Jak minął wtorek

1. Wieść gminna niesie, że w przyszłym tygodniu nastąpi przełom w sprawie eksportu polskiego mięsa do Rosji. Zostało tylko ustalić, jak obie strony mogą wyjść z sytuacji z honorem. Inaczej na kogo zwali się winę, bo przecież ani Polska ani Rosja nie są winne.  Praktyka i wyobrażnia podsuwa aż nadto mozliwości: rosyjscy oligarchowie, cykliści, amerykańska stonka, Łukaszenka, tarcza antyrakietowa, warszawskie korki … . Możliwości jest tak wiele, że rozmowy mogą się przeciągnąć do późnej nocy. Negocjatorm życzymy … zdrowia i trzymamy kciuki.

2. Tematem tygodnia jest spalony ford focus Julii Pitery. Trwa poszukiwanie sposobu spożytkowania tegoż faktu na chwałę lub pochybel. Jest też coś co mnie zaintrygowało. Często padająca nazwa marki i modelu auta pani minister. Idąc zasłyszanym u sekretarza klubu tropem rozumowania w sprawie ekspresowo zarejetrowanego leku, pytam czy przypadkiem koncern nie urządził sobie gigantycznej akcji promocyjnej pod hasłem, nasze auta nie płoną, a jeśli juz to z właścicieli czynią bohaterów. Albo kup focusa, zostaniesz gwaizdą. Focus nie płonie, a jeśli to  głośno.  

3. Przy okazji sprawy forda focusa okazało się, że nasz przyjaciel radiowy Marcin Szyndler ma nadzwyczajne zdolności. W TVN 24 lub Supersatcji widzę twarz Marcina słyszę głos komisarza Sokołowskiego. Gdybyśmy odkryli ten talent Marcina w radiu nigdy byśmy go do tej policji nie puścili. No chyba że policja stworzyła hybrydę, rzecznika idealnego przystojnego i wygadanego.

4. Nowy konflikt między PiSem a PO. Tym razem idzie kto bardziej sufluje swoich posłów, czyli która partia ogranicza bardziej swobodę wypowiedzi poselskiej i pozwala mówić tylko to co z rana podyktują spin doktorzy. Nie rozstrzygając dylematu kto bardziej, nie dziwię się szefom ugrupowań, ze życzą sobie mówienia jednomyślności, dziwię się posłom, że godzą się na rolę megafonów. Inna sprawa to czy przypadkiem ta zorganizowana jednomyślność nie jest złamaniem poselskiej niezależności? Czymś w rodzaju instrukcji? Trybubale wypowiedz się!

5. Każda wizyta na stacji benzynowej boli. Panie Premierze czy w ramach realznych cudów od niechcenia nie zechciałby Pan znieść lub choć zmniejszyć akcyzę? Please!

6. NA poważnie. IPN opublikował pełne dane o naszych parlamentarzystach. Paru nie ma powodów do dumy. Reakcja typowa. Idziemy w zaparte. Jestem chrześcijaninem co zobowiązuje mnie do wyciągniącia reki do brata, który zbłądził. Mam w sobie dość woli i miłoości by zaprosić go do wspólnoty, a tu go przyjąc jak marntrawnego. Nie moge jednak mu pomóc, jeśli tkwi w przekonaniu, że nic się nie stało i błąka się gdzieś po manowcach.

Media – zagony – Rosja.

Pod „publiczną” naciągnęły „zagony” zatroskanych o przyszłość tego medium i pracujących tam kolegów po fachu dziennikarzy. Pikieta zgromadziła aż trzech(sic!) obrońców etyki zawodowej i wolności prasy, którzy przeżyli to samo rozczarowanie co obrońcy demokracji w Rosji, którzy zatroskani o lud rosyjski ofiarują mu swe protesty.  Ale po kolei.

