Łubu dubu

Niedawno ktos mi zasugerował udanie się na emeryturę i porządkowanie świata w miescie mojego zamieszkania. W zasadzie powinienem podzieować anonimowi, bo podszył się pod kogoś, kogo z przyjemnością będę mógł gościć w jednym z programów Rozmowy o zyciu w PRLu. Nawet dziecinne maile anonimowych bohaterów mogą przyczynić się w sumie do czegoś pożytecznego. Ale tak na kanwie tego jednostkowego aktu „odwagi i żczyliwości obywatelskiej” do mojej osoby, warto zadać sobie pytanie skąd w ludziach tyle bezinteresownej zawiści, zazdrości i jednocześnie braku odwagi. Nie lubię wszelkich forów, czatów, gdzie ludzie posługujący się często kilkoma nickami dokonują czegoś w rodzaju sądu elektronicznego nad innymi, śmiało wymienianymi z imienia i nazwiska. E-anonimy oczywiscie są świetnie poinformowani, znają wszystko i wszyskich nawet myśli i intencje. Nie jest to zbyt przyjemne stać się celem tego elektronicznego magla, tym bardziej że e-praczki są bardziej dosadne od swych analogowych proplastek. 

Wiele lat temu mój ojciec miał spore kłopoty ze względu na syna którego nie potrafił wychować na wierne dziecko ludowej Ojczyzny. Powód? Załóżmy, że nieznana mi bliżej osoba (ale ja jej świetnue znany), wysmarowała na miejscowy posterunek milicji kilka anonimów, jak to niesforny młodzieniec w rozmowach szkaluje „matkę która żywi, broni i chroni”.  Raz jeden w życiu widziałem wściekłego tatę. Ale dziś nie wiem na kogo? Na wierną obywtaelkę, czy też na eSBecję, która przez kilka godzin udawadniała jakim jest marnym rodziciem. Pamiętam, że wtedy sobie obiecałem, że już nigdy nikt nie będzie wkurzony przez moje poglądy i że zawsze będę za nie odpowiadał osobiście. Fakt czasami łatwiej byłoby jeśli nie zamilknąć, to uzyć pseudonimu. Ale wartość prawdy, czy poglądów ocenia się potencjalnymi konsekwencjami ich głoszenia i obrony

Mimo, że otwarte ogłoszenie tego co się myśli, nie przysparza grona przyjaciół, to na dłuższą metę wydaje się opłącalne. I wcale nie chodzi o szacunek do samego siebie. Stałość i otwartość poglądów moim przynajmniej zdaniem z biegiem czasu zostają docenione nawet przez tych którym się czsami podpadło. Nie jest tak, że nigdy sie nie pomylilem, ale wtedy trzeba umieć przeprosić, przyznać się do błedu, uznać racje drugiej strony. To nie boli, tego wymaga szacunek jaki się należy kazdemu człowiekowi, również temu którego działanie  jest podmiotem naszej nawet najsurowszej oceny. Trzeba wszakże pamietać, ze nic i nikt nas nie upowaznił do oceniania drugiej osoby. Możemy jedynie odnosić się do jej czynów. To ewangeliczna oczywistość, o której tak często zapominają zarówno receznowani jaki i recenzenci. Prawda jednak jest obca emaglowcom.  

Pisząc pracę magisterską miałem wątpliwą przyjemność dotrzeć do notatek służbowych funkcjonariuszy bezpieczeństwa publicznego z okresu przez refendum ludowym. Przerzuciłem setki artukułów z ówczesnej socjalistycznej prasy. Przykro to odkryć, ale wielu (nie wszyscy), lecz bardzo duża grupa forumowiczów posługuje się argumentacją i językiem bardzo pokrewnym tamtym czasom. Językiem donosów, oskarżeń, pomówień, przypuszczeń w imię „dobra ogółu”, „Ludowej Ojczyzny”, „partii” etc. W teczkach MBP raporty mają swych autorów, którzy na swe ofiary przede wszystkim wybierali takich którym nie mogli dorównać w normalnej rywalizacji, więc używali ludowych instrumentów, by wszystcy byli równi, a oni równiejsi. To donosy na przedwojennych lekarzy, urzędników, prawników, nauczycieli, wykwalfikowanych robotników. Podpisywane były przez całe pokolenie pieczeującego się zawołaniem „nie matura, lecz chęć szczera … ”

Fora, czaty, outcasty ujawniają bardzo ciemną stronę naszej obywatelskiej anonimowej odwagi. Prym wiodą na nich trenerzy Jarząbkowie, którzy akrtymi nocnej odwagi wyrównują sobie dzienne akty uległości.  No bo przecież głupio na forum pod pięciona nickami pisać łubu dubu łubu dubu niech nam żyje prezes naszego klubu … niech żyje nam.

