Grand Press

14 05 2012

Kulturalni i dobrze wychowani ludzie powinni spuścić miłosierną zasłonę milczenia nad polskim życiem publicznym i politycznym. W słowniku takich ludzi brak słów, zdolnych opisać wyczyny tych, którzy najwyraźniej zapomnieli do czego zostali powołani i za co im płaci polski podatnik. Niestety tej najskuteczniejszej kuracji przywracającej do porządku nie można zastosować, bo do poziomu polityków i celebrytów dostosowali się dziennikarze i wielkie media, które odpowiadają w równym, jeśli nie większym stopniu choćby za wydarzenia z ostatniego piątku.
Te godne najwyższego pożałowania wyczyny są efektem zniszczenia autorytetów, zdeprecjonowania najwyższych urzędów, a przede wszystkim zamordowaniu idei niezależności mediów i dziennikarzy jako takich. To już nie jest kwestia poszczególnych redakcje, ale pojedynczych dziennikarzy, którzy zajmują się próbą obiektywnego opisania rzeczywistości. Ze świecą trzeba szukać w naszym zawodzie ludzi, którzy potrafią zadać pytanie, by dociec istoty rzeczy. Za gwiazdy uważa się tych, którym bliżej do prowokatorów, poszukujących okazji by dokopać lub podlizać się rozmówcy. Dać okazję do prezentacji gadżetu, ukryć jego i własną niekompetencję, zaatakować pod drzwiami WC, władować się z butami w prywatne życie. Wszystko z buziami pełnymi frazesów o niezależności, o prawie do opisu. Z obrzydzeniem czytam lub oglądam kłótnie żurnalistów o sprawy, o których nie mają zielonego pojęcia. Zamiast istotą rzeczy, zajmują się  podsycaniem międzypartyjnej nienawiści, bo przeczytanie projekt ustawy, posłuchanie eksperta wymaga elementarnej rzetelności i profesjonalizmu, za co naczelny nie da premii, a znajmy polityk nie nagrodzi etacikiem w publicznych mediach.
Czy mając za partnerów, czy też antagonistów takie media, świat polityki, który powinien z natury rzeczy być przez te media kontrolowany, musi się o cokolwiek obawiać? Starać się wykazać wiedzą, pracą, uczciwością, rzetelnością, zaangażowaniem, profesjonalizmem? A kto to zauważy, doceni, pokaże wyborcom? Stałe bywanie na „jedynce” zapewnia przytarganie do studia świńskiego ryja, wciskanie  sobie głupkowatych gadżetów, picie z żulikami wódy na ulicy, wymyślne wyzywanie prezydenta i premiera, wrzeszczenie na sejmowej sali podczas telewizyjnych transmisji i uciekanie z niej wraz z końcem prime time’u, by na korytarzu dać się upolować kamerom i z pianą na ustach wykrzyczeć się kolejne obelgi lub oskarżenia, tak by następnie były tematem studyjnej debaty nad tym co jeden pan powiedział drugiemu.
To jest magiel? Nie kochani. Nie obrażajmy magla, bo tam panie praczki, choć może nie używały najwybredniejszego słownictwa, to jednak szanowały i swoich klientów i siebie nawzajem, a tego ani o politykach, ani o dziennikarzach dziś nie da się powiedzieć. Przepraszam, ale muszę użyć tego słowa. Poziom schamienia samozwańczych polskich elit już nie poraża, on urąga każdemu dobrze wychowanemu Polakowi.  Nie obraża mnie wiecznie zapijaczony pseudowokalista, który znęca się nad zmarłym prezydentem, ale dziennikarz i gazeta, którzy ten wywiad publikują. Nie interesuje mnie apostazja panów z Ruchu, bo to ich prywatna sprawa, ale mierzi mnie redakcja, która czyni z tego sensację. Rozumiem troskę o napastowaną dziennikarkę, ale nie pojmuję niedawnej obojętności wobec kamerzystki brutalnie napadniętej przez kibola. Nie zaskakuje mnie głupota i grubiaństwo byłego reprezentacyjnego bramkarza, piewcy stanu wojennego, ale dziennikarzy, którzy zapraszają go studia, tylko po to by dalej wyrzucal z siebie kolejne bluzgi? Wszyscy wiedzą, że profesorowi od muszek wystarczy wymienić jedno nazwisko, by skutecznie popłynął, to po co go zapraszać do studia, ganiać z kamerą? Tym bardziej, że poza stekiem wyzwisk niewiele ma do przekazania. Gdyby tylko chodziło, by go skutecznie wyeliminować z życia, wystarczyłby zwykły międzyredakcyjny szlaban, a klient  zgrzeczniał i przyszedł do siebie, albo badał swoje muszki na uczelni. Ale komuś zależy by spec od muszek, zapełniał szpalty i minuty swą nienawiścią i podnosił adrenalinę pozostałym, skutecznie wprowadzając do studia nastrój z rzeźni. Tak wygląda dziennikarstwo wzajemnie się nakręcające i nagradzające. No fakt nikt Cię nie doceni tak jak sam się docenisz. Mam pomysł na nową nagrodę godną osiągnięć i oddającą zaangażowanie, poświęcenie oraz umiejętności. Pierwszą niezależną i ponadpartyjną nagrodę im. Świńskiego Ryja.

