Podium zawodowca i tron amatora – a więc jak powstaje Królestwo Chrystusa (Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata)

AMATOR i ZAWODOWIEC – zderzenie tych dwóch rzeczywistości jak nigdzie indziej produkowało przez wiele lat niezliczoną ilość karykatur i absurdów  w rywalizacji sportowców na całym świecie.

Najlepszą ilustracją tych ideologicznych i mentalnych  zmagań jest historia  zawodów olimpijskich.

Twórcy nowożytnych Igrzysk Olimpijskich wykluczyli z założenia wszystkich tych zawodników, dla których sport był zawodem, źródłem utrzymania.Idee olimpijskiej rywalizacji promować miały  zawodników uprawiających sport i startujących na zawodach jedynie dla idei rywalizacji , a więc niekomercyjnie.

W związku z tym np. kraje „obozu socjalistycznego” wysyłały na te Igrzyska  setki czy tysiące  wojskowych, górników , hutników, pracowników zakładów   metalowych typu ‘Łucznik” czy „Mesko” ( gdzie za parawanem produkcji maszyn do szycia czy sokowirówek wytwarzano pistolety i kałasznikowy ) , którzy to „pracownicy” nigdy nie przekroczyli hali produkcyjnej swojego zakładu , spędzając za to swoje „robocze zmiany” na intensywnych treningach w Spale czy innych ośrodkach przygotowań olimpijskich. W latach ’80 XXw. władze olimpijskie zarządziły zmianę kursu i sukcesywnie począwszy od piłkarzy oficjalnie włączano środowiska zawodowych sportowców do rywalizacji olimpijskiej.

Idea przegrała z komercją. Świat ineresów, pieniędzy, sponsorów, wpływów , lukratywnych posad przyćmił zamysł greckiego filantropa Evangelosa Zappasa wskrzeszenia starożytnej idei szlachetnej rywalizacji zawodników.

Podobna konfrontacja rozgrywa się na naszym skromnym poletku masowych biegów długodystansowych.

Biegacze podejmujący w swojej wolności codzienny trud i wysiłek treningowy , startujący w biegach ulicznych, crossach, iron manach itp. poprzez powszechność aktywności  biegowej stanowią wspaniały przykład , siłę przekonywania , motywację dla poprawiania nawyków , stylu życia, zdrowia, pogody ducha.

Stanowią też łakomy kąsek dla tych, którym ta wolność się nie podoba. Pierwsze sidła usiłował w 2014r. zastawić Prezes PZLA Jerzy Skucha wraz z grupą działaczy  wysnuwając propozycje zapętlenia ścieżek biegowych w koszary zezwoleń, książeczek, certyfikatów, opłat itd.

Reakcja środowiska na razie wystarczyła. W tej chwili to Organizatorzy biegów podejmując decyzje o ich charakterze , dobierając sponsorów i godząc się na ich oczekiwania , stawiając cele dla danej imprezy określają na ile jest ona amatorska a na ile komercyjna.

Płacąc startowe, opłaty, noclegi, wysokie nagrody za miejsca  zachęcają    zawodników do przyjazdu. Może podkręcają wyniki , może tworzą event medialny ale po cóż nam tacy królowie i królowe  maratonów, którzy dobierają kalendarz startowy do poziomu erytropoetyny we krwi a wprowadzenie ostrzejszych badań antydopingowych w  wymiata z list startowych całą czołówkę kenijskich , ukraińskich ale też ostatnio i polskich pseudobiegaczy.

Królowanie Lilii Szobuchowej , najbardziej utytuowanej biegaczki maratońskiej , wielokrotnej  zwyciężczyni maratonów w Chicago, Bostonie, Londynie Nowym Jorku i inn. miało bardzo solidną chemiczno-biologiczno-koksowniczą podbudowę a osoby których zadaniem była kontrola zawodników , wytworzyły system dystrybucji dopingu i ochrony zawodnika przed jego wykryciem.

Tak po ludzku można to wszystko jakoś zrozumieć. Ktoś płaci za show, za wynik a więc wymaga, ktoś zgadza się te wymagania spełnić, ludność macha chorągiewkami, plakatami ,  podziwia, dopinguje ( sic!) , widzowie przed telewizorami piją piwo , oglądają reklamy , czegóż więc się jeszcze czepiać?

