Wybory jeszcze się nie skończyły…

Głupi tytuł? Nie sądzę. Kampania wyborcza tylko na chwilę przygasła. Na jak długo? To zależy czy i kogo bedą rozliczać. Nie da się uciec od podsumowania „osiągnięć”. Bez tego nie da się skutecznie przystąpić do nastęnej rozgrywki. LiD już wydaje się powoli zmierzać ku niebytowi, a wewnętrzna próba dyskusji została stłumiona szybciej niż w PiSie. PiS też zachowuje się więcej niż dziwnie. W zapewnienia o trwającej wewnętrznej dyskusji nie wierzą chyba nawet jeszcze aktualni liderzy. Tymczasem nawet najskuteczniej zgromadzona w jednym miejscu masa indywidualności, pozostaje masą indywidualności, która czeka chwili aby się rozejść po kątach. Ta chwila to być może brak rzetelnej dyskusji o powodach utraty władzy. Trzech wiceprezesów nie jest jedynymi, którzy pragną zmian funkcjonowania partii. Trzech członków Ruchu Ludowo Narodowego pyta dlaczego wbrew zawartej umowie koalicyjnej nie otrzymali drugich miejsc na listach wyborczych w swych okregach. To nie zaważyło na wyniku wyborczym, ale było dla tych ludzi bolesnym doświadczeniem.

Wybory może dopiero za 3 lata, ale kampania już wystartowała. Pytanie czy Polacy akurat ich oczekują.

Josu

Nieznane mi do dziś koreańskie Josu, stało się jednego wieczoru synonimem tego co przez wiele lat w moim słowniku znaczylo słowo Geschaft. Współczuję wrocławianom, choć i to miasto znam raczej średnio.

Polacy dowiedzieli się po raz kolejny, że o rzeczy nawet słuszne i nam przynależne należy zabiegać, żeby nie powiedzieć walczyć. Jak znam życie to rządzący obecnie i wczesniej niczego z tej lekcji się nie nauczą. Przez ostatni rok trwał bezsensowny polityczny łomot, a zabrakło faktycznej pracy na rzecz Polski. Żeby być królem nie wystarczy siąść na tronie. Trzeba jeszcze mieć legitymację do zasiadania i umiejętność sprawowania władzy. 

Josu uczy nas, że od polityków trzeba oczekiwać efektywności, a nie zapewnień o efektowności. Werbalizowane intencje, jeśli nie stają się czynami, a te z kolei namacalnymi osiągnieciami, są tylko popiskiwaniem góry rodzącej mysz.

W naszym regionie od pewnego czasu słyszymy takie popiskiwanie.  Czekamy aż nasze Rysy i Śniezki wydadzą wreszcie coś na świat. Ot choćby myszkę …  

Dwuznaczność

Pewnie koledzy po piórze okrzykną mnie odszczepieńcem, ale nie znajduję w sobie żadnego uzasadnienia dla solidaryzowania się z tymi, którzy wezwani do odpowiedzialności za wygłoszone treści, stawiają się ponad prawem i bez żadnego powodu nie pojawiają się na rozprawach.

Podejmując ten zawód zgadzam się, żę każde moje słowo, którze ocenia innych może być przez innych ocenione. Owszem najczęściej czynią to zaocznie lub anonimowo na jakiś forach, ale nie zwalnia mnie to z odpowiedzialności za to co czynię drugiemu człowiekowi opisując jego zachowanie, czy poglądy. Zbyt często kreujemy się na policję, prokuraturę, sądy i szefów więzienia jednocześnie. Gdybyśmy jeszcze potrafili zachować przy tym obiektywizm i traktować wszystkich jednakowo.

Jesteśmy zawodem zaufania publicznego, a to zobowiązuje. Przede wszystkim do unikania wszystkiego tego co mogło by rodzić podjerzenia, że przedstwaiany przez nas świat jest skażony naszymi prywatnymi sympatiami i ansami. Subiektywizowaniem rzeczywistości zajmują się spece od marketingu. Przypomnę banał – dziennikarz ma wpisane w zawód obiektywizm. Tymczasem niektórym zdarza się uważać, że życie jest zbyt nudne i postanawia je ubarwić, przez co czasami przekracza prawo.  Nie ma powodu uważać, że z jakiegoś powodu dziennikarska konfabulacja z prawnego i moralnego punktu widzenia jest czymś innym od konfabulacji przeciętnego Kowalskiego. Nie możemy walczyć o równość wobec prawa niezależnie od sytacji materialnej i zawodowej i domagać się łaskwszego traktowania przez prawo. STAJEMY SIĘ W TAKIEJ SYTUACJI MORALNIE DWUZNACZNI. 