PS Paru ważnych Panów pragnę uspokoić w tym miejscu. Nie chcąc się zniżać do poziomu wielkiego dzienniakarstwa, pominę milczeniem ich zachowanie także z piątku. Nie będzie żadnej “burżuazyjnej recenzji”, kopanie leżącego to nie mój styl. Wspominam to pełne żałości zdarzenie, bo liczę, że jak Panowie się pozbieracie, to prewencyjnie nie będziecie próbowali mnie uciszać, albo mi tłumaczyć, że jestem stronniczy.



Moja prywatna wojna z koncernem antynarodowym c.d. odc. p.t. Niemcy potrafią

2 05 2012

Niemieccy ministrowie wiedzą kto płaci im pensje. Właśnie wbrew interesowi koncernów paliwowych i właścicieli stacji paliwowych powołali urząd, który ichniemy Urzędowi Antymonopolowemu będzie dostarczał błykawicznie danych i analiz o kosztach produkcji i cenach paliw w hurcie i detalu. Koncerny się burzą, ale nikt nie ośmieli zakupić kampanii antyrządowej w prasie, bo wie, że prasa w Niemczech sprzedaje się tylko czytelnikowi. W Polsce mamy URE i UA i UOKiK, mamy też Radę Ministrów, Sejm, Senat, a w nich koalicję i opozycję, Mamy też media. No i … . Nic. Orlen ustala ceny na stacjach paliw z czapy, rząd się cieszy, że wyższe ceny to wyzsze wpływy z podatków, Urzędy się nie martwią nadmiarem pracy, a opozycja wychodzi z założenia, że wie lepiej co wkurza najbardziej Polaków, dzięki czemu jest … wciąż opozycją. Oczywiście można mnie spuentować, że jak mi się nie podoba to niech sobie zmienię rząd na niemiecki, ale mnie to nie wzrusza i nadal będę walił głową w mur. Na jeden żelazny argument polityków, których odpytuję na okoliczność cen paliw, odpoiedź mam. Skoro Niemcy uznali, że cena paliw w ich kraju jest sufitowa i zamierzają ingerować w ten segment tzw. wolnego rynku, to czemu nie Polacy? Zachłyśnięci światem wbrew własnemu interesowi mylimy wolność z dowolnością.



Seweryn dobra rada

25 04 2012

Szukająca hamulca na spadek sprzedaży Gazeta W od dłuższego czasu krzyczy, tupie, żąda, poucza, zabrania. Oczywiście chodzi o katolików. Już nie wystarczy zamoherowanie słuchaczy Radia Maryja i sympatyków PiS. Teraz w mohery ubierane jest konserwtywne skrzydło PO. Pan Blumsztajn w dziś poczua, krzyczy, łaje i nakazuje.

“Legalizacja prawna związków homoseksualnych i przyznanie im praw to już jest europejski standard i nasi liberalni konserwatyści muszą się z tym pogodzić. I stało się tak nie z powodu jakiegoś nadmiernego progresizmu europejskiego, tylko z powodu upowszechnienia idei praw człowieka. Różne mniejszości walczą o swoje prawa: społeczne, seksualne, religijne. W Polsce mamy jeszcze w tych sprawach długą drogę do przejścia” - pisze publicysta.

“Jeżeli więc Platforma aspiruje do europejskich salonów, to musi jakoś te związki partnerskie zaakceptować. Bo w tych salonach to już są obowiązkowe maniery” - radzi PO.

