Siła biegacza – gotowość na przyjęcie Boga IV Niedziela Adwentu

Nie ukrywam, że sezon zimowo-świąteczny  jest dla mnie ( a i chyba dla wielu innych biegaczy) twardym orzechem do zgryzienia. Słońce wstaje późno, zachodzi wcześnie, na dworze dżdżysto chłodno, nieprzyjemnie, obowiązki domowe w rozbudowanej wersji przedświątecznych porządków , prezenty, gorączka w pracy…  jednym słowem pretekstów do niebiegania co nie miara. A człowiek słabą istotą jest. Jednak perspektywa walki z pierwszymi oznakami zmęczenia gdzieś w okolicach dwudziestego któregoś kilometra pierwszego wiosennego maratonu nie pozwala na  długo zapaść biegaczowi w zimowy letarg. Zwłaszcza , że  w zanadrzu trzymamy wartościową alternatywę tak niedocenianą przez wielu z nas.

Mówię tu o ćwiczeniach siły biegowej. Zgadzam się z wieloma głosami specjalistów, że bardzo dobrym rozwiązaniem są ćwiczenia w terenie: skipy, podbiegi i inne. Przeprowadzane na zewnątrz dają niezbędna podbudowę do przyzwyczajenie mięśni do kilkugodzinnych wysiłków biegowych w czasie startów.

Dlaczego jednak rezygnować z ćwiczeń w domu? Jeśli z różnych powodów ( zdrowotnych, braku czasu, niechęci do biegania w błocie) nie wychodzimy na zewnątrz, jest to dobry czas do wykonania 40 min. treningu w domu. Można go wcisnąć przed kolacją lub późnym obiadem, pomiędzy innymi zajęciami domowymi, jest stosunkowo krótki. Co jest w nim najważniejsze? – regularność, dokładność , dbałość o bezpieczeństwo, kompletność ćwiczeń. Tych ostatnich elementów dobrze nauczyć się pod okiem wykwalifikowanego trenera – można go spotkać na każdej praktycznie siłowni. Chociaż najważniejszymi dla biegacza  grupami mięśni są mięśnie nóg, pośladków, brzucha bardzo korzystne jest regularne rozruszanie pozostałych partii , które to zadanie doskonale spełnia trening obwodowy. Dwa – trzy takie treningi w tygodniu to solidna podbudowa do sezonu startowego.

Sfera ducha nie jest wyobcowana z potrzeby przygotowania, kształtowania a my chrześcijanie mówimy wprowadzania w plan jaki Pan Bóg przewidział na nasze życie, na nasze relacje z bliźnimi, na nasz stosunek do dóbr tego świata jak i nadziei na to, co wydarzy się po śmierci.

Spodobało się Bogu prowadzić historię życia każdego z nas wśród wydarzeń przeszłych, wśród historii Narodu Wybranego – Izraela. Dzisiejsze czytania spinają pewną klamrą dwa wydarzenia tej historii, wydarzenia które stanowią zapowiedź i jej wypełnienie.Jest to historia króla Dawida i historia Króla Jezusa Chrystusa.

Historia Dawida jest dość rozległa , warta jednak przeczytania-do czego zachęcam. Jest to też historia odkrywania obecności Boga w świecie, zadziwiających sposobów tej obecności. Nie jest to odkrywanie intelektualne , nie przede wszystkim intelektualne, ale prowadzenie przez konkretne okoliczności  życiowe. Powołanie Dawida, jego potyczki z nieprzyjaciółmi oraz tymi ,którzy powinni mu sprzyjać, Boża opieka w walce o tron, to wszystko prowadziło do  pytania jak Bóg ma utrwalić swoją obecność wśród Izraela.

Jak Bóg ma utrwalić Swoją obecność w mojej rodzinie, w mojej pracy, wśród nas, którzy na co dzień mamy okazję się spotykać, wspólnie cieszyć, również kłócić, obrażać, czasem krzywdzić.

Dawid w poczuciu wdzięczności za Bożą opiekę uznał za stosowne uhonorować, uczcić Boga budując Mu odpowiednie, godne miejsce obecności: wspaniałą, zbudowaną z drogocennego cedru świątynię. Wydaje się to takie naturalne, ludzkie – Pan ( Arka Przymierza ) w Swojej świątyni wybudowanej przez Lud w podzięce za wielkie dzieła, które On temu ludowi uczynił.

