Biegiem przez kryzys – a więc biegacz dobrze zaopiekowany (XII Ndz.Zw.)

Połowa sezonu startowego za nami- moja aktywność startowa dopiero rozpoczęta – 4 Rodzinny Piknik Biegowy w Białej Podlaskiej.

Impreza z roku na rok ciekawsza. Stoiska na trawiastych błoniach, energetyczna grochówka wytworzona i serwowana przez niezawodnych pensjonariuszy Zakładu Karnego, szatnia z prysznicami i najfajniejszy wg mnie element piknikowego zaplecza: ekipa rozciągaczy-zumbiarzy a więc w pełni profesjonalna rozgrzewka przy pomocy sympatycznych trenerów tej sztuki.

Mój start niezbyt udany…Może trochę temperatura ( było jednak bardzo gorąco ) , ale przede wszystkim przygotowanie oraz porażka taktyczna. Pierwsze 2 km. za szybko, a od 5 to już tylko rozpacz w oczach , puls o niecenzuralnych wartościach i słodkie sekundy wbiegania w rozpylone kurtyny wodne stawiane przez dobrodziejów strażaków oraz domyślych kibiców-właścicieli przydomowych ogródków.Tak czy inaczej, ratując przez ostatnie 20 min. biegu honor ambitnego biegacza ( aby jednak nie zejść z trasy) miałem czas na refleksję nad sensem wysiłku serwowanego samym sobie przez kilkuset biegnących te 10 km.  w 30 stopniowym upale.

Te  różnorakie cele ( i nie jest to aluzja do biegaczy z miejscowego Zakładu Karnego) jakie biegacze sobie postawili, zanurzone są w życzliwej opiece ich rodzin, znajomych i przyjaciół, zakręconych organizatorów poświęcających nie wiadomo dlaczego swój czas i wysiłek, woluntariuszy , kibiców na trasie.

Ta opieka i pomoc o którą przecież nikt z nas nie musi prosić, przychodzi jakby sama, jej inicjatorem są ludzie najczęściej osobiście nieznani. Mijałem po trasie kilka osób, które zasłabły i zawsze otoczone były grupą udzielającą im pomocy.

Powracające na ostatnich kilometrach kryzysowe pytanie o sens wysiłku biegowego idzie równolegle z pytaniem o sens wysiłku w ogóle. Do czego potrzebne jest wymęczenie, pot, poświęcony czas, angażowanie innych? Może jednak lepszy jest święty spokój , zaliczone na dostateczny lekcje, odpracowane uczciwie swoje 8h , a marzenia przycięte na miarę tego spokoju.

Odpowiedzi na te pytania stawiali sobie również rybacy i pasażerowie kilku łodzi płynących po jeziorze Galilejskim aby przeprawić się z Jezusem na drugi brzeg:

„Gdy zapadł wieczór owego dnia, Jezus rzekł do swoich uczniów: Przeprawmy się na drugą stronę. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.”   

Spokojnej , szczęśliwej podróży, spokojnego snu – są to życzenia często wypowiadane i trudno odmówić im racji. Okoliczności załamania sie pogody , zwłaszcza na wodzie , czy też w górach są zawsze bardzo niebezpieczne.Każdy kto uprawia żeglarstwo czy też przemierza wyższe partie gór wie o co chodzi, wszelkie oparcie usuwa się spod nóg a wiatr, woda,śnieg robią dalej co chcą.

Bezsilność wobec tych okoliczności, które zabierają nam to, co uważamy w życiu za niezbędne, konieczne, bez których nie da się żyć jest stanem nieakceptowalnym. Będziemy robić i robimy wszystko , aby temu zapobiec, zaradzić. Pójdziemy na wszelkie kompromisy i układy, aby nasz spokój, nasze zabezpieczenie zostało zachowane. Przy odrobinie uczciwej autoreflekcji łatwo zauważymy, że do jakiegoś momentu, kompromisy z otoczeniem, innymi ludźmi są możliwe, ale gdy dojdziemy pod ścianę, kompromisy zrywamy i wybieramy swoje.Odbywa się to najczęściej kosztem drugiego, przeważnie słabszego, który musi wobec nas przegrać.

