Biegacz a nie opowiadacz – a więc działanie oparte na fundamentach Chrztu (Niedziela Chrztu Pańskiego)

Nowy Rok przyatakował nas mrozkiem na -13°C i większość biegaczy przycupnęła w cieple domowego ogniska , słusznie uznając , że udowadnianie na siłę swojego hartu ducha nie zawsze jest wskazane.

Szacunek jednak dla tych, którzy zaopatrzeni w opaski/kominiarki/ciepłe rękawiczki wybiegli na styczniowe słoneczko wentylując płuca mroźnym oddechem  zimy.

Sukcesy biegaczy nie biorą się bowiem z lansowania swoich możliwości a z systematycznej i rozłożonej w czasie pracy treningowej. Są odpowiedzią na sygnały płynące z organizmu ( różnego typu dolegliwości psycho-fizyczne) , płynące z otoczenia  , które to ( czy to w postaci złośliwych przytyków, czy to w formie życzliwych i delikatnych uwag) zwraca uwagę na zaniedbania formy , kiepską sylwetkę, ogólną ociężałość i lenistwo.

Biegacze odpowiadają konkretnym wysiłkiem. Nie są to opowiadania o cudownych dietach czy programach z Chodakowską. Jest to założenie butów, ubrania i godzinka, półtorej, czasem dwie rzeczywistego wysiłku. Dopiero to działa i przynosi biegaczowi konkretne korzyści: polepszenie kondycji, sylwetki,  kształtowanie pozytywnego stosunku do siebie i świata.

Obraz ten odnosi się również w jakimś stopniu do sfery konstytuującej całe nasze ludzkie życie w relacji do siebie samego, do ludzi  których przychodzi nam spotykać, do Boga jeśli w Niego wierzymy.

Zostaliśmy bowiem stworzeni do działania .

Pierwsza intuicja podpowiada nam aktywności , które są w najprostszy sposób widoczna, a więc codzienne czynności życiowe. Trudno zaprzeczyć, że wiele z nich może i powinno sprawiać radość i przyjemność. Praca, kucharzenie, sport, wędkowanie… coś co  zapełnia nam wiele z naszego czasu.

Jakkolwiek jednak  przeżywali byśmy  sukcesy zawodowe, spędzali wolny czas zachwycając się urokliwymi miejscami , nasycając się piękną muzyką, chłonąc smaki potraw czy też win, uznamy iż nie wyczerpuje to pragnień, które wymagają zaspokojenia. Wszystko to zabarwione jest pewną ulotnością, niedosytem, nietrwałością.

Myśli nasze nieuchronnie ciążą ku innej sferze, może trochę ukrytej ale poruszającej całe nasze wnętrze. Jest to obszar naszych relacji z innymi ludźmi. Tu rozgrywają się nasze najważniejsze sukcesy i porażki, to tutaj przebiegają najwrażliwsze struny naszego człowieczeństwa, tu walczymy o miłość i szczęście i tu doznajemy najbardziej dotkliwych porażek.

Bóg stwarzając nas na Swój obraz i podobieństwo ukształtował nasze wnętrze do przeżywania najbardziej intymnej i bliskiej relacji z drugim z innym człowiekiem , do miłości.

Na wskutek jednak błędu, pod namową szatana relacje te zostały zakłócone. Człowiek postawiwszy się na miejscu Boga utracił do Niego dostęp, utraciwszy zdolność do kochania, utracił zdolność do życia.

Nasza aktywność popycha nas ku drugiemu, ale nasza niezdolność do bezwarunkowego przyjęcia człowieka innego niż ja sam , każe trzymać mniejszy lub większy dystans. Niezrealizowane pragnienie miłości wpędza nas w w ślepą uliczkę, w niewolę samych siebie. Napięcia, frustracje, przemoc, depresje są to jedne z wielu oznak tego niewolnictwa.

W tą sytuację wchodzi Bóg ze Swym planem zbawienia. Jego działanie jest konkretne i namacalne, jest realizacją obietnicy wyzwolenia człowieka , tak jak było to zapowiedziane w Księdze Rodzaju , poprzez Pisma i Proroków. Czytamy zatem dzisiaj u Izajasza:

„To mówi Pan: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo.”

Nie będziesz miał innych bogów, nie kradnij, nie zabijaj, nie cudzołóż… mamy prawo oczekiwać tego od innych , od siebie. O  takie prawa walczymy, takiej sprawiedliwości wymagamy. Postawione wymagania domagają się egzekwowania często poprzez sądy, własny spryt i starania, wymuszaniem na innych. I w dużej mierze tak wygląda nasza walka ze złem, walka o  sprawiedliwość, sprawiedliwość dla siebie.

Tymczasem Izajasz pisze dalej:

„Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy”.

Działanie Boga jakże inaczej wygląda niż nasze oczekiwania. Czy to są odpowiednie narzędzia do opamiętania dla sąsiada oszusta, polityka demagoga i karierowicza, nieuczciwego sędziego itp. ?

Jezus rozpoczyna Swoją Drogę w miejscu symbolicznie znaczącym. Jest to bowiem depresja Morza Martwego, miejsce można powiedzieć położone najniżej na świecie.

Objawienie Syna Bożego , Mesjasza wśród tych, którzy publicznie przyznawali się do swoich przewinień a więc w pewnym sensie wyrzutków, wyznaczało Jego pozycję wobec nas, mnie i Ciebie. Jest to pozycja uniżenia.

Oznacza to, że nie ma takiej sytuacji, takiej winy, takiej zbrodni, gdzie przy winnym, przy przestępcy nie byłoby Jezusa. Zanurza się On razem z nami w me wszystkie mętne wody naszego życia i to jest Jego miejsce działania:

„Otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.”

Jezus Chrystus wchodząc między nas , wyrzutków ,  pozwolił się ochrzcić Janowi w Jordanie. W 3 lata później przez nas, tych samych wyrzutków został ukrzyżowany i zabity. Bóg Ojciec podniósł Go z martwych, podtrzymał , zapewnił życie. Nazywamy to Paschą, gdyż spełniła się obietnica dana Ludowi Izraela o wyjściu z niewoli , o życiu w Ziemi Obiecanej, o życiu z Boga. Stało się tak, abyśmy i my uwierzyli , iż w naszym życiu może dziać się tak samo.. Taka śmierć jest prawdziwym chrztem, chrztem rzeczywistym, w którym umiera w nas lęk przed stratą, lęk o siebie, gdzie z przestraszonego i bezradnego niewolnika rodzi się człowiek wolny. Wolny nie z uwagi na własną moc, ale z doświadczenia mocy Boga w jego życiu.

