Jesienne radości, jesienne smutki – a więc jednak warto się cieszyć ( XXIV Ndz.Zw.)

Jesienny sezon biegowy w pełni!

Letni okres przygotowań nie był dla nas usłany różami. Wysokie lipcowe i sierpniowe temperatury wyznaczały wyraźne granice możliwości treningowych , zwłaszcza dla tych, dla których każdy stopień powyżej dwudziestki piątki odbierał cenne sekundy treningowych temp.

Zgodnie jednak z zasadą, co nas nie zabije , to na pewno wzmocni przystępujemy do najważniejszych sprawdzianów sezonu wierząc, że organizm potraktowany łagodniejszymi wrześniowymi warunkami ujawni nagromadzone pokłady energii , dając satysfakcjonujący wynik na mecie.

Warto cieszyć się z tych osiągnięć!

Dotrwanie do kończących sezon startów oznacza zasadniczo brak poważniejszych kontuzji. Jest to pewnego rodzaju zwycięstwo samodyscypliny nad roszczeniowym traktowaniem organizmu. Nie jest mu bowiem obojętne, czy zadawane  obciążenia mieszczą się jeszcze w granicach zdrowego rozsądku, czy musi nas informować jakimś ostrym strajkiem mięśni/przyczepów/ścięgien , że głowa zabujała zbyt wysoko w chmurach i obciążenie treningowo-startowe  nie jest jednak kompatybilne z fizjologiczną rzeczywistością.

Niezły jesienny start jest również nagrodą, za cierpliwość treningową w całym sezonie. Jest to wiele miesięcy biegania. Być może z jakimiś odpuszczeniami ( wesela, grille, imieniny itp.) ale podsumowując tysiąc kilkaset kilometrów regularnych wybiegań pozwala pozytywnie myśleć o zdrowotnych efektach aktywności biegowej.

Równie pozytywnym myśleniem wykazał się Piotr, jeden z bohaterów proklamowanej przez Marka Ewangelii , której fragment słyszymy w XXIV niedzielę zwykłą.

Zakręcony cudownymi wydarzeniami, uzdrowieniami, rozmnożeniem chleba,  których miał okazję towarzysząc Jezusowi być świadkiem, ułożył sobie swoją pozycję , ścieżkę szczęścia , zadowolony najpewniej z awansu do grona wybrańców uzdrowiciela i cudotwórcy.

„A wy za kogo mnie uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz.”

Naturalne i rozsądne wydaje się zadowolenie z tych działań i aktywności, które przynoszą konkretny i pozytywny wynik. Czy to jest zdrowie i dobre samopoczucie wynikające z aktywności biegowej, czy godne pochwały gesty pomocy wobec bliźnich , jakieś poświęcenie swojego czasu, może wysiłku, może pieniędzy…

Zapowiadany przez proroków Mesjasz miał wpisywać się w tego typu oczekiwania. Wszystkie braki, niedogodności życiowe, zdrowotne, finansowe, rodzinne, społeczne  oczekiwały jak się zdaje na kogoś, kto je rozwiąże, zaradzi, zlikwiduje.

Większe dochody uchronią przecież przed lękiem o niepewność godziwego i stabilnego życia, bardziej przyjazna teściowe czy zięć zdejmie z głowy problemy rodzinne a wysłuchane modlitwy o zdrowie zapewnią codzienny uśmiech i harmonię ze światem.

Zapowiadane przez Jezusa i proponowane nam rozwiązanie wszystkich tych problemów , które dotkliwie przecież zatruwają naszą codzienność tak dalece odbiega, od Piotra  i naszych również oczekiwań, że jeszcze przez długi czas Piotr i jego towarzysze nie będą w stanie tego ogarnąć:

Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie”

Trudno bowiem uwierzyć, że miejscem w którym  może zostać odbudowana nasza równowaga , dobra relacja z otoczeniem, szczęśliwe przeżywanie życia jest ten obszar naszego wnętrza , który zostanie dotknięty jakimś bólem, stratą, odrzuceniem, w jakimś sensie porażką.

Chcemy raczej widzieć odwrotnie: zachowanie tego co mamy a wręcz powiększenie stanu posiadania , czy to materialnego, czy dotyczącego innych sfer  życia powinno podnieść nasze zadowolenie i satysfakcję. Dlatego Piotr :

„… wziął Go na bok i zaczął Go upominać.”

Misja Syna Bożego , Mesjasza polega na tym, iż przyszedł na świat jako człowiek, taki jak każdy z nas, pozwolił sobie odebrać wszystko  to co my uważamy za życie, aby zmartwychwstając mocą Ojca dać nam gwarancję życia innego niż mamy je przed oczami. Życia bez fałszywego przekonania o samowystarczalności , o tym że my decydujemy co nam się należy, jak ma wyglądać nasze życia, kto i co jest nam zobowiązany dać i zapewnić.

Reakcja Jezusa jest jednoznaczna i stanowcza:

 „…On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.”

Życie chrześcijanina to nie jakaś sztuczna martyrologia, nie szukanie guza czy też bezwolne pogrążanie się w depresji. Jest to odważne wchodzenie w trudne sprawy, z gotowością na to, że mogą potoczyć się nie po naszej myśli, ale z wiarą, że prostuje to nasze  ścieżki i że na wzór Zmartwychwstałego podnosimy się dzięki temu do życia nie jako jego niewolnicy, ale ludzie wolni.

Cieszmy się więc w tym duchu jako biegacze z ostatnich  startów w sezonie , a jako ojcowie, matki, pracownicy czy sąsiedzi ze wstawania z trudności  mocą naszego Ojca.