26

26 lat. To juz naprawdę tyle czasu? Szkoda teh półki bibuły, którą strach wrzucił do pieca. Parę egzemplarzy przetrwało. Przede wszystkim zeszyciki historyczne z dziejami, których miało nie być. Z profesjonalonego punktu widzenia, to była dość naiwna dydaktyka, ale wtedy nikt na to zwracał uwagi. Ileż ludzi dzis cokolwiek wie o Polsce dzięki niej .. .

26 lat. Był rok 1820 r. Już po pierwszych aresztowaniach spiskowców, ale wciąz Królestwo Polskie udawało namiastkę polskiej państwowości. W 1857 i pierwsze jaskółki nowego zrywu. Traugutt jeszcze czarował Żelechowianki i innne mieszczki w carskim mundurze. W 1891 zawiązywały się pierwsze narodowe ugrupowiania polityczne. W 1944 trwała realizacja planu Burza i warszawska insurekcja.  W 1982 r. noc stanu. Jaka Polska jest dziś? Jacy my jesteśmy 26 lat po?

Basia

Basia, przysłała mi dziś promyczek słonka w ten kolejny bardzo trudny dla mnie dzień. Mam jednak troszeczkę szczęścia, bo codziennie ktoś sprawia mi promyczek. We wtorek Pani Profesor (też z Krakowa), wczoraj matematyczna niespodzianka i autograf, dziś nowa płyta Basi Stępniak Wilk.

Z Basią znamy ledwie kilka lat. Czasmi coś sobie piszemy, czasami dzwonimy, chwilę pogadamy. Jak bardzo starzy znajomi. Nie o sobie wprost, ale zawsze o czymś. Czasmi Basia przyśle mi coś i napisze na kolorowej karteczze Posłuchaj. Przeczytaj. A przecież tylko studiowaliśmy w tym samym mieście i choć być moze wpadaliśmy na siebie zapedzeni w Chatce czy na miasteczku, to ani razu nie spotkaliśmy się świadomie w jednym miejscu i czasie. Dziwne w tym świecie? Prawdaż? Dwa i pół roku temu Basia przysłała mi Słodką chwilę zmian. Bardzo ważną płytę. Dla Niej i dla mnie. Jaką ci obiecać … Słodka chwila … perełeczki treści i nastroju. Po roku Marek Niedźwiecki odkrył Bombonierkę i Basia została … sobą czyli kobietą tęskniąco – subtelną, patrzącą na świat z lekko filuternym przymróżeniem oka. Basię nawiązującą w formie przekazu do najlepszych tradycji polskiej piosenki lat 60 tych. Piosenki uciekającej z wielkich estrad. Takiej co się ją najlepiej śpiewa w i przy małej czarnej. Basia jest w stu procentach kobietą pisząco śpiewającą, nie uwiera to gruboskórnego faceta. Nie zawodzi, bo poznała niewłaściwego faceta, co ją rzucił, nie wydrapuje przyjaciółce oczu. „Moja B”. mówi o Basie „śpiewa, a nie uskarża się”.

Basia napisała dziś na niebieskiej kartce, że pewnie płyta niespójna. Prawda. Zrobiłbym z niej dwie, tak jak znam dwie Basie. Filuterną w Futerku z Bombonierką. I tą przewracającą z tęsknoty zwiewnie cały dom. Basia? Czemu nie dwie płyty? Kilka piosenek już znam, bo Basia lubi zdradzać … swoje sekreciki. Byliśmy juz na Wiosnę i w Augustowie. (Patrz Basiu jesień przyszła bez listuuuu…, a nie przecież jest ta płyta zza wielkiej wody, uff). Proponujesz Futerko. Pamiętasz? Bombonierka też mi się nie podobała … . Dobrze, że jest pierwszy utwór. Taki Basiny, a tchnący chęć do pozostania tu i teraz. Pod słońce słucha się tak jak teskni za nim w te okruchy światła. Obce kraje … dedykuję Agatce i Leszkowi. Nie tylko ja Wam to mówię. Marzenie naszego pokolenia – wpisane w Pośród cisz, … perełka, która umknie innym, ale zostanie  u mnie … jest jak dla mnie szyta. Regałowe Latanie … polecam.