W tym Duchu, każda aktywność jest szczęściem, każde działanie błogosławione zarówno w sukcesach jak i porażkach. Tak Pan daje Swojemu ludowi pokój!

Pomoc dedykowana słabym – a więc narodziny Boga w człowieku ( Boże Narodzenie AD 2015)

Środowisko biegaczy właściwie niewiele różni się od innych grup skupionych wokół pewnej pasji, wspólnego zainteresowania , działań podejmowanych nie zarobkowo, jako oddech od codziennej pracy i obowiązków.

Mamy swoje kluby, fora, stowarzyszenia, spotkania i imprezy. Rywalizujemy na zawodach, wymieniamy się doświadczeniami, pomagamy wzajemnie.

Analizując różnorakie aktywności biegaczy trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że znaczna ich część  skierowana jest poza to środowisko tzn. do osób które nie biegają, czasem nawet o bieganiu nie myślą, czasem się podśmiewują lub są po prostu niechętne.

Najpierw zawody – można powiedzieć, że ich organizacja  ma zawsze dwóch adresatów. Jeden – rzecz oczywista – to uczestnicy biegu. Drugi natomiast – kto wie czy nie równie ważny –  to ci którzy nie biegają. Są to mężowie/żony, sympatie, kibice na trasie czasem widzowie przy odbiornikach telewizyjnych, oficjele itd.

Dalej – wszelakie rozmowy, dyskusje, ogólnie mówiąc tzw. propaganda szeptana. Nie pomylę się wiele, jęśli postawię tezę, że większość tego wysiłku skierowana jest właśnie do tych, którzy nie biegają.

Skąd ten kierunek, to zainteresowanie? Czy chodzi tu o pokazanie jakiejś przewagi, zaprezentowanie swojej sprawności w zestawieniu z nieuruchomionym najczęściej słuchaczem?

Chociaż i takich motywacji czasami nie można wykluczyć, z pewnością w przeważającej części przypadków myślenie jest zupełnie inne. Jeszcze niedawno ów biegacz był przecież tym właśnie brzuchatym słuchaczem. Doświadczenie wszystkich korzyści czy tych dotyczących sprawności fizycznej, czy wzmocnienia psyche, zmusza wręcz biegacza do pochylania się nad słabszym, często zapuszczonym, z problemami zdrowotnymi, gdzie często lekarz czy psycholog przestał już wierzyć w wyprowadzenie pacjenta na prostą.

W słabszym drzemie bowiem olbrzymi potencjał na poprawę i podanie mu ręki daje skutki, których nie sposób nie zauważyć i nie docenić.

W jak drastycznej opozycji znajduje się wyżej opisana postawa do naszych wyborów w życiu codziennym!

Wybierając chrzestnego skierujemy zaproszenie raczej do bogatszego wujka niż do jakiegoś rodzinnego pariasa. Łaskawiej spojrzymy na schludnego i grzecznego chłopaka naszej córki, aniżeli nierozgarniętego lenia bez perspektyw  na życie. Doświadczenie życiowe mówi nam, że lepiej trzymać z silnym, kierować się  ku ludziom sukcesu.

Jeśli więc chcę coś komuś dać, przekazać, komuś pomóc będę szukał słabych i potrzebujących, próbując uzyskać coś dla siebie wybieram dobrze sytuowanych. Biedacy do niczego nie będą mi wtedy potrzebni.

 

Bóg w słabości Elżbiety i Zachariasza , których  bezpłodne życie uratował łaską poczęcia ich syna Jana, postawił ostatni akcent wypełnienia Starego Przymierza.

W mocy wypełnionego swą łaską serca Maryi ustanowił podwaliny Przymierza Nowego, uzdalniając ją do przyjęcia  Mesjasza jako swego Syna.

Czytamy o spotkaniu tych dwóch światów,  dwóch rzeczywistości :

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę.”

Dwie , można powiedzieć słabe i w pewien sposób bezradne kobiety.

O tym właśnie mówi proroctwo Micheasza. Miejsce inicjacji zbawienia człowieka nie jest zbyt eksponowane. Położone raczej na marginesie ludu Izraela.

Miejsce inicjacji Twojego i mojego zbawienia również nie jest zbyt eksponowane.

Są to te słabe, niedoskonałe, problematyczne miejsca  duszy, gdzie ujawniają się nieporadności, błędy, braki, własne cwaniactwo, chciwość ,  strach przed porażką , śmiercią…

Bóg tu właśnie rozpoczyna swoją misję w życiu każdego z nas. W czasie Adwentu cierpliwie odsłanialiśmy te miejsca, wystawiając je niejako w gotowości aby w sakramencie pojednania mogły się zapełniać Jego  rozwiązaniem, Jego przebaczeniem, Jego łaską.

Maryja otrzymała pełnię łaski już przy swym urodzeniu. Dlatego jej odpowiedź na przyjście Syna Bożego była w stu procentach pozytywna a Elżbieta miała już okazję to oglądać.

My , dzięki doświadczeniu Paschy Jezusa Chrystusa otrzymujemy tą łaskę za każdym razem jeśli tylko w Jego imię o to się zwrócimy. Dzieje się to w każdej Eucharystii, również w tych chwilach, gdy ktoś ( mąż, żona, sąsiad, znajomy itd.) nie odda nam naszego przewinienia, wybaczy błąd , nie będzie dochodził swojego.

Zachowujmy w sercach te chwile i doświadczenia, dzielmy się nimi przy wigilijnych stołach, świątecznych spotkaniach, bo są to okruchy miłości, tego co czeka nas już w pełni w Niebie.

 

 

Controling biegania, przemiana życia – a więc jak ścieżki przechodzą w Drogę ( II Niedziela Adwentu)

Controling to syntetycznie rzecz ujmując uporządkowany zespół działań zorientowany na wynik, obejmujący pozyskiwanie informacji , planowanie oraz kontrolę tych działań  ze względu na stopień osiągnięcia planowanego wyniku.

Pojęcie to wyrwane z dziedziny ekonomii, zarządzania przedsiębiorstwem  będzie nam jak najbardziej pomocne w rozważaniu pewnych zagadnień związanych z bieganiem.

Wynik finansowy-wynik biegowy, planowanie sprzedaży-planowanie treningu, analogie są aż nadto oczywiste.

Porządkowanie działań  jest pierwszym i jednym z najważniejszych komunikatów, jaki może otrzymać osoba rozpoczynająca bieganie. I nie chodzi tu tylko o aplikację planu treningowego, który każdy początkujący jak i zaawansowany może w wielu wersjach odnaleźć czy to na specjalistycznych portalach , czy też jako autorskie koncepcje doświadczonych długodystansowców.