Panie Blumsztajn. Jeśli  nie ma Pan ochoty zawierać małżeństwa, albo też chce Pan żyć z partnerem, t0 proszę bardzo. Pana wybór, ale demokracja i wolność nie polega na tym, że wybór jednego musi być obowiązkowy dla pozostałych. Daj mi Pan żyć tak jak ja chcę. Nie wychowuj mi Pan dzieci, bo ja się do Panskich nie wtrącam. Nie pouczaj mnie Pan, bo ja swój rozum mam i ja Pana ani nie chrzczę, ani nie ciągam do koscioła, ani nie palę na stosie. Jest w Panu zapał inkwizytorów, o których tak na serio nie ma zielonego pojęcia. Pańskie poczanie jest nużące. Co ma Pan do mojego i milonów mnie podobnych. Kto Panu nadał prawo do pouczania. Skąd Pana przypadłość uznawania się autorytet. Chce Pan mnie przekonać? Podaj Pan argumenty. Nie krzycz Pan na mnie, bo sobie tego nie życzę. No chyba, że jest to leczenie jakiś dysfuncji. A na marginesie. Pytanie. Jaki to kraj, w którym Pięcioksiąg jest fundamentem prawa? On też jest zacofany?



Belka i źdźbło

24 04 2012

Nie matura, lecz chęć szczera … tuż po wojnie czyniła oficera ludowej armii. Przez lata propagandowe hasło było przywoływane przy każdej okazji, gdy nie talent, praca, wykształcenie oraz umiejętności, były fundamentami zawodowego awansu. Po 23 latach odbudowy demokracji hasło mało, że nie odeszło do lamusa, to zdaje się coraz lepiej oddawać obecne realia, w których rzekomo o miejscu w hierarchii społeczeństwa miały decydować zalety i wady jednostki.

Lista zajęć, profesji, czy nawet okoliczności, w których sprawdza się socjalistyczna zasada wydaje się nie mieć wyjątków. Żeby daleko nie szukać. Dziennikarz starający się zachować niezależność swych poglądów, opisywać świat z zachowaniem najwyższej staranności, szanować inteligencję swych odbiorców, wydaje się kimś z innej planety. Takiego kogoś nie zaprasza się do dyskusji w telewizyjnych i radiowych studiach, bo jego opis świata jest skomplikowany i raczej nie zero-jedynkowy. Nie jest on też uległy i nie wpisuje się w koncepcję właścicieli danego medium. Z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że za dzisiejszą eskalację konfliktu w polskim życiu politycznym współ-odpowiadają dziennikarze. Udowodnienie tej tezy jest dziecinnie proste. Wystarczy przejrzeć kilka najpoczytniejszych portali, gazet, posłuchać publicystycznych programów. Prawda przegrywa w nich z celem jakim jest jeśli nie maksymalizacja dotarcia do odbiorców, to przypodobanie się naczelnemu, właścicielowi, czy też wpisanie się przekaz konkretnej partii. To gwarantuje utrzymywanie się na topie, wyższe honoraria, pracę w konkretnych redakcjach, poklepywanie po plecach, tytuł celebryty, a co za tym idzie zdjęcia, wywiady, reklamy, sławę, kasę. Gdzie jest w tym miejsce na przyzwoitość, prawdę, rzetelność, uczciwość, najnormalniejsze w świecie wyrzutu sumienia? Szczerze? To może od czasu do czasu w łazience. Ale bardzo rzadko.

Od lat mówi się i pisze o deprecjacji zawodu dziennikarza. I od lat nic w tym względzie się nie robi. Rada Etyki Mediów ośmieszyla się kilkoma oświadczeniami, w których zamias napiętnowania złamania zasad rzetelności i obiektywizmu stanęła po konkretnej stronie barykady. Stowarzyszenia zawodowe też zapisały się do partii politycznych. Propozycje recept ze strony polityków zamiast odbudowy niezależności mediów zmierzają do ich skrajnego wobec nich serwilizmu. Najlepszym przykładem są publiczne media, które przechodzą z rąk do rąk, jako jeden z wielu powyborczych łupów, gdzie po kolejnej zmianie ustawy zatrudnia się dyspozycyjnych celebrytów.

Odnoszę się do swego środowiska, bo nie wystarczy krytykować innych skoro we własnym otoczeniu jest tak wiele powodów do wstydu. Tak czasami jest mi wstyd, z powodu wykonywanego zawodu. Ot choćby, kiedy na okładkach pism widzę zmanipulowane zdjęcia, których intencją jest poniżenie innego człowieka, narzucenie odbiorcom negatywnego wizerunku. Kiedy w wywiadach nie pyta się o istotne dla rodaków kwestie, ale poszukuje się konfliktu, sensacji. Jak w takiej sytuacji odnieść się do świata polityki, kultury, nauki, samorządu, biznesu etc, gdzie wcale nie jest lepiej, być może nawet gorzej, kiedy w każdej chwili można usłyszeć przypowieść o belce i źdźble?



