Dekadencja

Po dwóch miesiącach poświęconych 12 stej części wielkosobotniego Zastygnięcia zamierzam powrócić i nieco tu pomarudzić. Ufam, że Państwa nie zanudzę, a nawet czasami sprowokuję do napisania komentarza, który rozwinie temat lub go skontruje.
Kobieta z brodą wygrała konkurs zjednoczonych telewizji europejskich. Ktoś powie, jaki plebiscyt, taki i zwycięzca. Eurowizja przez prawie 60 lat była konkursem pod respiratorem. Bez przebojów, bez gwiazd, bez publiki, ale za to z działaczami przyspawanymi do honorariów. Manifestem wolnej Europy zjednoczonej przez upojony samouwielbieniem europejski „szołbiznes”, wierzący, że nie ładne to, co ładne, ale to, co się jurorom podoba. Wyjątkiem był kosmicznym sukces, ABBy, ale z drugiej strony szwedzki kwartet był na niego skazany i raczej przypadkiem wystartowali do demolowania estrad w konkursie. Lista wykonawców, których jury nie zauważyło jest bardziej imponujący. Brak piosenek i talentów od pewnego czasu próbowano zapudrować oprawą, a gdy to nie dało rezultatu, sięgnięto po tak zwaną oryginalność, tłumaczoną wpierw, jako wyraz artystyczny, a od pewnego czasu, jako manifest dowolności. Conchita Wurst to idealna ilustracja rodzącej się w Europie dyktatury mniejszości, która pod pozorem walki o prawo do dowolności definiowania się jednostki, skutecznie przejmuje władzę. Dyktat poprawnych politycznie jurorów, których zadaniem jest skuteczne zagłuszenie vox populi. To już nie jest śmieszne, gdy tworzy się struktury i prawo, którego zadaniem jest kneblowanie zdania większości, nawet w tak banalnych wydawałoby się kwestiach jak ocena piosenki. Już nie przekonuje się mozolnie społeczeństw, ale narzuca im się, co mają myśleć, co wypada im powiedzieć, nakazuje milczenie. W imię obrony prawa jednostki zamyka się usta większości, która została skutecznie podzielona, poszatkowana, pozbawiona autorytetów. Na naszych oczach i rękach umiera najgorszy ze znanych ustrojów – demokracja. Zdanie, marzenia, dążenia, ideały większości przegrywają z prawem jednostek do dowolności. Historia kolejny raz zatacza koło. Europa bez idei, bez wartości, z nastawionym wyłącznie konsumpcję społeczeństwem, z elitami, które raz otrzymanej władzy i pieniędzy nie zamierzają się pozbyć, wchodzi w systemową dekadencję. Dekadencja jest stanem poprzedzającym burzliwe zwykle zmiany, przełomy er, kataklizmu, które zmiatały jedne królestwa, by na gruzach pobudować nowe. I choć Rzym jest tu idealnym przykładem, to nie wolno zapomnieć Francji końca XVIII w, czy Europy przełomu XIX i XX stulecia. Odpowiedzią na niereprezentatywność, bezwartościowość, bezsilność w pokonywaniu problemów większości republiki weimarskiej, stał się austriacki akwarelista.
Być może facet z brodą przebrany za kobietę, okaże się detonatorem nastrojów skrytych gdzieś na dnie marzeń większości o normalności, jako emanacji tego, co ona myśli, czego pragnie, oczekuje. Któż się okaże być dzieckiem, co zakrzyknie „Król jest nagi” i poruszy zamarłe w lęku przed wykluczeniem serca, dusze i rozumy większości, która w swoich ciemnych pokoikach myśli tak samo. Nie chcę wierzyć, że już przekroczyliśmy prób, za którym jest tylko bezmyślnie, bezrefleksyjna apatia, lęk przed otrąceniem, utratą prawa do konsumowania. Próg, za którym człowiek traci prawo do tego, co stanowi o nim samym. Wolności.
Wierzę, że ku zaskoczeniu wielu to Conchita obudzi w nas pragnienie dążenia do tego, co jest prawdą obiektywną, dobrem niepodważalnym, pięknem nieskalanym, miłością, która znaczy oddanie się drugiemu bez reszty, a nie jest okazją do dopełnienia się egoizmu. Wierzę, bo bez tej wiary, pozostaje tylko pustka i lęk, co ją wypełni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− pięć = 1