Informacje uzyskiwane podczas treningu dają podstawy do feed-backu a więc analizy i porównania założeń do ich wykonania a dalej podjęcia odpowiednich korekt.

Brzmi skomplikowanie, ale  w praktyce wygląda to bardzo prosto: nie biegamy „na pałę”. Endomondo w telefonie lub zegarek biegowy i znamy już tempo, puls . Trochę wysiłku myślowego przy komputerze, gdzie możemy wykonać prostą statystykę i już wiemy czy nie biegamy za szybko, jakie tempa  mają przebieżki, w jakim zakresie wysiłkowym przebiegliśmy trening. Biegowy controling sprawia ,że bardziej dbamy o bezpieczeństwo zdrowotne  a efekty biegania mocno się podciągają.

Historia dobrze układanej praktyki  życia codziennego   , można powiedzieć „controling życiowy”  jest przewodnią myślą pierwszych rozdziałów  „ opowiadania o zdarzeniach , które dokonały się pośród nas” jak pisze Ewangelista Łukasz w przedmowie  adresowanej do bliżej nie wskazanego Teofila, prawdopodobnie chrześcijanina, urzędnika rzymskiego.

Bowiem historia kapłana Zachariasza i jego żony – „ sprawiedliwych wobec Boga i postępujących nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich” jest  przykładem dobrej praktyki życiowej.

Bóg uleczył niepłodość  żony Zachariasza, ten zaś posłuszny prośbie anioła nadał synowi imię Jan a także przygotowywał go do zapowiadanej misji. W tym też duchu nauczał Jan zapowiadając przyjście Mesjasza:

„Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi!”  

Dopytywany o szczegółowe wskazania zalecał uczciwe postępowanie i pracę , dzielenie się z biedniejszymi itp. Bez wątpienia były i są to zalecenia istotne, potrzebne  i pożyteczne. W większości przypadków staramy się z mniejszym lub większym skutkiem tym  wymaganiom sprostać, oczekując od innych takiej samej dobrej woli . Dzięki temu bowiem mamy nadzieję na spełnienie pewnej podstawowej ludzkiej sprawiedliwość, zapewnienie  równowagi.

Jakże jednak często te nasze oczekiwania okazują się  płonne.  Moja uczciwość i rzetelność jest wtedy niedoceniana, nienagradzana , natomiast potknięcia i błędy bezlitośnie wypunktowywane i wykorzystywane. Jeśli twardo nie wyegzekwuję swojego, zostaję często oskubany z innej strony: powiedzenie ;” jeśli masz miękkie serce , musisz mieć twardy tyłek” odzwierciedla te sytuacje doskonale.

Niejeden ze słuchających Jana do takich konkluzji dochodził : ani od innych nie otrzymuję tego, czego od nich oczekuję, co powinni mi zapewnić, ani ja sam nie jestem wstanie wobec drugiego człowieka unieść ciężaru Janowych wymagań .

Cała działalność i życie Jana Chrzciciela miała za zadanie mnie i Ciebie do tego punktu doprowadzić.

Stwierdzenie własnej bezradności , bezsilności, zawiedzionych nadziei, jest początkiem pewnej Drogi, która tak często rozpoczyna się ludzkim dramatem. Głowa Jana na tacy jest tego dramatu znakiem, znakiem śmierci starego porządku, myślenia , logiki życia własną sprawiedliwością , która doprowadziła na dno.

Dopiero wtedy , dopiero tak przygotowany człowiek jest w stanie ujrzeć Światło, usłyszeć Słowo, ujrzeć zbawienie Boże.

Objawiło się ono w Mesjaszu – Jezusie Chrystusie, który zaakceptował człowieczy grzech do tego stopnia, że pozwolił mu się zniszczyć, ukrzyżować. Stało się tak aby ukazało się Życie nie z naszej ludzkiej sprawiedliwości która jest w stanie uznać jedynie  to co jest dla mnie dobre, ale z łaski Ojca który akceptuje mnie zawsze, zwłaszcza gdy dobry nie jestem.

Jest to Życie rodzące się z przebaczenia i karmione Ciałem na to przebaczenie wydanym. Wydarzenia Krzyża i Zmartwychwstania, których Jan nie doczekał są nam potrzebne  , abyśmy uczyli  się takiego życia już teraz, będąc  wśród przyjaznych  nam, ale także wśród  nieprzyjaciół i szczególnie wobec nich mogli świadczyć słowami psalmu:

„ Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla nas”

 Prośmy o taką miłość w naszej codziennej modlitwie.

Podium zawodowca i tron amatora – a więc jak powstaje Królestwo Chrystusa (Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata)

AMATOR i ZAWODOWIEC – zderzenie tych dwóch rzeczywistości jak nigdzie indziej produkowało przez wiele lat niezliczoną ilość karykatur i absurdów  w rywalizacji sportowców na całym świecie.

Najlepszą ilustracją tych ideologicznych i mentalnych  zmagań jest historia  zawodów olimpijskich.

Twórcy nowożytnych Igrzysk Olimpijskich wykluczyli z założenia wszystkich tych zawodników, dla których sport był zawodem, źródłem utrzymania.Idee olimpijskiej rywalizacji promować miały  zawodników uprawiających sport i startujących na zawodach jedynie dla idei rywalizacji , a więc niekomercyjnie.

W związku z tym np. kraje „obozu socjalistycznego” wysyłały na te Igrzyska  setki czy tysiące  wojskowych, górników , hutników, pracowników zakładów   metalowych typu ‘Łucznik” czy „Mesko” ( gdzie za parawanem produkcji maszyn do szycia czy sokowirówek wytwarzano pistolety i kałasznikowy ) , którzy to „pracownicy” nigdy nie przekroczyli hali produkcyjnej swojego zakładu , spędzając za to swoje „robocze zmiany” na intensywnych treningach w Spale czy innych ośrodkach przygotowań olimpijskich. W latach ’80 XXw. władze olimpijskie zarządziły zmianę kursu i sukcesywnie począwszy od piłkarzy oficjalnie włączano środowiska zawodowych sportowców do rywalizacji olimpijskiej.

Idea przegrała z komercją. Świat ineresów, pieniędzy, sponsorów, wpływów , lukratywnych posad przyćmił zamysł greckiego filantropa Evangelosa Zappasa wskrzeszenia starożytnej idei szlachetnej rywalizacji zawodników.

Podobna konfrontacja rozgrywa się na naszym skromnym poletku masowych biegów długodystansowych.

Biegacze podejmujący w swojej wolności codzienny trud i wysiłek treningowy , startujący w biegach ulicznych, crossach, iron manach itp. poprzez powszechność aktywności  biegowej stanowią wspaniały przykład , siłę przekonywania , motywację dla poprawiania nawyków , stylu życia, zdrowia, pogody ducha.

