Jaśnie Oświeceni

Nie jestem świeżynką, co nie wie, że dziennikarze poza anteną i łamami zawsze prześcigali przysłowiowych szewców. Sam zresztą aniołkiem nie jestem, więc nie chodzi mi bynajmniej o walenie w nie swoje piersi za własne grzechy, co ostatnio jest nagminne i również moim zdaniem obrzydliwe. Niemniej od pewnego czasu z równym zdziwieniem, co obrzydzeniem przenikanie języka redakcyjnych palarni i kuchenek na anteny i łamy. Nie rozdzieram szat nad etyką, warsztatem, które to sprawy już dawno poszły precz. Dziś nikt nie dochodzi prawdy, ale ją ogłasza na zasadzie objawienia. Nikt nie daje obowiązkowej szansy drugiej stronie, ale z radosnym uśmiechem uczestniczy w jej flekowaniu. Kiedy zaczynałem przygodę z tym zawodem, to nawet w studenckiej rozgłośni bycie dziennikarzem wiązało się z przyjęciem zasady bezstronności, rzetelności w przekazywaniu obrazu świata. To były zasady jakich byliśmy uczeni nawet w świecie peerowskiej propagandy. Nawet w tamtych zwariowanych czasach końca lat osiemdziesiątych za wyzwisko na antenie, wylatywało się z redakcji.
30 lat później na antenach publicznych i komercyjnych mediów pełno jest „mend”, „kreatur”, „idiotów”, „debili”, „zaprzańców”, „ciemniaków”, a nawet „folksdojczy”, etc. Tylko czekać, aż padnie coż z dźwięcznym rrrr, od czego nie stronią już ‚artyści” Słów tych nie używają goście, ale i prowadzący. To już nie jest chamstwo, prymitywizm wykluczające przed wojną z gorna ludzi honoru i dobrego wychowania, to jest prawo do wolności słowa.
Od tego co dostali wiele, wymaga się więcej, więc nie zajmuje mnie rozróżnianie, że tamci też tak robili i robią. Sprawadzanie dziennikarstwa do roli komentującego kompanom widoki do żula z ławki spod budką z piwem, sprawia, że uprawianie tego fachu przestało być czymś co daje nam poczucia misji, wyzwania, co przenosi nas level wyżej w hierarchii także zawodowej. Coraz częściej dziennikarz kojarzy się z kłamstwem, zaprzaństwem, chamstwem, brakiem empatii, karierowiczowstwem, kreowaniem rzeczywistości, kiedy jest inną od zadanej przez naczelnego.
Znów pewnie pojawi się pytanie do kogo piję. Kiedyś nożyce by zabrzęczały. Dziś nożyce w najlepszym wypadku osądzą stół, ale co najbardziej pewne, mnie się obwerwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


siedem × = 42