poddawać się lenistwu i bylejakości, walczyć z własnymi słabościami

Wszystko to przybliża , biegaczy do rozumienia naszej roli jako tych, którzy może kibicują , patrzą życzliwie, ale jeszcze nie włączają się w Boży maraton lub też nieprzychylnie nastawionych do Kościoła i tzw. kleru. Jako tych chodzących może częściej lub rzadziej do kościoła, spełniających pewne praktyki religijne , mających na własny prywatny użytek jakieś pojęcie Boga.

Opowiadania przedstawione w Dziejach Apostolskich , również i to czytane dzisiaj obrazują nam wchodzenie w nasz świat Ewangelii o zbawieniu człowieka:

„ Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów.”

w środowiska współczesne Jezusowi i Jego Apostołom. Wielu kibicowało, przyglądało się życzliwie, byli ci nieprzychylni , również tacy uważający swój własny obraz Boga za ich prywatną sprawę do której nikt nie ma prawa się wtrącać.
Do nich wtedy i do nas obecnie Apostołowie kierują zawołanie:

„Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni.”

W zawodach biegowych uczestnicy mogą się mocno od siebie różnić. Wiekiem , stopniem wytrenowania, płcią, pozycją zawodową czy społeczną. Ubrani w koszulki techniczne , stojąc jeden obok drugiego na starcie ,stają się na ten czas równi sobie: czy to prezes, czy handlowiec czy mechanik samochodowy. Złączeni wspólną pasją tworzymy na ten moment wspólnotę biegaczy. Jesteśmy również publicznymi świadkami, że jest to możliwe.

Apostołowie zastartowali w zawodach o wiele dłuższych niż czas maratonu. Świadczą o istnieniu wspólnoty obejmującej nie tylko wybraną pasję , ale wszystkie dziedziny życia. Utrwalonej nie tylko na czas określonego eventu, ale na czas nieokreślony.
Świadczą o tym nie z własnej dobroci czy doskonałości, ale w imię Tego, który przez śmierć i zmartwychwstanie połączył nas , różnorodnych, nie zawsze przyjaznych a czasem wrogich sobie we wspólnotę mogącą żyć razem.
Tak jak do biegu zostawiamy w szafie garnitury, w garażach S-sódemki, a w portfelach karty kredytowe, tak pozwólmy Bogu aby odsuwał na bok nasze koncepcje życia, abyśmy Mu posłuszni zostali obdarowani Duchem Świętym jako „pakietem startowym” na nasz Boży Maraton życia!

Wezwanie Boga – a więc chrześcijanin zdejmujący buty do biegu (III Ndz. Wielkiego Postu)

Amatorskie bieganie długodystansowe jest aktywnością dość ekonomiczną. Podstawowe wyposażenie biegacza , każdy tzw. przeciętny obywatel ma już u siebie w szafie.Wystarczy  T-skirt, dresy,  spodenki, skarpety , bluza lub lekka kurtka, jakaś czapka lub opaska – zawsze się coś z tego da się odgrzebać. Aby wyjść na dwór i przebiec pierwsze pół godziny nic więcej z wyposażenia technicznego nie jest zasadniczo  potrzebne.

Oczywiście przy jakimś delikatnym zaawansowaniu, można na komóreczkę ściągnąć jakieś darmowe endomondo, gdzie zobaczymy podstawowe parametry takie jak czasy, tempo czy dystans, można bawełnianą koszulkę zamienić na techniczną, zamiast zwykłych dresów dokupić spodenki biegowe, ale dalej mieścimy się w bardzo niskim budżecie.

Sprawa trochę się zmienia, jeśli zaczynamy stawiać sobie cele startowe. Trening staje się wtedy bardziej regularny, zaplanowany a więc należy dokupić jakąś bieliznę termiczną , kurtkę biegową czy zegarek z pulsometrem , bo intuicyjne treningi nie wystarczają na maratońskie 3.30. Sam start w zawodach również pociąga jakieś koszty: opłata startowa, dojazd czasem nocleg. Jednak i wtedy przy zachowaniu odpowiedniej dozy zdrowego rozsądku nie przekroczymy  w  wydatkach granicy przyzwoitości.

Uważny czytelnik a zwłaszcza biegający szybko zauważy brakujący element w powyższym rozważaniu. Chodzi tu mianowicie o buty.

Nie jestem oczywiście specjalistą w tej dziedzinie, wiem tyle ile wynika z własnego doświadczenia oraz rozmów z przyjaciółmi czy też  znajomymi , ale od odpowiedniego doboru butów zależy tak wiele, że jest on pierwszym i podstawowym obowiązkiem początkującego biegacza.