Stanowią też łakomy kąsek dla tych, którym ta wolność się nie podoba. Pierwsze sidła usiłował w 2014r. zastawić Prezes PZLA Jerzy Skucha wraz z grupą działaczy  wysnuwając propozycje zapętlenia ścieżek biegowych w koszary zezwoleń, książeczek, certyfikatów, opłat itd.

Reakcja środowiska na razie wystarczyła. W tej chwili to Organizatorzy biegów podejmując decyzje o ich charakterze , dobierając sponsorów i godząc się na ich oczekiwania , stawiając cele dla danej imprezy określają na ile jest ona amatorska a na ile komercyjna.

Płacąc startowe, opłaty, noclegi, wysokie nagrody za miejsca  zachęcają    zawodników do przyjazdu. Może podkręcają wyniki , może tworzą event medialny ale po cóż nam tacy królowie i królowe  maratonów, którzy dobierają kalendarz startowy do poziomu erytropoetyny we krwi a wprowadzenie ostrzejszych badań antydopingowych w  wymiata z list startowych całą czołówkę kenijskich , ukraińskich ale też ostatnio i polskich pseudobiegaczy.

Królowanie Lilii Szobuchowej , najbardziej utytuowanej biegaczki maratońskiej , wielokrotnej  zwyciężczyni maratonów w Chicago, Bostonie, Londynie Nowym Jorku i inn. miało bardzo solidną chemiczno-biologiczno-koksowniczą podbudowę a osoby których zadaniem była kontrola zawodników , wytworzyły system dystrybucji dopingu i ochrony zawodnika przed jego wykryciem.

Tak po ludzku można to wszystko jakoś zrozumieć. Ktoś płaci za show, za wynik a więc wymaga, ktoś zgadza się te wymagania spełnić, ludność macha chorągiewkami, plakatami ,  podziwia, dopinguje ( sic!) , widzowie przed telewizorami piją piwo , oglądają reklamy , czegóż więc się jeszcze czepiać?

 

W te ludzkie dylematy o  królowaniu musiał również  wejść Jezus kończąc swoją misję zbawienia człowieka.

Królowanie bowiem jest pewną funkcją, jest związane z pozycją społeczną.Dotyczy więc w swoim przenośnym znaczeniu mojej i Twojej relacji do innych, osób z którymi się spotykamy, mamy do czynienia, przyjaźnimy, spieramy się, kochamy, ale też nierzadko omijamy szerokim łukiem.

Funkcji tej można przypisać pewne uszeregowanie , wyznacza ona pozycję osób wobec siebie. Król w tej hierarchii jest najwyżej. Podlegli mu są mniejsi „królowie”, każdemu z tych mniejszych być może jeszcze następni.

Możemy wyobrazić sobie ten układ w kształcie piramidy z wierzchołkiem skierowanym ku górze :

trój-1

 

 

 

Jaka jest logika budowania pozycji „króla”?

Otóż polega ona na wykluczaniu. Pnąc się do góry w owej piramidzie,  musimy pozostawiać niżej innych, słabszych, mniej godnych, słabiej wykształconych, mniej cwanych, nierozgarniętych. W efekcie „król” pozostaje najwyżej – sam. Dolne pozycje piramidy chociaż licznie obsadzone, nie są dla nas atrakcyjne, nikt dobrowolnie nie chce ich zajmować, poświęcamy wiele wysiłku i starań, aby je opuszczać i piąć się ku górze.

Przypatrzmy się, czy jest to jedynie bajka o królu?

Nie inaczej zbudowane są struktury współczesnych organizacji, korporacji, firm itp. Według tego mechanizmu tworzą się ekskluzywne środowiska  : polityczne-partyjne, celebryckie, artystyczne, grup zawodowych itp.

W ten sposób również każdy z nas selekcjonuje spotykanych na co dzień bliźnich, wybierając i dopuszczając do siebie stosownie do tego , na ile ktoś jest mi potrzebny, przyjazny, pasujący.

Nie inaczej też postępuje „przygotowany” odpowiednio biegacz ( w naszym przykładzie rosyjska biegaczka maratońska). Biegnąc na miarę swojej determinacji pozostawia za sobą kolejnych biegaczy forsując się na czoło biegu, na pierwsze miejsca tabel wynikowych, statystyk medalowych, gromadząc miliony zarobione za zwycięstwa, od sponsorów i reklamodawców, zapisując się tzw. „złotymi zgłoskami „ w annałach światowych osiągnięć lekkoatletycznych.

Na pytanie o swój królewski status Jezus odpowiada nie wprost:

„Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie.”

Jaka to prawda stawia Go w pozycji króla, jaka to logika?

Popatrzmy na kolejną ilustrację:

flipped-triangle-clip-art-8434

 

 

 

Jest to prawda trudna , wręcz niemożliwa do przyjęcia , na tyle absurdalna, iż w momencie gdy Piłat zadawał to pytanie Jezusowi, ten nie był w stanie w żaden sposób jej wyrazić.

Dopiero kilka godzin później, gdy świadectwo krzyżowanego Zbawiciela stawało się faktem piramida z naszej ilustracji mogła się odwrócić.

Jezus Chrystus aby przywrócić nam zagubioną przez grzech człowieka  relację do Ojca , aby przywrócić nam życie, pozwolił działać naszej nieprzyjaźni, wrogości , pozwolił umieścić się na samym dnie naszej piramidy.

Stało się tak,  aby dać świadectwo, że to jest najbardziej stosowne, odpowiednie miejsce do budowania relacji z drugim człowiekiem. Jest to miejsce z którego Jezus Chrystus może służyć, dźwigać każdego choćby najniżej upadłego człowieka. Można powiedzieć, że nie ma takiego dna które osiągniesz Ty czy ja  w którym Zbawiciel nie znalazł by się jeszcze niżej.

Jest to prawdziwy tron, miejsce Jego królowania, w które nikt z nas nie jest w stanie, nie chce z własnej woli wejść , które jest zgorszeniem dla świata, głupstwem dla pogan, jest to drzewo Krzyża, miejsce śmierci.

Śmierć Zbawiciela dla mnie i dla Ciebie to początek przedziwnej piramidy.

Jeśli bowiem On umarł , przegrał i żyje, to ja również gdy przyjmę to za prawdę mogę wobec drugiego, kłótliwego sąsiada , nie zawsze przyjaznej  żony, dziecka które odwróciło się plecami, urzędnika egzekwującego absurdalne przepisy, przegrać i nie odwrócić się, przyjąć i nie oddać z nawiązką upokorzenia, niesprawiedliwości , straty.

