Wyjęci spod prawa?

Od 1 kwietnia ubiegłego roku panuje powszechne nawet wśród opozycji przekonanie, że oto pięć stówek miesięcznie uczyniło polskie rodziny szczęśliwszymi, bowiem życie stało się lżejsze. Nawet ja zazdrosny już brak wcześniej takowego wsparcia ojciec dorosłych dzieci, nie zamierzam dyskutować z prostym faktem, że lepiej mieć te pięć stówek w portfelu, niż ich nie mieć. Niemniej nie jestem pewien, czy rzeczywiście te pieniądze aż tak znacząco zmieniają sytuację polskich rodzin jak się powszechnie ogłasza.

Co czteroosobowa rodzina zyskuje przez otrzymanie 500 złotych? Faktycznie 250 złotych na dziecko. To jakieś 15 procent płacy minimalnej. Rocznie uzbiera się całe 3000 tysiące złotych. Ładna sumka. 500 złotych to maksymalnie 10 dni opieki niańki, a miesiąc ma zdecydowanie więcej dni. Przez 18 lat można odłożyć na studia, 10 metrów kwadratowych mieszkania, ale w skali miesiąca ledwie pokryjemy wydatki związane czy z ubraniem, czy uczęszczaniem do szkoły, można tę kwotę przeznaczyć na kilka godzin korepetycji itp. Potrzeb jakie generuje dziś dziecko jest tak dużo, że jakkolwiek dobrze mieć niż nie mieć 500 złotych ekstra, trudno sądzić, że kwota pozwala dokonywać szalonego skoku cywilizacyjnego.  Zwłaszcza, że wbrew oficjalnym zapewnieniom koszty życia w Polsce są porównywalne z krajami wysoko rozwiniętymi, ale płaca ledwie dotyka połowy tego co może zarobić przeciętny Francuz, czy Niemiec. Po cichu wcale nie pełza, ale galopuje inflacja, bo choć ceny zmieniają się systematycznie, acz nie skokowo, to handlowcy dokonują cudów, byśmy za mniej płacili więcej. Oszustwa polegające na zaniżaniu wagi, wypełnianiu np. żywności powietrzem, wodą, tłuszczem, zmniejszanie gramatury tego nie trzeba nikomu udowadniać. Gdzie jest PIH, UOKIK? No właśnie.

Jest też jeszcze jedna kwestia, która szczególnie wkurza. Co roku wykładamy na tę dziedzinę życia ponad 100 mld złotych, z czego co najmniej 70 mld przez NFZ. I każdy komu na świat przychodzi szczęście pierwszą ścianą z jaką się boleśnie zderza, to nie tylko ceny pieluch, wysoki VAT na ubranka, drogie kosmetyki, czy odżywki, ale pieniądze, które musi dopłacić z własnej kieszeni do tak zwanej świetnie zorganizowanej opieki nad noworodkiem, niemowlęciem, czy dzieckiem. Tak bardzo naciskamy na stosowanie szczepień dzieci, ale tolerujemy szarą strefę podawania kilku szczepionek jednocześnie za 300 złotych, a szczepionki na pneumokoki za 1000 złotych. Oficjalnie i bezpłatnie nie można narażać dziecka na mix szczepionek, ale za pewną kwotę … . Na kontrolę noworodka, badanie przez okulistę, laryngologa, ortopedę za pośrednictwem NFZ można spokojnie poczekać do pełnoletności malucha. Świadomi możliwości medycyny przy wczesnym wykryciu wad i chorób rodzice sięgają do kieszeni i pędzą do dziecięcych specjalistów zapracowanych na państwowym, ale otwartych na prywatne 5 – 10 minut porady z wypisaniem recept . Ilekroć słyszę nałożeniu na kolejną grupę obowiązku posiadania kas fiskalnych, tylekroć się zastanawiam, skoro nawet prawnicy już takie kasy mają i używają. Skoro nawet sprzedawca papierowego lampionu z ryżowego papieru wciska mi do ręki kwitek, a moja zaprzyjaźniona od 20 lat właścicielka pensjonatu oburza się, gdy żartuję na temat zapłaty bez kwitu … to jakim cudem lekarze w swych prywatnych gabinetach bilety przyjmują, ale o małym skrawku paragonu zapominają. No nie wszyscy, ale zdecydowana większość.

Ile z tych 20 paru miliardów trafia do kieszeni medyków, nie mam bladego pojęcia. Tak jak też tego czemu akurat ta grupa zawodowa cieszy się wyjątkowym uznaniem fiskusa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


× dwa = 10

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>