Nie da się tu niestety oszczędzić i o ile można przeżyć  ( w pewnym rzecz jasna dyskomforcie) mokrą od potu bawełnianą koszulkę, to źle dobrane obuwie wykluczy delikwenta wcześniej lub później z biegania.

Pronacja stopy podczas biegu ( a więc jej ruch do wewnątrz), bieganie po różnych typach podłoży ( szutrowe, asfalt, kostka) wymaga korekt , aby układ ruchu uchronić przed kontuzjami. Odpowiednim narzędziem bezpiecznego biegania są właściwie dobrane buty.

Ponieważ jest to wydatek kilkusetzłotowy, warto poprosić rodzinkę/znajomych, aby przy najbliższych imieninach/urodzinach/gwiazdce itp. zrzucili się właśnie na dobre buty.  Korzyści z takiego rozwiązania są obustronne. Biegacz ma buty a znajomi dobry przykład i bodziec , zachętę do rozpoczęcia własnej aktywności.

Swoją przygodę z butami przeżył również Mojżesz jak przedstawia nam to  czytany dziś fragment 3 rozdziału Księgi Wyjścia.

Znajdujemy to Mojżesza , który opuścił swoich rodaków mieszkających w Egipcie i zamieszkał w kraju Madian. Ożenił się , pracował dla swojego teścia i właśnie przy wypasaniu owiec wydarzyło się coś, co zmieniło jego życie a także okazało się momentem zwrotnym dla całego Narodu Wybranego:

„Pan ujrzał, że Mojżesz podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: Mojżeszu, Mojżeszu! On zaś odpowiedział: Oto jestem. Rzekł mu Bóg: Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Powiedział jeszcze Pan: Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba…. Pan mówił: Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemiężców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód.”

Mojżesz ma już za sobą tego typu próbę. Powodem jego ucieczki z Egiptu był bowiem właśnie sprzeciw wobec  prześladowań i niesprawiedliwości jakich przedmiotem stali się izraelici w Egipcie.  Był to jego osobisty bunt, działanie,   w którym zabija prześladowcę , ale osamotniony musi uciekać. Porażka jest tym  bardziej dotkliwa, gdyż nawet w swoich rodakach widzi zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa.

Wezwanie Boga do powrotu do Egiptu, przeznaczenie do misji  już raz przegranej łączy się jednak z pewną odmiennością, ze zmianą sposobu działania proroka.

Bowiem to Bóg tym razem będzie tym działającym, a Mojżesz narzędziem w Jego rękach. Jakaż to zasadnicza zmiana. Już nie własne kombinowanie, myślenie, działanie, ale posłuszne wykonywanie Bożego planu ratunkowego.

Pierwszym warunkiem, warunkiem koniecznym, była odpowiednia dyspozycja proroka, jego otwartość na Boży zamysł, pozbycie się wszelkich własnych planów, koncepcji, zabezpieczeń.

Dla biegacza buty stanowią ochronę stopy, ścięgien, przyczepów są zabezpieczeniem przed  nierównym podłożem, kamieniami, ostrymi przedmiotami, chronią skórę i tkankę podskórną przed odciskami, skaleczeniami itp.

Polecenie Boga, aby Mojżesz zdjął sandały , ma coś w sobie z wyłączenia takiej ochrony. Zdjęcie przez Mojżesza butów to znak zgody na rezygnację z jego ludzkich  planów i wyobrażeń , to przyjęcie Bożej obietnicy „ nie z tej ziemi”.

Izraelici otrzymali poprzez swoich Proroków : Abrahama, Izaaka, Jakuba obietnicę Ziemi mlekiem i miodem płynącej, zapewniającej dobry i bezpieczny byt , dającej mówiąc współczesnym  językiem  chleb z masłem. Mojżesz wykonując Boże znaki wyprowadził Lud z Egiptu , wyzwolił z uciemiężenia i poniżenia, podniósł Izrael do godności wybrańców Boga.

To wezwanie , ta obietnica obejmuje każdego z nas. Celebrując z uczniami Paschę , a więc pamiątkę wyjścia Mojżesza z Izraelem z niewoli egipskiej, Syn Boży Jezus Chrystus zapowiedział wyzwolenie nas z niewoli bardziej zasadniczej aniżeli tylko polityczna czy też gospodarcza.

Intuicyjnie bowiem widzimy nasze szczęście, bezpieczeństwo, dobre samopoczucie, własną realizację ( a więc sumując szczęśliwe życie) w stabilizacji finansowej , rodzinnej, dobrych relacjach z przyjaciółmi, w dobrym zdrowiu itp.Po to też Izrael zamieszkał w Egipcie. Jednak po jakimś czasie, okazało się, że szukanie bezpieczeństwa bytowego doprowadziło ich do uzależnienia od faraona, do niewoli.

