Deficyty biegacza , braki chrześcijanina – stosowne miejsca dla łaski Boga ( XVII Ndz.Zw.)

Problem deficytu a właściwie deficytów jest tym, z czym każdy biegacz boryka się od początku swojej aktywności , a nawet zanim jeszcze rozpocznie bieganie.

Pierwszy to deficyt motywacji. Nie mogę biegać bo: nie mam czasu, to nie dla mnie, nie dam rady, nie daj Panie Boże się spocę itp.

Przywołany Pan Bóg stara się interweniować w tych przypadkach i podsyła nam różne motywatory.

Podwyższona motywacja pojawia się np.w okolicznościach przedzawałowej niewydolności mięśnia sercowego ( zadyszka po pokonaniu kilku schodków), przy pierwszych problemach neurologicznych itp. Rozsądny człowiek posłucha i ruszy cztery litery, nierozsądnego w stosownym czasie ruszy z fotela zawezwany zespół ratowników karetki pogotowia.

Wchodzenie w trening biegowy pozwala mierzyć się już z innymi deficytami. Bilans  energetyczny, odwodnienie, przegrzanie organizmu, niedostatek siły mięśniowej, braki szybkościowe,brak odpoczynku – jest jak widać nad czym pracować.

Sprawę deficytów a właściwie jednego , najważniejszego deficytu człowieka podejmuje czytanie z Ewangelii na  XVII Ndz.Zw. Przenosi nas ono w okolice Jeziora Genezaret w czas, gdy obchodzone było święto Paschy. Było i jest obchodzone przez Żydów na pamiątkę wyjścia, wyswobodzenia Narodu Wybranego z niewoli egipskiej.

Okoliczności przybycia Izraelitów do tej krainy wiązały się z ich trudną sytuacja w ziemi Kanaan.  Na wskutek susz i nieurodzajów  brakowało jedzenia, wody zdecydowano więc udać sie do Egiptu i prosić faraona o pomoc.Na wskutek pewnych okoliczności poprzedzajacych tą decyzję synowie Jakuba wysłani z ta misją nie tylko uzyskali pomoc, ale również schronienie na egipskiej ziemi dla całego narodu. (Odsyłam zainteresowanych do prześledzenia tej fascynującej historii, jest ona bowiem pięknym i budującym świadectwem troskliwej obecności  Boga zwłaszcza w   okolicznościach błędów i pomyłek człowieka ).

O zaspokojenie takiego głodu zapytał też Jezus Filipa jak pisze Ewangelista       „ wystawiając go na próbę”:

A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili”

Zaspokojenie deficytów materialnych ( jak najbardziej potrzebne i konieczne) nie rozwiązało jednak  , jak wskazuje dalszy ciąg wydarzeń tych problemów a właściwie głównego problemu z którym Żydzi w Egipcie i każdy z nas musi się zmierzyć, aby żyć w szczęściu i dostatku i to dostatku trwałym.

Chodzi tu mianowicie o relacje, odniesienie się  do otoczenia, środowiska wokół nas, drugiej osoby.

Współistniejące wewnątrz państwa egipskiego narody pozostawały wobec siebie obce. Odrębność, brak zbliżenia, dystans wobec siebie skutkował z czasem dążeniem do  dominacji gdyż każdy z nich kładł nacisk na zaspokojenie własnych potrzeb, na samozaspokojenie. Wygrał silniejszy a więc faraon, dlatego Izraelici z biegiem czasu stali się faktycznie niewolnikami, zdegradowanymi do wykonywania prac przypisanych najniższym warstwom społecznym.

Również i my intuicyjnie dajemy pierwszeństwo zaspokajaniu takich czy innych własnych potrzeb upatrując w tym klucz do życia w radości i dostaku. Gdy stanie się to dominantą życia, z biegiem czasu oddzieleni od innych popadami z nimi w konflikt, gdzie wygrywa silniejszy kosztem słabszego, czasem my czasem ten drugi.

Sytuacje braków w konkretnych okolicznościach wędrówki Jezusa i Jego spotkań z ludźmi stawały się okazją do stawiania pytań . Pytań o zaspokojenie głodu, polepszenie zdrowia, czasem ratowania życia ale też pytania ważniejszego: jakiej sfery dotyczy najistotniejszy głód człowieka, jakie działanie jest konieczne , aby człowiek mógł powiedzieć, że żyje  w pełni, bez żadnych braków.

