Perła w koronie – czyli ile jest warte ostatnie miejsce biegacza ( XVII Nd Zw)

Biegając na zawodach łatwo dostrzeżemy, że zawodnicy z pierwszej dziesiątki odbiegają znacznie swoimi czasami  od pozostałych. W biegach bardziej prestiżowych  nazwiska często się powtarzają i nie jest to przypadek. Są to ZAWODOWCY.  Przyczyną tego „uzawodowienia” ( nielicznej zresztą ) części biegaczy są oczywiście nagrody. Proponowane za  czołowe miejsca sumy pieniężne ( od kilkuset do kilkunastu tyś zł.) wygrywane co tydzień a czasami częściej ,dają przez sezon sumkę , za którą można godziwie żyć. Pierwsze kilka miejsc ma swoją cenę.

Zapytajmy dla kontrastu ile są warte miejsca ostatnie. Organizatorzy w większości , jeśli nie w ogóle , nie przewidują nagród dla „ogonów”. Większość regulaminów biegowych limituje maksymalny czas zawodników żądając zejścia z trasy w przypadku zbyt wolnego biegu.Co zatem z ich wartością?

Aby odpowiedzieć na to pytanie przyjrzyjmy się zawodnikom, którzy jako ostatni przekraczają metę.  Trudno się oprzeć wrażeniu, że najczęściej biegaczy nie przypominają.  Słabo przygotowani,niesprawni ruchowo ( czasem o kulach) , mocno wiekowi, – nawet na pierwszy rzut oka ludzie odbiegający od podręcznikowej sylwetki  biegacza amatora.. Stając na linii startu stawiają wobec wszystkich zawodników otwarcie  swoje słabości, wszystko to co stanowi ich bagaż, ciężar, niedopasowanie. W efekcie godzą się na zasłużone ostatnie miejsca.

Mateusz w dzisiejszym czytaniu przytacza kolejną przypowieść Jezusa o Królestwie niebieskim. Tym razem Chrystus mówi  o kupcu, który pozbył się wszystkiego co miał:

 Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.”

Czy taką perłą może być biegacz pozbawiony szans na dobre miejsce czy dobry wynik? Pozbawiony sukcesu takiego , o który walczy cały sportowy świat, którym zachwycają się media , związki sportowe, komentatorzy.

Biegacze amatorzy wiedzą, czują intuicyjnie że to o co chodzi w bieganiu – to najcenniejsze łączące, wszystkich jest niezależnie od miejsca czy wyniku. Jest to wysiłek, pot, przełamywanie samego siebie, poprawianie SWOICH wyników , szacunek dla każdego, kto ma odwagę stanąć na starcie.

Perła o której mówi Jezus to chrześcijanin, który pozwala, aby ktoś, (widziany najczęściej jako wróg czy nieprzyjaciel,) pozbawiał go wszystkiego co nie jest skarbem wiary.Pozbawia oparcia na  swoich wyjątkowych zdolnościach,, na swojej pozycji w środowisku, koncie w banku czy tez  układach w pracy. Wtedy bowiem może dopiero zobaczyć życie prawdziwe, oparte o darmową moc Boga.

Jeśli chrześcijanin przeżywa takie „ogołacanie ”  wspierany przez osoby wokół niego nich   świadectwem , miłością , pomocą, okazuje się  perłą w koronie i z pozycji zalęknionego o siebie i swoje powodzenie niewolnika staje się wolnym i uśmiechniętym człowiekiem.

ZACZYN czyli letnia dyspensa biegacza ( XVI Nd Zw)

krzak porzeczkiNiewiele jest wydarzeń czy okoliczności , które mogłyby zakłócić rytm treningowy biegacza. Jedną z nich jest niewątpliwie letni sezon owocowy.  Porzeczki, wiśnie,truskawki,jabłka –  jest to skarb, bogactwo naszej ziemi. Zaczynione owoce to skarb i bogactwo odżywcze dla naszych mocno przecież eksploatowanych organizmów. Na temat walorów zdrowotnych win owocowych poczyniono na pewno tysiące publikacji; od popularnych do stricte naukowe. Wina domowej roboty oddają smakoszowi wszystko co najlepsze: zapach rozgrzanego słońcem pola, smak  zaczerpniętych garścią owoców, wzmocnienie zdrowia dzięki bogactwu składników  mineralnych i odżywczych , 100% ekologię – zero chemii , E-coś tam czy innych wzmacniaczy smaku.