Wydaje się też naturalne dla nas , aby adorować Boga w kościele, w nabożeństwach ,  w liturgiach.

Nie o takiej jednak obecności Nasz Pan mówił przez Proroków, nie tak miała się wypełnić zapowiedź Nowej Ziemi, Ziemi Obiecanej, świata żyjącego w pokoju, pokoju między narodami, w społecznościach, w rodzinach.

We fragmencie z 2Sm czytamy:

Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom  Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo.  On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki”

 

Dawidowi został odebrany przywilej budowy Świątyni, otrzymał jednak znacznie więcej. Otrzymał obietnicę domu, królestwa , które zbuduje Bóg sięgając do wnętrza człowieka. Tam bowiem przyszło zniewolenie, tam zagnieździło się oszustwo szatana, tam tkwi źródło problemów ,które tak trudno rozwiązywać, z którymi tak trudno żyć.

Cud przyjęcia przez Maryję błogosławieństwa, cud tak konkretnej obecności Boga , jaką jest Jego Syn , to początek drogi  naszego zbawienia, to ręka Pana wyciągnięta do każdego z nas , dostępna Mnie i Tobie w kondycji  takiej ,w jakiej jesteśmy, często trudnej, czasem pokręconej,  może bez wyjścia.

Jest to obecność nie gdzieś na wysokościach, ale codzienna, między nami  w zwykłych ludzkich sytuacjach i problemach.

Obecność aktywna, dokładnie tak, jak odpowiadała Maryja:

 

„Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” 

 

Owego stawania się według Słowa uczymy się słuchając jako uczniowie Jej Syna, celebrujemy  w sakramentach aby potem żyć nimi w pokoju.

Jest to obietnica już zrealizowana, dostępna każdemu, kto zdecyduje wzorem Maryi na swoje osobiste zgadzam się , fiat.

Zimowe ścieżki biegaczy i nowe drogi chrześcijan-II Niedziela Adwentu

Moja historia z bieganiem rozpoczęła się w okolicznościach i czasie podobnym do obecnego. Przedświąteczne przygotowania, planowanie Wigilii, planowanie dni świątecznych, prezentów.

Ja 45 latek, wzrost 171, waga 87, zadyszka na trzecim półpiętrze, żona  obserwująca od wielu lat fizyczną a co za tym idzie i mentalną równię pochyłą, jednym słowem wymarzone okoliczności do podjęcia stosownych decyzji.

Nieświadomy swojego losu, w zawsze licznym u nas gronie przy stole wigilijnym , cieszyłem się wraz z innymi  z  rozdawanych i rozpakowywanych  jeden po drugim prezentów.

Pomiędzy tymi przeznaczonymi dla mnie znalazła się biała koperta ze sztywnym czekoladowo-białym kartonikiem w środku. Logo  „Klonowa  Spa” zapowiadało jakieś przyjemności, jednak zaciekawione spojrzenie Agnieszki kazało mi dokładniej spojrzeć na zawartość  karnetu: SIŁOWNIA 30 dni open.  Owszem przewijały się mi przed oczami obrazy ćwiczących tzw. aeroby  z białym ręcznikiem na ramionach filmowych  celebrytów lub prężących mięśnie super fighterów typu  Jean-Claude Van Damme. Ale ja i siłownia?

Jednak idąc za wpojoną mi przez babcię Monikę zasadą  że „ lepiej odchorować niż ma się zmarnować” wkroczyłem w świat bieżni, sztangielek, maszyn z ciężarkami, zarządzanym w tym czasie przez Pana Janka – trenera ,  o budowie zdradzającej  zawodniczą przeszłość ciężarowca.

Miesiąc ów minął w rytmie:  10 min. bieżnia, 50 min. trening obwodowy i tak 3 x w tygodniu. Pierwszy raz od czasu studenckich treningów judo tragicznie bolące zakwasy informowały mnie o wieloletnich zaniedbaniach w aktywności fizycznej. Raz chwyconej szansy jednak nie zmarnowałem.  W następujących po sobie miesiącach mój organizm z przyjemnością podejmował kolejne wysiłki, odwdzięczając mi się stabilizacją ciśnienia, drastycznym polepszeniem sprawności ruchowej, no i  kilka kg w dół…

