Pokoju nie będzie

Tydzień po śmierci i trzy dni po pogrzebie Pawła Adamowicza nasi politycy zastygli w blokach startowych w oczekiwaniu kto da znak do kolejnej gonitwy. Jeszcze dyskwalifikuje się falstartowiczów, kapitanowie drużyn udają opanowanie, ale i zawodnicy i widzowie mają pełną świadomość, że jeśli nie dziś, to jutro czy pojutrze wróci ktoś samowolnie lub na polecenie da sygnał do młocki. A zacznie się jak zawsze. To nie my, to oni. Nie oni są bardziej winni, bo my jesteśmy lepsi. Przepraszam za wyrażenie, smarkateria powróci w pełnej krasie, żądając od nas bezwzględnej akceptacji i wsparcia. Nie odkrywam to oczywiście niczego. Każdy z nas wie, że za chwilę zostaniemy zasypani lawiną wzajemnych oskarżeń, pomówień, potwarzy oraz odwołań do naszych emocji na poziomie Prosę Pani a ona się psezywa, a on mnie ciągnie za warkocyk. Gdyby nie fakt, że dotyczy klasy politycznej to prawie 40 milionowego państwa w centrum Europy z 1000 letnią tradycją, to nawet byłoby to śmieszne ale jest dramatyczne.

Już są tacy, którzy zaczynają snuć teorie o politycznej inspiracji Stefana W. Nie ma na to wszakże żadnego dowodu poza dwoma zdaniami wykrzyczanymi po morderstwie. Nieważne, że z coraz większej ilości informacji na temat mordercy wyłania się obraz młodego bandyty, o co najmniej skrzywionej psychice, zafascynowanego gdańskim światkiem przestępczym, szukającego okazji do mołojeckiej sławy. W jego życiu jest wiele momentów, które można uznać za inspirujące do tego czynu, ale brak jest jakichkolwiek śladów polityki. Tymczasem od dwójki moich znajomych usłyszałem tę samą opowieść. Ja nie wierzę, że on to tak sam z siebie, on musiał być szkolony, zmuszony lub opłacony. To była ta sama opowieść tylko z dwoma różnymi puentami. Pamiętam dokładnie te same głoszone jeszcze ściszonym głosem teorie na kilka godzin po katastrofie smoleńskiej. Już ktoś wezwał do nowych miesięcznic, marszów, zakładania kół. Naprawdę czy tak jesteśmy łatwowierni? 9 lat po katastrofie smoleńskiej każda z teorii spiskowych jeśli nie legła w gruzach, to nie przynajmniej nie znalazła potwierdzenia. 9 dni po brutalnym morderstwie Pawła Adamowicza zdrowy rozsądek woła o darowanie sobie bujania skrajnymi emocjami i przyjęcia jako wiodącej najbardziej prawdopodobnej przyczyny działania Stefana W. Patologicznej chęci zrobienia, czegoś za co będą go podziwiać ludzie, których on podziwiał, a którzy uważali go za szurniętego smarkacza. Ten spektakularny cios mógł być zadany każdemu politykowi, czy znanemu człowiekowi. Być może po to poleciał do Warszawy, by kogoś takiego spotkać na ulicy.

Stefan W. zadźgał człowieka. Prezydenta Gdańska, ale przede wszystkim człowieka. W 2018 roku mieliśmy do czynienia z kilkoma bardziej brutalnymi atakami nożowników w Polsce, żadnemu z nich nie przypisano politycznych inspiracji, bo co? Bo ginęli zwykli przechodnie, czy klienci centrum handlowego? Bo żaden dziennikarz nie zapytał dlaczego? Bo nie zostali zaatakowani w czasie telewizyjnej transmisji?

Jest wiele spraw, które czekają na wyjaśnienie w kontekście tej zbrodni. To kwestia odpowiedzialności sądu ferującego wyjątkowo łagodny wyrok. Skuteczności systemu penitencjarnego, który podnosi kwalifikacje bandyty, a nie resocjalizuje człowieka. Zaangażowania policji w ochronę społeczeństwa przed wychodzącym na wolność potencjalnym recydywistą. Są też pytania o opiekę psychiatryczną, granice wolności słowa, odpowiedzialność mediów, system wsparcia samotnych matek z dziećmi, bez końca i zawsze sensu reformowaną oświatę, w której brakuje wzorców i narzędzi wychowawczych, etc. To są poważne, ciągle nawarstwiające się problemy, których rozwiązanie wydaje się przekraczać możliwości intelektualne całej klasy politycznej. I w tej dysfunkcji upatrywałbym przyczyn permanentnej wojny na emocje, zamiast konkurencji na argumenty. Z tej racji nie jestem w sobie wyobrazić wydarzenia skutecznie wprowadzającego racjonalność do polskiego życia politycznego. Prościej ujmując. Pokoju nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ sześć = 15