VI Bieg Jacka – miłośnicy i zawodowcy

Na naszym VI Biegu Jacka zagościli członkowie Benedek Team. Są to bardzo zapaleni miłośnicy biegów ulicznych.
Zwycięzca Mwangi Joel Maina tak polubił bieganie , że od marca 2015r. wystartował w 19 biegach ulicznych ( 4 maratony, 5 półmaratonów i 10 biegach krótszych plasując się w każdym z nich w większości jako zwycięzca, w innych przypadkach również na podium.( dane za AORRS)
Jest to jego słabszy sezon, bowiem w 2014 zaliczył 32 starty w ciągu 6 miesięcy ( 3 maratony, 13 półmaratonów oraz 16 biegów krótszych) kończąc te zawody również na pudle w większości jako zwycięzca.
Pozostali członkowie owego Teamu nie pozostawiając kolegi w osamotnieniu, biegają razem z nim towarzysząc mu na trasach biegowych zapewne aby miał z kim zamienić parę słów , a przy okazji obsadzając pozostałe premiowane nagrodami miejsca rankingowe.
Możemy traktować te zjawisko jako folklor zawodów, wsparcie ludności krajów słabo rozwiniętych, czy też podbijanie rekordów trasy przyjmując milcząco wszystko to, co za tym się kryje.
Jednak patrzą na to dzieci i młodzież, niektórzy być może będą zawodnikami a wszyscy na pewno będą rywalizować o miejsce w szkole , awans w pracy, brać udział w życiu społecznym.
Nie chcielibyśmy aby tego typu postawy i zjawiska stanowiły dla nich wzór.

Słabości maratończyka drogą do zwycięstwa ( XXII Ndz.Zw.)

Siedlecki  Bieg Jacka jest zawsze wydarzeniem wyjątkowym. Po pierwsze dlatego, że jest jedynym profesjonalnym biegiem ulicznym w naszym mieście w  ciągu całego roku. Po drugie, z powodu coraz to nowych atrakcji , jakie nasi kochani organizatorzy wypracowują dla nas z roku na rok.  (odsyłam na stronkę www.biegjacka.pl aby zapoznać się ze szczegółami).Ich starania doceniają zarówno biegacze, którzy w tym roku dopisali bardzo licznie, jak i organizacje lekkoatletyczne.

Będziemy w tym roku gospodarzami Otwartych Mistrzostw Polski Kobiet na 5km. co podnosi rangę imprezy ale też świadczy o wysokich standardach organizacyjnych.

Wszystko wskazuje na to, że doceni nas również pogoda. Po dwóch deszczowych  sezonach oczekujemy w niedzielę mocnego słońca. Biegacze niespecjalnie się z tego cieszą, bo lepszy deszcz z temperaturą powyżej 15°C niż mocne słońce z 50°C przy asfalcie.

Jednak kibice będą mieli wreszcie piękny biegowy piknik. Nie jest bowiem tajemnicą, że biegacz rzadko przybywa na imprezę sam. Biegamy ze znajomymi, z rodzinką , z dziećmi. Kto wie, czy starty tych dzieciaków nie są jednak najbardziej przyszłościową inwestycją całej tej imprezy.

Zwiększona ( mamy wszyscy nadzieję ) frekwencja kibiców daje nam okazję do refleksji na temat relacji pomiędzy nimi a biegnącymi zawodnikami.Utarło się traktować biegaczy z pewną estymą. Jest w tym oczywiście jakaś racja. Pokazują w końcu publicznie zdolność do wysiłku niedostępną przeciętnemu kibicowi.

Nie o to jednak chodzi biegaczom i nie o to chodzi w bieganiu.Zarówno codzienne treningi jak i zawody tworzą przestrzeń do konfrontacji różnego typu ograniczeń , czy to fizycznych czy mentalnych z dyscypliną treningową oraz planowanymi wynikami startowymi.

To napięcie i wysiłek oznacza dotykanie własnych słabości i braków , często ich pokonywanie ale również akceptację barier na tą chwilę nie do przebycia.

Wszystko to daje okazje do wyrabiania przez biegacza cierpliwości oraz pokory Dlatego uśmiechy na trasie , radość na mecie nie są najczęściej oznaką próżnego triumfalizmu ale wynikają z uznania efektów ciężkiej pracy.

W czytanym na XXII Niedzielę zwykłą fragmencie z tekstu Marka , Jezus w okolicznościach sporu czy też pretensji o nieprzestrzeganie przez Jego uczniów pewnych przepisów Prawa korzysta z okazji aby sięgnąć do tych obszarów wnętrza człowieka, w które nikt z nas z ochotą nie wyrusza.

„ Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.”

Jest to prawda o każdym z nas i odważne i szczere  jej stwierdzenie jest zawsze pierwszym niezbędnym krokiem do naprawy tego co zepsute, co źle działa.  Żaden pacjent nie uzyska przecież niezbędnej pomocy, jeśli nie opisze szczerze swoich dolegliwości.

Cóż jest tym lekarstwem, na wymienione tak dosadnie dolegliwości?

Jest nim , jak zapowiadali prorocy przyjście Mesjasza. Jezus, miałby pewnie u współczesnych mu Żydów a zwłaszcza tych pobożnych-również i w naszych czasach większą popularność, gdyby rozpoczął walkę, krucjatę przeciwko kradzieży,  nierządowi, przewrotności  itd.

On jednak aby przywrócić w człowieku zagubioną miłość, dla uzdrowienia naszego wnętrza poddał się tej przewrotności, podstępowi, zazdrości , głupocie itd. do tego stopnia, że pozwolił aby to całe zło uśmierciło Go na Krzyżu. Pozwolił się niesprawiedliwie potraktować, skrzywdzić aby  z tej pozycji wybaczyć swoim krzywdzicielom i zmartwychwstać mocą Swojego Ojca. Stało się tak, abyśmy  uwolnili się od strachu przed śmiercią. Abyśmy uwierzyli, że  Krzyż ( w naszym życiu różnorakie doświadczenia bólu, przegranej, krzywdy ) to miejsce, gdzie  zło nie ma już dostępu, co więcej – że spełnia się tam Obietnica Boga dana Abrahamowi i wszystkim jego potomkom – obietnica zmartwychwstania i życia . Życia bez lęków, strachu ,życia jako ludzie wolni jeden dla drugiego na obraz i podobieństwo Boga.

Towarzyszący Jezusowi uczniowie, dojrzewając przy Jego boku, słuchając nauczania poznawali tą Nowinę. W pełni okazała się im po Zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego i jest dostępna również nam na tyle, na ile chcemy ją przyjmować.