Moc płynąca z depresji czyli z czego biec na ostatnich kilometrach maratonu (IV Ndz.Zw.)

Trening zimowy wprawia nas amatorów w lekką konfuzję. Plan treningowy bowiem, nie rozróżnia pór roku ! 3-4 lub 5 biegań w tygodniu , określone tempa , dystanse, rytmy biegowe i na tym koniec.
Niestety nie ma tam nic o szybko zapadającym zmroku , który wygania biegaczy z nieoświetlonych ścieżek biegowych, o błocie pośniegowym pośród którego staramy zachować chociaż skrawek suchej stopy, o deszczu z wiatrem przy +2 , przy którym nawet psa trudno wygonić na dwór.
Ktoś powie po to właśnie biegasz, aby się konfrontować również z takimi warunkami. Ktoś inny – nikt cię do tego nie zmusza, możesz trochę odpuścić , to ma być przede wszystkim przyjemność.
Nawet, jeśli jesteśmy mocno zmotywowani , rzeczywistość pokazuje, że procent wykonania planu jednak spada. Okoliczności pogodowe, częstsze w tym okresie przeziębienia a nawet naturalne skądinąd przygnębienie szaro-burych zimowych wieczorów zniechęcają w jakimś stopniu do aktywności zewnętrznej.
Warto w takich momentach podejmować i wzmacniać myślenie pozytywne.
Każdy trening w warunkach zimowych wzmacnia podwójnie.
Fizycznie bez wątpienia bieganie w zimnie mobilizuje układ odpornościowy , następuje lepsze dotlenienie komórek, zwiększony wydatek energetyczny pozwala spalić więcej tkanki tłuszczowej .
Moim zdaniem jednak ważniejszą, aczkolwiek często niedocenianą wartością jest podbudowa sfery mentalnej. Amator biegania po 40 roku życia dość szybko napotyka barierę swojej fizyczności. Mimo zadanego treningu wyniki przestają poprawiać się w istotny sposób. Często bariera jest czysto mentalna. Dlatego potrzebne jest pobudzanie sfery psyche, jej ćwiczenia, budowanie siły mentalnej właśnie poprzez łamanie oporów, barier pochodzących z wnętrza człowieka. Stawianie czoła rozleniwieniu, niechęci, zwątpieniu , bezradności daje efekt , który w połączeniu z treningiem fizycznym jest mocno zauważalny.
Przenieśmy się więc na 25 km biegu maratońskiego. Zauważymy następujące zjawisko. Niektórzy zawodnicy zaczynają lekko zwalniać,niektórzy przechodzą do truchtu. Na następnych kilometrach biegu zatrzymują się, wykonują ćwiczenia na rozciąganie, próbują powrócić do biegu ale jednak słabną.
Są jednak zawodnicy, którzy przyspieszają. Ostatnie 7 km. pokonują w najszybszym tempie, mają z czego biec, mają MOC biegową.
Jej źródłem jest wszystko to, co działo się w styczniu, w lutym, w marcu. W ciemne biegowe poranki, w deszczowe , zimne wieczory, przemoczone buty i kurtki, przepocone ubranie. Ta moc biegowa ma swoje bardzo konkretne oparcie.
O mocy zdolnej przemieniać człowieka słyszymy w IV Niedzielę zwykłą roku liturgicznego w relacji Marka opisującej wizytę Jezusa w synagodze w Kafarnaum :
„Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie…
…co to jest?Nowa jakaś nauka z mocą…”
Specyficzna to władza i dziwna moc. Intuicyjnie uznajemy kogoś za posiadającego władzę, gdy wyróżnia się on pewnymi cechami , zdolnościami, działaniem które to czynią go zdolnym do objęcia stanowiska kierownika, dyrektora, prezesa. Potrafi on dzięki tym uzdolnieniom kierować innymi, mieć nad nimi władzę.
Jezus syn cieśli z niewielkiego miasteczka stając wśród „fachowców”-uczonych w Piśmie nic z tego nie miał.
Plan naszego zbawienia, nie przewidywał i nie przewiduje bowiem takiej władzy, takiej mocy.
Syn Boży przyszedł na świat jako człowiek nie uzurpujący sobie żadnej władzy poza tą, którą Ojciec ze swej łaski chciał Mu udzielić w odróżnieniu od nas, którzy zawłaszczamy sobie takie czy inne dziedziny życia przypisując sobie decydowanie o tym co jest dobre, co złe, jak być powinno a jak nie. Jak krucha i złudna jest ta władza, do jakich konfliktów prowadzi osądzanie innych , widzimy spoglądając wokół a jeszcze lepiej wewnątrz siebie samego…
Zgoda chrześcijanina, aby „ stawała się wola Ojca” nie jest rezygnacją z działania, ani poddaniem się jak łódka nurtowi rzeki.
Jest to doświadczenie własnej niemocy, jakiejś przegranej, depresji i zawołanie , prośba o Jego moc Jego rację w moim życiu. To przeżył Jezus Chrystus na Krzyżu gdzie przegrany jako człowiek , zmartwychwstał mocą Ojca i jest to Jego Pascha . Płynącą z Krzyża moc otrzymaliśmy wszyscy na Chrzcie Świętym jeśli my lub nasi rodzice świadomie wyznaliśmy wobec zgromadzonych taką wiarę.
Na ile decydujemy się tej mocy poddawać i być dalej Jej narzędziem, na tyle unikniemy życiowej zadyszki, na tyle będziemy rozpoznawać, że wszystkie okoliczności jakie nas spotykają , są Drogą , Prawdą i Życiem. Tak jest nawet wtedy, gdy w konkretnych sytuacjach, przyparci do muru trudnymi okolicznościami , będziemy czasem gwałtownie protestować, targać się, wykrzykiwać przeciwko Bogu. Tak też musi być, bo moc Boga objawia się w Jego wierności i przebaczeniu właśnie wtedy , gdy my w porządku nie jesteśmy.
Otwierajmy nasze serca na działanie takiego Słowa, abyśmy na każdym kilometrze naszego życia mieli czym się karmić i z czego czerpać siły do biegu.