Słyszymy więc jak zaburzony spokój uczniów Jezusa powoduje ich gwałtowna reakcję:

„Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy? „  

Śmierć, jako nieunikniona konsekwencja grzechu jest przez nas tak dalece nieakceptowalna, że pozbawia wiary w Tego, który stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo , obdarzył życiem i to takim, w którym możemy być  otwarci wobec drugiego. Otwarci  do tego stopnia, że możemy tracić dla niego to życie. Bóg bowiem uzupełnia nam  stratę w całości, oddaje w nadmiarze to o co zostało nam uszczuplone.Zwycięstwem szatana nad nami jest zachwianie wiary , że jest to możliwe.

 „Wtedy rzekł do nich: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”

 Pytania zadane w opisanych powyżej okolicznościach  uczniom są właściwie stwierdzeniem, wyrażeniem prawdy o człowieku , o mnie, o tobie, że skuszeni przez złego chcemy decydować, co jest dla nas dobre , co złe, chcemy żyć dla siebie. Abyśmy uwierzyli na nowo , Bóg realizuje swoją obietnicę o Mesjaszu, który zmiażdży szatanowi głowę.

Odbędzie się to w okolicznościach innych, niż podpowiada to nasza ludzka intuicja.Tak jak Jezus uratował uczniów z niesprawiedliwej i bezsensownej śmierci w czasie sztormu na jeziorze Galilejskim, tak Bóg nie uratował swojego Syna przed niesłuszną i niesprawiedliwą dla Niego karą – śmiercią na Krzyżu.

Stało się tak po to, aby dzięki Zmartwychwstaniu owa niesłuszna śmierć nabrała nowego sensu. Stała się ona okolicznością do triumfu Boga w człowieku, Zmartwychwstania i przebaczenia człowiekowi Jego mocą.

Sen Jezusa na łodzi podczas sztormu w wydarzeniu Paschy zamienił się w sen opisywany w starożytnej homilii czytanej w Wielkosobotniej Jutrzni:

„Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań.”

Jego zbudzenie w Grobie nie uratowało już tylko uczniów od śmierci tej, która i tak musiała przyjść, ale uratowało nas , którzy w Niego uwierzyli od strachu przed śmiercią, przez który szatan trzyma nas w szachu.

Przyjęta do wnętrza wiara o Zmartwychwstaniu i życiu pozwala nie bać się życiowych burz, które w takiej czy innej formie przyjdą. Pozwala żyć nie w nierealnym „świętym spokoju” ale w złączeniu z Jezusem Chrystusem przeżywać  te spokojne i niespokojne okoliczności życia z uśmiechem i przyjaźnią z Bogiem i bliźnimi.

 

 

Biegacz na ulicy – a więc cud Bożej obecności ( Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa)

Teoretycznie rzecz biorąc ,starty w biegach ulicznych nie są biegaczom potrzebne.Jeśli biegamy na co dzień bez specjalnego celu treningowego, jedynie dla dobrego samopoczucia, odprężenia, nie mamy właściwie co weryfikować na zawodach.

Jeżeli nawet zakładamy sobie rytm treningowy poprzez , dystanse , tempa układane wg odpowiedniego procentu HRmax, częstotliwości wybiegań, nie musimy sprawdzać się na zawodach – podpowie osoba niezaangażowana. Czy nie wystarczy pobiec sprawdzian dla samego siebie?

Otóż nikt z nas nie ma wątpliwości , że treningi bez startów to jakby nie przymierzając ziemniaki bez soli, karkówka bez grilla, but lewy bez prawego.I nie chodzi tu o jakieś afiszowanie się przed zgnuśniałym społeczeństwem swoją sprawnością czy kondycją. Starty uliczne wynikają bezpośrednio z logiki biegania, są niejako uzupełnieniem , czy wręcz elementem koniecznym dobrze prowadzonego treningu.