Taki jest kontekst pytania , które  zapytał  Jezus Filipa jak pisze Ewangelista       „ wystawiając go na próbę”:

A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili  A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić”

Wiedza Jezusa nie dotyczyła tylko okoliczności w tym dniu, w którym głodni słuchacze mogli najeść się przed snem.

On wiedział co ma uczynić aby człowiek nie musiał być skoncentrowany na sobie, w pewien sposób zniewalany przez konieczność zaspokajania własnych braków. Aby nie musiał szukać na własną rękę uznania, zabezpieczenia materialnego , uczuciowego, społecznego.

Tym, co wyzwoliło nas ze strachu przed tymi wszystkimi deficytami był Jego Krzyż . Na nim zawisł jako Ten, który stał się człowiekiem w pełni „wybrakowanym”, ogołoconym takim, jakim jest (chociaż trudno się do tego szczerze przyznać) każdy z nas.Jesteśmy tacy, jako odłączeni przez grzech od Boga. Dopiero przyjęcie tej prawdy to początek drogi nasycenia, już nie zwykłym chlebem, lepszym samochodem, domem z działką, lepszym stanowiskiem w pracy, lepszym zdrowiem ( chociaż to w jakiejś mierze też jest potrzebne) ale łaską płynącą z Krzyża. Łaską otrzymanego przebaczenia i uzdolnieniem do przebaczania innym. Łaską zmartwychwstawania.

Dlatego Jezus po cudzie nasycenia pożywieniem rzeszy słuchaczy usunął się w cień:

A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę”

Nie na tym polega bowiem ratunek dla człowieka i nie na tym polega misja Syna Bożego.

Bóg wyprowadził Żydów z Egiptu, gdyż życie niewolnicze , w ciągłym konflikcie ze współmieszkańcami nie miało sensu i to była ich Pascha.

Jezus Chrystus oferuje nam wyprowadzenie z życia dla siebie, z życia w kluczu samozabezpieczenia. Nie czyni tego teoretycznie. Najpierw sam, w kontekście  Paschy żydowskiej pozwolił aby Jego życie jako człowieka zostało przerwane.

Bóg jednak wyprowadził Go z sytuacji grobu , śmierci, po ludzku przegranego życia i to jest Jego Pascha. Może też być moja i Twoja , jeśli tylko uwierzymy, że jest to możliwe.Wówczas Jego Ciało staje się dla nas pokarmem .Już nie zwykłym pokarmem dla życia dla siebie, ale życia dla drugiego: męża, żony, sąsiada , współpracownika…

Każda Eucharystia w którą wchodzimy z taką prośbą, jest okazją do uzupełnienienia deficytu , braku, niewystarczalności w naszych relacjach z rodziną, bliskimi, przyjaciółmi. Korzystajmy z tego całym sercem!

Przyjazny uśmiech chrześcijanina – a więc biegacz dobrze zbudżetowany ( XV Ndz.Zw.)

Wpływ biegania na budżet domowy może być bardzo istotny. Jasne , że w obydwie strony.

Wydatki bowiem związane z bieganiem mogą narazić ten budżet na niemałe obciążenia. Już to producenci ubrania biegowego, butów , różnego rodzaju akcesoriów dbają o drenaż kieszeni biegacza, już to sami biegacze korzystają często z tych przerysowanych mocno ofert.

Odrębną sprawą są wyjazdy na zawody. O ile jeszcze  dwa, trzy, cztery razy w roku zwłaszcza jeśli nie zakładamy odległych miast  nie stanowi problemu , to wielu biegaczy na drugie imię ma „turysta biegowy”. Setki a pewnie i tysiące imprez biegowych  w  Polsce i za granicą dają właściwie nieograniczone możliwości w tym obszarze. Nie twierdzę, czy to źle czy dobrze , aktywność jest przecież wpisana w bieganie. Jednak czas i budżet nie zawsze są aż tak rozciągliwe.

Z drugiej strony bieganie może mocno budżet domowy podreperować. Mogą to byś oczywiściw dochody z  pierwszych premiowanych nagrodami miejsc na podium (  lekki żart:) ) ale bardziej realne są oszczędności tam, gdzie wydatki wydają się konieczne.

Pierwszy obszar to zdrowie. Odstawienie regularnie przyjmowanych leków na nadciśnienie, cholesterol, wspomagających odporność, podkręcających libido i wielu innych lekarstw oraz parafarmaceutyków , co do których wmawiano nam dożywotnie uzależnienie, a które znikają z użycia przy racjonalnej higienie psychofizycznej dnia codziennego daje konkretne roczne oszczędności.