Jednak wszystko to  co uważałem za  tak istotną życiową zmianę w świecie mojej fizis okazało się jedynie prologiem, wstępem, zapowiedzią tego co miało nastąpić później. Rozpoczęło się od niewinnego pytania mojego brata ( którego z tego miejsca z wdzięcznością pozdrawiam) jak mi się biega na bieżni. Normalnie, 1-2 razy w tygodniu włączam  tempo i 30 min. spokojnej przebieżki. Jego drugie pytanie odebrałem ze zdziwieniem: A nie lepiej tak biegać na dworze? Był październik, chmurzaste +5° i bieganie na dworze? Tam jest zimno i mokro! Może   jeszcze latem  ale nie teraz…

Wyjście na zewnątrz było oknem na świat , przełomem w myśleniu o sobie samym, organizmie, możliwościach rozwojowych czterdziestolatka. Okazało się biletem do odkrywania nieznanego do tej pory świata w którym ziemia, powietrze, deszcz, wiatr, śnieg, mróz czy słońce stają się składnikami treningu, przyjaciółmi , towarzyszami  w trakcie wszystkich tych godzin truchtania ,po różnorodnych ścieżkach  w wielu zakątkach świata.

O takim przełomie, o zmianie która wprowadza człowieka w inny nieznany  do tej pory świat mamy okazję słyszeć w dzisiejszym fragmencie z Ewangelii wg św. Marka. Odniósł  się on najpierw do  proroctwa Izajasza:

„Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki.”

Słowa te zostały wypowiedziane do Ludu Izraela, który od wielu lat żył na wygnaniu, wśród obcego narodu, odcięty od ziemi, która była Obietnicą Boga. Do Ludu któremu ta Obietnica wydawała się być wyczerpana.

Marek powtarza je również do nas, przeżywających te wszystkie wydarzenia, które nas gnębią, nie dają spokoju, wobec których jesteśmy w jakiś sposób bezradni. Zapowiedź wyjścia z problemów, kłótni, dołków uczuciowych , finansowych czy towarzyskich – można w to uwierzyć  ale chyba nie w kościele, czytając napisane dwa tysiące z hakiem lat teksty! Gdyby to była wygrana w totka, zniknięcie z horyzontu złośliwego sąsiada czy powrót do normalności  zadufanego w sobie dzieciaka – to jest jakiś konkret!

Marek jednak, nie patrząc na nasze niezrozumienie idzie dalej. Ustami dziwaka z pustyni Jana obwieszcza sposób w jaki to się stanie:

„Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.”

Oznacza to całkowitą zmianę perspektywy, drogę inną niż dotychczasowa, inną niż podpowiadała do tej pory intuicja. Zmiana ta dotyczyć będzie nie okoliczności zewnętrznych ale wnętrza człowieka. Działającym nie będzie już człowiek, ale będzie Bóg-Jego trzecia Osoba.

Słuchali tego prześladowani i mordowani chrześcijanie rzymscy, słuchamy tego my żyjący w XXI w. Oni napełniani tym Duchem godzili się cierpieć i umierać w imię Jezusa  rozpoznając, że jest to w ich czasie i okolicznościach zamysł Boga prowadzący ich do życia.

My  , na ile zgadzamy się być napełniani  tym samym Duchem  , w okolicznościach w jakich my żyjemy dajemy się Jemu prowadzić wiedząc, że wiąże się to jak pisze św. Piotr  z  pewnymi zaburzeniami, perturbacjami, jakimś gwałtem  , posypaniem się planów, czasem zdrowia itd:

„Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią.”

To są okoliczności prostowania ścieżek naszego życia, może choroba, może brak pracy, może porzucenie przez dzieci lub rodziców. Takie dni Pańskie są potrzebne , aby skorzystać z rozwiązania nowego, trwałego, jak dalej pisze Apostoł:

„Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość.”

Rozpoznawanie  przyjścia Syna Bożego na świat,to moja zgoda na nowość Ewangelii, na zmianę moich planów, na wyjście w świat z gotowością uznania innych za bliźnich, za braci, synów Jednego Ojca  pozwala na okazanie Bożej sprawiedliwości już tu , w tym życiu a ostatecznie w dniu Jego powtórnego przyjścia na świat. Korzystajmy z adwentowego czasu rekolekcji, sakramentów , liturgii, który wprowadza w zrozumienie, przeżywanie i świętowanie obecności Boga wśród nas.