Wszystkie wpisy, których autorem jest greg

Pracowitość biegacza i nadzieja chrześcijanina – XXXIII niedziela zwykła

Wieńczące sezon wrześniowe i październikowe biegi za nami, zalecany rokroczny urlop biegowy przemknął jak biegacz przez metę, niesiony zazdrosnymi spojrzeniami kibicujących dziewczyn ( chłopaków) , pora więc układać treningi na marcowo-kwietniowe otwarcia sezonu.

Nie ma chyba lepszej  mobilizacji biegowej na sezon jesienno-zimowy 2017/2018 niż przygotowane na XXXIII niedzielę zwykłą  zestawienie czytań biblijnych.

Pochwała pracowitości , odpowiedzialności, zapobiegliwości , wrażliwości i pozytywnego myślenia przebijające ze słuchanego fragmentu z Księgi Przysłów to dobry zestaw startowy na trudne chłodne i deszczowe dni listopada czy grudnia.

Warto przy tej okazji sięgnąć do pełnej treści „Poematu o dzielnej niewieście”, a frazy: wstaje gdy jeszcze jest noc , przepasuje mocą swe biodra, umacnia swoje ramiona, już widzi pożytek z swej pracy są bardzo bliskie każdemu z nas , są codzienną mobilizacją i zmaganiem z własnym lenistwem czy wygodnictwem.

Fragment z Ewangelii wg Mateusza porusza poważniejsze struny w duszy biegacza. Pierwszym bowiem skojarzeniem z talentami o których mówi Jezus są nasze predyspozycje. Dostajemy tu trochę marchewki, trochę kija:

  • z nagrodą wychodzą ci, którzy podjęli wyzwanie, ryzyko, wyszli na zewnątrz z działaniem, wykonali swoją pracę, uzyskali pewna wartość dodaną, czy to w wynikach startowych jak u biegaczy, czy w  pracy jako rozwój  w zakresie swej odpowiedzialności, czy w domu  gdzie efekty pracy są nieocenione,
  • z karą wychodzi ten, kto czy z obawy, czy lenistwa, czy jakiejś innej inercji spoczął na laurach i  defensywnie zaszył się w swoim gniazdku  hołdując urzędniczej zasadzie, że lepiej nie zrobić nic, niż ryzykować  popełnienie  jakiegoś  błędu , jak z dialogu Barei : „…Panie ja do końca roku roboty nie biorę!”

Podsumowując , wskazane powyżej cnoty bezdyskusyjnie są pożyteczne i wartościowe w życiu codziennym.

Ten prosty i jasny przekaz kryje jednak za sobą treść mocniejszą , o wiele potężniejszą moc niż zwykłe pochwały pracowitości i przezorności  oraz  nagany lenistwa i gnuśności.

Najpierw rozważmy cóż to za talenty , a właściwie talent tak przedziwny, że nie może pozostać zakopany. Ten który go otrzymał jest niejako  „przymuszony” naturą tego skarbu aby go upublicznić, puścić w obieg.

Wskazówką niech będzie fragment słuchanego dziś 1 Listu św.Pawła do Tesaloniczan:

„Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności.”

Być synem  oznacza mieć w sobie , w genach to co otrzymaliśmy po rodzicach, po ojcu. Być synem światłości oznacza mieć w sobie zamysł otrzymany od Boga Ojca, Jego obraz, być na Jego podobieństwo.

To jest talent podstawowy, jedyny w swoim rodzaju , skarb nie założony na naszych siłach, chęciach, wysiłku czy indywidualnych predyspozycjach. Skarb zasadniczo przypisany każdemu w równym stopniu, który otrzymujemy do dyspozycji za darmo.

Zarówno autor Poematu z Księgi Przysłów , jak również Jezus w swej przypowieści przypisuje mu wartość najwyższą z możliwych: perły, duże ilości złota…

Jest to tez skarb niewyczerpywalny, gdyż jego źródłem jest Bóg, nasz stwórca.

Tym skarbem jest więc moje i Twoje życie. Życie nie zakopane we własnym sosiku, nie w domowych pieleszach, nie we własnym gniazdku, chociaż i takie chwile też są czasami potrzebne. Jest to życie skierowane dla drugiego. Najpierw dla żony, dzieci, rodziny, potem sąsiadów współpracowników , klientów ,petentów, słowem wszystkich , których spotykamy w naszych różnorakich aktywnościach. Intuicyjnie wydaje się to trudne,ryzykowne, czasem nie do przeskoczenia, różne są bowiem intencje napotykanych osób, czasami nieprzyjazne a nawet wrogie. Najczęściej wiązać się to będzie z uszczupleniem własnych zasobów.

Doświadczenie utraty czegoś co uznajesz za cenne: zdrowia, pozycji w towarzystwie, majątku, oczekiwanych korzyści jest Twoim dniem Pańskim już teraz w tym życiu. Jest dane po to, abyś mógł w te sytuacje wchodzić nie swoimi siłami, ale Ewangelią Jezusa, do Niego przyklejony,że możesz tracić i żyć tak jak On.

Jest to Jego światło, abyśmy mając takie doświadczenia, dokładnie wiedzieli,

„…  że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej…”

Gwarantem pomnożenia skarbu, gwarancją poszerzenia perspektywy  życia ponad nasze obawy i lęki jest Bóg i On prowadzi nas, którzy w to uwierzyliśmy, uczy krok po kroku puszczać w obieg nasze życie zgodnie ze  słowami Psalmu :

„ Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana                                                                      i chodzi Jego drogami.                                                                                             Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,                                                   szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie”

Ambicja człowieka i oferta Boga – a więc wartość nie z tej ziemi. ( XI Ndz.Zw.)

Biegacz jest stworzeniem ambitnym.

Brzmi to w ustach autora lekko nieskromnie, gdyż cecha ta uznawana jest za przymiot i dotyczy statystycznie raczej mniejszej części społeczeństwa. Jest to jednak prawda i jeśli poszukujemy wspólnego mianownika społeczności biegowej to nie łączy nas przecież wykształcenie, pozycja zawodowa, zamożność czy tym bardziej wyniki biegowe.

Każdy z nas stoi więc w swoim własnym miejscu świata ale w którymś momencie  życia uznał, że należy i warto z tego miejsca się ruszyć. Nie tylko uznał ale też podjął odpowiednie działanie.

Nie jest łatwo postawić sobie cel biegowy. Wiąże się to z wyjściem na zewnątrz, konfrontacją z warunkami atmosferycznymi, z wysiłkiem , często bólem,  z niewygodą, zerwaniem z jakimiś przyzwyczajeniami  itd.

Chociaż cele są zróżnicowane , dla każdego biegacza inne, niemniej jednak są zawsze ambitne, gdyż stawiają poprzeczkę wyżej niż miejsce w którym biegacz aktualnie jest.

Posługujemy się w ekonomii pojęciem wartości dodanej. Oznacza ona uzyskanie czegoś dodatkowo, czego wcześniej nie mieliśmy, czy to czegoś nowego, czy też powiększenia tego co już mamy. Mogą to być wartości materialne jak i niematerialne np. nowe technologie, wiedza itp. Chcemy oczywiście, aby na wskutek naszego działania wartość dodana była jak największa. W przypadku biegacza może to być korekta wagi ciała, dobry czas na finiszu czy też polepszenie ogólnej sprawności ciała.

Czytany w XI niedzielę zwykłą fragment 2 Księgi Samuela stawia przed nami postać króla Dawida. Jest to niewątpliwie dobra okazja do uzupełnienia swojej wiedzy i sięgnięcia do historii pierwszych królów Izraela opisanej w 1 i 2 Księdze Samuela. Lektura nie będzie nudna , w niektórych momentach ciekawa  a nawet szokująca.

Izraelczycy posiadali organizację plemienną, nie mieli władzy centralnej a czynnikiem jednoczącym było Przymierze Boga komunikowane przez wybranych przez Niego proroków i sędziów.

