Wielkosobotnie Zastygnięcie 2019

Od 24 godzin w wypożyczonym grobie spoczywa ciało Jezusa z Nazaretu. 33 letniego mężczyzny urodzonego w Betlejem, wychowanego w Nazarecie, wykwalifikowanego pracownika budowlanego, który w trzydziestym roku życia postanowił rozpocząć życie wędrownego kaznodziei. Zmarł w wyniku ukrzyżowania, na które został skazany przez Poncjusza Piłata na wniosek Najwyższej Rady – Sanhedrynu, zaniepokojonego treściami nauczania i popularnością syna cieśli. Jego uczniowie zamknięci w ciemnej izbie drżą o swą przyszłość. Będąca przy egzekucji matka odrętwiała z bólu przebywa w towarzystwie kilku kobiet. Poncjusz Piłat z twierdzy Antonia obserwuje Jerozolimę świętującą pamiątkę wyjścia przodków z niewoli. Członkowie Sanhedrynu z ulgą oddają się przewodniczeniu uroczystościom. Kto jeszcze pamięta, że pięć dni wcześniej tłumy wołały za nim Hosanna! Uznając go za bożego Pomazańca. Dzień drugi w Jerozolimie gdzieś między 27 a 33 rokiem według kalendarza liczonego od dnia jego narodzin, to dzień kulminacji obchodów Pesach. Nazajutrz kobiety będą mogły dopełnić przygotowania zwłok na roczny czas ich rozkładu. Nic nie wskazuje na to by ktoś na coś oczekiwał. Raczej wszystko wskazuje na powszechne pogodzenie się z faktami. Przecież Bóg nie mógł umrzeć, a z ludzi nikt jeszcze nie zmartwychwstał. Syn, mistrz, nauczyciel, przyjaciel, robotnik, człowiek. Umarł. Wśród części Żydów śmierć kończyła wszystko. Nie było zmartwychwstania, nie było nieba, piekła, czyśćca. Jedni zapomnieli, inni trwali w odrętwieniu na żałobie, której w tak wielkie święto nie mogli okazywać.

Drugiego dnia po śmierci Jezusa z Nazaretu jego najbliżsi musieli pogodzić się z końcem, czegoś wydawało się być snem o człowieku, który sam jeden chciał zmienić świat, ich życie. Dał im swą miłość, nadzieję, wiarę, że to możliwe, ale ostatecznie wydawał się ponieść klęskę. Im przyszło znów podjąć walkę o przeżycie każdego następnego dnia, dźwigania ciężarów ponad miarę, mierzenia się z własnymi słabościami, prawem, które działało zawsze na korzyść silniejszych, samotnością, chorobami i ciągłym lękiem przed niebytem śmierci.

Drugiego dnia po śmierci Jezusa z Nazaretu członkowie Najwyższej Rady odetchnęli z ulgą. Ten który mienił się synem Boga okazał się zwykłym śmiertelnikiem. Nie przetrwał próby śmierci. Nie wezwał do powstania, nie otoczył się armią aniołów, nie zburzył Przybytku, nie zmienił nawet yoty w zapisie prawa. Zagrożenie dla ich władzy, interesów, powiązań zniknęło. Wystarczyła jedna śmierć, by wrócił porządek jaki zbudowali i jaki gwarantował im spokojne, bogate życie.

Drugiego dnia Poncjusz Piłat obudził się u boku swej małżonki, która jeszcze dzień wcześniej snuła przerażające wizje ze swych snów. Wyjrzał przez okno na budzące się miasto i choć go serdecznie nienawidził nabrał powietrze i ulgą odetchnął. Jeszcze ten jeden dzień i znowu będzie można wrócić do Cezarei, bo jutro będzie już zwykły dzień.

Co zatem się stało 15 czy też 14 dnia nissan? Czemu słońce straciło blask, ziemia się zatrzęsła, powiał gwałtowny wiatr, spadł ulewny deszcz, co rozerwało zasłonę Przybytku i otworzyło groby? Kto został pojmany, skazany i skutecznie powieszony na krzyżu? Czyje ciało spoczywa w grobie Józefa z Arymatei? Przecież nie Boga. A zatem, tylko człowieka? Tylko, a może aż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dwa + 2 =