Świadectwo biegacza-świadectwo Boga a więc dotknięcie Toskanii

Dotknąć Toskanii – każdy, kto tu był mógłby dopisać swoje doświadczenia, swój zachwyt. Domostwa przycupnięte na wzgórzach , prowadzące przybysza za rękę cyprysowe aleje , surowe poletka oliwnych gajów sąsiadujące z zapowiadającymi już obfitość zbiorów krzaczkami sangiovese i vernacci, senne w gorące dni miasteczka, budzące się do życia wieczorami knajpki z prostymi miejscowymi potrawami i bezpretensjonalnym winem w karafkach – są to perełki zdobiące czas naszej toskańskiej przygody.
Dla biegacza nieoswojonego z bieganiem po górkach jest to też trudne wyzwanie. Ponad 200 metrowe przewyższenia , wąskie drogi bez pobocza z mnóstwem zakrętów, mocne nasłonecznienie – cóż nakładam buty i w trasę!
Najbliższa miejscowość : San Gimignano trasa na 2 godziny była warta wysiłku! Trochę przeszkadzałem kierowcom, więcej jaszczurkom wygrzewającym się na rozgrzanym południowym słońcem asfalcie. Po drodze krótki odpoczynek w klimatycznych zabudowaniach niewielkiego klasztoru wspólnoty monastycznej Bose i w nagrodę wspaniały punkt widokowy na to średniowieczne miasteczko. Znając swobodny stosunek Włochów do godzin otwarcia , terminów itd. dopytałem przy okazji o godzinę wieczornej mszy w miasteczku. Pytanie okazało się trafione, gdyż zamiast regularnej mszy na 18,00 zaplanowana była uroczysta liturgia na 21,15. Upewniwszy się dwukrotnie ( pora przecież późna) zawinąłem się na pierwszym rondku i kończąc trasę marszobiegiem dotarłem z powrotem do miejsca kwaterunku.
Dotykanie toskańskiej ziemi fizycznie, stopami biegacza w niedzielne południe okazało się jedynie wstępem, kruchą zapowiedzią wieczornych wydarzeń.
Dwunastowieczna kolegiata Santa Maria Assunta przywitała nas otwartymi bocznymi drzwiami . Eucharystia po włosku, ale bardzo zrozumiała, również dzięki pomocy telefonu z tekstami czytań. Po Komunii lekkie zamieszanie, na biało ubrane dzieci pierwszokomunijne sprawnie utworzyły procesję i wychodzimy z Najświętszym Sakramentem na wąskie uliczki średniowiecznego San Gimignano!
I znów Człowiek dotyka toskańskiej ziemi. I znów łączy się Niebo z ziemią, Zmartwychwstały opuszcza „bezpieczne mury” kościoła, które na chwilę pękają i w dłoniach księdza staruszka pokazuje się światu jako kruszyna chleba. Jest to moment, gdy czas się zatrzymuje, Jego obecność rozwiązuje dialektyczne spory o przygodność ludzkiego istnienia, o przepaść między Absolutem a skończonym światem, którego jesteśmy cząstkami, uzasadnia, usprawiedliwia każdą człowieczą ułomność i nadaje mu braterską godność. Jest nas w procesji spora grupa, mijamy niewielu gapowiczów, których dźwięki kroczącej na czele procesji orkiestry strażackiej zwabiły na trasę przemarszu. Liturgię kończymy w kościele Sant Agostino z pięknymi freskami z życia patrona.
Dziękujemy Panu Bogu za cierpliwość dla przyjaciół, którzy na nas czekali i za wielki łyk umocnienie naszej wiary i nadziei na trudne chwile!