Opowiadania z Ksiąg Samuela są  w pewnym sensie historią poszukiwania przez lud Izraela wartości dodanej , uzyskania czegoś nowego, co postawiłoby tą społeczność na wyższym stopniu  rozwoju, pozwoliłoby osiągnąć poziom cywilizacyjny zbliżony do tego, który prezentowały rozwinięte społeczności z którymi Izrael walczył o swoje miejsce na ziemi . Jest to historia poszukiwania źródła władzy ,mocy, siły, poszukiwania sposobu panowania w świecie, królowania wśród innych. Czy nie dotyczy to również każdego z nas?

Wybór pierwszego króla w Izraelu – Saula to opowieść o pierwszeństwie, panowaniu  człowieka nad Bogiem. Historia drugiego –  Dawida to początek opowieści o zadziwiającym królowaniu Boga w człowieku.

Dawid jest bowiem wyróżniony przez Boga, zwyciężający przeciwników , otoczony szacunkiem poddanych , opływający we wszelkie luksusy człowiekiem. Jest wzorem władcy, który odważnie i skutecznie walczy z najeźdźcami, jest wspaniałomyślny w stosunku do swych wewnętrznych wrogów , jest królem błogosławiącym Boga wobec swojego ludu.

W czytanym dziś fragmencie spotykamy króla Dawida w szczególnym , przełomowym można powiedzieć fragmencie jego życia. Mimo , iż posiada zdawało by się wszystko co potrzebne jest do szczęścia, sięga po to, co nie jest dla niego, decyduje się być panem własnego losu. Prowadzi to do perfidnej zbrodni i stawia wielkiego bojącego się Boga władcę w gronie przestępców.

Jest to „śmierć”  Dawida jako przykładnego władcy, ale jest to również początek królowania Boga w jego wnętrzu.

Jest to  niezwykła Boża ekonomia, w której prawdziwa  wartość dodana ma szanse tworzyć się w człowieku właśnie w chwilach , które świat uznaje za przegrane, klęski, bankructwa. O ile uznam  swoją niemoc , niezdolność do władania życiem swoim i innych, na tyle mogę się otwierać na królowanie nie z mojej woli i zdolności ale życia z Boga.

Wartością dodaną jest bowiem dla nas nie to, co potrafimy uzyskać własnymi siłami i zdolnościami, ale na ile tracąc własną koncepcje życia będziemy otrzymywać z darmowej łaski kochającego Boga.

Publiczne uznanie przez króla Dawida swojej winy utworzyło w jego wnętrzu miejsce, aby zakiełkowało tam inne królestwo. Zgodnie z proroctwem Natana ,  Bóg wzbudził z Dawida potomka – Jezusa Chrystusa, który poddał się królowaniu człowieka  uzurpującego sobie być władcą świata aż do nieuchronnej takiego panowania konsekwencji , a więc do śmierci. Nasze bowiem królowanie , którego figurą jest historia Dawida prowadzi wcześniej czy później do błędu, pomyłki, krzywdy drugiego człowieka, najczęściej tego słabszego.

Śmierć Jezusa była niesprawiedliwa, ale nie była ostateczna. Poprzez Zmartwychwstanie dał każdemu kto w to uwierzy zdolność do królowania innego, z mocy Boga z Jego łaski , gdzie zamiast kary za winy, rodzi się przebaczenie.  Taki sens mają nasze ludzkie kryzysy.

Przyjmij więc łagodny uśmiech Boga , gdy jest Ci źle ,gdy nie wychodzi, gdy uznałeś się za nieudacznika, kiedy zapędziłeś się w kozi róg. Wtedy i ty przebaczysz  w imię Jezusa Chrystusa  tym , którzy  w jakiś sposób Cię skrzywdzili, poniżyli, potraktowali niesprawiedliwie aby mógł On budować w nas wszystkich największą wartość dodaną – Swoje  królestwo.

 

 

Kościół wspólnotą w Duchu Świętym- a więc pakiet startowy na Boży maraton ( III niedziela wielkanocna)

Sezon startowy otwarty!
Kwiecień jest najbardziej popularnym miesiącem inicjacji sezonu startowego biegaczy. Sprzyjająca temperatura, brak śniegu stanowią odpowiednie warunki do startu w biegach ulicznych. Niektórzy, po dobrze przepracowanej zimie rozpoczynają sezon mocnym maratońskim akcentem , inni łagodniej wchodząc w sezon biegną biegi krótsze: połówki lub dyszki.
Ja należąc do tej drugiej grupy pobiegłem kwietniowy warszawski PZU półmaratonik , jako sprawdzian wiosennej formy. Wynik 1.50 może bez rewelacji , ale lekko lepszy niż na jesieni i stosowny do niezbyt regularnego ( niestety) treningu zimowego.
Impreza OK , i jak zwykle z plusami i minusami.
Mocną stroną tego biegu były z pewnością niektóre fragmenty trasy: urokliwy Nowy Świat, Plac Teatralny z Policyjną Orkiestrą Dętą, Krakowskie Przedmieście i Miodowa orzeźwiająca bryza na Moście Gdańskim, zdziwione twarze mieszkańców starej Pragi, wspaniały cross przez Łazienki Królewskie i finisz jak biegowa defilada w Alejach Ujazdowskich. Do tego uśmiechające się do nas wiosenne słońce, jeszcze nie upalne, ale już wesołe i optymistyczne.
Słabo na tym tle wyglądała organizacja startu i mety, głównie ze względu na ogromną ciasnotę. Wielu z nas ( również i ja) nie mogło się dostać do swojej strefy startowej gdyż zablokowane były drogi dojścia. Również wydostanie się ze strefy mety musiało zająć ok.15 minut ze względu na ciasne wyjście. Trasa poprowadzona przez wąskie uliczki na Pradze i Powiślu nie sprzyjała przy tak dużej liczbie uczestników zachowaniu dobrego rytmu biegowego.
Trudno jednak narzekać. Decydując się na bieg z udziałem ponad 10 tyś. uczestników, trzeba brać trudności na klatę. Myślimy przecież o tym, że impreza biegowa to również manifestacja zdrowego stylu życia, propagowanie aktywności fizycznej, świadectwo o tym, że nie jest możliwe zamykanie się biegacza we własnym światku prywatnych treningów, ale naturalną ich konsekwencją jest pokazywanie innym, że można zmieniać życie na lepsze, nie poddawać się lenistwu i bylejakości, walczyć z własnymi słabościami

Wszystko to przybliża , biegaczy do rozumienia naszej roli jako tych, którzy może kibicują , patrzą życzliwie, ale jeszcze nie włączają się w Boży maraton lub też nieprzychylnie nastawionych do Kościoła i tzw. kleru. Jako tych chodzących może częściej lub rzadziej do kościoła, spełniających pewne praktyki religijne , mających na własny prywatny użytek jakieś pojęcie Boga.

Opowiadania przedstawione w Dziejach Apostolskich , również i to czytane dzisiaj obrazują nam wchodzenie w nasz świat Ewangelii o zbawieniu człowieka:

„ Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów.”

w środowiska współczesne Jezusowi i Jego Apostołom. Wielu kibicowało, przyglądało się życzliwie, byli ci nieprzychylni , również tacy uważający swój własny obraz Boga za ich prywatną sprawę do której nikt nie ma prawa się wtrącać.
Do nich wtedy i do nas obecnie Apostołowie kierują zawołanie:

„Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni.”

W zawodach biegowych uczestnicy mogą się mocno od siebie różnić. Wiekiem , stopniem wytrenowania, płcią, pozycją zawodową czy społeczną. Ubrani w koszulki techniczne , stojąc jeden obok drugiego na starcie ,stają się na ten czas równi sobie: czy to prezes, czy handlowiec czy mechanik samochodowy. Złączeni wspólną pasją tworzymy na ten moment wspólnotę biegaczy. Jesteśmy również publicznymi świadkami, że jest to możliwe.