1. Media publiczne publicznymi były, są i dopóki są państwowe (czytaj niczyje) zawsze będą, jakkolwiek zaklinać rzeczywistość będzie kolejna ekipa sterująca. Mnie to jest obojętne, bo każdy stracony przez publicze radio słuchacz, to potencjalny nasz słuchacz. Wkurza rzecz jasna rozregulowanie rynku reklamowego, bo doładowywane abonamentem media, niszczą rynek. Nie wzruszają mnie nawet propagandowe i cenzorskie popisy w programach informacyjno – publicystycznych. Skoro moi koledzy zgadzają się na takie traktowanie, na opinie i emocje jakie swą postawą wywołują w branży i wśród widzów, ich sprawa. Mają do tego prawo. Bardziej drażni całkowity zjazd  nazwijmy to artystycznego poziomu, publicznych mediów. Ględzenie o rzekomej misyjności tych mediów juz nawet nie denerwuje, nie śmieszy, a nuży.  Każda telewizja i radio komercyjne może wskazać fragmenty swego programu, które są bardziej misyjne niż to co ostatnio funduje „publiczny nadawca”. Nazywanie kulturalnym programem rozpijanie flaszki wódki na bieszczadzkiej  połoninie powinno trafić do prokuratury, a nie na antenę TVP 1. Takiej telewizji i takiego radia, gdzie na szczytach przechowuje się ludzi, którym się w życiu nic innego nie udało, nikt nie potrzebuje. Nikt poza politykami, którym wydaje się, że dzięki niej mają władzę nad naszymi duszami. Z mediami pubublicznymi bowiem jest dokładnie tak samo jak z publiczną służbą zdrowia. Pacjent – abonent buli i tu się kończą jego prawa. Kasę przejmuje NFZ(służba zdrowia)  – TVP i PR, robią z niej dowolny użytek i nikt w zasadzie nie pilnuje na co po co i dlaczego. Stale wszyscy krzyczą, że wciąż mało kaski i podpierając się jakąś teorią misyjności żadają wciąz więcej i więcej, strannie unikając pytania co w zamian. Jedyna metoda to powierzyć jedno i drugie konkretnemu właścicielowi, czyli samorządowi reprezentujacemu pacjentów i zarządowi spółki reprezentującej prywtanych właścicieli mediów – abonentów. To utopia, bo realizacja tego prostego planu oznacza odcięcie od posadek i pensyjek całej masy bezproduktywnych urzędników i politruków różnej maści. Ale pomarzyć warto.

2. Trzyosobowy zagon zatroskanych kolegów po fachu dał popisu nieskuteczności lub jak kto woli politycznego zaangażowania po drugiej stronie barykady. Zamiast bez sensu sterczeć na Woronicza, trzeba wziąć się za rzetelene przygotowanei kodeksu etyki dziennikarskiej, który nie pozwoli na chowanie się przed sądem za hasełkiem o wolności prasy. Może by tak zaangażować się w pomysł patrz punkt 1.?

3. Rosja nigdy nie byłą państwem demokratycznym i zaiste nie wiem czy kiedykolwiek będzie. W zachodnioeurpejskiej mentalności nie miesci się, że Rosjanie wcale nie pragną demokracji, że ten ustrój nie leży rosyjskiej duszy. Każdy kto w przeszłości wpadał na pomysł demokratyzacji, wpędzał ten kraj w potężne problemy. Można protestować przeciw ewidentnym manipulacjom wyborczym, ale trzeba też sobie zdać sprawę, że większość Rosjan nie rozumie, bo nie chce zrozumieć, czemu Zachód nie pozwala na rosyjski styl życia. To co Europa może zrobić nie dla Rosji, ale dla siebie, to dbać mocno o swe z nią interesy. Nie nawróci to Rosjan na europejską modłę, ale nie pozwoli narzucić Europie rosyjskiej.