Bieganie połączone z lekką racjonalizacją jedzenia i picia , to najtańsza terapia odchudzająca. Znikają wydatki na leki odchudzające ,  oczyszczania organizmu i inne „cudowne” sposoby pozbywania się nadmiaru tkanki tłuszczowej i innych nagromadzonych ale zbędnych składowych.

Zaskakującą koncepcję Jezusa  dotyczącą „budżetowania” aktywności Apostołów zrelacjonował  Marek w czytanej na XV Niedzielę Zwykłą perykopie:

„Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien.”

Wydaje się to być mało rozsądne. Uczymy się, zwłaszcza w obecnych czasach zapobiegliwości, planowania , zwłaszcza w finansach, stawiania celów i dobierania odpowiednich do tego środków ich realizacji. Projekt inwestycyjny, projekt na dotację – wszystko ze szczegółami dopięte , inaczej przecież zostanie odrzucony.

I właśnie pytanie o cel , o to na co skierowany jest nasz wysiłek, działanie rozwiązuje, determinuje sposób jego realizacji.

Naturalna wydaje się troska o zapewnienie sobie, rodzinie stabilności materialnej, bezpiecznego mieszkania, rozwoju zawodowego, przyjaznego otoczenia w życiu prywatnym, dobrych relacji w pracy. Jest to jak najbardziej potrzebne i warto się o to starać. Intuicyjnie bowiem widzimy w tych elementach jakieś spełnienie, zadowolenie , szczęśliwe  życie.

To samo życie pokazuje jednak, jak trudno jest to osiągać. W wielu, ważnych dla każdego  dziedzinach  odczuwamy często mimo naszych starań niedostatki, brak  spełnienia: trudno wyjść z długów, wylizać się z choroby, kupić upragnione mieszkanie , poskromić czepiającą sie żonę/pijącego męża/niesłuchającego dzieciaka.

Lekarstwo wydaje się proste: większe dochody, lepszy specjalista, uświadamianie, dawanie nauczki  innym jak powinni się zachowywać. Jak ono działa – widzimy w praktyce 🙁

Bóg żywy , a więc działający wyznacza cel inny. Jest nim taka zmiana naszych relacji z bliźnimi, aby ciężar naszego  myślenia spoczywał coraz mniej na zabezpieczeniu własnych planów, potrzeb, wymagań, oczekiwań, a w coraz większym stopniu na potrzebach , oczekiwaniach tych , których w życiu spotykamy.

Sytuacje niepewności, braku zabezpieczenia które przeżywali Apostołowie, stawały się okazją do dośwadczania opieki Boga, Jego obecności, życia z Jego łaski. Jest to oferta skierowana do mnie i do Ciebie. Tylko wtedy, gdy „nie ma chleba , ani torby, ani pieniędzy” i dostajemy to jakby bez naszego udziału , bez walki o swoje, bez wymuszania na innych kierujemy wzrok na Jego Oblicze, zawracamy z naszych pokręconych  życiowych ścieżek , nie musimy obawiać się ludzi postrzeganych jako źli i nieprzyjaźni, rozumiemy sens niedostatków w zdrowiu a również i śmierci.

Taki był sens misji naszego Pana Jezusa Chrystusa, który został przez nieprzyjaciół opluty i zabity aby przez zmartwychwstanie doświadczył obecności i opieki Ojca. Jest to potrzebne nam, aby korzystając z Jego Paschy, przechodzić wszystkie te trudne sytuacje niedostatku, beznadzieji, choroby czy śmierci.

Biegacze nieobciążeni koniecznością „wykręcenia wyniku”, zakupu firmowych butów, zdobycia korony maratonów itp. łatwiej zachowają perspektywę biegania dla zdrowia.

Chrześcijanom  nieobciążonym koniecznością ciągłego zabezpieczania swojego życia, łatwiej  witać innych , nawet w jakimś sensie przeszkadzających czy wrogich , przyjaznym uśmiechem , bo miłość a więc bycie dla drugiego jest naszą perspektywą życia.

 

Ratunek jest blisko – a więc biegacz uczący się słuchania ( XIV Ndz.Zw.)

Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się ponad dość dawno. Ponad 20 lat temu. Nie oznacza to niestety, że wtedy zacząłem biegać!