Apostołowie zastartowali w zawodach o wiele dłuższych niż czas maratonu. Świadczą o istnieniu wspólnoty obejmującej nie tylko wybraną pasję , ale wszystkie dziedziny życia. Utrwalonej nie tylko na czas określonego eventu, ale na czas nieokreślony.
Świadczą o tym nie z własnej dobroci czy doskonałości, ale w imię Tego, który przez śmierć i zmartwychwstanie połączył nas , różnorodnych, nie zawsze przyjaznych a czasem wrogich sobie we wspólnotę mogącą żyć razem.
Tak jak do biegu zostawiamy w szafie garnitury, w garażach S-sódemki, a w portfelach karty kredytowe, tak pozwólmy Bogu aby odsuwał na bok nasze koncepcje życia, abyśmy Mu posłuszni zostali obdarowani Duchem Świętym jako „pakietem startowym” na nasz Boży Maraton życia!

Wezwanie Boga – a więc chrześcijanin zdejmujący buty do biegu (III Ndz. Wielkiego Postu)

Amatorskie bieganie długodystansowe jest aktywnością dość ekonomiczną. Podstawowe wyposażenie biegacza , każdy tzw. przeciętny obywatel ma już u siebie w szafie.Wystarczy  T-skirt, dresy,  spodenki, skarpety , bluza lub lekka kurtka, jakaś czapka lub opaska – zawsze się coś z tego da się odgrzebać. Aby wyjść na dwór i przebiec pierwsze pół godziny nic więcej z wyposażenia technicznego nie jest zasadniczo  potrzebne.

Oczywiście przy jakimś delikatnym zaawansowaniu, można na komóreczkę ściągnąć jakieś darmowe endomondo, gdzie zobaczymy podstawowe parametry takie jak czasy, tempo czy dystans, można bawełnianą koszulkę zamienić na techniczną, zamiast zwykłych dresów dokupić spodenki biegowe, ale dalej mieścimy się w bardzo niskim budżecie.

Sprawa trochę się zmienia, jeśli zaczynamy stawiać sobie cele startowe. Trening staje się wtedy bardziej regularny, zaplanowany a więc należy dokupić jakąś bieliznę termiczną , kurtkę biegową czy zegarek z pulsometrem , bo intuicyjne treningi nie wystarczają na maratońskie 3.30. Sam start w zawodach również pociąga jakieś koszty: opłata startowa, dojazd czasem nocleg. Jednak i wtedy przy zachowaniu odpowiedniej dozy zdrowego rozsądku nie przekroczymy  w  wydatkach granicy przyzwoitości.

Uważny czytelnik a zwłaszcza biegający szybko zauważy brakujący element w powyższym rozważaniu. Chodzi tu mianowicie o buty.

Nie jestem oczywiście specjalistą w tej dziedzinie, wiem tyle ile wynika z własnego doświadczenia oraz rozmów z przyjaciółmi czy też  znajomymi , ale od odpowiedniego doboru butów zależy tak wiele, że jest on pierwszym i podstawowym obowiązkiem początkującego biegacza.

Nie da się tu niestety oszczędzić i o ile można przeżyć  ( w pewnym rzecz jasna dyskomforcie) mokrą od potu bawełnianą koszulkę, to źle dobrane obuwie wykluczy delikwenta wcześniej lub później z biegania.

Pronacja stopy podczas biegu ( a więc jej ruch do wewnątrz), bieganie po różnych typach podłoży ( szutrowe, asfalt, kostka) wymaga korekt , aby układ ruchu uchronić przed kontuzjami. Odpowiednim narzędziem bezpiecznego biegania są właściwie dobrane buty.

Ponieważ jest to wydatek kilkusetzłotowy, warto poprosić rodzinkę/znajomych, aby przy najbliższych imieninach/urodzinach/gwiazdce itp. zrzucili się właśnie na dobre buty.  Korzyści z takiego rozwiązania są obustronne. Biegacz ma buty a znajomi dobry przykład i bodziec , zachętę do rozpoczęcia własnej aktywności.

Swoją przygodę z butami przeżył również Mojżesz jak przedstawia nam to  czytany dziś fragment 3 rozdziału Księgi Wyjścia.

Znajdujemy to Mojżesza , który opuścił swoich rodaków mieszkających w Egipcie i zamieszkał w kraju Madian. Ożenił się , pracował dla swojego teścia i właśnie przy wypasaniu owiec wydarzyło się coś, co zmieniło jego życie a także okazało się momentem zwrotnym dla całego Narodu Wybranego:

„Pan ujrzał, że Mojżesz podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: Mojżeszu, Mojżeszu! On zaś odpowiedział: Oto jestem. Rzekł mu Bóg: Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Powiedział jeszcze Pan: Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba…. Pan mówił: Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemiężców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód.”

Mojżesz ma już za sobą tego typu próbę. Powodem jego ucieczki z Egiptu był bowiem właśnie sprzeciw wobec  prześladowań i niesprawiedliwości jakich przedmiotem stali się izraelici w Egipcie.  Był to jego osobisty bunt, działanie,   w którym zabija prześladowcę , ale osamotniony musi uciekać. Porażka jest tym  bardziej dotkliwa, gdyż nawet w swoich rodakach widzi zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa.

Wezwanie Boga do powrotu do Egiptu, przeznaczenie do misji  już raz przegranej łączy się jednak z pewną odmiennością, ze zmianą sposobu działania proroka.

Bowiem to Bóg tym razem będzie tym działającym, a Mojżesz narzędziem w Jego rękach. Jakaż to zasadnicza zmiana. Już nie własne kombinowanie, myślenie, działanie, ale posłuszne wykonywanie Bożego planu ratunkowego.

Pierwszym warunkiem, warunkiem koniecznym, była odpowiednia dyspozycja proroka, jego otwartość na Boży zamysł, pozbycie się wszelkich własnych planów, koncepcji, zabezpieczeń.

Dla biegacza buty stanowią ochronę stopy, ścięgien, przyczepów są zabezpieczeniem przed  nierównym podłożem, kamieniami, ostrymi przedmiotami, chronią skórę i tkankę podskórną przed odciskami, skaleczeniami itp.

Polecenie Boga, aby Mojżesz zdjął sandały , ma coś w sobie z wyłączenia takiej ochrony. Zdjęcie przez Mojżesza butów to znak zgody na rezygnację z jego ludzkich  planów i wyobrażeń , to przyjęcie Bożej obietnicy „ nie z tej ziemi”.

Izraelici otrzymali poprzez swoich Proroków : Abrahama, Izaaka, Jakuba obietnicę Ziemi mlekiem i miodem płynącej, zapewniającej dobry i bezpieczny byt , dającej mówiąc współczesnym  językiem  chleb z masłem. Mojżesz wykonując Boże znaki wyprowadził Lud z Egiptu , wyzwolił z uciemiężenia i poniżenia, podniósł Izrael do godności wybrańców Boga.

To wezwanie , ta obietnica obejmuje każdego z nas. Celebrując z uczniami Paschę , a więc pamiątkę wyjścia Mojżesza z Izraelem z niewoli egipskiej, Syn Boży Jezus Chrystus zapowiedział wyzwolenie nas z niewoli bardziej zasadniczej aniżeli tylko polityczna czy też gospodarcza.

Intuicyjnie bowiem widzimy nasze szczęście, bezpieczeństwo, dobre samopoczucie, własną realizację ( a więc sumując szczęśliwe życie) w stabilizacji finansowej , rodzinnej, dobrych relacjach z przyjaciółmi, w dobrym zdrowiu itp.Po to też Izrael zamieszkał w Egipcie. Jednak po jakimś czasie, okazało się, że szukanie bezpieczeństwa bytowego doprowadziło ich do uzależnienia od faraona, do niewoli.

To wszystko przeżywamy też i my. Zdobywamy pracę, mieszkanie, gromadzimy oszczędności , zabezpieczamy się na różnorakie okoliczności. Jest to jak najbardziej potrzebne i zrozumiałe. Nierzadko jednak osiągając wiele z tego, rodzi się poczucie, że bez tych osiągniętych zasobów czy układów, nie da się już żyć.To co miało nam służyć zaczyna nami rządzić, stajemy się tego niewolnikami.

Źródłem, przyczyną tej skłonności jest szatan i jego fałszywa obietnica. Obietnica, że  ż sami  dla siebie potrafimy urządzić  życie ,że wiemy, co jest dobre, co złe, najczęściej dobre dla mnie a złe może być dla kogoś.

