Tylko powiedz o tym wszystkim

Przyznam szczerze, że z ciężkim sercem zaczynam ten post, ale milczenie w temacie poruszonym w filmie „Tylko nie mów nikomu” nie jest też wyjściem, zwłaszcza, kiedy obserwuję wzmagającą się falę dyskusji, po co Sekielscy zrobili ten film, a brakuje mi forum wymiany poglądów, co rzeczywiście możemy i powinniśmy zrobić. Proszę tego postu nie traktować, jako stawianie się w roli recenzenta Kościoła hierarchicznego. Jestem tak samo odpowiedzialny za Kościół jak każdy kapłan i moja tego świadomość nie pozwala mi się czuć zwolnionym za jakąkolwiek winę jego członka. Nie zgadzam na się łatwiznę w postaci stawiania się przez wielu z nas na pozycji rozgoryczonego wiernego, który raptem otrzymał okazję do wykazania się swoją wyższością nad innymi grzesznikami. Grzech pedofilii jakkolwiek jest wstrętny, okrutny i godny najwyższego potępienia, nie jest jedynym, będącym udziałem każdego z nas. Grzech jednego ze współbraci, nie oznacza rozgrzeszenia nas z własnych win i niedoskonałości, a na pewno też nie daje nam prawa do ferowania sądów i wyroków wobec innych bez konieczności spojrzenia na własne dokonania. Wręcz przeciwnie. Właściwie oceniając ten grzech mam obowiązek pracować nas własną niedoskonałością, a nie zajmować się pozycję celnika z synagogi, który z górą patrzył na korzącego się przed Bogiem biedaka.

Na początek kilka wątków do przemyślenia dla dywagujących na temat celów, jakie kierowały Sekielskimi.

Kto jest bez grzechu niechaj … .

Dlaczego ten dokument nie powstał w żadnym katolickim studiu produkcyjnym, skoro nikt dziś nie ma wątpliwości, co do autentyczności wydarzeń tam przestawionych, ba nikt nie próbuje się podważać uczciwości warsztatu? Skupmy się może nad pytaniem, dlaczego nie my? Czy naprawdę nigdy te kwestie nie były nam znane? I co zrobiliśmy, jako ludzie wierzący by się im zapobiec? Czemu zajmujemy stanowisko dopiero ktoś z zewnątrz Kościoła podnosi problem i zamiast pokornie się zająć jego rozwiązaniem, z całą pychą atakujemy tego, kto ważył się podnieść dywan i pokazać nam śmieci, które się pod nim znajdują?

Najważniejsze. Nie tylko problem pedofilii, ale każdy grzech, jaki popełnia członek Kościoła, jest problemem całej wspólnoty. Nic nie upoważnia nas dziś do atakowania księży popełniających najcięższe grzechy i ich zwierzchników, jeśli do tej pory wiedząc o nich grzecznie milczeliśmy. Demonstrowanie antyklerykalizmu czy rozczarowania dowodzi tylko płytkości w rozumieniu, czym jest Kościół.

Tylko prawda nas wyzwoli.

Do końca nie wiem, co możemy i powinniśmy zrobić poza skorzystaniem z daru, jakim jest droga pokuty. Jedno jest bezwzględnie pewne i niepodlegające dyskusji. Nie zdołamy tej sprawy oraz jej konsekwencji zamilczeć, ukryć przed światem i udawać, że nic się stało. Daremne jest, zatem oczekiwanie, że wystarczy sprowadzić rzecz do nazwania atakiem na Kościół i oczekiwać od wiernych zamknięcia się księżmi w twierdzy w celu przetrwania oblężenia, które za jakiś czas po cichu ustąpi i będzie jak dawniej. Myślę, że na 15 mln odtworzeń przypada jakieś 10 mln oglądających. To 10 mln ludzi, w których dokonał się swoisty wstrząs, który trudno będzie zapomnieć i przejść nad nim do porządku dziennego. Przykładem niech będzie list, jaki otrzymałem od małżeństwa prowadzącego dom rekolekcyjny. Ludzi bardzo mocno identyfikujących się z Kościołem. Poziom ich rozczarowania zaskoczył nawet mnie przywykłego do kontaktu z różnymi skrajnościami. Reakcji domagają się nie ludzie obojętni, czy wrodzy Kościołowi, ale najbardziej w jego życie zaangażowani. Myślę, że to oni powinni być sumieniem Kościoła. Ludźmi, którym powierzymy misję zgłębienia ujawnienia i oceny grzechów, jakie popełniliśmy, a które teraz będą wychodzić na widok publiczny czy tego chcemy czy nie. Pełna prawda, bez światłocienia, relatywizowania, ratowania jednostek w imię ich dotychczasowych zasług. Smuci mnie, gdy dzisiejsze grzechy staramy się ukryć za dokonaniami wielkich postaci naszego Kościoła. Za ofiarami księży z czasów zaborów, II WŚ, walki z komuną. Oni nie zasłużyli na to by za ich pomnikami kryli się grzesznicy. Kościół odegrał w historii naszego narodu rolę nie do przecenienia, ale to jest zobowiązanie do odpowiedniej postawy, a nie przesłanka do stosowania taryfy ulgowej.