Jest w tej płycie progres (brr skąd mi się taki słowa biorą). Basia pozostała sobą, ale nie pozostała w miejscu. Życzę Ci Basiu by świat usłyszał to co naprawdę brzmi i gra. A przed świętami sobie pogawędzimy przy małej czarnej … a może wreszcie też i w …

Lubię tę Basię. Choćby za to Tylko proszę przyjdź.

Pani Profesor

Zima znowu jakoś się nie śpieszy. Może i dzięki temu spóźnieniu na budowach większy ruch, ale nie wiem czy budowlańcy są wystarczająco odporni na depresję wywołaną brakiem słonecznego światła, żeby wykręcać jakieś super ponadnormatywne wyniki, zdolne pchnąć polską gospodarkę na ścieżkę 10 procentowego wzrostu gospodarczego. Brak słońca, krótki dzień w całości spędzony w pracy, działa na mnie z okrutną skutecznością. Stąd każdy powód do radości witam niemal jak jeden słoneczny dzień nad Bałtykiem.

Pani profesor. Drobna starsza pani. Nie żaden wulkan energii. Ale niewyczerpalna kopalnia spokoju i mądrości. Nie takiej wyczytanej z tysięcy książek i sformatowanej na własną modłę, jakiej wiele wokół, ale mądrości wynikłej z połączenia wiedzy tysięcy poznanych bezpośrednio lub za pośrednictwem książek ludzi i własnego doświadczenia. Mądrości zawierającej oceny, z którymi się nie dyskutuje, a którym daleko do apodyktyczności. W swojej pracy spotykam setki ludzi. Z niewieloma pragnę kraść swój prywatny czas. Kwadrans nagrania z Panią Profesor to nie wywiad, nie rozmowa, to przedsmak uczty, gdzie umysł i dusza doznają najwyższych emocji. Nie chce publicznie rozmawiać o swej przyjaźni z JP II. Nie musi. To co z niej wyniosła, co pojęła, przekazuje w tym co mówi i robi. Kwadrans rozmowy i uczucia uczniaka, co dostąpił zaszczytu rozmowy z mistrzem o sprawach,  których jeszcze wiele musi się uczyć. …. To był ten promyk światła na steraną zimową depresję duszę. Pozostaje też nadzieja spełnienia obietnicy podarowania zaproszenia na dłuższą ucztę przy następnej wizycie.

Ta chwila otarcia się o kogoś niezwykłego, sprawia, że powrót do rzeczywistości wydaje się dyskomfortem. Wokół ludzie zapędzeni, zapatrzeni w siebie, zdecydowani na obronę siebie za wszelką cenę i sposób. Szukają coraz to nowych szans, stawiają puste pytania i rzucają się w wir poszukiwania odpowiedzi. By być pierwszymi przy wyznaczonej sobie mecie. By pocieszyć się, naergetyzować do następnego biegu. Chwycić coś co nie istnieje. W środku zamętu czuję się jak czasami biegam z taczką,  na którą od czasu do czasu ktoś zdąży cokolwiek wrzucić. Czasami jest pusta, ale szum wokół jest tak wielki, ze nie wiadomo co, kiedy i gdzie do niej naładować.

26 lat. Niemowlęta urodzone w tę noc biorą się za pracę na rzecz Polski. Wtedy też czuliśmy się w wirze wydarzeń, na które straciliśmy wpływ. Wyglądaliśmy czegoś, co zatrzyma nas w tym biegu przed siebie. Pragnęliśmy zwycięstwa, wolności, ale jednocześnie nie wiedzieliśmy co z nią poczniemy, jeśli zdąży się cud jej odzyskania. Niedzielny poranek. To było jak cięcie nożem. Koniec marzeń, ale i uczucie ulgi, że cokolwiek, ale się wreszcie stało, klarowności. W jedną noc wszystko znów nabrało sensu, celu i porządku. Już wiedzieliśmy kto, jest kim i czego naprawdę chcemy, do czego musimy dojrzeć, by znów nie utracić.  