 

W te ludzkie dylematy o  królowaniu musiał również  wejść Jezus kończąc swoją misję zbawienia człowieka.

Królowanie bowiem jest pewną funkcją, jest związane z pozycją społeczną.Dotyczy więc w swoim przenośnym znaczeniu mojej i Twojej relacji do innych, osób z którymi się spotykamy, mamy do czynienia, przyjaźnimy, spieramy się, kochamy, ale też nierzadko omijamy szerokim łukiem.

Funkcji tej można przypisać pewne uszeregowanie , wyznacza ona pozycję osób wobec siebie. Król w tej hierarchii jest najwyżej. Podlegli mu są mniejsi „królowie”, każdemu z tych mniejszych być może jeszcze następni.

Możemy wyobrazić sobie ten układ w kształcie piramidy z wierzchołkiem skierowanym ku górze :

trój-1

 

 

 

Jaka jest logika budowania pozycji „króla”?

Otóż polega ona na wykluczaniu. Pnąc się do góry w owej piramidzie,  musimy pozostawiać niżej innych, słabszych, mniej godnych, słabiej wykształconych, mniej cwanych, nierozgarniętych. W efekcie „król” pozostaje najwyżej – sam. Dolne pozycje piramidy chociaż licznie obsadzone, nie są dla nas atrakcyjne, nikt dobrowolnie nie chce ich zajmować, poświęcamy wiele wysiłku i starań, aby je opuszczać i piąć się ku górze.

Przypatrzmy się, czy jest to jedynie bajka o królu?

Nie inaczej zbudowane są struktury współczesnych organizacji, korporacji, firm itp. Według tego mechanizmu tworzą się ekskluzywne środowiska  : polityczne-partyjne, celebryckie, artystyczne, grup zawodowych itp.

W ten sposób również każdy z nas selekcjonuje spotykanych na co dzień bliźnich, wybierając i dopuszczając do siebie stosownie do tego , na ile ktoś jest mi potrzebny, przyjazny, pasujący.

Nie inaczej też postępuje „przygotowany” odpowiednio biegacz ( w naszym przykładzie rosyjska biegaczka maratońska). Biegnąc na miarę swojej determinacji pozostawia za sobą kolejnych biegaczy forsując się na czoło biegu, na pierwsze miejsca tabel wynikowych, statystyk medalowych, gromadząc miliony zarobione za zwycięstwa, od sponsorów i reklamodawców, zapisując się tzw. „złotymi zgłoskami „ w annałach światowych osiągnięć lekkoatletycznych.

Na pytanie o swój królewski status Jezus odpowiada nie wprost:

„Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie.”

Jaka to prawda stawia Go w pozycji króla, jaka to logika?

Popatrzmy na kolejną ilustrację:

flipped-triangle-clip-art-8434

 

 

 

Jest to prawda trudna , wręcz niemożliwa do przyjęcia , na tyle absurdalna, iż w momencie gdy Piłat zadawał to pytanie Jezusowi, ten nie był w stanie w żaden sposób jej wyrazić.

Dopiero kilka godzin później, gdy świadectwo krzyżowanego Zbawiciela stawało się faktem piramida z naszej ilustracji mogła się odwrócić.

Jezus Chrystus aby przywrócić nam zagubioną przez grzech człowieka  relację do Ojca , aby przywrócić nam życie, pozwolił działać naszej nieprzyjaźni, wrogości , pozwolił umieścić się na samym dnie naszej piramidy.

Stało się tak,  aby dać świadectwo, że to jest najbardziej stosowne, odpowiednie miejsce do budowania relacji z drugim człowiekiem. Jest to miejsce z którego Jezus Chrystus może służyć, dźwigać każdego choćby najniżej upadłego człowieka. Można powiedzieć, że nie ma takiego dna które osiągniesz Ty czy ja  w którym Zbawiciel nie znalazł by się jeszcze niżej.

Jest to prawdziwy tron, miejsce Jego królowania, w które nikt z nas nie jest w stanie, nie chce z własnej woli wejść , które jest zgorszeniem dla świata, głupstwem dla pogan, jest to drzewo Krzyża, miejsce śmierci.

