Pomoc dedykowana słabym – a więc narodziny Boga w człowieku ( Boże Narodzenie AD 2015)

Środowisko biegaczy właściwie niewiele różni się od innych grup skupionych wokół pewnej pasji, wspólnego zainteresowania , działań podejmowanych nie zarobkowo, jako oddech od codziennej pracy i obowiązków.

Mamy swoje kluby, fora, stowarzyszenia, spotkania i imprezy. Rywalizujemy na zawodach, wymieniamy się doświadczeniami, pomagamy wzajemnie.

Analizując różnorakie aktywności biegaczy trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że znaczna ich część  skierowana jest poza to środowisko tzn. do osób które nie biegają, czasem nawet o bieganiu nie myślą, czasem się podśmiewują lub są po prostu niechętne.

Najpierw zawody – można powiedzieć, że ich organizacja  ma zawsze dwóch adresatów. Jeden – rzecz oczywista – to uczestnicy biegu. Drugi natomiast – kto wie czy nie równie ważny –  to ci którzy nie biegają. Są to mężowie/żony, sympatie, kibice na trasie czasem widzowie przy odbiornikach telewizyjnych, oficjele itd.

Dalej – wszelakie rozmowy, dyskusje, ogólnie mówiąc tzw. propaganda szeptana. Nie pomylę się wiele, jęśli postawię tezę, że większość tego wysiłku skierowana jest właśnie do tych, którzy nie biegają.

Skąd ten kierunek, to zainteresowanie? Czy chodzi tu o pokazanie jakiejś przewagi, zaprezentowanie swojej sprawności w zestawieniu z nieuruchomionym najczęściej słuchaczem?

Chociaż i takich motywacji czasami nie można wykluczyć, z pewnością w przeważającej części przypadków myślenie jest zupełnie inne. Jeszcze niedawno ów biegacz był przecież tym właśnie brzuchatym słuchaczem. Doświadczenie wszystkich korzyści czy tych dotyczących sprawności fizycznej, czy wzmocnienia psyche, zmusza wręcz biegacza do pochylania się nad słabszym, często zapuszczonym, z problemami zdrowotnymi, gdzie często lekarz czy psycholog przestał już wierzyć w wyprowadzenie pacjenta na prostą.

W słabszym drzemie bowiem olbrzymi potencjał na poprawę i podanie mu ręki daje skutki, których nie sposób nie zauważyć i nie docenić.

W jak drastycznej opozycji znajduje się wyżej opisana postawa do naszych wyborów w życiu codziennym!

Wybierając chrzestnego skierujemy zaproszenie raczej do bogatszego wujka niż do jakiegoś rodzinnego pariasa. Łaskawiej spojrzymy na schludnego i grzecznego chłopaka naszej córki, aniżeli nierozgarniętego lenia bez perspektyw  na życie. Doświadczenie życiowe mówi nam, że lepiej trzymać z silnym, kierować się  ku ludziom sukcesu.

Jeśli więc chcę coś komuś dać, przekazać, komuś pomóc będę szukał słabych i potrzebujących, próbując uzyskać coś dla siebie wybieram dobrze sytuowanych. Biedacy do niczego nie będą mi wtedy potrzebni.

 

Bóg w słabości Elżbiety i Zachariasza , których  bezpłodne życie uratował łaską poczęcia ich syna Jana, postawił ostatni akcent wypełnienia Starego Przymierza.

W mocy wypełnionego swą łaską serca Maryi ustanowił podwaliny Przymierza Nowego, uzdalniając ją do przyjęcia  Mesjasza jako swego Syna.

Czytamy o spotkaniu tych dwóch światów,  dwóch rzeczywistości :

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę.”

Dwie , można powiedzieć słabe i w pewien sposób bezradne kobiety.

O tym właśnie mówi proroctwo Micheasza. Miejsce inicjacji zbawienia człowieka nie jest zbyt eksponowane. Położone raczej na marginesie ludu Izraela.

Miejsce inicjacji Twojego i mojego zbawienia również nie jest zbyt eksponowane.

Są to te słabe, niedoskonałe, problematyczne miejsca  duszy, gdzie ujawniają się nieporadności, błędy, braki, własne cwaniactwo, chciwość ,  strach przed porażką , śmiercią…

Bóg tu właśnie rozpoczyna swoją misję w życiu każdego z nas. W czasie Adwentu cierpliwie odsłanialiśmy te miejsca, wystawiając je niejako w gotowości aby w sakramencie pojednania mogły się zapełniać Jego  rozwiązaniem, Jego przebaczeniem, Jego łaską.

Maryja otrzymała pełnię łaski już przy swym urodzeniu. Dlatego jej odpowiedź na przyjście Syna Bożego była w stu procentach pozytywna a Elżbieta miała już okazję to oglądać.

My , dzięki doświadczeniu Paschy Jezusa Chrystusa otrzymujemy tą łaskę za każdym razem jeśli tylko w Jego imię o to się zwrócimy. Dzieje się to w każdej Eucharystii, również w tych chwilach, gdy ktoś ( mąż, żona, sąsiad, znajomy itd.) nie odda nam naszego przewinienia, wybaczy błąd , nie będzie dochodził swojego.

Zachowujmy w sercach te chwile i doświadczenia, dzielmy się nimi przy wigilijnych stołach, świątecznych spotkaniach, bo są to okruchy miłości, tego co czeka nas już w pełni w Niebie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*