Wielkosobotnie zastygnięcie cz. XV

31 marca o 16 stej zapraszam na premierę 15 części  cyklu Wielkosobotnie zastygnięcie. Moim słuchaczom pytającym o czym w tym roku, dedykuję przedpremierowo fragment.

Poeci twierdzą, że życie człowieka jest drogą, zmierzaniem od chwili do chwili. Wędrówką, której nie możemy zatrzymać, cofnąć się o milimetr, ale i też nie dana jest nam umiejętność przyspieszania jej o sekundę. Gdy jesteśmy młodzi wierzymy w tę opowieść. Wydaje się nam, że przed nami tak wiele czasu. Popełnione błędy wydają się nieistotne, łatwe do zapomnienia, krzywdy do naprawienia. Pełni pychy sądzimy, że wszystko przed nami. Góry do zdobycia, morza do przepłynięcia. Przemy naprzód naiwnie sądząc, że zdobywamy świat, który leży na wyciągnięcie ręki. Wraz z upływem życia, utratą sił, jesteśmy zmuszeni do rezygnacji z kolejnych marzeń, uznania swej słabości. Dopadają nas nie rozwiązane problemy, nienaprawione krzywdy, a perspektywa nieuniknionego końca czasu odziera nas ze złudzeń, że to my kreujemy świat, a nie on nas. Dojrzewamy, dorastamy, do zrozumienia skali własnych niemożności. Pojmujemy, że jesteśmy zdani na to co jedni nazywają losem, przeznaczeniem, karmą, przypadkiem albo działaniem siły wyższej. Przypominamy sobie opowieści dziadków, rodziców, odkrywamy na nowo Tego, o którego istnieniu trochę zapomnieliśmy. Nie ostawiliśmy Go bok, bo On jest, wbrew naszemu zapomnieniu. Raczej zamknęliśmy na Niego swe oczy sądząc, że to wystarczy, by przestał istnieć, a przynajmniej nas nie obserwował.

Świadomość obecności siły, która nie tylko stworzyła ten jedyny ze światów jaki znamy i do końca nie pojmujemy, jest podobna do odkrycia Kopernika. Nasz rodak nie sprawił, że Słońce zamiast latać bez sensu nad płaską jak talerz Ziemią, wylądowało w środku układu złożonego z krążących wokół niego planet. Kopernik pojął i opisał rzeczywistość, której oczywiście wielu jeszcze przez wieki zaprzeczało, bo przerastało to ich rozum, który kierował się wyłącznie tym co dostarczały mu zmysły. Podobnie jest z obecnością Boga w naszym życiu. Nie mamy żadnego narzędzia, a tym bardziej zmysłu by Go odczuć. Racjonaliści buntują się zatem i żądają dowodów, wierzący czują Go jak Kopernik zapatrzony w rozgwieżdżone niebo. On też czuł, że coś tu jest nie tak i poszukiwał sposobu ukojenia niepokoju. Nasze serca wbrew rozumowi, też nam podpowiadają, że coś jest nie tak. Ten świat jest zbyt skomplikowany, by powstał i istniał z nieskończenie małego punktu i był dziełem wyłącznie przypadku. Czujemy to jako dzieci codziennie poszerzające swój horyzont wraz z nowymi umiejętnościami i jako ludzie dojrzali, doświadczając swej bezsilności, która przychodzi wraz z wiekiem.

Człowiek umieszczony w klatce czasoprzestrzeni gdzie wszystko począwszy od definicji punktu po chwilę jest nieskończenie małe i krótkie jest skazany na Boga, którego istnienie pozwala się w tym układzie odnaleźć. Odkryty ze swą nieskończonością i wszechmocą Bóg sprawia, że z nieskończonego okruchu stajemy się potrzebnym komuś istnieniem. Punktem w czterowymiarowych puzzlach, bez którego nie będą one kompletne. Przeczucie, które przechodzi w wiarę, to narzędzie do okrycia nie tylko Boga, ale zrozumienia swej podmiotowości, odpowiedzi na najważniejsze pytanie po co tu się znaleźliśmy i do czego zostaliśmy stworzeni. Nawet najmarniejsze ludzkie życie, jest potrzebne, służy czemuś. Każda nasza decyzja zmienia świat. Buduje lub burzy jego porządek na określoną skalę. Pojmujemy to dopiero doświadczając jak mało znaczymy sami bez lub tym bardziej w relacji z innymi. Nasze życie staje się bezcenne, bo nie otrzymaliśmy go w darze, by się nim zabawić, ale wpisać się w nieskończoną całość. Czynić nim porządek lub go burzyć. Skoro nasze życie jest zbiorem nieskończenie krótkich chwili trwających w nieskończenie małych punktach posiadających dowolnej możliwość zmiany w podobnym, to po cóż interwencja w nie Tego które je stworzył?

I tu czas na zasadnicze pytanie dlaczego Bóg nadając nam przymiot wolności, posyła nam Swego Syna, a następnie pozwala nam Go ukrzyżować, zniszczyć, a potem wskrzeszając Go, zamiast mścić się jak uczynił to z Adamem i Ewą? Tym samym ogłasza, że odtąd cokolwiek byśmy nie zrobili, to każdy nasz grzech będzie nam darowany, aż do końca świata. Czemu ma służyć ten manifest bezkarności ludu. Z perspektywy ślepca nie potrafiącego dotkną, zobaczyć, poczuć istnienia istoty wyższej od siebie, to kompletnie niepojęte. Wszakże po co nam wiedza, że słońce stoi w miejscu, a ziemia się wokół niego kręci? Budzimy się gdy oświetla ziemię, zasypiamy gdy znika za horyzontem, grzejemy się w jego blasku, bez refleksji skąd bierze się to ciepło. Po prostu jest. To nie oznacza, że jego istnienie nie podlega określony prawom i faktycznie nie porządkuje naszego życia, poprzez dostarczanie nam życiodajnego światła, ciepła i milionów innych oddziaływań z których nie zdajemy sobie sprawy, a bez czego byśmy nie istnieli. Słońce nie może jednak samo o sobie stanowić, a tym bardziej decydować. Powstało, istnieje i kiedyś zgaśnie o czym zadecydują prawa fizyki. Człowiek jakkolwiek ograniczony prawami fizyki i relacjami z innymi elementami świata może dokonywać wyborów i może zmieniać ten świat na skalę swych możliwości i potrzeb. Także życie innych podobnych sobie. Zrywając harmonię z Bogiem, wybierając wolność bez podporządkowania się woli Stwórcy zaburzył jego ład. Wprowadził chaos. Bóg pogodził się z tym, ale wiedząc, że nawet nieskończenie mała cząstka jest zaczynem zdarzeń, które tworzą całe światy, postanowił wprowadzić do tego układu element porządkujący, stabilizujący. Wybrał zatem miejsce, czas, sposób na miarę swych nieograniczonych możliwości i ludzkich potrzeb. Wybrał też stosownych do swego planu ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


jeden × = 4