Start w zawodach angażuje bowiem te obszary psychofizycznej aktywności biegacza, które w codziennym treningu nie mają możliwości się ujawnić. Start zbiera i zestawia , oderwane wydawało by się elementy treningowe i zgodnie z zasadą synergii daje wynik trudny do wyobrażenia , wnioskując jedynie z danych treningowych. I w drugą stronę – wynik startowy „ustawia” dalszy plan treningowy dając wskazania do efektywnego i bezpiecznego biegania w najbliższej przyszłości.Przydatnymi narzędziami dla nas zwykłych biegaczy amatorów, są dostępne na portalach biegowych plany oparte właśnie na wynikach naszych ostatnich zawodów.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa łączy na ulicach wsi, miejscowości i miast, dwa strumienie w pewnej części wspólne, ale w większej rozdzielne: wierzących biegaczy i niebiegaczy.Ta publiczna manifestacja obecności – tak specyficznej obecności –  Boga wśród nas ma swoje korzenie w innym trochę miejscu niż ulice i place naszych miast.

Miejscem pierwszym jest wnętrze człowieka. Tutaj właśnie, został złożony skarb niedostępny innym stworzeniom, nawet aniołom , a mianowicie obraz Boga, Życie na Jego podobieństwo.Jak przekazuje nam autor Księgi Rodzaju w drugim opisie stworzenia człowieka jesteśmy powołani, aby żyć w jedności z drugim, aby dzięki obecności Boga we wnętrzu człowieka, mógł on bez przeszkód komunikować się z innymi. Żyć w takiej komunii, która pozwala dzielić się życiem , jak Adam udzielił cząstki siebie Ewie, tracąc coś z siebie wobec niej, bez żadnego jednak uszczerbku.

Trudno w to uwierzyć, przyglądając się naszym relacjom w pracy, w domu, w gronie przyjaciół i znajomych. Trudno w to uwierzyć przyglądając się życiu politycznemu, społecznemu poczynając od gminy a kończąc na wielkiej polityce. Rzeczywiście wydarzyło się coś nieodpowiedniego, coś co zakłóciło porządek stworzenia.

Ta tajemnica obecności i działania Boga , została przez człowieka splątanego i skuszonego przez szatana zakwestionowana, co obrazowo przedstawia początek 2 Rozdziału Księgi Rodzaju. Na scenie pojawiła się śmierć, jako skutek niemożności życia bez i niezależnie od Stwórcy.Życie po grzechu, to życie dla siebie, oparte o obawę, często strach , że to co uznajemy wg własnej orientacji za niezbędne do życia stracimy. Może to być obawa o byt materialny, może o brak akceptacji w rodzinie, w środowisku. Powoduje ona walkę o to co „ mi się należy” co „muszę mieć” najczęściej kosztem innych, przede wszystkim słabszych.Dotyczy to zarówno mojego postępowania wobec innych, jak i innych wobec mnie.

Bóg nie pozostawił nas jednak w tej sytuacji. Tak jak zapowiedział przez Pisma i Proroków  stanął wśród nas jako człowiek – Jezus Chrystus. Poddał się temu wszystkiemu, co logika grzechu niesie za sobą, a więc ludzkiej sprawiedliwości , karze a w efekcie śmierci. Dzięki mocy Ojca został wskrzeszony z martwych właśnie po to, abyśmy i my nie musieli żyć jak niewolnicy w ciągłej obawie przed stratą, śmiercią.

Rewelacja, że można umrzeć i żyć, jest wbrew logice – wbrew logice tego świata, ale jest ratunkiem dla wszystkich nas, którzy w ten czy w inny sposób przegrali w swoim życiu, których ta przegrana dobija i niszczy.Każdego , kto w to uwierzył i uczy się tego w codziennym życiu stawia ona na nogi, podnosi z kolan, daje uśmiech i iskierki radości.

Hostia niesiona przez Biskupa lub prezbitera w procesji Bożego Ciała jest stosunkowo mała,trudno ją dokładnie  zobaczyć. Obecne w monstrancji i adorowane Ciało Pana jest przełamane. Na ile dajemy  przełamywać w sobie wszystko co jest tylko naszą projekcją na świat, na tyle otrzymujemy łaskę życia bożego, życia dla innych, łaskę miłości.

Pierwszym skutkiem takiego działania Boga w nas jest przebaczanie win naszym przeciwnikom, nieprzyjaciołom. To jest droga do wyjścia na ulicę i świętowania wobec świata ( a więc również wobec tych innych, obcych , nieprzyjaznych) cudu Eucharystycznej miłości między ludźmi.