Był to okres, gdy uczyłem się gry w tenisa ziemnego. Mój nauczyciel Artur , nie musiał wprawdzie mnie przekonywać o rekraacyjno-amatorskim a nie zawodowym  charakterze tenisowych osiągnięć trzydziestolatka, jednak zależało mu na poprawianiu mojej sprawności , kondycji i można powiedzieć ogólnego stanu zdrowia.

Wtedy to usłyszałem po raz  pierwszy  słowa : a może byś tak pobiegał? Trochę schudniesz, podciągniesz kondycję – warto! Pracujesz na przedmieściach Siedlec, wrzuć w samochód trampki i ubranie i po pracy, przed pracą , kiedy możesz godzinka ruchu, pod prysznic i dalej wracasz do swoich zajęć.

Słuchałem tego trochę jak bajki. Przecież to jest niemożliwe! I tak się nie wyrabiam w pracy, dzieci do przedszkola/szkoły /na zajęcia / z zajęć coś w domu i jeszcze bieganie , tak na co dzień – niemożliwe. Z braku mojej reakcji dał sobie chłopak spokój z namawianiem na siłę.

Myślę o tym po 20 latach pakując do samochodu trampki i strój do biegania, gdy jadę do pracy na przedmieściach Siedlec i żałuję trochę, że ten mój Nauczyciel tego nie widzi. Był obok mnie człowiek , który oferował swoją pomoc, zachętę, proponował to co warte było zachodu.

Z drugiej jednak strony to o czym przekonywał nie zaginęło. Zapadło jednak w pamięć i być może pomogło po wielu latach wziąć się za siebie aby niemożliwe stało się możliwym.

Jezus wydeptując palestyńskie ścieżki , nauczając po wioskach, nad jeziorem, w synagogach zdawał sobie sprawę z innej perspektywy ludzkiego patrzenia na Jego misję. Odpowiadając na naszą niemoc w rozwiązywaniu konkretnych dolegliwości czynił cuda, odpowiadając na naszą niemoc w uzasadnieniu śmiertelnej egzystencji , przygotowywał nas w przypowieściach , opowiadaniach, pouczeniach na moment Swojej Paschy, aby to wydarzenie stało się rozwiązaniem życia obecnego a zawiązaniem życia w Bogu, a więc i naszą Paschą.

Wydarzenia o których czytamy we fragmencie 6 rozdziału Ewangelii wg Św.Marka dotyczą właśnie naszej perspektywy widzenia, tego gdzie usiłujemy szukać pomocy w momentach , gdy nie dajemy sobie z czymś rady, gdy coś się ciągnie bez rozwiązania i „ leży na wątrobie”, gdy czasem trudno jest zasnąć bo problemy z mężem, z dzieckiem, z finansami…

Szukamy zazwyczaj takich rozwiązań  : mąż powinien się zmienić, dziecko wreszcie zacząć słuchać,  może wygram w totolotka lub się odkuję – wtedy życie dobrze się ułoży, uzyskam tak oczekiwany spokój

Doświadczenie pokazuje , jak złudne są to oczekiwania. Nawet jak mąż trochę się dostosuje, pojawi się więcej kasy spokój ducha nie wraca tak jakbyśmy chcieli.

„Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim”

Pomoc jest bowiem bardzo blisko, jednak wygląda nie tak, jak ją sobie intuicyjnie wyobrażamy.Są to spotykane przez nas osoby , zdarzenia z nimi związane, ale takie, które burzą nasz juz ułożony światek. Ujawniają bowiem nasze braki, pokazują prawdziwe motywacje, obnażają to, do czego wstydzimy sie głośno przyznać. Nie jest to przyjemne i zazwyczaj takich ludzi unikamy.

„Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”

Jezus przyszedł na świat nie tylko po to, aby świat potępić, ale po to aby świat zbawić. Każdego, kto uzna potrzebę nawrócenia, dostrzeże chociaż trochę swoją bezradność , niewystarczalność dotychczasowych starań i wysiłków prowadzi może trudną, ale jedyną drogą do pokoju ducha i radości codziennego dnia.

Warto słuchać , bo to co wartościowe zapadnie w sercu i może po latach ale podziękujemy za sprawiające pewnie teraz przykrość słowa , tak jak ja mogę śmiało dziękować Arturowi za jego 20 lat temu zainwestowany wkład w moje dzisiejsze  bieganie.