Tymczasem jesteśmy powołani do życia w miłości , dla drugiego ,która potrafi zgodzić się na wykorzystanie wszystkiego co mam , aby służyć bliźniemu, potrzebującemu.

Poprzez Swoją Paschę a więc śmierć i Zmartwychwstanie Jezus Chrystus utworzył nam drogę do takiego życia.. Przeszedł przez śmierć po to, abyśmy karmiąc się Jego Ciałem  nie bali się tracić dla drugiego, nie bali się „umierać” dla innych.

Bóg , tak jak Mojżeszowi daje nam znaki przywołując do siebie. Z doświadczeń  naszych porażek, zawiedzionych nadziei, pewnych strat itp. tworzy takie błogosławione chwile, w których  pozbawieni „własnych butów” możemy skorzystać z Jego błogosławieństwa, z Jego świętości.

Bądźmy wyczuleni na te momenty, zwłaszcza w okresie wielkopostnym, aby z otwartym sercem, umysłem, wnętrzem przybliżać się do celebracji Świąt Paschalnych.

 

Diaulos – a więc bieg z nawróceniem ( Popielec)

Bieganie ma swoją historię. Pierwszym, naturalnym  środowiskiem biegowym były przestrzenie stepów, lasów, sawanny itp. Były to zarówno krótkie kilkusetmetrowe biegi , pozwalające znaleźć się w zasięgu skutecznego użycia kija, dzidy, włóczni , jak też wielokilometrowe biegi tropicielskie dla wypatrzenia jakiejś zwierzyny. Człowiek nie tylko łowił, ale sam też był zwierzyną łowną. Ucieczka skutecznie chroniła  przed drapieżnikami.

Tak czy inaczej biegacza czekała nagroda. Mógł to być zapas mięsa na najbliższe dni czy też tygodnie, mogło to być zdrowie lub życie uratowane dzięki sprawności uciekającego.

Przemiany cywilizacyjne modyfikowały z czasem życie codzienne człowieka. Osiadły tryb życia oznaczał również zmiany w aktywności fizycznej.  Coraz wiecej pożywienia pochodziło z hodowli , urządzenia i maszyny wspomagające pracę człowieka , przejmowały też większą część jego wysiłku fizycznego, w tym również konieczność intensywnych marszów, truchtów czy biegania.

Równolegle postawy walki, rywalizacji przy udziale wysiłku fizycznego , krystalizowały się w postaci zawodów sportowych.

Przyjmując, że współczesny kształt zawodów sportowych, ma swoje korzenie w starożytnej Grecji, przyjrzyjmy się początkom biegania na greckich stadionach. Otóż stadion oznaczał pierwotnie   jednostkę miary długości.

Bieżnia greckich stadionów miała długość jednego stadionu.                     ( ciekawostką jest fakt , że była ona różna na różnych stadionach. Np. w Olimpii stadion=192,27m., w Delfach ok.165m., w Epidauros 181,08m.)

Był to podstawowy dystans biegowy, na jednym krańcu bieżni oznaczony był start, na drugim meta.

W programie XIV igrzysk olimpijskich  w 724 p.n.e. wprowadzono po raz pierwszy konkurencję biegową o nazwie diaulos. Był to bieg rozgrywany na dystansie 2 stadionów ( jest on prekursorem biegów na 200, 400 czy 800m.)

Polegał on na tym, że zawodnik po przebiegnięciu 1 stadionu  zawracał i  biegł w przeciwnym kierunku, bieżnia bowiem była linią prostą. Ów zwrot będzie stanowił ilustrację do dzisiejszych rozważań.

Dziś przeżywamy Popielec. Nie jest to kościelne święto nakazane, trudno  jest na pierwszy rzut oka wskazać konkretne wydarzenie, okoliczność związaną z dzisiejszym dniem. Kościół  proponuje dziś do rozważania  dwa tematy.

Pierwszy to nasza wewnętrzna SKAZA, niespójność, pewien zasadniczy BRAK.

Wyjątki z 6 Rozdziału Mateusza przedstawiają w kilku przykładach  dysonans pomiędzy tym co pochodzi od Boga a tym, co wypływa z naszych starań:

„Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Nasza chęć wykonania tzw. dobrych uczynków , nasze dobre intencje , czy to dotyczące porządkowania, oczyszczania własnego wnętrza ( wszelkiego rodzaju posty), czy pomocy bliźnim ( jałmużna ), czy nawiązywanie, utrzymywanie relacji z Panem Bogiem ( modlitwa ) stają momentami w sprzeczności z rzeczywistością , która wynika z ich wykonania.

Czy często wyznaczając sobie jakieś wielkopostne wyrzeczenia nie zawijamy w cukierek tematów tych najtrudniejszych, tych najbardziej bolesnych, tych z którymi w nie potrafimy sobie w grucie rzeczy poradzić?

Czy nierzadko pomagając innym nie oddajemy tylko tego co my uznamy za stosowne , zamykając oczy na to ,że ktoś  potrzebuje od nas zupełnie czego innego, czym ja za żadną cenę z nim się nie podzielę?

Czy zamiast otwierać w modlitwie swoje wnętrze na głos i działanie Boga nie klepię wielokrotnie „dla zaliczenia” różańca czy litanii?Uczciwe stwierdzenie tego faktu jest zasadniczym elementem drugiego z tematów które podaje nam dziś Magisterium. Chodzi tu mianowicie o NAWRÓCENIE.

Sięgnijmy do przytoczonego wcześniej diaulos. Zawodnik aby kontynuować bieg, musiał zatrzymać się, wykonać zasadniczy zwrot, zmienić kierunek na przeciwny, porzucić dotychczasowy cel a skierować się ku innemu , kompletnie różniącemu się.

Czytamy słowa proroka Joela, który wołał:

„Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli”.

 Okoliczności w których te słowa wypowiada są dla Żydów tragiczne. Po latach deprawacji religijnej odeszli oni od Boga. Ich niewierność skutkowała klęską  w starciu z narodami pogańskimi , rozproszeniu, niewolą,  rządami okupanta. Były to odpowiednie okoliczności w których nawrócenie do Jedynego Boga dawało  błysk nadziei. Bóg tą nadzieję wypełnił. Odbudowana Jerozolima , odzyskana dla kultu Bożego Świątynia były znakami obecności Boga.

Posłuszeństwo Ludu oparte na ich staraniach i wysiłkach nie trwało jednak długo.Przyczyny niewierności człowieka , jego pomyłek, uchybień, grzechów tkwią bowiem daleko głębiej.

Jezus pouczając uczniów, pouczając nas o „ prawidłowej postawie”, „prawidłowych zachowaniach” nie tyle oczekuje wywiązania się z tego obowiązku, ile raczej uczciwego stwierdzenia, iż nawet mimo naszych dobrych intencji i wielu wysiłków jest to w grucie rzeczy niemożliwe.

Namówieni przez szatana do bycia ( życia) na własną rękę, na uzurpowanie sobie niezależności własnych decyzji, do życia sami-dla-siebie postawiliśmy własną osobę w centrum naszego świata. Oznacza to,że jesteśmy od Boga odwróceni. Nie jesteśmy w stanie żyć zgodnie z naszym stworzeniem na Jego obraz i podobieństwo. Bojąc się utraty tej fałszywej, ale własnej perspektywy  obecności w świecie nie możemy kochać i być kochani.

Bóg nie zostawił nas jednak w tej sytuacji. Dał nam obietnicę pomocy,wyjścia z niej, wyzwolenia. Popielec jest dniem, w którym uznając własną niemoc , dostrzegamy to jako bliską perspektywę, perspektywę 40 dni.

Nawrócenie to całkowita zmiana spojrzenia na siebie i bliźniego, na Boga i świat. Okolicznościami sprzyjającymi nawróceniu są wszelakie trudności, porażki, niepowodzenia itp. Otwórzmy więc nasze serca na ich przyjmowanienie . Nie jako kary mściwego Boga, ale jako okazje do uznania własnego błędu ,niewystarczalności. Jako okazji do odwracania się od siebie jako tego  „który jest jak Bóg” a uznania jako tego, który potrzebuje Boga aby żyć.