Śmierć Zbawiciela dla mnie i dla Ciebie to początek przedziwnej piramidy.

Jeśli bowiem On umarł , przegrał i żyje, to ja również gdy przyjmę to za prawdę mogę wobec drugiego, kłótliwego sąsiada , nie zawsze przyjaznej  żony, dziecka które odwróciło się plecami, urzędnika egzekwującego absurdalne przepisy, przegrać i nie odwrócić się, przyjąć i nie oddać z nawiązką upokorzenia, niesprawiedliwości , straty.

Bowiem „przyklejony” do Niego będę wśród tych strat żył, już nie dzięki swoim staraniom , sprytowi, rozpychaniu się łokciami, ale z darmowej łaski Ojca.

Dzięki temu ów sąsiad, żona, dziecko, urzędnik ma szansę doświadczyć przebaczenia, przyjaźni zamiast wrogości , miłości mocą Chrystusa . Zamiast eliminacji i wykluczenia, następuje przyłączanie, rozszerzanie piramidy, tworzenie wspólnoty opartej na miłości płynącej z Krzyża.

Tak wzrasta Kościół, jako wspólnota chrześcijan żyjących w komunii nie dlatego, że są lepsi , milsi, bardziej przyjaźni od innych ( chociaż i to nie jest wykluczone) , ale dlatego, że przejawy nieprzyjaźni, grzechy jednych, brane są na barki przez innych i nie oddawane.

Myślmy o takim Królu, takim królowaniu, o tronie Krzyża jako utwierdzeniu świata, który się nigdy nie zachwieje. Wstając każdego dnia prośmy o przylgnięcie do Niego.

Mój życiowy maraton – a więc cuda, które się zdarzą za rok ( XXXIII Ndz.Zw.)

Zadając fachowcowi w serwisie RTV-AGD sakramentalne pytanie na kiedy może mi Pan to zrobić, mamy często okazję zerkać na umieszczony w widocznym miejscu napis :

„Rzeczy niemożliwe robimy od ręki , na cuda trzeba chwilkę zaczekać”.

Ta drobna  nutka dobrego humoru przenosi nas choć na moment w świat pięknych ale niemożliwych do spełnienia pragnień.

Z tej też kategorii pochodziło stwierdzenie, które usłyszałem kilka lat temu jako nieopierzony jeszcze biegacz. Powiedział mi ktoś : za rok pobiegniesz maraton , czy cię to interesuje?

Maraton pobiegłem, warto wierzyć w cuda! A tak już poważnie, został prawidłowo wytyczony cel a ja skorzystałem z pomocy , której udzielił mi ten, kto identyczną inicjację biegową  przeszedł trochę wcześniej. Mogę powiedzieć, że przez rok przygotowań moje myślenie o własnej fizyczności , psychice  motywacjach i sile mentalnej , możliwościach kondycyjnych, uległo całkowitemu przewartościowaniu.

Również o pewnym wstrząsie, przewrocie, całkowitej odmianie rzeczywistości mówi już bezpośrednio uczniom Jezus po przybyciu do Jerozolimy:

„W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.”

Czy miałeś/masz kiedykolwiek poczucie, że grunt usuwa Ci się spod nóg, że sprawy wymykają się z rąk, wszystko idzie nie tak, nie radzisz sobie a świat wokół odwraca się zamiast pomóc, przyjaciele nie odzywają się, żona się odwraca…

Tak niewiele trzeba, aby odnaleźć w sobie to, o czym mówi Jezus. Nie cieszy wtedy słońce, wszystko przytłacza, nie chce się żyć. Tak jednak wiele w tej sytuacji może się zdarzyć.

Rzeczy niemożliwe?, cuda?

Pierwszy zdarzył się o poranku Zmartwychwstania. Po wydarzeniach na Golgocie i złożeniu do Grobu, Ojciec wskrzesił Syna zgodnie ze swoją obietnicą.

Drugi cud ma miejsce w Twoim wnętrzu. Jeśli poprosisz i zgodzisz się na taką pomoc :

„Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.”

Wtedy też każda, nawet najtrudniejsza ścieżka życia będzie pełna radości , nie dlatego że przebiega po mojej myśli ale dzięki  wielkiej mocy przychodzącego Boga.