Dziś do Bożego Narodzenia pozostało niespełna dwa tygodnie, więc czas zadać sobie zadać pytanie, czy 26 lat po świat zdąży wyhamować i zauważyć pierwszą gwiazdkę. 

Kalizm

Wczoraj Pan Prezydent m. Siedlce przyznał się do zaglądania na tę stronkę. Czyli jednak to ktoś czyta, poza poszukiwaczami literówek, których zostawiam tu bez liku i co nawpawa mnie wstydem. Skonfudowany swą ułomnością, zajrzałem na kilka modnych ostatnio politycznych blogów. No niech mi któś powie, że ja mam pokręcony styl. Pan exMarszałek potrafi tak zakręcić, że ho ho, a był Prezes ZChN wypisać takie „rewelacje” i przecieki, że ha ha. Ale nie zazdroszczę. Pierwszemu „lojalności” przyjaciół, drugiemu lojalności własnej.

Kwestia lojalności objawiła nam się jako poroblem polityczny i społeczny. Z obbserwacji mnóstwa dobrze funkcjonujących instytucji, wiem, że lojalność jest spoiwem łączącym każdy w pełni profesjonalny zespół. Ale musi ona być uznawana za wartość przez wszystkich jego członków. Niestety zbyt często wymaga się tej cechy od innych samemu wybierając osiąganie partykularnych celów. Lojalność nie jest ślepą jednomyślnością, nie wyklucza dyskusji, wskazywania błędów, bo staje się hipokratyczną karykaturą. Wyklucza uprzeywilejowanie kogokolwiek z powodów innych niż ujete w „regulaminie grupy”, bo nie może ona dominować choćby nad hierarchicznością. Lojalność z samej definicji nie jest czynnikiem anarchizujący, a przeciwnie. Banały? Ale jakże często przypominane, gdy samemu się wymaga wsparcia grupy, a zapominane gdy stają się zachowaniem wymaganym. Jasne, że warunkiem istnienia lojalności jest zaufanie. To wartość, którą wnosi sie do zespółu niejeko aport. Grupy rozpoadają się, gdy okazzywane zaufanie nie spotyka się z oddaniem tegoż samego przez pozostałych jej członków. Lojalność, zaufanie to wartości wykluczające kalizm*, który skrywany przez lata, wyłazi jak pierze z dziurawej pierzyny.  

* Kalizm. Jak Kali dziać się krzywda to Kalego wszytskie ratować, jak krzywda dziać się innemu, to Kali zacierać ręce i tańczyć wokół ogniska.

Kozi Gród

Dzisiejsza wizyta w Lublinie okazała się wielce pouczającą.

1. Oto w Radzie Koziego Grodu rozpadł się klub SLD. 3/4 klubu postanowiło zewrwać z socjaldemokratyczną przeszłością i przeszło do … PiS-u, którym tym samym uzyskał większość i przewagę nad PO. W Sejmie ten numer nie przejdzie bo 3/4 z 55 plus 166 jest wciąż mniejsze od 208. Ale tylko o jeden włos…. . W tej arytmetyce może być jeszcze jedna poprawka. W Sieradzu albo PiS albo PSL stracą mandat na rzecz LiD. Jeśli z Sejmem pożegna się pan Olas to … mamy remis.

2. 13 parlamentarzystów tłumaczy się gęsto z zawartości archiwów IPN. Mnie interyguje bardziej pustka przy kilkudziesuięciu nazwiskach ludzi, którzy przez lata opawiadali o swej „heroicznej” walce z komuną. Komuna widać nie była łaskawa zauważyć, docenić a tym samym odnotować tych bojów i pominęła je milczeniem. Z dwojga złego osobiście wolałbym być nikim dla komuny niż donosicielem, ale reakcja na pytanie Panie Pośle co Pan tak naprawdę zrobił dla wolnej Polski w okresie PRL, w wielu przypadkach może być bardzo interesująca, choiciąz konfabulant, może konfubulować dalej bo konfabulację ma się w genach. Tak sobie myślę skoro IPN tropi agentów i lizusów, to może utworzyć by jakiś Instytut Odbrązawiania Tombakowych Legend?