Niech wszystkie nasze wyrzeczenia, postanowienia , uczynki miłosierne w czasie Wielkiego Postu temu służą. Oczekujemy bowiem Paschy, wydarzenia w którym dokona się nasze zbawienie.

Prośmy więc  słowami Psalmu 51:

„Przywróć mi radość z Twojego zbawienia

i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.

Panie, otwórz wargi moje,

A usta moje będą głosić Twoją chwałę”.

Bezwarunkowa miłość Boga a więc biegacz dobrze zmotywowany (IV Ndz.Zw.)

Styczeń nie jest łatwym do biegania miesiącem. Morale biegaczy konfrontowane z licznymi styczniowymi uroczystościami zdaje się być poważnie osłabione.

Najpierw Sylwester, zaraz potem Trzech Króli, imprezy karnawałowe, skumulowane w tym roku ze względu na jego krótki czas trwania, wystawiają na ciężką próbę dyscyplinę treningową.

Warunki zewnętrzne jak na złość dokładają do pieca swoje. A to dość mocny mróz, a to utopione w śniegowym błocie ścieżki biegowe stwarzają poważne preteksty do leniuchowania.

Odległe jeszcze terminy pierwszych wiosennych startów dają złudną perspektywę biegowego lajciku.

Wiemy jednak, że tego, kto przetrzyma okres trudniejszy i wytrwa w regularnym lutowo-marcowym treningu, kwietniowe połówki czy już maratony ucieszą  niezłymi wynikami. Nie ma lepszej motywacji do dalszego biegania niż udany początek sezonu!

Słuchając dzisiejszych czytań , trudno wyłowić z nich takie optymistyczne nutki.  Najpierw czytamy fragment opowiadania o powołaniu proroka Jeremiasza. Otrzymuje on misję przekazywania Słowa Bożego  Izraelowi , który odszedł od Pana :

„ I wydam wyrok na nie za całą ich niegodziwość , iż opuścili mnie, a palili kadzidło obcym bogom i hołd oddawali dziełom swoich rąk”

czytamy w opuszczonym dziś fragmencie Jr 1,16. ( zachęcam do przeczytania całego Jr 1-2)

Nietrudno przewidzieć reakcję pouczanego o swoich nieprawościach ludu:

„A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć], gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać”

Bóg wierny Obietnicy złożonej Abrahamowi, prowadzi Swój Lud aby stał się liczny i potężny. Prowadzi, to znaczy pozwala im podejmować  decyzje i wybory w wolności , wg własnego rozeznania, również błędne. Oznacza to w praktyce że, mimo dobrych chęci i być może czynionych wysiłków,  Izraelitom krok po kroku zaciera się Jego Oblicze , składają swój los i życie w ręce nieistniejących bożków, wytworów własnych rąk, własnej wyobraźni.

Od czasów współczesnych Jeremiaszowi upłynęło dwa z okładem tysiące lat.  Jednak czytając te historie widzę, jak bardzo są one o mnie.

Ile razy opieram moje wybory, na własnych koncepcjach i wyobrażeniach, zapominając o Jedynym, który stworzył mnie na Swój obraz i podobieństwo.

Bóg jednak stawia obok mnie osoby, które (tak jak Jeremiasz w tamtych latach) wskazują moje błędy. Są to dla mnie okazje , by coś w życiu poprawiać, robić tych błędów mniej , być mówiąc popularnie trochę lepszym człowiekiem. Jest to na pewno potrzebne i wartościowe.

Staje również obok mnie Chrystus , który proponuje inne rozwiązanie. Inne niż to opisane powyżej i inne niż moje wyobrażenia.

Daje mi swoją śmierć niewinnego człowieka w zamian za moje życie , życie tego który zawinił. Daje mi przebaczenie nie z racji mojej poprawy, ale bezwarunkowo, tak jak Ojciec bezwarunkowo wskrzesił Go z martwych.

Jesteśmy jako chrześcijanie   prowadzeni przez tą  Dobrą Nowinę, która gorszy innych a przez wielu jest wyśmiewana.

Jednak ta przebaczająca z Krzyża  miłość – miłosierdzie Boga zdolna jest nadawać sens każdej aktywności, każdemu działaniu, chociażby było ono mało spektakularne czy też wg naszych ocen mało wartościowe.

Ziomkowie wyrzucili Jezusa , gdy zapowiadał inną niż oni mieli perspektywę pomocy człowiekowi.

Prośmy naszego Pana abyśmy w pokorze słuchali Jego współczesnych nam proroków i otwierali się na jedyną skuteczną pomoc – łaskę przebaczenia. Żyjąc dalej tą łaską możemy świadczyć  bezwarunkową miłości Boga wobec naszych bliźnich w zwykłej codzienności.

 

Biegacz a nie opowiadacz – a więc działanie oparte na fundamentach Chrztu (Niedziela Chrztu Pańskiego)

Nowy Rok przyatakował nas mrozkiem na -13°C i większość biegaczy przycupnęła w cieple domowego ogniska , słusznie uznając , że udowadnianie na siłę swojego hartu ducha nie zawsze jest wskazane.

Szacunek jednak dla tych, którzy zaopatrzeni w opaski/kominiarki/ciepłe rękawiczki wybiegli na styczniowe słoneczko wentylując płuca mroźnym oddechem  zimy.

Sukcesy biegaczy nie biorą się bowiem z lansowania swoich możliwości a z systematycznej i rozłożonej w czasie pracy treningowej. Są odpowiedzią na sygnały płynące z organizmu ( różnego typu dolegliwości psycho-fizyczne) , płynące z otoczenia  , które to ( czy to w postaci złośliwych przytyków, czy to w formie życzliwych i delikatnych uwag) zwraca uwagę na zaniedbania formy , kiepską sylwetkę, ogólną ociężałość i lenistwo.

Biegacze odpowiadają konkretnym wysiłkiem. Nie są to opowiadania o cudownych dietach czy programach z Chodakowską. Jest to założenie butów, ubrania i godzinka, półtorej, czasem dwie rzeczywistego wysiłku. Dopiero to działa i przynosi biegaczowi konkretne korzyści: polepszenie kondycji, sylwetki,  kształtowanie pozytywnego stosunku do siebie i świata.

Obraz ten odnosi się również w jakimś stopniu do sfery konstytuującej całe nasze ludzkie życie w relacji do siebie samego, do ludzi  których przychodzi nam spotykać, do Boga jeśli w Niego wierzymy.

Zostaliśmy bowiem stworzeni do działania .

Pierwsza intuicja podpowiada nam aktywności , które są w najprostszy sposób widoczna, a więc codzienne czynności życiowe. Trudno zaprzeczyć, że wiele z nich może i powinno sprawiać radość i przyjemność. Praca, kucharzenie, sport, wędkowanie… coś co  zapełnia nam wiele z naszego czasu.

Jakkolwiek jednak  przeżywali byśmy  sukcesy zawodowe, spędzali wolny czas zachwycając się urokliwymi miejscami , nasycając się piękną muzyką, chłonąc smaki potraw czy też win, uznamy iż nie wyczerpuje to pragnień, które wymagają zaspokojenia. Wszystko to zabarwione jest pewną ulotnością, niedosytem, nietrwałością.

Myśli nasze nieuchronnie ciążą ku innej sferze, może trochę ukrytej ale poruszającej całe nasze wnętrze. Jest to obszar naszych relacji z innymi ludźmi. Tu rozgrywają się nasze najważniejsze sukcesy i porażki, to tutaj przebiegają najwrażliwsze struny naszego człowieczeństwa, tu walczymy o miłość i szczęście i tu doznajemy najbardziej dotkliwych porażek.

Bóg stwarzając nas na Swój obraz i podobieństwo ukształtował nasze wnętrze do przeżywania najbardziej intymnej i bliskiej relacji z drugim z innym człowiekiem , do miłości.

Na wskutek jednak błędu, pod namową szatana relacje te zostały zakłócone. Człowiek postawiwszy się na miejscu Boga utracił do Niego dostęp, utraciwszy zdolność do kochania, utracił zdolność do życia.