Dostajemy dyspensę na 2 treningi, aby mieć czas nastawić zaczyn z drożdży winnych, pojechać do gospodarza po owoce, pogadać z nim, odetchnąć świeżym wiejskim powietrzem, napełnić gąsiorki moszczem z przywiezionych owoców , zaczynić  – i niech natura działa dalej.

ZACZYN /wg słownika/ –  to, co stało się początkiem czegoś, zdarza się po raz pierwszy, coś nowego; zalążek, pierwocina;

Drożdże chlebowe, maleńkie ziarnko wielkiego drzewa – to obrazy którymi posługuje się  Jezus w przypowieściach o Królestwie niebieskim a które zanotował i przekazuje nam Mateusz w czytanym dziś fragmencie:

„Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”

Królestwo niebieskie , niebo kojarzy się powszechnie wyłącznie  z życiem po śmierci. Nic bardziej mylnego!

Coś może  się zdarzyć w Twoim życiu (już teraz, tu na ziemi) po raz pierwszy, coś nowego co będzie działać , rosnąć w Tobie  w specyficzny sposób. Tą nowością jest WIADOMOŚĆ, że możesz coś w życiu przegrać i żyć dalej, że kryzys, niedostatek może być nie tylko tragedią ale też początkiem innego życia , życia w wolności od tych wszystkich balastów, które ciągnęły Cię do tej pory w dół. Jeśli uwierzysz, wiadomość ta  wplatać się będzie w strukturę Twojego myślenia, Twojego działania, wzrastać wraz z nią tak, że wypierać będzie wszystko inne wszystko co nie jest z nią kompatybilne. Tak rośnie chleb – już bez udziału piekarza,, tak fermentuje moszcz winny – już bez udziału winiarza, tak wzrasta chrześcijanin i dzieje się to nie jego staraniem ale jako dzieło Boga w nim.

Będzie tak na tyle, na ile nie ulegnie  on innym wiadomościom : że  jakoś tam będzie ” aby zdrówko dopisało, aby kaski nie zabrakło , aby praca była”. Te fałszywe wiadomości rodzą chwasty, w gąsiorku rodzi się pleśń. Bóg daje nam wtedy ogień aby te chwasty spłonęły , dym siarkowy aby moszcz wyczyścić. Jeśli zdrowie, pieniądze, przyjaciele służą do  zaspokajania przede wszystkim moich potrzeb , jeśli są przeszkodą w służeniu innym , bliźnim, muszą mi w jakiś sposób zbyć zabierane , abym miał szansę  zmienić punk ciężkości w moim życiu i zwrócić się do Boga  , jedynego dawcy . Są to trudne momenty , jednak chrześcijanin wie, że bardzo ważne i wartościowe.

Dlatego tam gdzie zwykle ludzie widza nieszczęście , płacz i zgrzytanie zębów , chrześcijanie  mogą wielbić  Boga powtarzając za Księgą Mądrości  ” …wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie…”stając się słońcem jaśniejącym i oświetlającym życie wszystkim tym ,którzy potrzebują pomocy i wsparcia.

Ciało biegacza doskonale wie jaka ilość chleba ( pożywienia) i wina ( różnorakich płynów) jest dla treningu odpowiednia i gdzie są granice, których nie warto przekraczać. Ciało Chrystusa- Kościół wie , że chleb i wino jako postaci Ciała i Krwi Chrystusa są dostępne w pełnej obfitości i nigdy ich nie zabraknie. Korzystajmy z nich bo jest to skarb i bogactwo naszej wiary!