Ich Trzysta minus Dwieście Czterdzieści

To miało być wydarzenie kulturalne co najmniej dekady. Wielkie emocje, kłótnie o wejściówki. Trudne pytania do organizatorów. Efekt? Świetne zrealizowany telewizyjnie 45 minutowy recital zminilizowanego do granic konieczności użycia playbacków, zespołu wokalnego i mini-orkiestry. Nie jestem fanem twórczości Piotra R., ale jedno jest pewne, jego sukcesy to praca masy ludzi. Zmiana solistów nie wyszła mu na dobre. Buntownicy właśnie promują konkurencyjną płytę, udowadniając, że sami też potrafią, z innym mniej znanym kompozytorem, ale tym samym tekściarzem Zbigniewem Książkiem. Pani Katarzyna Kanclerz obecna menadżerka Piotra Rubika zarobiła kupę pieniędzy na końcówce kariery Ich Troje. Dziś wydaje się robić to samo z Rubikiem, ale ten chyba nie lubi koleżeństwa, które ostrzegało przed tym krokiem. Nie dziwię się temu ogłuchnięciu, bo to samo koleżeństwo przekonane o swej artystycznej wielkości odrzuciło od siebie Piotra Rubika, tak jak Michała Wiśniewskiego. Czasami jednak warto posłuchać nie tylko chóru obłudnych pochlebców.

Generelnie (choć nie byłem, ale oglądałem) nawet fajnie, że takie coś się wydarzyło, choć nie odbyło się bez zgrzytów. Połowa repertuaru i stroje solistek były bardzo delikatnie mówiąc, co najmniej nie na miejscu. W sali CKiS OK, ale nie tu. Jest też inny smaczek telewizyjną transmisję sponsorował  – WOŁOMIN.  Zapewne na organizatorów spłynie trochę blasku i trochę krytyki. Apeluję do krytyków. Nie tylko Miasto Siedlce odpowiada za pewne niedociągniecia i niedogodności. WOT. który nie kryje, że nie ma zamiaru powiększać udziału regionu siedleckiego w przekazie telewizyjnym, był głównym sprawcą wydarzenia, narzucającym Miastu pewne rozwiązania. Trochę na wyrost są oczekiwania, ze siedleccy biznesmani podbiją świat dzięki reklamie w WOT. Nadajnik w Chotyczach nie ma zadania nas uszczęsliwiać, ale raczej uzasadniać pobór abonamentu wśród ludności. Mam też pytanie. Czemu Miasto nie zdecydowało się jednak na jakąś formę sprzedaży wejściówek, z założeniem, że całość dochodu zasili konto np Caritas? Odpowiedzi, że TVP nie pozwoliła nie kupuję, bo znam realia tej branży i to było do załatwienia.

Trzy po trzy na koniec dnia

1. O „aferze” Duży – Mały Pałac. Patrząc na występ ministra Michała K. przypomniała mi się piosenka z dzieciństwa: „Tańcowały dwa Michały, jeden duży drugi mały, jak ten duży zaczął kręcić, to ten mały nie mógł zdążyć”. Czyż coż więcej trzeba dodać? Wyłączyłem telewizor i znów zacząłem zazdrościć Edycie, która rok temu zwinęła manatki i patrzy na to wszystko z perspektywy Glasgow.  Normalnie gorzej niż z dziećmi, bo te można postawić do kąta. A Sejm (o zgrozo!) półokrągły. Jak kościół w Wąchocku … .

2. Poseł Spin Doktor Tomasz D. wymyślił nową historyjkę o cudowtwórcy Donaldzie T. Chwilami zgrabna, ale też wreszcie wiemy za co płacimy posłom (przynajmniej niektórym) – za krotochwile.  W sumie lepiej za to niz za nic.

3. Trzeci bliźniak zapowiedział, że nie da się kolegom wyrzucić z partii. Bo gdzie chłopisko pójdzie. Sam w Sejmie będzie siedział? Prezes ma problem o były wiceprezes kawał chłopa. Jak się zaprze, jak się zaparł, to gotów jeszcze podklub jakiś załozyć. 