Nasza aktywność popycha nas ku drugiemu, ale nasza niezdolność do bezwarunkowego przyjęcia człowieka innego niż ja sam , każe trzymać mniejszy lub większy dystans. Niezrealizowane pragnienie miłości wpędza nas w w ślepą uliczkę, w niewolę samych siebie. Napięcia, frustracje, przemoc, depresje są to jedne z wielu oznak tego niewolnictwa.

W tą sytuację wchodzi Bóg ze Swym planem zbawienia. Jego działanie jest konkretne i namacalne, jest realizacją obietnicy wyzwolenia człowieka , tak jak było to zapowiedziane w Księdze Rodzaju , poprzez Pisma i Proroków. Czytamy zatem dzisiaj u Izajasza:

„To mówi Pan: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo.”

Nie będziesz miał innych bogów, nie kradnij, nie zabijaj, nie cudzołóż… mamy prawo oczekiwać tego od innych , od siebie. O  takie prawa walczymy, takiej sprawiedliwości wymagamy. Postawione wymagania domagają się egzekwowania często poprzez sądy, własny spryt i starania, wymuszaniem na innych. I w dużej mierze tak wygląda nasza walka ze złem, walka o  sprawiedliwość, sprawiedliwość dla siebie.

Tymczasem Izajasz pisze dalej:

„Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy”.

Działanie Boga jakże inaczej wygląda niż nasze oczekiwania. Czy to są odpowiednie narzędzia do opamiętania dla sąsiada oszusta, polityka demagoga i karierowicza, nieuczciwego sędziego itp. ?

Jezus rozpoczyna Swoją Drogę w miejscu symbolicznie znaczącym. Jest to bowiem depresja Morza Martwego, miejsce można powiedzieć położone najniżej na świecie.

Objawienie Syna Bożego , Mesjasza wśród tych, którzy publicznie przyznawali się do swoich przewinień a więc w pewnym sensie wyrzutków, wyznaczało Jego pozycję wobec nas, mnie i Ciebie. Jest to pozycja uniżenia.

Oznacza to, że nie ma takiej sytuacji, takiej winy, takiej zbrodni, gdzie przy winnym, przy przestępcy nie byłoby Jezusa. Zanurza się On razem z nami w me wszystkie mętne wody naszego życia i to jest Jego miejsce działania:

„Otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.”

Jezus Chrystus wchodząc między nas , wyrzutków ,  pozwolił się ochrzcić Janowi w Jordanie. W 3 lata później przez nas, tych samych wyrzutków został ukrzyżowany i zabity. Bóg Ojciec podniósł Go z martwych, podtrzymał , zapewnił życie. Nazywamy to Paschą, gdyż spełniła się obietnica dana Ludowi Izraela o wyjściu z niewoli , o życiu w Ziemi Obiecanej, o życiu z Boga. Stało się tak, abyśmy i my uwierzyli , iż w naszym życiu może dziać się tak samo.. Taka śmierć jest prawdziwym chrztem, chrztem rzeczywistym, w którym umiera w nas lęk przed stratą, lęk o siebie, gdzie z przestraszonego i bezradnego niewolnika rodzi się człowiek wolny. Wolny nie z uwagi na własną moc, ale z doświadczenia mocy Boga w jego życiu.

W tym Duchu, każda aktywność jest szczęściem, każde działanie błogosławione zarówno w sukcesach jak i porażkach. Tak Pan daje Swojemu ludowi pokój!

Pomoc dedykowana słabym – a więc narodziny Boga w człowieku ( Boże Narodzenie AD 2015)

Środowisko biegaczy właściwie niewiele różni się od innych grup skupionych wokół pewnej pasji, wspólnego zainteresowania , działań podejmowanych nie zarobkowo, jako oddech od codziennej pracy i obowiązków.

Mamy swoje kluby, fora, stowarzyszenia, spotkania i imprezy. Rywalizujemy na zawodach, wymieniamy się doświadczeniami, pomagamy wzajemnie.

Analizując różnorakie aktywności biegaczy trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że znaczna ich część  skierowana jest poza to środowisko tzn. do osób które nie biegają, czasem nawet o bieganiu nie myślą, czasem się podśmiewują lub są po prostu niechętne.

Najpierw zawody – można powiedzieć, że ich organizacja  ma zawsze dwóch adresatów. Jeden – rzecz oczywista – to uczestnicy biegu. Drugi natomiast – kto wie czy nie równie ważny –  to ci którzy nie biegają. Są to mężowie/żony, sympatie, kibice na trasie czasem widzowie przy odbiornikach telewizyjnych, oficjele itd.

Dalej – wszelakie rozmowy, dyskusje, ogólnie mówiąc tzw. propaganda szeptana. Nie pomylę się wiele, jęśli postawię tezę, że większość tego wysiłku skierowana jest właśnie do tych, którzy nie biegają.

Skąd ten kierunek, to zainteresowanie? Czy chodzi tu o pokazanie jakiejś przewagi, zaprezentowanie swojej sprawności w zestawieniu z nieuruchomionym najczęściej słuchaczem?

Chociaż i takich motywacji czasami nie można wykluczyć, z pewnością w przeważającej części przypadków myślenie jest zupełnie inne. Jeszcze niedawno ów biegacz był przecież tym właśnie brzuchatym słuchaczem. Doświadczenie wszystkich korzyści czy tych dotyczących sprawności fizycznej, czy wzmocnienia psyche, zmusza wręcz biegacza do pochylania się nad słabszym, często zapuszczonym, z problemami zdrowotnymi, gdzie często lekarz czy psycholog przestał już wierzyć w wyprowadzenie pacjenta na prostą.

W słabszym drzemie bowiem olbrzymi potencjał na poprawę i podanie mu ręki daje skutki, których nie sposób nie zauważyć i nie docenić.

W jak drastycznej opozycji znajduje się wyżej opisana postawa do naszych wyborów w życiu codziennym!

Wybierając chrzestnego skierujemy zaproszenie raczej do bogatszego wujka niż do jakiegoś rodzinnego pariasa. Łaskawiej spojrzymy na schludnego i grzecznego chłopaka naszej córki, aniżeli nierozgarniętego lenia bez perspektyw  na życie. Doświadczenie życiowe mówi nam, że lepiej trzymać z silnym, kierować się  ku ludziom sukcesu.

Jeśli więc chcę coś komuś dać, przekazać, komuś pomóc będę szukał słabych i potrzebujących, próbując uzyskać coś dla siebie wybieram dobrze sytuowanych. Biedacy do niczego nie będą mi wtedy potrzebni.

 

Bóg w słabości Elżbiety i Zachariasza , których  bezpłodne życie uratował łaską poczęcia ich syna Jana, postawił ostatni akcent wypełnienia Starego Przymierza.

W mocy wypełnionego swą łaską serca Maryi ustanowił podwaliny Przymierza Nowego, uzdalniając ją do przyjęcia  Mesjasza jako swego Syna.

Czytamy o spotkaniu tych dwóch światów,  dwóch rzeczywistości :

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę.”

Dwie , można powiedzieć słabe i w pewien sposób bezradne kobiety.

O tym właśnie mówi proroctwo Micheasza. Miejsce inicjacji zbawienia człowieka nie jest zbyt eksponowane. Położone raczej na marginesie ludu Izraela.

Miejsce inicjacji Twojego i mojego zbawienia również nie jest zbyt eksponowane.

Są to te słabe, niedoskonałe, problematyczne miejsca  duszy, gdzie ujawniają się nieporadności, błędy, braki, własne cwaniactwo, chciwość ,  strach przed porażką , śmiercią…

Bóg tu właśnie rozpoczyna swoją misję w życiu każdego z nas. W czasie Adwentu cierpliwie odsłanialiśmy te miejsca, wystawiając je niejako w gotowości aby w sakramencie pojednania mogły się zapełniać Jego  rozwiązaniem, Jego przebaczeniem, Jego łaską.

Maryja otrzymała pełnię łaski już przy swym urodzeniu. Dlatego jej odpowiedź na przyjście Syna Bożego była w stu procentach pozytywna a Elżbieta miała już okazję to oglądać.