Uczył Marcin Marcina

17 04 2012

Internetowe wydanie Dziennika Gazety Prawnej zabłysło dziś następującym tekstem:

“Prowadzący “Pytania na śniadanie” nieprzygotowani do wywiadu

Profesjonalny dziennikarz do każdego wywiadu powinien przystępować przygotowany. O tej podstawowej zasadzie zapomnieli chyba Anna Popek i Michał Olszański, czyli duet prezenterów z porannego programu TVP2 “Pytanie na śniadanie”. Ich rozmowa z bratem Jimiego Hendrixa, Leonem to przykład na to, jak nie należy przeprowadzać wywiadów.

Leon Hendrix, brat legendarnego Jimiego przyjechał do Polski na zaproszenie Leszka Cichońskiego i zagra koncert we Wrocławiu. Z tej okazji muzyk został zaproszony do programu “Pytanie na śniadanie”. Niestety, prowadzący najwyraźniej nie mieli koncepcji na tę rozmowę.

Już pierwsze pytanie było dość niefortunne, ponieważ Michał Olszański zapytał Leona, co myśli teraz o swoim bracie. Gość wydał się zaskoczony, odpowiedział, że ma wrażenie, iż Jimi wciąż żyje i jest z nim przez cały czas, a później wprost poprosił o bardziej konkretne pytanie.

Z pomocą koledze przyszła więc Anna Popek, która jeszcze bardziej pogrążyła rozmowę:

Pochodzisz z dużej rodziny… - zaczęła dziennikarka.

Nie, pochodzę z małej rodziny - sprostował Leon Hendrix i wyjaśnił, że miał jedynie dwóch braci. Speszona swoją pomyłką Popek zapytała więc o relacje rodzinne gościa, co również okazało się mało fortunnym pytaniem, gdyż Leon wyjaśnił, że opiekował się nim tylko ojciec, który był alkoholikiem i mało czasu spędzał w domu.

Dalsza część rozmowy przebiegała w podobnym tonie. Prowadzący nie mieli pomysłów na pytania, a kiedy Leon Hendrix powiedział, że w Polsce najbardziej podobają mu się kobiety, Michał Olszański, zupełnie jakby usłyszał komplement odpowiedział: - Dziękuję, czym rozbawił samego Leona.”

Anonimowy (jak zawsze w takicj przypadkach) profesjonalista zapewne się zdziwi jak do koncertu we Wrocławiu dodamy koncert w Białej Podlaskiej i Siedlcach (na zaproszenie Gminnego Ośrodka Kultury w Chodowie).

Nie to bym bronił Pani Anny i Pana Michała, ale moim zdaniem, należy zmieniać świat począwszy od siebie. Ilość głupstw, pomyłek, a nawet najzwyklejszych konfabulacji, jakie wylewa się z tak zwanych mainstreamowych mediów, jest równa, a może nawet większa od tychże samych, jakie mamy okazję słyszeć ze świata centralnej polityki. Oczywiście owego profesjonalistę strach zapytać, czy wie gdzie leży Biała Podlaska, czy Siedlce, bo aczkolwiek w stolicy zamieszkuje rok, a może i dwa, to już dla niego aż nadto czasu, by Polska mu się kończyła w okolicach stacji Warszawa Stadion. Dokładnie tam gdzie jeszcze rok, czy dwa lata temu wysiadał na drżących nogach z busa i ruszał na podbój wielkiego świata. Niewykluczam, że za ten wpis znów oberwę, ale przypomina mi się jak 5,5 roku temu ogłaszając zaprzestanie przez Katolickie Radio Podlasie transmitowania emocji politycznych, pracujący w Dzienniku Robert Mazurek złośliwie zgłosił moją osobę do nagrody Grand Press. Twierdził on, że KRP nie będzie miało o czym mówić, jeśli relacjonowanie życia politycznego sprowadzi wyłącznie do faktów. Tydzień temu ów Robert Mazurek pracujący obecnie w Rzeczpospolitej ogłosił, że już nie daje sobie rady z emocjami, jakich był świadkiem 10 kwietnia, a w związku z tym zamierza w roku przyszłym pozostać tego dnia z synem w domu. To ja w takim razie zgłaszam osobę Roberta Mazurka do Orderu Uśmiechu. Zamiast soku z cytryny proponuję mu lekturę jego felietonu na mój temat. Pozdrawiam redaktorów.



