Studencki żart

Jakieś 30 lat temu początkujący dziennikarz studenckiego radiowęzła dostał 0zadanie odpytania profesora rektora ds. dydaktyki i wychowania. Jego Magnificencja sama sobie wywiadu zażyczyła uznając radio za medium godne przekazania swego przesłania w kwestiach żackiego rozpasania. Samo umawianie się na ten wywiad było dla profesora ciężką próbą naszego dość lekkiego podejścia do odbierania telefonów. Jeden z moich przyjaciół uparcie odebrał trzy telefony hasłem: „schron przeciwatomowy numer 536 słucham”. Za czwartym podejściem Pan Rektor pierwszy wykrzyknął „Radio Centrum? Co wy sobie … myślicie?” Po takim wstępie dalej mogło być już tylko gorzej. Pamiętam jak zaskoczony przez kolegów zadaniem w pierwszym podejściu śmiertelnie obraziłem Pana Rektora zamieniając mu dość delikatnie ale jednak imię na Roman. Skończyło się na solidnych przeprosinach, które pozostawiły rektora w studio, a mnie na liście studentów. Po latach wspominam historyjkę z uśmiechem, choć wtedy do śmiechu wcale mi nie było.

Pomimo upływu trzech dekad ludzie się nie zmieniają. Pan profesor na 100 procent sytuacji nie pamięta, ale wena do dyscyplinowania innych mu pozostała. Pomysł na resocjalizację opozycji za pomocą prawa dla nieletnich sprawił, że nawet przez moment poczułem sympatię do profesora. Też myślę, że nasi politycy chcąc ograniczyć konkurencję, myślą o likwidacji gimnazjów. Dalej już było tylko lepiej. Okupacja sali sejmowej, której bliżej do działań słynnej Pomarańczowej Alternatywy niż poważnego protestu została podniesiona do rangi zamachu stanu, wartego 10 lat ciężkiego więzienia. Rozrzut ocen i konsekwencji w jednej analizie, każe mi przypuszczać, że Pan Profesor jest wciąż w znakomitej formie tym razem śląc na lewo i prawo rady.

Za kilkanaście lat na okupację sali plenarnej sejmu będziemy wspominać równie lekko co nasze studenckie wygłupy. Owszem będą tacy, którzy spróbują wpisać sobie ją do kombatanckiego życiorysu, ktoś tam wklei sobie swoje zdjęcie ubiegając się o pracę, tak jak to uczyniło kilka tysięcy członków ZBOWID ze słynnym zdjęciem Mieczysława Moczara na białym koniu w lasach świętokrzyskich. Dla zdecydowanej większości Polaków samo wspomnienie będzie graniczyło z cudem. Największymi przegranymi wydają się politycy, którzy w beznadziejnej formie protestu stracili okazję na spokojne święta z rodziną. Co bowiem faktycznie osiągają?

Tylko teoretycznie PiS nie wygrywa na sejmowej okupacji. Naprawdę po raz kolejny pokazuje totalną skuteczność, testuje koalicjantów i obnaża słabość opozycji, a przy okazji rozmontowuje niepokojący ruch społeczny, z którego może wyjść faktyczne zagrożenie w przyszłości, czyli KOD (nie wierzę, że faktury Kijowskiego są znane od kilku dni). Opozycja niczego nie zyskuje, poza wiedzą, że rządzący wciąż są monolitem gotowym do politycznej walki, z podzielonymi ambicjami liderów przeciwnikami. Co prawda, to ważna lekcja, ale zazwyczaj takie się przesypia.

Koalicja będzie miała swoją próbę. Za kilka miesięcy gdy do milionów rodziców, zwłaszcza z regionów zdominowanych przez elektorat PiS dotrą nie zapowiedzi, ale konkretne konsekwencje reformy oświaty. Liczę, że koszty oświatowej reformy już są kalkulowane i wymyślane sposoby na zatrzymanie dość pochopnie poruszonej machiny, która może przekreślić w wielu środowiskach efekt 500 plus.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


9 − trzy =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>