Lekarstwo na dziś – lekarstwo na wieczność czyli iskierki życia (V Ndz.Zw.)

Nadciśnienie, miażdżyca, zły cholesterol,słaba odporność na infekcje, nerwica, depresje … można wymieniać jeszcze wiele.
Marzenia o zdrowiu bliskie każdemu z nas , mają ( oprócz naszych starań i zabiegów) swój konkretny wyraz. Są to miliardy dolarów w kieszeniach koncernów farmaceutycznych. Nie użalam się, takie jest życie , wiele leków warto przyjmować i naturalny jest zarobek ich wytwórców. Jednak znaczna ilość firm i osób ( w tym też lekarze) zaangażowanych w produkcję i dystrybucję leków już dawno przekroczyło cienką granicę pomiędzy rzetelną informacją i aplikacją leczenia a żerowaniem na ludzkim nieszczęściu i drenażem portfela pacjenta. Drabinka korupcji związana z dystrybucją leków ciągnie sie od pojedyńczego lekarza w gabinecie , aż do administracji rządowej gdzie np. wpisanie na listę leków refundowanych daje producentowi automatycznie monopol sprzedażowy a co za tym idzie olbrzymią rentę z tego płynącą.
Drugą stroną tego medalu jest profilaktyka. Słabo o niej słychać ze strony instytucji i firm którym tak bardzo „ zależy” na zdrowiu pacjentów. Brutalna prawda jest taka, że zdrowszego człowieka trudniej omamić pigułką, która niby rozwiąże jego zdrowotne problemy. Przemysł farmaceutyczny potrzebuje ludzi chorych.
Tym bardziej zadziwia, że wśród takich okoliczności jesteśmy świadkami narodzin wielkiego ruchu społecznego , ruchu i w przenośnym i w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Bieganie amatorskie wyrasta bowiem na przekór okolicznościom biznesowym. Bierze ono zawsze początek z indywidualnej decyzji człowieka, wspartej specyficznymi okolicznościami. Często jest to właśnie zły stan zdrowia, często psychicznego. Skazywanie przez lekarzy na dożywotnie przyjmowanie leków czy to na nadciśnienie czy to na depresję jest czasami impulsem do zastanowienia się, do zapalenia czerwonej lampki – czy naprawdę musi tak być?
Gdy w takich okolicznościach znajdzie sie ktoś, kto zaświadczy: byłem w podobnej sytuacji i podpowiedziano mi inne rozwiązanie:
Weź się chłopie ( młodzieńcze, ojczulku, dziadku, dziewczyno,żono, teściowo ) za siebie bo wiele leży w Twoich rękach. Porzuć pilota i zgniłe ciepełko i zacznij się ruszać. Może być siłownia, aerobik, piłka na Orliku, ja polecam bieganie z dwóch prostych powodów: jest stosunkowo najmniej kontuzjogenne i zdecydowanie najtańsze.
Dlaczego ten przekaz jest wiarygodny? Bo nie stoi za nim żaden interes. Ani pieniądze, ani władza ani wykorzystywanie uczuć.
Ktoś wcześniej pomógł bezinteresownie mi, ja teraz pomagam bezinteresownie Tobie.
Gdy stwierdzisz ze zdziwieniem, że po pół roku ciśnienie jest jak w zegarku, że budzisz się rano bez lęku czy strachu, że wyniki krwi jednak się polepszyły, że waga regularnie spada bez aplikacji preparatów odchudzających, bez cienia wątpliwości będziesz o tym opowiadał innym. Tak rodzi się niezależne społeczeństwo , grupa osób żyjąca wspólnie , wspierająca się, wolna od toksycznych uzależnień.
Powiesz – jest to jakiś ideał, i wśród biegaczy są osoby z zarzutami. To prawda. Jest to jednak jakś iskierka, jakiś ślad tej rzeczywistości , która buduje wolność , zdrowie, pokój ducha trwały.
Nie bez przyczyny, Jezus z samych początków swojej działalności publicznej przytulił się do osób chorych, z widocznymi kalectwami, często z tego powodu odrzuconych przez społeczeństwo poza nawias ( np. z powodu trądu)
Czytamy dziś relację Marka o tym, jak pokazywał On te iskierki, zapowiedzi świata innego niż nasze doświadczenia biedy, choroby, nieporadności.
Czy uzdrowienia można nazwać tylko iskierkami? Wyobraźmy sobie człowieka opróżniającego szpital na Banacha w Warszawie z tysięcy chorych, którzy w kilka minut wyzdrowieli !
Jednak:
„…nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest”

Możemy się domyślać, że wiedziały iż nie na tym przede wszystkim polega misja Jezusa, chociaż tłumy ciągnące za uzdrowicielem mówiły co innego.
Nasza choroba jest poważniejsza niż zawał serca czy złośliwy nowotwór .
Skuszeni przez szatana uwierzyliśmy w samostanowienie, w to że możemy żyć niezależnie od Stwórcy, używając wszystkiego co On stworzył – łącznie z drugim człowiekiem , jako środki do zaspokajania własnych celów i pragnień. Jest to fałsz życia , obrona tego, czego obronić się nie da – życia dla siebie.

Są takie miejsca , obszary naszego wnętrza których stracić sami nigdy nie zechcemy. Może to być praca na której bardzo Ci zależy, może zabezpieczenie finansowe, może dobra pozycja w towarzystwie a może rzeczywiście ostatni grosz przeznaczony na opłaty.
Jezus Chrystus pozwolił sobie odebrać wszystkie ludzkie „zabezpieczenia”, takie o które staramy się na co dzień i ja i Ty.
Jego śmierć, to każde nasze ludzkie nieszczęście.Był jednak w tym zamysł, do którego przeznaczył Go Ojciec a który jest ratunkiem dla nas , bo jak niewolnicy boimy się straty, choroby, nieszczęścia, śmierci.
Możesz umrzeć i żyć! Możesz urodzić dziecko w okolicznościach wydawałoby się beznadziejnych, możesz zamieszkać z teściową zołzą do kwadratu, możesz zapaść na nowotwór.Jeśli tylko o to poprosisz , tą i każdą inną stratę zapełnia Ojciec życiem .Będzie ono być może inne niż sobie wyobrażasz, może z chorobą, może w biedzie, ale mocno oparte na gwarancji Boga, zdolne do pokoju z bliźnim, nawet z tym, który jest w jakiś sposób niewygodny czy nawet nieprzyjazny.
Jest to lekarstwo skuteczniejsze niż jakiekolwiek inne, lekarstwo darmowe i dostępne „ od ręki” , bez recepty.
Jezus chodząc po Galilei i uzdrawiając chorych zapowiadał to co stanie się na Krzyżu a więc trwałe uzdrowienie relacji międzyludzkich.
Wokół nas są tacy, którzy upadli, usłyszeli Słowo Dobrej Nowiny i pozwalają aby On podnosił ich do życia. Świadczą też o tym tak, jak biegacze o drodze do biegania.
Siły fizyczne, choćby najbardziej zadbane w końcu zgasną.Dla wszystkich tych, którzy uwierzą w sens Krzyża ten koniec staje się początkiem życia.