Rewolucja na kartki

Obchody 25 rocznicy wyborów z 4 czerwca okazują się doskonałą ilustracją tezy, że oto Polska stoi na progu niemalże rewolucji. Rewolucji, która może dosłownie zmieść obecny układ polityczny, który niezależnie od ostrych podziałów wewnętrznych dla pokolenia naszych dzieci nie tylko jest nieczytelny, ale i kompletnie nieefektywny. Kłótnie o to, co stało się 4 czerwca 1989 roku pokazały totalne oderwanie się od społeczeństwa tak zwanych elit, które tkwią we wspólnym przekonaniu, że to one kreują rzeczywistość, w której dopuszczają łaskawie istnienia narodu, którego głównym zadaniem, jest wybieranie między dżumą a cholerą lub ewentualnie rzadszymi, ale równie mało atrakcyjnymi jednostkami chorobowymi. Prawu i Sprawiedliwości i Platformie Obywatelskiej wydaje się, że ten, kto jest przeciw drugiemu, z definicji jest automatycznie zwolennikiem pierwszego. Tak, zatem przez lat kilka wystarczało obrzydzać się nawzajem i jednocześnie prezentować siebie, jako jedyną i skuteczną obronę przed dominacją obrzydzonych. Z zasady zwalniało to z myślenia o czymś takim jak program, który byłby artykulacją potrzeb i oczekiwań wyborców, czyli Polaków.
Zasadniczo, jeśli chodzi o życie społeczno – polityczne, tkwimy wciąż w PRL-u. To naród miał przyjąć program partii, która wiedziała lepiej, czego chcą obywatele. Dziś różnica sprawdza się tylko i wyłączenie do ilości tych co wiedzą lepiej co jest potrzebą i aspiracją wyborców. JKM w wieczór wyborczy, jako jedyny nie podziękował wyborcom za mandaty, ale obiecał pracę nad realizacją przedstawionego programu. Nie jestem aż tak naiwny by wierzyć, że JKM ten program zrealizuje w czymkolwiek, ale co fakt to fakt, od 25 lat słyszę podziękowania za zaufanie i powierzone zaszczyty, ale jakoś nikomu nie przychodzi na myśl, zapytać: Ludzie, co jest dla was najważniejsze, od czego musimy bezwzględnie zacząć? Raczej to ludzie dostają wygłoszone ex-katedra, co myśleć powinni, a jeśli tego nie robią, to znaczy, że są przeciwko, a przeciwników słuchać nie będziemy, bo i po co. Wybory są tylko by wydzierać sobie władzę, a ta jest narzędziem realizacji partyjnych celów.
Od lat brylujący w mediach znawcy wszechrzeczy, czyli Jaśnie Oświeceni Iluminatorzy, cedzą przez zęby diagnozy i analizy, ale żadnemu z wypasionych na publicznych etatach lub suto wspieranych unijnymi dotacjami publicystów nie przychodzi do głowy porzucić stolicę lub przynajmniej pojechać do Piaseczna na Białołękę i zapytać: „Ludzie, co wy naprawdę w tych głowach macie. Co was kręci, co was boli, o czym mamy pisać i mówić w waszym imieniu”. Przeciwnie. Wzorem elyt, łatwiej ludziom wmawiać, co myślą, czego pragną, o czym marzą i co ich wkurza. Od 25 lat żyjemy w matrixie, w którym wąska grupa samozwańczych elit chcąc zaoszczędzić na wysiłku robi wszystko by reszta społeczeństwa przyjęła ich wizję świata i grzecznie dała sobie spokój z tym, co de facto jest ważne. Czy ktoś tego chce czy nie, to pokolenie naszych dzieci urodzonych już w wolnej Polsce, dostrzega to z równą ostrością, co niegdyś my sami potrafiliśmy wypunktować komunę. Czy ktoś tego chce czy nie, to dzisiejsze elity są postrzegane przez licealistów i studentów, jako klasa próżniacza, która zawłaszczyła państwo, okopała się na synekurach i zajmuje się wyłącznie obroną. Czy tego chcemy, czy nie wydaliśmy na świat i wychowaliśmy pokolenie, które ma swoje marzenia i aspiracje i nie ma cierpliwości czekać do czterdziestki by je móc spełnić. Przypomnijmy sobie nas samych w ich wieku, a może zrozumiemy, że oni już idą po nas.
4 czerwca 1989 roku Polacy powiedzieli ówczesnej komunistycznej elicie: Do widzenia chcemy czegoś innego. I to jest powód do świętowania chwili uniesienia i jedności. Nie działacze opozycji, ani tym bardziej ówczesna władza ma powód do celebrowania. Dogadaliście się poza naszymi plecami i oczekiwaliście biernego przyklepania układu. To co zrobili Polacy zaskoczyło obie strony, które winny Polakom szacunek. To Polacy, a nie ich przywódcy dzień po dniu budują nową Polskę. Żenujące są próby wpisywani się w tę harówkę jednych, czy drugich. Przez ćwierć wieku się udawało, ale do czasu. Przyszło nowe pokolenie, które oczekuje, że znajdzie w Polsce to, czego pragnie, a nie weźmie to, co mu łaskawie ktoś da. Przypominają mi mnie samego sprzed 25 lat. Bez kompromisów wstają i walą prosto w oczy. Raz Palikotowi, raz Tuskowi. Pozostali nie łudźcie się. Przyjdą i do was. I też staną i powiedzą. Państwu już dziękujemy. Nie interesują nas wasze wojenki, martyrologie, kombatanctwo. Potrzebujemy czystych i jasnych reguł, zasad, które sprawia, że w Polsce każdy odnajdzie miejsce dla siebie. Na miarę jego marzeń i aspiracji, a nie takie na reglamentację.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


cztery × = 20