Wybory jeszcze się nie skończyły…

Głupi tytuł? Nie sądzę. Kampania wyborcza tylko na chwilę przygasła. Na jak długo? To zależy czy i kogo bedą rozliczać. Nie da się uciec od podsumowania „osiągnięć”. Bez tego nie da się skutecznie przystąpić do nastęnej rozgrywki. LiD już wydaje się powoli zmierzać ku niebytowi, a wewnętrzna próba dyskusji została stłumiona szybciej niż w PiSie. PiS też zachowuje się więcej niż dziwnie. W zapewnienia o trwającej wewnętrznej dyskusji nie wierzą chyba nawet jeszcze aktualni liderzy. Tymczasem nawet najskuteczniej zgromadzona w jednym miejscu masa indywidualności, pozostaje masą indywidualności, która czeka chwili aby się rozejść po kątach. Ta chwila to być może brak rzetelnej dyskusji o powodach utraty władzy. Trzech wiceprezesów nie jest jedynymi, którzy pragną zmian funkcjonowania partii. Trzech członków Ruchu Ludowo Narodowego pyta dlaczego wbrew zawartej umowie koalicyjnej nie otrzymali drugich miejsc na listach wyborczych w swych okregach. To nie zaważyło na wyniku wyborczym, ale było dla tych ludzi bolesnym doświadczeniem.

Wybory może dopiero za 3 lata, ale kampania już wystartowała. Pytanie czy Polacy akurat ich oczekują.

Josu

Nieznane mi do dziś koreańskie Josu, stało się jednego wieczoru synonimem tego co przez wiele lat w moim słowniku znaczylo słowo Geschaft. Współczuję wrocławianom, choć i to miasto znam raczej średnio.

Polacy dowiedzieli się po raz kolejny, że o rzeczy nawet słuszne i nam przynależne należy zabiegać, żeby nie powiedzieć walczyć. Jak znam życie to rządzący obecnie i wczesniej niczego z tej lekcji się nie nauczą. Przez ostatni rok trwał bezsensowny polityczny łomot, a zabrakło faktycznej pracy na rzecz Polski. Żeby być królem nie wystarczy siąść na tronie. Trzeba jeszcze mieć legitymację do zasiadania i umiejętność sprawowania władzy. 

Josu uczy nas, że od polityków trzeba oczekiwać efektywności, a nie zapewnień o efektowności. Werbalizowane intencje, jeśli nie stają się czynami, a te z kolei namacalnymi osiągnieciami, są tylko popiskiwaniem góry rodzącej mysz.

W naszym regionie od pewnego czasu słyszymy takie popiskiwanie.  Czekamy aż nasze Rysy i Śniezki wydadzą wreszcie coś na świat. Ot choćby myszkę …  

Dwuznaczność

Pewnie koledzy po piórze okrzykną mnie odszczepieńcem, ale nie znajduję w sobie żadnego uzasadnienia dla solidaryzowania się z tymi, którzy wezwani do odpowiedzialności za wygłoszone treści, stawiają się ponad prawem i bez żadnego powodu nie pojawiają się na rozprawach.

Podejmując ten zawód zgadzam się, żę każde moje słowo, którze ocenia innych może być przez innych ocenione. Owszem najczęściej czynią to zaocznie lub anonimowo na jakiś forach, ale nie zwalnia mnie to z odpowiedzialności za to co czynię drugiemu człowiekowi opisując jego zachowanie, czy poglądy. Zbyt często kreujemy się na policję, prokuraturę, sądy i szefów więzienia jednocześnie. Gdybyśmy jeszcze potrafili zachować przy tym obiektywizm i traktować wszystkich jednakowo.

Jesteśmy zawodem zaufania publicznego, a to zobowiązuje. Przede wszystkim do unikania wszystkiego tego co mogło by rodzić podjerzenia, że przedstwaiany przez nas świat jest skażony naszymi prywatnymi sympatiami i ansami. Subiektywizowaniem rzeczywistości zajmują się spece od marketingu. Przypomnę banał – dziennikarz ma wpisane w zawód obiektywizm. Tymczasem niektórym zdarza się uważać, że życie jest zbyt nudne i postanawia je ubarwić, przez co czasami przekracza prawo.  Nie ma powodu uważać, że z jakiegoś powodu dziennikarska konfabulacja z prawnego i moralnego punktu widzenia jest czymś innym od konfabulacji przeciętnego Kowalskiego. Nie możemy walczyć o równość wobec prawa niezależnie od sytacji materialnej i zawodowej i domagać się łaskwszego traktowania przez prawo. STAJEMY SIĘ W TAKIEJ SYTUACJI MORALNIE DWUZNACZNI. 