My , dzięki doświadczeniu Paschy Jezusa Chrystusa otrzymujemy tą łaskę za każdym razem jeśli tylko w Jego imię o to się zwrócimy. Dzieje się to w każdej Eucharystii, również w tych chwilach, gdy ktoś ( mąż, żona, sąsiad, znajomy itd.) nie odda nam naszego przewinienia, wybaczy błąd , nie będzie dochodził swojego.

Zachowujmy w sercach te chwile i doświadczenia, dzielmy się nimi przy wigilijnych stołach, świątecznych spotkaniach, bo są to okruchy miłości, tego co czeka nas już w pełni w Niebie.

 

 

Controling biegania, przemiana życia – a więc jak ścieżki przechodzą w Drogę ( II Niedziela Adwentu)

Controling to syntetycznie rzecz ujmując uporządkowany zespół działań zorientowany na wynik, obejmujący pozyskiwanie informacji , planowanie oraz kontrolę tych działań  ze względu na stopień osiągnięcia planowanego wyniku.

Pojęcie to wyrwane z dziedziny ekonomii, zarządzania przedsiębiorstwem  będzie nam jak najbardziej pomocne w rozważaniu pewnych zagadnień związanych z bieganiem.

Wynik finansowy-wynik biegowy, planowanie sprzedaży-planowanie treningu, analogie są aż nadto oczywiste.

Porządkowanie działań  jest pierwszym i jednym z najważniejszych komunikatów, jaki może otrzymać osoba rozpoczynająca bieganie. I nie chodzi tu tylko o aplikację planu treningowego, który każdy początkujący jak i zaawansowany może w wielu wersjach odnaleźć czy to na specjalistycznych portalach , czy też jako autorskie koncepcje doświadczonych długodystansowców.

Informacje uzyskiwane podczas treningu dają podstawy do feed-backu a więc analizy i porównania założeń do ich wykonania a dalej podjęcia odpowiednich korekt.

Brzmi skomplikowanie, ale  w praktyce wygląda to bardzo prosto: nie biegamy „na pałę”. Endomondo w telefonie lub zegarek biegowy i znamy już tempo, puls . Trochę wysiłku myślowego przy komputerze, gdzie możemy wykonać prostą statystykę i już wiemy czy nie biegamy za szybko, jakie tempa  mają przebieżki, w jakim zakresie wysiłkowym przebiegliśmy trening. Biegowy controling sprawia ,że bardziej dbamy o bezpieczeństwo zdrowotne  a efekty biegania mocno się podciągają.

Historia dobrze układanej praktyki  życia codziennego   , można powiedzieć „controling życiowy”  jest przewodnią myślą pierwszych rozdziałów  „ opowiadania o zdarzeniach , które dokonały się pośród nas” jak pisze Ewangelista Łukasz w przedmowie  adresowanej do bliżej nie wskazanego Teofila, prawdopodobnie chrześcijanina, urzędnika rzymskiego.

Bowiem historia kapłana Zachariasza i jego żony – „ sprawiedliwych wobec Boga i postępujących nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich” jest  przykładem dobrej praktyki życiowej.

Bóg uleczył niepłodość  żony Zachariasza, ten zaś posłuszny prośbie anioła nadał synowi imię Jan a także przygotowywał go do zapowiadanej misji. W tym też duchu nauczał Jan zapowiadając przyjście Mesjasza:

„Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi!”  

Dopytywany o szczegółowe wskazania zalecał uczciwe postępowanie i pracę , dzielenie się z biedniejszymi itp. Bez wątpienia były i są to zalecenia istotne, potrzebne  i pożyteczne. W większości przypadków staramy się z mniejszym lub większym skutkiem tym  wymaganiom sprostać, oczekując od innych takiej samej dobrej woli . Dzięki temu bowiem mamy nadzieję na spełnienie pewnej podstawowej ludzkiej sprawiedliwość, zapewnienie  równowagi.

Jakże jednak często te nasze oczekiwania okazują się  płonne.  Moja uczciwość i rzetelność jest wtedy niedoceniana, nienagradzana , natomiast potknięcia i błędy bezlitośnie wypunktowywane i wykorzystywane. Jeśli twardo nie wyegzekwuję swojego, zostaję często oskubany z innej strony: powiedzenie ;” jeśli masz miękkie serce , musisz mieć twardy tyłek” odzwierciedla te sytuacje doskonale.

Niejeden ze słuchających Jana do takich konkluzji dochodził : ani od innych nie otrzymuję tego, czego od nich oczekuję, co powinni mi zapewnić, ani ja sam nie jestem wstanie wobec drugiego człowieka unieść ciężaru Janowych wymagań .

Cała działalność i życie Jana Chrzciciela miała za zadanie mnie i Ciebie do tego punktu doprowadzić.

Stwierdzenie własnej bezradności , bezsilności, zawiedzionych nadziei, jest początkiem pewnej Drogi, która tak często rozpoczyna się ludzkim dramatem. Głowa Jana na tacy jest tego dramatu znakiem, znakiem śmierci starego porządku, myślenia , logiki życia własną sprawiedliwością , która doprowadziła na dno.

Dopiero wtedy , dopiero tak przygotowany człowiek jest w stanie ujrzeć Światło, usłyszeć Słowo, ujrzeć zbawienie Boże.

Objawiło się ono w Mesjaszu – Jezusie Chrystusie, który zaakceptował człowieczy grzech do tego stopnia, że pozwolił mu się zniszczyć, ukrzyżować. Stało się tak aby ukazało się Życie nie z naszej ludzkiej sprawiedliwości która jest w stanie uznać jedynie  to co jest dla mnie dobre, ale z łaski Ojca który akceptuje mnie zawsze, zwłaszcza gdy dobry nie jestem.

Jest to Życie rodzące się z przebaczenia i karmione Ciałem na to przebaczenie wydanym. Wydarzenia Krzyża i Zmartwychwstania, których Jan nie doczekał są nam potrzebne  , abyśmy uczyli  się takiego życia już teraz, będąc  wśród przyjaznych  nam, ale także wśród  nieprzyjaciół i szczególnie wobec nich mogli świadczyć słowami psalmu:

„ Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla nas”

 Prośmy o taką miłość w naszej codziennej modlitwie.

Podium zawodowca i tron amatora – a więc jak powstaje Królestwo Chrystusa (Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata)

AMATOR i ZAWODOWIEC – zderzenie tych dwóch rzeczywistości jak nigdzie indziej produkowało przez wiele lat niezliczoną ilość karykatur i absurdów  w rywalizacji sportowców na całym świecie.

Najlepszą ilustracją tych ideologicznych i mentalnych  zmagań jest historia  zawodów olimpijskich.

Twórcy nowożytnych Igrzysk Olimpijskich wykluczyli z założenia wszystkich tych zawodników, dla których sport był zawodem, źródłem utrzymania.Idee olimpijskiej rywalizacji promować miały  zawodników uprawiających sport i startujących na zawodach jedynie dla idei rywalizacji , a więc niekomercyjnie.

W związku z tym np. kraje „obozu socjalistycznego” wysyłały na te Igrzyska  setki czy tysiące  wojskowych, górników , hutników, pracowników zakładów   metalowych typu ‘Łucznik” czy „Mesko” ( gdzie za parawanem produkcji maszyn do szycia czy sokowirówek wytwarzano pistolety i kałasznikowy ) , którzy to „pracownicy” nigdy nie przekroczyli hali produkcyjnej swojego zakładu , spędzając za to swoje „robocze zmiany” na intensywnych treningach w Spale czy innych ośrodkach przygotowań olimpijskich. W latach ’80 XXw. władze olimpijskie zarządziły zmianę kursu i sukcesywnie począwszy od piłkarzy oficjalnie włączano środowiska zawodowych sportowców do rywalizacji olimpijskiej.

Idea przegrała z komercją. Świat ineresów, pieniędzy, sponsorów, wpływów , lukratywnych posad przyćmił zamysł greckiego filantropa Evangelosa Zappasa wskrzeszenia starożytnej idei szlachetnej rywalizacji zawodników.