3. GW wyskoczyła z rewelacją na temat Algorytmu Programującego  Wyskospecalistyczne Urzadzenie Propagondowego w skrócie Poseł PiS. Dziwnym zbiegiem okoliczności dotarłem niechcący w swej poczcie do czterech takich Algorytmów. I … nic. Takie niejakie to. Owszem Tusk ma być pokazywany jako ciamciaramcia, a reszta… Raczej świadczy ze urządzenie nie może być zbyt skomplikowane, skoro trzeba mu suflować takie oczywiste oczywistości.

4. Na kongresie PiS ma być przemówienie Prezesa (oczywiście z głowy), obiad i głosowanie nad wotum zaufania. Aha dyskusja też ma być … na obiedzie. Temat : „Co po przystawkach”.

5. Nie było mnie w Grodzie Jacka ale widziałem zdjęcia superpremiery mikołajkowej. Panie Prezydencie. Gratuluję dystansu do siebie. Służby prasowe i wizerunkowe nie stanęły na wysokości.  Na przyszłość zdecdowanie zalecałbym … czapeczkę Św. Mikołaja.

6. A od Mikołaja dostałem słodycze. Od szefa klika telefonów, od „prezesa” parę zagwozdek. Od Majora … pozdrowienia.

Jak minął wtorek

1. Wieść gminna niesie, że w przyszłym tygodniu nastąpi przełom w sprawie eksportu polskiego mięsa do Rosji. Zostało tylko ustalić, jak obie strony mogą wyjść z sytuacji z honorem. Inaczej na kogo zwali się winę, bo przecież ani Polska ani Rosja nie są winne.  Praktyka i wyobrażnia podsuwa aż nadto mozliwości: rosyjscy oligarchowie, cykliści, amerykańska stonka, Łukaszenka, tarcza antyrakietowa, warszawskie korki … . Możliwości jest tak wiele, że rozmowy mogą się przeciągnąć do późnej nocy. Negocjatorm życzymy … zdrowia i trzymamy kciuki.

2. Tematem tygodnia jest spalony ford focus Julii Pitery. Trwa poszukiwanie sposobu spożytkowania tegoż faktu na chwałę lub pochybel. Jest też coś co mnie zaintrygowało. Często padająca nazwa marki i modelu auta pani minister. Idąc zasłyszanym u sekretarza klubu tropem rozumowania w sprawie ekspresowo zarejetrowanego leku, pytam czy przypadkiem koncern nie urządził sobie gigantycznej akcji promocyjnej pod hasłem, nasze auta nie płoną, a jeśli juz to z właścicieli czynią bohaterów. Albo kup focusa, zostaniesz gwaizdą. Focus nie płonie, a jeśli to  głośno.  

3. Przy okazji sprawy forda focusa okazało się, że nasz przyjaciel radiowy Marcin Szyndler ma nadzwyczajne zdolności. W TVN 24 lub Supersatcji widzę twarz Marcina słyszę głos komisarza Sokołowskiego. Gdybyśmy odkryli ten talent Marcina w radiu nigdy byśmy go do tej policji nie puścili. No chyba że policja stworzyła hybrydę, rzecznika idealnego przystojnego i wygadanego.

4. Nowy konflikt między PiSem a PO. Tym razem idzie kto bardziej sufluje swoich posłów, czyli która partia ogranicza bardziej swobodę wypowiedzi poselskiej i pozwala mówić tylko to co z rana podyktują spin doktorzy. Nie rozstrzygając dylematu kto bardziej, nie dziwię się szefom ugrupowań, ze życzą sobie mówienia jednomyślności, dziwię się posłom, że godzą się na rolę megafonów. Inna sprawa to czy przypadkiem ta zorganizowana jednomyślność nie jest złamaniem poselskiej niezależności? Czymś w rodzaju instrukcji? Trybubale wypowiedz się!

5. Każda wizyta na stacji benzynowej boli. Panie Premierze czy w ramach realznych cudów od niechcenia nie zechciałby Pan znieść lub choć zmniejszyć akcyzę? Please!

6. NA poważnie. IPN opublikował pełne dane o naszych parlamentarzystach. Paru nie ma powodów do dumy. Reakcja typowa. Idziemy w zaparte. Jestem chrześcijaninem co zobowiązuje mnie do wyciągniącia reki do brata, który zbłądził. Mam w sobie dość woli i miłoości by zaprosić go do wspólnoty, a tu go przyjąc jak marntrawnego. Nie moge jednak mu pomóc, jeśli tkwi w przekonaniu, że nic się nie stało i błąka się gdzieś po manowcach.