To wszystko przeżywamy też i my. Zdobywamy pracę, mieszkanie, gromadzimy oszczędności , zabezpieczamy się na różnorakie okoliczności. Jest to jak najbardziej potrzebne i zrozumiałe. Nierzadko jednak osiągając wiele z tego, rodzi się poczucie, że bez tych osiągniętych zasobów czy układów, nie da się już żyć.To co miało nam służyć zaczyna nami rządzić, stajemy się tego niewolnikami.

Źródłem, przyczyną tej skłonności jest szatan i jego fałszywa obietnica. Obietnica, że  ż sami  dla siebie potrafimy urządzić  życie ,że wiemy, co jest dobre, co złe, najczęściej dobre dla mnie a złe może być dla kogoś.

Tymczasem jesteśmy powołani do życia w miłości , dla drugiego ,która potrafi zgodzić się na wykorzystanie wszystkiego co mam , aby służyć bliźniemu, potrzebującemu.

Poprzez Swoją Paschę a więc śmierć i Zmartwychwstanie Jezus Chrystus utworzył nam drogę do takiego życia.. Przeszedł przez śmierć po to, abyśmy karmiąc się Jego Ciałem  nie bali się tracić dla drugiego, nie bali się „umierać” dla innych.

Bóg , tak jak Mojżeszowi daje nam znaki przywołując do siebie. Z doświadczeń  naszych porażek, zawiedzionych nadziei, pewnych strat itp. tworzy takie błogosławione chwile, w których  pozbawieni „własnych butów” możemy skorzystać z Jego błogosławieństwa, z Jego świętości.

Bądźmy wyczuleni na te momenty, zwłaszcza w okresie wielkopostnym, aby z otwartym sercem, umysłem, wnętrzem przybliżać się do celebracji Świąt Paschalnych.

 

Diaulos – a więc bieg z nawróceniem ( Popielec)

Bieganie ma swoją historię. Pierwszym, naturalnym  środowiskiem biegowym były przestrzenie stepów, lasów, sawanny itp. Były to zarówno krótkie kilkusetmetrowe biegi , pozwalające znaleźć się w zasięgu skutecznego użycia kija, dzidy, włóczni , jak też wielokilometrowe biegi tropicielskie dla wypatrzenia jakiejś zwierzyny. Człowiek nie tylko łowił, ale sam też był zwierzyną łowną. Ucieczka skutecznie chroniła  przed drapieżnikami.

Tak czy inaczej biegacza czekała nagroda. Mógł to być zapas mięsa na najbliższe dni czy też tygodnie, mogło to być zdrowie lub życie uratowane dzięki sprawności uciekającego.

Przemiany cywilizacyjne modyfikowały z czasem życie codzienne człowieka. Osiadły tryb życia oznaczał również zmiany w aktywności fizycznej.  Coraz wiecej pożywienia pochodziło z hodowli , urządzenia i maszyny wspomagające pracę człowieka , przejmowały też większą część jego wysiłku fizycznego, w tym również konieczność intensywnych marszów, truchtów czy biegania.

Równolegle postawy walki, rywalizacji przy udziale wysiłku fizycznego , krystalizowały się w postaci zawodów sportowych.

Przyjmując, że współczesny kształt zawodów sportowych, ma swoje korzenie w starożytnej Grecji, przyjrzyjmy się początkom biegania na greckich stadionach. Otóż stadion oznaczał pierwotnie   jednostkę miary długości.

Bieżnia greckich stadionów miała długość jednego stadionu.                     ( ciekawostką jest fakt , że była ona różna na różnych stadionach. Np. w Olimpii stadion=192,27m., w Delfach ok.165m., w Epidauros 181,08m.)

Był to podstawowy dystans biegowy, na jednym krańcu bieżni oznaczony był start, na drugim meta.

W programie XIV igrzysk olimpijskich  w 724 p.n.e. wprowadzono po raz pierwszy konkurencję biegową o nazwie diaulos. Był to bieg rozgrywany na dystansie 2 stadionów ( jest on prekursorem biegów na 200, 400 czy 800m.)

Polegał on na tym, że zawodnik po przebiegnięciu 1 stadionu  zawracał i  biegł w przeciwnym kierunku, bieżnia bowiem była linią prostą. Ów zwrot będzie stanowił ilustrację do dzisiejszych rozważań.

Dziś przeżywamy Popielec. Nie jest to kościelne święto nakazane, trudno  jest na pierwszy rzut oka wskazać konkretne wydarzenie, okoliczność związaną z dzisiejszym dniem. Kościół  proponuje dziś do rozważania  dwa tematy.