Czy znajdzie wiarę …

Przestrzegając przed nieskutecznością postawy na przeczekanie, która skończy się przyspieszającą erozją autorytetu Kościoła, ucieczką wiernych w samodzielne poszukiwanie zaspokojenia potrzeby kontaktu z Bogiem, a na koniec z jakobińską w formie ingerencją zewnętrznych instytucji, pragnę przestrzec przed odruchowymi i nieprzemyślanymi reakcjami. Powoływanie jakiś komisji przez instytucje państwa w warunkach walki politycznej jest pogłębieniem i tak za dużego uzależnienia Kościoła od politycznych interesów poszczególnych partii. Jak nigdy dotąd potrzebujemy jednoznacznego i jednomyślnego komunikatu ze strony naszych hierarchów, którzy poza potępieniem grzechu wyznaczą kierunek i harmonogram działań zmierzających do ujawnienia każdego przypadku nie tylko pedofilii, ale i innych przestępstw karanych prawem cywilnym i kanonicznym. Koniecznym jest zamknięcie sprawy lustracji, która wyłazi i przy tej okazji. To przykład sprawy, która załatwiona we właściwym czasie pozwoliłaby zająć sprawą np. dwóch kapłanów z filmy Sekielskich znacznie wcześniej. Nie wątpię, że będzie to bardzo bolesne, ale i konieczne byśmy za kilka lat nie ocknęli się w pustych świątyniach bez kapłanów i wiernych.

Nie wiem, jaką formę ma przybrać ten wielki proces wyznania win nie przed światem, ale przed samymi sobą, bo to wyzwanie winniśmy temu, który oddał za nas swe życie i samym sobie, a nie mediom, czy politykom. Komisje w każdej diecezji z zadaniem zbadania każdego przypadku zgłoszonego przez kurię, parafię oraz indywidualną ofiarę z prawem wglądu do dokumentów? Może to jest jakieś wyjście, ale pojawi się sie problem, kto będzie je wybierał i czy będą one naprawdę zdolne do podjęcia bardzo trudnych i bolesnych problemów. Choćby te wątpliwości nakazują bardzo wielką rozwagę przy wyborze narzędzi i form rozwiązania kryzysu, z jakim bez wątpienia mamy do czynienia.

To, co możemy i powinniśmy dziś uczynić nie dla Kościoła, ale zdolności by odpowiedzieć Jezusowi, czy znajdzie wiarę, ponownie tu powróci, to nie dyskusja, po co Sekielscy nakręcili ten czy inny film, tylko, co w sytuacji ujawnienia naszych grzechów mamy do zrobienia. Dyskusji katolików świeckich i duchownych. Dyskusji wewnętrznej, ale szerokiej, szczerej i zapewne bolesnej, nieoczekującej na samorozwiązanie się problemu lub co gorsza ingerencję z zewnątrz, która zawsze będzie intencjonalna i zdecydowanie kosztowniejsza niż to wynika w rzeczywistości. Rozmowy nie tylko o pedofilii wśród księży, ale i wiernych, bo nie wiem, czemu grzech księdza ma być większy od grzechu świeckiego, który jako wyznawca Chrystusa ma takie same zobowiązania.

Wypłyń na głębię …

Ryzyko, że na końcu odnajdziemy się w innym Kościele, może mniej licznym, wcale nie musi być wielkie, bo na pewno będzie on bardziej świadomym wiary i swej misji świadka Jezusa Chrystusa, a to oznacza, że z wielkimi szansami na odrodzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− sześć = 0