Polska pisana krzaczkami

16 04 2012

Jestem fanem serialu Ranczo, ale nie fanem bezkrytycznym. Szósta seria tego bardzo lubianego przez Polaków niedzielnego tasiemca wraca poziomem do pierwszych trzech, ale nie jest wolna od niedoskonałości. Twórcy scenariusza po ewidentnej porażce, jaką była współpraca z ARiMR, chyba nie doceniają jak bardzo wpływają na wizje świata swoich widzów. Przewijający się w bieżącej serii wątek słabości polskiej oświaty, to przykład totalnego niezrozumienia faktycznych problemów, przed jakimi stoimy, jako naród i społeczeństwo. Kusy biegający po wsi i robiący egzamin absolwentom gimnazjum z wiadomości, które nie występują na tym poziomie nauczania, Kinga i Klaudia wrzeszczące na Dyrektorkę szkoły, odrzucanie lektur przez polonistę, czy wreszcie zajęcia z biznesu, które mają być remedium na brak kreatywności, to w rzeczywistości nic innego jak wykrzywiony obraz eksperymentów dokonywanych przez tak zwanych ekspertów i polityków na polskiej szkole. Tak jak scenarzyści, tak i oświatowi reformatorzy nie mają zielonego pojęcia o oświacie w innych państwach. Ot choćby opowieści z ostatniego odcinka, że Chińczycy i Japończycy rzekomo uczą się mniej i tylko tego, co chcą. No nic bardziej bzdurnego nie można powiedzieć. Scenarzystom można niewiedzę wybaczyć, dla reformatorów jest ona dyskwalifikująca. Każde skośnookie dziecko w Państwie Środka i Kraju Kwitnącej Wiśni od najmłodszych lat szpikowane jest wiedzą jak świąteczny indyk od świtu do zmierzchu. Mały Chińczyk, Japończyk, czy Koreańczyk od niemowlęctwa jest traktowany jak potencjalny omnibus. Talenty są błyskawicznie wyławiane i kierowane na specjalną ścieżkę edukacji. Pozostali dostają prawdziwą szkołę życia. Codziennie od 8 do 18 stej. Uczą się wszystkiego, bo przecież nikt w wieku 10 lat nie wie, czym w życiu się będzie zajmował. W Polsce jest dokładnie na odwrót. Programy kształcenia ogólnego nie są przeładowane. One są dokładnie okrajane a czas na ich realizację ograniczany do minimum. Jakiś ćwierćinteligent wymyślił, a następni to realizują, że dziecko w wieku 17 lat, po ledwie liźnięciu ogólnej wiedzy potrafi zdefiniować swoje życie i wybrać profil kontynuacji nauki. Ten ćwierćinteligent zasuszony w swoim instytucie lub urzędzie zapomina, że dziś na rynku pracy liczy się zdolność do wielokrotnej zmiany zajęcia. Moje pokolenie zaczynać budować kapitalizm miało na tyle wszechstronne wykształcanie ogólne, ze biolodzy trafiali do banków, historycy zajmowali się menedżerką, ekonomiści budowali firmy etc. Czy za 10 lat obecni absolwenci gimnazjów będą podobnie zawodowo mobilni?

Polskie dzieci od lat nie czytają książek. Poziom kształcenia matematycznego miast rosnąć spada. Owszem uczymy języków zachodnich, choć akurat najbardziej pożądane jest połączenie rosyjski – niemiecki, ale z przyczyn ideologicznych zarzucone. Przedmioty przyrodnicze chemia, biologia, fizyka, a nawet informatyka, pomimo, że stanowią o potencjale intelektualnym i rozwojowym każdego społeczeństwa są marginalizowane. Nauki historii ośmieszana. To, czego ma uczyć polska szkoła? Tolerancji i seksu. Do czego wychowuje polska szkoła? Aż strach pytać.

Jaka powinna być polska szkoła i jakie wzorce powinny w niej obowiązywać? Tam gdzie rodzice mają wybór jest to oczywiste. Katolickie i prywatne szkoły są oblężone, bo tu nikt nie ma wątpliwości, że dziecko do szkoły przychodzi by jak najwięcej się nauczyć, naładować wiedzą akumulatory na dorosłe życie. I to z każdego nawet najbardziej nielubianego przedmiotu, bo nie wiadomo, co będzie robić po czterdziestce. To nie studia determinują nasz statut, ale wszystko zaczyna się w podstawówce i gimnazjum. Dlatego proszę Panie Wojciechu Adamczyku nie róbcie ludziom wody z mózgu i namawiajcie rodziców by ich dzieci od świtu do zmierzchu czytały, liczyły, wkuwały, bo po zajęciach z piłeczkami za 10 lat będą składać długopisy z napisem sdiełano w Polsze pisane krzaczkami.

PS Żeby było jasne, bo zaraz się odezwie geniusz, który będzie mi wmawiał polityczne intencje lub leczenie kompleksów.

1.     Polski system oświatowy rozwalany jest sukcesywnie od 30 lat i żaden rząd, żadna koalicja nie ma tu czystego sumienia.

2.     Największą przewiną nauczycieli jest bierne akceptowanie eksperymentów ćwierćinteligentów, którzy nigdy nie pracowali z dziećmi.