Media – zagony – Rosja.

Pod „publiczną” naciągnęły „zagony” zatroskanych o przyszłość tego medium i pracujących tam kolegów po fachu dziennikarzy. Pikieta zgromadziła aż trzech(sic!) obrońców etyki zawodowej i wolności prasy, którzy przeżyli to samo rozczarowanie co obrońcy demokracji w Rosji, którzy zatroskani o lud rosyjski ofiarują mu swe protesty.  Ale po kolei.

1. Media publiczne publicznymi były, są i dopóki są państwowe (czytaj niczyje) zawsze będą, jakkolwiek zaklinać rzeczywistość będzie kolejna ekipa sterująca. Mnie to jest obojętne, bo każdy stracony przez publicze radio słuchacz, to potencjalny nasz słuchacz. Wkurza rzecz jasna rozregulowanie rynku reklamowego, bo doładowywane abonamentem media, niszczą rynek. Nie wzruszają mnie nawet propagandowe i cenzorskie popisy w programach informacyjno – publicystycznych. Skoro moi koledzy zgadzają się na takie traktowanie, na opinie i emocje jakie swą postawą wywołują w branży i wśród widzów, ich sprawa. Mają do tego prawo. Bardziej drażni całkowity zjazd  nazwijmy to artystycznego poziomu, publicznych mediów. Ględzenie o rzekomej misyjności tych mediów juz nawet nie denerwuje, nie śmieszy, a nuży.  Każda telewizja i radio komercyjne może wskazać fragmenty swego programu, które są bardziej misyjne niż to co ostatnio funduje „publiczny nadawca”. Nazywanie kulturalnym programem rozpijanie flaszki wódki na bieszczadzkiej  połoninie powinno trafić do prokuratury, a nie na antenę TVP 1. Takiej telewizji i takiego radia, gdzie na szczytach przechowuje się ludzi, którym się w życiu nic innego nie udało, nikt nie potrzebuje. Nikt poza politykami, którym wydaje się, że dzięki niej mają władzę nad naszymi duszami. Z mediami pubublicznymi bowiem jest dokładnie tak samo jak z publiczną służbą zdrowia. Pacjent – abonent buli i tu się kończą jego prawa. Kasę przejmuje NFZ(służba zdrowia)  – TVP i PR, robią z niej dowolny użytek i nikt w zasadzie nie pilnuje na co po co i dlaczego. Stale wszyscy krzyczą, że wciąż mało kaski i podpierając się jakąś teorią misyjności żadają wciąz więcej i więcej, strannie unikając pytania co w zamian. Jedyna metoda to powierzyć jedno i drugie konkretnemu właścicielowi, czyli samorządowi reprezentujacemu pacjentów i zarządowi spółki reprezentującej prywtanych właścicieli mediów – abonentów. To utopia, bo realizacja tego prostego planu oznacza odcięcie od posadek i pensyjek całej masy bezproduktywnych urzędników i politruków różnej maści. Ale pomarzyć warto.

2. Trzyosobowy zagon zatroskanych kolegów po fachu dał popisu nieskuteczności lub jak kto woli politycznego zaangażowania po drugiej stronie barykady. Zamiast bez sensu sterczeć na Woronicza, trzeba wziąć się za rzetelene przygotowanei kodeksu etyki dziennikarskiej, który nie pozwoli na chowanie się przed sądem za hasełkiem o wolności prasy. Może by tak zaangażować się w pomysł patrz punkt 1.?

3. Rosja nigdy nie byłą państwem demokratycznym i zaiste nie wiem czy kiedykolwiek będzie. W zachodnioeurpejskiej mentalności nie miesci się, że Rosjanie wcale nie pragną demokracji, że ten ustrój nie leży rosyjskiej duszy. Każdy kto w przeszłości wpadał na pomysł demokratyzacji, wpędzał ten kraj w potężne problemy. Można protestować przeciw ewidentnym manipulacjom wyborczym, ale trzeba też sobie zdać sprawę, że większość Rosjan nie rozumie, bo nie chce zrozumieć, czemu Zachód nie pozwala na rosyjski styl życia. To co Europa może zrobić nie dla Rosji, ale dla siebie, to dbać mocno o swe z nią interesy. Nie nawróci to Rosjan na europejską modłę, ale nie pozwoli narzucić Europie rosyjskiej.

