W obronie własnej

Ilekroć trafiam na dramatyczne informacje o kolejnych zaginięciach, brutalnych pobiciach, zgwałceniach zapewne nie różnię się od odruchów większości z nas. Współczucie, gniew, myśl o jakiejś formie odwetu, która przemija najszybciej, choćby ze względu na brak bezpośredniej możliwości podejmowania działania. Potem przychodzi czas na zapoznanie się ze szczegółami zdarzenia i wtedy pojawiają się też racjonalne pytania: dlaczego to się stało, czy stać się musiało, jak zapobiegać podobnym zdarzeniom w przyszłości. Pytania, które polityczna poprawność skazuje na brak odpowiedzi, bo samo ich postawienie ma rzekomo uderzać w ofiary lub co gorsza usprawiedliwiać sprawców.

Każde życie i zdrowie jest bezcenne i każdy kto krzywdzi drugą osobę musi ponieść określoną karę. Też mam tak czasami, że za niektóre czyny łamałbym wpierw kołem, a potem gotował na wolnym ogniu, ale wiem też, że za takimi myślami, całkiem naturalnymi, przychodzi czas na logiczne pytania o okoliczności, które nie są bynajmniej jakoby niektórzy chcieli usprawiedliwianiem zbrodniarzy kosztem ofiar. To czas na pytanie czy jeśli istnieje zło, to mamy się narażać na jego działanie, przez własną lekkomyślność lub zaniedbanie zasad bezpieczeństwa. Czy można winić maszynistę gdy ktoś bezmyślnie wtargnie pod pociąg? Nic nie usprawiedliwia zbrodni, ale tym co wciąż żyją warto wyciągnąć z niej wnioski, by uniknąć w przyszłości losu ofiary. Tymczasem analizując na chłodno kilka ostatnio opisywanych dramatów, trudno się ustrzec pytania, czy ich ofiary swą lekkomyślnością, brakiem wiedzy, doświadczenia, lekceważąc ostrzeżenia, czy rady bliskich lub doświadczenia innych, nie ułatwiły swym katom działania. To też bardzo zasadne pytanie do opiekunów, bliskich, przyjaciół, czy dołożyły wszelkich starań by przestrzec, zatrzymać ofiary.

Oczywistą prawdą jest to, że niezależnie od pory dnia i miejsca nikt nie ma prawa naruszać naszej cielesności. Niemniej zło istnieje i nie zważa na nasze prawa, stąd musimy brak pod uwagę ryzyko jakie się wiąże z lekceważeniem zakazu spacerów nocą po plaży. Skoro ktoś wystawił takie ostrzeżenia, to znaczy, że miejsce i czas są obciążone ryzykiem. Nie zmienia to mojego potępienia dla zwyrodnialców, czy współczucia dla ofiar, ale jest to dramatyczne przeświadczenie dla innych, że nic nie zwalnia z dbałości o własne bezpieczeństwo. Na przestrzeni kilkunastu miesięcy mieliśmy do czynienia z zaginięciem młodej dziewczyny wracającej do domu nad ranem przez park. Śmiercią kobiety wracającej z mocno zakrapianej imprezy w towarzystwie niezrównoważonego znajomego. Uduszeniem w mieszkaniu poznanego ledwie miesiąc wcześniej człowieka oskarżonego o gwałt. Dramatem dziecka torturowanego przez zwyrodniałego pracodawcę rodziców. Pobiciem i zbiorowym gwałtem nocą na plaży, na którą o tej porze zakazano wstępu. Niewyjaśnioną śmiercią kobiety samotnie wyjeżdżającej na wakacje w Egipcie. Za każdym z tych wydarzeń ukrywa się zbytnia ufność, wiara, że nic się nie stanie, że zło, nieszczęście mnie nie dosięgnie. W żadnym z tych wypadków sprawcy nie wdzierali się do domów, hoteli, nie atakowali przypadkowych ofiar, ale wykorzystywali nadarzającą się okazję. Nie można dla zachowania szacunku dla ofiar, zrozumienia dla cierpienia bliskich, czy głupio pojętej politycznej poprawności, udawać, że samo schwytanie i surowe osądzenie sprawców przyczynią się do uniknięcia podobnych sytuacji w przyszłości. Jeśli ktoś wierzy, że można wyłapać wszystkich przestępców zanim popełnią zbrodnię, albo stosując wobec nich wysokie kary skutecznie zabezpieczyć przed nieszczęściami społeczeństwo, to wykazuje wyłącznie naiwność, a nie odpiwedzialność za nasze bezpieczeństwo.

Przez lata współorganizowałem wyjazdy do Izraela. Nigdy nie przeżyliśmy tam sytuacji zagrożonia naszego bezpieczeństwa, choć Ziemia Święta nie ma opinii najbezpieczniejszego miejsca na globie. Zawsze jednak stosowaliśmy zasady bezpieczeństwa, które narzucają wiele ograniczeń, ale pozwalają spokojnie zwiedzić miejsca święte i powrócić do domu. Dzisiejszy świat nie jest wbrew naszym oczekiwaniom bezpieczny. Nie wiemy czy bezpiecznie dotrzemy do pracy, czy w domu nie zdarzy się na wypadek. Nie wszystko da się przewidzieć, nie da się uniknąć pułapek, ale też nie możemy żyć w przekonaniu, że nasze zdrowie, życie, majątek są nie naruszalne, a nasze zachowanie nie ma wpływu na nasze bezpieczeństwo. Jest takie stare powiedzenie „nie kuś losu”. Nie dotyczy to tylko wykonywania ryzykownych akrobacji, jazdy z nadmierną prędkością, ale też dwuznacznego zachowania, które może uruchamiać działanie innych, przebywania wbrew ostrzeżeniom i radom w nieodpowiednim miejscu i czasie, etc. Każdy dramat musi być jakąś nauczką także dla nas. Skłonieniem do zawahania nad konsekwencjami,, zrozumieniem, że zło jest czymś realnym, co może nas dotknąć i nie należy mu ułatwiać działania lekkomyślnością.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


cztery + 7 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>