Bieg Jacka – święto biegaczy (XXII Ndz.Zw.)

Każdy start na zawodach to święto biegaczy.Bieg Jacka to dla nas siedlczan święto podwójne. Biegamy po naszych , dobrze znanych uliczkach dopingowani przez większą niż zazwyczaj  grupę przyjaciół, jesteśmy gospodarzami dla gości i znajomych z kraju, często gościmy ich w naszych domach.

Biegacze świętują w sposób specyficzny. Jest to  zwieńczenie, finał drogi,  którą przebywamy przygotowując się do startu. Na drogę tą większość z nas wstępuje  świadomie planując treningi pod konkretny start na który decydujemy się ze znacznym wyprzedzeniem.  Wymaga to  od biegacza postawy aktywnej. Nie czeka on , aż coś się zrobi samo, nie staje bezwolny czy bezradny przed okolicznościami , które pojawiają się ni stąd ni zowąd ale bierze zawczasu sprawy w swoje ręce stawiając wyraźnie cel i świadomie do niego zmierzając. Często jest to niezrozumiałe dla otoczenia: po co moknąć ? , po co się pocić?, czy musi być tyle razy w tygodniu? , możesz się przeziębić ! , jutro znowu będziesz połamany!

Temu , kto nie widzi celu, nigdy nie przebiegł zawodów , trudno zrozumieć że organizm upomni się na 10 czy 15 kilometrze o to wszystko  co powinno być wypracowane miesiąc, dwa czy trzy wcześniej.

Jak biegacz stawia sobie cel startowy, tak Bóg powołał człowieka w konkretnym celu.

Zamysł Boga , określenie celu stworzenia zostało obrazowo przedstawione na początku Księgi Rodzaju. Jesteśmy stworzeni do ŻYCIA  , jedynego jakie jest możliwe – życia z Boga na Jego obraz i podobieństwo. Polega ono na otwartości na drugiego, na takim dysponowaniu wszystkimi danymi przez Boga  zasobami, aby móc zaspokajać potrzeby nie tylko swoje ( nie przede wszystkim swoje)  , ale właśnie innych, bliźnich. Bóg ze swej strony daje zapewnienie, gwarancję , że te zasoby nigdy się nie wyczerpią bo płyną od Niego a On ma wszystko w obfitości.

Rzeczywistość ta została zafałszowana, zakłócona przez błąd grzechu.Człowiek , ja i Ty, utraciliśmy tą pierwotną łączność ze Stwórcą.Postawiliśmy i stawiamy siebie na miejscu Boga przez co , odcięci od źródła życia ,nie mamy z czego żyć.  Ponieważ życie z siebie i dla siebie nie jest możliwe, musiała pojawić się śmierć. Strach przed nią, którym to Szatan szachuje człowieka zasłania nam nasze powołanie, sens życia.

Bóg stawia jasno cel: wydobyć nas z tej pułapki i wskazuje drogę do realizacji tego celu. Nazywamy ten fragment Protoewangelią. Wie jednak, że człowiek nie był i nie jest w stanie zrozumieć tego przekazu ” na sucho”, teoretycznie, bez wejścia w konkretne sytuacje przezwyciężenia śmierci. Dlatego wybrał do tego zadania Swojego syna Jezusa Chrystusa jako pierwszego człowieka który ją pokona : umrze i zmartwychwstanie.

Wydarzenia z historii Narodu Wybranego -Izraela ,przekazywane przez pokolenia przygotowują współczesnych Jezusowi mieszkańców Galilei na moment Jego przyjścia. Jednak  trudno było im pojąć  ,że wyzwolenie człowieka dokona się poprzez konfrontację Mesjasza   ze śmiercią:

” Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. 
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie».”

Wydarzenia naszego życia przygotowują nas na moment konfrontacji ze śmiercią, na nasz krzyż i zmartwychwstanie. Nie byłoby możliwe  wejście na tą drogę, gdyby  On , cieśla z Nazaretu, Syn  Boga nie przeszedł jej pierwszy.