Ich Trzysta minus Dwieście Czterdzieści

To miało być wydarzenie kulturalne co najmniej dekady. Wielkie emocje, kłótnie o wejściówki. Trudne pytania do organizatorów. Efekt? Świetne zrealizowany telewizyjnie 45 minutowy recital zminilizowanego do granic konieczności użycia playbacków, zespołu wokalnego i mini-orkiestry. Nie jestem fanem twórczości Piotra R., ale jedno jest pewne, jego sukcesy to praca masy ludzi. Zmiana solistów nie wyszła mu na dobre. Buntownicy właśnie promują konkurencyjną płytę, udowadniając, że sami też potrafią, z innym mniej znanym kompozytorem, ale tym samym tekściarzem Zbigniewem Książkiem. Pani Katarzyna Kanclerz obecna menadżerka Piotra Rubika zarobiła kupę pieniędzy na końcówce kariery Ich Troje. Dziś wydaje się robić to samo z Rubikiem, ale ten chyba nie lubi koleżeństwa, które ostrzegało przed tym krokiem. Nie dziwię się temu ogłuchnięciu, bo to samo koleżeństwo przekonane o swej artystycznej wielkości odrzuciło od siebie Piotra Rubika, tak jak Michała Wiśniewskiego. Czasami jednak warto posłuchać nie tylko chóru obłudnych pochlebców.

Generelnie (choć nie byłem, ale oglądałem) nawet fajnie, że takie coś się wydarzyło, choć nie odbyło się bez zgrzytów. Połowa repertuaru i stroje solistek były bardzo delikatnie mówiąc, co najmniej nie na miejscu. W sali CKiS OK, ale nie tu. Jest też inny smaczek telewizyjną transmisję sponsorował  – WOŁOMIN.  Zapewne na organizatorów spłynie trochę blasku i trochę krytyki. Apeluję do krytyków. Nie tylko Miasto Siedlce odpowiada za pewne niedociągniecia i niedogodności. WOT. który nie kryje, że nie ma zamiaru powiększać udziału regionu siedleckiego w przekazie telewizyjnym, był głównym sprawcą wydarzenia, narzucającym Miastu pewne rozwiązania. Trochę na wyrost są oczekiwania, ze siedleccy biznesmani podbiją świat dzięki reklamie w WOT. Nadajnik w Chotyczach nie ma zadania nas uszczęsliwiać, ale raczej uzasadniać pobór abonamentu wśród ludności. Mam też pytanie. Czemu Miasto nie zdecydowało się jednak na jakąś formę sprzedaży wejściówek, z założeniem, że całość dochodu zasili konto np Caritas? Odpowiedzi, że TVP nie pozwoliła nie kupuję, bo znam realia tej branży i to było do załatwienia.

Trzy po trzy na koniec dnia

1. O „aferze” Duży – Mały Pałac. Patrząc na występ ministra Michała K. przypomniała mi się piosenka z dzieciństwa: „Tańcowały dwa Michały, jeden duży drugi mały, jak ten duży zaczął kręcić, to ten mały nie mógł zdążyć”. Czyż coż więcej trzeba dodać? Wyłączyłem telewizor i znów zacząłem zazdrościć Edycie, która rok temu zwinęła manatki i patrzy na to wszystko z perspektywy Glasgow.  Normalnie gorzej niż z dziećmi, bo te można postawić do kąta. A Sejm (o zgrozo!) półokrągły. Jak kościół w Wąchocku … .

2. Poseł Spin Doktor Tomasz D. wymyślił nową historyjkę o cudowtwórcy Donaldzie T. Chwilami zgrabna, ale też wreszcie wiemy za co płacimy posłom (przynajmniej niektórym) – za krotochwile.  W sumie lepiej za to niz za nic.

3. Trzeci bliźniak zapowiedział, że nie da się kolegom wyrzucić z partii. Bo gdzie chłopisko pójdzie. Sam w Sejmie będzie siedział? Prezes ma problem o były wiceprezes kawał chłopa. Jak się zaprze, jak się zaparł, to gotów jeszcze podklub jakiś załozyć.