Bowiem „przyklejony” do Niego będę wśród tych strat żył, już nie dzięki swoim staraniom , sprytowi, rozpychaniu się łokciami, ale z darmowej łaski Ojca.

Dzięki temu ów sąsiad, żona, dziecko, urzędnik ma szansę doświadczyć przebaczenia, przyjaźni zamiast wrogości , miłości mocą Chrystusa . Zamiast eliminacji i wykluczenia, następuje przyłączanie, rozszerzanie piramidy, tworzenie wspólnoty opartej na miłości płynącej z Krzyża.

Tak wzrasta Kościół, jako wspólnota chrześcijan żyjących w komunii nie dlatego, że są lepsi , milsi, bardziej przyjaźni od innych ( chociaż i to nie jest wykluczone) , ale dlatego, że przejawy nieprzyjaźni, grzechy jednych, brane są na barki przez innych i nie oddawane.

Myślmy o takim Królu, takim królowaniu, o tronie Krzyża jako utwierdzeniu świata, który się nigdy nie zachwieje. Wstając każdego dnia prośmy o przylgnięcie do Niego.

Mój życiowy maraton – a więc cuda, które się zdarzą za rok ( XXXIII Ndz.Zw.)

Zadając fachowcowi w serwisie RTV-AGD sakramentalne pytanie na kiedy może mi Pan to zrobić, mamy często okazję zerkać na umieszczony w widocznym miejscu napis :

„Rzeczy niemożliwe robimy od ręki , na cuda trzeba chwilkę zaczekać”.

Ta drobna  nutka dobrego humoru przenosi nas choć na moment w świat pięknych ale niemożliwych do spełnienia pragnień.

Z tej też kategorii pochodziło stwierdzenie, które usłyszałem kilka lat temu jako nieopierzony jeszcze biegacz. Powiedział mi ktoś : za rok pobiegniesz maraton , czy cię to interesuje?

Maraton pobiegłem, warto wierzyć w cuda! A tak już poważnie, został prawidłowo wytyczony cel a ja skorzystałem z pomocy , której udzielił mi ten, kto identyczną inicjację biegową  przeszedł trochę wcześniej. Mogę powiedzieć, że przez rok przygotowań moje myślenie o własnej fizyczności , psychice  motywacjach i sile mentalnej , możliwościach kondycyjnych, uległo całkowitemu przewartościowaniu.

Również o pewnym wstrząsie, przewrocie, całkowitej odmianie rzeczywistości mówi już bezpośrednio uczniom Jezus po przybyciu do Jerozolimy:

„W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.”

Czy miałeś/masz kiedykolwiek poczucie, że grunt usuwa Ci się spod nóg, że sprawy wymykają się z rąk, wszystko idzie nie tak, nie radzisz sobie a świat wokół odwraca się zamiast pomóc, przyjaciele nie odzywają się, żona się odwraca…

Tak niewiele trzeba, aby odnaleźć w sobie to, o czym mówi Jezus. Nie cieszy wtedy słońce, wszystko przytłacza, nie chce się żyć. Tak jednak wiele w tej sytuacji może się zdarzyć.

Rzeczy niemożliwe?, cuda?

Pierwszy zdarzył się o poranku Zmartwychwstania. Po wydarzeniach na Golgocie i złożeniu do Grobu, Ojciec wskrzesił Syna zgodnie ze swoją obietnicą.

Drugi cud ma miejsce w Twoim wnętrzu. Jeśli poprosisz i zgodzisz się na taką pomoc :

„Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.”

Wtedy też każda, nawet najtrudniejsza ścieżka życia będzie pełna radości , nie dlatego że przebiega po mojej myśli ale dzięki  wielkiej mocy przychodzącego Boga.    

Maraton do świętości – a więc biegacz gotowy na przemiany ( Uroczystość Wszystkich Świętych)

Biegacz to człowiek przemiany!

Różnorako kształtuje się inicjacja biegowa, różnorodne są jej okoliczności, jednak wspólnym elementem łączącym początki biegania jest chęć, determinacja  zmiany.

Przestał wystarczać dotychczasowy tryb życia. Już to organizm oplatany sadełkiem mocnymi sygnałami wołał o pomoc , już to zasapane serduszko po pokonaniu drugiego piętra schodów słało petycje o ratunek, a to znowu trudności w zapięciu pierwszego guzika w koszuli poczęły wzbudzały ironiczne uśmiechy domowników, jednym słowem   co krok to kuksaniec – człowieku obudź się !

Fizyczność traktowana przez lata po macoszemu , nie pomagała podobnym zjawiskom w sferze psychiki. Higieny psychicznej nie uczą bowiem w szkole , wzorców rodzinnych jak na lekarstwo , a lekarze wolą przepisywać prozac , niż forsować pacjentowi zdrowy tryb życia.

Jednym słowem dochodzimy do momentu, kiedy wybór staje się oczywisty jak porażka PO w ostatnich wyborach – albo coś zmienię albo ostry zjazd po równi pochyłej.

Cieszy oko widok setek czy nawet tysięcy zawodników , którzy zdecydowali się na zmianę i startami w biegach ulicznych wysyłają jasny przekaż światu: porzucam stare wygodne i rozleniwione życie i wchodzę na trudną, mniej wygodną ale ratującą mnie ścieżkę biegową.

Chrześcijanin to człowiek przemiany!

Scena Jezusowych „ błogosławieństw” opisywana przez Mateusza Ewangelistę rozpoczyna się bowiem od ważnego ( i odważnego ) kroku niektórych z Jego słuchaczy , a mianowicie :

 „Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie.”

Przystąpienie owo, to nie tylko fizyczny gest przybliżenia się do Przemawiającego. Jest to również znak zgody na coś , co się zdarzy,  co przyjdzie z zewnątrz , ale swoim działaniem dotyczyć  będzie ich wnętrza. Dokona się tam otwarcie pewnej przestrzeni aby mogła wkroczyć inna niż nasza ludzka rzeczywistość. Mówi o tym śpiewany dziś Psalm 24 w dalszej jego części:

 „Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się, prastare podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały. «Któż jest tym Królem chwały? Pan, dzielny i potężny, Pan, potężny w boju». 

Jak widzimy, przemiana chrześcijanina to umieszczenie w jego wyczyszczonym z własnej koncepcji życia sercu obrazu Boga , zagubionego w grzechu pierworodnym.

Wtedy ( Jezus) otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:…”

Wkroczenie Króla chwały odbyło się i odbywa przez Jego Słowo – Jezusa Chrystusa.