Pierwszy to nasza wewnętrzna SKAZA, niespójność, pewien zasadniczy BRAK.

Wyjątki z 6 Rozdziału Mateusza przedstawiają w kilku przykładach  dysonans pomiędzy tym co pochodzi od Boga a tym, co wypływa z naszych starań:

„Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Nasza chęć wykonania tzw. dobrych uczynków , nasze dobre intencje , czy to dotyczące porządkowania, oczyszczania własnego wnętrza ( wszelkiego rodzaju posty), czy pomocy bliźnim ( jałmużna ), czy nawiązywanie, utrzymywanie relacji z Panem Bogiem ( modlitwa ) stają momentami w sprzeczności z rzeczywistością , która wynika z ich wykonania.

Czy często wyznaczając sobie jakieś wielkopostne wyrzeczenia nie zawijamy w cukierek tematów tych najtrudniejszych, tych najbardziej bolesnych, tych z którymi w nie potrafimy sobie w grucie rzeczy poradzić?

Czy nierzadko pomagając innym nie oddajemy tylko tego co my uznamy za stosowne , zamykając oczy na to ,że ktoś  potrzebuje od nas zupełnie czego innego, czym ja za żadną cenę z nim się nie podzielę?

Czy zamiast otwierać w modlitwie swoje wnętrze na głos i działanie Boga nie klepię wielokrotnie „dla zaliczenia” różańca czy litanii?Uczciwe stwierdzenie tego faktu jest zasadniczym elementem drugiego z tematów które podaje nam dziś Magisterium. Chodzi tu mianowicie o NAWRÓCENIE.

Sięgnijmy do przytoczonego wcześniej diaulos. Zawodnik aby kontynuować bieg, musiał zatrzymać się, wykonać zasadniczy zwrot, zmienić kierunek na przeciwny, porzucić dotychczasowy cel a skierować się ku innemu , kompletnie różniącemu się.

Czytamy słowa proroka Joela, który wołał:

„Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli”.

 Okoliczności w których te słowa wypowiada są dla Żydów tragiczne. Po latach deprawacji religijnej odeszli oni od Boga. Ich niewierność skutkowała klęską  w starciu z narodami pogańskimi , rozproszeniu, niewolą,  rządami okupanta. Były to odpowiednie okoliczności w których nawrócenie do Jedynego Boga dawało  błysk nadziei. Bóg tą nadzieję wypełnił. Odbudowana Jerozolima , odzyskana dla kultu Bożego Świątynia były znakami obecności Boga.

Posłuszeństwo Ludu oparte na ich staraniach i wysiłkach nie trwało jednak długo.Przyczyny niewierności człowieka , jego pomyłek, uchybień, grzechów tkwią bowiem daleko głębiej.

Jezus pouczając uczniów, pouczając nas o „ prawidłowej postawie”, „prawidłowych zachowaniach” nie tyle oczekuje wywiązania się z tego obowiązku, ile raczej uczciwego stwierdzenia, iż nawet mimo naszych dobrych intencji i wielu wysiłków jest to w grucie rzeczy niemożliwe.

Namówieni przez szatana do bycia ( życia) na własną rękę, na uzurpowanie sobie niezależności własnych decyzji, do życia sami-dla-siebie postawiliśmy własną osobę w centrum naszego świata. Oznacza to,że jesteśmy od Boga odwróceni. Nie jesteśmy w stanie żyć zgodnie z naszym stworzeniem na Jego obraz i podobieństwo. Bojąc się utraty tej fałszywej, ale własnej perspektywy  obecności w świecie nie możemy kochać i być kochani.

Bóg nie zostawił nas jednak w tej sytuacji. Dał nam obietnicę pomocy,wyjścia z niej, wyzwolenia. Popielec jest dniem, w którym uznając własną niemoc , dostrzegamy to jako bliską perspektywę, perspektywę 40 dni.

Nawrócenie to całkowita zmiana spojrzenia na siebie i bliźniego, na Boga i świat. Okolicznościami sprzyjającymi nawróceniu są wszelakie trudności, porażki, niepowodzenia itp. Otwórzmy więc nasze serca na ich przyjmowanienie . Nie jako kary mściwego Boga, ale jako okazje do uznania własnego błędu ,niewystarczalności. Jako okazji do odwracania się od siebie jako tego  „który jest jak Bóg” a uznania jako tego, który potrzebuje Boga aby żyć.