3.     Choć z biologii i chemii w ogólniaku orłem nie byłem i niewiele z tych przedmiotów kojarzę, to nie uważam tych 6 – 8 lat nauki za czas stracony. Przeciwnie. Wiem jak zbudowana jest komórka, rozróżniam rośliny i zwierzęta, nie dolewam wody do kwasu etc. Do dziś geografię mam w małym palcu, a jak trzeba potrafię pisać pismem technicznym. Na szydełku zrobię słupek i półsłupek, jak co trzeba to wyhaftuję, dziurę w murze wywiercę, szafki kuchenne złożę nawet bez instrukcji, a gaźnik Webera nie tylko rozbiorę, ale poskładam nie zostawiając po sobie zbędnych części. Logicznie analizuje i syntezuję. Wciąż składam i rozkładam kbk AK 47, używam elektrycznej piły.  Choć z literami krucho to Rosjaninowi drogę na wschód wskażę. Biegle posługuję się kompem, nie mam problemów z nową komórką, wiem co mam robić na działce, żeby rosło. Inaczej jestem przeciętnym czterdziestoparolatkiem, wykształconym ogólnie i szczególnie. Ile z tych rzeczy będą potrafic w moim wieku moje dzieci? A ile moje wnuki? Się boję pomyśleć.

4. NAJWAŻNIEJSZE. Dzięki solidnej dawce rzeczy, które jako dziecię i młodzian wbito mi do głowy, dziś zdecydowanie trudniej zrobić wodę z mózgu i dać sobie wcisnąć róznie głupoty. Już zaborcy, Hitler i Stalin wiedzieli, że Polakiem można dowolnie rządzić tylko w dwóch stanach gdy ciemny lub pijany, a najlepiej gdy zachodzą oba jednocześnie. Nie chcę mówić, że na początku XXI wieku znaleźli oni dzielnych kontynuatorów, nie mniej gdy słucham publicznego dyskursu, gdy otwieram trafiające czasami i do mnie listy … .



Wielkosobotnie Zastygnięcie cz. VIII.

3 04 2012

W Wielkosobotnie popołudnie od 15.30 zapraszam na ósme Wielkosobotnie zastygnięcie. Tytuł tegorocznej audycji, która potrwa do 19.30.   brzmi “Między śmiercią a życiem -  Czas wiary”. To opowieść o ludziach, jakich spotkałem  osobiście lub poznałem za pośrednictwem innych, których wiara rodzi się lub umacnia w niecodziennych okolicznościach, udawadniając, że jest ona darem Boga. Tłem do kilkunastu opowiadań lub rozmyślań będzie noc spędzona w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Ilustracją muzyczną utwory H. Zimmermana, M. Knoplera, Vangelisa, P. gabriela, H. Gregson-Williams’a i innych. Serdecznie zapraszam.

 A to maleńki fragament z montowanej już audycji .

Nad miejscem gdzie Bóg złożył samego siebie w ofierze, gdzie stał się człowiekiem do końca, zaznając wcześniej nie tylko udręki i radości życia, ale i najtrudniejszego doświadczenia jaką jest śmierć, której lęka się każda ludzka istota wisi wcale nie imponujący w formie i wyrazie wizerunek ukrzyżowanego. Umierający Jezus został uchwycony gdzieś między powierzeniem uczniowi matki i swego ducha Ojcu. Poniżej pod niewielkim ołtarzem oprawiony w srebrny dysk odnajduję otwór, w który zamocowano krzyż. Wczołguję się w niszę i z niepewnością zanurzam dłoń w ciemny otwór jak miliony przede mną i po mnie. Czego obawiam się tam znaleźć?

Tu w tym miejscu jak w soczewce w jednej chwili skupiły się losy calej ludzkości. W tym miejscu pojmuję, że nasza historia nie jest prostym kontinuum tego co było i co będzie. Niezależnie od czasu i miejsca naszego pojawienia każda sekunda naszego istnienia i każdy milimetr sześcienny naszego wszechświata zostały zgniecione do ucha igielnego wielkości punktu, który stał się bramą od śmierci do życia. Zostaliśmy lub zostaniemy przez to ucho igielne przeciągnięci nie ludzką siłą i rozumem, ale przez miłość tego, który pierwszy w tym punkcie w czasie i przestrzeni nie pozostał uwięziony, ale go przeszedł. Zaryzykował, chociaż mógł machnąć ręką i zakończyć całą historie na pierwszym zabójcy. Mógł sobie stworzyć na nowo inny świat, innych ludzi, którzy być może bardziej Go kochali, rozumieli, nie wystawiali ciągle na próbę, nie odrzucali, gdy im po ludzku dobrze i nie zawracali swymi modlitwami, gdy podwinie się noga. On wytrwał, bo gdyby pozwolił zabić Kaina lub zatonąć Noemu, to czy mógłby być doskonałym w swej miłości?

