Króliki

Zaiste nie wiem kto jest doradcą ds. wizerunku Jego Książęcej Mości  Ministra Zdrowia, ale jeśli ktoś taki istnieje, to jest na podwójnej gaży. Minister Radziwiłł ze zdumiewającą łatwością zmierza do gabinetu kolegi o specjalności chirurg – ortopeda. Nogi ma totalnie postrzelane, więc zaczął szukać miejsca wyżej. Kampania mająca skłonić mnie bym jak królik dbając o zdrowie był prokreacyjny, jest delikatnie rzecz ujmując obarczona tyloma kontekstami, skojarzeniami, że z pewnością będzie płodnym (to nie jest przejęzyczenie) tematem niedwuznacznych dowcipów i kabaretowych skeczy.  Osobiście jako niegdyś nieletni  hodowca w  królików śmiem zauważyć, że to nie Pan królik, ale Pani królikowa zdolna jest nie w ciągu życia, ale ledwie roku urodzić w kilku miotach nawet 70 królicząt. Pan królik, nie praktykujący monogamii, może się szczycić kosmicznymi jak na ludzką wyobraźnię wynikami. Tym samym żyjącemu w wieloletnim ludzkim stadle monogamicznym przychodzi zadać pytanie Jego Króliczej Mości, jak mam naśladować owe króliki? Gryźć marchewkę z cudzych grządek, kicać po łąkach i … trzy kropki zostawiam Państwa wyobraźni. Mojej już po pierwszym obejrzeniu przesłanie „kto, jak kto, ale my króliki wiemy, jak zadbać o liczne potomstwo. Jeśli chcesz kiedyś zostać rodzicem, weź przykład z królików ” wystarczy do awansu Ministra z Księcia na Król(ika).

A na poważnie.  Szkoda, że ta „szutka” kosztuje nas 2,7 mln złotych, które wydane na leczenie bezpłodności  przyniosłoby radość może nie kilkuset tysiącom, ale kilkuset ludzkich par.