PS Kolegom z Gazety Polskiej szczerze życzę udowodnienia swych racji w sporze prawnym, ale nie popieram lekceważenia sądu.

To juz jest koniec … .

To już jest koniec, możemy iść, jesteśmy wolni …. Po 15 latach Samoobrona schodzi z polskiej sceny politycznej. Szkoda, że w atmosferze wyborczej klęski, obyczajowego skandalu. Bardziej życzyłbym sobie, by odbyło się to w efekcie spełnienia marzeń i oczekiwań wszystkich Polka, a szczególnie tych najbardziej pokrzywdzonych przez wczesnego Balcerowicza.  Wyborcy Samoobrony nie odeszli w niebyt wraz z ludźmi, którzy ich rozczarowali. Będą szukać innych kandydatów na nowych Janosików.  Czy będzie to Partia Regionów? (Notabene czy zbieżność nazw jest przypadkowa?).  Szczerze powiem bardzo wątpię.  Będę obserwował ten twór z czysto towarzyskiego punktu widzenia.  Bo zaiste pasjonujące się jest pytanie o przyszłość Trwającegodo końca przy Przewodniczącym. Porzuci go jak już to czynił wcześniej? Zostanie? A może zmieni barwy klubowe? Szepczą, że czyni już podchody …. .Warto nadmienić, że w naszym Radiu zapowiedzieliśmy ten rozłam już dwa tygodnie temu… . To znaczy? Warto słuchać KRP … żeby wiedzieć.  Skoro już mowa o zmianach klubowych, mówią w Białej, że być może niedługo największa partia będzie jeszcze większa.  Czy koalicjant nie powinien sobie zacząć nucić: Jest już za późno, nie jest za późno?   

Expose …

Pan Premier wyrzucił z siebie w imieniu swego rządu 3 godziny słów. Niewielu (zwłaszcza obecnych w Sejmie) z tych 185 minut (w sumie dwa pełne, futbolowe plus 5 minut czasu doliczonego, trzeba być zdrowym kibicem, by to wytrzymać) cokolwiek zapamietało, nie dziwi zatem, że pytania i komentarze błądziły po manowcach. Sam też mądrzejszy nie byłbym gdyby nie streszczenia kolegów. Tylko kurcze mam problem, bo każde jakby było z innego przemówienia … .

Ex-premier przemówił krócej, (czy jasniej i konkreteniej?), ale zaraz potem wyrzucił się (przepraszam wyszedł) z całym klubem z sejmowej sali. Gdyby działo się to pod inną szerokością i długością geograficzną nawet bym nie mrugnął okiem.

  Zaczynam wierzyć, że w parlamencie ukryta jest machina czasu, która przenosi posłów w czasy bardzo wczesnej młodości, gdzie wszelkie problemy  załatwiało się łopatką i grabkami.

A może jakieś przepraszam?

4 lata temu większa część politycznego światka przekonywała naszych rolników, że wejście do Unii Europejskiej oznacza dla nich „mały koniec świata”. Po 3 i pół roku obecności Polski w UE zmiany widać przede wszytkim na polskiej wsi. Zmiany, ale nie takie jakie przepowiadli panowie politycy. Może jeszcze nie takie jak byśmy sobie tego życzyli, ale jednak. Polski rolnik skrzywdzony o połową niższymi dopłatami, znakomicie radzi sobie z konkurencją zachodnich kolegów. Aż „strach” pomysleć co by się działo gdyby miał równe szanse. Dziś, ci sami politycy, którzy starszyli wieś widmem UE, swoją nieporadnością w działaniu ustawili gigantyczne kolejki złożone kilkadziesiąt tysięcy rolników pod drzwiami oddizałów ARiMR  Polski chłop kolejny raz pokazał swą mądrość i determinację. Politycy przeciwnie.

Po komapanii wyborczej dużo się dyskutuje kto i za co powinien przeprosić. Nie słyszałem, by ktoś nawet szepnął, że wypadało by zacząć od przeprosin, jeśli nie społeczeństwa, to choćby tych zmarzniętych, ale widzących lepszą przyszłość rolników.