Nie jestem doskonały i wciąż boję się mojego przejścia przez bramę krzyża. Dlatego choć wydaje się wyścielany ciepłym aksamitem z ulgą wyciągam dłoń z otworu. Jeszcze nie jestem gotowy. Jeszcze nie ma we dość wiary, by zaryzykować i zawierzyć tak do końca. Ty wiesz Boże, że sam nigdy tej chwili sobie nie wyznaczę, bo nigdy nie będę dość pewien. Nawet Maryja potrzebowała opieki, a ona wiedziała od początku, ona była gotowa, ale powierzyłeś ją uczniowi. Mnie powierzyłeś moim rodzicom, moim dzieciom oraz tysiącom ludzi, którzy wpływają na moje życie. I mnie uczyniłeś za nich odpowiedzialnym byśmy byli gotowi na chwilę, którą Ty wyznaczysz.



Niedarmowe wieczory w Orange

26 03 2012

Firma Orange z sobie znanych powodów do poniedziałkowego wieczoru wciąż funkcjonowała w czasie zimowym i posiadaczom usługi darmowe wieczory i weekendy łączącym się z numerami satcjonarnymi i w sieci Orange liczyła jak za zwykłe połączenia. Niestety aż trzy osoby z Biura Obsługi Klienta nie chciały odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Pierwsze po prostu rzuciła słuchawką po 5 sekundach, druga nie chciała się zgodzić na udzielenie odpowiedzi, więc tez trzasnęła, trzecia obiecała zwrócić koszty połączeń, ale nie zwróciła. Oczywiście połaczenia do BOK w Orange są płatne i za te trzy rozmówki słono zapłaciłem.

Operatorzy komórkowi usilnie próbują nas namówić do zdrady czytaj porzucenia dotychczaswego operatora i przeniesienia numeru. No cóż skoro nie potrafi się zapewnić standardu obłsugi stałego klienta pozostaje liczyć na naiwność innego. Swoją drogą znowu przychodzi mi do głowy pytanie po kie licho mamy Urząd Ochrony Konsumenta, czy Urząd Kontroli Elektronicznej, które z urzędu powinny dbać o interesy Jana Kowalskiego. Operatorzy komórkowi nie napadają na pociągi ze złotem, nie włamuja się na konta miliarderów, ale wykorzystują masowość swoich usług. Prosto policzyć milion rozmów źle zaliczonych między 16.00 a 17 stą 26 marca 2012 to … parę milionów złotych na czysto. Ile osób to zauważy, a ile będzie miało dość nerwów by za trzecim razem dotrwać do końca złożenia reklamacji, a i tak 4,5 PLN się z nich ściągnie. Orange wyhodował szczególną kurę, która albo znosi złote jajka albo przepraszam za wyrażenie zbuki. Za jedne i drugie każe sobie słono płacić.

Puenta. Skąd się wziął Orange? Sami go zbudowaliśmy a potem sprzedaliśmy France Telecom, ale gdy była to marka Telekominikacji Polskiej SA, też mieli nas w nosie dokładnie od momentu podpisania cyrografu na świadczenie usług. Orlen i Polski Cukier udowodnili, że pomimo narodowego właściciela nie przejmują się nim, a Orange, że firma polska sprzedana zachowuje się jak  …. Orlen. Aby się jeno kaska zgadzała.

To po co ja to piszę? Ku przestrodze naiwnych, bo jak mawia moja mama wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.



Bardzo ciekawa różnica. ponad 500 zł na tonie paliwa, a ceny na stacjach takie same

25 03 2012

PKN ORLEN Data E95 E98 OPL ONeko ONstd
2011-10-05 4139.00 4260.70 2993.50 4147.10
GRUPA LOTOS Data E95 E98 OPL ON
2012-03-24 4659 4729 3280 4527
Średnie ceny w
polskich rafineriach
Data E95 E98 OPL ON
2012-03-23 4649.00 4720.00 3269.00 4517.30

ON - Olej napędowy
E95 - Benzyna bezołowiowa Eurosuper 95
S98 - Benzyna Super 98
LPG - Autogaz LPG
zródło

http://nafta.wnp.pl/ceny_paliw/

według tych danych Orlen ciągnie cenę za paliwa w górę do poziomu droższego 50 gr średnio na jednym litrze w hurcie. Oczywiście nikt tego nie potrafi wytłumaczyć jak producent tańszegp paliwa równa do mniejszego.