Wiele możesz dokonać dzięki własnej wspaniałomyślności, prawości czy też dobrej woli. Zawsze jednak, przyciśnięty do muru, postawiony nad krawędzią musisz ratować siebie, na nic deklaracje , wychowanie czy zasady.Odwrócisz się od uciążliwej żony, córki z niechcianym dzieckiem , od oszusta sąsiada.Bo boisz się tracić coś z  komfortu życia, że dzieci nie spełnia Twoich oczekiwań,że potraktują Cię niesprawiedliwie. Powrót do porzuconej żony, zamieszkanie pod jednym dachem z zięciem czy synową, udostępnienie drogi sąsiadowi –  możliwe wtedy będzie tylko  wspólnie, w komunii  z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Mówi o tym Jezus uczniom , a również i nam poprzez relację Mateusza :

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”

Jezus skierował się do Jerozolimy. Gdy tam dotrze , trafi na Święto Paschy obchodzone jako pamiątka wyzwolenia z niewoli egipskiej. Jego Pascha – Święto Krzyża i Zmartwychwstania wyzwoliła nas z niewoli samych siebie , ze strachu przed porażką, niedocenieniem, oszukaniem, biedą, śmiercią. Któraś  z tych sytuacji pojawi się  bowiem na pewno i dzięki Ewangelii może stać się szansą na naszą Paschę, nasze wyzwolenie.

Nie bójmy się więc chodzić drogami naszych  krzyży, bo przylgnięci do Chrystusa będą one dla nas Świętem Życia.

 

 

32 kilometr – czyli na czym oparta jest dyspozycja biegacza ( XXI Ndz.Zw.)

Znane jest stwierdzenie, że Bieg Maratoński rozpoczyna się od 32 kilometra. Ten można powiedzieć skrót myślowy pobudza do refleksji nad zagadnieniem startu na królewskim dystansie w perspektywie tego, co niechybnie czeka śmiałka podczas biegu oraz stanu przygotowania organizmu do walki.

Do dziś mamy przed oczami piękny obrazek prowadzącego przez ponad 20km Marcina Chabowskiego na tegorocznych  ME w Zurychu. Widzieliśmy też moment , gdy organizm odmówił mu posłuszeństwa. Zawodnik nie był w stanie nawet truchtać.

Aby z sukcesem zakończyć bieg potrzebne są dwa elementy. Po pierwsze jako fundament – przygotowanie , po drugie postawienie na starcie takich wymagań, które z tego przygotowania wynikają . Czasem jednak organizm swoje a rozpalona ambitnymi oczekiwaniami głowa swoje. Zbyt wysokie tempo początkowe powoduje, że organizm, zbyt szybko zużywszy łatwiej dostępne węglowodanowe źródła energetyczne,mocno już zmęczony aby korzystać z istniejących ale trudniejszych do pobrania kwasów tłuszczowych , nie ma z czego podjąć wysiłku, zawodnik staje przed ścianą, która jest nie do przebycia. Mózg wyłącza wszelkie zbędne aktywności organizmu, aby przeżyć.O dalszym biegu nie ma mowy.

O budowaniu życiowego fundamentu  Jezus rozmawia ze swoimi uczniami u stóp góry Hermon – najwyższego wzniesienia łańcucha górskiego Antylibanu. Uczniowie patrząc na efektowne formy skalne ( zbudowane z jurajskich wapieni Góry prezentują na swoich zboczach bogate zjawiska krasowe) usłyszeli zapowiedź Mistrza dotyczącą budowania wspólnoty – najpierw Ich 12 a potem licznej ” jak gwiazdy na niebie” :

 „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.

Śmiała wypowiedź Piotra, który nazwał Jezusa ” Mesjasz, Syn Boga żywego” dała pretekst do wypowiedzenia powyższych słów. Aby ta Skała- fundament w moim życiu powstał, potrzeba abym nie tylko tak Jezusa nazwał. Potrzeba abym Go za takiego uznał. Dla Piotra oznaczało to przejście kryzysu wiary ( wyparcie się Jezusa) ,  załamanie wszelkich nadziei związanych z Mistrzem (śmierć Jezusa) , widok Zmartwychwstałego i przyjęcie Jego Ducha.

Moja i Twoja droga jest bardzo podobna. W jakie trudy i kryzysy trzeba wdepnąć – każdy ma swoje. Bezsilność , zgoda na pomoc i ktoś, kto wskaże : możesz umrzeć i żyć – tak jak On. A nawet nie ma innej drogi. Potrzeba pewnego wyczyszczenia wnętrza człowieka, załamania pseudo-fundamencików , aby powstało miejsce dla wejścia Chrystusa Ukrzyżowanego i Jego łaski darmowego przebaczenia jako prawdziwego fundamentu. W to miejsce szatan nie ma żadnego dostępu!