Podobna konfrontacja rozgrywa się na naszym skromnym poletku masowych biegów długodystansowych.

Biegacze podejmujący w swojej wolności codzienny trud i wysiłek treningowy , startujący w biegach ulicznych, crossach, iron manach itp. poprzez powszechność aktywności  biegowej stanowią wspaniały przykład , siłę przekonywania , motywację dla poprawiania nawyków , stylu życia, zdrowia, pogody ducha.

Stanowią też łakomy kąsek dla tych, którym ta wolność się nie podoba. Pierwsze sidła usiłował w 2014r. zastawić Prezes PZLA Jerzy Skucha wraz z grupą działaczy  wysnuwając propozycje zapętlenia ścieżek biegowych w koszary zezwoleń, książeczek, certyfikatów, opłat itd.

Reakcja środowiska na razie wystarczyła. W tej chwili to Organizatorzy biegów podejmując decyzje o ich charakterze , dobierając sponsorów i godząc się na ich oczekiwania , stawiając cele dla danej imprezy określają na ile jest ona amatorska a na ile komercyjna.

Płacąc startowe, opłaty, noclegi, wysokie nagrody za miejsca  zachęcają    zawodników do przyjazdu. Może podkręcają wyniki , może tworzą event medialny ale po cóż nam tacy królowie i królowe  maratonów, którzy dobierają kalendarz startowy do poziomu erytropoetyny we krwi a wprowadzenie ostrzejszych badań antydopingowych w  wymiata z list startowych całą czołówkę kenijskich , ukraińskich ale też ostatnio i polskich pseudobiegaczy.

Królowanie Lilii Szobuchowej , najbardziej utytuowanej biegaczki maratońskiej , wielokrotnej  zwyciężczyni maratonów w Chicago, Bostonie, Londynie Nowym Jorku i inn. miało bardzo solidną chemiczno-biologiczno-koksowniczą podbudowę a osoby których zadaniem była kontrola zawodników , wytworzyły system dystrybucji dopingu i ochrony zawodnika przed jego wykryciem.

Tak po ludzku można to wszystko jakoś zrozumieć. Ktoś płaci za show, za wynik a więc wymaga, ktoś zgadza się te wymagania spełnić, ludność macha chorągiewkami, plakatami ,  podziwia, dopinguje ( sic!) , widzowie przed telewizorami piją piwo , oglądają reklamy , czegóż więc się jeszcze czepiać?

 

W te ludzkie dylematy o  królowaniu musiał również  wejść Jezus kończąc swoją misję zbawienia człowieka.

Królowanie bowiem jest pewną funkcją, jest związane z pozycją społeczną.Dotyczy więc w swoim przenośnym znaczeniu mojej i Twojej relacji do innych, osób z którymi się spotykamy, mamy do czynienia, przyjaźnimy, spieramy się, kochamy, ale też nierzadko omijamy szerokim łukiem.

Funkcji tej można przypisać pewne uszeregowanie , wyznacza ona pozycję osób wobec siebie. Król w tej hierarchii jest najwyżej. Podlegli mu są mniejsi „królowie”, każdemu z tych mniejszych być może jeszcze następni.

Możemy wyobrazić sobie ten układ w kształcie piramidy z wierzchołkiem skierowanym ku górze :

trój-1

 

 

 

Jaka jest logika budowania pozycji „króla”?

Otóż polega ona na wykluczaniu. Pnąc się do góry w owej piramidzie,  musimy pozostawiać niżej innych, słabszych, mniej godnych, słabiej wykształconych, mniej cwanych, nierozgarniętych. W efekcie „król” pozostaje najwyżej – sam. Dolne pozycje piramidy chociaż licznie obsadzone, nie są dla nas atrakcyjne, nikt dobrowolnie nie chce ich zajmować, poświęcamy wiele wysiłku i starań, aby je opuszczać i piąć się ku górze.

Przypatrzmy się, czy jest to jedynie bajka o królu?

Nie inaczej zbudowane są struktury współczesnych organizacji, korporacji, firm itp. Według tego mechanizmu tworzą się ekskluzywne środowiska  : polityczne-partyjne, celebryckie, artystyczne, grup zawodowych itp.

W ten sposób również każdy z nas selekcjonuje spotykanych na co dzień bliźnich, wybierając i dopuszczając do siebie stosownie do tego , na ile ktoś jest mi potrzebny, przyjazny, pasujący.

Nie inaczej też postępuje „przygotowany” odpowiednio biegacz ( w naszym przykładzie rosyjska biegaczka maratońska). Biegnąc na miarę swojej determinacji pozostawia za sobą kolejnych biegaczy forsując się na czoło biegu, na pierwsze miejsca tabel wynikowych, statystyk medalowych, gromadząc miliony zarobione za zwycięstwa, od sponsorów i reklamodawców, zapisując się tzw. „złotymi zgłoskami „ w annałach światowych osiągnięć lekkoatletycznych.

Na pytanie o swój królewski status Jezus odpowiada nie wprost:

„Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie.”

Jaka to prawda stawia Go w pozycji króla, jaka to logika?

Popatrzmy na kolejną ilustrację:

flipped-triangle-clip-art-8434

 

 

 

Jest to prawda trudna , wręcz niemożliwa do przyjęcia , na tyle absurdalna, iż w momencie gdy Piłat zadawał to pytanie Jezusowi, ten nie był w stanie w żaden sposób jej wyrazić.

Dopiero kilka godzin później, gdy świadectwo krzyżowanego Zbawiciela stawało się faktem piramida z naszej ilustracji mogła się odwrócić.

Jezus Chrystus aby przywrócić nam zagubioną przez grzech człowieka  relację do Ojca , aby przywrócić nam życie, pozwolił działać naszej nieprzyjaźni, wrogości , pozwolił umieścić się na samym dnie naszej piramidy.

Stało się tak,  aby dać świadectwo, że to jest najbardziej stosowne, odpowiednie miejsce do budowania relacji z drugim człowiekiem. Jest to miejsce z którego Jezus Chrystus może służyć, dźwigać każdego choćby najniżej upadłego człowieka. Można powiedzieć, że nie ma takiego dna które osiągniesz Ty czy ja  w którym Zbawiciel nie znalazł by się jeszcze niżej.

Jest to prawdziwy tron, miejsce Jego królowania, w które nikt z nas nie jest w stanie, nie chce z własnej woli wejść , które jest zgorszeniem dla świata, głupstwem dla pogan, jest to drzewo Krzyża, miejsce śmierci.

Śmierć Zbawiciela dla mnie i dla Ciebie to początek przedziwnej piramidy.

Jeśli bowiem On umarł , przegrał i żyje, to ja również gdy przyjmę to za prawdę mogę wobec drugiego, kłótliwego sąsiada , nie zawsze przyjaznej  żony, dziecka które odwróciło się plecami, urzędnika egzekwującego absurdalne przepisy, przegrać i nie odwrócić się, przyjąć i nie oddać z nawiązką upokorzenia, niesprawiedliwości , straty.

Bowiem „przyklejony” do Niego będę wśród tych strat żył, już nie dzięki swoim staraniom , sprytowi, rozpychaniu się łokciami, ale z darmowej łaski Ojca.

Dzięki temu ów sąsiad, żona, dziecko, urzędnik ma szansę doświadczyć przebaczenia, przyjaźni zamiast wrogości , miłości mocą Chrystusa . Zamiast eliminacji i wykluczenia, następuje przyłączanie, rozszerzanie piramidy, tworzenie wspólnoty opartej na miłości płynącej z Krzyża.

Tak wzrasta Kościół, jako wspólnota chrześcijan żyjących w komunii nie dlatego, że są lepsi , milsi, bardziej przyjaźni od innych ( chociaż i to nie jest wykluczone) , ale dlatego, że przejawy nieprzyjaźni, grzechy jednych, brane są na barki przez innych i nie oddawane.

Myślmy o takim Królu, takim królowaniu, o tronie Krzyża jako utwierdzeniu świata, który się nigdy nie zachwieje. Wstając każdego dnia prośmy o przylgnięcie do Niego.