W tamtym czasie w Galilei jako zapowiedź, a obecnie jako Słowo spełnione dzięki Jego śmierci i Zmartwychwstaniu.

Owocem przyjęcia Chrystusa do wnętrza człowieka jest szczęście i błogosławieństwo przeżywane nie tylko jako satysfakcja z wygodnego i w miarę bezproblemowego życia , ale coś znacznie , diametralnie większego.

Jest to radość w  sytuacjach, od których normalnie stronimy, uciekamy, omijamy.

Jest to odkrycie daru Życia  dla innych zwłaszcza dla tych, którzy  odbierają nam  naszą sprawiedliwość, racje, czas, pieniądze, spokój, dobrą opinię itd. a którym jego mocą możemy przebaczać, których możemy kochać. Jest to nasza nagroda , tworzymy bowiem Święty Kościół , wspólnotę uświęcaną Jego Paschą i ożywianą Jego Duchem – Wspólnotę Świętych.

Przystępujmy do Pana z gotowością na taką przemianę, a On tego dokona!

Prośby trudne , ale skuteczne – a więc biegamy w sezonie jesienno-zimowym (XXIX Ndz.Zw.)

Jesień to dobry czas na decyzję o rozpoczęciu biegania – biegania na zewnątrz. Trochę dziwna to opinia, gdyż intuicyjnie wyczuwamy, że jest to czas trudny . Należy przywyknąć do obniżenia temperatury, jesienne deszcze potęgują jeszcze odczucie chłodu –  jednym słowem wygodniej zaczynać latem. Wygodniej nie znaczy lepiej!

Prawdziwą bowiem  przeszkodą nie są warunki zewnętrzne   ( chociaż pewien wpływ również mają ) , ale motywacje zlokalizowane w naszym wnętrzu, w psychice, w kondycji ducha.

Bo chociaż skupiamy się często na fizjologicznych aspektach biegania, to największą, najbardziej istotną wartością dodaną tej aktywności jest nasza siła wewnętrzna , duchowa.

Ćwiczymy ją w bieganiu, ale używamy we wszystkich innych aspektach życia: w codziennych domowych czynnościach ( przede wszystkim w tych najmniej lubianych), w pracy, w reakcjach na trudności, nowe wyzwania, obowiązki…

Po pewnym czasie, życie codzienne odpłaca się nam pięknym za nadobne. Widoczne efekty w obszarze pozabiegowym wzmacniają motywacje do biegania ; nakręca się więc spirala pozytywnego myślenia i działania.

Jednym słowem trudne nie znaczy złe i nieodpowiednie.

Zachęcam więc do jesienno-zimowego biegania. Pogoda przeważnie  będzie mało sprzyjająca i to trzeba zaakceptować.

Sugeruję, aby nie rozpoczynać biegania od przesadnych zakupów sprzętu.Najważniejsze są buty i tu nie warto oszczędzać. Z resztą można zacząć w tym co się ma, unikając na początek biegania w mżawce.Sukcesywnie  należy zaopatrzyć się w odpowiednie ubranie , a dobra ( niekoniecznie super markowa ) kurtka biegowa,  będzie na pewno motywującym prezentem od rodzinki pod choinkę.

Również z prośbą o pewien prezent zwrócili się do Jezusa bracia Jakub i Jan. Trudno na pierwszy rzut oka dopatrzeć  się w ich prośbie czegoś zdrożnego:

 „Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie.

Być obok Mistrza, w jego bliskości , korzystać z Jego chwały– któż tego nie pragnie, czy nie na tym polega nasza nadzieja na życie wieczne?

Wyobrażmy sobie dla zilustrowania zagadnienia biegacza , który kupił sprzęt : buty, bieliznę termiczną , kurtkę, niezły zegarek , regularnie ubierał się i pokonywał samochodem zadane odcinki trenigowe.

Nie o to chodzi w bieganiu i nie taka bliskość Jezusa jest pomocą, nadzieją naszego chrześcijańskiego powołania.

„Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie.”

Tą krótka odpowiedzią ustawia nasze myślenie o pragnieniach, rozwiązywaniu  problemów, układaniu spraw , relacjach z otoczeniem itd.

Archetypem, pierwowzorem prośby o obecność w chwale Pana jest ta wypowiedziana przez Jezusa tuż przed wydarzeniami Krzyża..  Gdy na Górze Oliwnej czekał na Judasza prosił:

«Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!»    

Bezpośrednią konsekwencją takiej prośby było i jest nadal przejście przez  śmierć – Pascha.

My jednak boimy się umierać. Widzimy z jednej strony ułomność życia takiego jakie mamy, z drugiej trudno uzmysłowić sobie konkretną alternatywę.

Dlatego  Bóg posłał Swego Syna Jezusa Chrystusa , aby On przeżył tą Drogę , która  mnie i Ciebie prowadzi do życia. Życia takiego, które nie zna śmierci, życia do jakiego jesteśmy stworzeni, życia w komunii z i radości z bliżnim, gdzie drugi żyje dla mnie a ja dla niego.

Tą droga jest właśnie Jego Pascha a dla nas rezygnacja/utrata wszystkiego , co stanowi moją koncepcje życia i otwieranie się na działanie Boga we mnie , według Jego woli.

Konkretnie może to oznaczać krzyżowanie jakichś moich planów, wymagań, oczekiwań,moich zabezpieczeń, odpusczanie tego co mi się ( być może nawet słusznie ) należy itd.

Przepowiadając więc synom Zebedeusza Swoją Paschę dał i im i nam nadzieję na udział w niej:

„Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane.”

Bóg – dawca życia przygotowuje dla nas okoliczności naszej Paschy , prowadzi nas przez nią i daje Swoją Chwałę. Jest to zawsze Jego inicjatywa  i Jego działanie, dlatego jest zawsze skuteczne.

Na ile to będziemy rozumieć i przyjmować na tyle będzie spełniać się już teraz   w nas i między nami zapowiedź Królestwa Bożego:

„ Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.”

Wtedy chrześcijanin ma odwagę z radością podejmować trudy codzienności a jako biegacz ma odwagę podejmować trudy treningu jesienno-zimowego.

Coś więcej niż bieganie – a więc pomoc z najmniej oczekiwanej strony (XXVI Ndz.Zw.)I

Spotykamy się czasami jako biegacze z pytaniami typu: do czego jest ci to potrzebne ?, czy nie masz aby lekkiego hopla?, po co te biegi i blokowanie ulic itp. Każdy z nas odpowiada po swojemu, bo chociaż na wspólnym starcie stoi kilkaset a czasami nawet  kilka tysięcy osób, to każdy odpowie nieco inaczej. Historia biegania jest bowiem dla każdego z nas wpleciona w konkretne wydarzenia z naszego życia.