Patrzmy więc jako amatorzy biegania na wartościowy przykład porażki P.Marcina z ME 2014 ,gdzie zakładany wynik, nie miał fundamentu w przygotowaniu. Patrzmy na Jezusa, który wskazuje odpowiednią kolejność kształtowania nas jako człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga .Najpierw przyjęcie Ewangelii i przylgnięcie do Chrystusa jako fundament, a dopiero potem oczekiwanie na skutki tego , co On w naszym życiu może zdziałać.

W takich zawodach dobiegniemy zawsze do końca.

Upór i realna ocena sytuacji – czyli trampolina do Nieba ( XX Ndz.Zw.)

Wzbudzające podziw i nawet trochę zazdrość osiągnięcia biegaczy podparte są pewnymi cechami charakteryzującymi ich myślenie i działanie. Jedną z nich jest niewątpliwie upór. Upór oznacza podejmowanie działania (wielokrotne ) mimo okoliczności przeciwnych.

Jak przydatna to jest cecha, nie trzeba się wiele rozpisywać .Każdorazowe podejmowanie treningu oznacza przełamywanie rozleniwienia, rezygnację z innych wygodniejszych form spędzania czasu,rozgrzewanie, rozciąganie , zmuszanie do wysiłku mięśni i ścięgien. I tak kilka razy w tygodniu, kilkanaście w miesiącu, wiele lat…Aby upór biegacza miał sens , musi być konfrontowany z rzeczywistością, z realną oceną stanu organizmu, jego możliwości i potrzeb , a więc i   dostosowywania   do tego aktywności treningowej . Upór pozostawiony sam sobie, może skutkować nawarstwianiem się błędów w przygotowaniach, kontuzjami (typu:  mimo bolącego przyczepu- muszę pobiec te zawody na maxa) i w efekcie zagubieniem gdzieś zarówno przyjemności jak i zdrowotności biegania.

Upór dotyczy więc działania w obszarach  trudnych , gdzie nie idzie łatwo, gdzie nie od razu, a czasem wcale nie osiągam oczekiwanych efektów. Z uporem musimy wchodzić w sytuacje nierozwiązane do tej pory, gdzie czasem nikt w ich rozwiązanie nie wierzy.

Czytany w XX Niedz. Zw. fragment opowiadania Mateusza umiejscawia tak konfrontację Jezusa z pewna kobietą :

 „Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu .A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida!… „

Tyr oraz Sydon to fenickie miasta u wybrzeży Morza Śródziemnego. Zamieszkane przez pogan , wielokrotnie wymieniane na kartach Starego Testamentu w kontekście  wpływów pogańskich ( stamtąd również miały pochodzić żony Salomona) , kultu bożków , opisywane jako obszary wyniszczającego działania Boga.

Chrystus zwraca się w stronę pogan a zarazem zwraca się  w stronę pogańskiej części naszego wnętrza. Oszukani przez szatana wyłączyliśmy Boga i często stawiamy samych siebie jako centralny punkt naszego życia. Stawiamy  zdrowie, zabezpieczenia materialne , władzę nad innymi  jako warunki szczęśliwego i spełnionego życia. Prowadzi to  do zaspokajania tych pragnień często kosztem innych, lub gdy nie jest to możliwe, do postrzegania życia jako nieudanego, nieszczęśliwego.

Misją Chrystusa jest wkraczanie w te obszary, wypełnianie Jego obecnością ustanowienie mocnego fundamentu, podparcia . Korzystając z Niego możemy uwalniać się od uporczywej walki o swoje i przywracać   pokój między nami a bliźnimi.

Nie odbywa się to gładko, trzeba ciągle na nowo stawać wobec prawdy o potrzebie uzdrowienia, z uporem kobiety kananejskiej wskazywać Jezusowi nasze niezdrowe, opanowane przez złego ducha relacje z najbliższymi w rodzinie, szkole, pracy…

Jest to zadanie trudne , ale tego rodzaju upór łączony z Duchem Chrystusa sprawia, że te trudne chwile stają się błogosławione.Okazuje się, że tracąc być może coś dla nas cennego zdobywamy skarb o wiele większy: życie w prawie i sprawiedliwości już nie tylko mojej , ale przeżywanej jako dar Boga przeze mnie bliźnim.