Niech wszystkie nasze wyrzeczenia, postanowienia , uczynki miłosierne w czasie Wielkiego Postu temu służą. Oczekujemy bowiem Paschy, wydarzenia w którym dokona się nasze zbawienie.

Prośmy więc  słowami Psalmu 51:

„Przywróć mi radość z Twojego zbawienia

i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.

Panie, otwórz wargi moje,

A usta moje będą głosić Twoją chwałę”.

Bezwarunkowa miłość Boga a więc biegacz dobrze zmotywowany (IV Ndz.Zw.)

Styczeń nie jest łatwym do biegania miesiącem. Morale biegaczy konfrontowane z licznymi styczniowymi uroczystościami zdaje się być poważnie osłabione.

Najpierw Sylwester, zaraz potem Trzech Króli, imprezy karnawałowe, skumulowane w tym roku ze względu na jego krótki czas trwania, wystawiają na ciężką próbę dyscyplinę treningową.

Warunki zewnętrzne jak na złość dokładają do pieca swoje. A to dość mocny mróz, a to utopione w śniegowym błocie ścieżki biegowe stwarzają poważne preteksty do leniuchowania.

Odległe jeszcze terminy pierwszych wiosennych startów dają złudną perspektywę biegowego lajciku.

Wiemy jednak, że tego, kto przetrzyma okres trudniejszy i wytrwa w regularnym lutowo-marcowym treningu, kwietniowe połówki czy już maratony ucieszą  niezłymi wynikami. Nie ma lepszej motywacji do dalszego biegania niż udany początek sezonu!

Słuchając dzisiejszych czytań , trudno wyłowić z nich takie optymistyczne nutki.  Najpierw czytamy fragment opowiadania o powołaniu proroka Jeremiasza. Otrzymuje on misję przekazywania Słowa Bożego  Izraelowi , który odszedł od Pana :

„ I wydam wyrok na nie za całą ich niegodziwość , iż opuścili mnie, a palili kadzidło obcym bogom i hołd oddawali dziełom swoich rąk”

czytamy w opuszczonym dziś fragmencie Jr 1,16. ( zachęcam do przeczytania całego Jr 1-2)

Nietrudno przewidzieć reakcję pouczanego o swoich nieprawościach ludu:

„A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć], gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać”

Bóg wierny Obietnicy złożonej Abrahamowi, prowadzi Swój Lud aby stał się liczny i potężny. Prowadzi, to znaczy pozwala im podejmować  decyzje i wybory w wolności , wg własnego rozeznania, również błędne. Oznacza to w praktyce że, mimo dobrych chęci i być może czynionych wysiłków,  Izraelitom krok po kroku zaciera się Jego Oblicze , składają swój los i życie w ręce nieistniejących bożków, wytworów własnych rąk, własnej wyobraźni.

Od czasów współczesnych Jeremiaszowi upłynęło dwa z okładem tysiące lat.  Jednak czytając te historie widzę, jak bardzo są one o mnie.

Ile razy opieram moje wybory, na własnych koncepcjach i wyobrażeniach, zapominając o Jedynym, który stworzył mnie na Swój obraz i podobieństwo.

Bóg jednak stawia obok mnie osoby, które (tak jak Jeremiasz w tamtych latach) wskazują moje błędy. Są to dla mnie okazje , by coś w życiu poprawiać, robić tych błędów mniej , być mówiąc popularnie trochę lepszym człowiekiem. Jest to na pewno potrzebne i wartościowe.

Staje również obok mnie Chrystus , który proponuje inne rozwiązanie. Inne niż to opisane powyżej i inne niż moje wyobrażenia.

Daje mi swoją śmierć niewinnego człowieka w zamian za moje życie , życie tego który zawinił. Daje mi przebaczenie nie z racji mojej poprawy, ale bezwarunkowo, tak jak Ojciec bezwarunkowo wskrzesił Go z martwych.

Jesteśmy jako chrześcijanie   prowadzeni przez tą  Dobrą Nowinę, która gorszy innych a przez wielu jest wyśmiewana.

Jednak ta przebaczająca z Krzyża  miłość – miłosierdzie Boga zdolna jest nadawać sens każdej aktywności, każdemu działaniu, chociażby było ono mało spektakularne czy też wg naszych ocen mało wartościowe.

Ziomkowie wyrzucili Jezusa , gdy zapowiadał inną niż oni mieli perspektywę pomocy człowiekowi.

Prośmy naszego Pana abyśmy w pokorze słuchali Jego współczesnych nam proroków i otwierali się na jedyną skuteczną pomoc – łaskę przebaczenia. Żyjąc dalej tą łaską możemy świadczyć  bezwarunkową miłości Boga wobec naszych bliźnich w zwykłej codzienności.