Jest jednak  jakaś wspólna część, mianownik, to co potwierdzi każdy biegający. Otóż bieganie jest jakąś pomocą. W odzyskaniu lub utrzymaniu zdrowotności, podwyższenia samomotywacji,  w relaksie, odstresowaniu, polepszeniu sylwetki czy kondycji , itp.

Widoczna na ulicach masowość biegania pozwala zaryzykować stwierdzenie, że wielu z nas , czy facet czy dziewczyna, młodszy czy starszy, łysy czy kędzierzawy – potrzebuje pomocy i wsparcia jak powietrza.

Anketowany  biegacz wskaże z pewnością , iż pewne jego oczekiwania zostały spełnione, dopytując jednak dalej przyzna, że nie na wszystko bieganie jest pomocne.

Do tego trudnego ale jakże ważnego zagadnienia, obszaru naszego życia odniósł się Jezus w odpowiedzi na trochę złośliwie postawione pytanie o trwałość związku małżeńskiego.

Przywołał On początek stworzenia, kiedy to Bóg stworzył i uformował pierwszych ludzi.

Można i należy zastosować tu liczbę mnogą, bo dynamika drugiego opowiadania o stworzeniu  proponowanego w pierwszym dzisiejszym czytaniu, wskazuje na kluczową rolę drugiego człowieka, innej osoby w kształtowaniu ludzkiego wnętrza.

Wzięty bowiem „z ziemi” Adam ( „adama” to po hebrajsku ziemia) nie jest jeszcze człowiekiem. Nie jest człowiekiem w pełnym znaczeniu tego słowa , gdyż nie jest jeszcze stworzeniem na  obraz i podobieństwo Boga.

Oznacza to, iż będąc sam ( samotny, sam dla siebie) ten wzięty z ziemi Adam ma pewien brak, nie ma jeszcze takiego życia, do jakiego Bóg nas przeznaczył, można powiedzieć , że nie ma życia z Boga. Stąd potrzebna staje się pomoc.

Ten brak zostaje uzupełniony , jednak nie dzieje się to od razu. Aby ułatwić czytelnikowi zrozumienie,autor  posługuje się przedstawieniem przeciwieństwa – co odpowiednią pomocą nie jest.

„Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę istota żywa. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny.”

Pobudza wyobraźnię parada zwierząt , które rozpoznaje Adam jako te, które nie pomagają mu żyć na obraz Boży.

Puśćmy dalej wodze wyobraźni , stawiając w tej amfiladzie nowe modele smartfonów, samochodów, lukratywne posady, złote i platynowe karty kredytowe, wpływowych przyjaciół,  i wszystko to, co uważamy za bardzo ważne ,czym usiłujemy zaspokoić nasze życiowe braki. Często uważamy to za nasz podstawowy brak. Ile razy myślimy, że taka czy inna sumka uwolni nas od zmory niedostatku, odwzajemnione uczucie pozwoli na szczęśliwy związek, wyrzucenie z życia tej a tej osoby uwolni od codziennych stresów i problemów.

Trudno pojąć, że nic z tych rzeczy nie jest dla nas odpowiednią pomocą.Adam stał się w pełni człowiekiem, można powiedzieć, że zaczął naprawdę ( a więc szczęśliwie) żyć dopiero wtedy, gdy Bóg coś mu zabrał a nie dodał. I nie chodzi tu o jakieś bezcelowe i grabieżcze okradanie człowieka.

Oddanie kawałka boku oznacza oddanie jakiejś cząstki tego, co jest moje, czegoś co mnie konstytuuje,, jest ważne dla mnie – a więc jakiejś cząstki swojego życia.

Powstaje z niej jednak ktoś, kto jest wprawdzie odrębny ode mnie, inny, ale jest tą pomocą której mi było potrzeba.Uzupełnia  brak na który cierpiał Adam, mimo iż z pozoru był cały ukształtowany.

Protagonistą, w tej scenie jest Bóg. Adam jedynie  pozwala ,nie protestuje gdy jest mu odbierane coś z jego ciała. Może w tej postawie żyć ponieważ wie, że Bóg zawsze uzupełni każdy brak.

Po skuszeniu przez szatana i grzechu człowiek odłączył się od tej życiodajnej obecności Boga i straciliśmy tą pewność, z którą mężczyzna i kobieta ( jeden człowiek wobec drugiego) wydawali się sobie wzajemnie bez ograniczeń , mogli żyć jeden dla drugiego – w miłości.

Jezus Chrystus przyszedł na świat aby żyjąc jako człowiek stać się dla nas sługą do tego stopnia,że pozwolił na odebranie  wszystkiego co było Jemu słusznie należne z w konsekwencji i życia. Bóg jednak w swej aktywnej obecności przywrócił mu życie i tym samym dał je nam , na ile zdecydujemy się przylgnąć do tej drogi Chrystusa.

Doświadczenie obecności Boga , w sytuacjach, gdy wchodzę w tego typu relacje z drugim człowiekiem, w relację w której pozwalam na oddawanie mu jakichś cząstek swojego życia pozwala widzieć w tym drugim, czasem obcym, może nieprzyjaznym tą pomoc o której czytamy że jest odpowiednia i z człowieka „ z ziemi” tworzy mężczyznę i niewiastę.

Podstawowym miejscem takiego doświadczenia jest związek kobiety i mężczyzny , jest rodzina. Dlatego Jezus  przywołując zamysł Stworzyciela wobec człowieka mógł  powiedzieć:

„Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!

Nikt bowiem rozsądny nie zrezygnuje z tego, co przynosi mu pomoc.

Poświęcamy wiele wysiłku na bieganie. Doceniamy korzyści z tego płynące i ćwiczymy na przekór trudnościom, kontuzjom,brakowi czasu itd.

Inwestujmy więc tym bardziej w obszar, w którym pomoc jest całkiem innego kalibru!

Jest to dziedzina relacji międzyludzkich , gdzie oparci o Ewangelię możemy kochać i być kochani zwłaszcza poprzez te osoby, które  normalnie chcielibyśmy omijać.

 

Jesienne radości, jesienne smutki – a więc jednak warto się cieszyć ( XXIV Ndz.Zw.)

Jesienny sezon biegowy w pełni!

Letni okres przygotowań nie był dla nas usłany różami. Wysokie lipcowe i sierpniowe temperatury wyznaczały wyraźne granice możliwości treningowych , zwłaszcza dla tych, dla których każdy stopień powyżej dwudziestki piątki odbierał cenne sekundy treningowych temp.