Lekkość i ciężar – czyli jak można biegać po wodzie ( XIX Niedz.Zw.)

Słowo „ciężar” jest nieodłącznym towarzyszem biegacza niczym buty czy marzenia o starcie w nowojorskim maratonie. Mówimy o obciążeniach treningowych, ciężkiej trasie czy też ciężkim biegu. Biegacz nie unika specjalnie obciążeń. Wpisane one są w aktywność biegową, są jej treścią gdyż odpowiednio stosowane przygotowują organizm do wysiłków startowych.

Obciążenia fizyczne stanowią również wyzwanie dla psyche. Ich pokonywanie buduje hart ducha, wzmacnia mentalnie, pomaga biegaczowi aktywnie stawać wobec problemów życia codziennego.

Nie oznacza to jednak , że nakładanie ciężarów stanowi cel sam w sobie . Fazy obciążeń przeplatają się z fazami odpoczynku który stanowi niezbędny element przygotowania biegowego. Cieszy nasz wzrok widok lekko biegnącego maratończyka , a lekki trening przed  zawodami mobilizuje organizm do wysiłku na starcie biegu.

Lekkość i ciężar – pojęcia wzięte ze świata fizycznego stosujemy również w obszarach zarezerwowanych dla ducha. O lekkości i ciężarach w tym obszarze opowiada Mateusz relacjonując spotkanie Jezusa z Piotrem na środku Jeziora Galilejskiego a którą to relację słyszymy w XIX Niedzielę Zw.Roku Liturgicznego.

Czy i czym jesteśmy obciążeni nie trzeba się zbytnio rozwodzić. Niełatwo jest spinać miesięczny budżet, dogadywać się w codziennych sprawach z rodzinką, szukać pracy, układać się z pracodawcą. Trudno jest przyjmować uwagi , nierzadko złośliwe dotyczące błędów, głupich przyzwyczajeń czy też tych cech charakteru , z którymi już nawet sam nie mam siły walczyć. Jeśli jeszcze słyszę, że tego złego powinienem unikać, to powinienem zmienić na lepsze , w tym powinienem się poprawić – kamień młyński u szyi gotowy.

Aby uwolnić Piotra od zbędnego balastu :

” … Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!   „

Jak wygląda poranek, gdy budzisz się i nie boisz o to jak zapłacisz rachunki, jak Cię potraktuje żona/mąż po wczorajszej wpadce , czy dziecko nie wywinie dziś jakiegoś numeru…Nie boisz się nie dlatego, że się to nie zdarzy( chociaż oczywiście dokładamy wszelkich starań aby się nie zdarzyło), ale dlatego że ON JEST. Piotr poszedł po wodzie nie dlatego, że Jezus nauczył go pływać, lub że wymyślił mu pływające buty.Potrzebne i wystarczające było (jest) jego  (moje)  zawołanie , moja zgoda na spotkanie Chrystusa

( … Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!…)

oraz Jego obecność.

Ta obecność tak trudna do stwierdzenia, bo Chrystus nie jest tam, gdzie intuicyjnie Go szukamy. Wg uczniów powinien być na brzegu.Wydawało by się że Bóg jest z tymi, którzy są w porządku, mniej więcej poprawnie wypełniają swoje zobowiązania wobec otoczenia. Na pewno jest i tam, ale  aby pozbawiać nas strachu on JEST w sytuacjach trudnych, gdy tonę, z czymś sobie nie radzę.Jest obecny szczególnie gdy NIE wypełniam przykazań, gdy robię błędy, i są to te odpowiednie okoliczności w których On przychodzi.(Akcja Mateuszowej opowieści toczy się w oddaleniu od bezpiecznego brzegu przy niesprzyjającej pogodzie) .

Gdy w to uwierzysz, gdy uwierzysz że nie Twoje powinności( spełniane mniej lub bardziej poprawnie) ale Jego Obecność uwalnia Cię od balastu i obciążeń,  z lekkością i swobodą pójdziesz tam, gdzie bałeś się nawet skierować wzrok: do skłóconej teściowej, wymagającej nie lubianych przez Ciebie prac domowych  żony, córki , która porobiła trochę błędów w życiu.

Piotr jest pionierem biegania po wodzie ( podbiegł by prawdopodobnie, gdyby mu nie przeszkadzały sandały). My jako biegacze , ale też członkowie rodzin, pracownicy, mieszkańcy osiedli możemy wkraczać , wbiegać wszędzie tam, gdzie do tej pory lęk, obawa trzymały nas w szachu wiedząc o obecności Chrystusa, która w każdej Eucharystii może wkraczać w nasze życie.