Trudne ale warte zachodu – czyli niezwykłe historie celu treningowego ( XIV Ndz A)

Stawianie celów to warunek racjonalnego postępu treningowego. Teza ta może nie wzbudza zbyt wielu kontrowersji .Jeśli bowiem  biegacz nie uświadamia sobie nawet  konieczności takiej dyscypliny treningu, to wykonuje go w sposób intuicyjny, mniej uporządkowany.Okoliczności w których odbywa się bieganie wcześniej czy później same popychają delikwenta do pewnego porządku w tej aktywności.  Na początek trochę teorii. Cel aby był poprawnie sformułowany powinien charakteryzować się następującymi cechami:

Prosty ( zrozumiały)/Mierzalny/Osiągalny/Istotny( ważny)/Określony w czasie/ ( ang. S.M.A.R.T.)

Przykładem dobrze sformułowanego  celu dla biegacza jest:

„Przebiegnę półmaraton na Biegu Jacka w Siedlcach w tym roku w czasie 1h.40min.” Jest on zrozumiały, wyrażony w konkretnym wyniku startowym,osiągalny (jestem w stanie przebiec taki dystans), istotny-chcę go przebiec (zależy mi na tym),określony w czasie ( zawody w dniu 31.08.2014r.)

Trudno nie doceniać prawidłowego stawiania celów w treningu biegacza. Nadają one odpowiedniego rytmu ćwiczeniom, chronią zdrowie zapobiegając kontuzjom, dają gwarancję postępu (dla tej cechy dla której stawiamy cel np. wynik, waga ciała itp) . Cel nie zawsze musi być zrealizowany w 100%. Różne okoliczności mogą sprawić, że czas na zawodach będzie trochę gorszy, waga wskaże o 1kg więcej niż zakładałem, ale pewne jest, że bez postawienia celu wyniki treningowe zjadą mocno w dół.

Wszystkim, którzy z uwagą wsłuchają się w monolog Chrystusa  z 11 rozdziału tekstu Mateusza proponowany jest cel niezwykle atrakcyjny:

„Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić”

Poznanie Boga – któż na świecie odmówiłby takiej propozycji. Nawet zagorzały agnostyk umówiłby się na takie spotkanie. Cóż więc powoduje, że tak niewielu, nawet deklarujących się jako chrześcijanie, podejmuje realizację postawionego powyżej celu? Niewątpliwie podstawową przeszkodą jest sposób jego realizacji:

” Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”

Poznanie Ojca możliwe jest tylko przez Syna.Oznacza to ,że jeśli powiemy TAK, na pewno czekają nas tarapaty( tak jak wchodził w nie Jezus). Do Niego również należy tu inicjatywa („komu syn zechce objawić”) a więc nie my własnymi siłami czy pomysłami będziemy w tym względzie sprawy układać. Zupełnie inaczej niż normalnie. Zwykle chcemy decydować sami co i jak.Propozycja skierowana jest szczególnie do tych, którym żyje się trudno – którzy z powodu różnych okoliczności życiowych ( zawinionych lub nie) wpadli w życiowe problemy.

Poznanie Boga nie powoduje automatycznego wyciągnięcia z tych tarapatów . Pomaga jednak widzieć w nich te błogosławione momenty, gdy tracimy oparcie na samych sobie i znajdujemy je w obietnicy Boga. Jest to ta skała na której budujemy nasze życie wieczne.

Bez wątpienia więc propozycja Jezusa jest trudna , ale warta zachodu.

Biegacz im bardziej doświadczony , tym bardziej jest świadomy ulotności stawianych sobie celów. Owszem, wiele z nich zostało zrealizowanych, ale to nigdy do końca biegacza nie satysfakcjonuje.Na ich miejsce muszą pojawiać się następne inaczej bieganie traci świeżość, staje się monotonne , nudne jednym słowem  BEZCELOWE.

Wpisując się w przedstawiony przez Boga cel w stosunku do człowieka – ODZYSKANIE UTRACONEGO POZNANIA BOGA , Jezus przyszedł na świat , przedstawił propozycję ( Ewangelię) i  następnie pierwszy w nią wszedł ( cierpiał na Krzyżu, umarł i zmartwychwstał) aby dać nam zdolność do wejścia na tą samą drogę. Jest to cel wypełniający do końca wszystko, o co może w życiu chodzić. Jest możliwe dotknąć Go już dziś idąc za zawołaniem Jezusa a każdy kto choć trochę  na takie poznanie Boga się otwiera z przekonaniem śpiewa słowami  Psalmu 145  „Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu”!