Zgodnie jednak z zasadą, co nas nie zabije , to na pewno wzmocni przystępujemy do najważniejszych sprawdzianów sezonu wierząc, że organizm potraktowany łagodniejszymi wrześniowymi warunkami ujawni nagromadzone pokłady energii , dając satysfakcjonujący wynik na mecie.

Warto cieszyć się z tych osiągnięć!

Dotrwanie do kończących sezon startów oznacza zasadniczo brak poważniejszych kontuzji. Jest to pewnego rodzaju zwycięstwo samodyscypliny nad roszczeniowym traktowaniem organizmu. Nie jest mu bowiem obojętne, czy zadawane  obciążenia mieszczą się jeszcze w granicach zdrowego rozsądku, czy musi nas informować jakimś ostrym strajkiem mięśni/przyczepów/ścięgien , że głowa zabujała zbyt wysoko w chmurach i obciążenie treningowo-startowe  nie jest jednak kompatybilne z fizjologiczną rzeczywistością.

Niezły jesienny start jest również nagrodą, za cierpliwość treningową w całym sezonie. Jest to wiele miesięcy biegania. Być może z jakimiś odpuszczeniami ( wesela, grille, imieniny itp.) ale podsumowując tysiąc kilkaset kilometrów regularnych wybiegań pozwala pozytywnie myśleć o zdrowotnych efektach aktywności biegowej.

Równie pozytywnym myśleniem wykazał się Piotr, jeden z bohaterów proklamowanej przez Marka Ewangelii , której fragment słyszymy w XXIV niedzielę zwykłą.

Zakręcony cudownymi wydarzeniami, uzdrowieniami, rozmnożeniem chleba,  których miał okazję towarzysząc Jezusowi być świadkiem, ułożył sobie swoją pozycję , ścieżkę szczęścia , zadowolony najpewniej z awansu do grona wybrańców uzdrowiciela i cudotwórcy.

„A wy za kogo mnie uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz.”

Naturalne i rozsądne wydaje się zadowolenie z tych działań i aktywności, które przynoszą konkretny i pozytywny wynik. Czy to jest zdrowie i dobre samopoczucie wynikające z aktywności biegowej, czy godne pochwały gesty pomocy wobec bliźnich , jakieś poświęcenie swojego czasu, może wysiłku, może pieniędzy…

Zapowiadany przez proroków Mesjasz miał wpisywać się w tego typu oczekiwania. Wszystkie braki, niedogodności życiowe, zdrowotne, finansowe, rodzinne, społeczne  oczekiwały jak się zdaje na kogoś, kto je rozwiąże, zaradzi, zlikwiduje.

Większe dochody uchronią przecież przed lękiem o niepewność godziwego i stabilnego życia, bardziej przyjazna teściowe czy zięć zdejmie z głowy problemy rodzinne a wysłuchane modlitwy o zdrowie zapewnią codzienny uśmiech i harmonię ze światem.

Zapowiadane przez Jezusa i proponowane nam rozwiązanie wszystkich tych problemów , które dotkliwie przecież zatruwają naszą codzienność tak dalece odbiega, od Piotra  i naszych również oczekiwań, że jeszcze przez długi czas Piotr i jego towarzysze nie będą w stanie tego ogarnąć:

Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie”

Trudno bowiem uwierzyć, że miejscem w którym  może zostać odbudowana nasza równowaga , dobra relacja z otoczeniem, szczęśliwe przeżywanie życia jest ten obszar naszego wnętrza , który zostanie dotknięty jakimś bólem, stratą, odrzuceniem, w jakimś sensie porażką.

Chcemy raczej widzieć odwrotnie: zachowanie tego co mamy a wręcz powiększenie stanu posiadania , czy to materialnego, czy dotyczącego innych sfer  życia powinno podnieść nasze zadowolenie i satysfakcję. Dlatego Piotr :

„… wziął Go na bok i zaczął Go upominać.”

Misja Syna Bożego , Mesjasza polega na tym, iż przyszedł na świat jako człowiek, taki jak każdy z nas, pozwolił sobie odebrać wszystko  to co my uważamy za życie, aby zmartwychwstając mocą Ojca dać nam gwarancję życia innego niż mamy je przed oczami. Życia bez fałszywego przekonania o samowystarczalności , o tym że my decydujemy co nam się należy, jak ma wyglądać nasze życia, kto i co jest nam zobowiązany dać i zapewnić.

Reakcja Jezusa jest jednoznaczna i stanowcza:

 „…On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.”

Życie chrześcijanina to nie jakaś sztuczna martyrologia, nie szukanie guza czy też bezwolne pogrążanie się w depresji. Jest to odważne wchodzenie w trudne sprawy, z gotowością na to, że mogą potoczyć się nie po naszej myśli, ale z wiarą, że prostuje to nasze  ścieżki i że na wzór Zmartwychwstałego podnosimy się dzięki temu do życia nie jako jego niewolnicy, ale ludzie wolni.

Cieszmy się więc w tym duchu jako biegacze z ostatnich  startów w sezonie , a jako ojcowie, matki, pracownicy czy sąsiedzi ze wstawania z trudności  mocą naszego Ojca.

VI Bieg Jacka – miłośnicy i zawodowcy

Na naszym VI Biegu Jacka zagościli członkowie Benedek Team. Są to bardzo zapaleni miłośnicy biegów ulicznych.
Zwycięzca Mwangi Joel Maina tak polubił bieganie , że od marca 2015r. wystartował w 19 biegach ulicznych ( 4 maratony, 5 półmaratonów i 10 biegach krótszych plasując się w każdym z nich w większości jako zwycięzca, w innych przypadkach również na podium.( dane za AORRS)
Jest to jego słabszy sezon, bowiem w 2014 zaliczył 32 starty w ciągu 6 miesięcy ( 3 maratony, 13 półmaratonów oraz 16 biegów krótszych) kończąc te zawody również na pudle w większości jako zwycięzca.
Pozostali członkowie owego Teamu nie pozostawiając kolegi w osamotnieniu, biegają razem z nim towarzysząc mu na trasach biegowych zapewne aby miał z kim zamienić parę słów , a przy okazji obsadzając pozostałe premiowane nagrodami miejsca rankingowe.
Możemy traktować te zjawisko jako folklor zawodów, wsparcie ludności krajów słabo rozwiniętych, czy też podbijanie rekordów trasy przyjmując milcząco wszystko to, co za tym się kryje.
Jednak patrzą na to dzieci i młodzież, niektórzy być może będą zawodnikami a wszyscy na pewno będą rywalizować o miejsce w szkole , awans w pracy, brać udział w życiu społecznym.
Nie chcielibyśmy aby tego typu postawy i zjawiska stanowiły dla nich wzór.