My naród?

Nie urodziłem się, ani nie wychowałem się w mieście, w którym mieszkam w sumie połowę swego życia. Jego historię poznawałem jak dziesiątki innych. Z perspektywy zawodów, który wykonuję. Tu zaczynałem swoją niezbyt długą pracę nauczyciela historii. Włócząc się po okolicy odkrywałem kolejne intrygujące okruchy przeszłości. W tym czasie nie istniał internet, a regionaliści dopiero zaczynali zbierać pamiątki, spisywać wspomnienia świadków historii, którzy czasami jeszcze z lękiem nie opowiadali bajek, ale sięgali po żywe w nich wspomnienia. Nie było jeszcze kamer, rekorderów, którymi można by te wspomnienia zarejestrować. A szkoda, bo dziś wielu amatorów tworzenia mitów i burzenia pomników, miałoby zdecydowanie trudniej mącić ludziom w głowach. Należę do ostatniego pokolenia, które nie przeżywszy II WŚ miało szansę o niej usłyszeć od autentycznych jej uczestników. Przeżyliśmy też rodzenie się pierwszej Solidarności, stan wojenny i narodziny demokracji. Może dlatego historia nie jest dla nas kwestią tego na czyje zamówienie jest pisana. Nie jest też czarno – biała. Nie stawiamy bezmyślnie nowych pomników, nie garniemy się do burzenia starych.  To nie jest dziś popularna postawa. Patrzenie na przeszłość z dystansu jej doświadczenia nie jest mile widziane. W dobie ultra szybkich mediów i nie ma czasu na dystans. Młodsi od nas chcą wszystkiego, także ocen, szybko, na już. Nie trzeba mówić, że to oznacza daleko idące uogólnienia. Nie ma drogi odwoławczej. Raz wydany wyrok, jest ostateczny. Wobec skomplikowaności materii ludzkiego życia, przyczynia się do pogłębiania podziałów. Historia przestaje na naszych oczach być ostatecznym i niepodważalnym kryterium wyznaczającego wspólnotę narodową, cofając nas do czasów plemiennych.

Łatwość z jakim cofamy się o całe tysiąclecie jest tym bardziej przerażająca jeśli przekonamy się, że najbardziej wrażliwe, najmłodsze pokolenie karmione biało czarną papką, przestaje być nią zainteresowane. Przyjmuje proste kalki za pewniki i bezkrytycznie je powiela lub pozostaje wobec nich obojętnymi. O przeszłości nie usłyszą już prawdy od rodziców, bo ci jej nie znają. Dziadkowie, świadkowie nie zweryfikują pisanych na zamówienie podręczników i politycznych artykułów. Nie czując więzi jakie narzuca wspólna przeszłość, zobojętnieją na teraźniejszość. Dezintegracja będzie postępować szybciej niż w czasach szczytu rusyfikacji i germanizacji, bo zamiast polskości czeka nas nijakość.

prawie 30 lat temu na Łapiguzie odkryłem zarośnięty wojskowy cmentarz z czasów I WŚ i wojny z Sowietami.  W dzień wagarowicza z pierwszą klasą moich wychowanków poszliśmy tam z grabiami i farbą. Niezdarnie odsłoniliśmy krzyże, których nie zniszczyła komuna, poprawiliśmy farbą litery. Do dziś moi uczniowie twierdzą, że bywają tam regularnie. Dobrowolnie, bo czują związek z tym miejscem. Ilu dzisiejszych sześcioklasistów za 30 lat odwiedzi to miejsce?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ 8 = jedenaście

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>