Dlatego wchodząc do kościoła na Mszę Świętą idź śmiało jako grzesznik, jako ten przytłoczony przez różne życiowe ciężary, wziąć Ciało Pańskie  i pozwól aby On zdejmował te ciężary z Ciebie , bo jesteś stworzony do biegania po wodzie.

 

 

Dwanaście koszy ułomków – czyli co pozostaje po diecie biegacza

Dieta biegacza – zbiera  dwa główne nurty, dwa podejścia. Pierwsze to zrzucanie z siebie zbędnych kilogramów – konieczne  w pierwszych miesiącach aktywności biegowej. Spalanie kwasów tłuszczowych jest  priorytetem takiej diety.

Drugie to zapewnienie takiego zaopatrzenia energetycznego i mineralno-witaminowego organizmu, aby był on zdolny podejmować zaplanowany reżim treningowy oraz  konieczny na zawodach wysiłek startowy. Zawsze jednak mamy do czynienia ze zjawiskiem dostarczania składników pokarmowych, które po odpowiednim przygotowaniu i obróbce zostają zamienione na energię niezbędną do biegu.

Obserwując w ciągu kilku lat organizm zawodnika można dojść do zaskakującego wniosku, że jest on niczym innym niż przetwórnią żywności , której starannie przygotowane i dobrane porcje zostają zużyte bezpowrotnie  podczas biegania, a wysuszona najczęściej sylwetka biegacza długodystansowego wskazuje , że po tej przerobionej masie mięs, makaronów, warzyw i owoców, tłuszczów itp. nie pozostało zupełnie nic. Już słyszę protesty – i przyznam że uzasadnione – że dokonałem grubej nićmi szytego uproszczenia.

Jak biegacz potrzebuje energii do biegania, tak mieszkańcy okolic Jeziora Galilejskiego pokładali jakieś swoje nadzieje w Jezusie przebywającym w tej okolicy. Czy chodziło tylko o uzdrowienia, czy też przeczuwali coś więcej – trudno powiedzieć. Tak czy inaczej Jezus:

„spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków”

jak pisze Mateusz w swojej relacji z tego wydarzenia.

We wszystkich moich zasobach : zdrowia, czasu ,pieniędzy bardzo pilnuję bilansu. Nie poświęcę , nie wydam więcej niż  mam. Jest to zasada ze wszech miar słuszna, polecana jako racjonalne gospodarowanie – bo przecież zasoby są ograniczone.

Z niewielkiej ilości jedzenia jakie uczniowie przynieśli Jezusowi zostało zużyte wszystko, a pozostało jeszcze więcej niż było na początku. Któż z nas nie chciałby posiadać takiej zdolności? Mieć niewiele, malutko, praktycznie nic,, zaspokoić tym wszystkie swoje potrzeby i mieć tego z nadmiarem.Jezus właśnie po to przyszedł na świat aby każdy człowiek z takiego życia mógł korzystać. Korzystać na nowo, bo do  życia w obfitości jesteśmy stworzeni.Straciliśmy je wtedy, gdy odrzuciliśmy Boga, jako ośrodek, źródło życia i staramy się bronić za wszelką cenę tego, co i tak skazane jest na śmierć – „życia dla siebie”.

Dlatego Jezus pozwolił z siebie zrobić nic, dał się ukrzyżować, i wydaje się zawsze nam grzesznikom w Eucharystii i mimo to zawsze jest Go  w obfitości ,  wystarczająco dużo dla wszystkich, którzy zechcą z Niego brać. Dzięki Niemu, dzięki Ewangelii i my możemy w tym Duchu żyć dla innych, nie bojąc się zbytnio tracić, bo wiemy że jest Ojciec, który zawsze da w nadmiarze wszystko, co jest potrzebne do życia.

Dostarczane kalorie organizm biegacza zużywa do cna. Pozostaje jednak coś ponad zwykły pokarm.Jest to hart ducha, pokora, aktywna życzliwość i zrozumienie dla słabszych. Biegacz nie zatrzymuje dla siebie tego czego się nauczył i doświadczył. Jest ambasadorem dobrego stylu życia i jest tego aż 12 koszy ułomków.