PS Kolegom z Gazety Polskiej szczerze życzę udowodnienia swych racji w sporze prawnym, ale nie popieram lekceważenia sądu.

To juz jest koniec … .

To już jest koniec, możemy iść, jesteśmy wolni …. Po 15 latach Samoobrona schodzi z polskiej sceny politycznej. Szkoda, że w atmosferze wyborczej klęski, obyczajowego skandalu. Bardziej życzyłbym sobie, by odbyło się to w efekcie spełnienia marzeń i oczekiwań wszystkich Polka, a szczególnie tych najbardziej pokrzywdzonych przez wczesnego Balcerowicza.  Wyborcy Samoobrony nie odeszli w niebyt wraz z ludźmi, którzy ich rozczarowali. Będą szukać innych kandydatów na nowych Janosików.  Czy będzie to Partia Regionów? (Notabene czy zbieżność nazw jest przypadkowa?).  Szczerze powiem bardzo wątpię.  Będę obserwował ten twór z czysto towarzyskiego punktu widzenia.  Bo zaiste pasjonujące się jest pytanie o przyszłość Trwającegodo końca przy Przewodniczącym. Porzuci go jak już to czynił wcześniej? Zostanie? A może zmieni barwy klubowe? Szepczą, że czyni już podchody …. .Warto nadmienić, że w naszym Radiu zapowiedzieliśmy ten rozłam już dwa tygodnie temu… . To znaczy? Warto słuchać KRP … żeby wiedzieć.  Skoro już mowa o zmianach klubowych, mówią w Białej, że być może niedługo największa partia będzie jeszcze większa.  Czy koalicjant nie powinien sobie zacząć nucić: Jest już za późno, nie jest za późno?   

Expose …

Pan Premier wyrzucił z siebie w imieniu swego rządu 3 godziny słów. Niewielu (zwłaszcza obecnych w Sejmie) z tych 185 minut (w sumie dwa pełne, futbolowe plus 5 minut czasu doliczonego, trzeba być zdrowym kibicem, by to wytrzymać) cokolwiek zapamietało, nie dziwi zatem, że pytania i komentarze błądziły po manowcach. Sam też mądrzejszy nie byłbym gdyby nie streszczenia kolegów. Tylko kurcze mam problem, bo każde jakby było z innego przemówienia … .

Ex-premier przemówił krócej, (czy jasniej i konkreteniej?), ale zaraz potem wyrzucił się (przepraszam wyszedł) z całym klubem z sejmowej sali. Gdyby działo się to pod inną szerokością i długością geograficzną nawet bym nie mrugnął okiem.

  Zaczynam wierzyć, że w parlamencie ukryta jest machina czasu, która przenosi posłów w czasy bardzo wczesnej młodości, gdzie wszelkie problemy  załatwiało się łopatką i grabkami.

A może jakieś przepraszam?

4 lata temu większa część politycznego światka przekonywała naszych rolników, że wejście do Unii Europejskiej oznacza dla nich „mały koniec świata”. Po 3 i pół roku obecności Polski w UE zmiany widać przede wszytkim na polskiej wsi. Zmiany, ale nie takie jakie przepowiadli panowie politycy. Może jeszcze nie takie jak byśmy sobie tego życzyli, ale jednak. Polski rolnik skrzywdzony o połową niższymi dopłatami, znakomicie radzi sobie z konkurencją zachodnich kolegów. Aż „strach” pomysleć co by się działo gdyby miał równe szanse. Dziś, ci sami politycy, którzy starszyli wieś widmem UE, swoją nieporadnością w działaniu ustawili gigantyczne kolejki złożone kilkadziesiąt tysięcy rolników pod drzwiami oddizałów ARiMR  Polski chłop kolejny raz pokazał swą mądrość i determinację. Politycy przeciwnie.

Po komapanii wyborczej dużo się dyskutuje kto i za co powinien przeprosić. Nie słyszałem, by ktoś nawet szepnął, że wypadało by zacząć od przeprosin, jeśli nie społeczeństwa, to choćby tych zmarzniętych, ale widzących lepszą przyszłość rolników.