Detaliczne ceny paliw u poszczególnych dystrybutorów w dniu 2012-03-24

ON E95 S98 LPG
Koncerny 5.78 zł (-) 5.84 zł (+7 gr) bd (-) 2.89 zł (-)
PKN Orlen S.A. 5.80 zł (+1 gr) 5.82 zł (+6 gr) 5.98 zł (+1 gr) 2.85 zł (-)
Prywatni 5.78 zł (+1 gr) 5.80 zł (+6 gr) 5.94 zł (+5 gr) 2.81 zł (-2 gr)
Lotos 5.80 zł (+1 gr) 5.83 zł (+7 gr) 6.02 zł (+3 gr) 2.86 zł (-)
Średnia 5.79 zł (-) 5.81 zł (+5 gr) 5.96 zł (+4 gr) 2.83 zł (-)

A teraz kilka ciekawych wykresów za 5 lat

cena dolara

Notowania waluty

Wykres: 1m | 3m | 6m | 1r | 3r | Max

cena baryłki ropy na trzech giełdach

Notowania cen węgla

Wykres: 1m | 3m | 6m | 1r | 3r | Max

w ciągu tych 5 lat rozrzut cen za 95 tkę wynisił od 3,20  (listopad 2008) do 5.85 dziś). Równo rok temu dolar zbliżał się do 3 zł, baryłka ropy była na podobnym poziomie, a cena litra bezołówiówki dosięgala 4,80 za litr. Jeślo chcemy wiedzieć skąd Orlen bierze ceny to proszę bardzo ostatnie wykres

Średnia cena paliw EUROPIE

paliwa Europa

I tak oto nasz narodowy producent paliw, który nie kupuje ropy na giełdzie ale od Rosjan na podstawie średnich cen z tychże za pół roku, zatrudnia zespół analtyków, którzy po prostu podnoszą ceny za sąsiadami, ale za zachodniej granicy. Czemu nie interweniuje rząd, UOKiK, opozycja?

A zapytajcie się ich. Oni mają służbowe auta  a parlamentarzyści po 3000 PLN miesięcznie na paliwo do prywatnego samochodu. Można mieć w nosie Polaków? Można.



Bojktujemy bezczynnych polityków i stacje ORLEN.

22 03 2012

POLITYCZNO - KONCERNOWE KŁAMSTWO PALIWOWE 

POLSCY POLITYCY NIE BOJĄ SIĘ WYBORCÓW

ALE DRŻĄ PRZED ORLENEM.

TO NIECH ORLEN NA NICH GŁOSUJE.

Zapraszam do wsparcia ludzi, którzy w sobotę przypomną, że narodowy koncern naftowy nie jest po to by łupić polskich kierowców i dawać ciepłe posadki politykom, na których nie chcieliśmy głosować.

przypominam

Od 31.12.2011. średnia cena barylki ropy niezbędcnej do produkcji paliw wzrosła o 6,4 % . Dolar spadł z 3,55 do 3,12 czyli o 43 grosze to daje 12 procent. Cena litra 95 tki wzrosła z 5,44 do 5,80 czyli o 6,5 %

Na benzynę rząd nie podniósl akcyzy!!!!!!!!!!!!

JAK  TO NAM WYTŁUMACZYCIE PANIE PREZYDENCIE, PANOWIE PREMIEROWIE, PAŃSTWO MINISTROWIE, POSŁOWIE, SENATOROWIE, URZĘDNICY, KTÓRZY TANKUJECIE SWOJE AUTA ZA NASZE PIENIĄDZE?????

JAK NAZWAĆ WYKORZYSTYWANIE POZYCJI W CELU ZDOBYCIA KORZYŚCI MAJĄTKOWEJ?

JAK NAZYWA SIĘ WYKORZYSTYWANIE SŁABSZEGO PRZEZ SILNIEJSZEGO?

Ile naprawdę płaci producent 90 %  sprzedawanych paliw faktycznemu dostawcy czyli ROSJI i dlaczego okłamuje się nas, że rzekomo ceny te mają bezpośredni związek z cenami na giełdach paliw? Z tego co wiadomo Orlen płaci Rosjanom według cen uśrednionych zdaje się z danego półrocza, co zabezpiecza przez gwałtownymi zmianami.

I JESZCZE JEDNO. DLACZEGO WIELKIE MEDIA, KTÓRE POTRAFIĄ PISAĆ O BRAKUJĄCYCH LEKACH NA LIŚCIE LEKÓW REFUNDOWANYCH, O INSULINIE I MARGARYNIE, NIE PODEJMUJĄ PROBLEMU NIEKONTROLOWANEGO WZROSTU CEN PALIW. DLACZEGO WYDATKI NA REKLAMĘ I PR I PKN ORLEN SA UTAJNIONIE?